poniedziałek, 19 września 2016

Medycyna chińska i medycyna akademicka

Kiedy jesteśmy chorzy, idziemy do lekarza. Oczekujemy, że nam pomoże. Zapisze leki, skieruje na dalsze badania czy do specjalisty. W ostateczności, z wynikającej potrzeby, zostaniemy zoperowani. Wszystko to w oparciu o wiele lat badań naukowych, dotyczących farmakologii, chirurgii czy fizyki medycznej, radiologii. Co robimy, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy chorzy albo co wówczas, kiedy (co gorsza) naprawdę jesteśmy mocno lub przewlekle chorzy, ale trafiliśmy, raz za razem, na kiepskich lekarzy i w akcie desperacji szukamy pomocy nie tam, gdzie można ją znaleźć? Wierzymy w twory, takie jak medycyna alternatywna, medycyna naturalna, medycyna chińska. Medycyna zachodnia to tylko biznes. Prawda?

medycyna chińska

Istnieje pogląd, że mamy w naszej codziennej rzeczywistości do czynienia z więcej, niż jedną medycyną. Tak, jak już wymieniłem wyżej. Medycyna chińska, naturalna, alternatywna, zachodnia, akademicka i jaką tam jeszcze chcecie. Problem w tym, że ten podział, choć istnieje w świadomości społecznej, jest całkowicie bezsensowny, gdy rozpatrujemy go w jego powszechnym rozumieniu. Dlaczego?

Dany związek chemiczny czy grupa związków zebrana razem, jakiś zabieg operacyjny, diagnostyczny, terapia, wszystko to może wykazać skuteczność w leczeniu czy wspomaganiu leczenia lub poszukiwaniu przyczyn negatywnych objawów, albo nie. Zależnie od badanego czynnika i wobec jednostki chorobowej czy dolegliwości, na którą chcemy go przetestować. Wszystko to w kontrolowanych warunkach, ze sprawdzaniem poszczególnych, interesujących nas parametrów biochemicznych czy w obrazowaniu albo na podstawie kwestionariuszy itd. Są rzeczy, które wiemy, że nie będą działać, bo już z założenia nie przewiduje ich teoria i co najważniejsze, są z nią sprzeczne. Tak samo jak wiemy, że rzucona na Ziemi piłka spadnie, zamiast wzbijać się wyżej i wyżej. Teoria tego nie przewiduje.

medycyna alternatywna
Tego typu metody „leczenia” zaliczamy właśnie do medycyny alternatywnej, naturalnej, czy chińskiej. Alternatywna medycyna miałaby oferować rozwiązania alternatywne. W rzeczywistości jednak, jeśli jakieś alternatywne rozwiązanie okazałoby się skuteczne, zostałoby po prostu przyjęte przez tę „normalną” medycynę. Nie byłoby o co robić afery. Podobnie jest z medycyną naturalną – mnóstwo leków swoje pierwotne zaczepienie miało w produktach pochodzenia roślinnego. Wyekstrahowano określone związki chemiczne z tkanek roślin, poddano analizom, często zmodyfikowano biotechnologicznie czy biochemicznie by były skuteczniejsze i bezpieczniejsze. Tak więc medycyna naturalna, jeśli tak to można nazwać, to element tej zwyczajnej medycyny. Zalecanie nieprzebadanych, ziołowych mikstur nie ma z nią nic wspólnego.

Domyślacie się już na pewno, że podobnie jest z każdą inną „medycyną jakąś tam”. Jeśli medycyna chińska mówi nam, że zielona herbata działa na to i na tamto, to sprawdzamy to w badaniach naukowych. I faktycznie, w tym konkretnym przypadku katechiny z zielonej herbaty naprawdę mogą mieć działanie np. prewencyjne w stosunku do wielu chorób (mieszamy się tu trochę w dietetykę, ale możemy to traktować równolegle, nie ma dietetyki alternatywnej czy chińskiej, jest po prostu dietetyka). Jeśli jednak mamy do czynienia z czymś fundamentalnie niepoprawnym merytorycznie, to choćby nie wiem jak silnie było zakorzenione w tradycji, przez co trzeba na to patrzeć wyrozumiałym okiem, by nie urazić danej grupy osób, rzeczywistości i tak nie zaklniemy.

Doszukiwanie się leczniczych właściwości różnych produktów spożywczych na podstawie tego, że przypominają jakiś narząd w naszym organizmie, jest niepoważne, a wywodzi się z medycyny chińskiej właśnie. Spójrzcie, orzech włoski wygląda jak mózg – musi być super na mózg. Oczywiście tutaj takim jest, ale dlatego, że zawiera kwasy tłuszczowe omega 3, a nie stąd, że wyglądem przypomina mózg. Inne przykłady są bardziej absurdalne. Gdy ironicznie udostępniłem tego typu grafikę na fanpage, ktoś słusznie zapytał, czy w takim razie jedzenie białych kamyków jest dobre na zęby, skoro są do nich podobne. Albo czy jedzenie patyków służy naszym kościom?

medycyna chińska

Przykłady tego typu można mnożyć. Czakry, bioenergoterapia, bioenergia, wróżki, homeopaci, cokolwiek sobie nie wymyślimy. Zawsze będzie ta granica, zwykle gruba i zasadnicza, dzieląca medycynę „normalną” od pseudonaukowych czy antynaukowych wręcz metod. Argumentowanie, że to uraża kulturę taką czy inną ma się nijak do tej dyskusji. Zwłaszcza, że jest nacechowane emocjonalnie, ale niewiele ma wspólnego z aspektem bioetycznym. Jest za to coś, co ma tutaj znaczenie, a czego często się nie zauważa. Otrzymałem wiadomość, stosunkowo niedawno, że krytykowanie medycyny chińskiej z góry, jest rasistowskie. Zastanawiam się czy nie jest wręcz odwrotnie. Czy to przypisywanie nieskutecznych, szarlatańskich, pseudonaukowych metod ludziom innych kultur, niż nasza dominująca, nie jest rasistowskie? Przecież w Azji i Afryce także funkcjonują uniwersytety, szpitale, prowadzi się badania naukowe. Dlaczego mamy im umniejszać, nazywając ich medycynę tym, co z założenia jest błędne?

Rozróżnianie medycyny na zachodnią (lub akademicką) i chińską czy naturalną bądź alternatywną ma charakter silnie antyedukacyjny. Ktoś, kto nie rozróżnia tych pojęć świadomie, będzie myślał, że faktycznie istnieją jakieś różne medycyny i że są one sobie równorzędne. A może nawet te niezachodnie są lepsze, bo nie ma z nich podobno takiej kasy? Lobby farmaceutyczne trzyma nasze portfele i wszystko jasne… Brzmi to oczywiście absurdalnie (ogólnie rzecz biorąc, bo nie da się zaprzeczyć temu, że w medycynie i ogólnie nauce również mamy nieetyczne wpływy) i takie właśnie jest, ale człowiek, który nie ma świadomości tego tematu bardzo szybko uwierzy w sens takich argumentów. Dlatego trzeba jasno i wyraźnie podkreślać, że mamy tylko jedną medycynę, po prostu medycynę. Żadna to zachodnia czy akademicka. Zwyczajnie medycyna. Mamy też ciekawostki pseudomedyczne lub w najlepszym wypadku na pograniczu i niezbadane (co wykorzystują szarlatani, czyniąc całą tę gałąź nieetyczną).

medycyna zachodnia

Artykułowi temu chciałem nadać jeszcze jeden wątek. Jednym z najwybitniejszych polskich popularyzatorów nauki jest Jerzy Vetulani, neurobiolog i psychofarmakolog. Jeżeli nigdy o nim nie słyszeliście, możecie zacząć zastanawiać się co jest z Wami nie tak (żartuję). W każdym razie prof. Vetulani to bardzo zasłużony w Polsce (i nie tylko zresztą), również blogujący, naukowiec. Co to ma wspólnego z medycyną chińską? W październiku odbędzie się w Polsce, w Krakowie, Międzynarodowy Kongres Medycyny Chińskiej. Na stronie wydarzenia znajduje się tekst napisany przez profesora Vetulaniego. O ile większa jego część jest do przełknięcia, tak pod sam koniec autor kompletnie miesza pojęcia, nadając całemu wywodowi skrajnie antyedukacyjny charakter.

Według podlinkowanego wpisu medycyna chińska i medycyna oparta na dowodach mają się różnić podejściem. Ta pierwsza jest holistyczna, ta druga – redukcjonistyczna. Obie oficjalnie uznawane. Rzekomo nie skonfrontowano ich. Mieszanie jednej z drugą ma być bardzo pozytywne i skuteczne dla medycyny. Wyjaśnimy teraz. Medycyna oparta na dowodach niezależnie od redukcjonistycznego podejścia, również musi wykazywać to holistyczne, czyli ogólnoustrojowe. Bez tego nie działałaby czy działała gorzej. Zarzucanie braku holistycznego podejścia medycynie akademickiej stało się bardzo modne, ale niesłusznie. Wiem, że u poszczególnych lekarzy, zwłaszcza czekając miesiącami w kolejkach na NFZ, można mieć takie odczucia. „Ale to problem neurologiczny, proszę iść do neurologa i zrobić badania i dopiero wtedy wrócić z tym do mnie”. W międzyczasie czekanie kilka miesięcy na wizytę, potem na rezonans magnetyczny, potem znowu na wizytę. Jednak to, jak tragicznie (a nawet gorzej) wygląda w tej chwili polska służba zdrowia nie zmienia tego, czym w normalnej, zdrowej sytuacji jest medycyna.

Kontynuując, medycyna chińska nie jest oficjalnie uznawana (chyba że chodzi jedynie o narodowy system medyczny w Chinach, coś jak u nas NFZ). Jako pojęcie istnieje w kontekście takich właśnie pseudonaukowych metod, a wśród opinii publicznej – niestety – jako medycyna równorzędna tej prawdziwej. Cóż, otwieraniem nieistniejących czakr niczego nie wyleczysz. Najbardziej jednak bolą te dwa ostatnie stwierdzenia, tj. że nie porównuje się metod medycyny chińskiej do medycyny akademickiej oraz że mieszanie tych obu jest czymś pozytywnym. Boli to, bo jest twierdzeniem absurdalnym i niezgodnym z prawdą. Przeprowadzono wiele badań dotyczących skuteczności różnych metod medycyny chińskiej, tej ściśle już rzecz biorąc i o ile niektóre sposoby związane z ziołami czy dietami mogą mieć potencjalnie jakieś zastosowanie, tak wszystkie te czary mary, akupresura i reszta – nie. Czy mieszanie medycyny opartej na dowodach z medycyną chińską jest pozytywne? Odpowiedzcie sobie sami wiedząc, że ma to charakter antymedyczny i antyedukacyjny.

medycyna

Zastanawiam się, czy tak absurdalne, niezgodne z prawdą twierdzenia faktycznie wyszły od profesora Jerzego Vetulaniego. Moje podejrzenie wynika z niedawnego incydentu, gdzie na konferencji dotyczącej marihuany, na której jednym z uczestników był Jerzy Zięba (odsyłam do artykułu o tym panu), miał być według programu także Jerzy Vetulani. Okazało się to nieprawdą. Najwyraźniej nazwisko znanego naukowca ładnie wyglądało. 

Druga rzecz, jaka wyłania się z tekstu, to prawdopośrodkizm. Próba wypośrodkowania, wbrew faktom. Mam nadzieję, że komentowany wpis okaże się pomyłką lub że profesor Jerzy Vetulani wycofa się z tych słów bądź nada im, nowym komentarzem, innego charakteru. Jako popularyzator nauki o dużym zasięgu. Ja natomiast liczę na to, że przynajmniej część z Was zrozumiała po tej notce, dlaczego medycyna chińska czy alternatywna to tak naprawdę ładnie brzmiące określenia na pseudonaukowe, absurdalne metody, których skuteczność jest zerowa i niezgodna z nauką lub w najbardziej obiecujących przypadkach – niepotwierdzona. I nie idźcie drogą argumentów autorytetu. Nie to miejsce, nie ten temat. 

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga? Możesz to zrobić zostając jego patronem tutaj

61 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy czytałeś "Potęgę podświadomości", ale tam autor właśnie wspominał o tym, jak te wszelakie medycyny działa na ludzi, że niby ci wszyscy specjaliście wykorzystują potęgę podświadomości, by w jakiś sposób nas wyleczy i tak dalej. Ja nigdy we wszelakie medycy nie wierzyłam, bo ta "najzwyklejsza" mi zawsze wystarczała i nie miałam powodu, by mieszać się w inne.
    Święte słowa, nie powinniśmy wierzyć wszystkiemu, co mówią szanowani ludzie. Może wycofa swoje słowa, trzeba obserwować. W każdym razie bardzo przydatny artykuł i na pewno znajdą się ludzie, którym otworzy on oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałem, więc na temat samej książki się nie wypowiem. Za to wokół tego tytułu wyrosła swego rodzaju religia i w odniesieniu właśnie do niego już całe mnóstwo głupot słyszałem.

      Usuń
    2. Ale literówek narobiłam, aż wstyd.

      W każdym razie, z czystej ciekawości powinieneś książkę przeczytać i skomentować. Myślę, że twoi czytelnicy chętnie poznaliby twoje zdanie ;)

      Usuń
    3. Jeśli znajdę chwilę by zapoznać się z jej treścią, to możliwe, że tak zrobię, dzięki. :-)

      Usuń
    4. Ja który zawsze miałem umysł ścisły, od małego interesowałem się biologią, astronomią techniką itp. dziś doceniam także wiedzę tzw duchową, czakry czuję osobiście, więc są dla mnie faktem. Jeśli chodzi o medycynę chińską, która tak na prawdę pochodzi pierwotnie z Tybetu, to opowiem swoją historię. Około 30 lat temu zacząłem ciągle się przeziębiać, miałem bóle w zatokach, katar itp. Poszedłem do lekarza, oczywiście dostałem antybiotyk . Poskutkował, tylko że zachorowałem znowu, po około trzech tygodniach znowu lekarz i następny antybiotyk. Brałem go prawidłowo bez przerwy przez około tygodnia. Znowu pomogło i za około miesiąc znowu infekcja, bolące zatoki, zapchany nos. Tak było wiele razy, nie pamiętam ile. Lekarz nie wiedział co jest grane, podejrzewał uczulenie i skierował mnie na odpowiednie badania. Wtedy dowiedziałem się o człowieku bardzo interesującym się tzw medycyną chińską i ponoć mającym jakieś sukcesy. Zainteresowało mnie to i postarałem się dotrzeć do niego. Gdy się spotkaliśmy zbadał mnie i przeprowadził wywiad na temat mojego życia i żywienia. Kiedy usłyszał w jaki sposób się odżywiam, to aż się zdziwił. Bo od jakiegoś czasu postanowiłem być wegetarianinem, ale nie miałem wtenczas odpowiedniej wiedzy na ten temat, po prostu przy obiedzie odkładałem mięso, resztę jadłem. Dodatkowo byłem wielkim łasuchem i jadłem dużo słodyczy. Miałem jeszcze jeden dziwny objaw wtedy, mianowicie ciągle było mi zimno. Upał, inni chodzą w krótkich spodenkach, a ja miałem ochotę na swetr. Wytłumaczył mi, że mięso oprócz innych właściwości odżywczych ma właściwości rozgrzewające organizm, a cukier ma właściwości schładzające szczególnie działa na płuca, drogi oddechowe i skórę. Dlatego jeśli ktoś jest wegetarianinem, to powinien ograniczyć, albo wyeliminować cukier. Przekazał mi też trochę wiedzy o żywieniu i skonstruował mi dietę leczniczą. Tak wyrywkowo np. Całkowity zakaz cukru, dopóki wydzielina z nosa będzie żółta mam dalej nie jeść mięsa, gdy stanie się biała, powinienem zacząć jeść ryby, szczególnie wędzone. Dał mi receptę na niesamowity rosół, który gotowało się przez cały dzień, nalewka ziołowa na czerwonym winie i inne gusła. I wiecie co? Wyleczył mnie! Od czasu gdy zacząłem się odżywiać wg jego wskazówek, przestałem chorować. Co ciekawe w ogóle przestałem się przeziębiać i temperatura mojego ciała powoli wróciła do normy. Dlatego nie lekceważcie tradycyjnej wiedzy ludzkości, zbieranej przez tysiące lat. Warto zauważyć, że europejski lekarz nawet nie wpadł na pomysł, żeby zapytać się co ja jem. Podejrzewam że nawet gdybym mu to powiedział, to nie wiedział by co z tym zrobić. Starą wiedzę trzeba weryfikować, bo zawiera ona niedorzeczności, ale trzeba to robić z szacunkiem, bo zawiera też klejnoty.

      Usuń
    5. Tak to jest, gdy pod wpływem szkolnej propagandy i świadomej oraz podświadomej indoktrynacji jesteśmy uczeni pogardy co do spiskowych teorii, wiedzy alternatywnej, hollistycznego podejścia do świata. Oczywiście komuś na tym zależy abyśmy tak myśleli i wierzyli tylko w Big Pharma ;)

      Ja również, nauczyłem się widzieć aurę, czuć energię (początki to tak naprawdę z godzina roboty) , i TYLKO uwraźliwienie zmysłów i odblokowanie się z wewnętrznego krytyka "to ci się zdawało". Kiedyś gdy były jeszcze powszechne aparaty kliszowe, zrobiłem celowe zdjęcie tego "co mi się zdawało", na zdjęciu zostało to uchwycone. To tylko na przystawkę.. :)

      A żeby było ciekawiej Pan Zięba wywleka na światło dzienne to o czym medycyna wie, ale starsi i mądrzejsi wolą nie informować narodu tubylczego co by zbytnio nie wyzdrowiał bo kto za leki im zapłaci? https://www.youtube.com/watch?v=22P4jddQEZU

      Więc teoria i szkoła jedno a życie i praktyka drugie ;)
      Pozdrawiam !

      Usuń
  2. Hm, ja nie jestem zwolennikiem medycyny ludowej, chińskiej itp. Jeżeli chodzi o zestawienie podobizny produktów spożywczych z narządami ludzkimi to nie jest najlepszy pomysł, ale z trzema bym się zgodził, czyli:
    Orzechy - taj jak wcześniej wspomniałeś, że zawierają kwasy omega-3. To prawda, dlatego też mają duży wpływa na funkcjonalność tego narządu.
    Marchewka - jest źródłem B-karotenu i witaminy A. B-karoten wpływa znacząco na nasz wzrok.
    Pomidor - jest źródłem likopenu (przeciwutleniacz) i znacząco wpływa na nasz układ krwionośny. Więcej likopenu znajdziemy w przetworach z pomidorów.
    Należy pamiętać o zróżnicowanej diecie, gdzie każde warzywa i owoce mają pewne składniki odżywcze i antyodżywcze i mają jakiś wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu.
    Należy i tak pamiętać o różnorodnej diecie, a nie opierać się na jednym produkcie spożywczym.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodam jeszcze od siebie, że ludzie czasami błądzą, bo uważają, że zwykła medycyna nie pomoże to pomoże jakaś inna.
    Niestety, ale system opieki zdrowotnej w Polsce nie jest najlepszy :)
    Najgorzej jest z dostępem do specjalisty, kolejki, ubezpieczenia zdrowotne, czy jakość żywienia, który jest kiepski w naszej służbie zdrowia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, system opieki zdrowotnej w Polsce jest bardzo niewydolny, ale w tym wszystkim, tutaj to znaczy, chodzi o coś innego.

      Usuń
  4. holistyczne podejście to mądre podejście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie korzystałam nigdy z medycyny alternatywnej. Ale za to na kiepskich lekarzy trafiałam i znam to uczucie, gdy ktoś ma Ci pomóc, a z leku na lek i z lekarza na lekarza jest coraz gorzej. Nie szukałam jednak pomocy gdzieś dalej. Na szczęście trafiłam na wyśmienitego lekarza (i drogiego przy okazji jak nie wiem co), ale przynajmniej mi pomógł.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam, wbrew niekończącym się opiniom hejterów, że skoro krytykuję medycynę naturalną, to muszę być zawsze zdrowy i na pewno nigdy nie trafiłem na słabego lekarza.

      Usuń
  6. Nie mam doświadczenia z medycyną chińską, ale sąsiadka chodziła na jakąś akupresure i inne tego typu rzeczy i była zadowolona z efektu, podobno pozbyła się w ten sposób problemów z alergią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, to tylko jej subiektywne odczucie.

      Usuń
    2. Słusznie, ja doznałem uszkodzenia słuchu (szumy, piski, zmiany ciśnienia, "zatkany bębenek" ) jako stutek uboczny stosowania cytostatyków. Wyraźna róznica pomiędzy lewym a prawym uchem.

      Obserwując siebie i pomagając sobie samemu odblokowałem przepływ energii w meridianach, dzięki czemu pozbyłem się problemu :). Temat jest znacznie bardziej kompleksowy i nic nie dzieje się się odrazu... Ale to może też moje subiektywne odczucie ? :)

      Usuń
  7. Ale to chyba bardzo zależy od tego jak ktoś rozumie te 'medycyny'. Ja rozumiem je nieco inaczej. Medycyna akademicka nie jest dla mnie medycyną zachodnią, bo tak jak powiedziałeś może mieć w sobie i jedno i drugie. Natomiast wschodnie i zachodnie to jest po prostu pochodzenie danych sposobów leczenia.

    Coraz więcej z medycyny chińskiej przechodzi do akademickiej i to spoko, ale nie staje się z tego powodu medycyną zachodnią, pochodzenie się nagle nie zmienia :P to, że w medycynie chińskiej są różne szarlatańskie sposoby to smutny fakt, ale no nie umniejszajmy przez to całej medycyny chińskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje rozróżnienie jest bardziej geograficzne, niż odnoszące się do fundamentów.

      Usuń
    2. Tak czy inaczej, tę części medycyny wschodniej które zostały potwierdzone naukowo nagle nie przestają być częścią medycyny wschodniej. A z ostatnich zdań Twojej notki można wywnioskować, że nagle zostają tam tylko szarlataństwa.

      Tak samo to że niektóre metody medycyny naturalnej zostały potwierdzone nie oznacza że przestały być naturalne. Nie wiem trochę dlaczego to rozdzielasz, albo może ludzie to chcą rozdzielić, ja zawsze je widziałam jako coś bardziej rozmytego, że są między akademicką medycyną i innymi metodami wspólne części, częściowo się pokrywają.

      To smutny fakt, że są metody, na które wpływają religie, moja babcia ostatnio chciała żebym na gardło zjadła święcone bazie :D ale to w każdym rodzaju "medycyny", czego przykładem są sposoby mojej babci. No i skoro nie chcesz tego nazwać medycyną, to jak w takim razie? W końcu dla ludzi religijnych ma to znaczenie zdrowotne i jednocześnie duchowe. Szarlataństwo ma dla mnie zbyt negatywne przesłanie.

      Usuń
    3. Rozdzielam to w celach praktycznych i edukacyjnych. Taki jest faktyczny podział. Jest medycyna i tyle. To co nie działa, nie jest medycyną.

      Usuń
    4. Jeśli medycyna chińska twierdzi że dana roślina działa na jakąś chorobę, bo stymuluje przepływ wiatru i dodaje żywiołu drewna, a potem okazuje się że zawiera substancję aktywną która znajduje zastosowanie farmakologiczne, to jej zastosowanie w medycynie nie jest "przeniknięciem medycyny chińskiej do akademickiej". Bo substancja czynna nie stymuluje wiatru i nie dodaje żywiołu drewna, tylko działa w określony sposób. Bo po znalezieniu zastosowania, substancja ta staje się częścią medycyny jako takiej.

      Usuń
  8. Wierzę w to, co widzę, a więc ufam nauce i potwierdzonym badaniom. Z tego, co przeczytałam medycyna chińska liczy sobie ok. 3 tys. lat. I istnieje dalej. Może też ze względów kulturowych? Te wszystkie wymienione rodzaje to się nie wzięło znikąd. Pieniądze, brak wiary w medycyną zachodnią, zmiana przekonań w wyniku utraconej nadziei. Kiedy ktoś jest umierający i ma wiele do stracenia albo za wszelką cenę chce żyć, podejmie się wszystkich sposobów na ratowanie życia, tak uważam, nawet jeśli z nauką one mają niewiele wspólnego. Nikt do niczego nie zmusza. Ja najnormalniej w świecie chodzę do lekarza jak muszę i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocje bardzo, stety i niestety, zaburzają racjonalne myślenie. Kto tego nie zna...?

      Usuń
  9. Oczywiście, ,,wierzę, w to, co widzę" pomijam kwestię religii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Częstym problemem w chorobie jest chyba stosunek człowieka do człowieka (lekarz, brak czasu i zainteresowania - pacjent). Stąd poszukiwania innych metod, zwłaszcza gdy cena za wizytę i leki i leczenie przekracza możliwości. Wtedy banalnie umrzemy z głodu, czyli paradoks całej sytuacji.
    Bardzo ciekawe tematy postów i chyba trochę kontrowersyjne! Super.

    OdpowiedzUsuń
  11. A na bloga, którego mi poleciłeś, kiedyś zajrzałam, ale zapomniałam o nim, więc dobrze, że mi o nim napisałeś :D
    Co do tej grafiki, którą wstawiłeś - kiedyś trafiłam na podobną, zaczęłam sobie sprawdzać, co dany owoc/warzywo daje i nie zawsze mi się to pokrywało, więc w sumie dziwię się, że ludzie potrafią w takie rzeczy uwierzyć bez zastanowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kluczowe jest to "bez zastanowienia". Jakby się zastanowili, to szybko przestali by wierzyć, że np. pieczarka jest dobra na uszy, bo jej przekrój przypomina ucho...

      Usuń
  12. Niestety spotkałam się z przypadkami, gdzie medycyna (klasyczna, zachodnia, akademicka), czy lekarze ją stosujący nie byli w stanie poradzić sobie z prostym problemem, na który zadziałało zwykłe wbijanie igiełek przez jakiegoś, jak to ujmiecie, "szarlatana" (1 przypadek w mojej rodzinie).
    Spotkałam się również z sytuacją, gdy konwencjonalne leczenie jednej dolegliwości, niekoniecznie skuteczne, spowodowało za to masę innych problemów zdrowotnych u pacjentów (min. 2 przypadki tylko w mojej rodzinie).
    Spotkałam się również z sytuacją, gdy lekarze nie byli w stanie nawet postawić diagnozy i strzelali z lekami, bo nie mieli pojęcia, co robić (3 różne przypadki w mojej rodzinie, w tym mój).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można stwierdzić, że wbijanie igiełek pomogło. Za to zgodzę się, że u lekarzy często można się zawieść podejściem do pacjenta, kompetencjami czy w przypadku wizyt na NFZ "skąpieniem" na badania itd., ale to przecież nie dotyczy meritum sprawy - dotyczy systemu i niedouczenia pojedynczych lekarzy, a nie ogółu lekarzy czy medycyny jako takiej.

      Usuń
    2. 1) Typowo anegdotyczne przypadki (znam przypadek) nie dowodzą niczego. To że "igiełki" pomogły to pewnie czysta koincydencja. Znam przypadek, kiedy pacjent po zjedzeniu lodów waniliowych poczuł się lepiej. Czy to znaczy, że lody waniliowe leczą? 2) To że lekarze się mylą (bo są ludźmi) nie oznacza, że mają rację "chińscy" szarlatani.

      Do autora tekstu: fajnie napisane,ale na końcu trochę gubi siłę przez wmieszanie wątku prof. Vetulaniego. Serdeczności.

      Usuń
  13. Co do czakr to spotkałam się z opiniami (i sama uważam, że coś w tym może być), że jest to po prostu inna, starsza nazwa na kluczowe dla organizmu narządy - dokładnie gruczoły wydzielnicze. Np czakra gardła odpowiada tarczycy, czakra podstawy nadnerczom itd. I tak gdy wg filozofii wschodu czakra ta ulega zaburzeniu pojawiają się problemy z poziomem energii. Gdy jest nadaktywna - powoduje zachowania agresywne, gdy zablokowana - ospałość i apatię. Fizycznie, na wymienione aspekty mają wpływ hormony nadnerczy. Czakra gardła z kolei jest utożsamiana z umiejętnością wyrażania siebie i relacje z otoczeniem. Niedoczynność powoduje m.in bierność, natomiast nadczynność wpływa na kłótliwość i trudności w opanowywaniu emocji. Uważam, że w takim ujęciu tematu "teoria" czakr może mieć jakiś sens. Co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie bardzo, bo wizualizowanie sobie kolorowej energii czy medytacje nie pobudzą organów mających zaburzenia natury organicznej. Biorąc pod uwagę ile mamy organów o funkcjach wydzielniczych, do każdego punktu można coś przypisać na zasadzie że jest blisko. Czakra trzeciego oka? Szyszynka. Albo podwzgórze. Albo jądro migdałowate. Albo...

      Usuń
    2. Masz racje - szyszynka, wydzielają dimetylotryptamine

      Usuń
  14. Są choroby, w których medycyna ,,zachodnia" zdaniem pacjenta nic mu nie pomoże, dlatego zwraca się ku innym metodom leczenia. Czasem taki wybór zagwarantuje mu poprawę stanu zdrowia, innym razem nie, stąd moim zdaniem wniosek, że do końca nikt nie jest w stanie stwierdzić co tak naprawdę może alternatywne leczenie. Podobieństwo pewnych pokarmów do organów człowieka wywodzi się pewnie ze stworzenia tej teorii wiele wieków temu. Masz rację, że odnośnie orzechów czy innych wymienionych pokarmów zbieżność wiąże się z przypadkiem, poza tym wtedy nikt nie wiedział tak dokładnie z czego one się składają i część okazała się strzałem w ,,10" z działaniem na daną część naszego ciała.

    Cóż właśnie taką narrację zaproponował nam ten drugi katecheta z liceum i szkoda tylko, że niektóre osoby utwierdził w ich negatywnym stosunku do eutanazji. Moje zdanie jest takie, że człowiek chory może mieć do wyboru nawet takie rozwiązanie, jednak jego zastosowanie musi zostać potwierdzone przez lekarzy co najmniej kilku specjalności.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny wpis. Kiedyś w oko wpadła mi podobna grafika do tej z warzywami/owocami i częściami ciała, na które wpływają i jestem pod wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W książce "Bez ograniczeń" profesor wspomina o jakichś badaniach, że akupunktura ma działanie podobne do morfiny, ale nie chodzi o przepływ jakichś energii, ale że drażnione są nerwy odpowiedzialne za uwalnianie endorfin. A także, że placebo nasila działanie układu opioidowego, że efekt placebo znika po zablokowaniu receptorów opioidowych. Dla mnie ta cała medycyna alternatywna to zawsze było jedynie placebo, ale przyznam,że nie znałam tych badań, nie było w książce przypisów...

    Justyna P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że im dokładniejsze jest badanie, tym częściej można wysnuć wniosek, że efekt placebo nie istnieje.

      Usuń
    2. Prawdopodobnie nakłuwanie powoduje lokalny wzrost wydzielania adenozyny, co powoduje zmniejszenie bólu. To nowy mechanizm, niedawno go odkryto. Tyle tylko że wywołuje go każde wbijanie igieł, w tym w miejsca poza punktami akupunkturowymi, czy w punkty teoretycznie niewłaściwe dla danego przypadku, a także takie czynności jak uszczypnięcie. Lepszy efekt wywołuje wstrzykiwanie enzymu hamującego rozkład adenozyny.

      Usuń
  17. Skojarzenia mam dwa: co innego samemu decydować o zdrowiu, co innego decydować za kogoś, np. eksperymentować ze swoim dzieckiem. Każdy dorosły musi zdecydować sam, ale musi tez wiedzieć, jakie są wady i zalety każdej kuracji i jakie niosą ryzyko. Leki chemiczne tez maja wiele działań ubocznych.
    Po drugie, kiedy żaden lek już nie pomaga, chory zje nawet truciznę, byle pomogło. Pamiętam , gdy sama szukałam leku na migreny, czego ja nie próbowałam...

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawy wpis, ale nie wiem , co powiedzieć. Chciałabym powiedzieć, że wiara czyni cuda, ale... Jeśli np. ktoś mocno uwierzy w to, że pomoże mu picie ziół to jeśli na chwilę poczuje się lepiej, będzie twierdził, że zioła go uzdrowiły. Na pewno uzdrowiły jego umysł, bo ma więcej wiary i optymizmu, ale nie zlikwidowały przyczyny choroby. Na pewno to , co "siedzi" w naszych głowach jest najważniejsze . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo zdanie - co Ula. Doświadczyłam tego na sobie. Poza tym zajmuję się refleksologią stóp i nie raz udało mi się poruszyć to, co lekarze uznali juz za nieuleczalne. ( np. paraliż prawej strony po udarze)Ale tez uważam, że z każdej teorii należy wybrać coś, a nie wszystko. Złoty środek - pozdrawiam

      Usuń
  19. ja korzystałam z ciekawości z czegoś podobnego natomiast to raczej działa na zasadzie metody autosugestii - coś nowe coś lepsze na pewno nas wyleczy:D

    OdpowiedzUsuń
  20. Natura jest często dyskredytowana...nie rozumiem dlaczego...a medycyna się zmienia, naukowcy nadal bardzo wiele nie wiedzą o funkcjonowaniu ludzkiego ciała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ja akurat lubię termin "medycyna naturalna", głownie interesuje mnie zdrowa dieta i zdrowy styl życia, co nie oznacza oczywiście, że neguję tę tradycyjną medycynę:)

      Usuń
    2. Ja właśnie mam odwrotne wrażenie: że to nauka jest dyskredytowana. Duża część suplementów, wyrobów medycznych, kosmetyków, żywności itd reklamowana jest jako "naturalna", "pochodzenia roślinnego" itd, co ma świadczyć o jej bezpiecznym i pewnym działaniu. Chyba coraz mniej osób jest świadomych tego, że substancje naturalne mogą być tak samo szkodliwe, jak syntetyczne, roślinne ekstrakty mogą uczulać, a ich działanie może nie być dokładnie zbadane (w niektórych przypadkach).
      Kobietapo30 pisze, że naukowcy nadal bardzo wiele nie wiedzą o funkcjonowaniu ciała - to jest prawda i nie jest zarazem. Oczywiście mnóstwo procesów i zjawisk w organizmie jest jeszcze nie całkiem wyjaśnione, ale wiemy dziś bardzo dużo o ludzkim ciele i chorobach, a wiedza ta jest sprawdzona i potwierdzona badaniami. Tylko że nauka przyznaje się do tego, że kuracje często nie działają w 100%, opisuje skutki uboczne leczenia, posługuje się statystyką. Przeciętny człowiek może odnieść wrażenie, że skoro np. dany lek sprawdza się w 70% przypadków, to nie wiadomo czy pomoże i lepiej pójść do jakiegoś "alternatywnego lekarza", który uspokajająco zapewni, że proponowany preparat na pewno się sprawdzi, bo od tysiącleci stosowali go starożytni Chińczycy. Poza tym wydaje się, że większości społeczeństwa brakuje nieco wiedzy z biologii, chemii, a także racjonalnego myślenia, przez co łatwo wierzy w zabobony i gusła. Wielka szkoda.

      Usuń
  21. Wiele rzeczy działa na zasadzie autosugestii lub też efektu placebo. Chociaż podejście holistyczne najbardziej doświadczalne i widoczne :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Autor tekstu bardzo łatwo rzuca takie sformułowania jak "prawda", "nieistniejące", etc. Historia uczy nas, że nie należy zamykać się na możliwości. Medycyna na tym etapie, który mamy, to bardziej biznes niż nauka. Nie opłaca się eliminować przyczyn wszystkich chorób, ponieważ - najprościej rzecz ujmując - kto kupi wtedy leki? Nie trzeba być geniuszem, że na ludzkim nieszczęściu najlepiej się zarabia. Gdybym powiedział autorowi tekstu w 1910 roku, że istnieją cząsteczki mniejsze niż atom, które zachowują się inaczej niż wszystko co znamy, które zachowują się jak fale, gdy nie są aktywne przyrządy pomiarowe, a jak materia, gdy przyrządy te są aktywne, że mogą się teleportować, powiedziałby pewnie "To nieprawda, coś takiego nieistnieje, to są wymysły pseudonauki". Na szczęście powstały urządzenia, które były w stanie to zmierzyć. To, że coś wykracza poza naszą percepcję, nie oznacza, że nie może istnieć. "Powietrza" też nie widać, i nie można było tego sprawdzić przez bardzo długi okres naszej cywilizacji. To po pierwsze. Po drugie, cały artykuł polega wyłącznie na negowaniu "czakr", "medycyny chińskiej" i tak dalej - może jakieś konkrety, dlaczego to nie może działać? Bo odnosi się do sfery psychicznej, która nie może wpływać na ciało (nie do końca pewne jest, czy to faktycznie nie ma miejsca)? Autor wykazał się wielką ignorancją, stawiając swoją rację ponad rację innych, negując wyłącznie drugą stronę, ja w tym miejscu mówię, że medycyna konwencjonalna nie działa tak dobrze, jak alternatywna, ponieważ nie wywodzi się z kultury i tradycji pierwotnych/naturalnych, tylko jest skażona ludzkim, racjonalnym, zamkniętym umysłem. Moja teza ma taką samą wartość jak teza autora, jest na podobnym poziomie. Przykre, że coś takiego się pojawia.

    A argument dotyczący podobieństwa produktów roślinnych do organów jest błędnie przedstawiony, ponieważ w tej teorii chodzi to, że produkty korzystnie wpływające na dane organy upodabniają się do niego w celach informacyjnych (i nie, że robią to świadomie, tylko po prostu konkretne związki wpływają na kształt istoty którą tworzą. Tak przynajmniej mówi teoria, ja w to nie wierzę.

    Autor komentarza zaznacza, że korzysta z naukowych rozwiązań medycznych i nigdy nie korzystał z medycyny alternatywnej i w nią nie wierzy, jedynie wiele o niej czytał. Po prostu razi go retoryczny i merytoryczny aspekt artykułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przez ostatnie 100 lat nasza wiedza i możliwości mocno się polepszyły i możemy ze 100% pewnością wykluczyć sens medycyny chińskiej, bo jest to zwykłe szarlataństwo oparte o wierzenia, zabobony itp., nie ma nic wspólnego z nauką. Czakry nie działają, bo nie ma czegoś takiego, rośliny nie upodabniają się do organów w celach informacyjnych, czemu dowodzi teoria ewolucji. Można tak wymieniać i wymieniać. Porównywanie medycyny chińskiej dzisiaj do przewidywać na początku XX wieku czyni tę dyskusję niepoważną.

      Usuń
    2. Kiedyś, zgodnie z nauką, możliwe było wykluczenie istnienia nieskończoności wszechświata, albo teorii ewolucji. "Bo to jest zwykłe szarlataństwo" - dyskredytowanie czegokolwiek nie udowadnia tezy, a to, że coś nie ma nic wspólnego z nauką, nie koniecznie musi być rozważane jako złe. "Bo nie ma czegoś takiego" - tak samo jak kiedyś nie było atomu, ciśnienia, dynamiki, innych galaktyk itp. Proszę o wskazanie mi w "O powstaniu gatunków" fragmentu dowodzącego pańskiej tezy, że tak właśnie jest. "Można tak wymieniać i wymieniać". Moim zdaniem taki sposób argumentacji, który Pan stosuje, czyni Pański tekst niepoważnym. Ponownie zaznaczam, że prawdopodobnie mam zdanie podobne do Pana na temat medycyny naturalnej, natomiast po oczach bije mnie ignorancja, brak merytorycznego zaplecza i łatwość w wartościowaniu świata.

      Usuń
    3. To może inaczej, dam prostą analogię. Twierdzenie, że medycyna działa, jest jak twierdzenie, że atomy nie istnieją.

      Usuń
    4. poczytaj na temat prac profesora Merzenricha.Akurat to poważny naukowiec. Odkrył ze można zwiększyć masę mięśniową w palcu jedynie myśląc o jego ciągłym zginaniu. Na razie nie widzę by te prace zostały obalone.

      Usuń
    5. Tez nie wierzylem w istnieje czakr dopoki nie zaczalem medytowac. Moim zdaniem autor wykazuje sie intelektualna arogancja. Czy naprawde tak trudno zaakceptowac, ze moga istniec zjawiska nierejestrowalne przez zaden aktualnie istniejacy aparat naukowy? Prawda jest taka, ze autor nie ma zadnych argumentow na nieistnieje czakr.

      Usuń
  23. A ja się nie zgadzam w zupełności...

    Kolego, nie można rozdzielać tak stanowczą grubą kreską twierdząc - to nie działa, albo to działa! Nie bądź naiwny, że znasz jedyny słuszny punkt prawdy.

    Organizm ludzki cały czas ma jeszcze wiele tajemnic, a obszar mózgu to nadal coś o czym niewiele wiemy. Ba! Właśnie to nasz mózg odpowiada praktycznie za nasze funkcjonowanie.

    Już pomijam fakt, że koncerny farmaceutyczne produkują na potęgę leków, a cel mają jeden - zarobek, to przecież biznes. Jednak są to wszystko środki namacalne.

    Wiara czyni cuda - Słyszałeś takie stwierdzenie? Na tym śmiecie istnieje tysiące, jak nie miliony przypadków wręcz dla Ciebie zapewne absurdalnych, że coś im pomogło i to są przypadki udokumentowane.

    To nie jest tak, że coś działa bądź coś nie. Już samym pozytywnym myśleniem, wzbudzaniem u siebie uśmiechu, radości itd. daje nam pozytywne rezultaty.

    Medycyna istnieje... ale na długo przed tą farmakologiczną ludzie leczyli się różnymi metodami alternatywnymi! To działało i nadal działa.

    Nie myśl sobie tak, że cała wcześniejsza medycyna i tysiącletnie tradycje to set bzdur, a medycyna farmakologiczna to geniusz XX i XXI wieku.

    Nie bądź ignorantem i nie myśl, że jest jedna słuszna prawda. Co byś zrobił gdyby nagle okazało się, że zrobiono jakieś tam badania, że potwierdzono przykład namacalny, że "to i to" z medycyn "chińskiej" (zwał jak zwał) działa. Nagle byś odszczekał wszystkie słowa czy nadal byś uparcie twierdził - nie no to ja mam rację, oni są w błędzie.

    Już nawet nie wspomnę o fakcie, że efekt placebo działa, oczywiście nie na wszystkich , ale działa.

    OdpowiedzUsuń
  24. Medycyna chińska znana od wieków wcale nie jest gorsza i nieskuteczna. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że tylko medycyna akademicka działa i nic innego, bo ona niestety również często zawodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medycyna chińska nie jest w ogóle medycyną...

      Usuń
    2. Mimo że kilka innych artykułów które czytałem było interesujących i poprawnie napisanych ten niestety jest tendencyjny. Nie jest naukowo poprawny. Dlaczego? Przedstawia Pan w nim wybiórcze fakty dotyczące "Medycyny Chińskiej". Jakkolwiek daleko mi do popierania szarlatanów i nie sprawdzonych naukowo metod tak wyselekcjonowane fakty niczym z TVP wprawiają mnie w stan głębokiego przygnębienia. Sugeruje poszerzenie swojej wiedzy na temat Tradycyjnej Medycyny Chińskiej w oparciu o literaturę naukową(publikacje). A żeby nie zarzucił mi Pan że czasopisma sobie nie są równe odsyłam do jednego z najbardziej uznanych na świecie czasopism chemicznych publikujących pracę przeglądowe
      <<>>. Gdyby jednak lektura okazała się zbyt trudna polecam coś bardziej wprost <<>. I proszę pamiętać że w polskich aptekach nadal są leki które są tradycyjne, wiemy że nie szkodzą ale nie zawsze wiemy czy faktycznie pomagają:)Opisując coś proszę się starać zachować obiektywizm a własne emocje schować w tym czasie głęboko do szkolnego plecaka:) Dobry artykuł przedstawia całość jaka by ona nie była... a przede wszystkim dobry artykuł powinien być naukowo rzetelny :) Najlepsze ośrodki naukowe na świecie zajmują się wyjaśnieniem aktywności biologicznych związków zawartych w mieszankach ziołowych popularnych dla tej medycyny. A więc czy Tradycyjna Medycyna Chińska naprawdę nie jest "akademicka"? Co do przejmowania przez medycynę świata zachodniego tego co działa z medycyny tradycyjnej innych krajów, spłycił Pan temat wręcz go przekłamując bo to w cale nie jest takie proste. Czy wie Pan ile związków chemicznych o aktywności dużo wyższej niż cisplatyna na odpowiednie linie komórkowe nowotworów leży w laboratoryjnych lodówkach posiadając przy tym dużo mniejszą szkodliwość dla zdrowych komórek? Oczywiście mówię tutaj o aktywności udowodnionej i opublikowanej w renomowanych czasopismach. A jakoś nie widzę ich w szpitalach i aptekach. Wiele Pan nie wie... Ten artykuł ze względu na niską jakość powinien Pan sprostować. Ale inne artykuły mi się podobają. Mam nadzieje że nie odbierze Pan mojej krytyki jako atak na siebie a jedynie jako atak na półprawdę :) Pozdrawiam, NIE podpierający się autorytetem czytelnik.

      Usuń
    3. Z jakiegoś powodu nie widać cytowań więc podaje tutaj numery doi
      [1]dx.doi.org/10.1021/cr400524q
      Chem. Rev. 2014, 114, 6213-6284

      [2]doi:10.3390/molecules15010341
      Molecules 2010, 15, 341-351

      Usuń
  25. wg mnie wlasnie teraz mamy narzedzia i wiedze, zeby móc sprawdzic, co i dlaczego w tym zbiorze praktyk medycyny chinskiej czy naszej rodzimej naturalnej dziala. Wydaje mi sie ze się ze sa one wynikiem eksperymentow z wielu pokolen i jako takie zasluguja na szacunek. Natomiast nasza odpowiedzialnosc to zweryfikowac to wszystko teraz pod względem fizjologicznym, ale tez psychologicznym, przypominam, ze istnieje taka dziedzina nauki jak psychoimmunologia. To że emocje wplywaja na nasze zdrowie to efekt konkretnych substancji chemicznych krazacych po naszym ciele i dzialajac w konkretny sposob na organy wewnetrzne. Co wiecej, na nasze zdrowie maja wplyw relacje, w ktorych sie znajdujemy, bo generują w nas określone emocje ( a rowniez zachowania prozdrowotne lub ryzykowne). I tu medytacja, jako wyrobienie w sobie nawyku myslenia o tym, co mysle, wylaczenie sie z relacji z innymi, aby nabrac dystansu i uslyszec siebie, jest jak najbardziej metodą mającą realny wpływ na zdrowie. Są oczywiscie rozne rodzaje medytacji, niektore są bardziej relaksacjami, czy wizualizacjami - mają one swoje zastosowanie rownież, ale uważam, że zbyt czesto są prowadzone przez osoby niekompetentne i nieostrożne.

    Siedzie w psychologii i tu dopiero jest balagan. W medycynie ukłuł się chociaz termin "alternatywna", a slyszal ktos kiedys o psychologii alternatywnej? Albo alternatywnej psychoterapii? Pseudopsychologia wymieszana z nauką jest nawet na studiach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam
    Osobiście uważam, że niepotrzebnie robi się podziały między różnymi metodami leczenia człowieka. Medycyna akademicka jest sposobem leczenia bardzo potężnym jednakże wtórnym w stosunku do natury i organizmu człowieka.
    Czy to oznacza, że mamy rezygnować z lekarstw i wizyt u lekarzy - nie.
    Nie rezygnują z tego nawet ludzie stosujący się do metod nie akademickich, i tak powinno być.
    Bardzo wiele pytań odnośnie funkcjonowania człowieka jest nadal otwartych, pomimo odkrywania kolejnych enzymów, i procesów biochemicznych.
    Czy to oznacza, że nie akademickie metody nie działają ponieważ nie zostały potwierdzone lub nie zostały nazwane skomplikowanymi nazwami w ośrodkach badawczych?
    Medycyna akademicka z jej ośrodkami naukowymi to współczesne świątynie a naukowcy i lekarze to kapłani. To dobrze i nie zarazem. Ponieważ wszystko co wychodzi poza pojmowanie "mainstrijmu" uważa się, że nie istnieje - a to nie dobrze, choć z punktu widzenia naukowców jest odwrotnie.
    Czy zatem trzeba brać każdą szaloną teorię jako prawdziwą bo nie jest falsifikowalna - także nie.
    Znam dwa przypadki chorych na łuszczycę, którzy biorąc leki, nie mają poprawy. Wiem natomiast, że wystarczyła by zmiana stylu życia a przede wszystkim zmiana sposobu żywienia aby stan zdrowia uległ by poprawie (u jednego z chorych raz takie postępowanie miało miejsce z pozytywnym skutkiem).
    Teraz pytanie: dlaczego lekarz nie zaleci zmiany diety lub wizyty i dobrego dietetyka i czy, gdy zmianę stylu żywienia zaproponowała by osoba zajmująca się sprawami zdrowia bez akademickiego wykształcenia uznana by została za szarlatana?
    Czy zatem należy przerwać branie leków i chodzić do lekarza? Nie.
    Czy warto słuchać i brać pod uwagę inne punkty widzenia? Tak
    Czytam wiele publikacji i wiem, że jeżeli jakiś naukowiec jest poważny to nie da sobie wcisnąć jakiejś bzdury ale też nie będzie krytykował wszystkiego tylko dlatego, że dana rzecz nie "przeleciała" przez jego laboratorium.
    Poznanie w nauce jest bezgraniczne i bezwarunkowe.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Na ilustracji jest błąd. BS szyi jest po prostu niebieski, BS czoła czyli BS trzeciego oka jest fioletowy a najwyższy BS korony - biały. :)

    OdpowiedzUsuń