środa, 19 kwietnia 2017

Fake newsy - jak je rozpoznawać i jak nie dać się fałszywym informacjom?

Często dostaję pytania o to, jak weryfikuję informacje i sprawdzam ich źródła. Uznałem, że odpowiedź na nie jest warta bardziej szczegółowego przedstawienia w osobnym artykule na blogu. Będzie to właściwie swego rodzaju instrukcja o tym, jak ustrzec się przed fake newsami (fałszywymi wiadomościami, które przedstawiają nieprawdziwe lub mocno zmanipulowane dane) i generalnie zmyślonymi informacjami. Taka „broń” do ogłupiania i kierowania społeczeństwem jest bardzo stara, a przykładów jej wykorzystania można znaleźć wiele, zwłaszcza z XX wieku, kiedy odegrała ważną rolę w genezie różnych wojen. Jej aktualna nowość wynika z faktu, że obecnie kłamstwa i manipulacje rozprzestrzeniają się bardzo szybko za pomocą Internetu, zwłaszcza przy użyciu portali społecznościowych, takich jak Twitter czy Facebook.

fake news

Typowy przypadek: jakaś (często niszowa względem mainstreamu) strona trudniąca się w publikowaniu fałszywych informacji, zwykle robiąca to systematycznie i ewidentnie propagandowo, wypuszcza newsa o tym, że tran tak naprawdę pochodzi z ryb hodowanych w ściekach, jest szkodliwy, zły, w ogóle nie ma obiecywanych wartości odżywczych, a firma, która go sprzedaje, to jakiś szemrany, antypolski biznes. Losowo albo przy celowym wsparciu np. innej, podobnej, ale już większej zasięgowo strony, link do takiego tekstu udaje się uczynić viralem (zaczyna być udostępniany w krótkim czasie przez setki czy tysiące osób i tym samym jego oglądalność bardzo szybko rośnie).

Ludzie udostępniają coś takiego bez sprawdzenia, co to w ogóle jest i na czym autor się opiera. Po prostu zawiera sensacyjną informację, daje poczucie odkrycia wielkiej, skrywanej prawdy, pozwala czuć się kimś lepszym od tych, którzy tejże tajnej informacji nie odkryli. Podobny mechanizm spotkać można przy całej masie fałszywych lub mocno zmanipulowanych wiadomości: od spraw społeczno-politycznych, przez teorie spiskowe o historii (np. „zakazana archeologia” i ludzie pochodzący od kosmitów), aż do spraw naukowych, do których zmierzam, czyli GMO, teorii ewolucji, szkodliwości czy korzystności danych związków chemicznych występujących w jedzeniu, szczepionek.

fake news

Zjawisko postrzegania świata przez pryzmat takich właśnie zmyślonych newsów doczekało się już dawno swojej nazwy, postprawdy, która w zeszłym roku stała się bardzo modna. Nie ma znaczenia co jest faktem, ważne jest to, co wydaje nam się rzeczywistością. Wierzymy w to, a nawet wmawiamy sobie, że to kwestia wiedzy, a nie faktów, bo tak przedstawiły nam to manipulujące media, bazujące na fałszywych informacjach. Oczywiście wszystkie źródła mogą manipulować, ale czym innym jest sugerowanie czegoś odbiorcy przy przedstawieniu prawdziwych informacji, a czym zupełnie innym pokazanie mu fałszu.

Spora część antyszczepionkowców naprawdę wierzy w to, że program szczepień to ludobójstwo. Wielu kreacjonistów jest przekonana, że ewolucja biologiczna nie zachodzi. Wejdźmy głębiej, by jeszcze dosadniej zobrazować problem. Niemcy w czasach III Rzeszy naprawdę nie wierzyli w istnienie obozów zagłady, a Ci, którzy o nich wiedzieli, wmawiali sobie, że one się ofiarom należą, bo te uknuły wcześniej spisek przeciwko ludzkości. Inaczej spojrzymy na człowieka, który odrzuca pomoc w postaci darowanej mu wody i żywności i robi to ze złością, a inaczej, gdy dowiemy się, że wcześniej został on zwyzywany od najgorszych, by następnie nagrać jego reakcję na otrzymanie darów już po tych wyzwiskach i użyć tego obrazu do propagandowych celów. Całkiem niedawno Internet pękał od tego typu manipulujących filmików pochodzących z węgierskiego dworca w Budapeszcie.

Ponieważ problem fałszu w sieci i błyskawicznego rozprzestrzeniania się go przez portale społecznościowe stał się na tyle poważny, że zaczął wpływać na przykład na wyniki wyborów, to zarówno rządy różnych państw, jak i władze koncernów technologicznych postanowiły zacząć walczyć z fake newsami. Google na przykład wprowadza oznaczenia dotyczące tego, czy informacja została zweryfikowana, a już wcześniej firma ta postanowiła usunąć z wyników wyszukiwania sporo podstron Natural News – jednego z największych w całym Internecie portali, propagującego pseudomedyczne i pseudonaukowe, często groźne poglądy. Facebook zaczął usuwać fałszywe konta, które aktywnie udostępniają fejki. Wikipedia przy artykułach o paramedycznych terapiach, takich jak naprotechnologia czy biorezonans, zamieszcza specjalne ostrzeżenie. Szwedzki rząd chce wprowadzić elementy nauki weryfikowania źródeł do szkół. Parlament Europejski także rozważa regulacje dotyczące tego problemu, a jego sedno trafnie skomentowała jedna z europosłanek.

fake newsy

W zwalczaniu różnego rodzaju problemów zawsze ważne są zarówno rozwiązania systemowe, np. edukacyjne (krótki, dobry filmik edukacyjny tutaj, w j. angielskim), jak i doraźne, którymi tutaj będą wszystkie te oznaczenia o niezweryfikowanych informacjach czy blokowanie fałszywych kont. W dalszej części tego tekstu chciałem przekazać kilka sposobów na to, jak samodzielnie sprawdzać źródła. Podzielę się tym, o czym wiem i co ja sam robię. Niestety prędzej czy później każdy da się nabrać na jakiegoś fejka, ja również, ale sztuka polega na tym, by działo się to jak najrzadziej i byśmy potrafili szybko to wyłapać i z oszukanych zmienić się w poinformowanych.

naprotechnologia

Choć wielu z nas słyszało w szkołach, że Wikipedia jest beznadziejnym źródłem informacji, to nauczycielom zwykle chodziło o to, że podręczniki i tradycyjne encyklopedie są tymi lepszymi, a nie jakiekolwiek inne portale internetowe. Niestety wielu osób tego nie wyłapało, ja też przez długi czas właśnie tak odbierałem przestrogi nauczycieli. Stąd panuje przekonanie, że Wikipedia to złe źródło, przy jednoczesnej łatwowierności wszelkim innym, co jest bardzo absurdalne, ale by to dostrzec, trzeba na to spojrzeć z tej właśnie strony. Faktem jest, że z podstawowych źródeł, które jako pierwsze wyskakują w wynikach wyszukiwania Google, Wikipedia na ogół będzie i tak tym najrzetelniejszym. Ja większe zaufanie mam do jej angielskiej wersji – ma więcej przypisów, artykuły są bardziej poprawne i rozbudowane, rzadziej są też ideologizowane (w polskiej Wikipedii jest to niestety nadal zauważalny problem). Na końcu artykułu wikipedyjnego powinna znajdować się bibliografia. Klikamy w podane źródła i sprawdzamy, cóż to za strony czy publikacje są. Kto je napisał, jakie materiały są tam wrzucane, czy jest to w ogóle artykuł naukowy czy jakiś publicystyczny tekst z Internetu.

Jak zabawa wygląda dalej? Wiele zależy od tego, jaką informację sprawdzamy. Jeśli sprawa dotyczy wiedzy podręcznikowej, to najlepiej będzie porównać jej wersję z różnymi podręcznikami i przede wszystkim oryginalnymi publikacjami, dostępnymi na PubMedzie (jeżeli wikipedyjny przypis bezpośrednio nie odsyła do artykułu, to wystarczy przekopiować jego tytuł w Google, Google Schoolar czy Pubmed). Sporne są jednak z reguły tematy, w które wkracza ideologia lub brudny biznes. Dlatego też widząc na przykład artykuł o jakimś produkcie spożywczym czy suplemencie diety, w którym napisane jest, że pomaga przy tym czy innym schorzeniu, koniecznie trzeba sprawdzić źródła.

Tutaj możemy przejść go ogólnych zasad. Niezależnie czy do danego linku odsyła Wikipedia, Google, ulubiony fanpage na Facebooku czy też ja. Przede wszystkim warto sprawdzić co na danym portalu jest publikowane. Jeżeli są to różnego rodzaju teorie spiskowe, sensacyjne newsy, doniesienia o rzekomych leczniczych właściwościach niezliczonych kurkum i innych przypraw, albo też idąc szerzej (bo często portale trudniące się rozsyłaniem fake newsów mają też spore zaplecze propagandowych tekstów na tematy polityczne, społeczne i historyczne), publikacje o próbie opanowania władzy nad światem przez takie czy inne grupy, to nie jest to strona wiarygodna. Tak samo nie będzie godny zaufania portal publikujący teksty o spotkaniach z UFO, o potędze podświadomości i mocy pozytywnego myślenia, o rzekomym totalitaryzmie Unii Europejskiej i domniemanej degeneracji Zachodu, o tajnych metodach na wydłużanie życia czy o jakichkolwiek pseudomedycznych terapiach, takich jak biorezonans bądź też homeopatia. Artykuły promujące pogląd, że historia została zafałszowana i że tak naprawdę ludzi stworzyli kosmici albo że ten czy inny naród ma jakieś mistyczne pochodzenie, tylko naukowcy skrywają to przed światem, również są kompletnie niewiarygodne.

szczepionki cała prawda

To co napisałem wyżej jest w pewnym sensie intuicyjne. Gdy przegląda się setki różnych stron, to z czasem niemal automatycznie dostrzega się różne tego typu symptomy świadczące o tym, że jakiś portal, blog czy fanpage promuje kłamstwa. Jest też jedna jeszcze ważna rzecz: często takie pseudoinformacyjne portale lubią nazywać się wprost tak, jak chcą by je postrzegano, choć dana nazwa kompletnie nie pasuje do zawartości. I tak też powstają różnego rodzaju „niezależne”, „wolnościowe”, „prawdziwe”, „inne niż wszystkie” strony. Nie znaczy to oczywiście, że każdy portal o tego rodzaju nazwie powinien być z góry uznany za szmatławiec czy gadzinówkę, po prostu taka jest tendencja. W imię zasady „nazwę się niezależnym i wolnościowym, to ludzie uwierzą, ze tak jest”. I najwyraźniej to na niektórych działa „No nawet w nazwie mają, że niezależni, więc na pewno są uczciwi!”.

Często też wystarczy zobaczyć, czy autorzy tekstów na opisanych portalach w ogóle podają jakieś źródła, bo niejednokrotnie wygląda to tak, że nie ma kompletnie żadnych odnośników, co zwykle z góry skazuje taki tekst na odrzucenie. Kolejna sprawa to autorzy. Niektórzy słyną z publikowania głupot, inni jeszcze bardziej. Są i tacy, którzy budzą zaufanie. Poza tym wokół autorów wątpliwej jakości zwykle gromadzi się cała masa fanów, będących niczym wyznawcy, fanatycznie oddani swojej sekcie. To też typowe, będące dobrą wskazówką, choć oczywiście nie decydujące.

Z tego co wiem, nie powstał póki co żaden ranking jakości i rzetelności polskich mediów, portali informacyjnych, tematycznych itd., ale stworzono już takie dla anglojęzycznych, międzynarodowych mediów. Ich wynik częściowo zależy rzecz jasna od przyjętej metodologii, ale generalnie wykazana tendencja jest słuszna. American Council on Science and Health najwyżej umieścił najbardziej prestiżowe czasopisma naukowe „Science” i „Nature”, najniżej natomiast wspomniany już portal „Natural News”. Im bardziej w lewo i im wyżej przedstawiona jest dana stacja, tym bardziej jest merytoryczna i wartościowa. Wysokie miejsce poza „Nature” i „Science” zajmuje też New Scientist czy międzynarodowa wersja National Geographic. Z ogólnotematycznych mediów informacyjnych najwyżej plasują się: The Economist, BBC i The Guardian. I faktycznie portale te zazwyczaj są „na poziomie”. Jeśli widzicie jakieś doniesienia, co do których macie wątpliwości lub chcielibyście je sprawdzić, to któraś z tych trzech stron powinna być do tego odpowiednia. Jeżeli nie możecie znaleźć jakiejś informacji w żadnych poważnych i wartościowych mediach to znaczy, że możliwe, a nawet prawdopodobne, iż zostały zmyślone, zwłaszcza gdy są sensacyjne i mają wysoką rangę.

wiarygodne media

Jest jeszcze kwestia samych publikacji naukowych. Jerzy Zięba chwali się, że jego książka „Ukryte terapie” podparta jest konkretnymi badaniami. Śmiem w to wątpić, ale problem jest szerszy. Po pierwsze, wiele pseudonaukowych i paramedycznych portali podaje źródła branżowo naukowe, które w rzeczywistości wcale nie potwierdzają tez autora, ale na pierwszy rzut oka dodają im wiarygodności. Po drugie, jeśli mamy wątpliwości, dobrze jest sprawdzić w jakim czasopiśmie opublikowana została dana praca, bo są i wiarygodne, dobrze recenzowane, a są i takie, które praktycznie recenzji nie posiadają, są też tzw. czasopisma drapieżne (o których warto przeczytać tutaj). Pamiętam jak w jednym ze starych artykułów na tym blogu zacytowałem jakąś pracę, która okazała się być opublikowana w „Chinese medicine” i co tu dużo mówić – nie było to najlepsze źródło. W ostateczności warto też sprawdzić autorów i jednostkę naukową, z której się wywodzą. Często kreacjonistyczne książki pisane są przez pisarzy pracujących nie na uniwersytetach czy w stacjach badawczych, tylko w organizacjach religijnych.

Podsumowując to wszystko i zbierając pokrótce w całość: warto unikać stron z teoriami spiskowymi i sensacjami, których potwierdzenia nie możemy znaleźć na żadnym poważniejszym portalu, dobrze jest zaczynać poszukiwania od Wikipedii, ale sprawdzając przypisane jej w danym artykule źródła (i najlepiej korzystać z jej angielskiej wersji), lepiej zwracać uwagę na autora danego tekstu, a w przypadku prac naukowych także na jego pochodzenie. Pomocne są rankingi wiarygodności mediów czy etykiety w Google lub na Wikipedii informujące o tym, że dana informacja jest niepotwierdzona.

Patrząc na problem szerzej i w perspektywie czasu, mam wrażenie – może mylne – że rozwój społeczeństwa, kultury, techniki i nauki w dużej mierze opiera się o konkurencję pomiędzy promowaniem prawdy i fałszu oraz racjonalizmu i irracjonalizmu. Zbrojenia ciągle trwają. W tej chwili na zalew fake newsów zaczynają odpowiadać rządy krajów i koncerny technologiczne, blogi takie jak ten poświęcają problemowi dodatkową uwagę. Społeczeństwo stanie się na fałszywe informacje bardziej odporne. Do czasu, aż oszuści, populiści, szarlatani, propagatorzy pseudonauki i inni tego typu działacze nie wymyślą czegoś relatywnie nowego, na co znowu będzie trzeba odpowiedzieć.

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga? Możesz to zrobić zostając jego patronem tutaj.

16 komentarzy:

  1. Apropo fake newsów - niestety nawet utytułowane osoby z jakimiś tam osiągnięciami potrafią pieprzyć takie brednie, że głowa boli. Ostatnio jakaś "feministka" wrzuciła niniejszy tekst na bloga http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/3766405,ja-profesor-jerzy-vetulani-glosze-wyzszosc-kobiet-nad-mezczyznami,id,t.html prawdopodobnie bez czytania, a mi się włos zjeżył na widok tych bzdur, jakie są w nim zawarte. Najbardziej ukłuło w oczy żonglowanie anegdotami pokroju tego ile słów dziennie wypowiadają mężczyźni/kobiety, bo akurat genezę tego urban legend rozwikłała moja koleżanka http://nihilnova.blogspot.com/2014/02/o-mediach-i-stereotypach-cz1.html Albo to o zabawkach wybieranych przez koczkodany, litości. Niestety klikalność wygrywa z rzetelnością i nawet w pismach Nature czy Science widziałem tego przykłady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ukłuło twoje "apropo"...

      Usuń
  2. A była mowa o komisji UE rozstrzyjacej. Uważam że w części teorii tz spiskowych jest zawarta także jakaś prawda. Ocena nie jednej teorii była przez jej tarazniejszych także naukę odrzucana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podaj przykłady kilku takich teorii spiskowych ktore byly odrzucane a okazały się prawdziwe.

      Usuń
    2. teoria heliocentryczna :)

      myślę, że przedmówca miał na myśli wszelkie teorie, które kiedy jeszcze nie zostały przez naukę potwierdzone, były masowo krytykowane, a dzisiaj są dla nas pewnikiem. ja też w powyższym artykule doszukałam się zbyt dużo ironii i uszczypliwości względem (jeszcze) niepotwierdzonych naukowo domysłów. co innego zdrowy sceptycyzm, a co innego ta uszczypliwa naukowa wyższość - ona też nie przystoi człowiekowi nauki. pamiętajmy, że nauka się rozwija i na tej drodze rozwoju nie wszystko jest od razu podane na tacy - nie wypada wszystkiego odrzucać tylko dlatego, że jest niepotwierdzone, może właśnie warto byłoby się nad danym problemem pochylić, by go właśnie potwierdzić lub dopiero wtedy obalić.

      Usuń
    3. Ale ta pewność pojawia się w sytuacji, gdy potwierdzono, że dany pogląd jest bzdurą, stąd nie bardzo rozumiem tę krytykę, bo nie odnosi się ona do tego, o czym mówimy.

      Usuń
    4. Nie zamierzam bronić głosicieli teorii spiskowych, ale za takową uważano np. Obecność tajnych więzień CIA na terenie Polski.

      Usuń
  3. Ja sie czesto spotykam ze stwierdzeniem ze kazdy ma swoja prawde. Cale szczescie prawda jest tylko jedna i jest nia to co jest zgodne ze stanem rzeczywistosci, weryfikowalnej rzeczywistosci.

    Jak tez wiadomo Jozef Tishner twierdzil ze są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ten screen....stawianie infowars w jednym rzędzie z food babe to właśnie takie nadużycie o którym pisze autor.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za ten tekst! To jest moim zdaniem kluczowe zagadnienie, jeżeli chcemy trwale ukatrupić pseudonaukową hydrę, a nie tylko patrzeć, jak odrastają kolejne odcinane głowy.

    Ja bym jeszcze dodał, że od "obiektywności" czy "rzetelności", które trudno czasem zdecydować, lepszym (bo osiągalnym) ideałem jest transparentność.

    Przywoływana w tekście Wikipedia jest niezłym przykładem. Mamy wgląd do "kuchni" artykułów, wiemy, na czym się opierają, ale też mamy świadomość, jak powstają, możemy śledzić historię zmian. Zasady (tzw. "filary"), którymi powinni kierować się wikipedyści, są wyraźnie określone itd. Może powinniśmy dążyć właśnie do budowy mediów transparentnych?

    Korelatem takiej wizji po stronie edukacji byłoby nauczanie analizy wiarygodności w szkołach. Nie tylko, jak we wspomnianym szwedzkim przykładzie, wobec "fałszywych informacji", lecz w ogóle w stosunku do wszelkich tekstów. Chodzi o to, żebyśmy za każdy tekst potrafili zajrzeć trochę jak na "zaplecze" artykułów w Wikipedii. Umieli zapytać: kto to napisał? dlaczego? jaki miał w tym cel? z czego czerpie zyski? z jakich źródeł korzystał? itp.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Marcinie, a czy nie sądzi Pan jako semiotyk kultury, że pseudonauka pełni jakieś ważne role w konstruowaniu światopoglądu i ontologicznego bezpieczeństwa współczesnych ludzi? Wypełnia pewną lukę, zaspokaja potrzeby, wobec których twarda nauka jest z jakichś powodów bezsilna?

    Zamiast z tym walczyć i próbować wyplenić, moim zdaniem należałoby to zaakceptować, zrozumieć, rozpracować i stworzyć specjalną przestrzeń dla tego rodzaju mitów. Niech one są - ale tylko w sytuacji, kiedy będą powszechnie akceptowane, zniknie presja, by podawać je za "prawdę". Jak wiemy, prawda jest powszechnie szanowana, a pseudoprawda wyśmiewana. Kiedy więc przestaniemy walczyć, piętnować i wyśmiewać pseudoprawdę, nie będzie musiała się już kryć i podawać za prawdę i zacznie pełnić swoją funkcję w sposób najbardziej efektywny, a przy tym niegroźny dla nauki i nie powodujący szkód ani podważający autorytety. Ludzie lubią magię i mity, mają to we krwi, dlaczego więc im to na siłę zabierać? Niech mają - tak jest nasz mózg niejako skonstruowany.

    Bardzo mnie ciekawi, co Pan sądzi na ten temat, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że pełni ważne role w społeczeństwie i że zaspakaja potrzeby, których nauka nie potrafi sprostać. Dlatego na pewno warto lepiej pseudonaukę badać i poznawać jej mechanizmy.

      Zarazem jednak w bardzo wielu domenach życia pseudonauka jest z różnych powodów szkodliwa. Dlatego wydaje mi się jednak sensowne traktowanie jej jako "przeciwnika".

      Z połączenia tych dwóch założeń wynika, że powinniśmy też starać się w inny sposób zaspokoić potrzeby, na które dziś odpowiada pseudonauka, lub usunąć jej społeczne przyczyny. Dlatego z mojej perspektywy jest np. ważne, żeby nauka też tworzyła mity. Nie w sensie nieprawdy, ale w znaczeniu historii, w które chcemy wierzyć, emocjonować się nimi, utożsamiać z nimi.

      Nie wiem, czy to satysfakcjonująca odpowiedź...

      Usuń
    2. Sam fakt odpowiedzi jest wystarczająco satysfakcjonujący, dziękuję :)

      Może zmylił mnie ten akcent na "walkę", wyobrażam sobie wtedy naukowców mówiących: nie, nie macie racji, wierzcie w naszą wersję, jesteście debilami - itp. metody działające z reguły kompletnie odwrotnie niż zamierzono.

      Myślę, że antagonizowanie tych dwóch biegunów prowadzi do złego i błędnych interpretacji. A potem nauka narzeka, że już się jej nie ufa, a pseudonauka narzeka, że już nie można ufać nauce. Zabrakło komunikacji i zrozumienia, które rodzi zaufanie.

      Wierzę, że lepsze poznanie mechanizmów działania prawdy i postprawdy umożliwi nam nie tylko konstruktywne koegzystowanie, ale może nawet i integrację tych światopoglądów, aby świadomie czerpać z obu to, co najlepsze, jednocześnie nie dopuszczając do zafałszowania, pomieszania jednego z drugim i towarzyszącego mu, myślę, że można tak to nazwać, fanatyzmu.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Hej, może jakiś wpis na temat rzetelności uniwersytetów? Mam tu na myśli głównie poniektóre amerykańskie uniwersytety (chociażby religijne) gdzie tytuł doktora można wręcz sobie kupić za fanatyzm albo pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  8. I bardzo dobrze. że zaczęli coś z rym eobić. Ludzie powinni znać prawde, a nie karmić się obłudą i fałszem. Szkoda, ze wielu z nich wciąż wierzy w takie rzeczy. Fałszywość się rozprzestrzenia...

    OdpowiedzUsuń
  9. to jest bardzo sensowny arykul, niby czlowiek wie ze tak moze byc, iz wiele tzw. news to kompletna bzdura, ale bardzo czesto zapomina o tym. Dziekuje za to przypomnienie.

    OdpowiedzUsuń