czwartek, 15 września 2016

Gorzki smak urojonej grzybicy

Moda na grzybicę (wmawianie sobie, że ma się tę ogólnoustrojową) już wprawdzie przeminęła (choć nadal w niektórych środowiskach jest bardzo popularna). W Polsce jej świetność przypadła na okres, kiedy byłem w szkole średniej. Niczego nieświadomy i zwyczajnie głupi, naczytałem się o epidemii grzybicy na całym świecie. Różne pseudonaukowe strony i fora donosiły, że niemal każdy jest zainfekowany, że ma kandydozę. Jak Wam, tak i mi trafiały się i trafiają lepsze i gorsze dni. „Piątek, a Ty nie masz na nic siły? No to już musi być objaw grzybicy!”. Tak właśnie myślałem (w podobne zresztą struny uderzyła cała marketingowo-dezinformacyjna akcja na temat zakwaszenia organizmu). Jak próbowałem się wyleczyć z tej urojonej grzybicy? Przeczytajcie.

urojona grzybica

Pewnego dnia, mając mniej więcej 18 lat, wszedłem na forum o zjawiskach paranormalnych. Odwiedzałem tego typu miejsca już gdy byłem czternastolatkiem. Chyba tylko nauka uratowała mnie przed staniem się skrajnym irracjonalistą. Swego czasu wierzyłem w całą masę dziwnych rzeczy, takich jak spisek iluminatów, pochodzenie ludzi od kosmitów czy ukrytą moc telekinezy. Do dziś pamiętam, jak przekonywałem kolegę w gimnazjum, że za kilka lat telekinezy będą nas uczyć w szkołach, bo już dawno udowodniono, że takie zjawisko istnieje… W każdym razie na forum tym przeczytałem długi post o tym, że mamy obecnie epidemię grzybicy. Niemal każdy ma kandydozę albo coś innego. Jeśli od czasu do czasu słabo się czujesz, nie masz ochoty wstać z łóżka albo ciągnie Cię do słodyczy, to musisz mieć grzybicę. Czas się jej pozbyć.

Podstawą „leczenia” miało być wyeliminowanie cukru z diety. Oczywiście niedosłownie, bo bez cukru trudno o życie, ale trzeba było unikać sacharozy czy skrobi. Uwierzcie mi, że próbowałem całkowicie zrezygnować z chleba, ryżu, makaronów i innych. Na kilka dni, bo potem znów zrobiłem się łakomy na „normalne” jedzenie. No cóż, trzeba było znaleźć inną drogę. Miał nią być olej z wiesiołka. Podobno zabija grzyby – tak czytałem. No to załatwiłem sobie dwa opakowania tabletek z wiesiołkowym olejem i łykałem. To przynajmniej nie wymagało ode mnie niczego wielkiego. Niestety, po jakichś dwóch-trzech tygodniach nadal miałem okresy, kiedy nie chciało mi się nic robić, więc terapia nie zadziałała. Szukałem dalej.

olej z wiesiołka

Udałem się do lekarza. Nie specjalnie, w celu leczenia grzybicy. Miałem już od paru miesięcy umówioną wizytę u endokrynolożki. Po załatwieniu wszystkich dotychczasowych spraw, zapytałem panią doktor o grzybicę. Wymieniam jej moje „objawy”, głównie to, że chce mi się spać i nie chce mi się chodzić. Zostałem subtelnie wykpiony, ale w sposób inteligentny. Endokrynolożka zadała mi kilka pytań, które szybko zbiły mnie z tropu i nie wiedziałem już, co dalej powiedzieć (zabawne, dziś bywa tak, że to ja dopytuję lekarzy, łapiąc ich na niekompetencji, choć oczywiście robię to w zupełnie innym tonie, jako pacjent). W każdym razie byłem zdołowany. Postanowiłem sięgnąć po broń, której spróbowałem na samym początku, a którą uznałem za zbyt ciężką do uniesienia. To był piołun.

Gdy zaczynałem moją walkę z urojoną grzybicą, postanowiłem kupić zioło do zaparzania – piołun. Na forach podawali, że to najskuteczniejsza metoda walki z kandydozą. Nie wiem, czy wierzyli w to, czy chcieli jedynie trollować naiwniaków takich, jak ja wtedy. Cóż, niezależnie od tego, uwierzyłem w to. Zrobiłem sobie napar z piołunu. Poczekałem, aż ostygnie. Zapach miał przyjemny, troszkę podobny do rumianku. Na pewno będzie smaczny – pomyślałem. Wprawdzie ostrzegali, że może być gorzki, ale trochę gorzki jest chyba każdy ziołowy napar (no, wtedy nie znałem słodkawego Rooibosa).

piołun

Chwyciłem ochłodzoną już szklankę. Wziąłem duży łyk myśląc, że poczuję smak bliski rumiankowi. Bardzo się myliłem. Nigdy w życiu, ani wówczas ani nawet do dzisiaj, nie skosztowałem czegoś bardziej gorzkiego i obrzydliwego, niż napar z piołunu. Szybko poszedłem do łazienki wypluć to, co przed chwilą wziąłem do ust. Musiałem, inaczej bym zwymiotował. Po pozbyciu się zawartości, miałem jeszcze ze dwa-trzy odruchy wymiotne. Wyobraźcie sobie teraz moją desperację, gdy po jakimś czasie zdecydowałem wrócić do tego sposobu. Nauczony doświadczeniem, postanowiłem silnie rozcieńczyć napar. Niestety, niewiele to dało. Nadal był ohydny i niewyobrażalnie gorzki. Nawet po dodaniu cukru (co i tak było już ogromnym grzechem w walce z urojoną grzybicą!).

Choć udało mi się przemóc i wypić przez parę dni kilka szklanek naparu, to szybko z tego zrezygnowałem. Krótko po tym zacząłem przygotowywać się do rozszerzonej matury z biologii. Był to okres, gdy przestawałem wierzyć w całą masę różnych zabobonów, dziwnych teorii spiskowych, niewiarygodnych poglądów itp. Porzuciłem też ideę leczenia (urojonej) grzybicy naparem z piołunu. Dzisiaj, z ciekawości, zajrzałem na forum, na którym znalazłem tego typu rewelacje. Wątek o grzybicy nadal wisi, choć dawno jest martwy. Ostatni post został opublikowany w 2012 roku. Teraz urojonego grzyba pokonamy czystkiem.

Dzisiaj, gdy chcę się z kimś założyć, zawsze na myśl przychodzi mi taka oto propozycja: wypij mocny napar z piołunu, powoli przełykając, może nawet płucząc jamę ustną. Widzę dużą szansę na wygraną. Oczywiście może trafić się ktoś ze zmutowanym genem kodującym odpowiednie receptory, na kim piołun nie zrobi większego wrażenia. Będzie to jednak rzadki przypadek, w końcu nigdy nic, żadna selekcja, nie naciskało na to, by mutacja taka została zachowana. Przeciwnie, gorzki smak kojarzy się ze związkami mogącymi uszkadzać wątrobę, w związku z czym dobór naturalny powinien działać wręcz w przeciwnym kierunku. Wymuszać na organizmach wyższych niechęć do gorzkiego.

nauka

Historia ta daje jeszcze jedną lekcję – to, że ktoś wierzy w takie bzdury, nie oznacza z góry, że jest „genetycznym głupkiem”, że to beznadziejny przypadek. Często do oceniania takich informacji trzeba nie tylko wiedzy. To zdecydowanie za mało, co widać choćby po profesorze Macieju Giertychu i wielu innych naukowcach, którzy wzięli ślub z pseudonauką. Trzeba sceptycznego i racjonalnego myślenia. Niejednokrotnie ktoś niedouczony, a krytyczny, wyjdzie lepiej od tego, co wykuł na blachę suche fakty i wiedzę ma dużą, ale sam niewiele z tego rozumie.

Aktualizacja
Ponieważ pojawiło się mnóstwo komentarzy, z których wynika brak zrozumienia celu napisania tego tekstu, chciałem to jasno wytłumaczyć. Nie chodzi w nim o negowanie istnienia grzybicy czy grzybów (!), nie chodzi też o hipochondrię czy wyśmiewanie się z hipochondryków. Jest to artykuł krytykujący szerzenie mody na różne choroby, w celu zwiększenia przychodów ze sprzedawania specyfików, mających je leczyć. Człowiek, który nie ma krytycznego podejścia ani wiedzy łatwo da się nabrać na tego typu manipulacje i nie ma to nic wspólnego z hipochondrią czy z zaprzeczaniem istnienia faktycznie stwierdzonych chorób.

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga? Możesz to zrobić zostając jego patronem tutaj

54 komentarze:

  1. Nigdy nie piłam tego naparu. W sumie z otoczenia wiem że wielu ludzi na siłę szuka sobie jakiś dolegliwości... nie chodzi mi tu tylko o kwestię urojonej grzybicy.
    Np załóżmy coś ktoś zjadł ciężko strawnego i albo boli go brzuch, ma wzdęcia lub zwyczajnie jest mu niedobrze... wpisuje w google np bóle brzucha i mdłości..i co?
    Wyskakuje nam szereg różnych informacji i ewentualnych chorób + dodatkowe objawy. Czytając to człowiek ma urojenia i wydaje mu się że wszytkie inne objawy danej choroby też jego dotyczą i nawet podświadomie zaczyna je czuć, mimo że ich nie ma... tak chyba działa nasza psychika ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Takie teksty w Internecie wcale nie kłamią, ale te najgorsze podejrzane przyczyny są zwykle bardzo rzadkie, a ludzie histeryzują i od razu wmawiają sobie, że pewnie mają to najgorsze.

      Usuń
  2. Po raz pierwszy kompletnie notki nie rozumiem. Nie wiem o jakiej grzybicy piszesz, ale ta, którą ja mam na myśli ma zupełnie inny charakter objawowy. Ją po prostu widać i jest zdecydowanie bardziej dokuczliwa nić złe samopoczucie. Piszę o grzybicy skóry i jeśli już piszesz o epidemii, to tę tak można określić. Leczy się ją u dermatologa. Endokrynolog jest od gruczołów wewnętrznych i jeśli się mylę, to mnie sprostuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swego czasu była moda na wmawianie sobie, że ma się grzybicę ogólnoustrojową i do tego odnosi się ten wpis.

      Usuń
    2. Fachowo to się chyba nazywa drożdżyca czy kandydoza? Ale wtedy nie jest tak, że ta choroba nie istnieje.

      Usuń
    3. Tak, tak też piszę w tekście. I taka choroba faktycznie istnieje, po prostu masa ludzi wmawia sobie, że ją ma, chociaż nie ma, szukając dziwnych sposobów leczenia. Ten tekst jest historią opisującą mój przykład z przeszłości. Mam wrażenie, że nie przeczytałeś go ze zrozumieniem. ;-)

      Usuń
    4. Niestety wiele osób ma, ale nie
      grzybicę ogólnoustrojową z zajęciem narządów wewnętrznych będącą chorobą nieuleczalną dotyczącą osób z upośledzoną odpornością. Jak ktoś ma wątpliwości to
      problemy z odpornością można diagnozować w Krakowie w Dziecięcym szpitalu Uniwersyteckim - min. Odpowiedź limfocytów na antygen Candida.
      Problemem zachodnich społeczeństw jest dysbioza jelitowa. Komensalem w przewodzie pokarmowym jest drożdżak w formie jednokomórkowej. Wszelkie inne formy (strzępki, pseudostrzępki) świadczą o dysbiozie, o którą nie trudno w akademickim - niewiele wartym w kontekście zdrowia w długim okresie modelu leczenia antybiotykiem. Strzępki znajdowano w zmianach rakowych tak btw.
      Kiedyś na Czystej w Krakowie robili badanie mykoserologiczne - polecam sobie zrobić przed - w stanie względnego zdrowia (dobrego samopoczucia najlepiej w lecie) a następnie po antybiotykoterapii produktami grzybów i pleśni i przestać opowiadać, że problem drożdżyc i zagrzybień jest tematem urojonym. Candida produkuje około 80 znanych mykotoksyn, znika cynk z organizmu, znika i magnez... lekarze wysyłają do psychiatry i rozpoznają depresję, CFS i nerwicę a wcześniej truli petenta antybiotykiem dając asumpt do przerostu. Można sobie wpisać "Acetylaldehyde Candida" lub "Candida mycotoxins" . Objawy nieciekawe. Jakiekolwiek zagrzybienia, gdziekolwiek świadczą o drożdżycy.

      W temacie antygenów krążących i badania w Diagnostyce:
      Antygeny krążących grzybów są szybko eliminowane z organizmu dlatego testy na antygeny należy wykonywać kilkakrotnie zwłaszcza tzw. badanie galaktomannanu (najczęściej wykonywanego w ośrodkach medycznych) – wyniki często wychodzą fałszywie ujemne lub fałszywie dodatnie.

      Usuń
    5. Plum. Sprawdzam. Poproszę:

      1. Dowody na to, że wiele osób ma grzybicę o jakiej piszesz (a w ogóle, to o jakiej piszesz?).
      2. Czy diagnoza problemów z odpornością przez USD dowodzi epidemii grzybicy o której piszesz? Odpowiedź uzasadnij.
      3. Źródło informacji o tym, że problemem zachodnich społeczeństw jest dysbioza.
      4. Źródło informacji o tym, że strzępki świadczą o dysbiozie.
      5. Źródło informacji o tym, że strzępki znajdowano w zmianach rakowych.
      6. Jaki wniosek wysnułeś z faktu, że strzępki znaleziono w zmianie rakowej? A skoro wcześniej sugerowałeś że strzępki pojawiają się też w tkankach niezmienionych - wniosek uzasadnij.
      7. Co to jest "antybiotykoterapia produktami grzybów"? Jakie substancje masz na myśli?
      8. Czy znasz inne możliwe przyczyny prowadzące do obniżenia poziomu cynku i magnezu w organizmie? Słyszałeś o takich rzeczach jak: stres cywilizacyjny, dieta niskobłonnikowa, wysiłek fizyczny?
      9. Źródło informacji jakie mykotoksyny produkuje Candida?
      10. Źródło informacji, że "jakiekolwiek zagrzybienia, gdziekolwiek świadczą o drożdżycy".

      Usuń
  3. No pięknie! ;) Na szczęście nie miałam nigdy problemu z urojoną grzybicą, choć w wieku dorastania też czasem chciało mi się spać. Za to w wieku nastoletnim chciałam prowadzić super zdrowy tryb życia (wtedy kiedy to jeszcze nie było modne. Bałam się, że na coś zachoruję - w sumie nie miałam ku temu jakiś logicznych podstaw. Moje zapały co do super-hiper zdrowego trybu życia ostudził czas osiemnastkowych imprez, częste domówki, wszechobecne chipsy itd. Jak przytyłam na śmieciowym jedzeniu - szybko powróciłam do mojej "zdrowej" ostoi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o takiej akcji wmawiania sobie, że ma się grzybicę nigdy wcześniej. Trochę się ubawiłam, wybacz. Jeden objaw jest przypisywany do wielu chorób, w Internecie można trochę poczytać o chorobach i przyczynach, ale tak naprawdę dobrze iść do lekarza, choć i oni się mylą. Ale są specjalistami, a Internet nie. Wyciągnąłeś jakieś wnioski z tej historii dla siebie, no i to jest ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to zabawne. Jak nie byłaś na odpowiednich forach i stronach, to nic dziwnego. Teraz jest moda na wmawianie sobie, że ma się robaki, a niedawno była moda na wmawianie sobie zakwaszenia organizmu. ;-)

      Usuń
    2. Kandydoza w internecie powraca jak bumerang co kilka lat. Pamiętam to z mojego okresu licealnego, a było to 10-12 lat temu. Później przycichło, a Łukasz załapał się na drugie kółeczko po internecie. Ale trzecie czy czwarte... I tak, ma rację, było to popularne. Wystarczyło zejść trochę z mainstreamu i liznąć otchłani.

      Usuń
    3. Moja córka jest już po wyleczeniu kandydozy ....walczyła z tym świństwem 2 lata...NAWET NIE ZDAJECIE SOBIE SPRAWY ile ludzi choruje jest to wstdyliwy temat, w Polsce i tak jest nie do wyleczenia na NFZ, żeby co kolwiek się dowiedzieć trzeba wejsć na stronę angielską bynajmniej tam ludzie sie nie wstydzą mówią głośno, radzą innym...

      Usuń
    4. Oj weź nie gadaj głupot. Na zachodzie na legalu opowiadają sobie o tym, że byli porwani przez UFO albo że widzieli reptilian. Nie uwierzę w kandydozę Twojej córki póki nie zobaczę na nią papieru. Do tego momentu mam Cię za osobę, która przez własne wymysły przez dwa lata katowała dziecko bzdurnymi terapiami (mam nadzieję, że wybierałaś te co mniej upiorne!).

      Usuń
    5. A na jakiej podstawie pan powyżej kwestionuje czyjeś dolegliwości??

      Usuń
  5. Zapomniałam dodać, żeby nie było, sama gdzieś tam jako nastolatka bałam się, że na coś poważnego zachoruję, bo kto się nie boi chorób? Ale strach jakoś przeszedł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opis picia tego naparu brzmi koszmarnie. Oby nigdy nie spotkała mnie konieczność leczenia się nim! Najbardziej śmieszy mnie fakt, że w oczach internetowych "lekarzy" i znawców, ból głowy i kaszel oznaczają odpowiednio raka mózgu i raka płuc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za bardzo co leczyć piołunem, jest toksyczny.

      Usuń
    2. Kazdy lek jest toksyczny mniej lub bardziej.
      Troszke pokory ;)

      Usuń
    3. Co za mądrusie z tych antynauków... Popatrz, popatrz. Wyrabiają się.

      Nie tylko lek, anonimie, każda substancja w odpowiednim stężeniu będzie toksyczna.
      Troszkę pokory ;)

      Usuń
  7. Moim zdaniem czasem ciężko jest o racjonalne myślenie, gdy dotyka nas coś nieznanego wcześniej i zaczynamy szukać na szybko odpowiedzi na pewne dolegliwości czy problemy. Ważne jest to, że wyciągnąłeś wnioski z przeszłości, bo tylko w ten sposób możemy się uczyć tego świata i nas samych. :)

    Różnie z tym bywa, miałem już przyjemność i nie przyjemność próbowania różnych dań gotowych po podgrzaniu, zależy od producenta, a obecnie chyba bardziej od szczęścia.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że ciężko, a to tylko jest dodatkowym motywatorem do zwalczania szarlatanów.

      Usuń
  8. Oj, mi też sugerowano, że mam zagrzybiony organizm, czego wyrazem miał być wygląd mojego języka i pociąg do słodkiego. Nie piłam piołunu ani czystka, ale za to ograniczyłam słodycze i nie wiem czy uleczyłam się czy nie, ale wyszło mi to na dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wszystkie te gorzkie ziela co pobudzają ?piołun to był niebezpieczny....równie dobrze szło mniszka oregano ....;-)generalnie ograniczyć puste kalorie to i tak dobrze...ale żeby całościowo ograniczać węglowodany to prowadzi do zaburzeń z tarczycą i inne ...co prawda poruszasz temat na czasie bo duzo ludzi leczonych jest na utajona "chorobe"a to zupełnie cos innego szczególnie młodzi a kandydoza ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe mnóstwo porad szarlatanów prowadzi na różnych zaburzeń zdrowotnych.

      Usuń
    2. kochany nie myl zielarzy z szarlatanami ...zadaje jeszcze raz pytanie co łączy te ziółka ...co daja gorzkie smaki organizmowi...czy Twoj stan trawienny sie poprawił..

      Usuń
    3. Nie mylę, przeciwnie, m.in. w tym celu napisałem ten tekst, by i czytelnicy zaczęli rozróżniać szarlatańskie metody od fitofarmakologii.

      Nie wiem co dają gorzkie smaki.

      Usuń
    4. tylko jak to rozpoznać ze ktoś źielarz a ze ktoś biznesmen (zeby rozpropagować cudowne leki) ...problem tkwi w tym ze zielarstwo nie operuje wynikami badań na poszczególne frakcje w organizmie ...gorzkie smaki oczyszczają wątrobę usprawniaja prace woreczka żółciowego ...sprawna watroba lepsza glukoza ...itd poczytaj u mie na fk sylwia kowalska ;-) cały czas podejmuje tematy glukozy i powiązania z rożnymi choróbskami organami

      Usuń
    5. "Gorzkie smaki" niczego raczej nie oczyszczają. W niektórych ziołach o gorzkim smaku mogą się kryć pożyteczne substancje chemiczne, ale naprawdę założenie, że co gorzkie, to zdrowe na wątrobę, jest tak generalizujące, że zwyczajnie nieprawdziwe.
      Nie mówiąc o tym, że wątroby się nie oczyszcza. Jakiekolwiek zioła wspomagające pracę wątroby nie działają poprzez jej "oczyszczanie", mogą natomiast wspomagać np produkcję żółci, ale to raczej inna bajka.

      Usuń
    6. Jeśli ktoś rozpowiada idiotyczne poglądy na temat ziół, obstawiam, że to "biznesmen", a nie zielarz. Przy czym zielarz też mi się źle kojarzy, bo przecież fitofarmakolog czy lekarz zajmujący się fitofarmakologią nie nazwie siebie, ani nikt nie nazwie go zielarzem...

      Usuń
    7. Patryk | Blog o żywieniu zbiorowym16 września 2016 13:46

      Aby sprzedawać zioła należy zarejestrować działalność gospodarczą, tym bardziej, że kwestia prawa sprzedaży ziół obejmuje ustawa-prawo farmaceutyczne z 6 września 2011 r. Pozdrawiam.

      Usuń
    8. Zwykle gorycze roślinne mają działanie żółciopędne i pobudzające trawienie, częściowo też zwiększające ruchy robaczkowe jelit.

      Usuń
  10. Nie rozumiem sensu tego postu. Opisujesz jak nie skorzystales z zadnej metody, bo niesmaczna albo wymaga poświęcenia. Na tej podstawie wyciągasz wniosek, że nie działają. Może trochę więcej pokory przy wydawaniu sądów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj go jeszcze raz, ze zrozumieniem. Bo w ogóle nie chodzi o to, o czym napisałaś/eś. :-)

      Usuń
  11. Ja jestem za zdrową i racjonalną dietą, a nie cudowanie z jakimiś dietami oczyszczającymi, dietami na odkwaszenie organizmu, czy jeszcze coś tam. To samo jest z piciem herbatek odchudzających, gdzie uważa się, że dzięki piciu takich herbatek schudniemy :)
    Tutaj Łukasz pisałeś o wyeliminowaniu cukru z diety, gdzie nie jadłeś ryżu, chleba itd. To raczej nie było rozsądne, bo nasza dieta powinna być urozmaicona, składająca się z różnych grup produktów spożywczych. Monotonne diety polegające na wyeliminowaniu jakiś produktów spożywczych nie jest najlepszą metodą w żywieniu człowieka, chyba że ktoś ma alergię pokarmową np. na gluten, to wówczas taka osoba musi unikać produktów spożywczych, która zawiera gluten.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, w całym tym tekście chodzi m.in. o podkreślenie, jakie to bezsensowne.

      Usuń
  12. Ograniczenie cukru (w zasadzie wystarczy ograniczyć słodycze, soki i owoce) faktycznie pomaga, jeśli ktoś ma problem z nawracającą grzybicą, ale doraźnie Ketokonazol. Tylko przy urojonej, nikt pacjentowi tego nie przepisze, bo to szkodliwy lek. Swoją drogą to od małego dziadek (zielarz) parzył mi piołun przy problemach trawiennych. Do tego smaku można przywyknąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. No ale w całym tekście, oprócz wykpiwania, nadal nie ma żadnego racjonalnego argumentu ZA czy PRZECIW. To tylko opinia z domieszką ironii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za lub przeciw czemu? Wmawianiu sobie grzybicy czy leczeniu urojonej grzybicy piołunem?

      Usuń
  14. Pamiętam okropny smak piołunu, to rewelacyjnym środek na zatrucia pokarmowe.

    OdpowiedzUsuń
  15. Za każdym razem kiedy przeczytam o jakiejś chorobie i zaczynam się zastanawiać czy ją mam, staje mi przed oczami moja babcia, najzdrowszy człowiek na świecie ale chorująca na wszystkie najgorsze choroby jeśli ktoś inny na nie choruje. Zdarzyło jej się pare razy przyjść do mojej mamy żeby jej dała silne tabletki na serce (mama rzeczywiście choruje i ma przypisane przez lekarza) bo ją tak boli... Mama dawała jej magnez albo witaminę C i zawału nagle nie ma :D Naprawdę polecam znać taką osobę. Widząc jak śmiesznie się zachowuje, raczej nie wymyślam sobie chorób ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zachowania często dotyczą hipochondryków, a to jest zaburzenie psychiczne, więc nie ma tu nic do śmiechu :P.

      Usuń
  16. Coś mi od początku z tą "grzybicą" nie grało. Nagle każdy ma objawy a najlepszy jest test typu "napluj do szklanki i zobacz co się stanie po godzinie". :D
    To powyższe jest śmieszne ale co w takim razie z badaniami typu CANDIDA - ANTYGEN KRĄŻĄcy oferowanym przez Diagnostyke? Cytat z ich strony: "Diagnostyka zakażenia C. albicans i innymi gatunkami chorobotwórczymi rodzaju Candida. Wykrywanie antygenów komórek grzyba w surowicy krwi żylnej, wykonywane w podejrzeniu kandydozy układowej – kandydemii oraz zakażenia narządów wewnętrznych. Drobnoustroje chorobotwórcze rodzaju Candida, a przede wszystkim gatunek Candida albicans, są odpowiedzialne u człowieka za rozwój kandydozy, choroby grzybiczej o przebiegu lokalnym, ograniczonym do powierzchni błon śluzowych lub wieloukładowym. "
    Jest też badanie - posiew kału w keirunku candidy. Więc chyba kandydoza istnieje, tylko na pewno nie w takim natężeniu jak nam to wmawia internet i producenci suplementów....

    OdpowiedzUsuń
  17. Hi hi padłam :D, ale i tak podziwiam, że w tak młodym wieku interesowałeś się tego typu tematami, ja w wieku 18 lat starałam się rzucić palenie :P.
    Generalnie poszukiwanie przyczyn różnych dolegliwości na własną rękę nie jest złe, bo wiele osób w ten sposób odkryło swój problem, ale warto takie podejrzenia potwierdzić odpowiednimi badaniami lekarskimi i wtedy mamy pewność że to właśnie nam dolega. Niestety przy takim trybie życia jaki wiele osób prowadzi nie trudno o grzybicę, zakwaszenie organizmu i inne takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobra, ty miałeś urojoną grzybicę, ale ja miałam prawdziwą, w dodatku nawracającą, leczoną antybiotykami wielokrotnie. W końcu sięgnęłam po te metody alternatywne - zero alkoholu i zero cukru (nie skrobi tylko białego cukru i syropu glukozowo-fruktozowego) i cud - grzybice się skończyły. Oczywiście twoja historia jest pouczająca dla hipochondryków, ale nie wmawiaj ludziom, że zioła, czy zdrowa dieta w ogóle nie działają bo to nie prawda, wiele ziół ma działanie np. przeciwzapalne, antybakteryjne itp. Wystarczy poczytać książki zielarskie gdzie masz fachowo opisane działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ten artykuł ani nie jest o hipochondrii, ani nie neguje leczniczego działania ziół ani występowania faktycznej grzybicy.

      Usuń
    2. Grzybica leczona antybiotykami?
      TO jest dopiero alternatywna medycyna!

      Usuń
  19. Piłam kiedyś piołun i inne zioła od zielarza, które miały mnie uzdrowić, ale za krótko miałam do nich cierpliwość, więc efektów nie zaobserwowałam - może po czasie by zadziałały :D Zielarz grzybicy mi nie zdiagnozował magicznym wahadełkiem, ale co ciekawe w 3 choroby trafił :D

    A czytając o ogólnoustrojowej grzybicy w sieci, chyba nie ma osoby do której jakiś objaw by nie pasował :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo mądry artykuł pokazujacy jasno i wyraźnie jak skutecznie potrafi działać marketing w mediach i jak wpływa na ludzki umysł. Jesteśmy tego często nieświadomi i potem przychodzi nam przełknąć taką gorzką pigułkę na otrzeźwienie. Ciekawie piszesz i pewnie nieraz będę wracać żeby poczytać inne posty - pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuje się ;)

      Chyba trzeba się na taka modę złapać raz czy dwa, przerobić temat na własnej skórze, zaakceptować w końcu że ktoś zrobił z nas idiotę i wtedy nabywa się trochę odporności na tego typu zdrowotny marketing ;)

      Usuń
  21. A ja spotkałam się z tą modą gdy wyjechałam na studia do Niemiec. TO był stres, pochorowałam, poodwiedzałam lekarzy, m.in. dermatologa, którego zapytałam o tę grzybicę wszystkiego. I wtedy, 30 lat temu, pani doktor powiedziała mi, że to jest choroba rozwiniętej cywilizacji, gdzie większość ludzi na nic nie choruje a potrzebuje powodu by się sobą pozajmować. WIęc wymyśla takie jednostki chorobowe, bazujące, a jakże na faktycznie istniejącej chorobie, która jednak dotyka niewielu. POwiedziała mi też, że my w Polsce nie powinniśmy mieć z tym problemu, bo mamy kiszonki i zsiadłe mleko, a spożywanie tych miłych bakterii fermentacyjnych eliminuje drożdzaka. A w upały czy po podróży autokarem w dzinsach należy zamiast płynów do higieny intymnej stosować zsiadłe mleko. I powiem Wam, że to fantastyczna porada była, uleczyła mnie od schizy pieczenia chleba z otrąb i unikania piwa czy wina (bo grzyb!), a ten motyw ze zsiadłym mlekiem do podmywania sprawdził się w moim życiu, i koleżankom pomagało, bo zakażenia dopochwowe Candida ALbicans zaczynają się od zewnątrz, więc takie kiszone mleko świetnie im przeciwdziała.
    Jedno mnie tylko zastanawia, czemuż każą pić piołun, a nie kiszonki czy probiotyki? Być może w tych irracjonalnych systemach nie chodzi ani o chorobę, ani o leczenie, a o rytułał opieki nas samym sobą, o ustalonych porach, rodzina musi poczekać bo chora/y w pierwszej kolejności musi spożyć piołun czy rozgnieść tajemnicze tybetańskie kulki ziołowe, czy coś tam innego. Może zamiast leczenia tajemniczych chorób, których głonymi objawami są zmęczenie, nerwowość, brak/nadmiar apetytu, problemy ze snem itd, należałoby się położyć na kanapie i całej rodzinie powiedzieć - odpoczywam, nie przeszkadzajcie mi. Może by bardziej pomogło? Mi pomaga :) Pozdrawiam Autora i czytelników tego bloga i czekam na kolejne teksty. WIdziałam niedawno urządzenie do sprawdzania częstotliwości drgań naszego organizmu - podobno wykrywa pasożyty po odczycie tych częstotliwości.

    OdpowiedzUsuń
  22. Pozwolę sobie odkopać temat jako nowy czytelnik. Z kandydozą jest większy problem niż z chorobami stworzonymi sztucznie przez producentów suplementów. Problem ten polega na tym że lekarze podchodzą do niej jak do wszystkich tego typu rewelacji mimo tego że ona istnieje i wcale nie tak trudno obecnie na nią zapaść. W momencie kiedy ktoś przyjmuje za dużo antybiotyków, sterydów i proszków na gardło i łączy to z niezdrową dietą (bogatą w cukry i produkty fermentowane) tworzy drożdżakom idealne warunki bytowania. No i tu rodzi się problem bo człowiek faktycznie może być chory,a lekarze (którzy sami mu te antybiotyki wcześniej przepisywali) patrzą na niego jak na hipochondryka... Sam raczej nie zacznie się skutecznie leczyć bo trafi na kilka porad w stylu cytowanych i sobie odpuści internet jako źródło wiedzy...Także moim zdaniem jest to problem poważny.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja miałam ogólnoustrojową grzybicę. Złapałam w szpitalu, rozlazła się od nerek po całym organizmie.
    Lano mi na OIOMie prosto do żyły ketokonazol.
    Bo leczenia prawdziwej grzybicy rozsianej po organizmie to wyścig "zabijmy grzyba zanim leki zabiją nam pacjenta". Tym razem lekarz zdążyli zabić grzyba.. ledwo ledwo....

    Raczej by mi suplementy i diety oczyszczające nie pomogły. Ani ziółka "antybakteryjne".

    OdpowiedzUsuń