wtorek, 19 września 2017

Jakie książki o nauce warto przeczytać?

Blog ma już kilka lat, a nigdy jeszcze nie opublikowałem na nim listy książek o biologii, które warto według mnie przeczytać. Będą to pozycje głównie popularnonaukowe, choć pokuszę się także o polecenie kilku przyjemnych i ciekawych podręczników. Poza szerzej znanymi podam także parę mniej popularnych. Na pewno sam mam też wiele zaległych pozycji do przeczytania, dlatego być może nie znajdziecie czegoś, co wydaje się Wam za oczywiste, że powinno się tutaj znaleźć. Temat ten zdecydowałem się poruszyć także stąd, że często przez fanpage bloga dostaję pytania o ciekawe książki popularnonaukowe, a ostatnio kilka osób zagadywało o to na grupie „Teoretycznie tak – grupa pronaukowa”.

książki popularnonaukowe

Chciałbym najpierw krótko podkreślić różnicę jaką widzę między książkami popularnonaukowymi, a podręcznikami. Te pierwsze mają na celu zrozumiałe przedstawienie specjalistycznego tematu dla przeciętnego odbiorcy, niekoniecznie będącego ekspertem w danej dziedzinie. O tym, czy książka taka jest dobra świadczy m.in. jej zrozumienie przez amatorów. Podręczniki również powinny być pisane językiem jasnym i na ile to możliwe „przyjemnym”, ale muszą zwykle zawierać więcej fachowego słownictwa, nomenklatury, trudnych pojęć, więcej szczegółów, podanych niejednokrotnie w nudny czy męczący sposób (wykresy, słupki, wzory matematyczne, schematy itp.). Książki popularnonaukowe dedykowane są właściwie dla wszystkich, podręczniki mają trafiać raczej do studentów i specjalistów danej dziedziny.

Zacznę od tego, co stali czytelnicy już najpewniej znają. Kultowej książki popularnonaukowej promującej teorię doboru krewniaczego, , memów, samolubnego genu, strategii ewolucyjnie stabilnej i wykorzystania teorii gier w biologii ewolucyjnej. Wszystko to opisane w jasny, prosty i zrozumiały sposób z pięknymi i zastanawiającymi metaforami, dającymi do myślenia każdemu – w pierwszych latach po publikacji także wielu biologom. Chodzi oczywiście o „Samolubny gen” Richarda Dawkinsa, w którym autor poza pojęciem memu nic nowatorskiego wprawdzie nie wprowadził, ale sprawnie spopularyzował powyższe pojęcia, ustalone wcześniej przez biologów-teoretyków takich jak W. D. Hamilton, E. O. Wilson, Robert Trivers czy John Maynard Smith. Słusznie podkreśla się często, że gdyby istniała osobna kategoria Nagród Nobla z biologii (obecnie podpina się ją pod Nobla z dziedziny chemii lub Nobla z dziedziny medycyny lub fizjologii), biolodzy teoretyczni w drugiej połowie XX wieku zyskali by znacznie większą sławę. Samemu Richardowi Dawkinsowi za skuteczne promowanie wiedzy też należą się laury, które zresztą wielokrotnie zgarniał, stając się w szybkim czasie chyba najbardziej rozpoznawalnym współczesnym naukowcem na świecie (a przynajmniej biologiem).

Wśród klasyków chciałbym polecić jeszcze dwie książki, potem przejdę do tych mniej znanych oraz do podręczników. Pierwsza to „Przez dziurkę od klucza: 30 lat obserwacji szympansów” autorstwa Jane Goodall. Prymatolożka opowiada w niej o tym, co obserwowała przez wiele lat w Tanzanii podczas badań nad szympansami, skupiając się w opisach głównie na tym właśnie gatunku. Nie jest to nudny zapis w formie notatek, lecz bardzo ciekawa i wciągająca opowieść. Drugą książką, jaką mam na myśli jest „Rozmowy ze zwierzętami” Konrada Lorenza, kontrowersyjnego biologa-etologa, nagrodzonego w 1973 roku Nagrodą Nobla z medycyny lub fizjologii za badania nad psychologicznym wdrukowaniem. Treść krąży wokół zachowań zwierząt i jest napisana w tak finezyjny momentami sposób, że trudno się od niej oderwać. Niepokojąco kontrastuje to z faktem, że Konrad Lorenz był nazistą prowadzącym „racial studies” w Poznaniu podczas II Wojny Światowej. Później tłumaczył, że właśnie tutaj zrozumiał zło ideologii, którą wcześniej podbudowywał swoim naukowym autorytetem.

Jeśli interesuje Was genetyka, ewolucja płci, mitochondriów czy „genetyczne rodowody”, powinniście sięgnąć po „Przekleństwo Adama”. Książka napisana przez Bryan’a Sykes’a opowiada o płciowości z punktu widzenia genetyczno-ewolucyjnego. Zawiera też wątki z zakresu „medycyny ewolucyjnej” w odniesieniu do chorób mitochondrialnych. Spora część książki przedstawia treść na temat dziedziczenia mitochondriów i chromosomu Y. Autor czasami wplata swoje przemyślenia społeczno-polityczne. Jest to jedna z tych pozycji, które mimo popularnonaukowego języka pozwalają sporo się nauczyć z genetyki i poza ciekawą książką dla zainteresowanych, jest to też dobra opcja uzupełniająca do kursu z genetyki podczas studiów.

Spośród książek o genetyce warto przeczytać jeszcze „Jednakowo odmienni” Tima Spectora, genetyka epidemiologicznego, który opisuje historie bliźniaków pod kątem dziedziczenia poszczególnych cech, takich jak homoseksualność. Do każdej takiej opowieści przytacza dane epidemiologiczne i wprowadza czytelnika w tematykę epigenetyki. Choć o niej samej z książki tej niewiele się dowiemy – mało tu informacji o metylacji DNA, modyfikacjach histonów, dziedziczeniu międzypokoleniowym czy wewnątrzpokoleniowym, imprintingu, to jest to moim zdaniem dobre, choć bardzo ostrożne wprowadzenie w temat. Z czasem zapewne powstanie więcej książek o epigenetyce, ponieważ jest to dziedzina bardzo intensywnie badana dopiero od około dekady. W Polsce zajmuje się nią coraz więcej jednostek, m.in. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu czy Instytut Chemii Bioorganicznej w Poznaniu.

Książką popularnonaukową, która opisywany temat ujmuje od zupełnie innej, niż zwykle strony jest „Neandertalczyk” szwedzkiego biologa Svante Pääbo. Autor opowiada, jak toczyła się jego kariera naukowa począwszy od badań medycznych, które jednak szybko zamieniły się w zainteresowanie antycznym DNA i dochodzeniem nad ewolucją człowieka i neandertalczyka. Nie znajdziecie tu więc typowego opisu historii naturalnej naszych przodków, czego można by się po tytule spodziewać, lecz przeczytacie o zmaganiach naukowca. O tym jak się uczył, jak wpadał na kolejne pomysły, co odkrywał, jakie było tego tło polityczne czy społeczne. Zespół Svante Pääbo był pierwszym, który ogłosił zsekwencjonowanie genomu jądrowego neandertalczyka. Gdyby kogoś szczególnie zainteresował ten temat, to dodam, że w Polsce antycznym DNA zajmuje się Zakład Biologii Ewolucyjnej Człowieka na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, który posiada również specjalne, nietypowe (bo z mnóstwem restrykcyjnych środków ostrożności by nie zanieczyścić próbek ludzkim DNA) laboratorium do takich analiz.

Słyszeliście kiedyś o hipotezie Gai? Mówi ona o tym, że organizmy żywe na Ziemi współdziałają w celu utrzymania planety w jak najlepszych warunkach, mając zdolność do regulacji różnych cyklów dla zachowania właściwego środowiska. Jest to hipoteza z oczywistych względów niesłuszna – różne sprzężenia utrzymujące klimat w ryzach istniały przed pojawieniem się żywych organizmów i tym bardziej przed tym, zanim stały się na tyle istotne dla środowiska, by w sposób zauważalny na nie wpływać. Katastrofy różnego rodzaju są nieuniknione. Nie ma mechanizmów mogących tłumaczyć zjawiska klimatyczne poprzez współpracę żywych organizmów. Do hipotezy Gai często nawiązują fundamentaliści-aktywiści zajmujący się ochroną przyrody, którzy sprzeciwiają się GMO czy energii atomowej argumentując, że zgodnie z hipotezą Gai Ziemia poradzi sobie ze wszystkim sama. W niektórych środowiskach hipoteza Gai urosła wręcz do kultu czy neoreligii. Odpowiedzią na nią jest hipoteza Medei, według której życie dąży do samozagłady. I właśnie taką książkę, o tytule „Hipoteza Medei” Petera Warda chciałem tutaj zaproponować, w której autor popularyzuje przeciwne do hipotezy Gai poglądy.

Jedną z lepiej moim zdaniem napisanych książek popularyzujących naukę, w której autor pisze też sporo o biochemii, jest „Tlen. Cząsteczka, która stworzyła świat”. Nick Lane poświęca w niej sporo miejsca na wyjaśnienie procesów geochemicznych, jakie zachodziły podczas dotychczasowej historii Ziemi, opowiada o „katastrofach tlenowych”, ewolucji fotosyntezy, by w drugiej części książki przejść do zagadnień medycznych, związanych m.in. z wolnymi rodnikami. Choć styl Nicka Lane’a bardzo różni się od tego co pochodzi od Richarda Dawkinsa, to czyta się go z równie dużym zaciekawieniem i przyjemnością.

Przyznajcie się, kto z Was czytał oryginalną pracę Karola Darwina „O powstawaniu gatunków (…)”? Zapewne niewielu. Nic dziwnego, nie traktuje się tego jako podręcznik, bardziej jako historyczno-naukową ciekawostkę. Nie dlatego, że odkrycia Darwina miały „ciekawostkowe” znaczenie, bo były fundamentalne. Po prostu od tamtego czasu teoria ewolucji została znacznie uaktualniona o wiedzę z genetyki czy etologii, a w samej pracy Darwina z uwagi na epokę nie brakuje też odniesień do religii, a sam język też jest archaiczny. Ciekawe fragmenty jego tekstów z różnych dzieł można za to odpowiednio skomponowane przeczytać w książce „Podróż, która zmieniła świat. Darwin na pokładzie Beagle’a”. Dziennikarz Alan Moorehead opowiada w niej o podróży Karola Darwina na HMS Beagle, podczas której zbierał dowody na zachodzenie ewolucji biologicznej (na początku nie mając jeszcze tego na celu, był po prostu przyrodnikiem wyprawy). Wszystko pokazane jest w sposób mniej więcej chronologiczny. Dowiemy się z książki nie tylko o naukowych dociekaniach Darwina, ale także jego problemach ideologicznych, religijnych, etycznych, rodzinnych czy zdrowotnych, a także o przeżytych „na skraju świata” przygodach, będących swego czasu bardziej popularnymi od samej jego teorii ewolucji. „Podróż, która zmieniła świat” jest bogato ilustrowana w rysunki z epoki, co dodaje jej klimatu.

Na zakończenie chcę wspomnieć jeszcze kilka książek przedstawiających nieco wyższy poziom zaawansowania, nadających się na lekturę dla studentów nauk przyrodniczych. Podręczników jest oczywiście całe mnóstwo, ale pozostając w dziedzinie genetyki, ekologii i ewolucji, po jakiej poruszam się w tym wpisie, zachęcam przede wszystkim do zapoznawania się z „Ewolucją” Douglasa Futuymy. Niestety podręcznik w wersji polskiej jest z 2005 roku. Od tego czasu angielska książka była aktualizowana już kilkakrotnie. W mniej podręcznikowym, ale nadal akademickim stylu są „Tajemnice przełomów ewolucji”. Wspomniany John Maynard Smith jest współautorem. Z tytułów naszych polskich naukowców warto dodać „Ekologię ewolucyjną” Adama Łomnickiego, gdzie przy okazji spotkacie się z poparciem dla zupełnie innych hipotez ewolucji płci, niż w „Przekleństwie Adama”. Z obiema zdecydowanie warto się zapoznać.

Jest jeszcze wiele ciekawych książek o biologii, na pewno o części w ogóle nie słyszałem, a niektóre wybitne pozycje dopiero czekają na to, żeby powstać. Jestem zdania, że nawet jeśli woli się czytać książki fabularne, co jest jasne, bo można to traktować jako powszechnie rozumianą rozrywkę, to dobrze jest choćby na kilka powieści przerobić jedną książkę popularnonaukową. Dla różnorodności tematów, rozwijania zainteresowań i poszerzania wiedzy o świecie.

7 komentarzy:

  1. "Wszechświat w Twojej dłoni"

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna lista, "Samolubny gen" i "Jednakowo odmiennych" czytałam. Na pewno postaram się przeczytać książkę Goodall, tę o Darwinie i być może "Przekleństwo Adama" - chociaż to może być trudne do zdobycia. Z dziedzin związanych z biologią poleciłabym z kolei:
    Antonio Damasio "Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg" - słynny neurolog przekonuje, że z powodu budowy naszego mózgu bez emocji nie byłoby możliwe podejmowanie racjonalnych decyzji.
    Robert Sapolsky "Dlaczego zebry nie mają wrzodów" - książka o tym, co się dzieje w naszym ciele podczas reakcji na stres i jak to wpływa na zdrowie w dalszej perspektywie. Poza tym wykłady autora (badacza ze Stanfordu) na temat neurofizjologii i ewolucji są dostępne po angielsku na YT, bardzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam wpis z prawdziwą przyjemnością, graniczącą z rozkoszą! ;) Chętnie poznałabym kilka godnych polecenia książek także z fizyki i chemii, bo od lat takich pozycji wyszukuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Rozmowy ze zwierzętami" Lorenza bardzo mnie rozczarowały.. Już dużo bardziej polecam jego "Tak zwane zło".

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam "Galapagos. Historia naturalna". Henry Nichols. W sam raz dla takiego laika jak ja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny wpis. Może początek cyklu? Ja polecam Dendrologię Senety i Dolatowskiego, to kopalnia ciekawostek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja "Granice złożoności" polecam :)

    OdpowiedzUsuń