środa, 22 lutego 2017

GMO, patenty, glifosat, CETA i naturalne GMO - czy jest się czego bać?

Debata o GMO na poziomie ogólnym, w przestrzeni publicznej, poza murami uczelni i konferencji naukowych, napiętnowana jest często już z gruntu błędnymi przekonaniami. Sama nazwa GMO (genetycznie modyfikowane organizmy) budzi wątpliwości, a to dlatego, że genetyczne modyfikacje nie oznaczają z gruntu, że były one sztucznie wykonane rękami człowieka. Co to są więc naturalne GMO? Czym się różnią zasadniczo od „typowych” GMO? Czy jest się czego bać?

GMO Monsanto

Pytanie zarówno w tytule, jak i pod koniec poprzedniego akapitu jest prowokacyjne, stąd nie będę się kłócił, jeśli ktoś zarzuci mi subtelny clickbait. Modyfikacje genetyczne powstają cały czas. W naszych komórkach, w komórkach innych zwierząt, w komórkach roślin, grzybów, bakterii, pierwotniaków, archeanów. Nasz genom różni się od genomu przeciętnego człowieka sprzed kilkunastu tysięcy lat, bo cały czas pojawiały się w nim i utrwalały (poprzez przekazywanie z pokolenia na pokolenie) różnego rodzaju mutacje. Utrata jakiegoś odcinka DNA albo zdublowanie go? Czemu nie. Jeśli okaże się przydatny bądź neutralny, ma szansę przejść do następnych pokoleń. Usunąć bądź dodać jakiś fragment DNA możemy także sztucznie, wektorem lub redagowaniem genomu. Wówczas nazwiemy organizm z taką zmianą GMO. Czym się różni? Poza tym, że modyfikacja wykonana została precyzyjnie i świadomie, to na fundamentalnym poziomie różnic nie ma. I tu i tu jest zmiana sekwencji (i ewentualnie długości) DNA.

Mutacje to nie wszystko, mamy jeszcze rekombinację genetyczną, która zachodzi podczas mejozy (crossing-over) między chromosomami homologicznymi (czyli parami chromosomów) oraz podczas łączenia się DNA męskiego i żeńskiego w komórce jajowej. Każdy z nas już na początku swojego życia zarodkowego został genetycznie zmodyfikowany i to w sposób masowy, choć na ogół losowy. Co czyni modyfikacje naturalne lepszymi od tych sztucznych, świadomie przez naukowców wykonanych? Zasadniczo nic. Wszystko dalej zależy od intencji, celu, potrzeb, zachowania standardów etycznych i tak dalej.

No dobrze, ale ktoś powie, że co innego mieć wymieszane DNA od swoich rodziców albo stracić, zyskać lub podmienić jakiś fragment swojego DNA we własnym zakresie (mutacja), a co innego mieć całkowicie obce DNA, które wyewoluowało w jednym organizmie, a potem zostało przeniesione do innego. Na przykład kukurydza z genem bakterii. Od razu trzeba więc donieść, że takie zjawisko, jak transfer genów między gatunkami, często bardzo odległymi ewolucyjnie, zwany horyzontalnym transferem genów, występuje od bardzo, bardzo dawna. Czynią go na przykład wirusy, wbudowując się w sekwencję naszego DNA. Robią to bakterie za pomocą małych, kolistych DNA-plazmidów. Jeśli żywa komórka pobierze pokarm zawierający DNA, to ten może zostać wbudowany w jej genom. I na tej samej zasadzie robi się modyfikacje genetyczne w biotechnologii – podaje się gen, który nas interesuje, do wirusa, następnie infekuje się wirusem docelowy organizm, który przyswaja ów gen i mamy modyfikację genetyczną, która równie dobrze mogłaby powstać przypadkowo. Nie robimy niczego, czego natura nie wymyśliła.

GMO

Genetyczne modyfikacje u roślin robione są od wielu lat, jeszcze zanim odkryto metodę bezpośredniego, precyzyjnego zmieniania genomu wektorami. Bombardowane mutagennym, jonizującym promieniowaniem nasiona mutują. Losowo, przez co nie znamy efektu końcowego dopóki ich nie wysiejemy i nie zobaczymy. Nowsze, dokładniejsze metody pozwalają zrobić to precyzyjnie, bez zbędnych strat. Mutagenom poddawano także psy w celu różnicowania ras, bo co logiczne, im więcej mutacji, tym „szybsza” ewolucja (oczywiście o ile nie są one letalne, ale te odsiewa selekcja).

Obawy wobec GMO dotyczą także patentów. Straszenie Monsanto (zwane potocznie MonSatanem) jest jednak populistyczne. Dlaczego? Po pierwsze, ekologiczne odmiany roślin czy zwierząt, uzyskane przez sztuczną selekcję, a nie bezpośrednie modyfikacje sekwencji DNA, także są patentowane, a zwykle wojowniczy przeciwnicy GMO są jednocześnie obrońcami odmian i upraw ekologicznych. Po drugie, rolnicy czerpią korzyści z wysiewania nasion GMO. Zyskuje firma biotechnologiczna, rolnik, a także środowisko, w tym my sami, z uwagi na mniejsze zapotrzebowanie na szkodliwe opryski. Działacze antyGMO straszą również glifosatem, którym spryskuje się uprawy GMO. Dlaczego to robią? Twierdzą, że działa rakotwórczo. Dlaczego tak twierdzą? Ponieważ wykazano to w badaniach in vitro (przez co Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem umieściła glifosat na liście prawdopodobnie rakotwórczych - na tej samej liście znajduje się masa związków, których używamy na co dzień, często naturalnych; po prostu nazwa listy groźnie brzmi, ale niekoniecznie wszystkie związki na nią wpisane są niebezpieczne). Szkoda też, że przeciwnicy glifosatu są wybiórczy, bo istnieją również badania in vitro dokumentujące przeciwne efekty działania, przeciwnowotworowe. Temat rozbija się o to, że badania in vitro są niemiarodajne. W takich warunkach (in vitro, na hodowli komórkowej) to i odpowiednie stężenie soli zabije komórki nowotworowe, a odpowiednie stężenie witaminy C może spowolnić ich wzrost. Nie ma wiarygodnych dowodów na szkodliwość glifosatu. Agencja Ochrony Środowiska USA również stwierdziła w obszernie uzasadnionym dokumencie, że glifosat nie jest rakotwórczy. 

Warto też pamiętać, że GMO to nie tylko dwa razy większe i szybciej rosnące łososie czy pomidory, które wolniej się psują. GMO to również produkcja leków. Insulina, z której korzystają cukrzycy powstaje dzięki sztucznie wykonanym modyfikacjom genetycznym. Do bakterii Escherichia coli wprowadzono ludzki gen kodujący insulinę, o sekwencji zmodyfikowanej uprzednio tak, by jej produkt (czyli insulina) działała jak najskuteczniej i o jak najmniejszym ryzyku wystąpienia efektów ubocznych. Oto mamy lek z GMO. Terapia genowa, mogąca ratować życie, również bazuje na modyfikacji genetycznej – pobieramy komórki np. szpiku kostnego od chorego, zmieniamy sekwencje ich genów, by następnie wprowadzić je z powrotem do ciała. Naprawiamy to, co losowymi mutacjami zepsuła natura.

CETA
https://web.facebook.com/fundacja.inspro

Na sam koniec chciałbym nadać temu tekstowi lekko politycznego akcentu. W Parlamencie Europejskim przegłosowana została umowa pomiędzy Unią Europejską, a Kanadą - CETA. Za byli posłowie z wielu ugrupowań, w tym te o wizerunku najbardziej między sobą antagonistycznym – PO i PiS. O ile nie podejmę się oceny całego handlowego sojuszu, bo zwyczajnie się na tym nie znam, tak zauważyłem, że największe oburzenie dotyczy faktu, że ułatwi on sprowadzanie produktów GMO na rynek europejski (choć dotychczasowe prawo poszczególnych państw i tak nadal będzie obowiązywać). Nie muszę już chyba tłumaczyć dlaczego krytyka umowy CETA w tym zakresie jest generalnie bezzasadna, antynaukowa i populistyczna. Domaganie się znakowania produktów GMO oznacza brak znajomości prawa, bo na początku XXI wieku wyszła dyrektywa Unii Europejskiej nakazująca znakować żywność, zawierającą powyżej 0,9% GMO. Pomimo tego, że de facto to, czy produkt jest GMO czy nie, nie ma znaczenia, bo cząsteczki DNA i tak są trawione enzymami (nukleazami) w naszym przewodzie pokarmowym - obojętnie, czy jest to DNA powstałe naturalnie, ze zwykłego pomidora, czy sztucznie, z tego GMO. Niestety mało co mobilizuje ludzi do działania tak, jak poczucie zagrożenia. W tym wypadku fałszywe - syndrom oblężonej twierdzy, atakowanej tym razem przez kanadyjskie GMO, którego nie ma się co bać.

Literatura
Authority, E. F. S. "Conclusion on the peer review of the pesticide risk assessment of the active substance Pepino mosaic virus strain CH2 isolate 1906." EFSA Journal 13.1 (2015).Douglas J. Futuyma. Ewolucja. Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa 2008.
Hieronim Bartel. Embriologia. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Warszawa 2012.
Winter P., Hickey I., Fletcher H. Krótkie wykłady. Genetyka. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2013.

15 komentarzy:

  1. Chyba przeciwnicy GMO nie mają pojęcia, że ludzi na świecie jest coraz więcej. I za 100 lat może nie starczyć żywności dla wszystkich, ba doprowadzimy ziemię do zagłady czerpiąc z niej coraz więcej. A skoro genetyczne modyfikacje pozwalają na większe plony mniejszym kosztem to czemu z tego nie korzystać ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GMO na razie nie pozwala na zwiększenie plonów. Może kiedyś.
      Główne odmiany to Roundup Ready, co zwiększa koszty. Trzeba kupić nasiona i Roundup.
      Oczywiście Roundup Ready ma pewne zalety, nie trzeba się martwić o dawkowanie, nawet zbyt duże dawkowanie nie zrobi krzywdy roślinom i nie trzeba pilnować termów.

      Usuń
    2. Chyba zwolenniczko GMO nie masz pojęcia,że jedzenia i terenu pod jego uprawy jest baaardzo dużo.GMO niech ewentualnie wprowadzają za te twoje 100 lat,po przebadaniu wpływu na organizm ludzki.

      Usuń
    3. Zwłaszcza gdy GMO i opryski dostarcza Mosanto, firma która kłamie i oszukuje w swoich pseudonaukowych badaniach o nie szkodliwości ich własnych produktów.

      Usuń
    4. Na szczęście nie Monsanto wykonuje badania toksykologiczne.

      Usuń
  2. A ta umowa CETA dotyczy tylko żywności GMO? Można coś o tym rzetelnego przeczytać, bo w google wyszukuje tylko wzmianki o GMO o których powiedziałeś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GMO ona przede wszystkim nie dotyczy. CETA dotyczy zniesienia ceł na większość towarów, jak i innych usprawnień dla współpracy gospodarczej między Kanadą i UE. Nie znosi natomiast żadnych ograniczeń dla GMO na poziomie poszczególnych państw.
      Polecam poczytać Komisję Europejską: http://ec.europa.eu/trade/policy/in-focus/ceta/index_pl.htm

      Usuń
    2. Dzięki. Poczytam i wreszcie się czegoś o tym dowiem :)

      Usuń
    3. Innymi słowy jest przyczółkiem dla US koncernów w podboju rynku w UE. Ciekawe czy dotyczy też prywatnych sądów arbitrażowych dzięki którym koncerny pozywają państwa o odszkodowanie za domniemaną utratę zysków w przypadku gdy dane państwo wprowadzi prawo mające chronić jego obywateli przed szkodliwymi lub krzywdzącymi produktami/usługami koncernów. Jak dotąd żadne państwo, w tym Polska, nie wygrało w takich sądach. Polska ma taką umowę chyba z Holandią. W sądzie siedzą prawnicy koncernu i nieliczni przedstawiciele pozwanego kraju więc rezultat jest z góry przesądzony.

      Usuń
    4. CETA to pewne ułatwienia ale też regulacje. Na przykład - producent chcący skorzystać z ułatwień handlowych musi tak przygotowywać produkt, aby spełniał normy drugiego kraju. Czyli na przykład amerykańskich kurczaków na hormonach nie da się tą drogą sprowadzić, bo prawo UE ich nie dopuszcza.

      Sądy arbitrażowe to ostateczność, także dla wielkich koncernów, bo te równie często w nich przegrywają. Tak, dobrze czytacie, państwa wygrywają z koncernami w arbitrażu. Kilka lat temu Polska wygrała z Mercuria Energy Group, żądającą 700 mln dolarów za zerwanie umowy. Wcześniej wygraliśmy z niemieckim Nordzuker (180 mln dol roszczeń) i amerykańską Karma Foods (500 mln roszczeń).

      Usuń
  3. Przy słowach o glifosacie powinno być "spryskuje/opryskuje" a nie "nawozi". Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakkolwiek popieram ogólną wymowę wpisu, to trochę nie bardzo mi pasuje nazywanie mutacji i krzyżowań GMO. To wygląda na erystyczny wykręt w stylu, że nie można mówić że zdrada żony jest zła bo od wieków istnieje prostytucja i przygodny seks a zwierzęta często zmieniają partnerów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie bardzo rozumiem. Prędzej czepiałbym się pojęcia GMO w kontekście typowo prawnym, ignorując funkcjonalne. ;-)

      Usuń
    2. @Kuba Grom - ten erystyczny wykręt raczej ma za zadanie przypomnieć, że modyfikacje genetyczne nie są czymś obcym, sztucznym, stworzonym tylko i wyłącznie przez człowieka. Ponieważ szeroka publiczność, nieinteresująca się naukami ścisłymi (okay, zaliczmy biologię do nauk ścisłych :D) właściwie nigdy nie pamięta, że modyfikacją w DNA podlegają wszystkie organizmy w każdym pokoleniu. Odwołując się do Twojej metafory - odpowiednie modyfikacje również mogą być złe, tak jak i zdrada żony. Mimo, że istnieje prostytucja (czytaj - ewolucja), to niewłaściwe zastosowanie będzie miało przerażające skutki. Z GMO też tak jest, jak i z właściwie każdą technologią. Czepiając się metafory, możemy powiedzieć, że właściwie stosowanie GMO, czyli takie, z którego czerpiemy korzyści przy minimalnych skutkach negatywnych, jest jak seks małżeński :D

      Usuń