Skąd pochodzą żółwie? Wywiad z paleobiologiem PAN Tomaszem Szczygielskim

5 lutego 2020 roku w Muzeum Ewolucji PAN w Warszawie, o godz. 11, odbędzie się uroczyste odsłonięcie modelu żółwia Poterochersis porebensis. Jest to najstarszy znany nauce gatunek żółwia, a udało się go Panu i Pana współpracownikom odkryć w Polsce. Jaki jest planowany przebieg tego wydarzenia?

Na początku wraz z prof. Tomaszem Sulejem z Instytutem Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk opowiemy pokrótce o historii badań i najważniejszych odkryciach dotyczących triasowych szczątków żółwi z Polski. Następnie zaprezentujemy model i odpowiemy na ewentualne pytania zgromadzonych. 7 lutego o godzinie 14:00, również w Muzeum Ewolucji, wygłoszę dłuższy wykład o ewolucji żółwi. Serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych.

Dr Tomasz Szczygielski ewolucja żółwi
Dr Tomasz Szczygielski i wizualizacja żółwia Poterochersis porebensis, za: dr Tomasz Szczygielski

Czy odkryto w Polsce inne gatunki wymarłych żółwi?

Tak. W 2017 r. wraz z kolegami, Błażejem Błażejowskim i Danielem Tyborowskim, opisałem nowy rodzaj i gatunek jurajskiego żółwia z Owadowa – Owadowia borsukbialynickae – ale kopalne żółwie były znajdowane na terenie dzisiejszej Polski już w XIX w. Najstarszy raport do którego dotarłem pochodzi z roku 1888 i dotyczy fragmentów pancerza z jury pomorza. Bardzo duże zasługi ma na tym polu profesor Marian Młynarski, który od lat ’50 do ’80 XX w. scharakteryzował liczne znaleziska z jury Krzyżanowic i kilku stanowisk paleogeńskich i neogeńskich południowej Polski. Obrazu dopełnili moi koledzy z Instytutu, prof. Marcin Machalski i mgr Agnieszka Kapuścińska, którzy opisali w 2015 r. kredowego żółwia morskiego z Annopola. Prócz tego mamy kilka pojedynczych, niekompletnych okazów z triasu, z miejsc innych niż Poręba. Możemy więc powiedzieć, że żółwie miały swoich przedstawicieli w Polsce w każdym okresie geologicznym, począwszy od swojego powstania aż do dziś. Łącznie z prehistorii Polski znamy kilkanaście gatunków z co najmniej szesnastu stanowisk.

Co może Pan powiedzieć o ewolucji żółwi? Kim byli ich przodkowie? Jak przebiegała ewolucja biologiczna żółwi?

Ewolucja żółwi, zwłaszcza jej najwcześniejsze etapy, jest bardzo zagadkowa. Historycznie próbowano podczepić żółwiową gałąź ewolucyjną pod niemal wszystkie grupy czworonogów, włącznie ze zwierzętami uznawanymi dziś za płazy czy za krewniaków ssaków. Najczęściej uznawano żółwie za prymitywne gady, ze względu na lity, pozbawiony otworów skroniowych, dach czaszki. Największą popularność zyskała rozwinięta w latach ’90 hipoteza, że wywodzą się od permskich pancernych parejazaurów. Dopiero w ostatnich kilkunastu latach znaleziono szczątki zwierząt bez wątpienia należących do linii ewolucyjnej żółwi, ale niemających jeszcze pełnego pancerza, a bardzo niedawno dowiedziono że przodkowie żółwi mieli jednak okna skroniowe, które dopiero potem uległy zarośnięciu. Przed tymi odkryciami od triasu mieliśmy do czynienia z już dość typowymi żółwiami, mającymi zaawansowany plan budowy, trudno było więc zrozumieć jak przebiegał przeskok anatomiczny od bardziej typowych czworonogów. Niestety, nawet te formy pośrednie nie dają nam dość danych, by jednoznacznie rozwiązać enigmę pochodzenia żółwi. Analizy anatomiczne najczęściej umiejscawiają te zwierzęta przy morskich gadach z grupy Sauropterygia (jaszczuropłetwe – m. in. długoszyje plezjozaury), najczęściej u pnia linii ewolucyjnej prowadzącej do współczesnych jaszczurek. Istnieje jednak ryzyko, że taki układ jest wymuszony przez nabyte niezależnie u przodka żółwi i u gadów morskich cechy związane z wodnym środowiskiem życia. Dane genetyczne natomiast konsekwentnie wiążą żółwie z gadami naczelnymi (Archosauria), których dzisiejszymi przedstawicielami są ptaki [kladystycznie] i krokodyle. Nie jesteśmy jednak obecnie w stanie wskazać wielu cech anatomicznych, które by wspierały takie pokrewieństwo. Zapewne żółwie wyodrębniły się mniej więcej w tym samym czasie, w którym rozeszły się linie prowadzące do jaszczurek i krokodyli, brakuje jednak znalezisk dokumentujących ten moment.

W ostatnich latach modna stała się hipoteza, po raz pierwszy sformułowana na początku XX w., że bliskim krewniakiem żółwi jest permski Eunotosaurus africanus. Ma on nieco cech przypominających żółwiowe (np. skrócony tułów, poszerzone żebra), ale moje badania wskazują, że jest to raczej wynik ewolucji zbieżnej niż prawdziwego pokrewieństwa. Po pierwsze, eunotozaur jest bardziej podobny do zaawansowanych żółwi niż do ich bezpośrednich przodków. Jego żebra są szersze, kręgosłup krótszy, modyfikacje łap silniej wyrażone – krótko mówiąc, pod pewnymi względami jest bardziej zaawansowany niż należałoby oczekiwać od przodka żółwi. Po drugie, w zasadzie wszystkie cechy sugerujące takie pokrewieństwo są zebrane w tułowiu (a więc w, nazwijmy to, jednym module funkcjonalnym, który ewoluował jako całość) i bardzo możliwe, że są związane z ryjącym [w ziemi] trybem życia eunotozaura. Niestety, cechy wynikające bezpośrednio ze środowiska życia zwierzęcia mogą być dość łatwo wykształcane niezależnie od siebie przez różne, niespokrewnione blisko gatunki, takie jak ryby, delfiny i ichtiozaury; amfisbeny i płazy beznogie; krokodyle i fitozaury, a zatem nie są wartościowe dla rozważań filogenetycznych. Po trzecie, na drzewach pokrewieństw to raczej eunotozaur doczepia się do żółwi niż żółwie do eunotozaura – jego pozycja jest niepewna, zatem nie pomaga nam rozwikłać naszego problemu.

Skamielina żółwia Poterochersis porebensis. Za: dr Tomasz Szczygielski

Ewolucja żółwi samych w sobie jest już lepiej poznana. Wiemy obecnie, że w triasie i wczesnej jurze istniało wiele gatunków nieklasyfikujących się do żadnej z dzisiaj żyjących grup. Dopiero w środkowej lub późnej jurze doszło do wydzielenia się ewolucyjnych gałęzi żółwi skrytoszyjnych (Cryptodira, wciągających głowę pod pancerz przez esowate wygięcie szyi w płaszczyźnie pionowej) oraz bokoszyjnych (Pleurodira, wtulających głowę pod krawędź pancerza przez boczne wygięcie szyi). Proterochersis, czyli rodzaj mieszczący naszego żółwia z Poręby i jego krewniaka z Niemiec, początkowo był uznawany za przedstawiciela tej ostatniej grupy, co sugerowałoby bardzo wczesne jej wydzielenie, bo już w późnym triasie. Wprawdzie szyja Proterochersis nie została nigdy znaleziona, ale taka klasyfikacja była argumentowana przyrośnięciem miednicy do pancerza, co jest charakterystyczne dla żółwi bokoszyjnych. Z czasem ten przebieg ewolucji był jednak coraz częściej kwestionowany na rzecz późniejszego podziału na Cryptodira i Pleurodira, a moje badania pozwoliły odnaleźć liczne cechy pierwotne u Proterochersis i zidentyfikować go jako przedstawiciela najpierwotniejszej linii tych gadów.

Co z charakterystyczną skorupą? Dlaczego powstał taki twór?

Pancerz żółwi również kryje wiele zagadek. Przede wszystkim jest bardzo złożoną strukturą. Jego górna część (karapaks) zawiera w sobie poszerzone żebra, wyrostki kolczyste kręgów, prawdopodobnie zmodyfikowane kości skoblowe (cleithra – elementy obręczy barkowej obecne u ryb kostnoszkieletowych i wciąż duże u pierwszych czworonogów, ale stopniowo utracone u bardziej zaawansowanych form) i brzegowy pierścień kości skórnych (osteoderm – to one tworzą pancerze np. u krokodyli, dinozaurów pancernych czy pancerników). Dolna część (plastron) zbudowana jest z przekształconych obojczyków, międzyobojczyka i gastaraliów – kości skórnych potocznie nazywanych żebrami brzusznymi, ale z prawdziwymi żebrami niemających nic wspólnego. Mamy tam więc elementy wewnątrzszkieletowe (żebra, kręgosłup), zewnątrzszkieletowe części obręczy barkowej (obojczyki, międzyobojczyk, kości skoblowe) i dwie generacje typowego, skórnego szkieletu zewnętrznego (gastralia i osteodermy). I to wszystko, jakimś cudem, złożone w jednowarstwowe pudełko otaczające cały tułów zwierzęcia i przykryte zazwyczaj zestawem tarcz rogowych. Interpretacja skorupy żółwi nie jest więc łatwa i w dalszym ciągu nie ma pełnego konsensusu np. co do tego, czy żebra w tym wypadku traktować jako przekształcone kości odchrzęstne (wewnątrzszkieletowe), które wtórnie nawiązały kontakt z tkanką skórną, czy też połączenie kości odchrzęstnych z dominującym udziałem elementów skórnych.

Żeby było jeszcze ciekawiej i dziwniej, żółwie są jednymi kręgowcami, u których klatka piersiowa, wbudowana przecież w skorupę, jest zewnętrzna względem łopatek. Mają zatem dalece zmodyfikowany układ mięśniowy. Niedawne odkrycia pozwoliły nieco lepiej zrozumieć jak przebiegała ewolucja pancerza. Wiemy na przykład, że plastron pojawił się jako pierwszy. To dość zaskakujące, bo u większości grup pancernych czworonogów najpierw osłonięciu ulega grzbiet. Wyjaśnienia tego fenomenu są obecnie dwa. Po pierwsze, plastron mógł pełnić funkcję balastu w środowisku wodnym – różnego rodzaju obciążniki są dość częste u zwierząt o umiarkowanych adaptacjach do pływania. Po drugie, mógł służyć jako zabezpieczenie przed atakiem drapieżników z głębin. Karapaks powstał jako drugi, prawdopodobnie również do obrony przed drapieżnikami, ale też być może jako stabilizacja tułowia. Obecnie skorupa pełni też liczne dodatkowe funkcje, np. jako rezerwuar wapnia i tlenu dla gatunków wodnych czy bufor metabolitów.

Niezwykle interesujących i zaskakujących danych dostarczyły nam także żółwie z Poręby, ponieważ część z okazów prezentuje doskonale widoczne szwy otaczające kości pancerza. To rzadkość, gdyż większość triasowych okazów (także tych z Poręby) ma w pełni pozrastane skorupy – kości zlały się ze sobą, nie zostawiając po szwach ani śladu. Te osobniki, u których szwy są nadal widoczne, są zawsze bardzo niekompletne. Brakowało nam więc niemal zupełnie danych na temat tego ile kości wchodziło w skład pancerza najwcześniejszych żółwi i jaki był ich układ. Na podstawie znalezisk z Poręby, a także porównując je z okazami z Niemiec, udało się w końcu określić, że Proterochersis miał w swoim pancerzu o wiele więcej elementów niż dzisiejsze gatunki. Zwłaszcza w przedniej i w tylnej części karapaksu obserwujemy mozaikę drobnych, nieregularnych kosteczek. Bardzo możliwe, że jest to stan pierwotny dla żółwi i dopiero z czasem struktura pancerza uległa uporządkowaniu, a liczba kości – zmniejszeniu. To byłaby swego rodzaju optymalizacja, gdyż szwy były w tym wypadku słabymi punktami. Żeby potwierdzić tę hipotezę potrzebujemy jednak więcej danych o strukturze pancerza u innych triasowych gatunków.

Czy żółwie morskie wyewoluowały raz czy wielokrotnie, niezależnie?

Dzisiejsze żółwie morskie (Chelonioidea) są najprawdopodobniej przedstawicielami jednej linii ewolucyjnej, której wszyscy członkowie żyli w morzach. Tak wąsko rozumiane żółwie morskie wyewoluowały więc raz. Ale patrząc wstecz, możemy natknąć się na liczne gatunki kopalne o różnie wykształconych adaptacjach do życia w wodach słonych. W wypadku żółwi skrytoszyjnych (do których zaliczają się Chelonioidea) i ich najbliższych krewnych sytuacja jest nieco zagmatwana. Formułowane były hipotezy o pokrewieństwie wszystkich lub prawie wszystkich ich morskich przedstawicieli. Zazwyczaj przyjmuje się jednak, że różne ich linie wiązały się ze środowiskami słonowodnymi niezależnie od siebie. Patrząc szerzej, dostrzeżemy jednak, że niegdyś istnieli także morscy przedstawiciele żółwi bokoszyjnych i u nich związek z morzami ewidentnie pojawiał się kilkukrotnie i niezależnie od żółwi skrytoszyjnych. W dodatku chińscy przodkowie żółwi z późnego triasu również byli zapewne zwierzętami morskimi. Wspomnieć tu można też o tym, że pierwsze prawdziwe żółwie były głównie lądowe, począwszy od jury zdecydowana większość gatunków zamieszkiwała i zamieszkuje nadal wody słodkie, a dzisiejsze żółwie lądowe (Testudinidae) wydzieliły się prawdopodobnie dopiero w paleogenie. Od swoich początków, cała grupa ma więc dosyć złożoną historię migracji między środowiskami.

Dlaczego współcześnie naturalnie występuje tak niewiele gatunków żółwi w Polsce? W zasadzie, nie licząc inwazyjnych, jest to jedynie żółw błotny.  

Prawdopodobnie jest to wypadkowa klimatu – żółwie i gady w ogóle osiągają wszak największą różnorodność w obszarach okołorównikowych – ale też historii i warunków geograficznych Europy. Z Zachodu na Wschód rozciągają się pasma górskie, które w czasie zlodowaceń utrudniały lub uniemożliwiały migracje na południe, w cieplejsze rejony, zaś po ustąpieniu lodowca – migracje na północ i zasiedlanie naszych terenów zwierzętom z bardziej południowych obszarów. Ciepłolubne gady zostały więc na naszym obszarze przetrzebione i już, a może jeszcze, nie wróciły. Również dla żółwi morskich dzisiejszy Bałtyk nie jest raczej wymarzonym środowiskiem – dostęp do naszego morza jest w znacznym stopniu zamknięty, zasolenie bardzo niskie, a i czystość wód pozostawia sporo do życzenia.

Jak wygląda laboratorium paleobiologiczne? Czym się wyróżnia?

W wielu aspektach wygląda inaczej dla każdego paleobiologa. Jedną z zalet tej pracy jest fakt, że każdy może dostosowywać metody badań do swoich potrzeb i zainteresowań. Zazwyczaj jednak mamy do czynienia z preparacją zebranych okazów, by oczyścić je ze skały – pierwszym przystankiem jest więc często preparatornia. Preparacja może mieć formę mechanicznego usuwania osadu przy pomocy zwykłego młotka i dłuta lub igły, specjalnego dłuta pneumatycznego czy piaskarki albo jego chemicznego rozpuszczania przy użyciu kwasów i innych substancji – różnych w zależności np. od budulca skamieniałości (węglan wapnia lub fosforan wapnia), wielkości, typu skały itd. W niektórych sytuacjach skała jest na tyle miękka, że wystarczy opłukać okaz albo zostawić go na pewien czas w ciepłej wodzie, a potem oczyścić szczotką.

Mikropaleontolodzy często poświęcają długie godziny na przeglądanie rozpuszczonych skał pod binokularem w celu odseparowania interesujących ich okazów od nierozpuszczonych ziaren mineralnych. W niektórych sytuacjach daje się to zrobić sprawniej, z wykorzystaniem np. cieczy ciężkiej, mającej gęstość pośrednią pomiędzy skamieniałościami a niechcianym osadem – wówczas jedna frakcja unosi się na powierzchni, a druga opada na dno – lub innych metod.

Klasyczne badania morfologiczne na tym etapie w zasadzie się kończą – kształt wypreparowanych okazów jest porównywany z innymi gatunkami na podstawie literatury lub własnych obserwacji i opisywany. Oczywiście zawsze niezbędna jest wizualizacja opisywanych struktur, więc stałą częścią laboratorium jest studio fotograficzne, niekiedy składające się tylko z aparatu, skali i źródła światła, oraz komputer z programami graficznymi i tabletem do rysowania i tworzenia figur. W wypadku bardzo małych okazów często stosuje się elektronowy mikroskop skaningowy.

Coraz częściej korzystamy też z powierzchniowych skanerów 3D – to urządzenia pozwalające szybko i łatwo wykonać trójwymiarowy model okazu. Takie modele są użyteczne jako suplementy do publikacji (każdy czytelnik może wtedy obejrzeć okaz ze wszystkich stron by lepiej zrozumieć opis i zweryfikować go) oraz jako materiał porównawczy (zwłaszcza w wypadku materiałów z zagranicznych kolekcji – wykonujemy wirtualną kopię do dalszych prac). Świetną metodą tworzenia modeli 3D, dającą niekiedy lepsze rezultaty niż skanery powierzchniowe i niewymagającą specjalistycznego sprzętu (tylko zestaw fotograficzny) ale bardziej praco- i czasochłonną, jest fotogrametria. Jeśli zaś zależy nam na zobrazowaniu wnętrza badanej skamieniałości, używamy tomografii komputerowej. Wirtualne rekonstrukcje okazów, poza wartością dokumentacyjną, mogą być wykorzystane w wielu analizach, na przykład badaniach wytrzymałości, aero- lub hydrodynamiki, biomechaniki itd. Wszystko to odbywa się na zasadzie symulacji, wymaga więc dość mocnych komputerów.

Niekiedy interesuje nas budowa tkanek lub mikrostruktura, której tomografia nie jest w stanie zwizualizować. W takich wypadkach w specjalnej pracowni wykonywane są szlify histologiczne – okaz jest przecinany, przyklejany wypolerowaną powierzchnią do szkiełka mikroskopowego, a następnie zeszlifowywany do grubości kilkudziesięciu nanometrów. Takie preparaty obserwuje się wtedy w świetle przechodzącym, często spolaryzowanym by uwidocznić układ włókien i warstw kości. Niektórzy paleobiolodzy prowadzą też różnego rodzaju analizy geochemiczne, izotopowe, wykorzystują w badaniach konkretne widma promieniowania. Wszystkie te metody wymagają oczywiście odpowiedniego sprzętu i oprogramowania. Można więc powiedzieć, że laboratorium paleontologiczne ma wiele pomieszczeń, które są wykorzystywane w różnych konfiguracjach przez różnych badaczy.

Na czym polega wcześniejsza praca paleobiologa, zanim uda się z zebranymi próbami do labu?

Przede wszystkim na znalezieniu i wydobyciu skamieniałości w czasie wykopalisk. Co roku mój Instytut organizuje wykopaliska dla studentów z całej Polski. Metody pracy zależą od konkretnego stanowiska, przede wszystkim od typu skał. Tam, gdzie mamy do czynienia z dość miękkimi mułowcami i iłowcami, możemy pracować przy użyciu kilofów i młotków. W stanowiskach, gdzie skały są twardsze (piaskowce, zlepieńce), musimy korzystać z pomocy koparki. Prócz wykopalisk w już znanych miejscach cały czas szukamy nowych bogatych w skamieniałości odsłonięć. Głównie wiąże się to z podróżowaniem do miejsc w których interesujące nas warstwy skalne mogą ulegać eksponowaniu spod młodszego nadkładu gleby – np. tam, gdzie trwają prace ziemne związane z budową dróg albo w miejsca pozyskiwania materiału dla cegielni czy cementowni. Czasem udaje się znaleźć interesujące miejsca przypadkiem, czasem informują nas o nich kolekcjonerzy-amatorzy. W ocenie, czy w danym regionie prawdopodobne jest odnalezienie interesujących nas warstw geologicznych, pomagają mapy geologiczne. Czasem na pierwszy rzut oka, po kolorze i grubości uziarnienia skał, jesteśmy w stanie stwierdzić czy w danym miejscu jest szansa na znalezienie skamieniałości. Niestety, czasem napotykamy na opór właścicieli gruntów, którzy nie chcą nas wpuścić na swoje tereny. Najczęściej obawiają się utrudnień, myślą że jeśli coś znajdziemy to, na przykład, będziemy mogli zatrzymać toczące się tam inwestycje. Niesłusznie – w przeciwieństwie do archeologów nie mamy prawie żadnych uprawnień tego typu. Możemy co najwyżej grzecznie poprosić o umożliwienie wstępu i uratować co się da.

żółwie ewolucja
Stanowisko paleontologiczne w Porębie. Za: dr Tomasz Szczygielski


Skąd u Pana zainteresowanie paleobiologią i ewolucją żółwi?

Jak większość osób, interesowałem się dinozaurami gdy byłem dzieckiem. I nie tylko nimi – w podstawówce bardzo interesowała mnie też anatomia, zoologia i mineralogia. Później szkoła te zainteresowania dość skutecznie zabiła – niestety program nauczania i  kryteria oceniania były jakie były, a teraz w szkołach jest jeszcze gorzej... Gimnazjum spędziłem w klasie dwujęzycznej, liceum w dziennikarskiej. Kiedy jednak musiałem wybrać, jakie przedmioty zdawać na maturze, uznałem że biologia będzie niezłym wyborem, właśnie ze względu na te dawne zainteresowania. Udało mi się ją zdać, rekrutowałem się potem na różne kierunki studiów: biologię, anglistykę, psychologię. W pierwszej turze dostałem się na pierwszy z nich i, niejako z lenistwa, tam już zostałem. Nie żałuję, choć w SGGW, gdzie studiowałem, o paleobiologii słyszało się bardzo mało. W momencie wyboru tematu pracy licencjackiej również byłem niezdecydowany. Typowa praca laboratoryjna czy terenowa zdawała mi się raczej nudna i uciążliwa. Ponownie więc zwróciłem się ku zainteresowaniom z młodości i – z braku ekspertów na mojej uczelni – postanowiłem skontaktować się z prof. Magdaleną Borsuk-Białynicką z Instytutu Paleobiologii PAN. Moim pierwszym pomysłem były badania na temat opierzonych dinozaurów. Pani profesor nawet przygotowała mi wydruki kilku publikacji poruszających to zagadnienie, jednak odradzała podjęcie się go, argumentując to brakiem w Polsce odpowiednich skamieniałości. Zamiast tego zaproponowała mi zajęcie się kwestiami pochodzenia i wczesnej ewolucji żółwi, ze względu na niedawno odkryte stanowisko w Porębie. Moja praca magisterska dotyczyła już konkretnie okazów żółwi z Poręby, a doktorat był jej rozwinięciem i uwzględniał też zbiory niemieckie.

Co ciekawego można zobaczyć w warszawskim Muzeum Ewolucji w zwykły dzień, kiedy nie ma konferencji i uroczystości?

Przede wszystkim kolekcję kredowych dinozaurów z Mongolii, zebraną przez polsko-mongolskie ekspedycje w latach ’60 i ’70, oraz triasowych czworonogów z Krasiejowa i Lisowic. Zapraszam również na małą wystawę na temat żółwi z Poręby, gdzie można zobaczyć najciekawsze okazy. Niedawno Muzeum otworzyło też ekspozycję dotyczącą zwierząt morskich. Godne uwagi same w sobie są liczne modele autorstwa Marty Szubert.

A na koniec, na kogo Pan głosował w Biologicznej Bzdurze Roku 2019?

Być może, ze względu na moje zainteresowania, najoczywistsze by było głosowanie na wypowiedź pani Ewy Kopacz o dinozaurach, ale wśród nominowanych były wypowiedzi o wiele bardziej szkodliwe. Zastanawiałem się nad głosem na antyszczepionkową wypowiedź pana Cejrowskiego albo wypowiedź o dodatkach do żywności pana Sachajko. Ostatecznie jednak mój głos poszedł na cytat „Karpie nie mają co prawda systemu nerwowego” pana Rafała Ziemkiewicza, za jego czystą absurdalność. Podejrzewam, że – wbrew tonowi i celowi swej wypowiedzi – pan Rafał skrycie jest czuły na los karpi. Gdyby zabił choć jednego, to prawdopodobnie układu nerwowego u tych zwierząt by nie przeoczył.

Wywiad z paleobiologiem, doktorem Tomaszem Szczygielskim z Instytutu Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

1 komentarze :

  1. Taki świetny tekst, no ale trzeba było na koniec trochę propagandówy wetknąć...

    OdpowiedzUsuń