niedziela, 14 sierpnia 2016

Brakujące ogniwo odnalezione

Tytuł jest oczywiście prowokacyjny i jeśli jeszcze nie domyślacie się dlaczego, to za chwilę zrozumiecie. Na pewno słyszeliście już to sformułowanie – brakujące ogniwo ewolucji. Brzmi jak coś, czego nie odkryto, ale ze względu na wiedzę, jaką obecnie posiadamy, domyślamy się, że powinno istnieć, prawda? Jak z pierwiastkami, ze względu na liczbę protonów w jądrze. Pierwotnie tak właśnie rozumował Karol Darwin. Słusznie, tak podpowiada logika. Dzisiaj sprawa wygląda nieco inaczej i jest swego rodzaju zabawą językową, ale nie tylko o nią chodzi w tym artykule. Właściwie będzie ona ledwie wstępem.

brakujące ogniwo

Jeśli dyskutuję z kreacjonistą (tudzież wyznawcą inteligentnego projektu), to wiem, bo doświadczenie mnie nauczyło, że nie rozumie on pojęcia, któremu poświęcimy tutaj miejsce. No bo jak to tak? Brakujące ogniwo, jak sama nazwa mówi, nie istnieje, więc o co chodzi tym biologom? Odpowiedź jest bardzo prosta. Chodzi o to samo, co w przypadku wieloryba. Kiedyś myślano, że ssaki morskie są rybami, stąd nazwa „wielo-ryb”, czyli wielka ryba. Czy kiedy przyrodnicy odkryli, że walenie są ssakami (bo m.in. są stałocieplne i karmią mlekiem młode, a przede wszystkim wywodzą się z tej samej linii ewolucyjnej, co reszta ssaków), zmienili nazwę, która powszechnie przyjęła się w społeczeństwie? Nie.

To znaczy, istnieją systematycy, którzy świnkę morską przemianowali na kawię, a fokę szarą na szarytkę. Nigdy nie wiadomo, kiedy wpadną na pomysł, by powołać do życia wodossaki, uśmiercając jednocześnie walenie. Wodossak błękitny. Śmieję się, ale uzasadnienie tych zmian jest generalnie funkcjonalne, bo fokami są teraz tylko te z rodzaju Phoca, a foka szara to rodzaj Halichoerus. Problem w tym, że nazwa przyjęła się wśród ogólnie rozumianej opinii publicznej, a ta nowa brzmi jakoś głupio. Naukowcy i tak mają łacinę. Jest to oczywiście kwestia przyzwyczajenia i za kilka pokoleń szarytka czy kawia staną się prawdopodobnie dominującymi określeniami, ale co my się nadenerwujemy, to nasze. Zresztą, nie upieram się, może ta zmiana faktycznie była konieczna.

foka szara szarytka

Z brakującym ogniwem jest podobnie. Kiedyś brakowało Darwinowi jakiejś skamieniałości o cechach pośrednich, pomiędzy jedną grupą organizmów, a inną. Nazwał je w ten właśnie sposób – logicznie – brakującym ogniwem. Bo skoro mamy jedno i mamy drugie, to oczywiste jest, że musiało być również coś pomiędzy. Jeżeli znajdziemy ofiarę morderstwa to wiemy, że istnieje też zabójca, tylko jeszcze go nie znaleźliśmy. Możemy też nie wiedzieć dokładnie, kiedy tragedia miała miejsce, ale to że w ogóle zaistniała, również jest sprawą jasną. Dzisiaj często używamy określenia „forma pośrednia” czy „gatunek lub rodzaj pośredni” w ewolucji danej grupy systematycznej, ale gdy zabierasz się do dyskutowania z biologami tak, jak z wielką pasją robią to kreacjoniści i wyznawcy inteligentnego projektu, znaczenie sformułowania „brakujące ogniwo” powinieneś znać. Kreacjoniści nie znają.

Podsumować można krótko: brakujące ogniwo ewolucji, zwane też formą pośrednią ewolucji, to po prostu gatunek lub rodzaj jakichś organizmów, które posiadały cechy przejściowe pomiędzy dwoma innymi, które rozpatrujemy. Zastanawiać się możemy nad różnymi grupami. Zarówno na przykład nad tym, co było pomiędzy rybami, a płazami, jak i co nastąpiło po wykształceniu płuca u ryb, ale jeszcze przed powstaniem właściwych (tak je teraz nazwijmy) płazów. Wszystko zależy od perspektywy, z której patrzymy. Zobaczcie: jeśli weźmiemy współczesnego człowieka i australopiteka, czyli naszego afrykańskiego przodka, znajdziemy cechy pośrednie między nami, a nimi. Pomyślcie jednak o tym, że obecni my też staniemy się kiedyś formą przejściową pomiędzy ludźmi przyszłości, a naszymi przodkami. Chodzi o to, że zależnie od punktu widzenia, tak naprawdę każda grupa organizmów może być określana mianem formy przejściowej.

ewolucja
Współczesne małpy człekokształtne, gibon jest niewyskalowany, Thomas Huxley

Powyższe fakty dobitnie pokazują, że gdy ktoś kłóci się, że ewolucja to bzdura, bo istnieją brakujące ogniwa (czyli, według rozumowania tejże osoby, czegoś tutaj brakuje) znaczy to, że nie ma pojęcia o czym w ogóle mówi. To tak jak z teorią ewolucji. Często usłyszycie lub przeczytacie, że to tylko teoria (swoją drogą, stąd właśnie pomysł na nazwę bloga). Autorzy tych słów, kierowanych w stronę teorii ewolucji nie znają różnicy pomiędzy hipotezą naukową, a teoria naukową. Ta pierwsza jest czymś, co domniemywamy i próbujemy sprawdzić jej prawdziwość, a ta druga jest zbiorem twierdzeń, wynikających z dowodów naukowych, które opisują jakieś zjawisko. I tak jak teoria grawitacji opisuje bezsprzecznie istniejące zjawisko grawitacji (znajdźcie kogoś, kto twierdzi, że teoria grawitacji to „tylko teoria!”), tak teoria ewolucji biologicznej opisuje bezsprzecznie zachodzący proces ewolucji biologicznej, jego prawa i mechanizmy.

Pogadaliśmy sobie o sprawach ogólnych i fundamentalnych, o znaczeniach słów, definicjach i tak dalej. Jednak każdy lubi znać jakieś konkrety. No to proszę bardzo. Brakujących ogniw odkryto dotychczas całkiem sporo, a zważywszy na to, jaka jest wielość wymarłych i współczesnych form organizmów, gatunków przejściowych teoretycznie jesteśmy w stanie znaleźć niemal nieskończenie wiele. Jeśli się uprzeć, nawet środkowe pokolenie, spośród trzech, można nazwać tym przejściowym. Tylko wyszukiwaniem drobnych zmian w tak krótkiej skali czasu możecie zająć się podczas rodzinnego spotkania. Tutaj przytoczę, mówiąc trochę kolokwialnie, kilka grubszych przykładów.

Archeopteryx
Archeopteryx, H. Raab, Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie

Jednak zanim to zrobię, muszę zaznaczyć jeszcze jedno. Wskazując formę pośrednią, nie zawsze będzie nią ona dosłownie. To znaczy, nie za każdym razem będziemy mówili o grupie organizmów, które bezpośrednio, pokoleniowo były związane z tymi dwoma, pomiędzy którymi się znajduje. Często brakującym ogniwem będzie jakiś ślepy zaułek ewolucji, podobny do faktycznych, bezpośrednich przodków lub potomków, a eksponowany jako taki, bo najzwyczajniej dobrze zachowany w skamielinach. Żeby to lepiej zrozumieć, wyobraźcie sobie 10 pokoleń danej rodziny. W piątym pokoleniu zachowały się tylko szczątki jakiegoś kuzyna, a nie bezpośredniego syna, a potem ojca, z głównej linii, jaką badamy. W związku z tym naszą przykładną formą pośrednią będzie kuzyn. Tak czy siak posiadał on cechy bliskie do naszego bezpośredniego przodka, jaki nas interesuje, ale dużo lepiej go zbadamy i sprawdzimy różnice między pierwszym, piątym i dziesiątym pokoleniem. Przykład oczywiście jest wyłącznie uproszczeniem, bo 10 pokoleń to za mało, na wystąpienie poważnych zmian.

Przechodząc w końcu do konkretów, na samym początku nadmienię, że całą, długą (choć zważywszy na liczbę gatunków, jakie wymarły – i tak krótką) listę form przejściowych możecie zobaczyć na angielskiej Wikipedii, w podlinkowanym artykule. Jeśli ktoś lubi się czepiać, że to Wikipedia, to dodam, że ta angielska jest dużo lepsza od (i tak już poprawiającej się) polskiej, a artykuł pokrewny został odznaczony, jako dobry i rzetelny, co na Wikipedii częste nie jest. Ja pokażę Wam, jak już wspomniałem, te najważniejsze przykłady z punktu widzenia nauczania o ewolucji i biologii ewolucyjnej w świadomości społecznej.

Tiktaalik
Tiktaalik, rekonstrukcja komputerowa, Obsidian Soul, https://commons.wikimedia.org

Pierwszym niech będzie najsławniejszy Archeopteryx, którego podziwiać można na przykład w Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie (nawiasem mówiąc, w Polsce nie ma ani jednego takiego przybytku, nawet w Warszawie, jest jedynie spakowane w piwnicy Pałacu Kultury Muzeum Ewolucji). Wspominałem o różnych ścieżkach i zaułkach ewolucji na podobnym etapie i w nawiązaniu do tego, drugim przykładem brakującego ogniwa pomiędzy dinozaurami, a ptakami, obok archeopteryksa jest Anchiornis. W rzeczy samej, ptaki są bezpośrednimi potomkami dinozaurów gadziomiedniczych, dlatego nazywa się je także współczesnymi dinozaurami. Obraz wyrośniętego, o połyskujących łuskach gada okazuje się być coraz częściej, przynajmniej na pewnym etapie ewolucji, nieaktualny. Wiele znanych nam wymarłych zwierząt z tej grupy, posiadało pióra. Na przykład welociraptory, rozsławione, jako agresywne i gładziutkie w ekranizacjach Parku Jurajskiego.

Cofnijmy się trochę w czasie i poszukajmy form przejściowych pomiędzy rybami i płazami. Najpierw jednak zastanówmy się czym właściwie różnią się owe dwie grupy zwierząt? Do płazów należą te bezogoniaste (żaby, ropuchy, rzekotki, drzewołazy), ogoniaste (traszki, salamandry) i beznogie (marszczelce), które bardziej przypominają wyrośnięte dżdżownice, niż płazy. Ryby z kolei dzielimy współcześnie na kostnoszkieletowe i chrzęstnoszkieletowe. Te drugie to rekiny, chimery i płaszczki i choć przypominają wiele innych ryb, to są ewolucyjnie odrębną grupą. To ryby kostnoszkieletowe wyewoluowały w płazy. Ich jelito tworząc uchyłek, dało początek płucu, jakim dzisiaj niektóre z ryb tej grupy oddychają (np. prapłetwiec). Zaś istotne cechy różniące ryby kostnoszkieletowe i płazy, to przede wszystkim uniezależnienie się od środowiska wodnego. Nie całkowicie, bo rozród nadal odbywa się w wodzie, ale w znacznym stopniu owszem. Przykładami form przejściowych pomiędzy rybami, a płazami są np. akantostega czy tiktaalik, którego nazwa wywodzi się z języka Inuitów (Eskimosów).

dimetrodon synapsyd
Dimetrodon, Postdlf, Muzeum Historii Naturalnej w Waszyngtonie, https://commons.wikimedia.org

Ciężko ustalić linię pomiędzy gadami i ssakami w ewolucyjnej skali czasu. Z tych pierwszych wyewoluowały te drugie, ale zważywszy na tę cienką granicę, która zresztą w postaci pangolinów czy stekowców (ssaków jajorodnych) objawia się do dzisiaj, trudno o postawienie zero-jedynkowego podziału. Istnieje ogólna grupa, zwana synapsydami. Są to inaczej gady ssakokształtne. Trwają dyskusje nad tym, jakimi cechami się charakteryzowały. Czy miały już sierść? Jej zaczątki najprawdopodobniej owszem – włosy wyewoluowały z keratynowych, gadzich wyrostków, z łusek. Czy były stałocieplne (nota bene, coraz częściej mówi się, że dinozaury również mogły być zwierzętami stałocieplnymi)? Do synapsydów zalicza się na przykład dimetrodon, kojarzony przez swój „żagiel”, ale znajdziemy tu także bardziej podobne do dzisiejszych ssaków wymarłe zwierzęta, jak np. cynognat czy Limnoscelis.

Przejdźmy do trochę niższych poziomów systematyki. Dotychczas siedzieliśmy w gromadach kręgowców, a warto przytoczyć znamienne przykłady form pośrednich pochodzące z ewolucji waleni oraz, co szczególnie ważne, brakujące ogniwa w historii ewolucji człowieka. Ponieważ przebieg zmian tych pierwszych opisywałem na blogu ponad rok temu w podlinkowanym artykule, najlepiej będzie, jeśli za zdjęciami i grafikami również tam Was odeślę. Co do człowieka, to ogniwem łączącym rodzaj Homo z bardziej prymitywnymi, powiedzmy szympansimi małpami, jest australopitek. Paleontologia zna różne jego gatunki. Z któregoś z nich z pewnością wyewoluował człowiek.

australopitek
Czaszka australopiteka, rekonstrukcja, Durova, Muzeum Człowieka w San Diego, https://commons.wikimedia.org

Początkowo chciałem się jeszcze pokusić o podanie paru przykładów ze świata roślin, ale doszedłem do wniosku (który stwierdziłem już na pierwszym roku studiów), że botanika to nie jest moja działka. Paleobotanika tym bardziej. Wiem też doskonale, że szczęśliwie czy nieszczęśliwie, ale ludzi na ogół zdecydowanie bardziej interesują zwierzęta, niż grzyby czy rośliny.

W czasach liceum, kiedy na lekcji biologii omawialiśmy m.in. czym jest brakujące ogniwo, ale też inne definicje z tej dziedziny, ja również pojęcie to zrozumiałem zupełnie na opak. Problem jest nie w tym, że ktoś czegoś nie wie lub nie rozumie. Nie na wszystkim trzeba się znać od narodzin. To, co mi się nie podoba, to wykorzystywanie tej niewiedzy przez fanatyków-kreacjonistów i wyznawców inteligentnego projektu, by przekonać do swoich sekt zwykłych, nieświadomych ludzi. Niewiele różni się to dla mnie od szarlatana, który wmawia staruszce, że jak ta kupi od niego litrową miksturę za 500 złotych, składającą się z wody, soku jabłkowego i naparu z rumianku i będzie piła całą zawartość w ciągu tygodnia, przez pół roku, to minie jej demencja, a guz piersi zniknie. Kreacjonizm i idea inteligentnego projektu to obecnie biznes, który gra ludziom na tej czułej strunie wiary, a to jest moim zdaniem niedopuszczalne. Zwyczajnie nieetyczne. 

Źródła
Berman, David S., et al. "New materials of Dimetrodon teutonis (Synapsida: Sphenacodontidae) from the Lower Permian of Germany." Annals-Carnegie Museum Pittsburgh. (2004): 48-56.
Carroll, Robert L. "A limnoscelid reptile from the Middle Pennsylvanian." Journal of Paleontology (1967): 1256-1261.
Douglas J. Futuyma. Ewolucja. Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa 2008.
http://palaeos.com/vertebrates/synapsida/sphenacodontidae.html
http://tiktaalik.uchicago.edu/index.html
Richard D. Jurd. Krótkie wykłady. Biologia zwierząt. Państwowe Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2007.
Xu, Xing, et al. "A new feathered maniraptoran dinosaur fossil that fills a morphological gap in avian origin." Chinese Science Bulletin (2009): 430-435.
Xu, Xing, et al. "An Archaeopteryx-like theropod from China and the origin of Avialae." Nature (2011): 465-470.

31 komentarzy:

  1. Mała uwaga merytoryczna: w tekście napisałeś że ptaki pochodzą od dinozaurów ptasiomiedniczych - oczywisty chochlik drukarski ;-) (ja sam muszę od czasu do czasu to sprawdzić, żeby się upewnić). Ptaki pochodzą oczywiście od dinozaurów gadziomiedniczych.

    A przy okazji - fajna metafora z tym kuzynem. Mi samemu zdarzyło się jej kiedyś użyć gdy tłumaczyłem bratu "skąd oni wiedzą", że Pakicetus był bezpośrednim przodkiem współczesnych waleni (najprawdopodobniej nie był, chociaż rzecz jasna nie wiadomo - był raczej blisko spokrewniony z takim przodkiem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę, faktycznie gadziomiednicze ;-). Osobiście wolę metaforę z morderstwem - używałem jej wielokrotnie. Tę z kuzynem wymyśliłem dzisiaj na poczekaniu :-P.

      Usuń
  2. "(znajdźcie kogoś, kto twierdzi, że teoria grawitacji to „tylko teoria!”)"

    Osobiście (na szczęście!) nikogo takiego nie znam, ale... niektórzy "płaskoziemcy" uważają, że nie ma czegoś takiego jak grawitacja - że jest to złudzenie spowodowane przykładowo różnicą w ciśnieniu atmosferycznym (coś jak siła wyporu, ale na odwrót).

    Jak więc widać, nie ma stwierdzenia aż tak absurdalnego, żeby nie znalazł się ktoś, kto w nie wierzy (przypomina się prawo Poego ;-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi przypomina się fakt, że w USA jakiś tam niewielki procent ludzi wierzy, że Hilary Clinton jest Reptilianką :-P.

      Usuń
  3. Czaszka australopiteka przyciągnęła mój wzrok

    OdpowiedzUsuń
  4. "(nawiasem mówiąc, w Polsce nie ma ani jednego takiego przybytku, nawet w Warszawie, jest jedynie spakowane w piwnicy Pałacu Kultury Muzeum Ewolucji)"

    No niezupełnie jest jeszcze Muzeum Geologiczne Państwowego Instytutu Geologicznego z jeszcze większym zbiorem skamieniałości. Muzeum Ewolucji w PKiN jest inicjatywą powstałą aby promować osiągnięcia polskich paleontologów w Mongolii, część "ewolucyjna" jest trochę mniej eksponowana w związku z tym. Bardzo duże zbiory posiada także JuraPark w Krasiejowie, który ma także bogatą kolekcję rekonstrukcji i pokazów multimedialnych.

    Szkoda także, że nie wspomniałeś, przy okazji Archeopteryksa, właśnie o ewolucji miednicy teropodów, które dały linię rodową ptakom. Jest to najlepiej udokumentowana "zmiana w czasie", kiedy osobniki z gadziomiednicznych, przekształcały się w ptasiomiedniczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzeów jako takich trochę w Polsce jest. Wiem, że w Krakowie obecnie buduje się coś większego. Ale to nadal nie jest Muzeum Historii Naturalnej z prawdziwego zdarzenia, jakie mają ważne światowe stolice. A w Poznaniu na przykład nie ma właściwie żadnego "porządnego" muzeum przyrodniczego. Chyba, że o czymś nie wiem. Znam to małe, obskurne w Małym Zoo.

      Usuń
    2. No właśnie problemem jest, że takie instytucje na świecie powstały obok ośrodków badawczych i zazwyczaj prezentują dokonania tych ośrodków. W Polsce niestety paleontologia powoli zamiera. Większą szansę ma więc coś w rodzaju parku rozrywki, niż to co dawniej stanowiło istotę muzeum naturalnego.

      Trochę to także "wina" naukowców. Paradoksalnie nauka o ziemi poszła dalej i dziś możemy więcej odczytać ze skamielin niż tylko je oglądając i porównując. Przykładem jest tu Muzeum Gór Skalistych, gdzie często nawet kroi się skamieniałości na kawałki, aby więcej wiedzy z nich wyciągnąć. Typowy pogląd na taką instytucję jaką jest muzeum powoli traci więc rację bytu.

      Polacy zapewne wiedzą, że pod tym względem będą daleko od czołówki światowej. I nie chodzi wcale o środki, bo przykład Krasiejowa pokazuje, że można przedstawić atrakcyjną ofertę, która sama potem procentuje. Problemem jest brak współpracy z ośrodkami badawczymi, a taka instytucja pomogłaby w promocji wyników ich badań. Problemem wiec jest brak pieniędzy na samą naukę, która musi je odpowiednio rozdysponować i w związku z tym brak jest ich na promocję tej nauki.

      Usuń
    3. Cóż, ja mam trochę konserwatywny pogląd na ten temat i sądzę, że po prostu *Muzeum Historii Naturalnej musi być* :-).

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy artykuł i dużo się nad nim napracowałeś.
    Ciekawa jestem, czy przekonałbyś do teorii Darwina ojca mecenasa Romana Giertycha, wroga ewolucji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na to jakie argumenty stosuje Pan MACIEJ (Roman to jego syn) Giertych, to bardzo wątpię. Pisałem już tutaj kiedyś o jego książce, pełnej nielogicznych i pseudonaukowych argumentów.

      Usuń
    2. Żeby przekonać tego typu ludzi trzeba by ich najpierw posadzić w szkolnej ławce i od nowa przerobić program biologii (najlepiej z chemią i fizyką) z gimnazjum i liceum, ale tak żeby zrozumieli - a nie prześlizgnęli się na ściąganiu, bezmyślnym zakuwaniu czy strzelaniu w testach. Gdyby pojęli tych kilka najprostszych zasad rządzących światem przyrody to wszystkie "genialne" pomysły same wywietrzałyby im z głowy.

      Usuń
    3. Często jest to efekt religijnego fanatyzmu, to siłowanie się, by niczego nie zrozumieć...

      Usuń
  6. Coś w tym jest, choć przedziały czasowe bardzo odległe. Czytałam niedawno, że nasze problemy z kręgosłupem we współczesnych czasach wynikają z tego, że nasze kręgosłupy nie są przystosowane do chodzenia po betonowej nawierzchni. Przez co dochodzi do przeciążeń. I że potrzeba jeszcze 50-100 lat, żeby organizmy się do tego przystosowały. Jeśli to prawda, to dla mnie to jest najlepszy dowód na teorię ewolucji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to przede wszystkim wina siedzenia przed komputerami ;-).

      Usuń
  7. Teoria ewolucji zakłada (twierdzi?), że żaden narząd nie powstał od razu w zaawansowanej 'wersji' tylko najpierw w jakiejś najprostszej a potem stawał się bardziej 'zaawansowany'.
    W przypadku oka pewnie zaczęło się od jakiejś 'plamki światłoczułej' a potem stawał się coraz bardziej zaawansowany (i ma dość duże możliwości obecnie - w zależności od gatunku różne).
    A teraz pytanie: czy ktoś wie skąd się wzięło rozmnażanie płciowe?
    I nie pytam bo uznaję kreacjonizm, a dlatego, że jestem ciekawy. Nigdzie tej informacji nie mogłem znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie istnieją różne hipotezy i jest to obszerny temat, którego też dotychczas szczegółowo nie zagłębiałem. Możesz na początek poszukiwań zajrzeć tutaj: https://en.wikipedia.org/wiki/Evolution_of_sexual_reproduction

      Usuń
    2. Chyba raczej w tym przypadku nie chodzi o bardziej prymitywną wersję rozmnażania i bardziej zaawansowaną. Rozmnażanie płciowe mogło być po prostu skutkiem ubocznym życia w kooperacji kilku organizmów. Po prostu zapładniane było także jajeczko sąsiada. Oczywiście do tego celu potrzebne jest zapładnianie z zewnątrz jako forma przejściowa. Nadal istnieją gatunki, które potrafią to robić płciowo jak i poprzez klonowanie. Przewagę zyskują więc nie te organizmy, które posiadają bardziej zaawansowaną formę, ale te, które posiadają je obie.

      Usuń
    3. Hm, ale przewagę potencjalnie mogłyby mieć te skuteczniej rozmnażające się płciowo, od tych dwojakich. Generalnie, tak jak pisałem, nie zgłębiałem szczególnie tego tematu, więc wolę się nie wypowiadać :-).

      Usuń
    4. Chodzi mi o to, że podchodzenie do tego zjawiska na zasadzie "coś lepszego, z czegoś bardziej prymitywnego" nie zawsze w ewolucji jest właściwe. Tak jak zauważyłeś bardziej prymitywny sposób może być lepszy np. dzięki oszczędności energii.

      Usuń
  8. Nie zgodzę się tylko co do kawi i szarytki, to są bardzo śliczne nazwy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do określenia "tylko teoria" to faktycznie w kontekście naukowym łatwiej o traktowanie jej z należytą "powagą". Niemniej jednak teoria opisując zjawisko na podstawie faktów, nie gwarantuje sama w sobie prawdy na dany temat. Dlatego wciąż pozostaje teorią. Przykład z teorią grawitacji jest jak najbardziej trafiony w kontekście, w którym użył go autor, jednak również tu fizyk zdaje sobie sprawę dlaczego wciąż jest to teoria... W związku z tym, o ile oświecenie adwersarza jest jak najbardziej wskazane, o tyle nie odbiera mu słuszności w pełni. Ot paradoks. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym dodał, że i w dzisiejszych czasach możemy obserwować żyjące formy pośrednie, jak np hipopotam. Przecież jesli nic nie stanie na przeszkodzie (np. ludzie nie wybiją wszystkich hipciów), to hipopotamy mogą przejść ewolucję w stronę wielorybów albo delfinów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa uwaga :-). W sumie w ramach tego można uznać cały akapit o tym czym są formy pośrednie i stwierdzenie, że każdy gatunek może być formą pośrednią ;-).

      Usuń
    2. zasadniczo tak, ale po hipopotamie po prostu najbardziej widać ta pośredniość - jeszcze ma nogi, jeszcze potrafi chodzić po lądzie, ale juz w rzekach radzi sobie dużo lepiej. Juz jest lepiej przystosowany do pełnego zanurzenia jak do zycia na suchym lądzie, np. ma oczy uszy i nos na najwyższych punktach głowy, zdolność do zatykania nosa, itp.
      Do tego trzeba skojarzyć inne fakty, np. to że zanim delfiny nauczyły się pływać w słonej wodzie, to musiały pływać w słodkiej - i proszę bardzo - jeszcze istnieje (ginący) gatunek delfinów słodkowodnych... Tak więc widać, że hipopotamy są u poczatku drogi do morza, na końcu której są delfiny - które według badań genetykcznych są parzystokopytne :)

      Usuń
    3. Oczywiście w ścisłym znaczeniu słów "gatunek pośredni" jak najbardziej pasuje ;-)

      Usuń
  11. Sejmuria to ogniwo pośrednie pomiędzy płazami i gadami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd z nieuwagi, dzięki. ;-)

      Usuń
    2. Tyle,że gady występowały już wcześniej niż Sejmuria?

      Usuń