Przebodźcowani nadmiarem czynników technologicznych współczesnego świata i rozproszeni ich mnogością, do rozważań na temat zdrowia psychicznego czy higieny cyfrowej powinniśmy włączyć kwestię elastyczności psychologicznej. W dzisiejszym wywiadzie rozmawiam o niej z Martą Szydłowską – psycholożką, psychoterapeutką, superwizorką i wykładowczynią na Uniwersytecie SWPS.

 

Wywiad ten powstał we współpracy z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym.

 

Elastyczność psychologiczna
Symboliczne zobrazowanie elastyczności psychologicznej. Źródło: Pixabay, z późn. zm.

 

Łukasz Sakowski: Czym jest elastyczność psychologiczna?

Marta Szydłowska: Umysł człowieka dąży do stałości. Nasz mózg jest bardzo ekonomiczny i automatyczny. Kieruje się zasadami, które zostały utrwalone w konsekwencji różnych doświadczeń w ciągu życia każdego człowieka, a także bazuje na tym, co odziedziczyliśmy w genach. Mamy ukształtowane wzorce postępowania, myślenia i odczuwania emocji. Wzorce te są często zero-jedynkowe. Wiele sytuacji, rozczarowań, obaw, porażek powoduje odczuwanie emocji – lęku, smutku, złości, których nie chcemy, bo utrudniają funkcjonowanie i uniemożliwiają sprawne działanie. Rozpoczyna się walka z bolesnymi emocjami i myślami. Często słyszę w gabinecie słowa klientów: „chcę poczuć się lepiej i muszę pozbyć się tych złych emocji”. A poczucie pełni życia, przyjmowania postawy tu i teraz bez względu na to, jakie emocje się pojawiają, to procesy rozwijające naszą elastyczność psychologiczną. Bo najprościej mówiąc, elastyczność psychologiczna to umiejętność bycia obecnym, świadomym, otwartym na własne doświadczenia, działając zgodnie ze swoimi wartościami.

 

Czyli jeśli ktoś ma nawyki, które całe życie powtarza, zarówno takie konkretne, np. zapalanie światła o określonej godzinie, ale i ogólnie, jak i uogólnione wzorce zachowań, np. ciągła introwersja, to to jest sztywność psychologiczna?

Z pewnością żeby odpowiedzieć na to pytanie musiałabym poznać szerszy kontekst opisanych przez ciebie nawyków. Istotne też jest to, czy nawyki powodują cierpienie u osoby, która ich doświadcza. Czasem takie powtarzalne zachowania pełnią rolę kompulsji, a powtarzające się myśli utrudniające funkcjonowanie, to obsesje. Oczywiście nie każde powtarzalne zachowanie czy sposób myślenia to kompulsje czy obsesje. Mogą to być różnego rodzaju automatyzmy, czyli takie automatyczne sposoby reagowania, myślenia, zachowania. Utrwalone przez lata wzorce postępowania nie utrudniające życia.

 

Umysł człowieka jest bardzo ekonomiczny, dąży do stałości. Może się zdarzyć, że w toku zmieniającego się życia, nowych relacji, pod wpływem nabywanych kompetencji społecznych, zawodowych, trudno otworzyć się na nowe, zaakceptować zmieniającą się rzeczywistość, zaangażować się w to, co ma znaczenie. Rozumiejąc cały swój kontekst, w jakim funkcjonujemy, zauważając konkretne zachowania i funkcje jaką spełniają – kiedy oddalamy się od tego co dla nas ważne, angażujemy się w zachowania, które przynoszą więcej strat niż korzyści, żyjemy na autopilocie, możemy mówić o sztywności psychologicznej.

 

Jeżeli przez prawie całe życie byłem introwertyczny, a w ostatnim roku stałem się bardziej ekstrawertyczny, to znaczy, że moja elastyczność psychologiczna się zwiększyła?

Ważne, żebyś zauważył, jaką Twoje zachowania pełnią funkcję i w jakim kontekście występują. Bo elastyczność psychologiczna z założenia teoretycznego i rozwijania jej w praktyce ma wpływać na jakość życia. Jeśli nie wychodziłeś do ludzi, a teraz zacząłeś, to nie zmieniłeś się ty jako człowiek, tylko zmodyfikowałeś swoje zachowanie. Bycie bardziej z ludźmi mogło okazać się pomocne i przystosowawcze. Składową elastyczności psychologicznej jest uważność, umiejętność bycia tu i teraz, spojrzenia z dystansu na różne sytuacje, umiejętność zaakceptowania, tego na co nie masz wpływu, otwieranie się na siebie w różnych rolach, zadaniach, angażowanie się w to, co ma dla ciebie znaczenie i w konsekwencji życie takim życiem, na jakim ci zależy, w którym ci dobrze, z poczuciem wpływu i sprawczości.

 

Czy elastyczność psychologiczna może być nadmierna? Od razu przychodzi mi na myśl przykład osób borderline, które są bardzo „elastyczne”, naruszające własne i czyjeś granice. Czy to to samo zjawisko czy coś innego?

To coś kompletnie innego. Patrzymy na kontekst zachowania i jego funkcję. Jeśli ktoś zachowuje się w sposób szkodzący, zagrażający sobie czy innym, to nie powinniśmy dopasowywać tego zachowania do definicji, że ktoś jest nadmiernie elastyczny, umiejący tak żyć, że nie liczy się z innymi, naruszający granice. To są zachowania utrudniające takiej osobie i jej bliskim funkcjonowanie w równowadze emocjonalnej, przynoszące więcej strat niż korzyści i nie jest to elastyczność psychologiczna.

 

Mówiłaś o uważności i byciu tu i teraz, powszechnie nazywane jako mindfulness. Czy to się składa na elastyczność psychologiczną?

Tak jest, to jest składowa. Ale nie chodzi o to, by będąc tu i teraz, zapominać o przeszłości, która nas ukształtowała czy o przyszłości, która przed nami. W ciągu życia nasz mózg zasypywany jest miliardami informacji, co sprzyja utracie kontaktu ze swoimi doznaniami płynącymi z ciała w danym momencie. W przebodźcowanym świecie poszukujemy tego, co pozwoli nam choć przez chwilę poczuć lekkość, szczęście. Bez ustanku dążymy do zaspokojenia wszystkich potrzeb oczekując spektakularnych zmian w jakości naszego życia. Dla mnie uważność, tu i teraz, pozwala doświadczać świata na świeżo, wszystkimi zmysłami, jak doznaje go dziecko, co daje szansę na przeżywanie życia po swojemu, a nie tylko o nim marzyć. I jak zauważył dr Jon Kabat-Zinn: „zmysły są jedynym sposobem odczuwania świata. Sam umysł jest zmysłem. (…) Można widzieć bez patrzenia i słyszeć wszystko bez słuchania”.

 

Zderzenie z rzeczywistością
Nowa książka na temat terapii ACT, wydana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

 

Istotne wydaje się potraktowanie swojego umysłu jak mięśnia. Od samego pójścia na siłownię i popatrzenia na maszynę nasze ciało się nie zmieni, nie uelastyczni, nie stanie się bardziej umięśnione, nie spali tłuszczu, nie będzie bardziej wydolne fizycznie. Podobnie jest z umysłem, który potrzebuje trenowania się w nabywaniu nowych umiejętności i wymaga naszego zaangażowania w powtarzalności kształtowanych kompetencji bycia tu i teraz.

 

Procesy, które pomagają rozwijać psychologiczną elastyczność to kontakt z chwilą obecną – umiejętność elastycznego prowadzenia uwagi na to, co dzieje się w naszym życiu tu i teraz.
To też defuzja poznawcza – zdolność zachowania dystansu do własnych myśli, obserwowania ich bez dosłownego przyjmowania i wiary w ich prawdziwość. Dalej: akceptacja – umiejętność przyjmowania i doceniania wszystkich aspektów życia takimi, jakimi są, bez próby zmieniania ich.
I wartości – umiejętność zauważania i wybierania tych aspektów w życiu, które są dla nas najistotniejsze. Zaangażowane działanie: umiejętność podejmowania świadomych działań w zgodzie ze swoimi wartościami. A na koniec „ja jako kontekst” – umiejętność zauważania siebie jako zmiennej, dynamicznie ewoluującej scenerii, gdzie może toczyć się nasze życie, w przeciwieństwie do sztywnych przekonań i wyobrażeń o tym, kim jesteśmy i kim możemy być.

 

Zrozumieć ACT
Za: Russ Harris (2018). „Zrozumieć ACT. Terapia akceptacji i zaangażowania w praktyce”; Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

 

Jest taka francuska bajka „Było sobie życie” o działaniu ludzkiego organizmu. W piękny, metaforyczny sposób zobrazowano w niej, co się dzieje z nami od wewnątrz, kiedy w świecie zewnętrznym znajdziemy się w różnych sytuacjach. Organizm „pracuje” cały czas, zachodzące w nas procesy fizjologiczne nie wymagają naszej kontroli. I całe szczęście, bo gdybyśmy mieli pilnować temperatury ciała, ciśnienia krwi, nadzorować procesy trawienne, kontrolować immunologię i całą masę wszystkich procesów zachodzących bez naszego świadomego udziału, to podejrzewam, że nie starczyłoby nam czasu na zajmowanie się życiem na zewnątrz.

 

Pierwszym krokiem do zmiany [elastyczności psychologicznej – przyp. red.] jest zauważenie tego, co chcę zmienić i tu przydaje się uważność. Możemy świadomie reagować na to, co się dzieje w naszym ciele. Jeśli zauważę, że oddycham krótko, płytko podkręcając w ten sposób odczucia napięcia w całym ciele, to poprzez zastosowanie różnych technik oddechowych, relaksacyjnych, mogę zwolnić proces oddychania, tak by wyregulować jego tempo, obniżyć ciśnienie krwi i doprowadzić się do stanu, na jakim mi zależy. Pokazane w bajce neuronki, małe niebieskie stworki, bardzo szybko biegające po utartych drogach, mają wyrobione szlaki neuronalne, tak zwane autostrady. I my, w swoich mózgach mamy masę takich autostrad, wyrobionych poprzez stałe powtarzanie jakichś czynności, zachowań, sposobu myślenia. Uważność polega na tym, że potrafimy się zatrzymać w tym automatycznym działaniu. Wyłączyć autopilota, skierować uwagę np. na doznania zmysłowe – co w tym momencie słyszę, jakie kolory dostrzegam, jaką temperaturę odczuwam, jaki smak ma kawa, którą teraz piję, jaki zapach wącham.

 

W trakcie uczenia o uważności lubię zachęcać do korzystania z niej w codzienności. Przykładem może być codzienne mycie zębów – zwróć uwagę o czym myślisz, kiedy wykonujesz tę czynność. Być może robisz to automatycznie i nie zastanawiasz się nad poszczególnymi krokami w trakcie codziennego szczotkowania zębów? Może robiąc to w pośpiechu myślisz, co jeszcze musisz zrobić przed wyjściem z domu, albo położeniem się spać wieczorem? Może przypominasz sobie sen, albo sytuacje z przemijającego dnia? A jakby to było, gdybyś przeniósł uwagę na zęby, które właśnie myjesz? O, jeszcze czwórka z tej strony, hmm pasta taka miętowa, o, czuję dużo piany w ustach. Jeśli żyjesz w niekończącym się pędzie, pośpiechu, to początkowo trudnością będzie takie bycie w chwili obecnej.

 

Marta Szydłowska
Moja rozmówczyni, Marta Szydłowska. Fot.: archiwum prywatne

 

Dzieci do około 3 roku życia są bardzo „tu i teraz”. Na spacerze zwracają uwagę na patyki, ptaki, kałuże, nie analizują wszystkiego, co wydarzyło się wczoraj lub co będzie jutro. Są obecne i zaciekawione tym co widzą, co słyszą, jaki zapach czują. Korzystają ze swoich zmysłów. Takie świadome kierowanie uwagi wzmacnia poczucie wpływu, sprawstwa na własne życie. Warto trenować swój umysł i budować nowe szlaki neuronalne, bo umysł jest plastyczny przez całe nasze życie.

 

Czy ta uważność jest tożsama z tym, co w wielu nurtach psychoterapii, od psychodynamicznej po terapię Gestalt czy schematów, jest nazywane byciem sobą, autentyczną ekspresją, zamiast fałszywego „ja”?

Uważność to zatrzymanie się w tym wszystkim, co dzieje się wokół mnie i we mnie. To umiejętność obserwowania i dystansowania się od tego, co otacza mnie na zewnątrz oraz od tego, co dzieje się w moim ciele. To umiejętność zauważania i braku oceniania. Umysł jest bardzo ekonomiczny i automatyczny, bazuje na tym co jest mu znane. Więc jeśli w sytuacji zmęczenia fizycznego w domu, w którym dorastałam, mama stale wyszukiwała różnych chorób, to z dużym prawdopodobieństwem, kiedy jestem już dorosła i poczuję zmęczenie, mój umysł zacznie podsuwać mi myśli nasycone lękiem: „na pewno jestem na coś chora”. Natomiast u osoby, która uważnie zatrzyma się w pędzie różnych zadań, zauważy jaka jest pora dnia, co się dzieje, jakie ma myśli i że może jest po prostu zmęczona i obciążona ilością obowiązków.

 

Uważność i rozumienie „ja” w różnych nurtach terapeutycznych to zupełnie różne pojęcia. Każdy wymieniony przez ciebie nurt ma swoje konstrukty pojęciowe i różnie określa np. bycie sobą. Ogólnie można określić, że na „ja” składa się wiele elementów – geny, doświadczenia, wyuczone zachowania, wartości, zainteresowania, co o sobie myślę, co lubię a czego nie lubię, co realizuję, do czego dążę, itp.

 

A więc jest to trochę przeciwieństwo ruminacji, czyli obsesyjnego myślenia o czymś w kółko z trudnością, aby zacząć myśleć o czymś innym.

W pierwszej kolejności warto rozróżnić ruminacje od obsesyjnego myślenia. Ruminowanie to proces myślowy, który tak najprościej mówiąc, polega na nadmiernym myśleniu, gonitwie niechcianych myśli, rozpamiętywaniu przeszłości. Żeby zobrazować, jak działa umysł, kiedy ruminuje, można go metaforycznie porównać z przeżuwającą trawę krową. Zwierzak ten ma czterokomorowy żołądek i wiele godzin w ciągu doby przeżuwa trawę. Takie ciągłe trawienie jako analizowanie myśli, wracanie do przeszłości, zastanawianie się nad innymi rozwiązaniami, decyzjami, uniemożliwia bycie w teraźniejszości. Natomiast obsesje to nawracające, irracjonalne myśli, idee, wyobrażenia, impulsy pojawiające się automatycznie i powodujące cierpienie. Dotyczą tego, co może się wydarzyć w przyszłości. Jeśli więc założymy, że teraźniejszość jest naszym centrum, środkiem w którym się znajdujemy, to po lewej stronie będą ruminacje, smutek i przeszłość, a po naszej prawej stronie będzie lęk, zamartwianie, obsesje – czyli przyszłość.

 

Jak do tego ma się dysocjacja? Skoro elastyczność to umiejętność spojrzenia z dystansem, a dysocjacja to stan oddzielenia umysłu od danej chwili.

Dysocjacja to rozdzielnie. W psychiatrii oznacza całkowitą utratę integralności pomiędzy tożsamością, odczuciami a własnym ciałem i wówczas mówimy o zaburzeniach dysocjacyjnych. Jeśli przyjrzymy się swojemu funkcjonowaniu, być może zauważymy, że co jakiś czas czytając książkę „zawieszamy” myśli na czymś innym albo wpatrujemy się w jakiś przedmiot, np. wirującą pralkę, odcinając się jednocześnie od teraźniejszości, bieżącej sytuacji. Takie stany mogą utrudniać codzienne funkcjonowanie i warto przyjrzeć się, w których momentach się pojawiają, o czym wtedy myślę, co robię, gdzie jestem? Być może w przeszłości doświadczyłam bardzo stresującej sytuacji i system nerwowy w ten sposób sobie poradził z ogromnym obciążeniem. Dysocjacja to nie jest stan przeciwny do elastyczności psychologicznej.

 

ACT skoncentrowana na traumie
Książka poświęcona terapii ACT, wydana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

 

Może też być tak, że ktoś przez większość swojego życia, klient/pacjent, nauczył się strategii unikania tego co trudne, nieprzyjemne, dążąc jednocześnie do pełni szczęścia i radości. A w kształtowaniu nowych nawyków reagowania, ważne będzie zdobycie wiedzy o emocjach, o fizjologii, o swoich potrzebach, pragnieniach, o różnych mechanizmach psychologicznych, itp., bo bez zaciekawienia i niezbędnych informacji trudno będzie dokonywać zmian.

 

Mówisz o tym, że nie da się przeżyć życia bez nieszczęścia, a także że niekorzystne jest też ciągłe rozpamiętywanie przeszłości i dawnych krzywd, zamiast pójścia dalej. Skojarzyło mi się to z określeniem pokolenia płatków śniegu, na obecnych młodych dorosłych, którzy chcą wykluczyć z życia wszystko, co sprawia im dyskomfort. Żądają ostrzeżeń wszędzie przed wszystkim albo cenzurowania poglądów, które ich zdaniem są niefajne. Są też nastawieni na takie rozjątrzanie w sobie przeszłości i wyżywanie swoich nieprzerobionych emocji na ludziach, co prof. Jonathan Haidt nazwał odwróconą, negatywną terapią poznawczo-behawioralną. Robią to nawet w skali historycznej, ciągle atakując określone rasy czy narody za błędy sprzed wieków, do których współcześni ludzie w ogóle się nie przyczynili. Jak na to patrzysz?

Przyszło mi do głowy sformułowanie zaczerpnięte z terapii skoncentrowanej na współczuciu: nie moją winą jest, co ze mną zrobiono, moją odpowiedzialnością jest zrobić coś z tym, co ze mną zrobiono. Czyli nie chodzi o to, żeby iść przez życie rozpamiętując przeszłość, bo często jako dzieci nie mieliśmy wpływu na to, jak traktowali nas dorośli. Mamy wpływ teraz na swoje życie i możemy odpowiedzialnie reagować i zmieniać je tak, by żyło nam się dobrze. Bo tak wygląda świat i życie na Ziemi. Są trudne informacje, są okrutne wydarzenia na świecie, są poglądy inne, niż nasze, są przykre emocje, jednak one też są częścią życia i taka postawa, o jakiej mówisz, może znacząco ograniczać takie osoby w rozwijaniu się, w zdobywaniu doświadczeń budujących ich dobre jakości. Umiejętnością jest odnalezienie się w świecie takim, jakim jest, zamiast unikania czy zwalczania tego, z czym się nie zgadzamy, przy jednoczesnym mądrym, odważnym, odpowiedzialnym, troskliwym angażowaniu się w takie działania, które nas i innych wzmacniają.

 

Zauważyłem, że jest dużo ludzi, którzy w taki sposób rozpamiętują jakieś większe czy mniejsze krzywdy z przeszłości. Chowają tę swoją urazę jak najcenniejszy skarb i potem swoje rozgoryczenie przenoszą na inne znajomości i relacje, psując sobie tak naprawdę życie czy zatruwając je innym.

To jest bardzo powszechne. Nie mieliśmy i nie mamy lekcji uczących o emocjach. Może być łatwiej przenieść winę na kogoś zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje reakcje i zachowania. Myślę, że ważne jest poznanie kontekstu życia osoby, która jak to nazwałeś „rozpamiętuje krzywdy”. Z boku łatwo jest nam oceniać czy wydawać osądy. Należy pamiętać, że nigdy, nawet przy ogromnym potencjale intelektualnym czy pokładach empatii, nie będziemy „w butach” kogoś, kogo oceniamy. Być może taka osoba nie ma umiejętności, by reagować inaczej. Może też nie ma gotowości do dokonywania zmiany w swoim myśleniu, odczuwaniu i budowaniu, utrzymywaniu relacji.

 

Ja to rozumiem i nie neguję przyczyn, jakie mogą stać za takimi zachowaniami. Zarazem tego typu osoby często naginają czyjeś granice, uzasadniając to swoimi krzywdami z przeszłości i usprawiedliwiając się zdiagnozowanymi zaburzeniami, że mają to czy tamto, więc ich zdaniem nie wolno mieć im tego za złe. Po czym kontynuują takie traktowanie innych. I widzę to jako bardzo niekonstruktywne podejście, bo ani nie rozwiązuje problemu tego, kto powoduje zgrzyt, a jeszcze zatruwa życie ludziom wokół, próbując wymuszać tolerowanie krzywdzących zachowań takiej osoby. Taka postawa w niektórych kręgach internetowych stała się wręcz cnotą, a nawet przyczyniła się do całego nurtu kultury ofiar – zjawiska analizowanego obecnie przez socjologów.

Myślę że istotne jest, co ja mogę zrobić, czego potrzebuję, na co mam wpływ, kiedy ktoś mnie rani. Bo na sposób zachowania innych ludzi w stosunku do mnie wpływu nie mam. I jeżeli ktoś powie coś o mnie, oceni, skrytykuje, to są słowa tej osoby, które mogą mnie dotknąć, poruszyć, wywołać emocje, różne reakcje. Jednak nadal są to słowa czy zachowania tej osoby. Istotne wydaje się przyjrzenie się sobie, z jakiego powodu te słowa i zachowania wpływają na mój stan. Mam wpływ na to, żeby przyjrzeć się swoim reakcjom, odkryć z jakiego powodu poczułam się zraniona i podjąć kroki w kierunku pracy nad swoimi emocjami czy zachowaniami.

 

Jakie zaburzenia charakteryzują się niższą elastycznością psychologiczną?

Zaburzenia psychiczne sklasyfikowane są przez zespoły diagnostów, lekarzy w DSM-5 czy ICD-10. Posługują się nimi psychiatrzy, psychologowie, psychoterapeuci.
Myśląc o większej lub mniejszej elastyczności psychologicznej warto zwrócić uwagę na to, jaką funkcję pełnią określone zachowania człowieka. Po co zachowuję się w taki sposób? Jak wpływa na mnie takie myślenie? Jeśli mój automatyczny wzorzec myślenia, odczuwania, zachowania jest jakiś, to co mi to daje a co odbiera. Patrzyłabym nie tyle pod kątem objawów, lecz zachodzących procesów psychicznych. Jako psychoterapeutka wiem, że ruminacje występują w depresji, zaburzeniach lękowych czy niektórych zaburzeniach osobowości, mogą być one obecne też w innych zaburzeniach lub u osób bez zaburzeń, które nauczyły się takiego sposobu myślenia. Najważniejsza jest jednak funkcja: po co ktoś ciągle martwi się przeszłością, ile godzin traci na ruminacje, czy ruminowanie sprzyja realizowaniu wartości czy ogranicza?

 

Jaka terapia kładzie nacisk na elastyczność psychologiczną?

Między innymi jest to terapia akceptacji i zaangażowania, czyli ACT (ang. acceptance and commitment therapy). Powstała w latach 80. XX w. Należy do nurtu tzw. trzeciej fali terapii poznawczo-behawioranej. Istotą terapii ACT jest zauważanie zachowania człowieka w danym kontekście, w którym występuje oraz badaniu funkcji jaką pełni. Model ACT obejmuje komponent egzystencjalny, zakłada, że nawet w dużym cierpieniu i bólu można odnaleźć sens i celowość życia. Uczy, jak zaakceptować to, na co wpływu nie mamy, zarazem angażując się w realizację założeń, celów w obszarach, które są dla nas ważne.

 

Przychodzi mi na myśl książka, która zainspirowała mnie do poznania terapii ACT. Chodzi o „Człowieka w poszukiwaniu sensu” Viktora Frankla, który zwrócił uwagę, że pomiędzy bodźcem a reakcją jest przestrzeń i to od nas zależy, jak ją wykorzystamy, by kształtować własne reakcje. Nie mamy wpływu na to, by kontrolować myśli, bo mózg produkuje tysiące myśli dziennie. Możemy natomiast nauczyć się zauważania, obserwowania, dystansowania się od tych myśli, które nam szkodzą, uważnego reagowania, akceptowania i rozwijania w sobie umiejętności takich zachowań, które nas wzmacniają.

 

Viktor Frankl prowadził logoterapię. Czym w ogóle terapia ACT różni się od innych nurtów?

Terapia ACT obejmuje komponent egzystencjalny. Vikor Frankl znalazł się w obozie koncentracyjnym, przeżył pomagając innym oraz odnalazł w tym okrutnym kontekście sens. To skrajny przypadek pokazujący, że nawet w koszmarnych warunkach zaakceptował to, no co wpływu nie miał i zaangażował się w działania w ważnych dla siebie obszarach, w których mógł coś zrobić. Terapia akceptacji i zaangażowania pomaga nazwać wartości jako kierunkowskazy w życiu, a ich odkrycie i życie w zgodzie ze swoimi wartościami, podobnie jak w logoterapii, która powstała bazując na doświadczeniach Frankla, zachęca do poszukiwania sensu życia.

 

 

Celem ACT jest zwiększenie elastyczności psychologicznej, poprzez rozwijanie procesów o których mówiliśmy wcześniej. A im więcej sztywności psychologicznej, tym więcej lęku, depresji, uzależnień oraz niemal wszystkich innych problemów psychicznych i behawioralnych. Im więcej energii wkładamy w unikanie nieprzyjemnych myśli, doznań, wspomnień, tym trudniej jest angażować się w zmiany swojego funkcjonowania.

 

A są jakieś podobieństwa z technikami poznawczymi? Blokowanie myśli itd.?

W terapii ACT dążymy do zmiany w podejściu do własnych myśli, emocji, tak by przestały być postrzegane jako objawy. Nie chcemy walczyć, siłować się z kwestionowaniem myśli. Nie chodzi jedynie o zredukowanie cierpienia. Celem jest kształtowanie i rozwijanie kompetencji, które pomimo cierpienia dadzą szansę na zbudowanie satysfakcjonującego życia, które warto przeżywać, w którym lęk, przykre emocje, myśli przestają nas ograniczać. W pracy poznawczej stosujemy różne narzędzia, np. restrukturyzację poznawczą, szukamy myśli adaptacyjnych, zamieniamy myśli, które powodują trudne emocje na myślenie pozytywne, racjonalne. Możemy stosować różne strategie do pracy z myślami. Ważne jest to, żeby wiedzieć po co mamy wykorzystać daną metodę, co do tej pory stosowałam, co mi pomagało, co szkodziło. Czy mam gotowość, żeby poeksperymentować i próbować innych technik czy podejść.

 

Jest jeszcze szereg terapii psychodynamicznych i psychoanalitycznych, które największy nacisk kładą na dzieciństwo i wczesne doświadczenia. Czy terapia akceptacji i zaangażowania ma z nimi coś wspólnego?

Terapia ACT to jest terapia tzw. trzeciej fali terapii poznawczo-behawioralnej. W pierwszej była terapia behawioralna, w drugiej poznawczo-behawioralna, a terapie trzeciej fali takie jak: terapia akceptacji i zaangażowania ACT, terapia skoncentrowana na współczuciu CFT, terapia dialektyczno-behawioralna DBT, terapia schematów ST, terapia oparta na uważności MBCT. Te trzeciofalowe terapie biorą pod uwagę nie tylko teraźniejsze funkcjonowanie człowieka, uwzględniają kontekst rozwojowy, dzieciństwo, doświadczenia na różnych etapach życia. Powszechnym mitem jest, że terapie poznawczo-behawioralne odrzucają kwestie dzieciństwa czy przywiązania, że są płytkie i bazują tylko na tym, co jest teraz. Podczas pracy psychoterapeutycznej badamy cały kontekst życia. To co wyróżnia terapię ACT i stwarza kontekst poczucia bezpieczeństwa dla klienta/pacjenta, to stale rosnąca liczba badań potwierdzających jej skuteczność.

 

Na koniec podsumujmy, jak być elastycznym psychologicznie?

Ważnym pytaniem, do którego zachęcam, żeby je sobie zadać, jest: po co mi elastyczność psychologiczna? Jak bycie elastyczną psychologicznie może wpłynąć na moje życie? Jakie mogę mieć z tego korzyści, co mogę stracić? Każdy z nas jest wyjątkową indywidualnością i wydaje mi się, że istotne jest życie w zaufaniu do siebie, swoich wartości, wyborów oraz gotowości do dokonywania zmian. Bycie elastycznym to życie z otwartością umysłu, akceptacją tego na co wpływu nie mam, angażowanie się realizowanie togo, co mnie rozwija, jest dla mnie ważne, co poprawia jakość mojego życia.

 

Lubię takie ćwiczenie, które mobilizuje umysł do zatrzymania i zastanowienia się co jest teraz i w perspektywie całego mojego życia dla mnie ważne, do czego dążę, czy realizuję swoje założenia, cele, które dotyczą moich wartości: wyobraź sobie, że jesteś na swoich 90-tych urodzinach; rozejrzyj się w jakim jesteś miejscu, gdzie zorganizowałaś przyjęcie; zauważ ludzi, którzy przyszli by świętować razem z tobą, ilu ich jest, jak wyglądają; a teraz wyobraź sobie, że stajesz na środku i coś do tych wszystkich ludzi mówisz; co im powiesz jako doświadczony życiem 90-latek? Do czego ich zainspirujesz, przed czym ostrzeżesz, jakie wskazówki przekażesz swoim gościom, by mogli żyć w zgodzie ze swoimi wartościami, w poczuciu spełnienia, równowagi emocjonalnej, zaciekawienia życiem.

 

 

Najnowsze wpisy

`

6 komentarzy do “Jak być elastycznym psychologicznie i co to znaczy?

  1. „Przyszło mi do głowy sformułowanie zaczerpnięte z terapii skoncentrowanej na współczuciu: nie moją winą jest, co ze mną zrobiono, moją odpowiedzialnością jest zrobić coś z tym, co ze mną zrobiono. Czyli nie chodzi o to, żeby iść przez życie rozpamiętując przeszłość, bo często jako dzieci nie mieliśmy wpływu na to, jak traktowali nas dorośli. Mamy wpływ teraz na swoje życie i możemy odpowiedzialnie reagować i zmieniać je tak, by żyło nam się dobrze.”

    Jednym z kluczowych założeń protestantyzmu jest „indywidualna odpowiedzialność moralna”. A właściwie było nim, bo tradycyjna religia protestancka została zastąpiona m.in. przez etos terapeutyczny, a powstały w XIX w. duchowy „Ruch Nowej Myśli (New Thought)” był jednym z prekursorów tej fundamentalnej przemiany. Charakterystyczną cechą tego ruchu było to, że doprowadził protestanckie idee do skrajności – indywidualna odpowiedzialność, sukces osobisty i finansowy stały się centrum jego uwagi (wcześniej było nim „leczenie” chorób pozytywnym myśleniem).
    „Kluczowym założeniem Nowej Myśli było przekonanie, ze człowiek sam jest odpowiedzialny za sytuację, w jakiej się znajduje, i sam może ją zmienić, dochodząc do poznania własnej istoty i tym samym zyskując dostęp do nieograniczonych, tkwiących w nim samym możliwości. (Agata Świerzowska).”

    Należy zadać pytanie, czy faktycznie „Mamy wpływ teraz na swoje życie i możemy odpowiedzialnie reagować i zmieniać je tak, by żyło nam się dobrze.”
    Ideologia równych szans zakłada, że „możesz wszystko”, jeśli będzie tylko odpowiednio mocno nad tym pracował (protestancki etos pracy). Jednak jak dobrze wiadomo, trudne dzieciństwo możne niestety odcisnąć dosłownie piętno na całe życie. Ale kultura terapeutyczna jest na to ślepa – co najwyżej takiej osobie zaproponuje terapię jej prywatnego „zaburzenia”, odwracając uwagę od społecznych i środowiskowych determinantów ludzkich problemów.

  2. „Jednak jak dobrze wiadomo, trudne dzieciństwo możne niestety odcisnąć dosłownie piętno na całe życie. Ale kultura terapeutyczna jest na to ślepa – co najwyżej takiej osobie zaproponuje terapię jej prywatnego „zaburzenia”, odwracając uwagę od społecznych i środowiskowych determinantów ludzkich problemów.”

    Tu akurat „kultura terapeutyczna” postępuje właściwie. Przynajmniej czasami. Jeżeli nie da się zmienić przeszłości ani otoczenia, to trzeba się do niego dostosować tak aby wyciągnąć z niego jak najwięcej korzyści (oczywiście bez żerowania na innych). Z tego co napisałeś wynika, że terapeuta, zwłaszcza protestant :), mówi podopiecznemu bez nogi: „możesz zostać rekordzistą świata w skoku wzwyż”. W rzeczywistości mówi tylko: to nie wyklucza cię ze sportu. W pierwszym przypadku rzeczywiście można wyrządzić więcej szkody niż pożytku, w drugim już nie. A jak ma się do tego to co mówi „psycholożka, psychoterapeutka, superwizorka i wykładowczyni” nie wiem, bo to co próbuje przekazać jest dosyć mętne. Przede wszystkim brakuje przekonujących przykładów, zwłaszcza opisujących jakie korzyści z terapii odnieśli uelastyczniani psychologicznie. Bo teoria jest znana od dawna: „… no striemitsia nada” jak powiadają Rosjanie (początek ocenzurowałem).

    1. „Jeżeli nie da się zmienić przeszłości ani otoczenia, to trzeba się do niego dostosować tak aby wyciągnąć z niego jak najwięcej korzyści (oczywiście bez żerowania na innych).”

      Jednym z filarów tzw. kultury terapeutycznej jest amerykańska wersja psychoanalizy zwana psychologią ego. Odmiana tej szkoły przede wszystkim kładzie nacisk na wzmocnienie funkcji ego i przystosowanie ego do warunków zewnętrznych. Z tego powodu przez krytyków nazywana jest psychologią konformizmu: ego pacjenta będzie zdrowe wtedy, gdy utożsami się z ego analityka (kiedyś „prawdę” znał ksiądz, teraz „prawdę” zna psycholog).
      Mój podstawowy zarzut pod adresem medykalizacji i terapeutyzacji jest taki, że w zamian za zaopiekowanie mogą odbierać autonomię. Umieszczanie w jednostce źródła problemów ma dość istotną konsekwencję – otóż człowiek stawiany przed wyborem, który w istocie jest fałszywą alternatywą: albo sam jest sobie winien, albo taki się urodził. Z dwojga złego wybiera opcję drugą, co obecnie widać chociażby w epidemii ADHD. I faktycznie dla wielu osób jest to korzystne, ponieważ chroni przed społeczną presją. Ale to własnie przyczyny presji są kluczowym problemem – jednak człowiek dostosowany do „ego terapeuty” nie będzie w stanie ich dostrzec i z nimi skutecznie walczyć, ponieważ to naruszałoby wypracowane przystosowanie do „prawdziwej” rzeczywistości.

      „Z tego co napisałeś wynika, że terapeuta, zwłaszcza protestant :), mówi podopiecznemu bez nogi: „możesz zostać rekordzistą świata w skoku wzwyż”. W rzeczywistości mówi tylko: to nie wyklucza cię ze sportu.”

      Czasami terapeuta mówi rzeczy, które są kompletnie oderwane od rzeczywistych potrzeb pacjenta. W tym przypadku pacjentowi bez nogi proponuje uprawianie sportu, chociaż ten sportu nie lubi 🙂
      Jeśli zaś chodzi o „terapeutę protestanta”, to własnie trochę tak to wygląda. W zdecydowanej większości najpopularniejsze psychologiczne, książki i podręczniki, będące standardem kształcenia psychologów, napisane są przez Amerykanów, piszących w amerykańskiej – klasistowskiej – rzeczywistości.

  3. „Mój podstawowy zarzut pod adresem medykalizacji i terapeutyzacji jest taki, że w zamian za zaopiekowanie mogą odbierać autonomię”.

    „Strzeż się opiekunów, bo odbierają autonomię” to hasło, które sprawdza się na każdym poziomie. A najlepiej w przypadku państwa opiekuńczego.

    „W tym przypadku pacjentowi bez nogi proponuje uprawianie sportu, chociaż ten sportu nie lubi”
    Może jestem naiwny (nigdy nie miałem kontaktu z psychoterapeutą) ale wydaje mi się, że dobry terapeuta najpierw zbada co pacjent lubi, a potem wybierze odpowiednie rozwiązanie. Inna sprawa, że przynajmniej niektórzy z nich chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że ludzie są inni i wszystkim aplikują te same „terapie”.

    1. Chyba największy problemem, jaki stoi przed psychologami i psychiatrami, jest właśnie to, jak zbadać (zaobserwować i zmierzyć) zjawiska ze swojej natury nieobserwowalne. Psychiatria i dominujący w psychologii paradygmat poznawczy, chcąc uniknąć zarzutów o nienaukowość, ignorują subiektywność – z jej całą subtelnością.

  4. Jeszcze tak sobie możecie odpisywać dniami, tygodniami, latami, a dyskusja cały czas jałowa, nic nie wnosząca. Swoją drogą bardzo macie podobny styl. Mam wrażenie, że to ta sama osoba pisze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *