Kategorie:

Największe zagrożenia dla nadchodzących dekad z dzisiejszej perspektywy naukowej [opinia]

Gdybym z perspektywy naukowej miał
wybrać trzy największe globalne zagrożenia dla nadchodzących dekad,
postawiłbym na antybiotykooporność wśród bakterii, utratę miejsc pracy wskutek
rozwoju automatyzacji i sztucznej inteligencji oraz globalne ocieplenie. Tymi
trzema tematami chciałbym się zająć w niniejszym artykule, przybliżyć je Wam
oraz omówić, oczywiście z  świadomego, antropocentrycznego
punktu widzenia. Moim celem jest też podkreślenie, że nie tylko „modne”
ostatnio w mediach zmiany klimatyczne stanowią poważne wyzwanie dla wszystkich
ludzi z wszelkich państw świata.
 

Globalne ocieplenie susza
Wyschnięta Loara w lipcu 2019, w miejscowości Montjean-sur-Loire we Francji. Za: AFP 

Globalne ocieplenie

Jeżeli spotkaliście się z jakimś
alarmistycznym sygnałem dotyczącym przyszłości naszej planety, to
najprawdopodobniej dotyczył on globalnego ocieplenia i idących za nim zmian
klimatycznych. Nie bez powodu – zjawisko to bezsprzecznie zdaniem naukowców zajmujących się meteorologią,
klimatologią, geologią, hydrologią czy sozologią, jest jednym z
najpoważniejszych kryzysów w historii ludzi, jaką znamy. Choć na dzień dzisiejszy
mówienie o „katastrofie klimatycznej” uważam za przesadzone, a występy niektórych aktywistów za groteskowe, to w perspektywie
dekady lub dwóch czy trzech, bez odpowiednich systemowych działań, może się to zmienić –
kryzys klimatyczny przejdzie wówczas płynnie w katastrofę klimatyczną.
Globalne ocieplenie jest
zjawiskiem wynikającym głównie z nadmiernej emisji gazów cieplarnianych zatrzymujących się w
atmosferze. W okresie przedindustrialnym substancje szklarniowe pochodzenia
naturalnego i ludzkiego były bez problemów pochłaniane przez drzewa czy oceany.
Jednak dodanie do tego dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych, które
gromadziły w sobie węgiel przez miliony lat, zaburzyło równowagę. Co gorsza,
masowe wycinanie lasów obniżyło sekwestrację, czyli wychwytywanie węgla przez
rośliny. Pojawiły się też masowe hodowle bydła czy gigantyczne uprawy ryżu,
emitujące silnie szklarniowy gaz – metan. Wszystko to sprawiło, że z roku na
rok nadwyżka gazów cieplarnianych, których planeta nie dała rady pochłonąć „z
powrotem” była coraz większa. W końcu zgromadziło się ich w ziemskiej
atmosferze na tyle dużo, że zaczęły działać niczym ciepła kołdra, a wszystko to
wydarzyło się w ciągu zaledwie dwóch wieków, uniemożliwiając dostosowanie się
do tej zmiany wielu ludzkim społecznościom oraz rozmaitym gatunkom zwierząt czy
roślin.
 

zagłada świata
Dlaczego globalne ocieplenie jest
niezwykle groźne? Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wzrost globalnych
średnich temperatur nawet o pół stopnia zaburza różne cykle, a my emisjami
gazów szklarniowych podwyższyliśmy temperaturę globu o ponad 1 stopnień
Celsjusza. Trzeba więc odróżniać lokalne czy regionalne, chwilowe zmiany, od
globalnego i długofalowego trendu. Globalne ocieplenie sprawia, że
coraz częściej mamy do czynienia z suszami. Trwają one ponadprzeciętnie długo
oraz charakteryzują się wyższymi temperaturami. Masowe susze wiążą się z
droższymi cenami produktów spożywczych oraz niedoborami lub brakiem żywności,
czego doświadczamy od jakiegoś czasu – w Polsce od miesięcy w większości
województw trwa susza rolnicza, a ceny wielu warzyw są zdumiewająco
wysokie.
Niedobory żywności spowodowane
suszami czy ekstremalnymi zjawiskami meteorologicznymi, takimi jak huragany, oraz
braki zaopatrzenia w czystą wodę pitną są przyczyną społecznych niepokojów, w
skrajnych przypadkach prowadzących do wojen. Przykładem tego jest niekończący
się konflikt w Syrii, który poprzedzały susze i znaczący niedobór jedzenia, co przyczyniło się do jego wybuchu. W przyszłości tego rodzaju sytuacje mogą
się nasilić i występować na większą skalę i w rozmaitych odmianach. Kataklizmy
naturalne, brak żywności i wody, zniszczone domy, miejscowości nie nadające się
do życia, zalane przez podwyższony poziom morza tereny przybrzeżne – wszystko
to może czekać tysiące miejsc na Ziemi. Gdyby ocieplenie postępowało wolniej,
wielu miałoby czas do przystosowania się, jednak obecne tempo zmian odbiera
szansę licznym społecznościom. Przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu jest więc
w zasadzie fundamentem zachowywania porządku na świecie w kontekście
środowiskowym, politycznym czy gospodarczym. Książki o globalnym ociepleniu,
które warto przeczytać, to „Nauka o klimacie” (do kupienia tutaj) oraz
„Wściekła pogoda” (do kupienia tutaj).

Automatyzacja miejsc pracy,
sztuczna inteligencja i nierówności społeczne

Niezwykle ważne będzie też
zmierzenie się z problemem coraz powszechniejszej automatyzacji stanowisk pracy
– także umysłowej. Sztuczna inteligencja niesie co prawda ogromne nadzieje
dotyczące wzrostu gospodarczego czy poprawy jakości rozmaitych usług, z
diagnozami medycznymi włącznie. Faktem jest jednak, że to, co dziś wykonują
pracownicy umysłowi na komputerach, już wkrótce na wielką skalę będą mogły robić odpowiednie
programy komputerowe. Samochody autonomiczne z kolei już teraz są na wstępnym
etapie zastosowania, a w przyszłości odbiorą pracę kierowcom. Szacuje się, że w
najbliższych dekadach od około 10% do około 40% miejsc pracy w USA zostanie
utraconych na rzecz robotów. Najbardziej dokładne szacunki kierują się raczej
ku temu drugiemu wynikowi. Eksperci oceniają też, że w przeciwieństwie do
rewolucji przemysłowej, rewolucja sztucznej inteligencji nie uzupełni tej luki
nowymi miejscami pracy i zawodami. One, owszem, pojawią się, ale prawdopodobnie
będzie im daleko do tego, aby uznać je za wystarczające.
Udział sztucznej inteligencji w
rynku pracy, bez odpowiedniego nadzoru i regulacji, spowoduje jeszcze bardziej
radykalne niż dzisiaj nasilenie się nierówności społecznych. Ludzie średnio i
słabo zarabiający będą w jeszcze gorszej sytuacji, zaś nieliczni właściciele
firm optymalizowanych dzięki sztucznej inteligencji będą się coraz bardziej
bogacić. Choć absolutnie nie popieram „delegalizacji bogactwa”, ustroju
komunistycznego itp., to tak rażące dysproporcje są nie tylko same w sobie
niesprawiedliwe. One po prostu mogą zniszczyć strukturę społeczeństwa. Jeśli
niemal wszelkie dobra zagarnia garstka bogaczy, a zwykły człowiek nie ma szans
na poprawę swojej sytuacji, rodzi się uzasadniona frustracja. Ludzie stają się
podatni na bardzo szkodliwe propozycje liderów życia publicznego. Już w chwili
obecnej nierówności dochodowe są na niewyobrażalnie wysokim poziomie a ich
podniesienie mogłoby doprowadzić do takich samych zdarzeń, jak długotrwałe
susze i towarzyszące im niedobory żywności oraz wody, czyli poważnych
niepokojów wewnątrzkrajowych, konfliktów między grupami społecznymi, a nawet
wojen.

sztuczna inteligencja praca

Samochody autonomiczne. Autor zdjęcia: David Walter Banks, za: The New York Times/Redux

Pomimo tego, że w wyścig nad
rozwojem technologii sztucznej inteligencji zaangażowane są przede wszystkim
Stany Zjednoczone i Chiny oraz, w dużo mniejszym stopniu, ale również Wielka
Brytania i Francja, to skutki tych prac będą widoczne na całym świecie.
Rozmaite firmy kupować będą programy sztucznej inteligencji, dzięki czemu będą
mogły zwalniać pracowników, zwiększać wydajność i mnożyć zyski. Najpewniej
trend ten będzie się nasilał z biegiem czasu w większości państw na Ziemi, nie
tylko w USA i w Chinach. Taka ponura wizja jest niestety bardzo realistyczna,
przy czym pamiętać należy, że problemem będzie nie sztuczna inteligencja sama w
sobie, lecz brak odpowiednich regulacji i działań rządowych oraz
międzyrządowych, a także nieuczciwe etycznie i moralnie praktyki niektórych
gigantów technologicznych.
Co można zrobić, aby zapobiec
negatywnym skutkom wprowadzania programów sztucznej inteligencji na masową
skalę albo chociaż je złagodzić? Celem powinno być zadbanie o to, by mimo
powszechnego wejścia algorytmów do firm i urzędów praca ludzi nie została
zastąpiona lub wyeliminowana. Ludzie mogą pracować mniej lub w wolniejszym
tempie albo kłaść w swej pracy nacisk na zaniedbywane czy pomijane dotychczas
aspekty (np. lekarz więcej czasu poświęci pacjentowi, bo komputerową robotę i wstępną
diagnozę sporządzi algorytm), bez zmniejszania pensji, gdyż sztuczna
inteligencja i tak zapewni radykalnie większe zyski. Konieczne będą działania
systemowe, takie jak np. regulacje rządowe chroniące pracowników i nakładające
pewne obowiązki na nowe firmy, które od razu rozpoczęły działania z programami
sztucznej inteligencji. Co ciekawe, nawet najbardziej liberalne gospodarczo środowiska technologiczne z Doliny Krzemowej mówią o konieczności wprowadzenia
dochodu podstawowego, jako jednego z elementów zapobieżenia kryzysowi
społecznemu, finansowanego z wysokich podatków obejmujących niewyobrażalne dochody
technologicznych korporacji i względnie wysokich danin od innych firm
wprowadzających sztuczną inteligencję, które i tak na tym bardzo skorzystają,
pomimo systemowych obciążeń. Zgodność co do takich rozwiązań panuje wśród
czołowych przedsiębiorców, ekonomistów i polityków, ale ich zakres i forma są i
na pewno będą przedmiotem zażartych debat politycznych. Ważne jest, by nie bać
się sztucznej inteligencji, tylko regulować jej użycie i wykorzystywać ją w sposób racjonalny. W tym
temacie polecam książkę „Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa” (do
kupienia tutaj)
oraz „Korposzczury” (do kupienia tutaj).

Kryzys demograficzny

Kryzys demograficzny jest w mojej opinii niewiele mniejszym zagrożeniem od globalnego ocieplenia. Ludzi na świecie jest co prawda coraz więcej, łącznie ponad 7 miliardów, ale w skali Unii Europejskiej zmagamy się z gorszym i głębszym niżem demograficznym. Za kilka dekad, jeśli trend się nie odwróci, nasze miasta będą wyludnione. Będzie znacznie mniej osób, które będą pracować, odprowadzać podatki i składki na emerytury czy ubezpieczenia społeczne. Tymczasem wydatki na służbę zdrowia będą większe wraz z rosnącą liczbą ludzi starszych i przybywającymi, nowymi metodami leczenia w medycynie. Taka destabilizacja pod kątem struktury wiekowej pod wieloma względami zagrozi porządkowi społecznemu. Wiem, że w wielkomiejskich, sytych środowiskach panuje moda na antynatalizm, czyli zniechęcanie do posiadania dzieci, w tym jako sposób na ochronę klimatu. Jednak po pierwsze, walka z kryzysem klimatycznym poprzez pogłębianie kryzysu demograficznego to jak przysłowiowe leczenie dżumy cholerą, a po drugie, w przeciwdziałaniu globalnemu ociepleniu kluczowa jest szybka dekarbonizacja: odchodzenie od węgla, ropy i gazu na rzecz energetyki jądrowej i odnawialnych źródeł energii. Chociaż bardzo fajnie jest mieć psa czy kota (zwłaszcza z adopcji, któremu podarowaliśmy dom w potrzebie) to żadne ze zwierząt domowych nie zastąpi ludzi: nie będzie pracować, nie odprowadzi podatków, nie zaopiekuje się starszymi ludźmi, nie zadba o zieleń miejską, nie zostanie stróżem prawa czy lekarzem bądź pielęgniarką, nie stworzy z nami tak głębokiej relacji, jaką można mieć tylko z drugim człowiekiem. Piszę o tym dlatego, że we wspomnianych środowiskach zwierzęta domowe bywają traktowane jako emocjonalne zamienniki dzieci, co działa tylko w niektórych aspektach i, wziąwszy pod uwagę skalę całego życia, jedynie na krótką metę.

Przeczytaj także: Dlaczego popieram energetykę jądrową w Polsce i UE?

Warto spostrzec, że antynatalizm w odniesieniu do przeludnionych regionów Azji i Afryki, zakulisowo bardzo popierany wśród zachodnich organizacji „ekologicznych” i „zielonych” jako metoda na zmniejszenie konsumpcji u ogromnych populacji mających aspiracje, by żyć na takim poziomie, jak Amerykanie i Europejczycy, też jest bezsensowny. Oczywistym jest, że moralnie oraz etycznie jest po prostu niedobry i nie potrafię się zgodzić z ludźmi o tzw. zielonych poglądach, że jest mniejszym złem. Ale dlaczego nie ma on sensu ściśle obiektywnie i merytorycznie? Ponieważ rozmaite dane pokazują, że tylko podniesienie poziomu życia oraz edukacja (w tym kobiet, co w wielu miejscach nie jest takie oczywiste, jak dla nas) skłaniają ludzi do posiadania mniejszej liczby dzieci. Większe szanse na przeżycie jednego to mniejsza potrzeba by mieć ich 6 czy 8, zamiast dwójki lub trójki. Tak się stało w USA i UE i tak też się dzieje w bogacących się miastach azjatyckich i afrykańskich, przy czym ogromne znaczenie ma też powszechność lepszej jakości życia. Jeśli stać na nią tylko bogatszych, to problem wcale się nie rozwiązuje, a dodatkowo powstaje nowy, wspomniany już wcześniej: nierówności społeczne.

kryzys demograficzny dzieci
Dziecko, za: Pixabay

Antybiotykooporne bakterie i
inne patogeny

O antybiotykoodporności bakterii (uzyskanej np. dzięki nabyciu zdolności produkcji metalo-β-laktamazy; bakterie takie skrótowo nazywa się NDM, od New-Delhi-metallo-beta-lactamase) mówi
się od dawna, choć z dużo mniejszym zapałem i alarmistycznością niż o ocieplaniu
się klimatu. Jednak problem ten stanowi poważne zagrożenie i wciąż – w skali
globalnej – nasila się. W historii ludzkości zarazy były jednym z największych
utrapień, a zaczęło się to zmieniać dopiero pod koniec XVIII, wieku wraz z
rozwojem środków antyseptycznych i szczepień oraz – dopiero w pierwszej połowie
XX wieku – wynalezieniem i zastosowaniem w medycynie antybiotyków (pierwsza
była penicylina, odkryta przez Alexandra Fleminga; dzięki temu odkryciu
naukowiec ten dostał Nagrodę Nobla z medycyny/fizjologii w roku 1945).
O ile patogeny w żadnym lub niewielkim stopniu zdołały się przystosować do działających na ich podstawowe funkcje i
budowę antyseptyków, takich jak np. niszczący błony komórkowe etanol oraz
detergenty czy zabójcze promieniowanie jonizujące, to znacznie lepiej radzą sobie z antybiotykami. Genom bakterii –
składający się także z dodatkowego plazmidu – mutuje, nabywając odporność na
antybiotyki. Komórki bakteryjne wymieniają się fragmentami plazmidów, również
międzygatunkowo, dzięki czemu gdy u jednej pojawi się cecha oporności, w
odpowiednich warunkach – wcale nie trudnych do osiągnięcia – odporność na dany
antybiotyk może się szybko rozprzestrzenić. Stąd ważne w przeciwdziałaniu
ewolucji antybiotykoopornych szczepów jest, żeby nie używać niepotrzebnie
antybiotyków. Pozwala to ograniczyć kontakt bakterii z nimi i tym samym
spowolnić lub uniemożliwić dalszą ewolucję w tym kierunku. Po drugie, jeśli
ktoś zażywa antybiotyk, koniecznie powinien dokończyć kurację zaleconą przez
lekarza/farmaceutę/ulotkę. W przeciwnym razie niedobite komórki bakteryjne mogą
odtworzyć kolonię, w dodatku oporną tym razem na zastosowany wcześniej lek.
ścieki antybiotykooporna bakteria
Zanieczyszczony kanał w Indiach. Autor zdjęcia: McKay Savage, https://www.flickr.com/photos/mckaysavage

Antybiotykooporne bakterie mogą
więc być ujarzmione antyseptykami. Na niektóre gatunki i szczepy mamy też
skuteczne szczepionki. Kiedy jednak zaatakują organizm to pozbycie się ich jest
niezwykle trudne. Wciąż mamy względnie skuteczne antybiotyki, ale ich liczba
się ciągle kurczy. Badane są alternatywy dla antybiotyków, takie jak np.
bakteriofagi – niszczące bakterie wirusy, nieszkodliwe dla człowieka – ale nie
jest to ten sam poziom zastosowania, jak w przypadku antybiotyków. Wyobrazić
sobie można czarny scenariusz, w którym nieopanowany patogen – czy to
antybiotykooporna superbakteria czy też jakiś nieznany dotąd, bardzo agresywny
szczep wirusa – rozprzestrzenia się po wielu krajach, czemu loty cywilne bardzo
sprzyjają (podobnie jak postępowi globalnego ocieplenia, gdyż są paliwożerne).

Co można zrobić? Istotnym powodem
rozprzestrzeniania się superbakterii, które często wywodzą się z Azji,
zwłaszcza z Indii i Chin, gdzie brak jest odpowiednich regulacji
prawno-medycznych, jest turystyka medyczna. Bardzo wysokie ceny rozmaitych
zabiegów i operacji w USA czy UE sprawiają, że tysiące średniozamożnych
Amerykanów i Europejczyków, nie chcąc płacić horrendalnych sum ani czekać w długich
kolejkach państwowej służby zdrowia, wybiera kliniki w Azji. W Indiach w
okolicach lotnisk istnieją bardzo nowoczesne szpitale stworzone specjalnie w
tym celu – do zarabiania na turystach medycznych. Takie podróże ze względów
zdrowotnych są po części powiązane z rosnącymi nierównościami społecznymi i
dochodowymi, które z kolei narastać będą przez automatyzację pracy, przy braku
odpowiednich działań rządowych i międzynarodowych. Źródeł problemów w
kontekście chorobotwórczych mikroorganizmów i zdrowia publicznego jest
oczywiście znacznie więcej, a wśród nich wymienić można nawet
antyszczepionkowców, ale opisany trend dobrze obrazuje to, co chcę w niniejszym
artykule przekazać. Popularnonaukowe książki dotykające tego tematu, które
polecam, to „Epidemia” (do kupienia tutaj) oraz „Grypa”
(do kupienia tutaj).

Zagrożenia ludzkości

Wizje przyszłości, jakie nasuwają
się przez skojarzenia z rozmaitymi filmami science-fiction czy
postapokaliptycznymi, są moim zdaniem odległe od realnych, prawdopodobnych
scenariuszy. Globalne ocieplenie nie zamieni Europy w pustynię nie do życia,
ale może sprowadzić do niej miliony uchodźców uciekających przed wojnami, które
mogą coraz częściej wybuchać na południu, gdyż braki żywności i wody będą
podsycały konflikty społeczne i spowalniały lub hamowały rozwój obywatelskości.
Roboty nie przybiorą ludzkich postaci i nie wypowiedzą wojny ludziom,
organizując polowania, ale odbiorą pracę setkom milionów oraz sprawią, że
ludzie starsi czy nie przepadający za szybkimi zmianami będą sfrustrowani,
wyobcowani, pozbawieni części swojej tożsamości, co może przełożyć się na poważne
wewnątrzkrajowe i międzykrajowe potyczki. Superbakteria oporna na antybiotyki
albo agresywny wirus nie zamienią ludzi w zombiepodobne stworzenia, lecz mogą dziesiątkować
ludzkie populacje i kosztować wiele istnień oraz ogromne sumy przeznaczone na
ochronę zdrowia publicznego. Kwestii tych nie powinni ignorować politycy,
komentatorzy życia publicznego i publicyści, dziennikarze i reporterzy,
blogerzy i inne znane osoby mające wpływ na rzesze ludzi.
Prowadzenie bloga naukowego
wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to
często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc
stworzyć profil na Patronite,
gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki
temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć
złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu
wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę
poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

 

 

bioksiążka

 

Najnowsze wpisy

`

Liczba komentarzy: 24 na temat “Największe zagrożenia dla nadchodzących dekad z dzisiejszej perspektywy naukowej [opinia]

  1. “niekończący się konflikt w Syrii”
    Wygląda na to, że konflikt zmierza ku końcowi. Czyżby temperatura spadła?
    .
    Co ciekawe, Autor nie przypomina Libii. Dlaczego? Czyżby tam zmian klimatycznych nie było?

    1. Skąd pewność, że konflikt w Syrii zmierza ku końcowi?!, skoro USA odmówiło dalszego wsparcia Kurdom, którzy stabilizując cała północ Syrii nagle muszą odpierać ataki Turków? Temperatura nie spadła, rośnie nadal. Rozejrzyj się, proszę, szerzej po internecie. Mylenie skutku z przyczyną jest powszechne. Naukę jak sztukę traktować się powinno z szacunkiem- jeśli się idzie do muzeum- 15 minut na wybrany obraz. Proszę o to samo- godzinę na temat… Wtedy nie będzie bzdurnego myślenia wojna w Syrii= globalne ocieplenie. Jest jeszcze jedno rozwiązanie- Przedmówca wie wszystko, a mi brakło wykształcenia i doświadczenia- tak, wtedy się pewnie mylę.

  2. Czemu nie wymieniłeś faktu istnienia oszołomów obierających jaja ze skorupy od tego grubszego końca?
    Przecież z naukowego punktu widzenia jest to jedno wielkie zagrożenie na umyśle człowieka!

    1. To nie świat umiera, tylko świat ludzi się kończy. Tzn. warunki powoli przestają być przyjazne egzystancji człowieka na tej planecia – na nasze życzenie.
      Owszem, reszta dostaje rykoszetem, ale ziemia jako tako sobie z tym poradzi, ale my już niekoniecznie.
      A plastik – to możemy już jedynie łagodzić. Dużo mikroplastiku jest w całym obiegu (łącznie z opadami).

  3. Pierwszy raz jestem niezadowolony z waszego artykułu. Kwestia "zgodności" naukowców to zwyczajnie błąd rzeczowy, bo wcale nie wszyscy są zgodni. Co do samych wybranych zagrożeń jestem więcej niż sceptyczny, a przynajmniej do przedstawionych przez was wizji. W szczególności zawiodło mnie, że robotyzację bierzecie za tak poważny problem. Owszem, rynek pracy się skurczy, jednak jest wciąż wiele zawodów których wiekami nie zastąpią maszyny, a może nigdy. Ponadto, póki nie stworzymy algorytmu na kreatywne i przy tym racjonalne AI (co leży teraz grubo ponad naszym zasięgiem) to żadna maszyna nie będzie mogła samodzielnie wykonywać żadnego odpowiedzialnego zadania, a więc i tak potrzebowałaby koordynatora lub operatora będącego człowiekiem. To zagrożenie nijak nie dotknie nas w ciągu dekady, może tylko stać się troszkę namacalne, ale nawet w niewykwalifikowanych pracowników fizycznych nie uderzy mocno. Pozostałe dwa zagrożenia nie są aż taką bzdurą w kontekście dekady, jednak w dalszym ciągu szanse na katastrofę globalną są pisane palcem po wodzie, wszystko zależy od działań państw oraz narodów.

    Ogólnie rzecz biorąc, klikając w artykuł liczyłem na coś ciekawego, na mało znaną teorię, która będzie logiczna i faktycznie stanowi realne zagrożenie w najbliższych latach. A to wygląda jak artykuł pod publiczkę z wyciągniętymi najbardziej powszechnymi obawami o nasz świat. Przy tym zagrzebanie cywilizacji pod własnymi śmieciami też brzmi groźnie.

    1. Są już obecnie programy AI, które diagnozują choroby lepiej od lekarzy (np. raka piersi), niektóre firmy testuję (z dużym sukcesem) zastępowanie kurierów dronami. Samo-jeżdżące samochody są na tyle dobre, że można przewidzieć w przeciągu kilku lat zastąpienie kierowców TIR-ów AI. Tłumaczenie maszynowe staje się na tyle dobre, że można przewidzieć utratę pracy przez tłumaczy (dzisiaj np. bez problemu przeczytałem artykuł w języku, którego nie znam, przetłumaczony zwykłym tłumaczem Google'a, i choć czasami tłumaczenie to było uciążliwe i/lub śmieszne, byłem w stanie wszystko zrozumieć). Telemarketerki również są już zastępowane AI. Sprzedawczynie w sklepach są nawet zastępowane przez automaty. Jeśli twierdzisz, że AI nie spowoduje dużych zmian na rynku pracy w przeciągu następnych kilku lat, to bardzo przepraszam, ale jesteś niedoedukowany/a w tej dziedzinie.

    2. BZDURY. Sam Elon Musk w wywiadzie z 2015 byl przekonanay ze w 2017 wypuszcza samochody ktore beda same przejezdaly dystans z Nowego Yorku do LA. No i gdzie one sa? atwo mowic ciezej zrobic. To ze jakas technologi moze i mamy to nie znaczy ze mozna to od tak wprowadzic do uytku. Sa prepisy budowlane, praawne itp itd.

    3. No ale Tesle już wystarczająco dobrze jeżdżą po drogach, (nie wspominając już o tym jak wspaniale radzą sobie na autostradach). Na razie problem jest głównie z legalnością autonomiczności…

  4. w tej chwili naukowiec musi ocenic jak zasieje informacje…co sie z niej wykluje…przewidywac skutki osiagnieć…zawsze dożyc do dobra -powszechnie uznawanego…Siac informacje na podatnym gruncie zeby wyrastały plony..Uwazac zeby informacja nie była broną niestety ….kocham nauke ale odnosze wrazenie im wiecej sie odkrywa tym jest gorzej .Ale osobiscie znajduje pocieszenie jak widze choc jedna osobe -ktora jeszcze nie zachorowała na wirusa znieczulicy (powszechnie uznawane za dobrodziejstwo) pozdr serdecznie

  5. Martwię się coraz bardziej o świat i wszystko co koło niego się dzieje. Mam nadzieję, że technologia i roztropność ludzka zwycięży.

  6. Panie Łukaszu,
    zaskoczył mnie Pan nieco w kilu punktach:
    – odnośnie "katastrofy klimatycznej" – przecież jej trwanie -już teraz- również jest faktem podnoszonym przez środowisko naukowe; trzeba sporo ignorancji i przymykania oczu, żeby tego nie dostrzec, szczególnie jeśli odbiera się wiadomości ze Świata, a nie tylko z Polski (chociaż o katastrofie klimatycznej w Polsce pisze np. Filip Springer w swoim cyklu reportaży);
    – co do konieczności ochrony miejsc pracy – fajnie pisał o tym Y.N. Harari ("21 lekcji.."), zauważając, że nie chodzi o ochronę miejsc pracy jako takich, ale o ochronę LUDZI np. przed skutkami bezrobocia; i zamiast próbować hamować niepowstrzymywalne zmiany, należy zacząć zrewidować m.in. cały system edukacji do potrzeb nowych czasów.
    Ale tak ogólnie to fajnie, że napisał Pan taki artykuł. Pozdrawiam! :>

  7. Myślę, że najszybciej zabije nas globalne ocieplenie i zanieczyszczenia ziemi. Nasz świat się kończy, brakuje dla nas miejsca w tej rzeczywistości. Czas się powoli wyczerpuje i nie możemy zwlekać z ratowaniem ludzkiego gatunku, za chwilę będzie za późno o ile już nie jest.

    1. Ani globalne ocieplenie ani zanieczyszczenie środowiska nas nie zabije. Jedyne poważne zagrożenia to wojna, nowe bakterie/wirusy i niekontrolowana sztuczna inteligencja.

    2. Powtórzę za przedmówcą z 2 lutego. Kapitalizm jest najlepszy. Kapitalizm, wolny rynek, niskie podatki, jak najmniej regulacji. To oczywiście nie załatwi wszystkich problemów, panaceum nie istnieje ale wolny rynek zapewnia najefektywniejszą (znaną) redystrybucję dóbr. Na wolnym rynku najwięcej ludzi się bogaci. Oczywiście jedni bardziej inni mniej. Nierówności społeczne nie znikają. Nie jest to system sprawiedliwy, bo nieraz też decyduje szczęście. Ale na wolnym rynku nie marnują się nasze podatki, które musimy płacić. Wolny rynek to po prostu system naturalny. Ekosystemy naturalne nie potrzebują regulacji aby sprawnie funkcjonować. Radzą sobie gdy jest nadmiar zasobów (rzadko) i radzą sobie gdy są niedobory (sytuacja typowa).

      Postępująca mechanizacja raczej nie powinna być problemem. Dlaczego? Bo mamy z nią do czynienia już od dawna i na dłuższą metę nigdy problemem nie była. Wręcz przeciwnie. Pozwalała ludziom zająć się czym innym. A ludzi przecież ciągle przybywa. Zawsze oczywiście możemy przestać używania koparek i wrócić do łopat. Więcej ludzi znajdzie wtedy zatrudnienie. Nie ma jednak takiej potrzeby. A gdy już roboty będą za nas robić wszystko, wtedy będziemy mogli na spokojnie filozofować.

      Czy stworzenie sztucznej inteligencji może być problemem? Pewnie może choć nie musi. Problemem może być taka, która będzie nas mocno przewyższać. Obawy, jakie się tu pojawiają, to jak kontrolować taki twór, gdyby obrócił się przeciwko nam. Jakie zabezpieczenie mu wbudować, w jakiej klatce go umieścić aby ew. nie zrobił ludziom krzywdy? Myślę, że prawa robotyki nie będą wystarczające. Możliwe, że z takiej klatki (dosłownej i metaforycznej) nasz twór dość szybko ucieknie, jeśli będzie chciał.
      Gdybyśmy my byli tworami powiedzmy szympansów (sytuacja do jakiej obecnie dążymy: uczeń mocno prześcignął mistrza), to nawet wszystkie szympansy razem wzięte nie wymyślą żadnego zabezpieczenia aby powstrzymać stworzonego przez siebie człowieka przed szybkim wyswobodzeniem się.
      Ale pojawia się też inne pytanie. Czy nasze obawy, że zostaniemy zdominowani przez twory od nas rozumniejsze nie wynikają tylko z naszej ignorancji albo wręcz biologii? Myślę, że pytanie czy coś nam grozi czy nie pozostaje na razie otwarte. Za mało wiemy o ludzkiej inteligencji. Po drugie, nie mamy innej, porównywalnej.

  8. Autor sam sobie przeczy. W jednym akapicie pisze o rozwoju sztucznej inteligencji i stracie miejsc pracy co swoją drogą samo w sobie jest bzdurą choćby z racji na to że praca maszyn będzie wymagać nadzoru człowieka a ludzie potrzeby są nieograniczone. A nawet jeśli maszyny będą w pełni autonomiczne to wytwarzane przez nie dobra będą praktycznie darmowe więc i dostępne dla każdego. W ogóle autor uderza w fatalistyczne tony: masy będą biedować a bogaci staną się jeszcze bogatsi bo będę produkować bardzo tanio i sprzedawać… komu, tym biedującym masom które na nic nie stać? 🙂
    Ale wracając do tematu, w jednym akapicie biadanie jak to stracimy miejsca pracy a w drugim biadanie bo kryzys demograficzny i nie będzie komu pracować (na miejscach pracy zagarniętych przez maszyny) na nasze emerytury. Taka mała sprzeczność. 🙂

  9. Pierwszy raz spotykam się w poważnym medium, bo za takie niewątpliwie uznaję tę stronę, z tezą, że kryzys demograficzny w Europie jest większym zagrożeniem niż globalne przeludnienie. Rzeczywistość pokazuje, że niedobór tzw. "rąk do pracy" w rdzennych społecznościach można szybko zastąpić migrantami. W końcu rynek nie znosi próżni. Z drugiej strony jest przerażająca, jak dla mnie, wizja kolejnych milionów i miliardów do wyżywienia w krajach biednych. Owszem, trzeba myśleć o bardziej sprawiedliwym podziale dóbr, rozpowszechnianiu medycyny i ekologii. Tyle, że zasoby surowców nie są nieograniczone i przy dalej galopującej liczbie ludności osiągniemy punkt krytyczny szybciej, niż to się może wydawać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *