czwartek, 29 grudnia 2016

Biologiczna Bzdura Roku 2016 #10 depresja

Dziesiąta, ostatnia już odsłona Biologicznej Bzdury Roku 2016 nie będzie wysoce skomplikowana. Dotyczy wypowiedzi Beaty Pawlikowskiej, która przedstawiała swoje poglądy na wiele tematów. Do niemałej części z nich można by zorganizować inne tematyczne bzdury roku, ale tutaj skupiamy się na zagadnieniach biomedycznych. Jakiś czas temu głośno było o poradach Pawlikowskiej dla osób chorujących na depresję. I tak, jak mogłyby się one dla przeciętnego człowieka wydawać zabawne, absurdalne, żenujące czy głupie, to trzeba przyznać, że dla osoby naprawdę chorej mogą być bardzo szkodliwe.

Biologiczna bzdura roku 2016 Pawlikowska depresja

Nie, depresja nie jest stanem częściowego zatrzaśnięcia się „obwodów podświadomości”, lecz wynikiem zaburzeń neurohormonalnych, przeżycia dramatycznych sytuacji. Nawet gdyby twierdzenie Beaty Pawlikowskiej traktować jako metaforę, to wychodzenie z nią do chorych na depresję jest skrajnie niemądre. Podstawową sprawą jest to, że depresja jest poważną chorobą i nie należy jej ignorować. Czytanie dziwnych poradników jest ostatnią rzeczą, jaką należy w takiej sytuacji robić. Przede wszystkim trzeba się zgłosić do psychiatry i psychologa, a w sytuacji poważnych myśli samobójczych nawet od razu na pogotowie. Stąd też, niezależnie już od pseudonaukowego charakteru porównań autorki, to co głosi jest niebezpieczne.

Cały ten tekst miał być nieco dłuższy, ale ponieważ dokładnie ten i inne cytaty dotyczące poglądów Pawlikowskiej na depresję, omawiała już zaprzyjaźniona blogerka, psycholożka Monika Kotlarek, postanowiliśmy wspólnie, że prościej będzie odesłać po więcej na jej bloga, do artykułu, który jest temu poświęcony. Jest to już ostatnia część Biologicznej Bzdury Roku 2016, niebawem pojawi się kolejna notka z możliwością oddania głosów. W styczniu poznamy zwycięzców.

6 komentarzy:

  1. Akurat w tym przypadku może Beata nie ma racji. Jednak prywatnie ją lubię. Może i jest nieco "nawiedzona", ale jest wiele sensu w tym co mówi, na ogół ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehhh... :c
    a liczyłam, że się rozpiszesz... Jednak skoro odsyłasz do koleżanki to zaraz tam przejdę. ^ ^
    Jejku 10 bio-bzdur rok... WRESZCIE KONIEC :D
    Nie gniewaj się, ale ile można? XD
    Brawo za poradzenie sobie z wyznawcami wielmożnego Janusza K-M ^.^, aż miło było posłuchać jak jego zwolennicy tym razem się poddają ^.^

    PS Z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły! Do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Samo zdanie wyrwane z ogólnego kontekstu, bo nie znam wszystkich poglądów pani Pawlikowskiej na depresję, nie wydaje się być medyczną diagnozą, więc nie rozumiem, dlaczego ma uchodzić za bzdurę. Ja ją z nam z cyklu programów blondynki, co niby ma się źle kojarzyć, ale jej wywody mnie osobiście nie raziły. Wiesz, sam przechodziłem depresję i zażerałem się psychotropami, ale nawet w tamtym stanie nie brałbym tego zdania jako gruby nietakt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swojej książce Pawlikowska uważa, że leki nie pomagają na depresję, podstawą jest zmiana myślenia na pozytywne, ot tak od chcenia. Czyli kolejna odsłona poglądu, że wystarczy afirmować sobie że się jest szczęśliwym i samo przejdzie, (a jeśli ci od tego nie przechodzi to twoja wina bo się za mało starasz). I robi się to wszystko samemu, nie trzeba do lekarza.

      Usuń
  4. Zgadzam się,totalna bzdura, i to dotycząca poważnej choroby. Nic dziwnego, że i tak ciemne społeczeństwo (o wyjątkach nie piszę - to tak gdyby ktoś się przyczepił), czytając różne poradniki, chorych nazywa leniami. No bo cyk pyk i można zmienić sobie nastrój, więc dlaczego sobie nie zmieniają...

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiscie GMO to samo zdrowie i po co ludzie maja znac sklad chemiczny tego co jemy. Lepiej zataic i nie ryzykowac, ze nie kupia tego gow... Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń