środa, 10 maja 2017

To tylko teoria i tysiące od BigPharmy

Napiszę tekst o szczepionkach – oskarżają mnie o branie za to pieniędzy od koncernów farmaceutycznych. Poświęcę artykuł tematowi GMO? Na pewno finansuje mnie Monsanto. Skrytykuję absurdalne suplementy diety? Pewnie mam z tego kasę. O teorii ewolucji czy globalnym ociepleniu mówię przez znajomości z masonerią. Można by tak wymieniać kolejne, absurdalne zarzuty, jakie ciągle są wobec mnie stawiane przez zwolenników teorii spiskowych. W rzeczywistości wszystkie te oskarżenia są nieprawdziwe, a zarabianie na blogu naukowym jest w tym kraju bardzo trudne. Dlatego postanowiłem pójść inną drogą.


Prowadzenie bloga to nie jest prosta sprawa. Regularne pisanie artykułów, często wymagających przejrzenia literatury naukowej i podręczników, przygotowywanie grafik, sprawne zarządzanie fanpage tak, by posty dochodziły do jak największej liczby osób (swoją drogą, na fanpage To tylko teoria ruch i zaangażowanie w komentarzach są bardzo duże, za co Wam ogromnie dziękuję!) i wyszukiwanie materiałów na FB, odpisywanie na wiele wiadomości czytelników (w donoszeniu o kolejnych przekrętach szarlatanów jesteście niezawodni!) i wiele innych. Wszystko to zabiera sporo czasu i myślę, że nie przesadzę, jeśli porównam to na swój sposób do „zwykłej” pracy.


Długo się zastanawiałem nad tym co zrobić, by móc naturalnie skorzystać z pracy włożonej w to wszystko. Satysfakcja i rozpoznawalność bloga to jedno, ale nie wystarczy. Wybieram się niebawem na doktorat, a nauka w Polsce, także na poziomie oficjalnym, politycznym i społecznym (nie tylko komercyjnym) jest ceniona niestety dosyć nisko. Doktoranci niejednokrotnie nie są w stanie normalnie się utrzymać za otrzymywane stypendium, a zatrudnienia to rzadkość, pomimo pracy jak na pełen etat.

Droga zdobywania finansowania z reklam na blogu jest jeszcze daleko przede mną. Owszem, dostaję różne propozycje, ale są to na ogół oferty typu „reklama soczków, które leczą raka”. Oczywiście wszystkie je odrzucam. Sporo firm chce też, bym zrobił reklamę jakiegoś ich produktu albo książki całkowicie za darmo. Między innymi dlatego postanowiłem założyć konto na Patronite – portalu, na którym zainteresowani czytelnicy mogą zostać patronami, wpłacając regularnie (i automatycznie po odpowiednim ustawieniu subskrypcji na stronie) niewielkie kwoty pieniężne.

Kliknij w obrazek by przejść do Patronite

To o czym napisałem wyżej, to tylko niektóre z powodów wypróbowania Patronite. Inne dotyczą ściślej bloga – chciałbym w ten sposób zebrać pieniądze na odpowiedni sprzęt do robienia zdjęć, myślę także o nagrywaniu filmików popularyzujących naukę i o nadaniu blogowi nowego wyglądu. Przy odpowiednim finansowaniu mógłbym bardziej się poświęcić prowadzeniu bloga.

Bloga co miesiąc odwiedza około 60 tysięcy osób, fanpage śledzi ponad 20 tysięcy. Względnie niewielkie, 5-10 złotowe, comiesięczne kwoty od nawet stosunkowo niedużego procenta wszystkich czytelników pozwoliłoby na uzbieranie wystarczającej sumy dla sprawniejszego prowadzenia bloga i osiągnięcia postawionych i opisanych na Patronite celów. Za poszczególne wsparcie patroni otrzymywać będą „nagrodę” – taka jest formuła portalu. Wszystkie takie „bonusy” opisane są na moim tamtejszym profilu. Mają one charakter raczej symboliczny, choć od czasu do czasu mogą mieć większe znaczenie.

W tym też poście chcę na koniec podziękować imiennie wszystkim, którzy zdecydowali się na patronowanie To tylko teorii. Osoby, które szczególnie wsparły bloga, zostając patronami to: Elżbieta Grygorczuk, Joanna Rączka, Mikołaj Gski, Anna Adamczak, Patryk Prześniak, Grzegorz Kasprowicz, Dawid Deneka, Ela Łabaj, Marek Pędziwiatr, Robert Drygas, Kamil Moczała, Agnieszka Piękniewska, Artur Roszczyk, Kalina Detko. Dziękuję!

2 komentarze:

  1. > Doktoranci niejednokrotnie nie są w stanie normalnie się utrzymać za otrzymywane stypendium

    Dlatego zarzuciłem pomysł studiów III stopnia i normalnie pracuję na etacie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry pomysł, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń