środa, 5 sierpnia 2015

Co warto jeść i dlaczego?

Taki właśnie tytuł nosił wcześniej blog, zanim jeszcze przemianowałem go na popularnonaukowego, pisząc coraz częściej na tematy biologiczne i medyczne. Tutaj chciałem do niego nawiązać bez żadnej okazji, rocznicy, czegokolwiek. Czytając część z Was, w stosunku do tego, czego się spodziewacie, będzie pewnie zaskoczona. Zobaczmy.

(Pixabay)

Po pierwsze, warto jeść w McDonaldzie. Szybko, smacznie, sycąco. Przynajmniej na pół godziny po zjedzeniu. Ale do rzeczy. Kiedy naprawdę warto zjeść w tej restauracji? Jeżeli nie mamy w okolicy (np. będąc w egzotycznym dla nas kraju) pewnego miejsca na nieszkodliwy dla naszego żołądka i wątroby posiłek, warto udać się do McDonalds, gdzie standardy sanitarne generalnie są na miejscu. Nie jestem wielkim podróżnikiem, to od podróżujących regularnie po świecie zawsze słyszę właśnie te słowa. Ale ignorant. No chyba, że robią mnie w balona?

(Pixabay)

Mój pomysł na może niewiele bardziej, niż symbolicznie, ale jednak, urozmaicenie różnych rzeczy w nurcie ,,zdrowego odżywiania’’ to dodawanie otrębów do różnego rodzaju dań. Na przykład do ciast, czy to na pizzę czy podpłomyki. Do panierek. Dzisiaj na przykład zrobiłem świetną panierkę z otrębami, którą wykorzystałem potem robiąc kąski z piersi z kurczaka (może chcecie przepis?). Dodawać więc otręby.

Uwielbiacie fast foody (tak jak ja)? To starajcie się robić je w domu. Wiem, że to żadne wielkie odkrycie, truizm. Masz nas za idiotów? Ale i ja czasem nie wpadnę na coś cholernie prostego, za podsunięcie czego jestem potem wdzięczny. A taki domowej roboty Big Mac, jeśli się postaracie, będzie na pewno mniej kaloryczny, a bardziej wartościowy odżywczo i funkcjonalnie, niż oryginalny z restauracji. Do pizzy z kolei możecie dodać otrębów, a sos naładować likopenem.


Jeżeli macie ochotę na coś słodkiego to nie wydziwiajcie ze słodzikami czy innymi takimi niespełnionymi alternatywami. Czasem warto ulec pokusie, dając mózgowi tę przyjemność. Niech ma, a co. Słodkie, słodziutkie lody, ciastka, herbatniki, żelki. Byle nie dać się ponieść i trzymać kontrolę. Zwykle gdy ktoś mnie pyta o słodycze przy odchudzaniu to mówię, że lepiej raz na jakiś czas (np. raz w tygodniu) sobie pozwolić, niż przez miesiąc i dłużej odmawiać, bo potem ochota może (ale oczywiście nie musi) wrócić ze zwielokrotnioną siłą. Hmm, a być może macie tak jak ja i słodyczy po prostu nie lubicie? Jest czego zazdrościć.

Wiem, że jest teraz moda na czystka i inne takie. Moim zdaniem jednak warto postawić na zieloną herbatę. Tak czy siak. Nie będę zmieniał tematu na ,,Co warto jeść i pić i dlaczego?’’, bo gorzej brzmi, ale zapamiętajcie sobie jedno: dobrej jakości zielona herbata, pita regularnie, oczywiście przez osoby nań nieuczulone, nie ciężarne, nie małoletnie, jest super. Niesłodzona. Bo działa potencjalnie prewencyjnie przy masie chorób. A jesienią i zimą warto jeść to na co nie mamy ochoty. Czyli tran (lub jeżeli jesteś wegetarianinem - olej lniany). 

Części kolejne (bardziej na poważnie) "Co warto jeść i dlaczego?" wkrótce.

42 komentarze:

  1. Ja słodycze uwielbiam lubię też piec, ale niestety aktualnie piekarnika nie mam ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Moda na czystka ma swoje uzasadnienie, np. w przypadku boreliozy :D Ja bardzo lubię tę herbatkę, wzmacnia odporność. Oprócz tego piję zieloną i rumianek, czy to znaczy, że ulegam modzie, czy że działam zgodnie z sobą? ;-)) Czepiasz się tego czystka już któryś raz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będę się mścił na czystku, póki moja notka o nim będzie najpopularniejszą na tym blogu ;-).

      Usuń
  3. Bardzo mi się spodobało to co właśnie przeczytałam, serio! Z większością rzeczy się zgadzam, też dodaję w kuchni otrębów, tata czasami marudzi bo nie lubi mojej otrębowej pizzy, ale poza tym wszystko jest pyszne. I zielona herbata - najlepsza, piję ją cały rok, latem na zimno, z kostkami lodu, zimą ciepłą, z syropem malinowym własnej roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też marudzą na pizzę z otrębami :-P. Ale ostatnio daję ich już mniej, żeby nie były takie wyczuwalne.

      Usuń
    2. może przed podaniem do pizzy warto spróbować je namoczyć?

      Usuń
    3. Ale nie ma różnicy pomiędzy ciastem z i bez. Nie daję tego dużo. W sumie minął rok i marudzenia już nie ma.

      Usuń
  4. Słodyczy jem bardzo dużo, a otręby lubię od czasu do czasu. Bardzo przydatne informacje przedstawiłeś.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja i tak nienawidzę McDonalda :D
    Jesli ktoś chce przejść na dietę i porzucić słodycze to polecam fajną metodę która przynajmniej na mnie działała (wiem oczywiscie nie każdemu moze pomóc) zawsze gdy mialam ochotę na coś słodkiego bralam gumy owocowe. Ochota na słodkie minęła a ja nie dotknelam nawet zadnych ciastek ani batonikow. Jesli ktos ma słabą siłę woli albo po prostu chce cos na jakis czas zjesc- łatwo mozna to zastapic: lody wodne,sorbety, batoniki musli dżem slodzony fruktoza :D
    Chyba spróbuję tej zielonej herbaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój sposób na przekąski (słone, bo o ile słodyczy nie lubię to chipsy czy krakersy uwielbiam) to po prostu ich nie kupować, jak nie ma w domu to potem nie chce mi się nagle specjalnie lecieć do sklepu i kupować :-P.

      Usuń
    2. U mnie przy komputerze musi być coś do picia, bez napoju mam ochotę na czipsy, chrupki i słono-pieprzne krakersy. Ewentualnie kanapki, pieczarki w occie lub oliwki (potrafię zjeść cały słoiczek marynowanych), wafle ryżowe z twarogiem i jalapeno lub jalapeno plus coś innego :D

      Usuń
  6. Zdarza mi się czasem jadać w fast foodach, bo zwyczajnie je lubię, zresztą wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Od otrąb zdecydowanie wolę zarodki pszenne! W przeciwieństwie do tych pierwszych ciężko je "przedawkować" ;) oraz są przepyszne! A znacznie lepszym źródłem błonnika jest moim zdaniem dobrej jakości pieczywo, mąki i makarony.

    Co do McDonald's to pomijając warunki sanitarne należy zwrócić uwagę, że nie zaserwujemy tam naszemu żołądkowi terapii szokowej (a w konsekwencji klątwy Faraona/Montezumy ;) ), bo Big Maki to obiekt tak wystandaryzowany, że odbił się echem nawet w ekonomii, która korzysta czasem ze wskaźnika o nazwie Big Mac Index ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię zarodki, dobre do np. omleta jajecznego na kolację bo mają sporo białka.

      Usuń
  8. Fajna seria :). Czekam na kolejne części (mogą być i mniej serio ;) ). Ja niestety słodycze uwielbiam i to mój gwóźdź do trumny.

    OdpowiedzUsuń
  9. zieloną herbatę lubię. a Mac.. niby wysokokalorycznie, mało i drogo... ale na tyle lokali co mają jakby te warunki były rzeczywiście złe to już dawno ktoś by wyłapał i pozamykał.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uwielbiam zieloną herbatę a fast foody - masz rację - dobrze jest przygotowywać w domu - będzie i zdrowo i apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A co z modą na bezglutenowe żarcie i na eliminację laktozy "bo mleko jest dla nas trujące"? Jestem ciekawa co o tym myślisz.

    Co do McDonaldsa zwykle tylko za granicą na trasie (lubię podróżować) bo takie przydrożne bary i budy trochę odstraszają. Ale jak już jesteśmy w mieście to trzeba poznawać nową kuchnię! Chociaż nie powiem, jak zobaczyliśmy w Albanii podróbkę McDonaldsa to się skusiliśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Fast foody lubię, ale nie jem zbyt często, zdrowy rozsądek zwycięża :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Z fast foodów jedynie od czasu do czasu jem pizze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli fast food, to tylko i wyłącznie domowy. A co do otrębów - uwielbiam, świetna panierka wychodzi z otrębów zmielonych z siemieniem lnianym.

    OdpowiedzUsuń
  15. ja jadlabym chetnie owoce ale moj zoladek nie zawsze pozwala;

    OdpowiedzUsuń
  16. TO na co w danej chwili mam ochotę... burritos!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. OOOO to zostaje jego fanką, bo bardzo mnie zaciekawiła tematyka:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbia domowy fast food, w zasadzie jem tylko taki, a na zieloną herbatę muszę się w końcu przerzucić:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajny cykl wpisów się zapowiada ;) otręby i zarodki uwielbiam! Często na śniadanko jadam omlecik z ich sporym udziałem :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Powiem Wam tyle, że z tym zdrowym odżywaniem to trzeba też mieć trochę wiedzy na ten temat.

    Ja jakieś 2-3 tygodnie nabawiłem się bólu brzucha, przez który cierpiałem, nie mogłem w nocy spać, byłem bez sił za dnia. Nabawiłem się po prostu wrzodów, a od czego?

    Zbyt mocne mięty, orzechy, pełnoziarniste pieczywo + chleb żytni, pestki dyni, dużo błonnika, masa rzodkiewek, a to wszystko powoduje wrzody w nadmiernych ilościach. Do tego przestałem jeść mięso i pić mleko, a drób i mleko łagodzą te objawy.

    Odkąd zmieniłem dietę, czuję się po kilku dniach lepiej.

    Ogólnie propos mikro kajzerki wartej w rzeczywistości 20 groszy i płacenie za nią po 3,50-4,50 to z punktu ekonomicznego jest to istne szaleństwo i snobizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W/g ustaleń cokolwiek bardziej naukowych niż opartych o symptomy gastryczne, wrzody powodowane są obecnością wirusa. Dieta może ewentualnie wzmocnić lub osłabić objawy.

      Usuń
    2. Co za bzdura. Jeśli już wskazywać jednego winowajcę wrzodów, to jest nią bakteria Helicobacter pylori, a nie żaden wirus. Ale rzeczywiście poza zmianą diety najważniejsza jest eradykacja patogenu przez kurację antybiotykową, niestety samo odżywianie to za mało.

      Usuń
    3. Czyli poza tym że zamiast bakterii za winowajcę uznałem wirusa (mea culpa - na przyszłość zapytam wuja G, zamias ufać wławnej pamięci) to mam całkowitą rację... W rzeczy samej "bzdura" że boki zrywać.

      Usuń
    4. Wydawało mi się, że mój komentarz dość jasno rozdzielony jest na dwie części: tę, gdzie poprawiam Twój błąd i ten, w którym przyznaję Ci rację co do czegoś innego. Nigdzie też nie zrywam z Ciebie boków i w ogóle nie pojmuję skąd ten napastliwy ton...

      Usuń
    5. No fakt "co za bzdura" to wyrażenie neutralne emocjonalnie... natomiast "boki zrywać" to "napastliwy ton...
      Ale fakt, faktem - można z większym dystansem do tej rozmowy podejść.
      Pozdrawiam

      Usuń
  21. O jeja, zazdroszczę nielubienia słodyczy XD No i w sumie świetny pomysł z tym McDonaldem, chociaż w sumie też nie jestem podróżnikiem. Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. „zielona herbata […] działa potencjalnie prewencyjnie przy masie chorób”

    Co to znaczy „potencjalnie prewencyjnie”? Że może zapobiec, a może wcale nie? To gdzie jej przewaga nad, powiedzmy, czystą wodą? ;>
    A jeśli jednak działa prewencyjnie, to skąd właściwie to wiemy? Przeprowadzano długoterminowe badania na dużych grupach, pochodzących z tych samych populacji, które by wykazały na jakimś przyzwoitym poziomie istotności, że pijący zieloną herbatę rzadziej zapadali na „masę chorób” (względnie jakąś metaanalizę na niechby małolicznych, za to wielu grupach)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że sam odpowiedziałeś sobie na pytanie dlaczego ''potencjalnie'', a nie ''na 100%''.

      Usuń
  23. Nic nie pomaga „na 100%”. Zawsze w konkretnym przypadku może nie zadziałać, zadziałać słabo, czy wręcz zaszkodzić, ale zbadawszy dużą grupę wiemy, jakie jest prawdopodobieństwo, że jednak pomoże, a jeszcze większą – jakie jest prawdopodobieństwo działań nieporządanych. A jednak nie piszemy np. o aspirynie, że „potencjalnie działa przeciwzapalnie”. Bo po prostu działa przeciwzapalnie, wiemy to. Więc racja, źle się wyraziłem – wątpliwość, jaką mam co do zielonej herbaty, to nie tyle, czy „może zapobiec” (w konkretnym przypadku), a raczej czy „może zapobiegać” (w ogóle). Czy na pewno tak działa na te liczne choroby? Czy to wiemy, jak o aspirynie, czy może tylko myślimy życzeniowo (jak np. ostatnio zwolennicy medycznej marihuany)? Krótko mówiąc: czy to zbadano pod normalnym, solidnym rygorem naukowym? Bo jeśli nie, to można o jej „działaniu” pisać na blogach altmedowych, na popularnonaukowym należałoby raczej tego unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele badań i obserwacji potwierdza działanie zielonej herbaty (w tym badania na ludziach), dodałem ''potencjalnie'' dla bezpieczeństwa oraz faktu, że przydało by się więcej danych epidemiologicznych.

      Usuń
  24. z tym czystkiem to dowaliłeś naprawdę! ( zerka na zioła na szafce swojej mamy, przypomina sobie pokój w akademiku i opakowanie czystka które piła jej współlokatorka). Pisałeś już może jakiś artykuł o słodzidłach albo polecasz jakiś artykuł na ten temat. Byłabym Ci wdzięczna ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałem o stweii i aspartamie :-).

      Usuń
  25. Człowieku ale Ty tu pierdoły wypisujesz... Że też ludzie muszą czytać te Twoje "namowy" na jedzenie w tej "trucicielni" Mc Donald. Współczucia dla wątroby i innych narządów... Prowadzisz takimi wpisami ludzi w kierunku choroby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Ty przypadkiem nie komentowałeś mojego gościnnego wpisu na portalu 'FacetemJestem'? Podobnie jak tam wstawka o pizzy, tutaj także spora część wpisu jest humorystyczna i niedosłowna. Natomiast zjedzenie raz na jakiś czas ''fastfooda'' zdrowej osobie wątroby nie uszkodzi.

      Usuń
  26. Heh, już dawno nie byłem na Twoim blogu ;)
    Odnosząc się do Twojego postu, to zgadzam się, że warto zrobić w domu bardziej zdrowsze fast foody :) Otręby to też świetny pomysł, który świetnie zastępuje panierkę tradycyjną :)
    Ja raczej dość racjonalnie podchodzę do żywienia i uważam, że jedzenie słodyczy raz w tygodniu, oczywiście w umiarkowanych ilościach, nikomu nie zaszkodzi. Nawet zjedzenie fast fooda w barach typu fast food nie zaszkodzi, jeżeli jemy raz na jakiś czas. Do żywienia należy podchodzić dość racjonalnie.

    Pozdrawiam,

    Patryk

    OdpowiedzUsuń