Nabraliście się kiedyś na monotlenek diwodoru? Ja nie, ale jeżeli myślicie, że od zawsze byłem pronaukowym racjonalistą, to jesteście w błędzie. Ja też, podobnie jak wielu przyszłych sceptyków, miałem wcale niekrótki okres interesowania się medycyną alternatywną, parapsychologią, zjawiskami niewyjaśnionymi, UFO, spiskami i wieloma innymi tego rodzaju tematami. Postanowiłem o nim opowiedzieć. Nie tylko dlatego, że jest na taki artykuł zapotrzebowanie. Warto pokazać, że zanim dojdzie się do celu, można zajść w ślepy zaułek w całkowicie przeciwnym kierunku i że nie każdy wyznawca medycyny alternatywnej i teorii spiskowych musi być „wrodzonym ignorantem”. Poza tym historie te z pewnością będą zabawne i dające do myślenia.


Ciężko mi stwierdzić kiedy dokładnie zacząłem interesować się medycyną alternatywną i spiskami. Jako kilkulatek polubiłem biologię przez modę na dinozaury po premierze Parku Jurajskiego i podobnie jak wiele innych dzieci chciałem, by rodzice kupowali mi figurki i książki o dinozaurach. Zbierałem też skamieniałości. Sceptycznie podchodziłem do tego, co słyszałem czasem na lekcjach religii, gdzie nie zawsze uczy się tego, czego powinno (np. w temacie ewolucji biologicznej). Jednocześnie bardzo lubiłem rozmowy o UFO, kręgach w zbożu, Yeti czy Chupacabrze. Zwłaszcza wieczorem, po zmierzchu, na podwórku. Wraz z rozwojem Internetu pojawiły się też nowe możliwości – przede wszystkim fora internetowe o zjawiskach paranormalnych.


Pierwszą poważniejszą przygodę z pseudonauką przeszedłem w wieku kilkunastu lat. Naczytałem się na forach o parapsychologii, że siłą woli można zdziałać cuda. Na przykład wyleczyć rany, przenosić przedmioty na odległość (będziecie się śmiać – pamiętam, jak według zaleceń na forum robiłem papierowy wiatraczek na igle i „medytowałem” nad nim wierząc, że kiedy się porusza, to dzięki mojej sile woli, nie przez przeciąg czy mój podmuch). Pewnego dnia w drodze do gimnazjum przekonywałem kolegę, że telekineza u ludzi jako zjawisko została całkowicie udowodniona i że za kilka lat będą w szkołach lekcje z przedmiotu o takiej właśnie nazwie. Kulminacją był moment, w którym nauczycielka od fizyki pytała nas o rodzaje oddziaływań, a ja się zgłosiłem i powiedziałem o telekinetycznych… Dziś się z tego śmieję na głos, wtedy traktowałem to na serio.

Na telekinezie wcale się wówczas nie skończyło. Temat parapsychologicznych zdolności rozciągał się od bilokacji (którą przejawiać miał Ojciec Pio), przez pirokinezę (rozpalanie ognia siłą umysłu), do opuszczania duszą/świadomością swojego ciała. To ostatnie to zjawisko eksterioryzacji (znanej z angielskiej nazwy OOBE – Out of Body Experience), czyli uczucia, że wychodzi się ze swojego ciała, mogąc je oglądać w trzeciej osobie, w „świecie astralnym”, nie mając materialnego ciała i widząc w trzystu sześćdziesięciu stopniach. Jest ono samo w sobie ciekawe, ale nauka tłumaczy to jako złudzenie, które mogą wywoływać także narkotyki. Istnieją przesłanki by sądzić, że szyszynka ssaków (w tym naczelnych) jest (1, 2) w stanie wydzielać jeden z nich – DMT (dimetylotryptamina).

Istnieje jeszcze jedna ciekawostka z kręgu parapsychologicznych. Swego czasu pewien piosenkarz, Jacek Stachursky, oznajmił w TVN, że rezygnuje z jedzenia, bo będzie się odżywiał energią słoneczną. Było to kilka lat po tym, kiedy ja przeszedłem podobną fazę ogłupienia. W Internecie mnóstwo wówczas było materiałów na ten temat. Dokładnie pamiętam (i czuję), jak wychodząc z domu w chłodniejszy dzień myślałem sobie, że nie chce mi się ubierać ciepłej kurtki, najwyżej dogrzeję się pobierając energię ze słońca przez krótką medytację podczas spaceru. Aż trudno nie dodać tutaj jakiejś śmiejącej się emotikony.

Zdawać by się mogło, że dużo tego wszystkiego, a to dopiero część spośród pseudonaukowych głupot, w jakie wierzyłem jako nastolatek. Gdybym miał podzielić to na rozdziały, to drugim byłby epizod „starej Ziemi”. Na forum parapsychologicznym (znowu) istniała grupka osób promująca pogląd, że Biblia opisuje tak naprawdę (w sposób metaforyczny) dzieje kosmitów słabszego gatunku ciemiężonego przez silniejszy, który przybył na ich planetę. Przejście przez Morze Czerwone miało być w rzeczywistości udaniem się w kosmos bez specjalnych technologii, co oznaczało cud. Istoty te miały potem przetrwać i rozsiaćy życie po innych planetach, w tym także na naszej, przekazując nam w formie Biblii tę historię. W tym miejscu mój przypadek potwierdza też przebadaną już (3) i potwierdzoną hipotezę, że wyznawcy teorii spiskowych często wierzą w coś zupełnie ze sobą sprzecznego. Poza tym co wyżej, uznawałem też istnienie ziemskich praludzi-gigantów, Atlantów czy medytujących (i nadal żywych) od tysięcy lat mnichów. Świetnym źródłem różnorodnych głupot jest książka „Ręce precz od tej książki”, która wpadła mi w ręce, gdy miałem około 16 lat. Co ciekawe, nigdy nie towarzyszył temu denializm ewolucyjny. Wciąż czytałem sporo artykułów popularnonaukowych i książek przyrodniczych i nie negowałem nigdy zachodzenia zjawiska ewolucji biologicznej (co u wierzących w pradawnych gigantów itp. jest dosyć częste). Donoszę, że podobnie sceptyczny byłem zawsze co do chematrailsów.


O przeświadczeniu, że istnieją dowody na reinkarnację nie będę szerzej opowiadał, za to chciałbym napisać o moim wegetariańsko-ekoaktywistycznym epizodzie. Było to również w okresie gimnazjalnym i pierwszej połowie licealnego. Działałem wtedy z Greenpeace (i jednorazowo w Polskim Towarzystwie Ochrony Przyrody Salamandra), zbierając podpisy pod inicjatywą ustawodawczą w sprawie powiększania parków narodowych, zwłaszcza Białowieskiego Parku Narodowego, obejmującego tylko część Puszczy Białowieskiej (choć skrycie marzyłem przede wszystkim o morskim rezerwacie, do dziś regularnie śledzę stronę helskiego Fokarium). Było to w roku 2010 i tę część działalności do dzisiaj sobie chwalę (zamyka to też usta tym, którzy zarzucają mi, że gdzie byłem, kiedy poprzednie rządy nie dbały o Puszczę Białowieską; na marginesie, wówczas chodziło o powiększenie obszaru parku narodowego, ostatnio zaś o to by nie została zniszczona).

Niestety nasiąknąłem również propagandą Greenpeace odnośnie GMO (jeśli moja mama kupiła jakieś podejrzanie duże jabłka czy truskawki, nie chciałem ich jeść uznając, że pewnie są zmodyfikowane genetycznie…), czy elektrowni jądrowych, co ciągnęło się za mną właściwie aż do początku studiów, zwłaszcza jeśli chodzi o atom. Jednocześnie nigdy nie negowałem globalnego ocieplenia i faktu, że jest napędzane działalnością człowieka. W tamtych czasach byłem też wegetarianinem, momentami także w formie radykalnej (mleko zabija, mięso gnije w jelitach i powoduje nowotwory, jedzenie mięsa oznacza bycie mordercą). Nie mogę jednak powiedzieć, że nie miało to swoich plusów. Do teraz bardzo lubię kotlety sojowe, krem z soczewicy czy napoje „mleka” roślinne. Dziś do wegetarianizmu mam podejście racjonalne – jeżeli jest to dieta odpowiednio zbilansowana, to jest zdrowa. Dodatkowo jej wyborem można przyczynić się do zmniejszenia produkcji odpadów, wykorzystania wody, wycinania lasów czy emisji gazów cieplarnianych (o ile nie towarzyszy temu bycie przeciwnikiem GMO). Zrezygnowałem z diety wegetariańskiej już dawno, ale staram się jeść niewielkie ilości mięsa i liczę na to, że na europejski rynek wejdą wkrótce spożywcze owady, których hodowla jest zdecydowanie mniej szkodliwa dla środowiska, a które również dostarczają białka i odpowiednich witamin. Jestem też zdania, że etycznie jest to lepsze od jedzenia kręgowców. Smażone prostoskrzydłe w pysznej panierce, z sosem majonezowym, słodko-kwaśnym, musztardowym, pomidorowym. Może w końcu zacząłbym regularnie chodzić do KFC?


Dopiero na ostatnim etapie mojej pseudonaukowości wszedłem na drogę medycyny alternatywnej. I podobnie jak wcześniej, tu również za sprawą internetowego forum o parapsychologii i zjawiskach niewyjaśnionych. Zaczęło się od tematu o powszechnej grzybicy ogólnoustrojowej, podobno pospolitej w całym społeczeństwie. O moim odgrzybianiu w wieku nastu lat już kiedyś pisałem, więc tutaj tylko w skrócie powiem, że polegało to przede wszystkim na piciu naparu z niewyobrażalnie, obrzydliwie gorzkiego piołunu. Co ciekawe, jest on toksyczny dla zwierząt, w tym ludzi, także w odniesieniu do układu nerwowego (4, 5). Wyobraźcie sobie teraz wyznawców medycyny alternatywnej, którzy dla zwalczania urojonej grzybicy piją to litrami.

Piołun, fot. David Monniaux

Później nastał czas uczenia się do matury rozszerzonej z biologii. Było to dla mnie zadanie trudne, ponieważ w liceum byłem w klasie „dziennikarskiej” i moimi przedmiotami rozszerzonymi był język polski, historia i WOS (czego nie żałuję). Biologię skończyłem już w drugiej klasie szkoły średniej. Przygotowanie się do matury przyniosło efekty – im więcej uczyłem się o biochemii, genetyce, cytologii, fizjologii, biologii ewolucyjnej, ekologii, tym mniej w powyższe teorie spiskowe wierzyłem, z czasem całkowicie je odrzucając.

Na studiach, mniej więcej do ostatniego roku licencjatu pozostało mi już tylko jedno poważne zaćmienie części mózgu. Choć motywowane ideologicznie i osobiście, to przekładające się na naukowe podejście do homoseksualizmu. Uważałem, że jakieś nieznane siły chcą sprawić, by wszyscy stali się homoseksualni, co miałoby doprowadzić do zniszczenia Unii Europejskiej czy USA. Szczególnie pamiętam moment, w którym sprawdzałem populację osób LGBT w San Francisco (która jest tam stosunkowo wysoka) myśląc po przejrzeniu wyników, że to miasto jest już stracone. Tak, jakbym przeczytał o rozprzestrzenieniu się w nim barbarzyńców albo epidemii. Wiedziałem, że homoseksualizmu się nie leczy, ale negowałem jego naturalne pochodzenie, że to coś normalnego w przyrodzie, zwłaszcza u ssaków. Z czasem zacząłem czytać naukową literaturę na temat przyczyn powstawania czy ewolucji homoseksualizmu, co opisywałem dwukrotnie na blogu i dziś już tylko z politowaniem (a czasem ze złością, zależy od sytuacji) patrzę na wszystkie fałszywe doniesienia o leczeniu homoseksualizmu, jego sprzeczności z naturą czy dewiacyjności.

Łukasz Sakowski

Po moich doświadczeniach mógłbym stwierdzić, że wiara we wszystkie te spiski po części wykreowała mój racjonalizm i pchnęła mnie w sceptycyzm. Być może przez takie przeżycia, choć myślę że nie tylko dlatego, mam też jakieś zrozumienie dla osób, które w niektóre teorie spiskowe wierzą. Nie chodzi o to, by taki stan rzeczy akceptować, ale potrafię sobie wyobrazić powody osoby silnie wierzącej w siły nadprzyrodzone albo kogoś śmiertelnie chorego i jego motywację do szukania pomocy w medycynie alternatywnej. Nie znaczy to oczywiście, że nie ma takich, którzy zatruwają umysły ludzi dla pieniędzy, sławy, dogodzenia swojemu narcyzmowi czy dla wpływów politycznych. Wszystko to widzimy także w Polsce i uważam, że trzeba to zwalczać. Z irracjonalizmu i kierowania się w podejmowaniu decyzji wiarą w nieprawdę wynika wiele nieszczęść, którym można by zapobiec, a wiele okazji na postęp może zostać oddalonych w czasie lub całkowicie przez to utraconych.

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób możecie ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu z Was staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

46 komentarze :

  1. Haha, ale się uśmiałam!!! I tym południe albo już kiedyś pisałeś, albo opowiadałeś mi prywatnie, ale te klimaty z telekinezą itd. rozczuliły mnie na maksa <3 Świetny tekst! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam dokładnie tak samo jak Ty i to praktycznie w tej samej kolejności tylko z tą różnicą, że nigdy nie miałam nic przeciwko LGBT. Pewnie znajome Ci są książki słynnych fantastów E.von Daenikena i Sitchina, bo ja w czasach gimnazjum miałam na nie totalną "fazę". "Ręce precz..." oczywiście też znam. Przeszło mi z tym wszystkim po pójściu na studia na chemię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, w gimnazjum nic do osób LGBT nie miałem, dopiero od liceum to się zaczęło zmieniać, chyba razem z narastającą w społeczeństwie (do dzisiaj) falą nietolerancji.

      Usuń
  3. Cyferki się zgadzają - na form "poza ciałem" przypadkiem nie siedziałeś? 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, forum na którym siedziałem jest już dawno skasowane.

      Usuń
    2. Łukasz, załóżmy, że właśnie przekonałeś jakiegoś pseudonaukowego oszołoma, że jest ciemny i potrzebuje wyrobić sobie naukowy sceptycyzm. Ten osobnik prosi cię o polecenie jednej książki, która da mu dobre wprowadzenie do tego tematu. Co to będzie za książka? Masz jakieś propozycje? Zaproponowanie książki typu np "samolubny gen" nie jest dobrym pomysłem, bo mamy tu do czynienia ze szczególnym przypadkiem zaniedbania intelektualnego, to za wysokie progi. Proponowana książka musi być specjalnie nacelowana na takie osoby. Czy istnieją książki tego typu w języku polskim?

      Usuń
    3. Tak. Zdecydowanie polecam Factfulness. Właśnie wyszło w języku polskim. Wczoraj miało premierę.

      Usuń
  4. Jestem neofitosceptykiem, sorry.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaką rolę odegrał Epoche i grupa racjonalisty ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. I jaki jest sens nabijanie się z cudów powszechnie uznanych? Aleś sobie wziął postać na widelec, o. Pio. Uwążaj, żeby on sobie Ciebie nie wziął w obroty bo wtedy będziesz naprawdę miał świat na głowie. A o cudzie eucharystycznym niedaleko Ciebie słyszałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cud uznany, to prawie jak najprawdopodobniejsza teoria :) Łukaszu, muszę przyznać, że miewasz mocno nawiedzonych czytelników :)

      Usuń
  7. Na szczęście moja mama uczyła mnie biologii, a tak to już jest, że do rodziców ma się większe zaufanie niż do obcych ludzi. Dzięki temu słysząc rozbieżny przekaz z lekcji biologii i religii, ukierunkowałem swoje myślenie na naukowe podejście do tematu, teorię ewolucji, budowę komórki, DNA, mechanizmy działania. Zauważyłem też, że najczęściej ludzie, którzy wierzą w takie zabobony najczęściej mają ograniczoną wiedzę na temat tego jak to wszystko działa (na zasadzie nie znam się więc się wypowiem). Osoby, które posiadają szerszą wiedzę na temat biologii, chemii czy fizyki są raczej mniej podatne na wiarę w paranaukowe bzdety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy ma rodziców nauki, a każdy zasługuje na dobrą edukację.

      Usuń
  8. Hipotezy jak najbardziej mogą być absurdalne, z UFO i telekinezą włącznie. Chodzi o sposób wersyfikacji. Jeśli inspiracją są pomysły o obcej cywilizacji, to nic nie stoi na przeszkodzie metoda naukową je zweryfikować. MNic w tym złego ani antynaukowego. Nauka jest tam, gdzie jest zdolność do refleksji i weryfikacji. Czasem mocno "odjazdowe" hipotezy czy programy badawcze nie dość ,że emocjonalnie wspierają do poszukiwań, to jeszcze inspirują do poszukiwania tam, gdzie nikt nie szukał. Nie ma co się kajać i bić w piersi. :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bardziej się usprawiedliwiam młodym wiekiem. :-)

      Usuń
    2. Może się komuś nie spodobać, ale osobiście tu wstawiłbym SETI - pożytki z tych badań są spore, ale sama idea jest praktycznie nieweryfikowalna - czajniczek Russella.
      Co do własnych doświadczeń, to oczywiście zawsze przejawiałem fascynacje różnymi "ciekawymi" teoriami - jak np. teoria "wodnej małpy" - i trochę żałuję, że ten temat umarł w taki sposób - wyznawcy teorii powoli się cofali na "z góry upatrzone pozycje", a naukowcom zabrakło motywacji, żeby zdecydowanie tą teorię odrzucić, na zasadzie "szkoda mi czasu na bezsensowne teorie". Z drugiej strony pojawiają się prace naukowe rozważające najdziwniejsze rzeczy. Może przyczyną jest to, że w biologii, mimo sporych postępów, jest wciąż mnóstwo do zrobienia.

      Usuń
  9. Też miałam takie jazdy jako nastolatka, nawet OOBE osiągałam (z pewną pomocą). Drugi ciężki epizod nastąpił w ciąży, przez chwilę byłam antyszczepem, niepokoiły mnie doniesienia o zagrożeniu związanych ze szczepieniami i zaczęłam się zagłębiać w temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh tak, antyszczepionkowcy niestety strachem skutecznie zatruwają ludzkie umysły. :-(

      Usuń
    2. OBE samo w sobie to nie pseudonauka. Ludzie tego doświadczają, oczywiście to nie jest realne wyjście poza ciało, tylko wrażenia bycia poza ciałem. Pseudonaukowa jest np. interpretacja doświadczenia bycia poza ciałem jako podróży astralnej czy podobnego crapu.

      Usuń
  10. Wierzę w naukę i w Boga tak, jakoś to godzę. Nie lubię jak ktoś naśmiewa się z wiary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię jak ktoś naśmiewa się z mojej wiary w jaszczuroludzi którzy rządzą światem

      Usuń
    2. "Nie lubię jak ktoś naśmiewa się z wiary."
      Większość wierzeń jest śmieszna. Te nieśmieszne są niebezpieczne.

      Usuń
    3. Brawo - dwie solidne odpowiedzi pod adresem Anonima. Nie napiszę co myślę o autorach bo mi znów post zostanie ocenzurowany.

      Usuń
    4. Wiara i nauka nie powinna występować w tym samym zdaniu. Religia to choroba umyslowa, nauka to metoda poznania rzeczywistości.

      Usuń
    5. Michale Kaczorowski - pozdrawiam "zdrowego" czlowieka w twojej osobie.
      ROTFL

      Usuń
    6. Zasadą nauki jest jej wyłączność z wiarą. Brak części wspólnej. Oczywiście jest i było wielu naukowców wierzących - trzeba tu wspomnieć, że słynna rosyjska szkoła matematyczna rozpoczęła w istocie jako stowarzyszenie petersburskich matematyków prawosławnych. Samego Karola Darwina jego własna teoria nie zmusiła do ateizmu. Tak czy inaczej jednak odkąd nauka zaczęła się uniezależniać, wiara i jej dogmaty systematycznie ustępują miejsca teoriom naukowym. Przestrzeń dla cudów i istot nadprzyrodzonych topnieje, a nauka zaczyna zajmować się tematami coraz bardziej trywializującymi życie duchowe - np. badania nad tzw. "przeżyciem religijnym", stawiając je na równi z innymi zjawiskami psychologicznymi.
      Także pewnie daje się to wciąż łączyć, ale takie podejście nie ma raczej przyszłości..

      Usuń
  11. Moja historia wygląda bardzo podobnie :) Całe szczęście, że uzmysłowiłam sobie parę rzeczy i przeszłam na "jasną stronę mocy". Pewnie gdzieś jeszcze mam "Ręce precz od tej książki" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś jest z tym wiekiem gimnazjalnym :) Ja przesiadywałam na forum Paranormalium i np. uczyłam się widzieć aury innych ludzi (hehe). Na szczęście w liceum zainteresowałam się fizyką i genetyką co sprowadziło moją fascynację zjawiskami paranormalnymi jedynie do poczytywania w wolnych chwilach fantastyki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Też w gimnazjum wierzyłem w podobne bajki. Próbowałem nauczyć się telekinezy i siałem propagandę wśród kolegów. Twierdziłem, że religia to ściema, ale nie potrafiłem nazwać się ateistą, bo wierzyłem w takie cuda. Na szczęście w technikum mi przeszło, a gdy uczyłem się na maturę z fizyki to zafascynowałem się nauką.

    Myślę, że tego typu historie to poważny problem wynikający w pewnym stopniu z systemu edukacji. Gdy dzieci muszą uczyć się nudnych wzorów z fizyki czy chemii to nie zauważają piękna i wartości metod naukowych. Zaczynają szukać czegoś co ich zaciekawi i zafascynuje. Nauka powinna być przekazywana z pasją i zaangażowaniem.
    Poza tym w szkole obok naukowych teorii i praw pojawiają się bajki szerzone na lekcjach religii przez co dziecku trudno odróżnić prawdę od mitu.
    Według mnie szkoła powinna dodatkowo uczyć tego w jaki sposób wyszukiwać prawdziwe informacje, jak odróżnić prawdopodobne teorie od pseudonaukowych wymysłów, oraz w jaki sposób najskuteczniej się uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Opis "nawrócenia na naukę" to przykład nuworysza, który chce być świętszy od papieża, dlatego przytoczę tutaj przykład węgierskiego lekarza Ignaza Philippa Semmelweisa, który zwalczał zakażenie "gorączką połogową" myciem rąk przed badaniem ciężarnej i został przez współczesnych lekarzy profesorów wyśmiany i wyrzucony z praktyki lekarskiej.
    Lobby profesorskie zarabia na głoszeniu jedynej słusznej teorii a ludzi podających argumenty doświadczalne ucisza.
    Nie będę się pastwił nad transformacją Lorenza, bo ona zakłada a priori nieistnienie ośrodka fal elektromagnetycznych (inaczej TL nie ma sensu) a fale istnieją i rozchodzą się tak jak inne fale w innym ośrodku ze skończoną prędkością (sic!) czyli ośrodek istnieje. TV działa.
    Podaję to jako przykład fałszowania nauki bo inżynierowie wiedzą o efekcie Sagnac'a i żyroskopy świetlne pracują w samolotach.
    "Negatywny wynik doświadczenia M-M" to przykład bezczelnego kłamstwa w każdym podręczniku wbrew rzeczywistości (pozytywne wyniki potwierdził doświadczalnie Dayton Miller, o którym podręczniki milczą).
    Polecam tekst https://wolnemedia.net/tlamszone-odkrycia-w-fizyce-2/
    Będzie tam o fałszerzu Arthurze Eddingtonie stwórcy Einsteina.
    Blogerowi polecam ochłodzenie umysłu bo Pana Boga za nogi nie złapał, jak sądzi, a historia nauki to przede wszystkim historia fałszowania rzeczywistości. (Nota bene NASA fałszuje zdjęcia z kosmosu bo NASA to DARPA.)
    Wiele przykładów podanych tu jako bzdury występuje realnie ale są sekowane przez oficjalną naukę i ośmieszane pseudonaukowymi tłumaczeniami profesorów a w laboratoriach wojskowych badane np. OOBE jest wywoływane w powtarzalny sposób technicznie i jest tylko potwierdzeniem, że sprytnie ułożone białko nie tworzy świadomości - nie siedzi ona w mózgu - ten to raczej jakiś interfejs.

    Przypadkowo trafiłem na blog ale zapamiętam . Może coś skomentuję.
    Motto: Tworzenie towarzystwa wzajemnej adoracji niczego nie posuwa do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wolnemedia, prawdziwie legitne źródło informacji XD

      Usuń
    2. Kuriozalne bzdury.. nawet nie chce się komentować. No może Sammelweiss ... wiesz, że on co prawda podał rozwiązanie problemu, ale nie podał żadnego wyjaśnienia dlaczego niby to miało działać - dlatego dopiero kiedy Pasteur potwierdził teorię zarazków (germ theory) przypomniano sobie o Sammelweissie.
      Te twoje fizyczne dowody nie dotykam, bo tu nawet nie ma z czym dyskutować - taie pomieszanie z poplątaniem, ze tego się rozplatać łatwo nie da - trzeba by zacząć od samego początku... a na to szkoda czasu..
      Absolutnie rozwaliłeś system wpisem "NASA to DARPA". Jako, że ledwie parę lat temu mieliśmy pokaz wspaniałej "kooperacji" między silnie powiązanymi agencjami rządowymi USA, to ten wpis po prostu rozkłada... rozumiem, że zdjęcia z rosyjskich satelitów to też DARPA...

      Usuń
  15. Jak ja to rozumiem. Wiele lat temu rodzice prenumerowali Faktor X. Nie powiem, wkręciłam się. Na szczęście nie było wtedy internetu i internetowych for, gdzie bym mogła "pogłębiać wiedzę". Ciekawe, gdzie bym była dziś, gdybym miała taką możliwość. Choć powiem, że Twoje rewelacje mnie zszokowały :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy tekst! :)

    Tylko czemu włożyłeś "zjawiska niewyjaśnione" do jednej szufladki z UFO, parapsychologią i teoriami spiskowymi? Zjawiska niewyjaśnione to właśnie coś, czym w szczególny sposób nauka powinna się zajmować i je wyjaśnić! W przeciwieństwie do pozostałych wymienionych w zdaniu rzeczy - nie mamy tu żadnej presupozycji, jakichś z góry przyjętych aksjomatów (np. "UFO istnieje").

    Interesowanie się medycyną alternatywną też wydaje się nie zasługiwać na potępienie - dopóki oczywiście do weryfikacji stawianych przez nią tez stosujemy metodę naukową.

    Czym innym jest interesowanie się daną dyscypliną, czym innym - przyjmowanie faktów na wiarę.

    Ja w gimnazjum przeżywałam coś podobnego do Ciebie, również byłam zajarana dziwnymi zjawiskami. Z czasem, gdy zaczęłam się bardziej interesować nauką, ta fascynacja przerodziła się w ciekawość, skąd się bierze wiara ludzi w te zjawiska, jak dałoby się je wyjaśnić naukowo (a wiele się da). Mnóstwo wydarzeń opisanych w Biblii daje się wyjaśnić poprzez naturalne zjawiska, np. opisana manna z nieba mogłaby być wydzieliną pewnych roślin. "Samoistnie" przemieszczające się przedmioty mogą zmieniać położenie na skutek niezauważalnych dla oka drgań spowodowanych np. położeniem budynku przy ruchliwej ulicy. Niezwykłe uczucie, jakie ogarnia ludzi w kościele - efektem działania infradźwięków z organów. Wiara w jednorożce mogła się wziąć ze znajdywania zębów narwali. I tak dalej.

    Więc to do czego zmierzam, to tylko - wiele z tych niby niesamowitych rzeczy ma wyjaśnienie naukowe i to jest właśnie fantastyczne! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem z medycyną alternatywną jest taki, że ludzie przed jej wyjaśnieniem już zaczynają ją stosować. Dlatego nie może być na nią zgody do momentu wyjaśnienia i potwierdzenia. A już na pewno nie bez konsultacji z lekarzem.
      Wiara w jednorożce to zamieszałaś porządnie - myślałem, że wszyscy wiedzą, że w muzeum w Stockholmie jest eksponowany skradziony przez Szwedów w czasie potopu moskiewsko-szwedzkiego prezent dla polskiego króla - właśnie "róg jednorożca", który był niczym innym tylko właśnie tym specyficznym wydłużonym kłem narwala. Także wiara w jednorożce (które pojawiały się na gobelinach średniowiecznych jest raczej starsza niż ten falsyfikat i nie ma w niej nic nadzwyczajnego - kryptozoologia to temat duży i fascynujący - ciekawe, ze obecnie traktowany jest już dużo mniejszymi emocjami, może dlatego, że parę z tych kryptozwierząt znaleziono i kryptozoologia z dziedziny opanowanej przez oszołomów przekształca się powoli w amatorskie poszukiwania wyjaśnień występowania nietypowych, unikalnych stworzeń. W końcu jest tak zawsze - od paranauki do nauki.

      Usuń
  17. Kojarzysz forum i archiwum KIPPIN :) Tez mialem okres fascynacji paranaukami, ale po wykonaniu szeregu doswiadczen ktore rzekomo mialy lamac zasady fizyki, zmądrzałem :) Niestety wiekszosc "paranaukowcow" nie zadaje sobie trudu by cokolwiek samodzielnie zbadac, zmierzyc a jedynie bezmyslnie powtarza zaslyszane rewelacje.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja mialem prawie że identycznie + przeglądałem magia.pun.pl
    Do dziś śmieje się, jak wspominam, że próbowałem stworzyć kulę energii między palcami i miałem wrażenie "grzania w palce" po czym zszokowany krzyczalem, ze to dziala xD

    OdpowiedzUsuń
  19. PODGLĄDAM TWOJA STRONĘ Z PRZYJEMNOŚCIĄ!
    Ze wzruszeniem przeczytałam tekst o Twoim dochodzeniu do nauki i naukowego myślenia .
    Ja jestem juz bardzo stara i przeszłam drogę odwrotną :) Dzieciństwo i młodość spędziłam w PRL z cenzura - żadnych "głupstw" nigdzie nie drukowano, a negatywny stosunek do religii był oficjalny -więc racjonalizm wyssałam z mlekiem matki i ojca ateistów i w szkole zaprotestowałam energicznie gdy mnie chciano przekonać ze mam anioła stróża , który jest , chociaż go nie widzę !!! Potem byłam nawet szefowa akademickiego koła ateistów i wolnomyślicieli . I tak dalej, miało być wszystko naukowo, "naukowo " i racjonalnie . W sumie pozostałam przy tym , ale z wiekiem zrozumiałam ze człowiek nie jest tylko racjonalny , i ze nawet ja taka nie jestem , i ze musze to zaakceptować.
    Potrzeba religii jest głęboką ludzka potrzebą "usensownienia świata " i znalezienia odpowiedzi na te pytania na które nauka nie odpowiada i nigdy nam nie odpowie - wartości, sensy, hierarchie , związki przyczynowe itd. Żyć z NIE WIEM jest trudno, religia w tym pomaga i niech tak bedzie . Pomaga tez filozofia, ale niestety do tego potrzeba wysiłku, a religia ma warianty i dla dzieci i dla dorosłych. Tak wiec na starość mam dużo wyrozumiałości dla irracjonalizmu, religii a nawet i głupoty ludzkiej. Bunt przeciw temu jest daremny i tylko sie traci nerwy. Natomiast w szkolnictwie i oświacie nie powinno sie tolerować wycieczek w te stronę i rozbudowa uczelni o jakieś teologie , medycyny alternatywne to kompromitacja i wstyd wielki! Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Co do homoseksualizmu to ja od zawsze miałem idealne same podejście. Męski - budzi odrazę i odruch wymiotny a żeński nie bardzo :) Nawet domyślam się skąd to się wzięło. Kiedyś nie było jego eksponowania i nie było tego tak widać. Wszelkie gesty czy jawne pokazywanie swoich odmiennych (czyli nienormalnych) zachowań było traktowane jak z obecnego darknetu czy krańców yt - bo wiadomo z czym homoseksualizm się wiąże, a to budziło i często budzi odrazę. Zakochana parka hetero budzić może zakłopotanie ale nie wstręt. Homoseksualizm może istniał od zawsze, ale to nie oznacza, że jest normalny. Jest powszechny na przestrzeni czasu, prawda. Jest odmienny od "założenia" natury i z tego powodu jest właśnie nienormalny.

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny artykuł, ale zastanawia mnie fragment na temat jedzenia mięsa. Oczywiście w zbilansowanej diecie spożycie go nie powinno w żaden sposób zaszkodzić i racjonalnie myśląc postępowanie takie jest okej, ale co z kwestią moralną? Chodzi mi o to, że kupując mięso czy jaja (przede wszystkim "trójki") dosłownie płaci się właścicielom hodowli przemysłowych za to, by nadal te hodowle prowadzili (a jak wiadomo, ciężko tam o zachowanie dobrostanu zwierząt - często mają problemy skórne, znaczną nadwagę, złamania, problemy społeczne i żyją w ogromnym stresie; zapewnione jest często jedynie absolutne minimum naturalnych potrzeb danego gatunku, zaś niektóre pomija się całkowicie, jak choćby potrzebę ruchu). Kupujący płaci też oczywiście za sam ubój zwierzęcia. Nawet produkcja mleka obarczona jest ogromnymi lukami w kwestiach moralnych - zdecydowana większość cieląt płci męskiej trafia na rzeź, bo z nich mleka nie będzie, porody u krów bywają bardzo ciężkie, niekiedy śmiertelne (jak to u wielu gatunków), także potrzeba ruchu jest zazwyczaj niezapewniona. Nie można też zapomnieć o obcinaniu bez żadnego znieczulenia zawiązków rogów u cieląt, tak samo pozbawionej znieczulenia kastracji i obcinaniu ogonków (przede wszystkim prosiąt) do 7 dnia życia, przycinaniu dzióbków kurcząt (które jest dla nich bolesne) i mielenia żywcem milionów z nich tylko dlatego, że przyszły na świat będąc nieodpowiedniej płci.
    Klient opłaca to wszystko.
    Racjonalnie podchodząc do tematu - człowiek jest gatunkiem dominującym i ma prawo do tego, na co pozwalają mu dostępne możliwości. Tylko czy naprawdę powinno się/można racjonalnym podejściem usprawiedliwiać przymykanie oka na moralność?

    Przytoczone przeze mnie przykłady to nie są skrajne przypadki, to codzienność w przemysłowej produkcji zwierzęcej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Podejście do racjonalizmu, które Pan prezentuje, przejawia się pychą właściwą dla stanu wiedzy o świecie w XIX wieku, kiedy to panowało przeświadczenie, że struktura rzeczywistości została już prawie poznana i wszystko co obserwujemy można opisać za pomocą kilku względnie prostych równań. Dzisiaj wiemy, że zjawiska zachodzące na poziomie kwantowym wymykają się racjonalnej interpretacji (http://www.foton.if.uj.edu.pl/documents/12579485/47bd5418-9c1c-4aa0-98e9-b69cfde0a6f2) i że obecny stan wiedzy zwyczajnie nie wystarczy, żeby jednoznacznie potwierdzić, lub zaprzeczyć istnieniu zjawisk nadprzyrodzonych (proszę zwrócić uwagę na to, że propozycje naukowych wyjaśnienia niezbadanych zjawisk, takich jak wrażenie wychodzenia z ciała, różnią się od tych nienaukowych jedynie tym, że powołują się na dostępną wiedzę, natomiast wcale nie dają definitywnej odpowiedzi co do tego, jaka jest natura zjawiska). Tym samym zakładanie z góry, że nie istnieje świat i zjawiska pozamaterialne jest tak samo naiwne jak ślepa wiara w we wszystko co można wyczytać w internecie.
    Ciekawy wykład na ten temat prof. Krzysztofa Meissnera: https://www.youtube.com/watch?v=CLxFIAS58D0
    Podobnie rzecz tyczy spisków. Historia świata, to historia zmów, intryg i władców, którzy nie mając żadnego autorytetu nad sobą (Boga) dopuszczali się horrendalnych czynów. Dlaczego niby dzisiaj miałoby być inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja tu z insta przyszedłem. Bardzo cenię sobie takie teksty. Mógłbym powiedzieć, że miałem podobne przemyślenia będąc nastolatkiem, chociaż całkowicie ich nie odrzucam z kilku powodów.
    Co do homoseksualizmu, wybacz wycieczkę prywatną, ale ja cały czas myślałem, że ty jesteś ze środowiska LGBT, może dlatego, że pierwszy raz znalazłem link do twojego bloga właśnie na jakimś forum LGBT ;)

    OdpowiedzUsuń