środa, 17 sierpnia 2016

Zabójcze okładki książek "Na ścieżkach nauki" - Prószyński i S-ka

Od jakiegoś czasu chętnie sięgam po książki z serii „Na ścieżkach nauki” wydawnictwa Prószyński i S-ka, które lubię szczególnie. Jest dla mnie jednym z najbardziej wiarygodnych, jeśli chodzi o popularyzację nauki. Nigdy jeszcze nie natknąłem się tam na pseudonaukowe buble. Wszystkie tytuły z Na ścieżkach nauki, jakie czytałem, mniej lub bardziej, ale podobały mi się. Niektóre były naprawdę znakomite. Umiera za to mój zmysł estetyczny, kiedy oglądam kolejne okładki książek z tego cyklu. Dzisiaj w poznańskiej Bibliotece Raczyńskich wypożyczyłem m.in. „Ewolucja i zagłada. Wielkie wymierania i ich przyczyny” autorstwa geologa i paleontologa Tony’ego Hallama. I choć samą lekturą jestem zainteresowany, to okładka tradycyjnie już okazała się tak tandetna, że wywołała na mojej twarzy jedynie litościwy uśmiech.

Prószyński i S-ka

Tony Hallam „Ewolucja i Zagłada. Wielkie wymierania i ich przyczyny”

Na początek książka, która przelała czarę goryczy i sprawiła, że postanowiłem o tym napisać. Najpierw na fanpage bloga, a potem tutaj. Czacha obok dymiącego wulkanu w kontekście debaty na temat wielkich, masowych wymierań w historii życia na Ziemii. Wasze komentarze na Facebooku dosyć dobrze oddają charakter okładki. „Palenie szkodzi”, „Czacha dymi”. Dostałem jeszcze inną odpowiedź-skojarzenie: wygląda, jakby wygrażał pięścią.

ewolucja i zagłada Tony Hallam
www.proszynski.pl

Richard Dawkins „Rozplatanie tęczy

Richard Dawkins, jak to on, w sporej części książki powiela to, co napisał w Samolubnym genie. Niektóre rozdziały były bardzo ciekawe, inne wtórne. Książkę oceniam pozytywnie, bo jak wspominałem, ani jednej z tej serii, spośród przeczytanych, nie mógłbym nazwać negatywną. Ale znowu ta okładka. Nie wiem, co to w ogóle jest?

Rozplatanie tęczy Dawkins
www.proszynski.pl

Richard Dawkins „Samolubny gen

Nie mógłbym nie przeczytać Samolubnego genu. Wciągająca lektura, choć dosyć spora, przez co momentami może się dłużyć. Obowiązkowa, według mnie, dla każdego biologa. Autor pisze o ewolucji, doborze naturalnym i tym, że podstawową jego jednostką są sekwencje DNA. To w tej książce pojawia się pierwszy raz bardzo popularne dzisiaj słowo „mem” – jego pomysłodawcą jest właśnie Richard Dawkins. Nie wiem natomiast co do takiej tematyki ma okładka. Jakby to była książka o zapłodnieniu in vitro albo klonowaniu, to jeszcze, pomimo kiczu, jakoś bym zrozumiał. A tak nie potrafię.

samolubny gen Dawkins
www.lubimyczytac.pl

Peter Ward „Hipoteza Medei”

Ta okładka jest chyba jedną z najładniejszych spośród wszystkich, jakie widziałem z serii „Na ścieżkach nauki”. Nadal jednak nie pasuje mi do tematyki, choć tutaj jestem już w stanie odgadnąć zamysł autora grafiki w kontekście poruszanych wątków. Hipoteza Medei jest w pewnym sensie przeciwstawna do hipotezy Gai o samoregulującej się planecie. Smutna twarz będąca w rzeczywistości krajobrazem znalazła we mnie nawet jakąś iskierkę melancholii. Nadal nie jest to dobra okładka, ani nawet średnia, ale coś poczułem i nie było to zniesmaczenie.

hipoteza medei Peter Ward
www.proszynski.pl

Tim Spector „Jednakowo odmienni. Dlaczego możemy zmieniać swoje geny”

Książka popularyzuje temat epigenetyki, czyli to, o czym piszę w mojej pracy magisterskiej. Przeczytałem ją jednym tchem, w dwa dni (to szybko, jak na mnie). Choć nie zawiera wielu konkretów i jest raczej formą opowiastki i rozmyślań autora z wieloma przykładami w tle, to daje jakiś obraz problemu, jakim jest dziedziczenie cech nabytych i wątpliwości oraz pytań, jakie się z nim aktualnie wiążą. Sam autor to dyrektor jednego z większych rejestrów bliźniąt na świecie, genetyk. Czy to jego, z racji wykonywanego zawodu, miała przedstawiać ta okładka? To oczywiście bardzo głupie i niepoważne pytanie.

Tim Spector jednakowo odmienni
www.proszynski.pl

Svante Pääbo „Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów

Bardzo ciekawa książka. Autor opisuje w niej początki swojej antropologicznej kariery, a następnie opowiada jak przebiegały badania i związane z nimi wzloty i upadki, nad odczytaniem najpierw mitochondrialnego, a potem jądrowego genomu neandertalczyka. Okładka sugeruje raczej, że jest to opowieść o ewolucji neandertalczyków, tak właśnie na początku myślałem. W każdym razie gorszej grafiki  rekonstrukcji interesującego nas przedstawiciela znaleźć się chyba nie dało.

neandertalczyk Svante Paabo
www.proszynski.pl

Steven J. Dick „Życie w innych światach. Dwudziestowieczna debata nad życiem pozaziemskim

Ta książka jest świetnym opracowaniem na temat publicznej i naukowej debaty w XX wieku, dotyczącej życia pozaziemskiego. Opowiada zarówno o wątkach kulturowych i społecznych, jak i typowo badawczych. Znajdziemy tu m.in. rozdział o obcych w książkach, gdzie Steven J. Dick trochę miejsca poświęca naszemu polskiemu Stanisławowi Lemowi. Okładka ewidentnie jest na to samo kopyto, co przy książce Tima Spectora czy Richarda Dawkinsa. Okropna.

życie w innych światach Steven Dick
www.proszynski.pl

Nick Lane „Tlen. Cząsteczka, która stworzyła świat

To chyba najlepsza książka spośród tych, jakie czytałem, gdybym miał oceniać tylko serię Na ścieżkach nauki. Najlepsza merytorycznie, czasami trudna nawet dla mnie. Za to pełna błędów, literówek, źle postawionych przecinków, braków polskich znaków. Czego tylko zapragniecie i to prawie na każdej stronie, a czasem nawet po kilka błędów na stronę. Znalazły się też błędne tłumaczenia, np. mylenie milionów z miliardami. W żadnej innej książce wydawnictwa Prószyński i S-ka nie widziałem czegoś takiego. Ale tutaj chodzi mi przede wszystkim o okładkę. Jest nawiązanie do tlenu i do oddychania. Ale te kolory i styl nadal mnie nie przekonują.

Nick Lane tlen
www.proszynski.pl

Jane Goodall „Przez dziurkę od klucza: 30 lat obserwacji szympansów

Autorka jest szeroko znaną na arenie międzynarodowej prymatolożką, która przez wiele lat prowadziła badania, opierając się o obserwacje szympansów. Najpierw robiła to sama, z czasem powstały specjalistyczne instytuty naukowe, zbierające i analizujące dane, prowadzące pomoc weterynaryjną dla zwierząt itp. Książkę „Przez dziurkę od klucza” zdecydowanie polecam. Obok Samolubnego genu i Tlenu, postawiłbym ten tytuł na podium. A gdyby okładka miała zadecydować, to książka Jane Goodall miałaby definitywnie pierwsze miejsce. Daleko jej do ładnej okładki, ale jest najnormalniejsza spośród wszystkich wymienionych. Może dlatego, że jest to zdjęcie, a nie dziwaczna grafika?

Jane Goodall przez dziurkę od klucza
www.proszynski.pl

Wpis ten potraktujcie półżartem półserio, bo jak wspominałem, wszystkie te pozycje warto przeczytać. Nie przedstawiłem tutaj każdej książki Na ścieżkach nauki, jaką czytałem. Darowałem sobie m.in. inne pozycje Dawkinsa, bo one wszystkie są prawie o tym samym. Odpuściłem sobie też na przykład Genetykę kultury, polskiego biologia, Mariusza Biedrzyckiego. Ciekawy jestem za to Waszych skojarzeń. Prawdę powiedziawszy, to postanowiłem napisać tę notkę dopiero, gdy czytałem Wasze komentarze na fanpage.

Na koniec dodam, że omawiane książki z tej serii pojawiają się co najmniej od lat 90. XX wieku, a najnowsza pozycja „Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów” jest z końca 2015. roku. Ten okładkowy problem to nie kwestia kilku lat, lecz więcej, niż dekady. Właściwie to już nawet dwóch. Jest trochę strasznie, trochę śmiesznie, nie zaprzeczę, ale zdecydowanie wolę okładki ładne, interesujące i zastanawiające. Niedawno wyszła książka „Zakonnice odchodzą po cichu”. Nie czytałem jej, ale za samą okładkę i w odniesieniu do tematu ma ode mnie duży plus. Tak wygląda dobry pomysł. 

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga? Możesz to zrobić zostając jego patronem tutaj

46 komentarzy:

  1. nie znam serii, ale chętnie bym sięgnęła. na początek po "Samolubny gen"

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładki bardzo kojarzą mi się z tymi, które w swojej biblioteczce ma mój tata. Ale jednak coś w tym jest, że są one w jakiś sposób do siebie wszystkie podobne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapytaj, może ma właśnie z tej serii ;-).

      Usuń
  3. Dzięki za odwiedziny, ciekawy blog, będziemy do Ciebie zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka "Neandertalczyka..." może nie jest jakaś wybitna, ale mi się nawet podoba.
    IMHO najgorsza jest "Ewolucja..." Giertycha, kiedyś ją tu na blogu widziałem.
    Na pocieszenie w beletrystyce też jest pełno chłamu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałem się czy napisać, że te okładki gonią te, jakie wydaje Fronda, ale uznałem, że to byłoby jednak zbyt krzywdzące.

      Usuń
  5. Mam kilka tych samych książek innych wydawnictw i spróbuję problem wyjaśnić. Często bywam w księgarni i zauważyłem ogólny trend do tego, by okładka krzyczała na potencjalnego czytelnika. Książki popularno-naukowe dość długo temu trendowi się opierały. Rzecz w tym, że ich tematyka nie jest tak popularna jak np. fantasy, a te mimo okropnych, czasami zakrawające na szmirę okładek, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Widocznie wydawnictwo Prószyński i S-ka w tym upatruje szansę na popularyzację tego gatunku, a przede wszystkim na większe zyski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, niektóre z nich są trochę krzykliwe.

      Usuń
  6. Co z Ciebie ze biolog, że nie rozpoznałeś na "Rozplataniu tęczy" zbliżenia na kielich kwiatu z jego słupkiem i pręcikami? ;D

    A tak na serio, to myślę, że w wielu miejscach się czepiasz. Nie mówię, że te okładki są ładne, ale co jest złego w tej podobiźnie neandertalczyka? Co jest dziwnego w okładce "Samolubnego genu", skoro jest to książka o genetyce (helisa) i doborze naturalnym (płód)? Mogłabym jeszcze chwilę tak wymieniać... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja to widzę, po prostu forma czy styl, kontekst do tematu książki mnie nie przekonują. Większość jest robiona na jedno kopyto, z zasadą "jak najdziwniej, jak najbardziej tandetnie". Jakby co, to czaszkę też rozpoznałem ;-).

      Usuń
    2. No to może zawiodła mnie moja umiejętność czytania ze zrozumieniem, bo ja odniosłam się do "Nie wiem, co to w ogóle jest?", "Nie wiem natomiast co do takiej tematyki ma okładka. (...) A tak nie potrafię [zrozumieć]" czy "gorszej grafiki rekonstrukcji interesującego nas przedstawiciela znaleźć się chyba nie dało." Dla mnie ewidentnie jest to zarzut ze strony innej niż "ale to brzydkie/krzykliwe/tandetne". A z tym oczywiście bym się zgodziła :)

      Usuń
    3. Chyba bardziej pasowało by "Co to w ogóle ma być?", ale uznałem, że brzmi tak jakoś za bardzo nieprzyjemnie ;-). Książka "Rozplatanie tęczy" jest o różnych zjawiskach w przyrodzie i wyjaśnianiu ich. Autor przekonuje, że to, że wiemy jak coś działa, to wcale nie odbiera temu "magii". Pomysł potencjalnie mógł być okej, ale wykonanie straszne.

      Usuń
    4. "Rozplatanie teczy" jesli dobrze pamietam ma rozdzial o tym ze pszczoly widza kwiaty w inny sposob, na co ma wplyw inne spektrum czestotliwosci swiatla ktore do nich dociera.

      Takze okladka, tak sadze, przedstawia zdjecie tego jak pszczola widzi kwiat.

      Usuń
    5. Nawet jeśli taki był zamysł autora, to wykonanie jest dalekie od ciekawego czy ładnego...

      Usuń
    6. To juz tylko subiektywna ocena, ja dostrzeglem (domniemane przeze mnie) zamierzenie autora okladki wiec wydalo mi sie to ciekawa aluzja.

      Usuń
    7. W jakimś tam stopniu każda taka ocena jest subiektywna i nie wątpię, że znalazłby się ktoś, kto i okładkę Samolubnego genu czy Ewolucja i zagłada z czachą, mocno by zachwalał. :-)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Chodzi w tym wypadku o literówki itp., które zawsze się znajdą. Problem w tym, że w tej jednej książce było ich naprawdę mnóstwo.

      Usuń
  8. Kłania się przysłowie "nie oceniaj książki po okładce", w wydaniu dosłownym. Wygląda to jak jakaś nieudana odmiana sztuki nowoczesnej, zwłaszcza przy "Samolubnym genie" moim zdaniem. Najważniejsza jednak jest treść, która - z tego, co mówisz - broni się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, broni. Nawet jakby te okładki były jeszcze gorsze, to książki bym kupował lub wypożyczał. Ale nie oszukujmy się, że okładka też ma znaczenie dla odbiorcy, a przez to powinna je mieć także dla wydawcy.

      Usuń
    2. Dlatego przyznałam, że te okładki są nietrafione. Jednak z własnego punktu widzenia, choć chodzi raczej o beletrystykę, mogę powiedzieć, że czytałam sporo ciekawych pozycji o niezachęcającej szacie graficznej :)

      Usuń
    3. No to się zgadzamy :-).

      Usuń
  9. Myślę, że taką treść o zakonnicach zdecydowanie łatwiej jest zawrzeć jednym symbolem na okładce niż naukowe wywody. Ale autorzy okładek przynajmniej bardzo się starali ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może się starali, nie wiem, ale mi na myśl dosyć szybko przyszło kilka prostych, nie wiem czy dobrych, ale na pewno lepszych pomysłów. Wystarczyłoby po prostu jakieś ładne zdjęcie pasujące tematycznie dać i już byłoby lepiej ;-).

      Usuń
  10. Tony Hallam „Ewolucja i Zagłada. Wielkie wymierania i ich przyczyny”

    Mam tę książkę - bardzo mi się podobała :-) Mogę ją polecić każdemu, kto interesuje się tym tematem.

    Richard Dawkins „Rozplatanie tęczy”

    Nie wiem, co to w ogóle jest?

    Jakiś kwiatek chyba. Swoją drogą przyznaję się bez bicia, że nie czytałem jeszcze ani jednej książki Dawkinsa. Kiedyś próbowałem "Ślepego zegarmistrza", ale był dosyć nudny. Trzeba to będzie kiedyś nadrobić.

    A jeśli chodzi o ilustrację, to zgadzam się: spora część (większość?) z nich jest po prostu kiczowata. I nie wiem, jak mogło to przejść. Wydaje mi się, że kwestia okładek w publikacjach popularnonaukowych jest traktowana po macoszemu - ludziom za to odpowiedzialnym prawdopodobnie "popularnonaukowe" kojaży się po prostu z "fantastyczno-naukowe" i podobnie jest przez nich traktowane od strony "technicznej".

    Swoją drogą, kiedyś w jakimś sklepie online znalazłem książki religijne w dziale popularnonaukowym. To też wiele mówi o podejściu ludzi którzy zajmują się książkami od strony marketingu/sprzedaży itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niektórych Matrasach książki religijne są na dziale popularnonaukowych...

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że pamiętacie iż religioznawstwo to też nauka :) Jeśli to było Pismo Święte albo książki służące pogłębianiu wiary to rozumiem Wasze zdziwienie, ale coś czuję, że to raczej nie ten przypadek... ;)

      Usuń
    3. Już nie pamiętam w sumie, ale możliwe, że Twoja uwaga jest tutaj słuszna :-P. Jak będę w tym konkretnym Matrasie, to sprawdzę. Bo w innych w jakich byłem, był osobny dział dla nauki, a osobny dla religii. I dokładnie te same książki były tam właśnie w dziale "religia".

      Usuń
    4. Byłem tam dzisiaj i jest jeszcze bardziej pokręcone: książki popularnonaukowe są w dziale "Religia" ;-).

      Usuń
    5. Nie Aniu - to nie były książki o tematyce religioznawczej.

      Sam troszkę interesuję się mitologiami i religią od strony naukowej i potrafię rozróżnić książkę religijną od tej, która po prostu mówi o religii. Mogę cię więc zapewnić, że to były książki religijne, a nie naukowe.

      Próbowałem teraz znaleźć w sklepach, które czasem odwiedzam, owe książki, ale nie znalazłem - widocznie ktoś zrobił u nich porządek w działach (bo działy religijne też są, nawet osobno działy religioznawcze czasem). Albo pomyliły mi się sklepy.

      Oczywiście znalazłem też (teraz) w działach popularnonaukowych książki pseudonaukowe (Macieja Giertycha przykładowo), ale aż takiego obeznania z tematyką książek raczej nie można od sprzedawców wymagać ;-)

      Moje wątpliwości budzą za to w tej chwili inne książki, które teraz znalazłem, a które jak dla mnie są właściwie na granicy popularyzowania nauki - gdyż co prawda nie są sensu stricte religijne (jak mi się wydaje po przeczytaniu opisów), ale religią są mocno przesiąknięte. Oceńcie sami (znalezione w jednym sklepie w dziale popularno-naukowym):

      http://www.gandalf.com.pl/b/zdumiewajace-prawdy/
      http://www.gandalf.com.pl/b/12-tajemnic-chrzescijanstwa-ktore/
      http://www.gandalf.com.pl/b/szkice-z-biblijnego-zwierzynca/
      http://www.gandalf.com.pl/b/stworzenie-od-nicosci/

      Co o nich sądzicie?

      Usuń
  11. Jak to się mówi "Grafik płakał jak projektował". Może mają jakiegoś grafika od dekady, żal zwolnić, więc dają mu mniej popularne tytuły?
    Co do przedstawienia tych pozycji to fajny sposób i myślę, że nawet osoby nie zainteresowane tego typu literaturom mogą się zdziwić i poczuć zachęconym do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grafika zawsze można wysłać na jakieś szkolenia, choć generalnie pisząc tekst nie myślałem raczej w tych kategoriach, o jakich wspominasz.

      Usuń
  12. Głupio to zabrzmi, ale jaram się tomiskami, które przekazują nową wiedzę. Biologia też mnie pociąga :) Ale okładki rzeczywiście są trochę niesmaczne i tandetne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe zestawienie. Pierwszą okładkę przemilczę bo faktycznie lepiej nie komentować;) Mam sporo zaległości w książkach naukowych. Ostatnio przeczytałam chyba " Krótką historię czasu" i to tyle. Życia brakuje na te wszystkie ciekawe książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótka historia czasu, choć jest uważana za kultową, to dla mnie akurat była taka sobie ;-).

      Usuń
  14. Haha, niezłe, ta pierwsza zwłaszcza:P Za to z chęcią siegnęłabym po kilka wymienionych:)

    OdpowiedzUsuń
  15. No cóż, może to wszystko wychodzi spod jednej ręki grafika, który wiedzy naukowej nie ma i buduje te dziwne twory na swoich wyobrażeniach? A może to taka sztuka i nie wypada pytać artysty, co miał na myśli? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa seria i nawet czytałem "Samolubny gen". Nic mi nie przeszkadza, warto zajrzeć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Łojezu, jakie tragiczne te okładki... Tematyka każdej z tych książek wydaje się ciekawa, a tu taki psikus :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ostatnio miałam okazję oglądać nieudane okładki na książkach fantastycznych. Nie znam przedstawionej przez Ciebie serii, od razu się przyznaję, ale wydawnictwo Prószyński i S-ka w moim mniemaniu raczej zasługuje na aprobatę. ;) Przychodzi mi jeszcze na myśl zadawane często w szkole na języku polskim pytanie: Co autor miał na myśli? Sparafrazuję i zapytam: Co grafik miał na myśli? Tytuł ,,Rozplatanie tęczy", a na okładce niezidentyfikowany obiekt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też podkreślam, że książki same w sobie, jak i wydawnictwo są jak najbardziej ok, tylko grafiki z tej serii są tragiczne.

      Usuń
  19. Okładki wymiatają! :-) Aczkolwiek nie tylko te. Coraz więcej okładek polskich książek wygląda tak, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy raczej płakać nad upadkiem ostatnich szczątków estetyki przynajmniej wśród wydawców (ale także wśród klientów, jak się słucha ich rozmów i komentarzy na targach).

    Ale seria jest ciekawa. Mam niektóre z tych książek. Szkoda, że oprawiono je w coś, przez co nawet te mądre i naukowe wyglądają jak rewelacje z kompletnego brukowca.

    Smutno, że odeszły te czasy, gdy książki miały na okładce tytuł i nazwisko autora czytelnymi literami. I nic więcej... ;-(

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja bym dodał jeszcze wszystkie okładki Harry'ego Pottera:
    http://debatstuk.blog.pl/files/2015/03/harry3.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki o Harrym Potterze raczej nie należą do popularnonaukowych. :-P

      Usuń
  21. Starsze wydanie "Samolubnego Genu" miało inną okładkę. Grafika z podwójną helisą DNA. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń