Kategorie:

8 pseudoargumentów dyskusyjnych przeszkadzaczy

Merytoryczne dyskusje są
niezwykle ciekawe, nawet jeżeli ścierają się w nich odległe koncepcje,
światopoglądy, idee czy nie przepadający za sobą ludzie. Jednak w momencie, w
którym możliwe jest wtrącanie się – czyli praktycznie w każdym medium
społecznościowym – zaczyna panować chaos, debata się rozmywa, sami
zainteresowani tracą ochotę na rozmowę. W dzisiejszym wpisie chciałem
przedstawić garść „argumentów”, stosowanych przez takich dyskusyjnych
„przeszkadzaczy”, wtrącających się (celowo lub nieświadomie) z
niemerytorycznymi, absurdalnymi, nielogicznymi, niekonstruktywnymi czy
złośliwymi uwagami, twierdzeniami, generalnie komentarzami, które nie powinny
wychodzić na światło dzienne

pandemia COVID19


„Synku”, „smarkaczu”

Atakowanie za czyiś młody wiek
i/lub wygląd to standard ze strony niekulturalnych, starszych osób obudowanych poczuciem wyższości.
Jasne jest, że przeciętnie bardziej wiekowy człowiek jest lepiej doświadczony i
mądrzejszy od młodszego, ale obraźliwe wypominanie wieku to żałosny sposób na poniżenie
rozmówcy, a nie na normalną, uczciwą rozmowę. Takie reakcje, jak podtytułowe, ze strony niektórych są normą nawet przy wyjątkowo kulturalnej
próbie dyskusji. Po prostu według niektórych osoba młodsza nie ma prawa kwestionować zdania starszej. Uważam jednak, że mylą się osoby, które sądzą, że ze starszymi się nie dyskutuje,
choćby nie wiadomo jakie głupoty opowiadali czy, co gorsza, jak łe podejmowaliby decyzje. 

„Ok, boomer”

Z drugiej strony młodzi ludzie
często wtrącają się w dyskusje z modnym ostatnio „Ok, boomer”, mającym
oznaczać, że ktoś jest za stary, nie rozumie, nie wie i nie ma sensu z nim
dyskutować. Oczywiście takie komentarze nic nie wnoszą. Dają młodzikowi czy
młódce chwilowe samopoczucie „wygranej”, ale nie są merytoryczne, za to podobnie
jak przykłady z akapitu wyżej, są po prostu nieuczciwe. Brak zrozumienia między
pokoleniami zapewne będzie się w przyszłości nasilał, bo zmiany (dotyczące na
przykład nowych technologii) zachodzą tak szybko, że tak jak kiedyś życie
babci, matki i córki (czy dziadka, ojca i syna) było mniej więcej takie same,
tak teraz nawet kilka lat różnicy między rodzeństwem może stanowić poważną
granicę dla komunikacji. Nie znaczy to jednak, by okopywać się w swoich
„bańkach”, obrażać i atakować, zakładać, że każdy starszy człowiek nie jest w
stanie czegoś zrozumieć bądź że nie może mieć racji, kiedy wspomina dawne
czasy.

„Mówi się o tym już od trzydziestu lat”

Niedawno w dyskusji ze
zwolennikiem pseudonaukowej idei dotyczącej otyłości spotkałem się ze
stwierdzeniem, że on ma rację, bo o jego postulacie „mówi się od 30 lat”. Nie
było to moje pierwsze zderzenie z tego rodzaju argumentem (o tym, że Janusz Korwin-Mikke
mówi o czymś od 30 lat zapewne też już słyszeliście). Są rzeczy, o których
poszczególni ludzie lub grupy, środowiska, mówią nawet dłużej, ale to nie
znaczy, że mają rację. Gdybym dzisiaj zaczął twierdzić, że ludzie to ryby, to
czy za trzydzieści lat miałbym rację z tego tylko powodu, że w kółko to
powtarzam? Wiele absurdów krąży między ludźmi od dawien dawna, część przechodzi
nie raz nawet do mainstreamu, ale wartość takiego argumentu jest zerowa.

„Nie zesraj się”

Jeszcze kilka lat temu, gdy ktoś
stwierdził coś, co innemu się nie spodobało, mógł niejednokrotnie usłyszeć w
odpowiedzi „Nie zesraj się”. Nadal można się z tym „argumentem” spotkać, ale
zauważyłem, że jest coraz częściej wypierany przez „Zesrałeś/aś się” lub
„Zrzygałeś/aś się”. Wartość merytoryczna i poziom jest ten sam, ale forma dokonana
sprawia, że łatwiej tym wybić kogoś z rytmu w trakcie dyskusji, więc siłą
rzeczy „skuteczniejsza” docinka pokonuje swoją poprzedniczkę w arsenale nieuczciwych
dyskutantów i jest chętniej stosowana.

„Jak Hitler”, „jak faszyści”

Tradycyjne ad hitlerum,
czyli porównywanie kogoś do Adolfa Hitlera czy określanie jego poglądów, tez,
argumentów, opinii, jako nazistowskich, jest już mocno oklepane. Wciąż można
się z nim spotkać, ale według moich obserwacji wypierane jest przez
doszukiwanie się w czyichś dowodach faszyzmu. Takie populistyczne
etykietkowanie nie wnosi do dyskusji niczego. Osoba stosująca taki „argument”
pokazuje swoje braki a osoba, do której go skierowano, czuje się
obrażona. Tymczasem debata tkwi w miejscu i do niczego nie prowadzi.
Nadużywanie porównań do nazizmu czy faszyzmu niestety bardzo obniżyło moc
„rażenia” tych słów. Bo skoro każdy każdego może dziś arbitralnie nazwać
nazistą, faszystą czy neofaszystą, to znaczenie tych wyrazów po prostu się
rozmywa.

„Lewak”

„Lewak” czy „lewactwo” to kolejne pozamerytoryczne etykietki przyczepiane do kogoś, jeśli jego tezy i argumenty odbiegają od przyjętych przez przeciwników dyskusyjnych poglądów. Nie zliczę, jak wiele razy
określano mnie „lewakiem” albo mojego bloga „lewackim”, za pisanie o
biologicznych podstawach homoseksualizmu czy o systemowym zwalczaniu epidemii
nadwagi i otyłości, na przykład przez nakładanie akcyzy na słodycze lub
znakowanie „prootyłościowych” produktów w podobny sposób, jak przy papierosach. Doszukiwanie się „lewactwa” czy tym bardziej oskarżanie kogoś o bycie
„lewakiem” nic nie wnosi i stanowi kolejny przykład pozamerytorycznej formy
dyskusji.

„Przekupiony”, „Kto Ci za to
płaci?”

Jeżeli zamiast odpowiedzieć na
przedstawione argumenty, węszysz finansowy spisek, to wiedz, że coś jest nie
tak. Konflikty interesów to poważna sprawa wymagająca profesjonalnego dochodzenia i
weryfikowania informacji. Rzucanie na prawo i lewo zarzutami, że bloger,
publicysta czy zwykły komentujący, który ma odmienną opinię od naszej, jest
przekupiony i opłacony przez takie czy inne, niedookreślone organizacje, co skrzętnie ukrywa
przed światem, budzi zażenowanie i w żadnym razie nie przekonuje do czegokolwiek. Jeśli zaś ewentualny konflikt interesów został dobrowolnie, etycznie ujawniony, nie powinien być główną osią sporu i powodem do krytyki.

„Nie masz wykształcenia”

Ludzie z wyższym wykształceniem
wywyższający się, że oni je mają, a inni nie, i tym samym mają większe prawo do
tego czy tamtego, także budzą zażenowanie. Wytykanie komuś, że nie skończył
studiów, doktoratu albo że nie ma profesury, ma się nijak do merytorycznej
dyskusji. Oczywiście wyższe wykształcenie w poszczególnych dziedzinach zwiększa szansę na to, że ktoś w danym temacie będzie więcej wiedział i
mądrzej się wypowiadał, ale samo debatowanie nad czyimiś stopniami i tytułami
nie ma żadnego sensu. Naczytałem się już, choćby w komentarzach na portalu
Facebook, tylu szorujących poziomem po dnie awantur z udziałem uznanych doktorów
i profesorów, wypowiadających się w mediach, wykładających na najważniejszych
polskich uczelniach i mających poświęcone im artykuły na Wikipedii, że niewiele
mnie już w tej kwestii zdziwi. Dyskutujmy jak człowiek z człowiekiem, a nie jak człowiek z inżynierem, magistrem, doktorem czy profesorem.

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

 

Najnowsze wpisy

`

23 myśli w temacie “8 pseudoargumentów dyskusyjnych przeszkadzaczy

  1. Sorry, ale jeśli ktoś kto ledwo dociągnał wykształcenie podstawowe i próbuje się kreować na fachowca plecąc o płaskiej ziemii czy innych nopach, to należy go sprowadzić na ziemię. Po coą tych naukowców mamy, nie?

    1. Ale ja nie napisałem o tym, że naukowcy są niepotrzebni, tylko że przebijanie się na wykształcenie nie jest merytorycznym argumentem.

    2. Co z tego, że ktoś skończył naukę na podstawówce? Co z tego, że zamiast liceum/uniwersytety wybrał dla siebie inną drogę? Jeśli ktoś skończył polonistykę, to znaczy że ma większą wiedzę o fizyce kwantowej niż osoba po podstawówce? Nie ma co oceniać ludzi po stopniu naukowym. Jak wspomniane zostało w artykule, sam widziałem profesorów, których gadali kompletne głupoty. Widziałem też ludzi bez wykształcenia, a zdecydowanie tak się nie prezentowali. Oceniajmy ludzi po ich zachowania, nie po tytułach.

    3. Na wikipedii jest taka zasada, że naukowiec nie może zmieniać treści artykułu wyłącznie na podstawie swojej wiedzy. Może cytować własny, recenzowany artykuł, albo powoływać się na inne źródła z literatury. Myślę, że to jest dobre rozwiązanie i powinno być praktykowane również w innych sytuacjach

    4. Również nie do końca się z tym zgodzę. Myślę, że obecnie ludzie zbyt lekceważą specjalistów. Mówienie, że wykształcenie nie ma znaczenia niestety się do tego przyczynia. Ja myślę, że ma ogromne znaczenie. A wręcz na pewne tematy, zwłaszcza tak ważne jak np. medycyna, laicy nie powinni się w ogóle wypowiadać jeśli nie poprą tego publikacją jakiegoś naukowca. Druga sprawa to tez się zgadzam, ze niestety wykształcenie czasami nie idzie z faktyczną wiedzą i inteligencją – ale i tak już jest mniej do odsiewania.

  2. Wielokrotnie pytałem ludzi o ich wykształcenie w temacie na który tak żywiołowo się wypowiadają, nigdy nie otrzymałem odpowiedzi, że dana osoba ma jakieś wyższe wykształcenie w danej dziedzinie. Jasne argument, że ktoś ma wykształcenie podstawowe nie jest żadnym argumentem ale, jednak Ci którzy najgłośniej krzyczą często nie mają żadnego pojęcia o temacie.

    1. Ale mają tytuł naukowy z innej, zupełnie niepowiązanej dziedziny. Na przykład pewien mgr mechaniki brylujący w tematach medycznych…

  3. Idealny artykuł, bardzo potrzebny, tylko że osoby które stosują takie argumenty, często odrzucają w tym momencie merytorykę. Wiedzą że ten argument nie jest dobry

  4. "Gdybym dzisiaj zaczął twierdzić, że ludzie to ryby, to czy za trzydzieści lat miałbym rację z tego tylko powodu, że w kółko to powtarzam?"
    Tak, bo to się nazywa postępem.

  5. Inżynier, magister łącznie czy pojedynczo to tytuły zawodowe!!! Naukowe są wyżej o czy często mgr i inż. o tym zapominają lub nawet nie wiedzą! ��

  6. Mówi się o tym od X lat.
    Niby nie jest to dowód prawdziwości, ale z drugiej strony, jeśli sprawa sama z siebie nie wygasła, to może warto się zastanowić, co jest w niej pociągającego dla niektórych ludzi? A może jakiś pogląd uznawany za naukowy jest prawdziwy dla np. 99%, a dla ostatniego 1% już nie?
    Z pozostałymi pełna zgoda.
    Pozdrawiam.

  7. Dodałabym kolejny pseudoargument czyli powoływanie się na religię, tradycję albo kościół. Ja się często spotykam się z tym, że ktoś ucina dyskusję, bo twierdzi, że taka jest tradycja albo jest to niezgodne z wartościami chrześcijańskimi (co to są wartości chrześcijańskie?) lub, że nie można krytykować kościoła i religii.

    1. Tarczycy nie mają 😉 Ale hormony rządzą ich życiem.. " U owadów o przeobrażeniu zupełnym (a takim jest pszczoła)istotne jest nie tylko to, kiedy owad ma przechodzić proces linienia, lecz także to, w jaki sposób ma wykształcić właściwe stadium następne, czy to będzie larwa, poczwarka czy też owad dojrzały. Procesy wewnątrzwydzielnicze kontrolujące te stadia poddano wnikliwym badaniom wykonanym na kilku gatunkach motyli nocnych. Ich larwy przechodzą zwykle pięć linień, inicjowanych przez wydzielanie hormonu mózgowego, który z kolei pobudza gruczoł protorakalny do sekrecji ekdyzonu. O tym, czy linienie doprowadzi do powstania larwy, poczwarki czy też owada dojrzałego decyduje obecność lub brak hormonu juwenilnego. Sekrecja ekdyzonu i wywołane przez nią przemiany prowadzące do linienia są inicjowane w stosunkowo krótkim okresie krytycznym, podczas którego wydzielany jest hormon mózgowy. Hormon juwenilny jest obecny we wcześniejszych stadiach larwalnych i wówczas linienie daje początek rozwojowi większej larwy. W ostatnim stadium stężenie hormonu juwenilnego gwałtownie malej jeszcze przed pojawieniem się hormonu mózgowego i wtedy powstaje poczwarka. W ostatnim linieniu przemiana poczwarki w owada dojrzałego jest spowodowana brakiem hormonu juwenilnego w tym okresie." Endokrynologia owadów,Agata Grudzień, studentka III roku medycyny weterynaryjnej

  8. Dodajmy jeszcze argument odnośnie nauki – wyniki jednostkowe, zaledwie przypuszczenia są podstawą ogromnych kosztownych (ktoś za to zapłacił) kampanii społecznych.

  9. "„Jak Hitler”, „jak faszyści”" – to można skomentować przytoczonym również w tym tekście sformułowaniem: o tym się mówi już od wielu lat. 😉 Już Orwell w latach trzydziestych XX wieku zauważył u ludzi tendencję do nazywania "faszyzmem" wszystkiego, co się komuś nie podobało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *