Dzisiaj będę krytykował. Nie będzie to bezpodstawna krytyka, lecz bardzo potrzebny polskim uczelniom i polskim akademikom, naukowcom i wykładowcom oraz promotorom tekst o tym, co z perspektywy studentów i doktorantów czasem funkcjonuje na uniwersytetach nieprawidłowo. Przykłady w artykule pochodzą z całej Polski. Bardzo bym chciał, aby zachowania, które opiszę, zostały jak najszybciej zmarginalizowane. Nie wątpię, że są wydziały czy jednostki w ramach wydziałów, gdzie takie rzeczy wcale lub prawie nigdy się nie dzieją, ale wiem też, że są niestety i takie, na których bywają czasem nawet normą.

wykładowca

Mobbing i zastraszanie

Najpoważniejszym moim zdaniem problemem jest mobbing. Dotyczy on w mniejszym stopniu studentów studiów I stopnia (licencjat, inżynier) i II stopnia (magister), ponieważ są bardziej niezależni, traktowani jak „goście”, ktoś z zewnątrz. Mają zaliczać kolokwia i egzaminy i tyle. Gorzej sytuacja wygląda w przypadku doktorantów (studia III stopnia), w pełni zależnych od swoich promotorów. Tutaj nauka, pilność, dyscyplinarność, uczciwość i pracowitość nie wystarczą. Doktoranci wykonują często pracę na rzecz swoich promotorów na pełen etat i dlatego promotor staje się także szefem, jak w korporacji. Niestety zdarzają się promotorzy, którzy traktują swoich doktorantów źle: krzyczą na nich, wyzywają, zastraszają, wyzyskują, obrażają czy umniejszają im, zadają pracę której nie powinni wykonywać. Doktoranci, często jako najsłabsze ogniwo w akademickiej hierarchii, są łatwym celem ataku i zrzucania winy za niepowodzenia np. przy eksperymencie, przez mobbingujących promotorów. Wbrew temu jak przedstawiany jest mobbing w mediach – jako nieprzyjemne uwagi i czepialstwo – tak naprawdę niejednokrotnie wygląda on o wiele drastyczniej. Ze smutkiem stwierdziłem niedawno fakt, że większość moich znajomych rówieśników, którzy zrezygnowali ze studiów doktoranckich, zrobiła to przede wszystkim nie przez problemy finansowe (niskie stypendium), ale właśnie ze względu na mobbing i zastraszanie przez swoich promotorów i mowa tutaj o różnych uczelniach w całej Polsce. Ironią losu jest, że taki mobbingujący promotor również za deklarację odejścia potrafi swojego rezygnującego doktoranta zwyzywać i grozić mu karami, ponieważ jego rezygnacja oznaczać może zamrożenie grantu i potrzebę zorganizowania nowej rekrutacji.

Wywyższanie się i brak szacunku

Kolejny poważny problem to arogancja, wywyższanie się, snobizm i brak szacunku do studentów i doktorantów oraz ogólnie do osób o niższym statusie od nich. O ile w większym gronie profesorowie chcą się pokazać z jak najlepszej strony i potrafią zrobić bardzo dobre wrażenie dając świetny wykład do szerszej publiczności, tak bywa że wobec grup studentów potrafią być niebywale nieprzyjemni. Na przykład traktować z góry, nie akceptować jakiegokolwiek sprzeciwu nawet gdy ewidentnie profesor nie ma racji, atakować innych personalnie. Do dziś pamiętam sytuację, kiedy zdałem na studiach pewien przedmiot na 4,5. Podczas wpisywania oceny do indeksu usłyszałem, że na pewno to dlatego, że ściągałem, choć była to nieprawda, a po rozmowie z resztą studentów okazało się, że niemal każdy usłyszał tego typu złośliwą uwagę. Innym razem byłem świadkiem jak profesor zwyzywał do łez pielęgniarkę w przyuczelnianej poradni, traktując ją jak śmiecia. Plusem jest tu to, że świadków takiego zachowania jest z reguły więcej (niż jedna czy dwie osoby, jak przy mobbingu), więc łatwiej jest się postawić i np. złożyć skargę do władz uczelni.

Uprzedzenia i dyskryminacja

Gdybym miał wybrać trzy najpoważniejsze moim zdaniem patologie ze strony profesorów, wykładowców i promotorów, to wymieniłbym jeszcze uprzedzenia i dyskryminację. Zapewne najczęstszy problem to seksistowskie uwagi wobec studentek. O ile na biologii, którą studiowałem, dominowały dziewczyny i sytuacje takie zdarzały się raczej stosunkowo rzadko, a ich poziom w porównaniu do niektórych nagłośnionych przypadków też nie był tragiczny, tak o karygodnych zachowaniach w innych miejscach czasem nawet pisały ogólnopolskie media. Problem uprzedzeń nie ogranicza się jednak do kobiet. Znam przypadek ujawnionego geja, któremu na wydziale historycznym pewnej uczelni nie zaliczano egzaminów pomimo poprawnych odpowiedzi, a prowadzący czasem na forum grupy na swój sposób komentował orientację studenta, albo sytuację gdzie utrudniano ciężarnej studentce uczęszczanie na zajęcia. Jak powiedziała pewna świetna i mądra prowadząca dydaktykę: studia nie są jedynie dla pełnosprawnych, białych i bezdzietnych. W tym miejscu zwróciłbym uwagę jeszcze na jedno: uprzedzenie wobec wieku i stopnia naukowego. Kolejny przypadek, to gdy na moją życzliwą radę w kwestii popularyzacji nauki usłyszałem od rozmówcy, że jest „wyższy stopniem naukowym i wiekiem”, więc mam się nie odzywać. Dyskryminacja ze względu na wiek i stopień wykształcenia to jeszcze jeden istotny problem, często mający podłoże w punkcie drugim – arogancji, snobizmie i braku szacunku do innych. Zrozumiałe jest, że młodsi nie zawsze są w stanie wszystko dostrzec i zrozumieć i że na ogół po osobach starszych i z lepszym wykształceniem spodziewamy się wyższego autorytetu i poziomu wiedzy, ale również i kultury osobistej, której nieraz brakuje.

Wymóg przyniesienia ciastek lub pizzy na egzamin

Domyślam się, że dla osób które nigdy o tym nie słyszały, przeczytanie podtytułu mogło wywołać głośny śmiech albo zażenowanie. Niestety tego typu historie nie są zmyślone. Choć na moim wydziale, kiedy studiowałem nigdy się coś takiego nie zdarzyło, a co więcej wielu prowadzących podkreślało nam, że dawanie prezentów czy przynoszenie jedzenia na egzamin to nie jest uzasadniony wymóg ze strony wykładowcy, tak wiem że są jednostki, gdzie wciąż się takie tradycje utrzymuje. Trzeba wtedy przynieść na egzamin np. ciastka albo pizzę, bo inaczej egzaminator będzie bardzo niezadowolony. Jest to dużo mniej poważna od wcześniejszych patologia, w pewien sposób nawet śmieszna i groteskowa, ale warto mieć jej świadomość i sprzeciwiać się jeśli to możliwe.

Nieprzychodzenie wykładowcy na wykłady

Znacie to uczucie, kiedy przychodzicie na wykład o 8 rano. Czekacie, jest 8:10 i wykładowcy nadal nie ma. Czekacie do 8:15 czy 8:20 i nadal nic. Zastanawiacie się czy iść do domu czy jeszcze poczekać – co jeśli prowadzący się spóźni, zrobi listę obecności i będzie problem? Pewnie każdy student doświadczył kiedyś czegoś takiego. Oczywiście nieprzyjście prowadzącego na wykład bez wcześniejszego uprzedzenia w ekstremalnym przypadku może być uzasadnione i zrozumiałe (np. wypadek, nagłe zachorowanie itp.). Jednak sam pamiętam takich wykładowców, którzy robili tak notorycznie. Nie przychodzili na wykłady i ani nas o tym nie informowali, że ich nie będzie, ani też nie wyznaczali innego terminu. Wiedzieliśmy również, że byli zdrowi i na uczelnię normalnie przychodzili. W efekcie czasem nawet około połowa zajęć w ogóle się nie odbywała. Gdy wypadnie jeden, góra dwa wykłady, można to przeżyć (choć rzecz jasna lepiej, jeśli coś takiego się nie wydarzy), ale niedopuszczalne jest regularne powtarzanie się takich sytuacji. Nawet jeśli chwilowo jesteśmy szczęśliwi, bo mamy dodatkową godzinę na naukę do kolokwium albo możemy poczytać książkę lub wracać do domu i się wyspać, to w szerszej perspektywie regularne nieodbywanie się wykładów zadziała na naszą niekorzyść, zaś nieinformowanie studentów o odwołanych wykładach to po prostu brak szacunku do nich.

Palenie papierosów w budynkach

Patologią jest palenie papierosów w budynkach. Wszędzie jest to zakazane, ale niektórych to nie obchodzi. Niestety pracownicy naukowi nie są tu wyjątkiem. Kilkakrotnie w różnych jednostkach uczelnianych spotkałem się z sytuacją, że doktorzy i profesorowie codziennie palili w swoich pokojach, zasmradzając też cały korytarz. To skrajny brak odpowiedzialności i kultury – palenie w budynku zwiększa ryzyko wystąpienia pożaru, truje wszystkich którzy przebywają w środku (przynajmniej na tym samym piętrze), a dla alergików czy astmatyków jest jeszcze groźniejsze. Takie zachowanie to także niejednokrotnie skutek tego co opisałem w punkcie drugim – wywyższania się i poczucia, że skoro ma się „dr” czy „dr hab.” albo „prof.” przed nazwiskiem i tym bardziej jeśli jest się ważną osobą w danej katedrze, instytucie lub zakładzie, to wolno łamać przepisy.

Przymykanie oka na ściąganie

Jeśli chodzi o poziom nauczania, to obniża go m.in. przymykanie przez prowadzących oka na ściąganie studentów. Niektórzy robią to dla świętego spokoju, by mieć jak najmniej poprawiających, inni po prostu mają to gdzieś, a jeszcze inni zdają sobie sprawę z niskiego poziomu i chcąc nie dopuścić do oblania kolokwium czy egzaminu przez np. ¾ grupy, za mniejsze zło uznają przyzwolenie na spisywanie odpowiedzi ze ściąg czy z telefonów. Są również tacy, którzy na czas egzaminu celowo wychodzą z sali, pozostawiając studentów samych na kilkanaście minut. W tym momencie na pewno znajdzie się ktoś, kto powie, że i tak każdy kiedyś ściągał, chociaż raz w życiu, gdzieś w podstawówce czy gimnazjum, więc ściąganie nie powinno być piętnowane, bo nikt nie jest święty. Owszem, nikt nie jest święty, rzecz jednak w tym, że nie jest to sprawa zerojedynkowa. Można ściągnąć kilka razy w życiu, a można robić to regularnie, prześlizgując się tak przez większość egzaminów. Można z wyrachowaniem przygotowywać sobie ściągi i sporą część testu zaliczyć tylko dzięki nim, a można spojrzeć do osoby obok, która przypadkiem tam usiadła i być może poznać prawidłową odpowiedź na jakieś pytanie, jednocześnie wcześniej uczciwie się na egzamin ucząc. Oczywiście nie chodzi o to by usprawiedliwiać tę lżejszą strategię ściągania, ale by dostrzec że jej istnienie nie neguje sensu walki ogólnie ze zjawiskiem.

Czytanie na wykładach ze slajdów

Na koniec chciałbym wspomnieć jeszcze o jednym. Jest to chyba rzecz najmniej szkodliwa z etycznego i moralnego punktu widzenia, ale również negatywnie wpływająca na poziom nauczania, na zaufanie do wykładowcy i prestiż tegoż zawodu. Chodzi o tytułowe czytanie na wykładach ze slajdów czy stron podręcznika, zamiast opowiedzenia tematu w sposób interesujący. Wspieranie się pomocami jest naturalnie normalne – chodzi tutaj jednak o czytanie przez większość czasu i na więcej, niż jednym czy ewentualnie na dwóch wykładach. Nie na tym polega rola wykładowcy, podobnie jak rolą nauczyciela w szkole nie jest kazanie przepisywania uczniom zdań z podręczników.

Rozumiem, że część z opisanych patologii nie wynika ze złej woli, a ze zbytniego obłożenia pracą, braku odpowiednich kadr np. zarządzających czy z niedofinansowania. Mogą to być też relikty z czasów komunizmu, kiedy to pewne zachowania były z przyczyn systemowych i funkcjonowania ówczesnego szkolnictwa wyższego pożądane. Faktem jest też, że to tylko część problemów, których lista jest dłuższa. Należy jednak pamiętać, że jest równie wielu, wierzę że nawet więcej, świetnych i dobrych wykładowców, promotorów i profesorów, którzy nie cechują się w opisany wyżej sposób. Niektórzy po przeczytaniu tego tekstu zwrócą zapewne uwagę na to, że również wobec studentów można by przygotować taką listę złych i szkodliwych zachowań. To prawda i niewykluczone, że zabiorę się w przyszłości i za to, ale chciałbym aby pamiętano, że za to jak wygląda sytuacja odpowiadają przede wszystkim elity uniwersyteckie (i pośrednio politycy, mający często z tymi pierwszymi bliższe lub dalsze znajomości), a studenci i doktoranci są ostatnim ogniwem, które do panujących warunków próbuje się po prostu dostosowywać.

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

40 komentarze :

  1. Właśnie zdałem sobie sprawę, że na mojej uczelni (politechnika lubelska) na moim wydziale są całkiem porządni prowadzący/wykładowcy, bo o większości takich przypadków nie słyszałem. Jedynie zdarzyła się jedna osoba, która faktycznie nie miała szacunku do studentów, ale przedmiot był mało znaczący i przepuściła ta osoba i tak wszystkich. Co ciekawe, mimo wieku nadal był to tylko mgr inż.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po ostatnim krwotoku z nosa w piątek postanowiłam rzucić studia na chwile przed inżynierką. Na następnej uczelni gdy jakiś wykładowca będzie mnie szarpał za ubranie - złamię mu rękę w ramach obrony koniecznej. A gdy jakiś będzie miał problem z moim brakiem jąder to zamiast siedzieć cicho, zapytam ile wspólnego mają moje genitalia z polską siecią energetyczną.
    A teraz czas na przerwę zanim wyląduje w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jako studentka odnoszę czasami wrażenie, że w połączeniu z brakiem szacunku prowadzących do studentów jest połączony strach tychże studentów przed prowadzącymi. Wśród moich kolegów i koleżanek występuje taki sposób myślenia: "Coś mi się nie podoba, ale głośno tego nie powiem, bo jeszcze oberwę". I tak się może zdarzyć (historia z drugiej ręki, nie potwierdzona na 100%), że ktoś się "zbyt często" nie zgadza z profesorem, a na egzaminie coś prawidłowego jest oznaczane jako błędne. Na mojej uczelni akurat nie jest tak źle, nic poważniejszego się nie dzieje. Jedynie co mnie kiedyś dotknęło to lekko seksistowskie uwagi jednego prowadzącego, chociaż wszyscy inni studenci brali to jako żarty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja raz miałam wrednego profesora. Lubił przywalać się o byle co. Raz na dzień dobry zapytał mnie, czy jestem ze wsi. Odpowiedziałam, że nie, na co zapytał dlaczego nie jestem ze wsi. Na koniec stwierdził, że moje miasto to nie miasto :) więc tak, zdarzają się specyficzne jednostki

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgodzę się z tym, że czytanie na wykładzie ze slajdów jest niezbyt szkodliwe. Slajdy to mogę sobie prywatnie w domu poczytać, natomiast wykład powinien polegać na tym, że wykładowca przybliża studentom dane zagadnienie, tłumaczy je, odpowiada na pytania itp. Jednym słowem wchodzi ze słuchaczami w interakcję, pomaga im zrozumieć temat. A nie odbębnia linijki tekstu z rzutnika, bo musi jakoś zapełnić 90 min wykładu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Brak szacunku... To jest jedna z tych rzeczy przez które studia pielęgniarskie były koszmarem. Prowadząca drąca się na studentki tak, że słychać przez pół korytarza, drąca się na studentów na wykładach. Niech przemówi do Was to, że w trakcie zajęć z iniekcji domięśniowych, częściowo ściągnęła dziewczynie spodnie, żeby innym pokazać miejsce wkłucia... Niestety dziewczyna nie widziała w tym nic złego (czy też może się bała) i nic z tym nie zrobiono. Nie wiem co było celem tej kobiety, ale nic dobrego z tego nie wychodziło. Dziewczyny które miały z nią zajęcia, przeżywały traumę na tyle dużą, że potem idąc do szpitala bały się zrobić cokolwiek przy pacjencie, bo mogą zrobić błąd. Nawet wśród pielęgniarek, niezwiązanych z uczelnią, z którymi miałyśmy zajęcia była ta kobieta znana i to bynajmniej nie w pozytywnym kontekście. Nie to, że studenci nic nie robili... Ankiety wysmarowały ją równo, skończyło się rozmową z dziekanem. Żeby chociaż to była jedna taka osoba... W mojej grupie dziewczyna, z czystej złośliwości, nie zdała procedury ścielenia łóżka bo najpierw położyła poduszkę, a potem kołdrę (sic!). I niestety też na dalszych latach kładło się na studentach presję, aby pielęgniarstwo stało się docenianym zawodem. I wiele innych... Najgorsze jest to, że osoby te uczyły empatii wobec pacjentów, za nic mając empatię wobec studentów.

    Co do ściągania, niestety. Często wśrod studentów spotykam się z opiniami, że jeśli ktoś łapie na ściąganiu to jest ...(wstaw wybrane przekleństwo). I dla wielu, niestety, fajny prowadzący to ten co nie pyta albo daje ściągać.

    OdpowiedzUsuń
  7. A co z prowadzącymi którzy w ogóle nie pomagają w nauce a system oceniania jaki prowadzą jest z kosmosu (uczelnia nie reaguje bo to osoby wysoko postawione). ;)
    Najlepsze teksty zdarzają się u moich znajomych na kierunkach związanych z zarządzaniem - Panie mogą sobie posłuchać bo i tak do tego się nie nadaja i inne podobne sugestie.

    OdpowiedzUsuń
  8. jak bedziecie pisac o tym co was boli -zaostrzy sie nekanie ....;-)Trwajcie .Studia to szkoła życia .Cieszcie sie zdobyta wiedzą ;-)i zawsze czujcie dume...dokładajcie swoje cegiełki .W naszej szarej rzeczywistosci jest wiele rozpraszaczy...sztuka sie skupic i tego zycze (realizucie swoje wytrwale)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom chore zachowania …niosą korzyści bo ludzie co budują wynajdują nowe sposoby działania (reagowanie na problem żeby go zarzegnać )wiec uczy się kreatywności .Przechodzi się swoje granice komfortu żeby przetrwać (zwieszając je i poszerzając- co jest korzystne).Zawsze były siły budujące i niszczące …ważne żeby była równowaga
      Mnie z kolei zastanawia czy owe postawy zaprezentowane są wynikiem celowym czy w wyniku zaburzeń mózgu (czyli choroba która zaburza prawidłowe funkcjonowanie i tak się ludzie zachowuja żeby przetrwać )
      Jeżeli celowym to jakie to cele sobie stawiają i jakie korzyści przynosi owe postępowanie jeszcze

      Usuń
  9. Jestem magistrem i nie planuję doktoratu, ale częściowo nie zgodzę się z punktem pierwszym. Mobbing jest również dużym problemem w przypadku studentów I i II stopnia. Choć 5 lat to stosunkowo mało w porównaniu z karierami niektórych profesorów, to jednak jest znaczący czas w życiu. Wielokrotnie słyszałam historie o szczególnie ciężkich przeprawach z promotorami prac magisterskich. Czepianie się każdego przecinka, niejasne polecenia, brak pomocy i twierdzenie, że jest się debilem. Do tego nieszanowanie czasu, nieprzychodzenie na konsultacje, brak kontaktu... Piszę o tym, ponieważ jest to ważny okres w trakcie studiów - u wielu osób pojawia się zmęczenie, zniechęcenie i strach o najbliższą przyszłość, obronę i szukanie pracy po studiach. U mnie właśnie wiele osób odpadło na tej ostatniej prostej m.in. przez promotorów, którym nie można dogodzić. Mobbing i nieszanowanie ludzi jest po prostu złe, niezależnie od tego, czy ktoś jest doktorantem czy świeżakiem na 1. roku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie sadze, żeby opisane sytuację były wynikiem niedofinansowania albo zaszłości kadrowych. Często kadra naukowa w wieku okołoemerytalnym jest dużo bardziej empatyczna i uprzejma od "młodych wilczków". Seksizmn niestety z moich doświadczeń rozkłada się bardziej demokratycznie. Możliwe, że jako mężczyzna, nie doświadczyłeś niewłaściwych zachowań, a nie wszystkie kobiety wiedzą, jak zareagować na niestosowne propozycje. Ja słyszałam nawet o próbach dotykania że strony niektórych profesorów. Z drugiej strony pamiętam egzaminy, na które wszystkie studentki przychodziły w mini i dekoltach, bo tak było łatwiej zdać. Dołozyłabym do tej listy jeszcze nepotyzm, niejawne wyniki konkursów na stanowiska uczelniane, które są przeważnie rozpisywane pod konkretnych kandydatów, a kryteria wyboru konkretnej osoby są tajne, co jest bardzo wygodne i jeszcze bardziej nieetyczne. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Zdarza się, ze wykładowcy mają wiadomości nie do końca aktualne, a na pytania ze strony studentów reagują niechęcią, często częścią wykładu są autobiograficzne dygresje, niemające najmniejszych powiązań z tematem. Ale to prawdopodobnie wynik traktowania wykładów jako obowiązkowych zajęć, które musi i może prowadzić każdy pracownik naukowy. Nawet jeśli kompletnie nie potrafi i zupełnie się nie stara. A studenci chcą tylko zaliczenia, niekoniecznie wiedzy (oczywiście nie wszyscy- mam nadzieję).

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaskoczył mnie punkt pierwszy, nie miałem pojęcia, że coś takiego występuje.
    Polskie uczelnie mają swoje problemy, ale mają też dużo zalet. Studia inżynierskie ukończyłem na politechnice w Gliwicach i aktualnie robię magisterkę w Anglii. Muszę przyznać, że jestem lepiej przygotowany niż większość studentów z innych krajów. Polskie uczelnie są "szorstkie" dla studentów, ale część z nich potrafi nauczyć :)
    Co do wad polskich wykładowców, to frustruje mnie zwracanie się w mailach do prowadzących Per Magnificencjo Doktorze/Profesorze i odpisywanie na maile po tygodniu przez prowadzących -.-

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie uderza najbardziej na polskich uczelniach przeświadczenie kadry, że są nietykalni i to, że w ogóle nie zdają sobie sprawy - że my, studenci - istniejemy także poza murami uczelni. I my, studenci, też możemy się zemścić. Swego czasu czekałem na pana adiunkta na parkingu...brak kamer, nikt mi nic nie udowodni...w końcu za namową kolegów sprawę załatwiłem poprzez rozmowę z rektorem. Pomogło i to bardzo.
    Polscy wykładowcy myślą że są wyjątkowi i niesamowici i mogą sobie pozwalać na wszystko, ale na świecie się w ogóle nie liczą, niestety. Groteska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z ostatnim zdaniem. Nasi wykładowcy oczekują ogromnego szacunku, traktowania ich jak Bóg wie kogo, a potem swoje wykłady na 50. uczelni w kraju prowadzą z pożółkłych kartek pamiętających komunę. Co w sumie jest bardzo śmieszne, bo naszym uczelniom daleko do tych najlepszych, innowacyjnych i prestiżowych, za to profesorowie noszą się u nas z taką dumą, że ledwo odpowiedzą na dzień dobry.

      Usuń
  13. Wyższe uczelnie są przepełnione ludźmi którzy powinni być zastąpieni przez elearning tworzony przez grupę dobrych naukowców - pasjonatów. W większości moich wykładowców była zmęczona życiem i pozorowała swoją egzystencję na uczelni. Byli tak toksyczni że człowiek w domu zastanawiał się nad sensem studiowania. Żal mi najbardziej straconego czasu na stres wywołany: czytanymi wykładami tak starymi, że aż wstyd, wysługiwaniem się studentami (bo zrobienie prezki z wiki było ok byle nie musieli rozmawiać o tym co uczą), ćwiczeniami tak nie praktycznymi ale ważne że odbębnione i dało się jakość wykorzystać sprzęt i odczynniki z ich starych grantów :(, brak ogarnięcia z tego co się w świecie dzieje w ich dziedzinach (dobrze, że jeszcze potrafią czytać). No i najważniejsze brak uczciwości wobec siebie, studenta a przedewszystkim do nauki (przymykanie oka na ściąganie jak nic nie uczyli to jeszcze eh.. najmniejszy grzech ale rasowanie statystyk w badaniach, nie umiejętność korzystania z baz naukowych, okłamywanie studentów - ucząc i wymagając starych informacji np. z przed 10 lat...) Żal mi tych kilku perełek na uczelniach. Jest taki ich mało a ciągle walczą o ten oddech nad powierzchnią wody... Teraz jeśli ktoś mnie pyta czy isć na studia i gdzie to odpowiadam: tak ale nie w Polsce a jeśli możesz już uczyć się czegoś od mentora praktykanta to leć i pracuj ucząc się. Studia to tylko konieczność do posiadania uprawnień w niektórych zawodach nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak jak w każdej grupie zawodowej i społecznej, tutaj również nie brakuje ludzi po prostu chorych psychicznie, o wybujałym ego czy zwyczajnie chamskich. Wykładowcy pod tym względem niczym nie różnią się od rolników, szewców czy salowych. Nie rozumiem tylko naiwności niektórych osób, które sądzą, że tytuł przed nazwiskiem od razu sugeruje, że ktoś jest lepszym człowiekiem niż inni, bo często nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  15. To o czym piszesz to jest generalnie brak niskiej kultury Polakow. Niestety, przeklada sie to rowniez na uczelnie, ale to jest tylko przyklad bardziej ogolnego zjawiska. Np. palenie papierosow w budynkach. Zupelnie nie do pomyslenia w USA, czy pewnie tez w Niemczech.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zabrakło mi tu molestowania seksualnego, które niestety też bywa powszechne, szczególnie, jeśli profesor/profesorka są "nie do ruszenia" (np. Mały, specjalistyczny kierunek, gdzie brak niezależnego pracownika naukowego sprawia, że kierunek się zawinie). Takie osoby są często bezkarne, a doświadczające molestowania osoby - bezsilne.

    OdpowiedzUsuń
  17. Typowe polakatolictwo jest typowe. Wam dać państwo to jak małpę posadzić przed sterami samolotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mieszałbym w to religii ani wiary.

      Usuń
    2. A ja bym mieszał, bo od mentalności danego narodu zależy jego jakość, a mentalność determinuje głównie religia.

      Usuń
    3. Pan Anonimowy reprezentuje typowego osobnika o wybujałym ego z ujawniającym się efektem Dunninga-Krugera.
      Takie osoby myślą, że jak będą pisać jakieś głupie komentarze w losowych partiach internetu to od razu staje się lepszą od wszystkich ludzi we Wszechświecie "mondrą" osobą i ostoją "pronaukowego racjonalizmu".
      Takim osobom dać państwo to jak antyszczepionkowcowi dać posadę dyrektora szpitala.

      Usuń
    4. Jeszcze jedno - jeśli chcesz się poczuć mądry i "pronaukowy" to taka porada - najlepiej odejść od komputera, przestać marnować czas na wypisywanie głupich komentarzy do podbudowywania sobie ego, wziąć jakiś podręcznik do nauk ścisłych i się uczyć.
      Inżynierowie z NASA swoje sukcesy w wysyłaniu sond kosmicznych i sztucznych satelitów zawdzięczają raczej wykształceniu, a nie podbudowywaniem sobie ego głupimi komentarzami.

      Usuń
    5. @ACHTUNG Urażony katolik widzę.

      Usuń
    6. @ACHTUNG Schowaj kły i otrzyj pianę z pyska.

      Usuń
    7. Widzę że ktoś trafił Anonimowego w czuły punkt :)

      Usuń
    8. Przypadek Anonimowego może być ciekawy z punktu widzenia psychologii.
      Trudno jednoznaczne stwierdzić czy winne są tu silne przekonania obejmujące nietypowe teorie spiskowe czy może też jest to jakaś dziwna forma leczenia się z zakorzenionych w nim kompleksów.

      Usuń
    9. A ja myślę że winne są osoby które obierają jajka od tego grubszego końca: nie dość że rasistowscy płaskoziemscy to jeszcze antyszczepionkowcy. Do tego jeszcze po ulicach chodzą!

      Usuń
  18. Ja pamiętam u siebie przykład czarnoskórego prowadzącego wykład (Bioinżynieria Rozrodu chyba), który mówił strasznie niewyraźnie (strasznie silny akcent), a na każdą uwagę o to że nie wyraźnie, pytanie może powtórzyć, jakiekolwiek zapytanie się osoby obok o co chodziło lub niedajboże ktoś by się uśmiechnął na wykładzie (bo na pewno był rasistowski żart). Zaczynało się wtedy że coś się nie podoba uczniom, że to dlatego że jest czarny itd. Wiedzę miał ogromną Pan prof. ale wykłady były tragedia. Strasznie przewrażliwiony.

    OdpowiedzUsuń
  19. „Jak powiedziała pewna świetna i mądra prowadząca dydaktykę: studia nie są jedynie dla pełnosprawnych, białych i bezdzietnych”
    ośmielę się nie zgodzić. jednym z powodów fatalnego stanu uczelni w polsce jest ich powszechna dostępność. za łatwo się dostać, za łatwo przejść, więc mało kto je szanuje. studia wcale nie powinny być dla wszystkich, tylko dla tych niewielu, którzy są na tyle zdeterminowani, żeby poświęcać się nauce. ci, ktorzy chca tylko wykonac plan minimum i dostac jakąkolwiek pracę, powinni isc do szkół zawodowych, a ci, którzy chcą jeszcze trochę dziecinstwa, imprezowania i „poznawania swiata”, nie powinni tego robic za pieniądze podatnika. uniwesytet to nie caritas. obecne „egalitarystyczne” podejscie powoduje ze jest na studiach mnostwo ludzi ktorzy nie wiedzą po co tam są: przychodzą pijani na zajęcia, przechwalają się ile to wykładów opuścili. prace końcowe już nie są wynikiem świadomego wyboru, podyktowanego zainteresowaniem danym tematem, tylko są losowo przydzielane, więc co niektórzy nawet nie pamiętają tytułu swojej pracy magisterskiej. to zaprzecza kompletnie idei.
    nie twierdze, ze jesli ktos jest „inny”, to ma nie być dopuszczany, ale na pewno wymogi akademickie powinny być w stosunku do każdego rygorystycznie przestrzegane, żadnych „punktów za pochodzenie”, jak to kiedyś za PRL-u było, a jak jest teraz na zachodnich uczelniach. tam niby pod paroma względami jest lepiej, ale ogólny obraz tysiecy ludzi, ktorzy znalezli sie na uczelni przypadkiem i nie wiedzą po co tu są, jest podobny. im mniej studentow tym lepiej, również dla profesorów, a nie zapominajmy, że oni są w polsce bardzo źle traktowani, począwszy od pensjach bliskich najniższej krajowej, a skończywszy na przymuszaniu do nauczania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaasne. Na taką medycynę bardzo łatwo się dostać. I dostają się same głupole, które imprezują z pieniądze podatnika.
      Najwięcej patologii w relacjach wykładowca/student było zawsze na studiach medycznych, według Ciebie dlatego profesory byli tak źle traktowani że z tej deprechy musieli się na kimś wyżyć? No i nauczać musieli.... Fuj.
      Klasa człowieka przejawia się w zetknięciu z każdym, mądrym i głupim, pracowitym i leniwym itd itp.

      Usuń
  20. Polskie szkolnictwo ma masę innych problemów poza wymienionymi w artykule (z których na szczęście miałem do czynienia jedynie z małym odsetkiem). Warto zwrócić uwage na fakt, że studia obecnie nic nie znaczą, idzie na nie każdy kto chce i kazdy kto ma troche chęci może je skończyć, a glownym celem studiów jest 'papier', a nie wiedza/rozwój. Studiowałem automatykę na AGH w Krakowie (progi punktowe ponad 900 pkt. Na 1000 pkt.) - brzmi jak 'elitarny' kierunek, 15 osób chętnych na miejsce, działałem w kole naukowym, zależało mi na wiedzy potrzebnej do pracy inżyniera. Niestety uczelnia, nie chce współpracować ze studentami. Działalność w kole = problemy, nikogo nie obchodzi, że byłeś na zawodach ze swoim projektem za granica, nie było Cie na egzaminie, zapraszam na poprawe we wrześniu. Zalatwienie czegokolwiek wymaga przenoszenia papierów z pokoju do pokoju, w nkeskonnieskoń. Każdy kręci nosem, potrzebujesz kasy na projekt to 3 miesiące walczysz z biurokracja, poddajesz sie, wydajesz swoje pieniądze, osiągniesz cokolwiek i uczelnia się oczywiście pierwsza bedzie Toba chwalić. Prowadzący może i mają wiedzę, ale przekazać umie ją najwyżej 10% z nich, a reszta mam wrażenie ze zyje w swoim, odizolowanym od realiów przemysłu/rynku świecie i odcina kupony tworząc kolejne niewiele wnoszące publikacje. Wiedza ze studiow przydała mi się w zawodzie (a pracuję w zawodzie) w może 0.5% -> to co pokazywano nam na studiach było aktualne w latach 90.. Mam nadzieję, że coś sie zmieni, bo w naszym spolespołeczeń jest potężny potencjal, ale niestety jeśli będzie ono prowadzone w taki sposób to zmaenuje się wiele talentów.

    OdpowiedzUsuń
  21. Osobiście uważam, że ogromnym problemem są niewielkie ośrodki, gdzie w przedmiotach specjalistycznych trudno jest znaleźć wykładowców, więc obecni traktowani są jak święte krowy. Na Politechnice Szczecińskiej, Wydziale Informatyki profesor V.B., absolwent prestiżowej moskiewskiej uczelni, rzucił mi indeks po wpisaniu oceny. Mieliśmy też p. mgr. U.W., która była do tego stopnia niekompetentna, że działania arytmetyczne (operacje binarne w słupkach) przepisywała z kartki, mimo iż dużo łatwiej i szybciej jest to po prostu liczyć. Mielismy też wykładowcę prof. A.S., którego Alma Mater jest Akademia Morska, który to dość niepochlebnie wypowiadał się o inteligencji kobiet i ich potencjale do informatyki.

    Nawet lista dziekanów wydziałów to zazwyczaj permutacja tych samych nazwisk, co jedynie utwierdza przekonanie o świętych krowach.

    OdpowiedzUsuń
  22. Problem z czytaniem ze slajdów na tym się nie kończy. Często wykład ogranicza się do tego, że wykładowca czyta, a student notuje i to w pośpiechu, bo wielu prowadzących zdaje sobie sprawę, że jak prezentacje udostępni studentom, to dojdą oni do wniosku, że przeczytać prezentacje mogą również w domu, bez fatygowania się na wykład. Bywa, że powód jest inny - prezentacja jest zwyczajnie kradziona z innej uczelni lub jej poziom jest tak niski, że lepiej się tym nie chwalić publicznie.
    W ogóle z frekwencją na wykładach, bywa różnie, nie zawsze z lenistwa studentów jest niska, winnym bywa również wykładowca, bo są wykłady nie warte chodzenia. Często nie kończy się wtedy na poprawie wykładu, tylko zaczyna się mniejsze lub większe zastraszanie studentów, a to trudniejszym egzaminem, a to "specjalnym traktowaniem" na egzaminach ustnych osób nieobecnych.
    Tak jak było wspomniane w artykule i komentarzach studenci boją się wykładowców, nie chcą np zwracać im uwagi na błędy, ale nie bez powodu, bo część wykładowców potrafi się mścić o to za słuszną krytykę. Sam raz byłem pytany do skutku, odpowiesz na dziesięć pytań, ale na jedenaste nie znasz odpowiedzi, to należy się dwója, w czasie gdy inni studenci otrzymują mniej pytań oraz nie na każde znają odpowiedź. Takie historie słyszy się też od innych studentów z innych uczelni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studenci nie mają pojęcia z jakimi problemami musi mierzyć się wykładowca, więc ta dyskusja nie ma większego sensu. Nic się nie zmieni. Autor nie wie jak powszechny jest mobbing akademicki. Nie wie, że pracownik naukowy nie ma możliwości obrony przed ciągłymi upokorzeniami. Uśmiechanie się i próba powstrzymywania łez na swoim własnym wykładzie jest trudna, łatwiej wtedy się czyta. Czy Autor pracował kiedyś na uczelni?

      Usuń
  23. Czytam to, czytam, czytam, i stwierdzam, że jestem wykładowcą idealnym :-)

    A poważnie - oczywiście patologie są, i koniecznie należy z nimi zdecydowanie walczyć. Wiele z tych patologii wynika z poczucia bezkarności, albo w ogóle braku świadomości (np. seksistowskie dowcipy zdarzające się osobom o niezbyt wysokiej kulturze osobistej). A to poczucie bezkarności i nieświadomość wynikają głównie z bierności "drugiej strony". Szczególnie polecam do przemyślenia zamieszczony powyżej komentarz Pana, który chciał pobić wykładowcę ("czekałem na parkingu, brak kamer" - chyba o to chodziło), ale w końcu załatwił sprawę przez rektora, i to skutecznie. W razie patologii nie można chować głowy w piasek, tylko organizować się i walczyć o swoje (LEGALNYMI środkami - "czekania na parkingu" zdecydowanie nie polecam).

    OdpowiedzUsuń
  24. Z większością problemów się nie spotkałam, poza może dyskryminacją, złośliwymi komentarzami i tym ostatnim, czytaniem ze slajdów. Studiuję zagranicą i nawet tutaj jest to ogromnym problemem. Mogę policzyć na palcach, ile wykładowców stara się zainteresować tematem albo chociaż poprawia swoje slajdy. Z jednego przedmiotu nasz wykładowca wyznał, że slajdów nie zmieniał od 4 lat i ogólnie, to mało go to wszystko obchodzi. Innym problemem, który ja akurat napotkałam w czasie swoich studiów, jest to, że nie którzy wykładowcy po prostu marnują czas studentów. Głupie żarciki polityczne, dyskusje niepowiązane z tematem, monologi i komentarze na tematy niepowiązane - ja tu przyszłam się uczyć, nie dowiadywać za czyją partią pan stoi, kogo pan lubi, a kogo pan nie lubi.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czasem mam wrażenie, że uczelnie wyższe w tym kraju to jakieś enklawy gdzie obowiązuje inne prawo. Pozwolę sobie przytoczyć moją ulubioną anegdotę: na pewnych zajęciach (powiem tylko, że na wydziale lekarskim) wprost powiedzieli, że jeśli idzie o tę skrzynkę na ankiety studenckie to anonimów nie czytają, a raz jak student się podpisał to poprawiał jedno zaliczenie 17 razy. Z tego co wiem to sprawa w końcu otarła się o dziekana

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajnie, że takie tematy zostały poruszone, ja mam bardzo często wrażenie, że na wielu uczelniach wykładowcy robią z wiedzy tajemnice... niby każdy ma samodzielne notatki z wykładów, ale to bardzo często nie wystarcza, żeby zaliczyć przedmiot lub zaliczyć na zadowalającą ocenę, nie są podawane dodatkowe materiały lub nie pokrywają się zagadnienia, które były poruszane na wykładach. Może to błaha sprawa, ale uważam, że bardzo wpływa na poziom nauczania, dodatkowo stresuje i zniechęca studentów.

    OdpowiedzUsuń
  27. Pani magister podczas wpisywania ocen do indeksów uznała za stosowne bez ostrzeżenia zacząć mnie odpytywać; nie odpowiedziałam na jedno pytanie z trzech, więc przy całej grupie oskarżyła mnie, że projekt, nad którym zarywałam noce "na pewno napisał kolega, a ja się tylko podpisałam". Jak odpowiedziałam na kolejne pytanie, to łaskawie nie obniżyła mi oceny, "nie wierzę pani, ale niech już będzie ta czwórka".
    Dziewczyny, chodźcie na politechniki, fajnie jest!

    Notabene pani magister była żoną rektora, i przez cały semestr na wszystkie pytania studentów odpowiadała "że najpierw musi sprawdzić, bo nie pamięta" - może ten seksizm to w jej przypadku skutek własnych doświadczeń..?

    OdpowiedzUsuń