środa, 29 kwietnia 2015

Nadinterpretacja wyników

W różnych wpisach, zwłaszcza z dziedziny dietetyki podaję, że jakiś związek czy grupa związków zawartych w ekstrakcie np. roślinnym wykazała w badaniu na zwierzętach czy liniach komórkowych takie czy inne działanie. Przykładem może być artykuł o stewii, gdzie podałem, że w pojedynczych badaniach stewia zaburzała płodność u zwierząt. W odzewie, w komentarzach, dało się zauważyć wnioski, stwierdzające, że spożywanie stewii prowadzi do niepłodności. Czy w przypadku aspartamu, że jest silnie trujący, choć to nieprawda. To tylko dwa przykłady.

(źródło: http://www.iwpr.org/)

Warto zaznaczyć pewne kwestie. To, że coś wykazano na komórkach in vitro, nie znaczy jeszcze, że zadziała na żywym organizmie. A jeśli dalsze badania wykazują działanie na zwierzętach modelowych, nie oznacza to, że zadziała na człowieka. I jeśli na zwierzętach modelowych wykazano jakieś negatywne oddziaływanie, również nie oznacza to, że przekłada się to na człowieka (choć oczywiście znając mechanizm danej reakcji biochemicznej, można teoretyzować). Wyciąganie takich wniosków, nadinterpretowanie wyników prowadzi często do różnego rodzaju szarlatanizmów czy nieuzasadnionego lub nie w pełni uzasadnionego nadawania jakimś produktom czy konkretnym związkom właściwości, których w pożądanych warunkach nie wykazano.

Badania in vitro dają pewien pogląd, że coś działa teoretycznie tak czy inaczej, ale przecież dany związek po podaniu jest metabolizowany i rozprowadzany po organizmie. A dalej, różne organizmy mogą różnie metabolizować czy wchłaniać poszczególne związki.

Czasami pisząc artykuł z zakresu dietetyki, zastanawiam się czy o czymś napisać. Jest ciekawe, może perspektywiczne, ale od razu mam w głowie komentarze, gdzie różne osoby nadinterpretują wyniki badań, dopowiadają coś sobie, z czego mogą wychodzić nieporozumienia. Warto być krytycznym i starać się racjonalnie oceniać daną sytuację.

15 komentarzy:

  1. Myślę, że ryzyko zawsze występuje. Każdy jest inny i nigdy nie wiadomo jak jego organizm zareaguje na tę czy inną substancję. Ale jeśli stwierdzono na przykład, że w danej grupie osobników tylko niewielka ilość z nich zaobserwowała jakieś negatywne następstwa, to ryzyko jest niewielkie. Pewnie, zawsze znajdą się osoby, dla których wszystko co nowe jest niebezpieczne i niezdrowe, ale przecież to do odważnych świat należy, nie? :D Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda jest taka, że jak ktoś będzie chciał znaleźć bzdurę i w nią uwierzyć, to to zrobi. Nie jest to powód, by nie dzielić się wiedzą. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ktoś będzie miał się przyczepić, to się przyczepi niezależnie od tego co ktoś napisze i iloma dowodami swoją pracę poprze. tacy już ludzie są.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przejmuj się! Rób dalej to, co robisz. Pomyśl sobie, że lepiej, żeby ludzie przeczytali coś wiarygodnego u Ciebie, niż bzdurne artykuły z internetu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadinterpretacja jest zależna od człowieka, który czyta wpis i jaki ma stosunek do badanego zjawiska. Jeżeli będzie szukał argumentów przeciwko i to skupi się na tym 1% przypadków, kiedy coś się nie powiodło. A jeśli szuka powodów, by coś zacząć stosować w swojej diecie, to nie przejmie się 70% negatywnych uwag.

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawda taka, że są osoby które wierzą tylko w jedno, własne zdanie i własne przekonania :) Także czekamy na kolejne posty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytalam twój komentarz na fanapge Aniamaluje i jest mi przykro, ze uznalam cie wczesniej za osobę rzetelną. Moja córka została zaszczepiona mimo gorączki spowodowanej ząbkowaniem - od tamtej pory zaczęły się nasze problemy, począwszy od odry poszczepiennej. Odporność zrujnowana, Kasia ci chwilę chora, sepsa po leczeniu w szpitalu cudem opanowana! Bylabym wdzięczna, gdybyś zechciał poczytać źródła naukowe bez uprzedzeń, z postawą naiwną poznawczo, jak nauka nakazuje. Bo profesorowie którym nie zależy na pieniądzach, wypowiadają się jasno. Nadinterpretacja to właśnie to, co zrobiles. Nie jestem przeciwniczką szczepień, ale jestem za stop NOP i rozwagą przy wstrzykiwaniu łączonych szczepień dzieciom! http://szczepienia.blog.pl
    Nawet nie łudzę się, ze zapoznasz się z informacjami, wszak maz juz wyrobione zdanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ znam. I nie przeczę, że po podaniu szczepionki, szczególnie w niewłaściwym okresie, mogą wystąpić skutki uboczne. Z mojej wypowiedzi, o której wspominasz, wyciągnęłaś wnioski, które wcale z niej nie wynikają i tym samym cała krytyka w tym komentarzu nie ma podstaw.

      Usuń
    2. W takim razie marzę o rzetelnym wpisie o szczepionkach z twojej strony. Uderzyło mnie sformułowanie "antyszczepionkowe brednie" - każdemu kto tak mówi, kazalabym spojrzeć mojej córci w twarz, gdy miała sepsę. Pragnę też zaznaczyć, ze lekarze to młoty i nikt mnie nie słuchał, ze mała ząbkuje. Ignorancja jest okropna, ja przed zdarzeniem byłam gorącą zwolenniczką szczepień, dzisiaj jestem za rozwagą ! A rozwagi lekarzom brak!

      Usuń
    3. Sama określiłaś, że nie jesteś antyszczepionkowcem. A określenie to odnosi się do bezmyślnego i bezpodstawnego krytykowania podawania szczepionek. Tego, że mogą one w określonych sytuacjach wywoływać skutki uboczne nikt nie neguje. W przypadku Twojej córki, na tyle na ile mówisz, to problem też nie wynikał z samej szczepionki, a z tego, że podano ją nie wtedy, kiedy należy. Co do lekarzy - odnoszę wrażenie, że nawet weterynarze bardziej pilnują spraw okołoszczepionkowych. O braku rzetelności wśród lekarzy pisałem we wpisie ''Irytujące zachowania lekarzy''.

      Usuń
  8. Zachęcam do przyjrzenua się ramach naukowej ciekawości innym przypadkom z fanpage stop NOP.

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę się zgodzić. :D Nie można wszystkiego brać w pryzmat; bo nam zaszkodzi, bo tak to nie wiem co byśmy jedli...

    OdpowiedzUsuń
  10. prawda jest taka, że interpretować wyniki badań medycznych powinni tylko osoby, które się na tym znają, w sumie parę razy byłem u Ciebie i Ty nie interpretujesz tylko przytaczasz różne wyniki badań

    OdpowiedzUsuń
  11. Niektórzy po prostu za bardzo się wczuwają w temat, często niepotrzebnie sami się nakręcają.

    OdpowiedzUsuń
  12. To prawda że badania na zwierzętach nie zadziała 100% gwarancji że identycznie zadziała na człowieka.

    OdpowiedzUsuń