Kategorie:

Skąd pochodzą żółwie? Wywiad z paleobiologiem PAN Tomaszem Szczygielskim

5 lutego 2020 roku w Muzeum
Ewolucji PAN w Warszawie, o godz. 11, odbędzie się uroczyste odsłonięcie modelu
żółwia Poterochersis porebensis. Jest to najstarszy znany nauce gatunek
żółwia, a udało się go Panu i Pana współpracownikom odkryć w Polsce. Jaki jest
planowany przebieg tego wydarzenia?

Na początku wraz z prof. Tomaszem Sulejem z Instytutem Paleobiologii
Polskiej Akademii Nauk opowiemy pokrótce o historii badań i najważniejszych
odkryciach dotyczących triasowych szczątków żółwi z Polski. Następnie
zaprezentujemy model i odpowiemy na ewentualne pytania zgromadzonych. 7 lutego
o godzinie 14:00, również w Muzeum Ewolucji, wygłoszę dłuższy wykład o ewolucji
żółwi. Serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych.

Dr Tomasz Szczygielski ewolucja żółwi
Dr Tomasz Szczygielski i wizualizacja żółwia Poterochersis porebensis, za: dr Tomasz Szczygielski

Czy odkryto w Polsce inne
gatunki wymarłych żółwi?

Tak. W 2017 r. wraz z kolegami, Błażejem Błażejowskim i Danielem
Tyborowskim, opisałem nowy rodzaj i gatunek jurajskiego żółwia z Owadowa – Owadowia borsukbialynickae – ale kopalne
żółwie były znajdowane na terenie dzisiejszej Polski już w XIX w. Najstarszy
raport do którego dotarłem pochodzi z roku 1888 i dotyczy fragmentów pancerza z
jury pomorza. Bardzo duże zasługi ma na tym polu profesor Marian Młynarski,
który od lat ’50 do ’80 XX w. scharakteryzował liczne znaleziska z jury
Krzyżanowic i kilku stanowisk paleogeńskich i neogeńskich południowej Polski. Obrazu
dopełnili moi koledzy z Instytutu, prof. Marcin Machalski i mgr Agnieszka
Kapuścińska, którzy opisali w 2015 r. kredowego żółwia morskiego z Annopola.
Prócz tego mamy kilka pojedynczych, niekompletnych okazów z triasu, z miejsc
innych niż Poręba. Możemy więc powiedzieć, że żółwie miały swoich
przedstawicieli w Polsce w każdym okresie geologicznym, począwszy od swojego
powstania aż do dziś. Łącznie z prehistorii Polski znamy kilkanaście gatunków z
co najmniej szesnastu stanowisk.

Co może Pan powiedzieć o
ewolucji żółwi? Kim byli ich przodkowie? Jak przebiegała ewolucja biologiczna żółwi?

Ewolucja żółwi, zwłaszcza jej najwcześniejsze etapy, jest bardzo
zagadkowa. Historycznie próbowano podczepić żółwiową gałąź ewolucyjną pod niemal
wszystkie grupy czworonogów, włącznie ze zwierzętami uznawanymi dziś za płazy
czy za krewniaków ssaków. Najczęściej uznawano żółwie za prymitywne gady, ze
względu na lity, pozbawiony otworów skroniowych, dach czaszki. Największą
popularność zyskała rozwinięta w latach ’90 hipoteza, że wywodzą się od
permskich pancernych parejazaurów. Dopiero w ostatnich kilkunastu latach znaleziono
szczątki zwierząt bez wątpienia należących do linii ewolucyjnej żółwi, ale
niemających jeszcze pełnego pancerza, a bardzo niedawno dowiedziono że
przodkowie żółwi mieli jednak okna skroniowe, które dopiero potem uległy zarośnięciu.
Przed tymi odkryciami od triasu mieliśmy do czynienia z już dość typowymi
żółwiami, mającymi zaawansowany plan budowy, trudno było więc zrozumieć jak
przebiegał przeskok anatomiczny od bardziej typowych czworonogów. Niestety,
nawet te formy pośrednie nie dają nam dość danych, by jednoznacznie rozwiązać
enigmę pochodzenia żółwi. Analizy anatomiczne najczęściej umiejscawiają te zwierzęta
przy morskich gadach z grupy Sauropterygia (jaszczuropłetwe – m. in. długoszyje
plezjozaury), najczęściej u pnia linii ewolucyjnej prowadzącej do współczesnych
jaszczurek. Istnieje jednak ryzyko, że taki układ jest wymuszony przez nabyte
niezależnie u przodka żółwi i u gadów morskich cechy związane z wodnym
środowiskiem życia. Dane genetyczne natomiast konsekwentnie wiążą żółwie z
gadami naczelnymi (Archosauria), których dzisiejszymi przedstawicielami są
ptaki [kladystycznie] i krokodyle. Nie jesteśmy jednak obecnie w stanie wskazać
wielu cech anatomicznych, które by wspierały takie pokrewieństwo. Zapewne żółwie
wyodrębniły się mniej więcej w tym samym czasie, w którym rozeszły się linie
prowadzące do jaszczurek i krokodyli, brakuje jednak znalezisk dokumentujących
ten moment.

W ostatnich latach modna stała się hipoteza, po raz pierwszy sformułowana
na początku XX w., że bliskim krewniakiem żółwi jest permski Eunotosaurus
africanus
. Ma on nieco cech przypominających żółwiowe (np. skrócony tułów, poszerzone
żebra), ale moje badania wskazują, że jest to raczej wynik ewolucji zbieżnej
niż prawdziwego pokrewieństwa. Po pierwsze, eunotozaur jest bardziej podobny do
zaawansowanych żółwi niż do ich bezpośrednich przodków. Jego żebra są szersze,
kręgosłup krótszy, modyfikacje łap silniej wyrażone – krótko mówiąc, pod
pewnymi względami jest bardziej zaawansowany niż należałoby oczekiwać od przodka
żółwi. Po drugie, w zasadzie wszystkie cechy sugerujące takie pokrewieństwo są
zebrane w tułowiu (a więc w, nazwijmy to, jednym module funkcjonalnym, który
ewoluował jako całość) i bardzo możliwe, że są związane z ryjącym [w ziemi]
trybem życia eunotozaura. Niestety, cechy wynikające bezpośrednio ze środowiska
życia zwierzęcia mogą być dość łatwo wykształcane niezależnie od siebie przez
różne, niespokrewnione blisko gatunki, takie jak ryby, delfiny i ichtiozaury; amfisbeny
i płazy beznogie; krokodyle i fitozaury, a zatem nie są wartościowe dla rozważań
filogenetycznych. Po trzecie, na drzewach pokrewieństw to raczej eunotozaur doczepia
się do żółwi niż żółwie do eunotozaura – jego pozycja jest niepewna, zatem nie pomaga
nam rozwikłać naszego problemu.

Skamielina żółwia Poterochersis porebensis. Za: dr Tomasz Szczygielski

Ewolucja żółwi samych w sobie jest już lepiej poznana. Wiemy obecnie, że
w triasie i wczesnej jurze istniało wiele gatunków nieklasyfikujących się do
żadnej z dzisiaj żyjących grup. Dopiero w środkowej lub późnej jurze doszło do
wydzielenia się ewolucyjnych gałęzi żółwi skrytoszyjnych (Cryptodira,
wciągających głowę pod pancerz przez esowate wygięcie szyi w płaszczyźnie
pionowej) oraz bokoszyjnych (Pleurodira, wtulających głowę pod krawędź pancerza
przez boczne wygięcie szyi). Proterochersis, czyli rodzaj mieszczący naszego
żółwia z Poręby i jego krewniaka z Niemiec, początkowo był uznawany za
przedstawiciela tej ostatniej grupy, co sugerowałoby bardzo wczesne jej
wydzielenie, bo już w późnym triasie. Wprawdzie szyja Proterochersis nie
została nigdy znaleziona, ale taka klasyfikacja była argumentowana przyrośnięciem
miednicy do pancerza, co jest charakterystyczne dla żółwi bokoszyjnych. Z
czasem ten przebieg ewolucji był jednak coraz częściej kwestionowany na rzecz późniejszego
podziału na Cryptodira i Pleurodira, a moje badania pozwoliły odnaleźć liczne
cechy pierwotne u Proterochersis i zidentyfikować go jako
przedstawiciela najpierwotniejszej linii tych gadów.

Co z charakterystyczną
skorupą? Dlaczego powstał taki twór?

Pancerz żółwi również kryje wiele zagadek. Przede wszystkim jest bardzo
złożoną strukturą. Jego górna część (karapaks) zawiera w sobie poszerzone
żebra, wyrostki kolczyste kręgów, prawdopodobnie zmodyfikowane kości skoblowe (cleithra
– elementy obręczy barkowej obecne u ryb kostnoszkieletowych i wciąż duże u
pierwszych czworonogów, ale stopniowo utracone u bardziej zaawansowanych form)
i brzegowy pierścień kości skórnych (osteoderm – to one tworzą pancerze np. u krokodyli,
dinozaurów pancernych czy pancerników). Dolna część (plastron) zbudowana jest z
przekształconych obojczyków, międzyobojczyka i gastaraliów – kości skórnych potocznie
nazywanych żebrami brzusznymi, ale z prawdziwymi żebrami niemających nic
wspólnego. Mamy tam więc elementy wewnątrzszkieletowe (żebra, kręgosłup), zewnątrzszkieletowe
części obręczy barkowej (obojczyki, międzyobojczyk, kości skoblowe) i dwie
generacje typowego, skórnego szkieletu zewnętrznego (gastralia i osteodermy). I
to wszystko, jakimś cudem, złożone w jednowarstwowe pudełko otaczające cały
tułów zwierzęcia i przykryte zazwyczaj zestawem tarcz rogowych. Interpretacja skorupy
żółwi nie jest więc łatwa i w dalszym ciągu nie ma pełnego konsensusu np. co do
tego, czy żebra w tym wypadku traktować jako przekształcone kości odchrzęstne
(wewnątrzszkieletowe), które wtórnie nawiązały kontakt z tkanką skórną, czy też
połączenie kości odchrzęstnych z dominującym udziałem elementów skórnych.

Żeby było jeszcze ciekawiej i dziwniej, żółwie są jednymi kręgowcami, u
których klatka piersiowa, wbudowana przecież w skorupę, jest zewnętrzna
względem łopatek. Mają zatem dalece zmodyfikowany układ mięśniowy. Niedawne
odkrycia pozwoliły nieco lepiej zrozumieć jak przebiegała ewolucja pancerza.
Wiemy na przykład, że plastron pojawił się jako pierwszy. To dość zaskakujące,
bo u większości grup pancernych czworonogów najpierw osłonięciu ulega grzbiet. Wyjaśnienia
tego fenomenu są obecnie dwa. Po pierwsze, plastron mógł pełnić funkcję balastu
w środowisku wodnym – różnego rodzaju obciążniki są dość częste u zwierząt o umiarkowanych
adaptacjach do pływania. Po drugie, mógł służyć jako zabezpieczenie przed
atakiem drapieżników z głębin. Karapaks powstał jako drugi, prawdopodobnie
również do obrony przed drapieżnikami, ale też być może jako stabilizacja
tułowia. Obecnie skorupa pełni też liczne dodatkowe funkcje, np. jako rezerwuar
wapnia i tlenu dla gatunków wodnych czy bufor metabolitów.

Niezwykle interesujących i zaskakujących danych dostarczyły nam także
żółwie z Poręby, ponieważ część z okazów prezentuje doskonale widoczne szwy
otaczające kości pancerza. To rzadkość, gdyż większość triasowych okazów (także
tych z Poręby) ma w pełni pozrastane skorupy – kości zlały się ze sobą, nie
zostawiając po szwach ani śladu. Te osobniki, u których szwy są nadal widoczne,
są zawsze bardzo niekompletne. Brakowało nam więc niemal zupełnie danych na
temat tego ile kości wchodziło w skład pancerza najwcześniejszych żółwi i jaki
był ich układ. Na podstawie znalezisk z Poręby, a także porównując je z okazami
z Niemiec, udało się w końcu określić, że Proterochersis miał w swoim
pancerzu o wiele więcej elementów niż dzisiejsze gatunki. Zwłaszcza w przedniej
i w tylnej części karapaksu obserwujemy mozaikę drobnych, nieregularnych
kosteczek. Bardzo możliwe, że jest to stan pierwotny dla żółwi i dopiero z
czasem struktura pancerza uległa uporządkowaniu, a liczba kości – zmniejszeniu.
To byłaby swego rodzaju optymalizacja, gdyż szwy były w tym wypadku słabymi
punktami. Żeby potwierdzić tę hipotezę potrzebujemy jednak więcej danych o strukturze
pancerza u innych triasowych gatunków.

Czy żółwie morskie
wyewoluowały raz czy wielokrotnie, niezależnie?

Dzisiejsze żółwie morskie (Chelonioidea) są najprawdopodobniej
przedstawicielami jednej linii ewolucyjnej, której wszyscy członkowie żyli w
morzach. Tak wąsko rozumiane żółwie morskie wyewoluowały więc raz. Ale patrząc
wstecz, możemy natknąć się na liczne gatunki kopalne o różnie wykształconych
adaptacjach do życia w wodach słonych. W wypadku żółwi skrytoszyjnych (do
których zaliczają się Chelonioidea) i ich najbliższych krewnych sytuacja jest
nieco zagmatwana. Formułowane były hipotezy o pokrewieństwie wszystkich lub
prawie wszystkich ich morskich przedstawicieli. Zazwyczaj przyjmuje się jednak,
że różne ich linie wiązały się ze środowiskami słonowodnymi niezależnie od
siebie. Patrząc szerzej, dostrzeżemy jednak, że niegdyś istnieli także morscy
przedstawiciele żółwi bokoszyjnych i u nich związek z morzami ewidentnie
pojawiał się kilkukrotnie i niezależnie od żółwi skrytoszyjnych. W dodatku chińscy
przodkowie żółwi z późnego triasu również byli zapewne zwierzętami morskimi.
Wspomnieć tu można też o tym, że pierwsze prawdziwe żółwie były głównie lądowe,
począwszy od jury zdecydowana większość gatunków zamieszkiwała i zamieszkuje
nadal wody słodkie, a dzisiejsze żółwie lądowe (Testudinidae) wydzieliły się
prawdopodobnie dopiero w paleogenie. Od swoich początków, cała grupa ma więc dosyć
złożoną historię migracji między środowiskami.

Dlaczego współcześnie
naturalnie występuje tak niewiele gatunków żółwi w Polsce? W zasadzie, nie
licząc inwazyjnych, jest to jedynie żółw błotny.  

Prawdopodobnie jest to wypadkowa klimatu – żółwie i gady w ogóle osiągają
wszak największą różnorodność w obszarach okołorównikowych – ale też historii i
warunków geograficznych Europy. Z Zachodu na Wschód rozciągają się pasma
górskie, które w czasie zlodowaceń utrudniały lub uniemożliwiały migracje na
południe, w cieplejsze rejony, zaś po ustąpieniu lodowca – migracje na północ i
zasiedlanie naszych terenów zwierzętom z bardziej południowych obszarów.
Ciepłolubne gady zostały więc na naszym obszarze przetrzebione i już, a może
jeszcze, nie wróciły. Również dla żółwi morskich dzisiejszy Bałtyk nie jest
raczej wymarzonym środowiskiem – dostęp do naszego morza jest w znacznym
stopniu zamknięty, zasolenie bardzo niskie, a i czystość wód pozostawia sporo
do życzenia.

Jak wygląda laboratorium
paleobiologiczne? Czym się wyróżnia?

W wielu aspektach wygląda inaczej
dla każdego paleobiologa. Jedną z zalet tej pracy jest fakt, że każdy może dostosowywać
metody badań do swoich potrzeb i zainteresowań. Zazwyczaj jednak mamy do
czynienia z preparacją zebranych okazów, by oczyścić je ze skały – pierwszym
przystankiem jest więc często preparatornia. Preparacja może mieć formę
mechanicznego usuwania osadu przy pomocy zwykłego młotka i dłuta lub igły, specjalnego
dłuta pneumatycznego czy piaskarki albo jego chemicznego rozpuszczania przy
użyciu kwasów i innych substancji – różnych w zależności np. od budulca
skamieniałości (węglan wapnia lub fosforan wapnia), wielkości, typu skały itd.
W niektórych sytuacjach skała jest na tyle miękka, że wystarczy opłukać okaz albo
zostawić go na pewien czas w ciepłej wodzie, a potem oczyścić szczotką.
Mikropaleontolodzy często poświęcają
długie godziny na przeglądanie rozpuszczonych skał pod binokularem w celu
odseparowania interesujących ich okazów od nierozpuszczonych ziaren
mineralnych. W niektórych sytuacjach daje się to zrobić sprawniej, z
wykorzystaniem np. cieczy ciężkiej, mającej gęstość pośrednią pomiędzy
skamieniałościami a niechcianym osadem – wówczas jedna frakcja unosi się na
powierzchni, a druga opada na dno – lub innych metod.
Klasyczne badania morfologiczne
na tym etapie w zasadzie się kończą – kształt wypreparowanych okazów jest
porównywany z innymi gatunkami na podstawie literatury lub własnych obserwacji
i opisywany. Oczywiście zawsze niezbędna jest wizualizacja opisywanych
struktur, więc stałą częścią laboratorium jest studio fotograficzne, niekiedy
składające się tylko z aparatu, skali i źródła światła, oraz komputer z
programami graficznymi i tabletem do rysowania i tworzenia figur. W wypadku
bardzo małych okazów często stosuje się elektronowy mikroskop skaningowy.
Coraz częściej korzystamy też z powierzchniowych
skanerów 3D – to urządzenia pozwalające szybko i łatwo wykonać trójwymiarowy
model okazu. Takie modele są użyteczne jako suplementy do publikacji (każdy czytelnik
może wtedy obejrzeć okaz ze wszystkich stron by lepiej zrozumieć opis i zweryfikować
go) oraz jako materiał porównawczy (zwłaszcza w wypadku materiałów z
zagranicznych kolekcji – wykonujemy wirtualną kopię do dalszych prac). Świetną
metodą tworzenia modeli 3D, dającą niekiedy lepsze rezultaty niż skanery
powierzchniowe i niewymagającą specjalistycznego sprzętu (tylko zestaw
fotograficzny) ale bardziej praco- i czasochłonną, jest fotogrametria. Jeśli
zaś zależy nam na zobrazowaniu wnętrza badanej skamieniałości, używamy
tomografii komputerowej. Wirtualne rekonstrukcje okazów, poza wartością
dokumentacyjną, mogą być wykorzystane w wielu analizach, na przykład badaniach
wytrzymałości, aero- lub hydrodynamiki, biomechaniki itd. Wszystko to odbywa
się na zasadzie symulacji, wymaga więc dość mocnych komputerów.
Niekiedy interesuje nas budowa
tkanek lub mikrostruktura, której tomografia nie jest w stanie zwizualizować. W
takich wypadkach w specjalnej pracowni wykonywane są szlify histologiczne –
okaz jest przecinany, przyklejany wypolerowaną powierzchnią do szkiełka mikroskopowego,
a następnie zeszlifowywany do grubości kilkudziesięciu nanometrów. Takie preparaty
obserwuje się wtedy w świetle przechodzącym, często spolaryzowanym by uwidocznić
układ włókien i warstw kości. Niektórzy paleobiolodzy prowadzą też różnego
rodzaju analizy geochemiczne, izotopowe, wykorzystują w badaniach konkretne widma
promieniowania. Wszystkie te metody wymagają oczywiście odpowiedniego sprzętu i
oprogramowania. Można więc powiedzieć, że laboratorium paleontologiczne ma
wiele pomieszczeń, które są wykorzystywane w różnych konfiguracjach przez
różnych badaczy.

Na czym polega wcześniejsza
praca paleobiologa, zanim uda się z zebranymi próbami do labu?

Przede wszystkim na znalezieniu i
wydobyciu skamieniałości w czasie wykopalisk. Co roku mój Instytut organizuje
wykopaliska dla studentów z całej Polski. Metody pracy zależą od konkretnego
stanowiska, przede wszystkim od typu skał. Tam, gdzie mamy do czynienia z dość
miękkimi mułowcami i iłowcami, możemy pracować przy użyciu kilofów i młotków. W
stanowiskach, gdzie skały są twardsze (piaskowce, zlepieńce), musimy korzystać
z pomocy koparki. Prócz wykopalisk w już znanych miejscach cały czas szukamy
nowych bogatych w skamieniałości odsłonięć. Głównie wiąże się to z
podróżowaniem do miejsc w których interesujące nas warstwy skalne mogą ulegać eksponowaniu
spod młodszego nadkładu gleby – np. tam, gdzie trwają prace ziemne związane z
budową dróg albo w miejsca pozyskiwania materiału dla cegielni czy cementowni. Czasem
udaje się znaleźć interesujące miejsca przypadkiem, czasem informują nas o nich
kolekcjonerzy-amatorzy. W ocenie, czy w danym regionie prawdopodobne jest
odnalezienie interesujących nas warstw geologicznych, pomagają mapy geologiczne.
Czasem na pierwszy rzut oka, po kolorze i grubości uziarnienia skał, jesteśmy w
stanie stwierdzić czy w danym miejscu jest szansa na znalezienie skamieniałości.
Niestety, czasem napotykamy na opór właścicieli gruntów, którzy nie chcą nas
wpuścić na swoje tereny. Najczęściej obawiają się utrudnień, myślą że jeśli coś
znajdziemy to, na przykład, będziemy mogli zatrzymać toczące się tam
inwestycje. Niesłusznie – w przeciwieństwie do archeologów nie mamy prawie
żadnych uprawnień tego typu. Możemy co najwyżej grzecznie poprosić o
umożliwienie wstępu i uratować co się da.
żółwie ewolucja
Stanowisko paleontologiczne w Porębie. Za: dr Tomasz Szczygielski


Skąd u Pana zainteresowanie
paleobiologią i ewolucją żółwi?

Jak większość osób, interesowałem
się dinozaurami gdy byłem dzieckiem. I nie tylko nimi – w podstawówce bardzo
interesowała mnie też anatomia, zoologia i mineralogia. Później szkoła te
zainteresowania dość skutecznie zabiła – niestety program nauczania i  kryteria oceniania były jakie były, a teraz w
szkołach jest jeszcze gorzej… Gimnazjum spędziłem w klasie dwujęzycznej, liceum
w dziennikarskiej. Kiedy jednak musiałem wybrać, jakie przedmioty zdawać na
maturze, uznałem że biologia będzie niezłym wyborem, właśnie ze względu na te
dawne zainteresowania. Udało mi się ją zdać, rekrutowałem się potem na różne
kierunki studiów: biologię, anglistykę, psychologię. W pierwszej turze dostałem
się na pierwszy z nich i, niejako z lenistwa, tam już zostałem. Nie żałuję,
choć w SGGW, gdzie studiowałem, o paleobiologii słyszało się bardzo mało. W
momencie wyboru tematu pracy licencjackiej również byłem niezdecydowany. Typowa
praca laboratoryjna czy terenowa zdawała mi się raczej nudna i uciążliwa.
Ponownie więc zwróciłem się ku zainteresowaniom z młodości i – z braku
ekspertów na mojej uczelni – postanowiłem skontaktować się z prof. Magdaleną
Borsuk-Białynicką z Instytutu Paleobiologii PAN. Moim pierwszym pomysłem były
badania na temat opierzonych dinozaurów. Pani profesor nawet przygotowała mi
wydruki kilku publikacji poruszających to zagadnienie, jednak odradzała
podjęcie się go, argumentując to brakiem w Polsce odpowiednich skamieniałości.
Zamiast tego zaproponowała mi zajęcie się kwestiami pochodzenia i wczesnej
ewolucji żółwi, ze względu na niedawno odkryte stanowisko w Porębie. Moja praca
magisterska dotyczyła już konkretnie okazów żółwi z Poręby, a doktorat był jej
rozwinięciem i uwzględniał też zbiory niemieckie.

Co ciekawego można zobaczyć w
warszawskim Muzeum Ewolucji w zwykły dzień, kiedy nie ma konferencji i
uroczystości?

Przede wszystkim kolekcję
kredowych dinozaurów z Mongolii, zebraną przez polsko-mongolskie ekspedycje w
latach ’60 i ’70, oraz triasowych czworonogów z Krasiejowa i Lisowic. Zapraszam
również na małą wystawę na temat żółwi z Poręby, gdzie można zobaczyć
najciekawsze okazy. Niedawno Muzeum otworzyło też ekspozycję dotyczącą zwierząt
morskich. Godne uwagi same w sobie są liczne modele autorstwa Marty Szubert.

A na koniec, na kogo Pan
głosował w Biologicznej Bzdurze Roku 2019?

Być może, ze względu na moje zainteresowania, najoczywistsze by było
głosowanie na wypowiedź pani Ewy Kopacz o dinozaurach, ale wśród nominowanych
były wypowiedzi o wiele bardziej szkodliwe. Zastanawiałem się nad głosem na
antyszczepionkową wypowiedź pana Cejrowskiego albo wypowiedź o dodatkach do
żywności pana Sachajko. Ostatecznie jednak mój głos poszedł na cytat „Karpie
nie mają co prawda systemu nerwowego” pana Rafała Ziemkiewicza, za jego czystą
absurdalność. Podejrzewam, że – wbrew tonowi i celowi swej wypowiedzi – pan
Rafał skrycie jest czuły na los karpi. Gdyby zabił choć jednego, to
prawdopodobnie układu nerwowego u tych zwierząt by nie przeoczył.

Wywiad z paleobiologiem, doktorem Tomaszem Szczygielskim z Instytutu Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk.

 

 

bioksiążka

 

Najnowsze wpisy

`

Jeden komentarz na temat “Skąd pochodzą żółwie? Wywiad z paleobiologiem PAN Tomaszem Szczygielskim

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *