Dziś publikuję nowy wywiad z serii „Poznaj Badacza”. Tym razem rozmawiałem z Markiem Posobkiewiczem – lekarzem wojskowym i byłym Głównym Inspektorem Sanitarnym, który zasłynął m.in. z prowadzenia pomysłowych kampanii społeczno-edukacyjnych na tematy związane z narkotykami czy suplementami diety i ze zwalczania pseudonauki i pseudomedycyny w przestrzeni publicznej. 

Marek Posobkiewicz Główny Inspektor Sanitarny
Marek Posobkiewicz

Jak to się stało, że zostałeś lekarzem? Opowiedz swoją historię. 

Dużo dzieci ma swoje marzenia. Dziewczynki z reguły chcą zostać nauczycielkami albo piosenkarkami, część chłopców strażakami lub żołnierzami. We mnie od dziecka drzemała chęć bycia lekarzem. Do tej decyzji przyczyniło się to, że lubię pomagać ludziom, a ratowanie zdrowia i życia sprawia każdemu lekarzowi z powołania naprawdę wielką satysfakcję. Nie wszyscy nadają się do pracy z ludźmi. Jeżeli młody człowiek idzie na studia medyczne tylko pod wpływem rodziców lub traktuje jako sposób dobrego zabezpieczenia przyszłości, to dużo szybciej w pracy się wypala. Praca pod presją czasu, czasem sekundy na podjęcie decyzji, która decyduje o czyimś życiu, nocne dyżury, utrudnione życie rodzinne, niemożność pogodzenia się z tym, że mimo wielkich wysiłków pacjent umiera, umierające na choroby nowotworowe dzieci, roszczeniowi pacjenci i ich rodziny  – to wszystko są czynniki, które odbijają się na psychice i na zdrowiu fizycznym lekarzy. Jednak jeżeli ktoś kocha swój zawód, to czasami zaniedbując własne zdrowie całym swoim życiem oddaje się medycynie jako swojej pasji.

Jesteś lekarzem wojskowym. Czym to się różni od lekarza cywilnego?

Program medyczny w Woskowej Akademii Medycznej był taki sam jak w uczelniach cywilnych. Egzaminy wstępne z biologii, chemii i fizyki oraz z języka obcego były również identyczne. Na WAM-ie trzeba było dodatkowo zdać egzaminy sprawnościowe, testy psychologiczne oraz przejść wcześniej pozytywnie wojskową komisję lekarską. Te kilka elementów wystarczały, żeby dostać się na tę uczelnię. Podczas studiów oprócz nauki medycyny mieliśmy również szkolenie wojskowe, a co roku latem miesięczny poligon. Trochę z zazdrością patrzyliśmy na kolegów z uczelni cywilnych, którzy przy dobrym układzie mogli mieć nawet kilka miesięcy wakacji. W naszym przypadku był 30-dniowy urlop w sierpniu, a jeżeli ktoś miał zaliczone wszystkie przedmioty i podpisany indeks, to mógł liczyć na dodatkowe 2 tygodnie urlopu na początku września. Te utrudnienia kształtowały nasze charaktery i wydaje mi się, że pozwalało to później wielu kolegom dobrze radzić sobie w trudnych sytuacjach. Skoszarowany system studiów, przebywanie z kolegami z roku niemal 24 godziny na dobę i dzielenie się kromką chleba w okopie na poligonie, pozwalało dobrze się poznać i łatwiej było wiedzieć, na których kolegów można liczyć w sytuacjach kryzysowych.

Jak doszło do tego, że stałeś się Głównym Inspektorem Sanitarnym?

Po skończeniu studiów odbyłem staż podyplomowy w Szpitalu Marynarki Wojennej w Gdańsku, a następnie rozpocząłem służbę w Komendzie Portu Wojennego w Świnoujściu. Niewielu z nas mogło trafić do Marynarki Wojennej, ale elitarność tej formacji, piękny marynarski mundur i magia morza powodowały, że chętnych nie brakowało. Potrzebna była kolejna weryfikacja zdrowotna. Marynarze, piloci i komandosi to ludzie, którzy muszą mieć nienaganne zdrowie i nawet niewielkie odchylenia mogą powodować dyskwalifikację. Ludzie, którzy pracują „na morzu”, zarówno wojskowi jak i cywilni, z jednej strony kochają morze, a z drugiej strony uczą się szacunku i pokory. Ja podczas swojej pracy w Marynarce Wojennej ukończyłem kurs nurkowy, zrobiłem specjalizację z chorób wewnętrznych, medycyny morskiej i tropikalnej, organizacji ochrony zdrowia oraz ukończyłem w Niemczech kurs lekarza nurkowego. 

Gdy został ogłoszony konkurs na Stanowisko Państwowego Granicznego Inspektora Sanitarnego w Świnoujściu, postanowiłem sprawdzić się w nowej roli. Inspektor graniczny pełni zarazem funkcję lekarza portowego. Ze względu na moje wcześniejsze doświadczenie w Marynarce Wojennej, wiele lat dyżurów w pogotowiu i szpitalu nie bałem się tego wyzwania. Wkrótce rozpoczęła się też moja przygoda z Medical Radio – zdalnym systemem udzielania porad medycznych polskim statkom pływającym po morzach i oceanach całego świata. Zajmuję się tym do dzisiaj, ale to temat na osobną długą rozmowę. Natomiast w 2011 roku ogłoszono konkurs na stanowisko Zastępcy Głównego Inspektora Sanitarnego. Po wygranym konkursie, z trochę ściśniętym sercem zostawiłem kochane Świnoujście i przyjechałem do Warszawy. Rok później objąłem obowiązki Głównego Inspektora Sanitarnego i przez 6 lat pełniłem tę funkcję.

Czy mógłbyś opowiedzieć trochę więcej o Głównym Inspektoracie Sanitarnym? Czym jest ta instytucja i czym się zajmuje? Jakie są jej kompetencje i obowiązki?

Główny Inspektor Sanitarny jest centralnym organem administracji rządowej. Merytorycznie podlega mu 16 wojewódzkich, 318 powiatowych oraz 10 granicznych stacji sanitarno-epidemiologicznych. Główny Inspektor Sanitarny ustala ogólne kierunki działania organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz koordynuje i nadzoruje działalność tych organów. Na szczeblu centralnym swoje zadania wykonuje przy pomocy Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Zakres działania inspekcji sanitarnej jest bardzo szeroki. Wszystko czym zajmuje się inspekcja wpisuje się w zdrowie publiczne. Jest to nadzór nad bezpieczeństwem żywności i żywienia (kilkaset tysięcy obiektów), nadzór nad wprowadzaniem do obrotu suplementów diety, higieną środowiska, higieną pracy, higieną miejsc i procesu nauczania, higieną wypoczynku dzieci i młodzieży, bezpieczeństwem zdrowotnym wody, higieną radiacyjną, zapobieganiem chorobom zakaźnym. Od kilku lat prowadzone są też działania mające na celu zapobieganie wprowadzania do obrotu nowych narkotyków (dopalaczy). Bardzo ważna jest też edukacja, kształtowanie odpowiednich postaw prozdrowotnych. Jest kilka programów ogólnopolskich, takich jak „Trzymaj Formę!”, „ARS, czyli jak dbać o miłość?’, „Czyste Powietrze Wokół Nas” czy „Bieg po zdrowie”, ale również wiele cennych inicjatyw regionalnych i lokalnych, festiwale filmów o HIV i AIDS, festiwale piosenek prozdrowotnych, konkursy plastyczne. Pomysłowość młodych ludzi jest bardzo duża. Trzeba im tylko stworzyć warunki i dać szansę.

Swego czasu, będąc Głównym Inspektorem Sanitarnym, zasłynąłeś rapując o tym, żeby nie zażywać narkotyków. 

Nie ma idealnego uniwersalnego sposobu dotarcia z informacją do wszystkich grup społecznych. Młodzież kieruje się swoimi prawami. W lipcu 2015 roku został przez dilerów wypuszczony na rynek preparat Mocarz, który spowodował zatrucia oraz śmierć wielu młodych ludzi. Tradycyjne sposoby przekazania informacji – telewizja, radio, prasa oraz przekazywane tam komunikaty i ostrzeżenia – okazały się niewystarczające. Postanowiłem skorzystać z siły Internetu i mediów społecznościowych. Wcieliłem się w postać ubranego w bluzę z kapturem  Rapera GISu i nagrałem klip, który w formie viralowej szybko rozprzestrzenił się w Internecie. Następnego dnia mówiły o nim wszystkie główne stacje telewizyjne i radiowe, przekazywały go portale internetowe, a po dobie obejrzało go na YouTube znacznie ponad milion osób. Wykorzystywałem później ten sposób przekazu również w przypadku innych ważnych problemów zdrowia publicznego.


Dlaczego podałeś się do dymisji w lipcu 2018?

Rezygnację złożyłem na ręce premiera już na początku czerwca. Równocześnie zobowiązałem się pełnić obowiązki do czasu powołania następcy. O złożonej rezygnacji nie informowałem opinii publicznej i nadal z pełnym zaangażowaniem pracowałem. O rezygnacji zrobiło się głośno w lipcu w dniu ogłoszenia konkursu na stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego. Obowiązki pełniłem do końca sierpnia, a od 1 września stanowisko objął mój następca. Po tylu latach intensywnej pracy dobrze było trochę odpocząć. Trzeba dać też szansę innym, ze świeżym spojrzeniem i może nowymi pomysłami.

Jesteś w otwartym konflikcie z Jerzym Ziębą, zresztą nie Ty jeden. Jak wygląda Wasza obecna relacja? 

Jako lekarz i osoba kierująca się pewnymi zasadami moralnymi, nie mogę pozostać obojętny, gdy widzę, że czyjeś działania mogą zagrażać zdrowiu i życiu ludzi. W ostatnich dniach premier Morawiecki mówiąc o escape roomach, w nawiązaniu do tragedii, do której doszło w Koszalinie powiedział, że żadne pragnienie zysku nie powinno odbywać się kosztem bezpieczeństwa obywateli. Nie jest ważne, czy to jest pan Jerzy Zięba czy inna osoba bez wykształcenia medycznego szukająca dobrego biznesu i próbująca bawić się w medycynę. Z mojej strony nie ma akceptacji na podważanie osiągnięć współczesnej medycyny, mącenie ludziom w głowach i doprowadzanie ludzi do rezygnacji z chemioterapii i radioterapii, co w konsekwencji może prowadzić do ich śmierci. Liczę na dobre rozstrzygnięcia sądów w tym zakresie.

Na kogo głosowałeś w Biologicznej Bzdurze Roku 2018 i dlaczego?

Moimi faworytami byli Jerzy Zięba oraz Dorota Czajkowska-Majewska. Pan Zięba z teorią zdrowszych dzieci po przechorowaniu odry zapomniał o setkach dzieci, które zmarły w Polsce z powodu odry. Pani Majewska z teorią wpływu szczepionek na wynik naszej reprezentacji na Mundialu postanowiła strzelić lepszego gola niż Robert Lewandowski. Niestety wyszedł jej samobój.

Na koniec opowiedz coś o sobie, niezwiązanego z nauką, medycyną, altmedem i pracą.

Nie potrafię całkowicie oddzielić życia prywatnego od pracy, chociaż wydaję mi się, że zdrowiej jest ten rozdział zachować. Lubię podróżować. Lubię grać na instrumentach, śpiewać. Lubię też tańczyć, ale nie mam już szans osiągnąć poziomu mojej żony, która z dużym wdziękiem tańczy tango. Kiedyś często grałem w siatkówkę i koszykówkę. Teraz staram się regularnie grać w tenisa ziemnego. Sprawia mi to sporą przyjemność mimo tego, że stanowię mięso armatnie dla kolegów, którzy osiągnęli wyższy poziom. Lubię obejrzeć dobry film, dobrze relaksuję się przy komedii i kabarecie. Lubię bawić się słowem. Lubię ludzi…

Udostępnij na Google Plus

O autorze

Łukasz Sakowski. Biolog z Poznania. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na Facebooku

0 komentarze :

Prześlij komentarz