Kategorie:

Czy żywność była kiedyś smaczniejsza i zdrowsza?

W temacie żywienia istnieje mnóstwo śmiesznych, głupich i groźnych mitów. Przez Internet rozpowszechniane są szkodliwe diety, techniki przygotowywania dań czy nieuzasadnione mody. W moim dzisiejszym tekście chciałbym zwrócić uwagę na trzy takie fałszywe, a powszechne przekonania dotyczące żywności, szczególnie owoców i warzyw. Chodzi o pomysł, zgodnie z którym podpsute owoce są zdrowe i smaczne (element idei „ugly fruits”) oraz o to, że kiedyś smak, zapach, jakość oraz wartość odżywcza owoców i warzyw były lepsze niż obecnie.

żywność kiedyś i dziś
Targ warszawski z 1959 roku. Autor: Tadeusz Rolke. Za: Gazeta Wyborcza z późn. zm.

Żywieniowi guru internetowi
bardzo często nie są profesjonalnymi dietetykami, rolnikami czy technologami
żywności. Powtarzają oni różnorodne mity, na ogół zapożyczone od amerykańskich
guru pseudonaukowych metod żywienia, niejednokrotnie sprzedając także poprzez
swoje strony do niczego niepotrzebne suplementy diety albo usługi układania
określonych „super” diet. Nie chodzi im ani o ludzi ani o naukę, a wyłącznie o
zarabianie pieniędzy. Regularnie rozprawiam się z promowanymi przez nich
bzdurami, a ten artykuł jest kolejnym tego przykładem.

Ugly fruits – czy brzydkie
lub zepsute owoce są jadalne?

„Ugly fruits” czyli „brzydkie
owoce” to idea wywodząca się z walki o niemarnowanie żywności. Walkę tę w pełni
popieram – na świecie marnuje się mnóstwo jedzenia, m.in. przez jego
niewłaściwą dystrybucję. Kraje wysokorozwinięte takie jak USA czy UE, a
zwłaszcza ich duże oraz bogate miasta, cieszą się ogromną dostępnością
różnorodnych pokarmów, podczas gdy w niektórych regionach czy w ogóle na innych
kontynentach ludzie cierpią głód lub niedożywienie. Czasami jest to spowodowane
sytuacją polityczną, jak obecnie w Wenezueli, a w latach 80. XX wieku np. w
Ekwadorze czy w Peru. W tego typu przypadkach dystrybucja gra mniejszą rolę,
ale skoordynowane, racjonalne zarządzanie zasobami żywności mogłoby w wielu
sytuacjach naprawdę pomóc. Jednak o ile owoce, które są po prostu brzydkie, np.
zgniecione czy wyrosły w dziwacznych kształtach, są jadalne i wyrzucanie ich jest
nieuzasadnione, tak zjadanie podpsutej żywności albo części roślin
zainfekowanych przez grzyby nie jest rozsądne. Idea „ulgy fruits” jest więc
sama w sobie dobra, ale jej radykalne formy – zgodnie z którymi podgniłe czy
zagrzybione owoce są w porządku – trzeba skrytykować. Warto przytoczyć tu, że
(zgodnie z badaniem z 2016 roku) 69% Polaków
wyrzuca częściowo zepsute owoce i warzywa, a 31% pozbywa się spleśniałych
części, zjadając resztę.

Dlaczego jedzenie podpsutych
owoców lub z objawami infekcji jest niebezpieczne lub co najmniej potencjalnie
groźne? Jakiś czas temu pisałem o mikotoksynach (tutaj – klik). Są to trujące związki
produkowane przez grzyby, obecne na przykład w spleśniałych produktach
spożywczych. Mogą znajdować się też w owocach „z plamkami”, czyli porażonych
patogenami. Mikotoksyny mają szerokie spektrum szkodliwego działania na
organizmy zwierzęce. Uszkadzają wątrobę, nerki, serce czy układ nerwowy (jak
ochratoksyna czy aflatoksyna). Niektóre wywołują niepłodność u kobiet i samic
ssaków (np. zearalenon), inne zaś powodują zaburzenia genetyczne i są
przyczynami lub współprzyczynami występowania zespołów wad wrodzonych. Koszt
ewentualnego zmarnowania podpsutej czy zainfekowanej pomarańczy, jabłka albo
gruszki jest dużo niższy od ryzyka zatrucia siebie (i w przypadku kobiet
ciężarnych także płodu). Zarówno pod względem czysto ludzkim –
zdrowie i życie są ważniejsze – jak i środowiskowym, gdyż przewiezienie do
szpitala, leczenie itd. i tak przewyższą koszty produkcji i transportu zmarnowanego
jabłka.

Czy kiedyś żywność była smaczniejsza i ładniejsza?

Wielu spotkało się na pewno z
poglądem, że w przeszłości owoce i warzywa były smaczniejsze, ładniej wyglądały
i pachniały. Często jako przyczynę zmian podaje się modyfikacje genetyczne (GMO),
zanieczyszczenie środowiska, masowość produkcji, stosowanie środków ochrony
roślin (pestycydów) oraz nawozów, fale radiowe albo teorię spiskową – program depopulacji
ludzkości przez ONZ. Tymczasem wyjaśnienie tego, że rzodkiewka, pomidor czy
jabłko kiedyś smakowały inaczej niż teraz, jest banalnie proste i nie wymaga
sięgania po wyrafinowane konstrukcje czy teorie spiskowe. Przyczyn zmiany
odczuwanego smaku owocu danego gatunku jest kilka i można je podzielić na dwie
kategorie. Pierwsza jest techniczna: kwestia czasu zebrania plonów, transportu
oraz stopnia dojrzałości owocu czy warzywa przy spożyciu, a także odmiana owocu
lub warzywa. Druga to subiektywne odczucie smaku odnoszące się do wspomnień z
dzieciństwa, zmiany ekspresji genów kodujących białka będących receptorami
smaku oraz gust smakowy, wynikający też z czynników społeczno-kulturowych.

cebula

Smak owocu czy warzywa jest
uwarunkowany genetycznie, ale zależy także od stopnia jego dojrzałości. Na ogół
im bardziej jest dojrzały, tym słodszy. W przeszłości, kiedy Polska była pod komunistycznym
reżimem kierowanym z Rosji i była zamknięta na Unię Europejską, lokalne
produkty były bardziej rozpowszechnione niż obecnie. Skądinąd było to dobre dla
środowiska, gdyż transport jest źródłem ogromnych emisji CO2 i warto
lokalny rynek spożywczy w ramach Polski i UE promować. Natomiast w kontekście
smaku czy zapachu takie okoliczności przekładały się na to, że warzywa i owoce,
które kiedyś kupowaliśmy, były krócej transportowane, zbiór plonów był bliższy
terminowi konsumpcji i z tego prostego powodu owoce i warzywa smakować mogły
lepiej. Czyli jedną z przyczyn innej oceny smakowitości są sprawy techniczne, a
nie to, że dzisiejsze produkty to „sama chemia”. Również należy tutaj pamiętać,
że żywność lokalna nie jest wcale od tej „chemii” wolna – wszystko jest chemią,
a żywność wyprodukowana bez użycia nawozów czy środków ochrony roślin będzie na
ogół gorszej jakości. W tym obiektywnym kryterium oceny smaku wspomnieć trzeba
jeszcze jedną sprawę. Otworzenie się na rynki inne niż sowiecki spowodowało
dostępność w sklepach przeróżnych odmian owoców i warzyw (a i tych z czasem
pojawia się coraz więcej dzięki hodowli), które różnią się między sobą
zawartością poszczególnych składników, takich jak cukry odpowiedzialne za smak
słodki czy przede wszystkim różnego rodzaju kwasy nadające charakterystyczny
posmak. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że poszczególne odmiany
balansują pomiędzy cechami takimi jak smak i zapach, jak wartość odżywcza czy
jak dłuższe życie półkowe i odporność na transport. Jedne będą wypadały lepiej
pod kątem smaku, inne będą się wolniej psuły.

morele wartość odżywcza

Drugi powód innego odczuwania
smaku od tego jaki pamiętamy z dzieciństwa to rzecz subiektywna i tu w grę wchodzi
aspekt neurofizjologiczny związany z ekspresją genów kodujących białka będące receptorami
smakowymi (wzrost czy spadek liczby białek receptorowych; na odczuwany smak
wpływają też określone polimorfizmy pojedynczych
nukleotydów w poszczególnych genach) jak i ze starzeniem (np. zmienioną
wrażliwością sensoryczną). Kolejna ważna kwestia subiektywna to gust smakowy i
wspomnienia. Badania pokazują, że to co nam się dobrze
kojarzy i co jako takie zapamiętaliśmy z dzieciństwa (a będą to często smaki
np. szkolnych kanapek z pomidorem, niedzielnej jajecznicy ze szczypiorkiem czy
jabłka albo gruszki), może powodować, że idealizujemy smaki z przeszłości i
siłą rzeczy te obecne oceniamy gorzej.

Czy wartość odżywcza owoców i warzyw jest dziś gorsza?

Jeszcze jeden mit dotyczy
wartości odżywczej dzisiejszych owoców i warzyw, według którego jest ona
obniżona względem tego, co było „kiedyś”. Zwolennicy tego poglądu nakłaniają do
kupowania suplementów diety z witaminami i mikro- oraz makroelementami, bo
uważają że dzisiejsza żywność nie jest w stanie dostarczyć do organizmu
człowieka wszystkiego czego potrzebuje. Oczywiście nie można pominąć faktu, że w
promowaniu takiej wizji biorą też udział firmy farmaceutyczne zajmujące się
sprzedażą suplementów diety. Przechodząc do konkretów, publikacja z drugiej połowy lat 90.
XX wieku mówi o tym, że w istocie wyniki badań przeprowadzone na 20 owocach
oraz 20 warzywach, pokazały obniżenie się zawartości pierwiastków takich jak
wapń, magnez, miedź, sód, żelazo czy potas w perspektywie 50 lat. Jednocześnie
autorka zwraca uwagę na kilka ważnych faktów mogących wyjaśnić to zjawisko. Po
pierwsze, wzrosła w tym czasie zawartość wody w warzywach i owocach względem
suchej masy. Ma to związek z postępem w technikach uprawy – rośliny otrzymują
optymalną ilość wody. Czyli potencjalnie pojedynczy owoc czy warzywo mają tyle
samo wartości co miały wcześniej, ale wzrosła w nim objętość wody obniżając
procentowy udział mikro- i makroelementów. Po drugie, pierwsze próbki były
pobierane w połowie XX wieku, czyli dawno temu, a to oznacza znaczące ryzyko
zanieczyszczenia (i zwiększenia przez to zawartości niektórych pierwiastków,
takich jak żelazo albo miedź). Po trzecie, sama technika pobierania próbek i
metodyka analityczna mogły zafałszować wyniki. Istotne są też uwarunkowania
rolnicze – na przykład ograniczenie użycia środków ochrony roślin opartych na
miedzi.
Brukselka

Kolejna praca jest z roku 2003 i obejmuje
okres od 1940 roku (był to rok publikacji, badania prowadzono już wcześniej) do
1991 roku, biorąc pod uwagę 27 warzyw, 17 owoców, a także produkty odzwierzęce.
Dotyczy Brytyjczyków i wskazuje, że kiedyś owoce i warzywa
miały wyższą zawartość mikro- i makroelementów, ale tu – podobnie jak w
powyższym przykładzie – istnieje duże ryzyko wystąpienia błędów. Warto też
uwzględnić fakt, że genomy roślin zmieniają się w czasie (naturalnie poprzez
dobór naturalny i dryf genetyczny oraz w procesie hodowli, poprzez dobór
sztuczny). Zmienia się także klimat (o czym więcej napisałem tutaj – klik). To kolejne czynniki mające
wpływ na zawartość różnych składników w przeliczeniu na 100 gramów świeżego
produktu. Idźmy jednak dalej i spójrzmy na kolejne badanie. Pochodzi z roku 2004 i obejmuje zakres lat 1950-1999,
a odnosi się głównie do warzyw. Wykazało ono spadek zawartości białka, witaminy
C czy ryboflawiny, a także niektórych mikro- i makroelementów w owocach. Jednak
autorzy konkludują, że jest to najpewniej efekt wynikający z tego o czym
wspomniałem – uprawiania innych odmian, a nie stosowania jakiejś tajemniczej,
szkodliwej „chemii”. Zwróćmy też uwagę na fakt, że odnotowany spadek jest
niewielki, a w przypadku innych składników nie zauważono spadku lub wskazano na
wzrost, co także sugeruje, że przyczyna leży w odmianach. Wyłania się z tego
wszystkiego następujący obraz: wartość odżywcza i zawartość witamin i mikro-
oraz makroelementów w owocach i warzywach zmienia się. Zależnie od gatunku i
odmiany, od pogody i klimatu, od uwarunkowań glebowych i stosowanych nawozów
czy środków ochrony roślin będzie ona wyższa, niższa lub mniej więcej taka sama.

Mity na temat owoców i warzyw

Gdyby nie było żywieniowych,
rolniczych, medycznych, biologicznych czy psychologicznych mitów, miałbym
zdecydowanie więcej czasu na pisanie artykułów poświęconych sprecyzowanym zagadnieniom.
Rzeczywistość jest bardziej ponura, chociaż należy dostrzegać w niej także
dobre strony – obalanie mitów naukowych niesie ze sobą także szerszą edukację.
W tym przypadku widać m.in. że nie do końca jest tak, że kiedyś żywność była
zdrowsza i bardziej wartościowa. Widać  także
bezsens łykania różnego rodzaju witaminowych i minerałowych suplementów,
multiwitamin itd.; że usystematyzowane lokalne zaopatrywanie się w żywność jest
mniej szkodliwe dla środowiska, niż transport przez wiele tysięcy kilometrów;
że podpsuta żywność może szkodzić; wreszcie, biorąc pod uwagę wszystkie powyższe
argumenty, powrót do dokładnie takich samych smaków, jakie pamiętamy z
dzieciństwa, jest niemożliwy. Poszczególne, dobrze udokumentowane przykłady
spadku wartości odżywczych owoców i warzyw faktycznie mogą budzić niepokój i
powinny być dalej badane, ale zdecydowanie nie można mówić o ogólnym spadku
wartości owoców i warzyw ani tym bardziej wygłaszać teorii spiskowych o
programach depopulacji przez zmniejszenie wartości odżywczej roślin uprawnych.
Artykuł napisałem w ramach współpracy z Polskim
Stowarzyszeniem Ochrony Roślin (PSOR).

 

Najnowsze wpisy

`

25 myśli w temacie “Czy żywność była kiedyś smaczniejsza i zdrowsza?

    1. UE jest związkiem polityczno-gospodarczym dążącym do ciągłego pogłębiania integracji międzypaństwowej. Nie da się tego porównać do żadnej innej organizacji na świecie. Nie jest oczywiście krajem, ale warto zauważyć, że np. w USA często wiadomości brzmią "Zamieszki w Unii Europejskiej. Francuzi wyszli na ulice!". Dla nas postrzeganie jako część UE jest znacznie lepsze niż postrzeganie jako Polska.

  1. Banany, może nie zgniłem, ale z brązowymi plamami na skórce, faktycznie są najsłodsze. Z dzieciństwa pamiętam smak owoców i warzyw i na dzień dzisiejszy nie widzę (smakuję) różnicy. Natomiast w kwestii smaku pieczywa, masła, sera, wędlin – jest przepaść. Gdy moja babcia upiekła chleb pszenny w domu, dodała masło zrobione w domu z mleka od własnej krowy, to dzieciaki trzeba było przepędzać z kuchni, bo podkradaliśmy. Wybaczcie, ale cokolwiek dziś z kupuję w marketach (z produktów zbliżonych kształtem i mających te same nazwy), jest bez smaku 😛

    1. Po prostu zolte banany z miekkim miazsxem sa dojrzale ( niestety i tak zbierane jako zielone) . skad moda na jedzenie niedojrzalych to nie mam pojecia…

    2. Bo teraz nam się wpiera , że żywność wcale nie różni się smakowo od tej sprzed lat…ja jednak widzę różnicę. Np kupując sadzonki pomidora malinowego nigdy nie trafiłam na odmiany takie jak były w mojej młodości czyli z cienką skórką,mięsiste z niewielkim gniazdem nasiennym i oczywiście pachnące pomidorem,większość żywności jest modyfikowana ma to wpływ na smak i zapach więc mówienie,że nic się nie zmieniło jest ciut niepoważne.

  2. jestem stara, ale smak niegdysiejszych pomidorów mnie prześladuje! jednak ta argumentacja mnie przekonuje!No i pomidory były z działki rodziców, na pewno jakaś odmiana niezbyt "ekonomiczna w uprawie. A wiele warzyw jest dzisiaj lepszych ,nowe odmiany są duzo słodsze – marchewki, buraki,kapusta, a nawet rzodkiewki !To co naprawdę jest dużo , dużo gorsze to mięso i słodycze!

  3. Poza "ekspresją genów" niewiele się zgadza z rzeczywistością. Kiedyś truskawki były dostępne jedynie w czerwcu. Teraz są dostępne cały rok. Ale dorodna truskawka kupiona w grudniu niewiele różni się smakiem od bezpłciowego smakowo pomidora. Pan Michnikowski w piosence żegnał się z pomidorami na długie złe miesiące. Bo poza sezonem były niedostępne. A pomidory hodowane w słońcu, powoli, na krowiej kupie mają smak i zapach którego nie da się pomylić z truskawką. Bezsmakowych i bezzapachowych pomidorów poprostu nie było. Dlatego zapamiętaliśmy właśnie takie. Dziś przez większą część roku pomidory zapachu i smaku nie mają. Dlatego zapamiętujemy je jako gorsze. A z innych produktów: hodowane w Polsce do lat 90 krowy dawały po 10 litrów mleka ale ich mięso było dużo smaczniejsze. Dziś krowa daje 30 litrów i w związku z tym bardziej opłaca się hodować ją dla mleka niż na mięso. W zasadzie niemal całość dostępnej u nas wołowiny pochodzi z wyeksploatowanych sztuk ras mlecznych. Mięsa jest na takiej krowie mało, jest ono bardzo "średniej" jakości i dlatego jest drogie. Proszę spróbować argentyńskiej wołowiny ze zwierząt ras mięsnych. Różnica jest wyraźna. Nie bez znaczenia są również pasze, leki i inne substancje którymi faszeruje się zwierzęta. Wystarczy sięgnąć pamięcią do lat osiemdziesiątych gdy na dużą skalę próbowano karmić zwierzęta mączką rybną. Takie mięso czasami było niemal niejadalne. Zwłaszcza kurczaki. No, ale kurczaki rosły wtedy 3 – 4 miesiące i zdążyły nabrać smaku. Dziś kurczaki idą pod nóż w wieku 5 – 6 tygodni. Ale ich mięso jest wstrętne – nie ma ani smaku ani konsystencji mięsa. Współczesne brojlery po takim 6 – 8 tygodniach są całkowicie wyrośnięte, apetyt im się zwiększa i zaczynają się mocno otłuszczać. To powoduje wzrost masy, a stosowanie niekompletnych, niezbilansowanych pasz powoduje że kości tych zwierząt są wiotkie i kruche i zaczynają się łamać pod ich ciężarem. Czasami można kupić na targowiskach kurkę hodowaną przez jakąś babinkę od pisklaczka. To zupełnie inna liga smakowa. Więc proszę nie p…ć bzdur okraszając ich pseudonaukowym bełkotem.

    1. Smak kurki od babinki wynika nie tylkp z utrzymania ale tez z rasy i typu uzytkowego. Brojler ma szybko zrobic duzo tanio i chudo a glownie z piersi a ze smakuje jak deska, coz, skutek uboczny…

  4. Ciekawy artykuł, ale gdzie tu obalanie mitów? Pkt 1 – częściowo ok, chociaż "idea ulgy fruits", z tego co czytam odnosi się raczej do kształtu i rozmiaru, a nie do zepsucia. Pkt 2 – nie obala mitu, tylko wyjaśnia dlaczego dostępne obecnie w sklepach owoce i warzywa są mniej smaczne. Pkt 3 – potwierdza, że przeprowadzone badania wskazują niższą wartość odżywczą warzyw i owoców oraz opisuje możliwe przyczyny. Mitami można nazwać niektóre teorie co do przyczyn, ale same zjawiska, określane tu mianem mitów, faktycznie występują.

  5. Dlatego warto postępować za cyklami natury. Jeść tylko wtedy kiedy jest sezon na określone warzywa i owoce. Czasami mam wielką ochotę zjeść pomidora w zimę ale wiem, że to będzie papier w smaku. Dlatego hoduję swoje pomidory i wiem co w nich jest.
    O kurach nie będę się wypowiadał, bo nie jem z wielu powodów min. że za chude.
    Smaki z dzieciństwa to rzeczywiście bardzo subiektywna rzecz. Tym bardziej, że zazwyczaj powiązana jest z konkretną chwilą, czasem, miejscem jedzenia z otoczeniem i tak zapamiętuję to mózg tworząc obraz w pamięci.
    Zmniejszanie wartości odżywczych może być także związane z obniżaniem się wód gruntowych a przez to z brakiem składników znajdujących się w tej wodzie. Nurtuje mnie także to, że prawdopodobnie do większości upraw stosuje się zazwyczaj tylko nawozy NPK i przez to ewentualne zmniejszenie wartości odżywczych.
    Do swoich pomidorów stosuję tylko swój kompost a także podlewam własną wodą kompostową z pokrzyw.

  6. Jako, że wiem jak smakują pomidory z południa Włoch, wiem jak smakują pomidory z Holandii, oraz wiem, jak smakują pomidory z Polski to takie pierdolenie od rzeczy nic Wam nie da. Smak pomidora z Włoch jest inny niż pomidora z Holandii tego samego gatunku. Holenderskie pomidory mają smak wody z kranu, a pomidor z Włoch ma smak pomidora, więc taki artykuł jest dla mnie śmieszny i mało wiarygodny. Chodzi o warunki w jakich pomidory rosną i co się do nich dodaje. Może autor tego artykułu nie wie, ale w Holandii dodaje się chemii do pomidorów, żeby były większe i żeby szybciej dojrzały, bo tam jest mało słońca i zazwyczaj plantacje pomidorów są naświetlane lampami na prąd, który kosztuje. We włoszech nie mają potrzeby stosować takich praktyk, ponieważ słońca jest pod dostatkiem. I żaden pseudo fachowiec, czy pseudo znawca nie wmówi mi , że tak nie jest , bo często bywam w tych krajach i jadam pomidory.Czasami naprawdę śmieszne artykuły piszecie. W Holandii nie używają gleby do sadzenia pomidorów, lecz są to plantacje hydrologiczne, czyli do wody są dodawane związki organiczne, które w naturalnych warunkach powinna im dostarczyć gleba. We Włoszech pomidory czerpią swoje substancje odżywcze z gleby, zwłaszcza na południu włoch, z gleby wulkanicznej. Pomidory we Włoszech nie rosną w tydzień jak w Holandii, a dojrzewają przez 2 tygodnie, bo nie są w stanie zebrać w sposób naturalny z gleby tyle związkow organicznych, żeby dojrzeć. Nie mam odpowiedniego wykształcenia ani możliwości, żeby porównać pomidora z Holandii i pomidora z Włoch pod względem substancji odżywczych czy witamin, ale smak jest inny i to jest rzecz oczywista. Idę o zakład, że będzie róznica między nimi, bo sposób, w jaki są hodowane nie ma nic wspólnego z naturalną hodowlą i możliwe, że szkodliwe związki ze stosowanych pestycydów, są wchłaniane przez pomidory.
    Wasza retoryka demonizująca teorie spiskowe jest śmieszna. Bo często te teorie spiskowe okazują się prawdą. Polecam najpierw zbadać coś a potem pisać artykuł, bo takimi tekstami o teoriach spiskowych, przestajecie być wiarygodnym zródłem informacji

    1. Polecam Ci odwiedzić Islandię i spróbować tutejszych pomidorów. W zasadzie mamy tu dostępne lokalne pomidory z geotermalnych szklarni (podgrzewanych geotermalnie i ooczywiście oświetlanych sztucznie, bo tu jest mało słońca), oraz pomidory z Holandii. Te z Holandii smakują i wyglądają tak jak piszesz, często też są blade. Są jednak dużo tańsze. Islandzkie, mimo, że ze szklarni, oświetlane sztucznie, też hodowane w większości przypadków hydroligicznie. Jednak są po prostu smaczne. W porównaniu do tych holenderskich… to nawet trudno porównać, ten z Holandii nie ma smaku. Trudno mi jest je jednak porównać z polskimi pomidorami w środku sezonu, bo nigdy nie miałem islandzkiego i polskiego obok siebie, a wiadomo pamięć jest zawodna.

      Więc to nie jest tylko kwestia tego czy warzywa są hodowane w szklarni czy w naturalnym środowisku. Ważne jest to, czy dojrzewają naturalnie, czy muszą płynąć tysiące kilometrów do miejsca sprzedaży i prawdopodobnie od wielu innych czynników.

  7. bez sensu ten artykuł. Ugly fruits nie ma nic do nadpsucia. Chodzi o małe, brzydkie owoce czy warzywa, w nieidealnym kształcie czasem z robakiem albo nadgryzione przez osę.
    Warzywa i owoce mają o wiele mniej smaku, bo sę pędzone nawozami i przewodnione. Rosną super szybko, ale gdzie im do aromatu takich naturalnych. I to żadna neurofizjologia. Smak jabłka ze starej jabłoni, morelek od babci z rynku czy marchewki ze swojego ogródka jest totalnie inny niż sklepowego również dziś
    Ten artykuł to raczej tworzenie nowych mitów, a nie walka z jakimiś istniejącymi.

  8. "Jako, że wiem jak smakują pomidory z południa Włoch, wiem jak smakują pomidory z Holandii, oraz wiem, jak smakują pomidory z Polski to takie pierdolenie od rzeczy nic Wam nie da. ".

    Uwierzę ci bez zastrzeżeń, jeśli w warunkach ślepej próby odróżnisz te pomidory i wskażesz, skąd który pochodzi.

  9. Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin (PSOR) , czyli organizacja, która jest zainteresowana tym, aby jednak było jak najwięcej "środków ochrony roślin". Może, niektóre punkty są prawdziwe, nie mam zamiaru dyskutować na temat nauki itd. Ale pracowałem w Anglii, gdy w sobotę były rozpylane "środki ochrony roślin" na niedojrzałe jabłka, to już w piątek można było zbierać czerwone jabłka, to samo z truskawkami. Truskawki to wręcz przy myciu farbę puściły. Czy potrzebna Nam jest suplementacja ? Nie. Wystarczy odżywiać się zdrowo, dbać o higienę, mycie, przygotowanie produktów, tylko… ile osób tak robi ? 10% ? Większość nie ma czasu, kupuje mrożone, gotowe produkty. Ja sam stosuję suplementację, nie syntetyczną, tylko ekstrakty z roślin . Po co ? Lepiej się czuję, mam lepsze wyniki badań, ale oczywiście sam też dbam o to co ląduje u Mnie na talerzu. Suplementacja nie jest dla każdego i tu się zgadzam, jednak samo słowo suplement (łac. supplementum) oznacz dodatek, uzupełnienie. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, a mianowicie tego, że najczęściej spożywamy te same produkty, smakują Ci jabłka, to kupujesz tylko jabłka bo są też tanie (przynajmniej w Polsce, bo w Anglii niekoniecznie :). Czy dostarczas więc wszystkich minerałów i witamin ? Druga kwestia to uzupełnianie się witamin, kwestia synergii. Pozdrawiam

  10. Mnie by bardzo odpowiadało napisanie o ile zmniejszyła się w tych badaniach zawartość tych mikroelementów czy witamin. Właśnie w imię walki z mitami. Bo tak jak wspomniano o większej ilości wody, tak można by dokładnie podać o jaki procent ubyło witwmin czy mikroelementów. Bo jeśli są to ilości procentowe male, to nie ma o co kruszyć kopii i można wytłumaczyć spiskowcom, że zmiana jest niewielka, a nie jakaś znaczna. Dokładne liczby byly by bardzo wskazane. Właśnie w celu demitologizowania tego czczego gadania, że kiedyś byłocjedzenie zdrowsze.

  11. Wiele firm mlm zajmuję się szerzeniem tych bzdur. W Duolife przedstawiciele na czele z prof. Kardaszem powtarzali te mity przekonując wręcz, że jesteśmy skazani na używanie suplementów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *