Czy prawdziwe jest panujące powszechnie przekonanie, że organizmy genetycznie modyfikowane (GMO) szkodzą przyrodzie, przyczyniając się do niszczenia bioróżnorodności życia na Ziemi i zanieczyszczając środowisko? Jak na przyrodę oddziałują stosowane przy GMO pestycydy, zwłaszcza popularny Roundup (glifosat)? Kolejnym ważnym pytaniem jest: czy rolnictwo oparte o biotechnologię rolniczą, czyli rośliny GMO, jest gorsze z punktu widzenia ochrony naszej planety, niż rolnictwo tradycyjne lub organiczne („ekologiczne”)? Czy organizmy GMO mogą mieć w ogóle jakieś zalety w kontekście ochrony środowiska?

Ochrona środowiska
Amazonia w Brazyli, Manaus, Phil P Harris.

W przeszłości aby wykarmić określoną liczbę ludzi lub zwierząt potrzebna była stosunkowo większa powierzchnia ziemi w porównaniu z tym, co mamy współcześnie. Wynika to z faktu, że środki ochrony roślin znacznie zwiększyły wydajność rolnictwa, pozwalając uzyskiwać bardziej efektywne plony. (W tej chwili pola są rzecz jasna obszerniejsze, niż dwieście lat temu, ale mówimy cały czas o proporcji – w końcu i populacja ludzi i zwierząt hodowlanych przytłaczająco na naszym globie wzrosła). Jak to się przekłada na środowisko? Przede wszystkim pod uprawy wykorzystywany jest odpowiednio mniejszy teren, co wiąże się z obniżeniem dewastacji siedlisk, np. lasów wykarczowanych pod kultury soi.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku GMO (a niejednokrotnie nawet lepiej). Dzięki roślinom odpornym na niekorzystne warunki, uzyskanym metodami inżynierii genetycznej, wzrasta wydajność upraw, co przekłada się na większy plon i mniejsze zapotrzebowanie na teren. Wyobraźcie sobie teraz co mogłoby się stać z Amazonią (albo raczej o ile byłoby z nią gorzej) gdyby m.in. rolnicy w Brazylii zamiast stosować uprawy z GMO (np. soi), przeszliby na rolnictwo tradycyjne lub, co gorsza, ekologiczne. Modyfikacje genetyczne roślin są więc ogromną korzyścią dla środowiska i realnym, pragmatycznym narzędziem w walce o jego ochronę.

Amazonia
Amazonia, fot. Neil Palmer

Dlaczego więc obrońcy przyrody i partie polityczne oraz ruchy „Zielonych” są przeciwne GMO? Ciężko znaleźć racjonalną odpowiedź na to pytanie. Myślę, że odpowiedzią jest po prostu wygoda. Europejscy i amerykańscy „Zieloni” żyją w dostatku, nie muszą martwić się o brak jedzenia czy niedobór poszczególnych witamin albo mikro- i makroelementów w diecie. Wydajność plonu (która w rolnictwie ekologicznym jest znacznie niższa, niż tradycyjnym i tym bardziej biotechnologicznym-GMO) nie robi im różnicy, bo tak czy inaczej będą mieli co do garnka włożyć – i to w niemałym nadmiarze – a przy tym zaspokoją swoją parareligijną potrzebę „naprawiania” świata. Być może takie źródło motywacji jest właściwe (osobiście powiedziałbym, że na pewno), ale cały dalszy szereg zdarzeń, wynikający z lenistwa, głupoty i fanatyzmu ideologicznego wygląda jak scenariusz napisany przez Saurona.

Wyobraźcie sobie sytuację, że bogaci tego świata chcą narzucić całej reszcie (i robią to) by np. tylko bardzo drogi chleb (nie mający żadnych specjalnych właściwości żywieniowo-prozdrowotnych w porównaniu do zwykłego chleba), podobnie jak makaron, ryż, kasza albo kukurydza, był produkowany i dostępny w sklepach. Bo taka ich ideologia czy religia. Co z tego, że jest zbyt kosztowny dla wielu mieszkańców tej planety? Ma być taki i już. Albo woda filtrowana w jakiś specjalny (ziębowy?) sposób, wcale nie lepsza od tej zwykłej, a o znacznie wyższej cenie. Właśnie to robią ruchy „Zielonych” i pseudo obrońcy przyrody. Z braku wiedzy i świadomości, tak jest wygodnie, tak jest zgodnie z ich ideologią. Współczesny działacz na rzecz środowiska powinien mieć wiedzę i świadomość tego, jak ważnym narzędziem w walce o tę sprawę jest GMO. Mam nadzieję, że i nowe pokolenie „Zielonych” pójdzie po rozum do głowy.

GMO

Na tym wpływ upraw roślin GMO na środowisko się nie kończy. Mają one jeszcze jedną, ważną zaletę. Jeśli zmienimy genom bawełny czy innych roślin tak, by same produkowały związki zwalczające szkodniki, możemy znacząco obniżyć stosowanie insektycydów, których tak produkcja, jak i sprowadzanie na pola może mieć niekorzystne oddziaływanie na przyrodę. Przykładem modyfikacji genetycznej pozwalającej na takie ulepszenie jest np. kukurydza bt. Produkowana przez nią toksyna wytwarzana dzięki DNA pochodzenia bakteryjnego dotyka tylko te owady, które ją zaatakują – w przeciwieństwie do pestycydów, rozprowadzanych po polu. Muszę tu jednak zaznaczyć jedną ważną rzecz: nie należy demonizować pestycydów. Jak pisałem wyżej, bez nich plony są jeszcze niższe, co tak czy inaczej przekłada się źle na środowisko. GMO jest tu tylko i przede wszystkim – aż –  ulepszeniem.

Borykamy się w niektórych rejonach świata z niedoborem wody pitnej, nadającej się do spożycia dla ludzi, zwierząt czy podlewania roślin. A co jeśli da się za pomocą inżynierii genetycznej stworzyć zboża czy inne uprawy bardziej odporne na suszę od tych „naturalnych”? Takie GMO są opracowywane i jeśli „Zieloni” nie zablokują ich dla Afryki poprzez swoje wpływy we władzach Unii Europejskiej, to najpewniej pomoże to w przyszłości w ograniczeniu problemu głodu i dewastacji ziemi pod mniej wydajne uprawy.

Potencjalnych korzyści modyfikacji genetycznych dla środowiska mogłoby być znacznie więcej, gdyby tylko nie były blokowane przez Greenpeace, polityczne ruchy „Zielonych” i inne tego typu organizacje. Niedawno na spożywczy rynek amerykański wprowadzono pierwsze zwierzę GMO – łososia AquaAdvantage, który rośnie znacznie szybciej i wydajniej od tego „naturalnego”, co może przełożyć się na mniejsze połowy dzikich ryb. Wyobraźmy sobie też grzyba, który w toku ewolucji nabiera zdolności do rozkładania plastikowych toreb, ale wykorzystanie tej zdolności na większą skalę z powodów biologicznych czy technologicznych opłaca się jedynie, jeśli gen kodujący enzym przeniesiony zostanie do bakterii. Idźmy dalej: epidemia pustoszy populację zagrożonego gatunku? Można z tym walczyć za pomocą zmodyfikowanych genetycznie wektorów patogenów (czyli organizmów przenoszących np. malarię czy dengę), co już się w nie których przypadkach uczyniono. Wniosek jest taki, że inżynieria genetyczna do modyfikacji informacji genetycznej to tylko narzędzie, a od nas będzie zależeć to, jak je wykorzystamy. Podobnie jest z wieloma innymi zdobyczami nauki: Internet może pomóc w nauce, znalezieniu partnera, pasjonatów swojej dziedziny, znalezienia informacji. Może jednak być także sposobem na włamanie się do czyjegoś konta bankowego, pocztowego albo stosowanie cyberprzemocy.

kukurydza bt
Kukurydza bt i niezmodyfikowana, różnica w jakości plonu, www.nature.com

A co z glifosatem, demonizowanym środkiem chwastobójczym, który działa selektywnie – zabija tylko te rośliny, które odporne na niego nie są? Przede wszystkim nie tylko rośliny GMO są niewrażliwe na glifosat. Istnieją też „naturalne” odmiany, które nabyły w toku ewolucji taką zdolność. Nie tylko rolnictwo biotechnologiczne stosuje ten związek chemiczny. Po drugie jest on bardzo bezpieczny, nietoksyczny, mniej szkodliwy od wielu innych herbicydów stosowanych w rolnictwie tradycyjnym czy ekologicznym. Krążące fake newsowe informacje o tym, że glifosat jest rzekomo rakotwórczy, pochodzą ze skompromitowanych badań Seraliniego (które opisywałem tutaj) czy z eksperymentów in vitro – w szkle, probówce, na szalce, gdzie badany związek oddziałuje bezpośrednio na komórki. W warunkach takich mnóstwo substancji może działać rakotwórczo lub antynowotworowo, choć na żywym organizmie z wielu powodów takich skutków nie zaobserwujemy (pisałem o tym szerzej w tym artykule). Dobrym przykładem jest sytuacja odwrotna, kiedy to wykazano przeciwnowotworowe działanie glifosatu na komórkach prostaty in vitro. Jeśli zaś chodzi o agencję WHO – IARC – która ogłosiła rzekome szkodliwe działanie glifosatu, to wyszło na jaw, że szef projektu przygotowującego raport nie zgłosił poważnych konfliktów interesu i zignorował poprawne metodologicznie badania. Inne agencje WHO i UE, które przeanalizowały tysiące badań nad glifosatem, nie stwierdziły by istniały dowody na jego toksyczność.

Ostatecznie, tak jak za konfliktami religijnymi często kryje się duży pieniądz, biznes, interesy czy polityka, podobnie jest z wojną z GMO wypowiedzianą przez „Zielonych” aktywistów. Strach przed biotechnologią rolniczą jest skutecznie wykorzystywany podczas wyborów. W Polsce korzysta z niego przede wszystkim Kukiz’15 oraz PSL, za granicą głównie partie Zielonych (choć oczywiście nie tylko). Chodzi tu także o pieniądze. Rolnictwo organiczne, zwane w Polsce błędnie ekologicznym, to duży, światowy biznes, dla którego uprawy roślin GMO mogą oznaczać – nie licząc przydomowych ogródków i działek – śmiertelną konkurencję.  Czym są dla biznesu prawa człowieka, walka z głodem, edukacja, ochrona środowiska czy minimalizacja cierpienia zwierząt, jeśli przynoszą straty, a przerzucenie się na coś uczciwego wydaje się zbyt kosztowne? 

Ponieważ prowadzenie bloga wymagają ponoszenia kosztów, zdecydowałem się stworzyć profil na Patronite, gdzie możecie ustawić w prosty sposób comiesięczne wpłaty (od 5 złotych) na rozwój bloga. Dzięki temu blog może funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Niebawem pojawi się na nim nowy, profesjonalny szablon, a przy podejściu do drugiego progu na Patronite zacznę publikować popularnonaukowe artykuły o tematyce historycznej (obalanie mitów historycznych, historie odkryć naukowych itp.). 5 czy 10 złotych nie jest dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu osób staje się realnym, finansowym patronatem bloga. Dziękuję też wszystkim dotychczasowym Patronom i Patronkom.

Udostępnij na Google Plus

O autorze

Jestem zainteresowany biologią ewolucyjną, genetyką, w mniejszym stopniu biologią medyczną, zoologią, embriologią i żywieniem. Skończyłem studia licencjackie i magisterskie z biologii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Obecnie jestem na studiach doktoranckich z tej samej dziedziny na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Czytaj więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment

11 komentarze :

  1. Patryk | Blog o żywieniu zbiorowym30 listopada 2017 18:53

    Bardzo fajny artykuł o wpływie GMO na środowisko :) Zgadzam się z tym, że glifosat nie jest substancją rakotwórczą i obecne badania także nie stwierdziły rakotwórczości tego związku chemicznego, co również potwierdzają eksperci z Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) - źródło: http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.2903/j.efsa.2015.4302/full

    Moim zdaniem, dużo osób nie jest za GMO, gdyż nie tylko powiela się mity odnośnie GMO w internecie, czy w gazetach, ale także dużo osób ignoruje fakty odnośnie GMO.

    Pozdrawiam,
    Patryk

    OdpowiedzUsuń
  2. Co śmieszniejsze - Roundup jest niedostępny w małych opakowaniach do użycia na małej powierzchni np zarastającego chodnika, a można go kupić w opakowaniach prawie litrowych do oprysku hektarów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masa słów. Przykład zdjęciowy (tan z chłopakiem i dziewczyną) wyjęty z buta, i adekwatny jak przemówienia Guya...

    Nadal brak odniesienia się do kwestii monopolu nasienniczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dociera do Ciebie fakt, że monopol nasienny jest starszy niż GMO i że dotyczy większości "zwykłych" odmian roślin uprawnych?

      Rolnictwo towarowe jest stałym nabywca materiału siewnego, musi dotrzymywać umów które zakazują wysiewania uzyskanego plonu.` Umowa to umowa.
      Przecież nie trzeba kupować, można sobie siać jakieś stare odmiany na które już nie obowiązują patenty (albo orkisz czy płaskurkę), wysiewać z tego co się samemu wyhodowało, jak za Piasta Kołodzieja. Droga wolna.

      Usuń
    2. Och nie dociera! No jakoś dziwnie nie dociera - bo znam tematykę rolnictwa, i choć materiał siewny, czy sadzenniczy już od dawna był kupowany, to na rynku było wielu w tym rodzimych dostawców.
      W większości przypadków powtórne wysiane ziarna czy wysadzenie ziemniaków przynosi jakieś mizerne plony i rolnicy to rozumieją. Nie jest to kwestia umów czy patentów, ale specyficznych wysokoplennych odmian, które jednak są wybitnie mało płodne (znasz takie zwierze jak muł?).

      Co innego jednak kwestia patentów, a co innego monopol! Nie masz pojęcia o czym jest dyskusja - nie marnuj swojego prawa do milczenia.

      Usuń
  4. A jak ma się sytuacja z uprawami wertykalnymi? Czy nie są bardziej wydajne i czy te uprawy nie byłyby tak samo wydajne jak uprawy GMO?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może dałoby się zrobić uprawy wertykalne GMO?

      Usuń
    2. I oto spojrzenie białego, sytego człowieka.

      Większość ludzi na ziemi żyje (dosłownie - kontynuuje swoją biologiczną egzystencję) dzięki uprawom ryżu, kukurydzy i rożnego rodzaju zbóż i bulw. Ktoś już wymyślił ich wertykalną uprawę?

      Chcesz nakarmić Sudan Południowy pomidorami, sałatą i truskawkami ze szklarni?

      Usuń
    3. Magda, nie wtrącaj się do sesji psychoterapeutycznej.

      Usuń
  5. Jeszcze taka refleksja - wielokrotnie spotykałam się w tej samej wypowiedzi tzw. "zielonych" z kasandrycznymi przepowiedniami że GMO "wyposzczone do środowiska" wyprze dzika roślinność (bo odporna na suszę, szkodniki, wydajniejsza fotosynteza ito) i JEDNOCZEŚNIE lamentami, że BAD BIOTECH tak wykombinował, że drugie pokolenie roślin GMO jest słabo plenne albo w ogóle sterylne.
    Czy tylko ja widzę sprzeczność?
    Czy oczekiwanie spójności argumentacji ze strony "zielonych" to z mojej strony naiwność?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś zadała sobie trud przeczytania choć jednej rozprawy na temat zagrożeń GMO - to wiedziała byś że "zieloni" (nie wrzucaj wszystkich do jednego wora) podnoszą kwestię POTENCJALNEGO zagrożenia.

      Usuń