środa, 27 lipca 2016

Historia dwóch złotych

Czasami warto opowiedzieć krótką historię, zamiast wykładać po kolei racjonalne argumenty, by pokazać ludziom coś prostego i oczywistego, a co się takie na początku wcale nie wydaje. Przynajmniej niektórym. Poznajcie więc pewną historię o dwóch złotych. Sami oceńcie, czy szczęśliwych.


Pewnego dnia poszedłem ze znajomym w okolice lotniska. Spora jego część otoczona jest przez nieużytki, w związku z czym miejscami można poczuć się tam jak w miejscu z „daleka od ludzi”. Po przejściu paru kilometrów natknęliśmy się na opuszczony, okrągły domek. Zastawialiśmy się cóż to może być, a że kolega uprawia od dłuższego czasu tzw. urban exploration (urbex), to sprawdziliśmy to od środka (swoją drogą niezła „zabawa”, jeśli tak to można nazwać).


Wszystko wskazywało na to, że opuszczone miejsce było kiedyś barem albo czymś w tym rodzaju. Na myśl nasunęła mi się scena z drugiego sezonu serialu The Walking Dead. Rick i Glen wybrali się do miasta by sprowadzić na farmę zdołowanego Hershela. Znaleźli go w przypominającym to właśnie miejsce barze, próbującego po śmierci bliskich utopić smutek w alkoholu. Gdybyśmy ze znajomym na ową wycieczkę wybrali się późną porą, przy szarzejącym niebie, z pewnością ten nieużywany już lokal jeszcze bardziej klimatem przypominałby przytoczony, serialowy. Przynajmniej niebo było zachmurzone.

Okazało się, że kawałek dalej są trzy nienaturalne stawy. Znaleźliśmy też sztuczną trawę. Za kilkanaście metrów znowu. I jeszcze. Takich pól owej murawy, dookoła zarośniętych,  było kilka. Doszliśmy do wniosku, że ta placówka to opuszczone pole golfowe, choć rzecz była nadal do zweryfikowania (w końcu grę w golfa widziałem jedynie na amerykańskich filmach, kolega chyba też). Przed opuszczeniem tego miejsca wróciliśmy jeszcze raz obejrzeć domek od środka.


Znajomy wypuścił motyla, który być może nie mógł się wydostać, a ja, coby ponownie poczuć namiastkę klimatu z opisywanego odcinka The Walking Dead, udałem się za ladę i na zaplecze. Wyobraźcie sobie moje zdumienie, gdy spoglądając mimochodem na podłogę, wśród gruzu znalazłem dwa złote. Niby nic, ale porzucone więcej jak 1, 2 lub 5 groszy nie widziałem od co najmniej pięciu lat, a tu dwa złote i to w takim miejscu. Zażartowałem do kolegi, że muszę to postawić na kupon w Lotto (Kaskada), w końcu miałem szczęście.

Wiecie, że nie jestem przesądny. Zabobony wydają mi się być mniej lub bardziej zabawne albo głupie. Jeszcze te wspomniane pięć lat temu wierzyłem w duchy, w jakieś tam przeznaczenie i inne tego typu. Mimo tego, tak po prostu, owe dwa złote na Kaskadę postawiłem. Czy wygrałem? Oczywiście, że nie. Nawet dwóch złotych (najniższa wygrana w tej grze). Czy gdybym wygrał 100, 1000 lub najwyższą nagrodę – 250 tysięcy złotych – uznałbym, że to jakieś szczęście, powiązane z okolicznościami tego, co znalazłem? Pięć lat temu – zdecydowanie, a dziś? Nie. Spotykały mnie (zapewne) mniej prawdopodobne rzeczy, a nas wszystkich (w pewnym sensie) zahaczył najprawdziwszy zbieg okoliczności – powstanie życia kilka miliardów lat temu.


Założę się, że mnóstwo osób całą tę sytuację uznałoby za jakiś dobry (a może zły?) omen. Przynajmniej do czasu przegrania (albo wygrania?) w grze. Byle zbieg przypadków potrafi nie jednego i nie jedną wprawić w osłupienie. Sprawić, że uwierzą, iż to jakaś wyższa siła sprawcza. Tak samo działa choćby obwinianie szczepionek o autyzm, a prawdą jest po prostu to, że w wieku wykonywania szczepień pojawiają się pierwsze objawy tego rodzaju zaburzeń. Przypadki. Przykłady można mnożyć.

Kończąc tę historię – tak, napotkana przez nas miejscówka była w przeszłości ośrodkiem golfowym. Dodam, że zdjęcia sztucznie przyciemniłem dla uzyskania opisywanego wcześniej klimatu, a ów znajomy także ma bloga, którego warto odwiedzić.

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga? Możesz to zrobić zostając jego patronem tutaj

8 komentarzy:

  1. Rewelacyjny wpis! Czytałam w napięciu do ostatniej kropki. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa opowieść. Ja jakiś czas temu znalazłam pod ławką kilka nowych zdrapek wartych kilkadziesiąt złotych, wygrałam 20 zł :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia tak ciemne że przy kontraście z tłem prawie nic nie widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, trochę tak, ale nie o zdjęcia tutaj chodzi :-D.

      Usuń
  4. Jestem przesądna, choć nie do przesady, bo przecież "Są rzeczy na ziemi i w niebie, o których nie śniło się nawet filozofom".
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trawa na polach golfowych nie jest sztuczna. Jest to specjalny rodzaj trawy, odpowiednio przycinanej, nawadnianej, ect.
    Wszystko zalezy tez od "dolka".
    Golf jest fajnym sportem, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta była sztuczna. To nie było takie ekstra pole golfowe, jak z filmów tylko jego polska wersja ;-).

      Usuń