piątek, 24 marca 2017

Horror pacjenta, komedia obserwatora

Zazwyczaj na blogu bronię lekarzy. Robię to, bo posługują się nauką, w przeciwieństwie do krytykowanych przeze mnie znachorów i szarlatanów, opierających swe metody na zabobonach i pseudonauce, niedopowiedzeniach itd. Ja jednak także bywam pacjentem i znam bolączki tej grupy ludzi w Polsce: a bo kolejki, a bo lekarz niemiły albo ignoruje dokuczliwe objawy itd. Stało się to normą, do której przywykliśmy w tym kraju. Czasami zdarzają się jednak sytuacje wyjątkowe. Uznałem, że nie mógłbym się nie podzielić tym, co mi się ostatnio przytrafiło. Potraktujcie to jako śmieszno-straszną anegdotkę.

Misery

Musiałem udać się do alergologa. Wybrałem miejsce, gdzie terminy były praktycznie na już, co rzadko się zdarza. Pierwsze problemy odnotowałem jeszcze podczas telefonicznej rejestracji. W trakcie rozmowy lekarka wyrwała telefon rejestratorce, zaczęła ją wyzywać, po czym chwilę ze mną rozmawiała i nagle się rozłączyła. Musiałem dzwonić ponownie. Sytuacja była tym razem bardziej stabilna i rejestracja przebiegła pomyślnie, choć nie bez wrzasków pani doktor.

www.rankinglekarzy.pl 

Następnego dnia na miejscu na wizytę czekała pacjentka z małym dzieckiem w wózku. Mówiła, że do lekarza idzie sama ze sobą, ale nie ma z kim zostawić dziecka, więc je wzięła. Gdy weszła do pokoju (w którym znajdowała się rejestracja i przez którą było przejście do gabinetu lekarskiego) rozeszły się krzyki lekarki. Po kilku minutach wizyty dziecko zaczęło głośno ryczeć. Dziwne to niby, bo przecież to nie ono tam poszło na badania, nic mu się nie działo. Sytuacja wygląda inaczej, jeśli wziąć pod uwagę dalsze wrzaski alergolożki na pacjentkę z dzieckiem. Kiedy w  końcu wyszła z pokoju, słychać było, jak lekarka wyzywa rejestratorkę. Nadeszła moja kolej.

Wchodzę do gabinetu przez pokój rejestratorki. Lekarka prosi o kartotekę. Brakuje na niej mojego numeru telefonu i adresu zamieszkania. Zaczęły się wyzwiska pod adresem rejestratorki, młodej i przestraszonej dziewczyny, która nie wiedziała co powiedzieć. „Potem to wypiszesz, teraz idź!” – powiedziała w końcu pogardliwie lekarka. Zastanawiałem się w tamtej chwili, czy nie lepiej by było dla mnie, gdyby jednak moje dane nie znalazły się w takim miejscu. Rejestratorka wychodzi, zaczyna się konsultacja.

www.rankinglekarzy.pl

Na pytanie o to, co mnie sprowadza i jakie mam objawy odpowiedziałem, że czerwone, suche i swędzące plamy na ciele, takie jak przy AZS. Alergolożka notuje. Zaczynam mówić dalej. Powiększone węzły chłonne od dłuższego czasu… „Ale co mi mówisz tu o węzłach chłonnych?! Węzły chłonne to nie alergia! Jesteś u alergologa, a jak ci to nie pasuje i chcesz iść do innego lekarza to proszę bardzo! Ja nie będę rozmawiała o niczym co nie jest związane z alergią!!!” – rzadko stosuję trzy wykrzykniki, ale tu są one w pełni uzasadnione. Próbuję wytłumaczyć pani dlaczego wiążę powiększone węzły chłonne z nie do końca zdiagnozowanym problemem, z którym przychodzę. W odpowiedzi pani znowu na mnie krzyczy z wściekłą miną. Mówienie mi na ty ignoruję, przywykłem, zważywszy, że nawet gdy idę kupić kupon w Lotto, jestem zawsze proszony o dowód. Może życie po trzydziestce mi to wynagrodzi.

Mówię o dalszych objawach, pani pyta mnie o wyniki badań. Eozynofilia (podwyższony poziom eozynofilii) przez długi okres. Znowu wrzask „Eozynofilia to nie od alergii tylko pasożytów, więc po co do mnie przychodzisz to ja nie wiem, jak mi o eozynofilii mówisz!!!” – a guzik prawda, i powiększone węzły chłonne i eozynofilia to też typowe objawy alergii i innych chorób autoimmunologicznych, których jestem nieszczęśliwym nosicielem. Co bym nie powiedział, pani lekarz za każdym razem próbuje to krzykiem zanegować i robi o z ogromną, pogardliwą pasją. 

www.rankinglekarzy.pl

Następnie pyta o to, jakie leki biorę. Mówię, że Cerutin – witamina C, lek bez recepty. Jedna tabletka, bo mało owoców jadam, zwłaszcza zimą. „To pewnie od tego masz ty alergię! Po co ty to bierzesz?!” – mówię, że profilaktycznie, bo mało jem produktów bogatych w witaminę C. Jedna tabletka, żadne giga dawki według ziębowych zaleceń. „Mówię ci, masz od tego alergię, te tabletki są żółte i od tego wychodzi alergia, świństwo to takie, nie bierz mi tego! Lepiej bierz witaminę D, dzięki temu nie zachorujesz na raka! Witamina D jest dobra, a nie witamina C!!!” – no to wyjaśniam, że witaminę D jesienią, zimą i wiosną też suplementuję, zwykle w formie tranu, choć nie zawsze. Pani zmienia temat. Każe mi się rozebrać, chce zobaczyć swędzące plamy. Na twarzy jest wzburzona, podczas gdy ja z coraz większym trudem powstrzymuje się by nie wybuchnąć śmiechem, mając do czynienia ze stereotypowym „babsztylem i wiedźmą”.

www.rankinglekarzy.pl

Z tłumaczenia wyniku spirometrii (która, jak się potem w tym wszystkim zorientowałem, była wykonana na wielokrotnie używanym ustniku, o którego zbyt słabe zagryzanie też zostałem dwa razy zwyzywany: zagryź te zęby, a nie, no co ty człowieku robisz, masz to z całej siły ściskać ustami!!!) niewiele zrozumiałem, ale stwierdziłem, że nie ma co dopytywać, bo i tak się nie dowiem. Potem dodaję, że kilku lekarzy sugerowało, że mogę mieć zespół Sjögrena, bo innym podstawowym objawem są moje bardzo suche oczy. Pani stwierdziła, że wyjdzie to w testach skórnych i że mam teraz otworzyć usta. Dalsza diagnoza – alergia jamy ustnej. Powiedziałem o powiększonych grudkach chłonnych w gardle, ale bez infekcji bakteryjnych i bez ropy. No to kolejna diagnoza: Na pewno masz alergię na nikiel! Nikiel jest we wszystkim. W wodzie, którą pijesz, w sałacie, szczypiorku, chlebie! Ja tu widzę alergię na nikiel, więc mi tu nie opowiadaj o suchych oczach! Za dużo jesz metali ciężkich i to jest problem! Ty wiesz ile jest metali ciężkich w jedzeniu?!

www.rankinglekarzy.pl

Pod koniec lekarka stwierdza, że najgorszym moim problemem są plamy na skórze. Mówię wtedy, że mi najbardziej dokuczają powiększone grudki chłonne w gardle i suche oczy. Od razu pożałowałem, że się odezwałem, bo rozległy się wrzaski. Przeszliśmy do umawiania się na następną wizytę, na której miałbym mieć zrobione testy alergiczne. Wyjmuję telefon i sprawdzam swoje wolne terminy. Moje myśli krążą jednak wokół zachowania pani doktor i w końcu nie wytrzymuję, zaczynam się śmiać. Baba jagi to ja się nie spodziewałem. Alergolożka szybko i wściekle pyta z czego się śmieję, czy dlatego, że nie pasuje mi poniedziałek. Odpowiadam, że pasuje.

Kiedy zabieram się do wyjścia, zaczyna się znowu wyzywanie recepcjonistki. W końcu pani doktor przyjęła kolejnego pacjenta, a ja zacząłem podawać brakujące dane do kartoteki, najpierw wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z rejestratorką, a potem słysząc wrzaski na obecnie konsultowaną osobę. Po wyjściu z gabinetu czekająca w kolejce pani zapytała co się dzieje, że alergolożka tak krzyczy. Zacząłem się śmiać i brzydko, choć szczerze powiedziałem, że „ta lekarka jest walnięta” i poszedłem.

www.rankinglekarzy.pl

Po przemyśleniu pozostało mi tylko odwołać następną wizytę i udać się znowu do lekarki rodzinnej po kolejne skierowanie do alergologa. Sprawdziłem też opinie bohaterki tekstu w Internecie i jest ich całkiem sporo, niemal wszystkie negatywne i pokrywające się z moimi spostrzeżeniami – to właśnie je przytaczam na screenach. Dowiedziałem się z nich m.in. tego, że alergolożka ta wyzywa rodziców za złe chowanie dzieci i u każdego po kolei na podstawie wyglądu uszu diagnozuje anemię i krzywicę. Ludzie piszą, że wychodzili już na wstępie ze względu na chamstwo pani doktor. Szczerze mówiąc, nie dziwię się takim reakcjom, bo nieprzyjemne, aroganckie i wulgarne zachowanie tej pani jednych, takich jak ja, może rozbawić, ale wielu innych – jedynie zestresować.

Przede wszystkim jednak współczuję młodej rejestratorce. Jej pracodawczyni (jak zgaduję, bo nikogo innego tam nie było, a z opinii wyczytałem, że do niedawna jedyną osobą była tam – w roli lekarza i rejestratora jednocześnie – nasza pani alergolog) nie pamiętała nawet jej imienia, myląc je – z tego co wyłapałem – dwukrotnie.

www.rankinglekarzy.pl

Wielu już lekarzy odwiedzałem, przeróżnych specjalności. Nie raz trafiałem na nieprzyjemnych, aroganckich czy niekompetentnych (oczywiście trafiałem także na ich przeciwieństwa – sympatycznych, mądrych i empatycznych), ale coś takiego spotkało mnie chyba po raz pierwszy. I choć życzę sobie, żeby był to raz ostatni, to myślę sobie, że dla tego śmiechu przez całą drogę powrotną, nawet było warto. Teraz już wiem też, skąd taki szybki termin - po prostu brak chętnych.

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga? Możesz to zrobić zostając jego patronem tutaj

16 komentarzy:

  1. Łączę się w bólu, sama nierzadko mając do czynienia z babsztylami i alergią :P
    Jakiś rok temu udałam się do lekarza ogólnego po skierowanie do alergologa - chociaż diagnozę mam od lat i przyjmuję leki, to ten rok był bardzo ciężki ze względu na dodatkowy objaw, uporczywy suchy kaszel. U specjalisty nie byłam od lat, więc proszę o skierowanie.
    "A po co Pani to skierowanie??" Mówię, że chciałam się skonsultować, być może potrzebne mi są dodatkowe leki, dawno nie byłam, więc kontrola się przyda, spirometrię zrobić...
    Dowiedziałam się, że 1) nie potrzebuję skierowania, mimo, że ostatni raz byłam tam 5 lat temu 2) spirometrię to się robi jak pacjent ma astmę, nie alergię a 3) kaszel muszę przetrzymać bo tak to już jest w sezonie pyleń.
    No cóż, więcej tam nie poszłam.
    Na kaszel dostałam wziewne sterydy od lekarza, który wziął mnie poważnie. Astmy jeszcze nie mam, całe szczęście.

    Nic innego nam nie pozostaje robić, jak pisać negatywne oceny w Internecie, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadziwiające jest to, że tacy ludzie leczą... w sumie śmieszna historia, ale jakbym była na Twoim miejscu to pewnie już bym miała łzy w oczach i trzęsące się ręce :P a tak btw. dlaczego nie jesz produktów bogatych w wit.C ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyne co mi się ciśnie na klawiaturę to... lol. :'D

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawdziwy horror lub czarny humor - jak kto woli. Zastanawiam się tylko: jak to jest możliwe, że ktoś taki ciągle pracuje w zawodzie lekarza i ma kontakt z ludźmi ??? Jak można być tak niekompetentnym i brać jeszcze za to pieniądze ? Czy ciągle żyjemy w kraju absurdów ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Uchyl rąbka tajemnicy i zdradź, kogo i gdzie mamy unikać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepisz początek którejkolwiek opinii z obrazków w google i będziesz wiedzieć.

      Usuń
  6. Podziwiam Cie, ze przetrwales te wizyte i ze zamiast ja zwyzywac po prostu wybuchnales smiechem. Innym pacjentom na pewno nie bylo do smiechu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem chyba jakaś dziwna, bo najpierw sprawdzam opinie, a potem dopiero umawiam się na wizytę. Oczywiście - najczęściej opinie są skrajne: superekstra(prawdopodobnie opłacone) albo bardzo krytyczne (konkurencja albo naprawdę rozczarowani pacjenci - nie zawsze słusznie), trzeba więc do nich podchodzić z pewną rezerwą. Jednak jeśli ten sam zarzut pojawia się często, zapala mi się lampka ostrzegawcza i jeśli sprawa ie jest bardzo pilna, wolę poczekać parę dni dłużej i nie tracić nerwów na kogoś od kogo i tak nie otrzymam oczekiwanej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta pani rzeczywiście potrzebuje psychologa, bo sfrustrowana jest bardzo. Chyba minęła się z powołaniem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak sie natykacie na takiego lekarza to trzeba zlozyc skarge do NFZtu. Szkoda, zeby marnowali kintrakt za cos takiego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, co powiedziec:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Takich lekarzy to powinni zwalniać. Mnie ciekawi, kiedy zwolnią pewne panie „specjalistki” z mojej przychodni, które skażają jałowy sprzęt przypalaniem. I jeszcze pamiętam pediatrę, co próbowała robić za „specjalistę od wszystkiego” – „jaką ty masz depresję” sratata. :D A najlepsza to jest psychiatryca, która każdemu przepisuje te same leki. Skąd się tacy biorą?

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tym żółty na tabletkach to trochę miała racji, gdybyś miał nadwrażliwość na salicylany to barwniki azowe używane do glazur tabletek mogą dawać reakcję krzyżową. Jeśli nie miałeś nagłych zaostrzeń objawów po aspirynie i innych NLPZ, to taka "rada" nie ma wielkiego sensu.

    OdpowiedzUsuń
  13. a z tą alergią na nikiel i eozynofilią to powiało z lekka Huldą Clark. Strach się wybrać do takiego "lekarza".

    OdpowiedzUsuń
  14. Ło panie, u ginekologa nie byłeś. Mam w perspektywie kolejne wiszenie na telefonie i obdzwanianie przychodni, a to nie latwe zeby lekarz polecany (z wysoka opinią na przytoczonej przez ciebie stronie) mial termin w ciagu najblizszych 3 miesiecy. Pozdrawiam i zapraszam do Bydgoszczy ;)

    OdpowiedzUsuń