Wywiad z Bartkiem Krawczykiem, autorem bloga „Wulkany Świata” i pasjonatem tematyki wulkanicznej oraz sejsmicznej, na temat wulkanów, zjawisk towarzyszących ich erupcjom, jak również niebezpieczeństwom związanym z aktywnością wulkaniczną.

wulkany

Na jakich wulkanach miałeś przyjemność postawić swoją stopę?

Było ich całkiem sporo. Pierwszym wulkanem, na którym byłem jeszcze w czasach studenckich, był Wezuwiusz, blisko Neapolu. Na dobre zacząłem eksplorować wulkany od roku 2010. Wówczas byłem wraz ojcem na indonezyjskim stratowulkanie Tangkuban Perahu, znajdującym się niedaleko miasta Bandung. To wulkan turystyczny, łatwo dostępny i tłumnie odwiedzany przez Indonezyjczyków. Posiada kompleks centralnych kraterów i jest aktywny. Po raz ostatni wybuchł w 2019 roku, ale na szczęście nikt nie zginął. Pod wpływem tej wyprawy, a także pamiętnej erupcji islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull w 2010 roku założyłem bloga i fanpage Wulkany Świata, na których daję upust mojej długoletniej, trwającej już od dzieciństwa pasji związanej z wulkanami. Krajobrazy wulkaniczne są urzekające, autentycznie surowe. Wspinaczce i eksploracji wulkanów towarzyszy mnóstwo mocnych wrażeń i zapadających w pamięć widoków.

Po Tangkuban Perahu przyszła kolej na wiele innych wulkanów, głównie europejskich: wulkan Pico del Teide na Teneryfie, kilka stożków i pól lawowych na wyspie Lanzarote, powrót na Wezuwiusza w 2013 roku i zobaczenie aktywnej sejsmicznie kaldery Campi Flegrei blisko Pozzuoli, wizyta na Islandii w 2014 roku obejmująca wspinaczkę na czynny wulkan Hekla oraz inne liczne stożki wulkaniczne i kratery, greckie wulkany Santorini, Nisyros i Methana, obszar geotermalny Larderello w Toskanii i obszar wulkaniczny Olot w Hiszpanii, wejście na Vulcano, dwukrotna wyprawa na wulkan Etna, pobyt na włoskiej wyspie wulkanicznej Ischia. Moim planom wulkanicznym na miniony rok przeszkodziła pandemia koronawirusa SARS-Cov-2, ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Który był Twoim ulubionym? 

Zdecydowanie sycylijski wulkan Etna. To największy aktywny wulkan w Europie. Częste i różnorodne erupcje, od umiarkowanych po efektowne erupcje boczne, szczelinowe z fontannami i wylewami lawy i spektakularne erupcje eksplozywne, charakteryzujące się dużymi kolumnami erupcyjnymi i rozległym opadem popiołu. Ten wspaniały wulkan posiada ponad 300 bocznych kraterów i 4 główne kratery centralne. Zresztą regularna aktywność erupcyjna sprawia, że obszar centralny tego wulkanu przez cały czas ulega geologicznej metamorfozie. Zdecydowanie polecam wyprawę na Etnę. Mnogość atrakcji geologicznych jest tam zachwycająca. 

Etna
Bartek Krawczyk na Etnie. 

Mam też ogromny sentyment do islandzkiego wulkanu Hekla. To wulkan potencjalnie groźny i zdolny do silnych erupcji eksplozywnych następujących zazwyczaj bez wyraźnego, długotrwałego ostrzeżenia. Do silnej erupcji tego islandzkiego wulkanu doszło w 1947 roku, potem miały miejsce erupcje w latach 1970, 1981-82, 1991 i 2000. Z Heklą wiąże się także bogata mitologia: w średniowieczu wierzchołek wulkanu uznawany był za „wrota piekieł”. Krążyły też wśród lokalnej ludności zabobonne opowieści o sabatach czarownic gromadzących się na Hekli w trakcie Wielkanocy. To fajny i w sumie dość łatwy do zdobycia wulkan, choć trzeba wnikliwie śledzić prognozy i trafić w odpowiednie okienko pogodowe. Pogoda na Islandii potrafi być wyjątkowo kapryśna i zmienna. 

Na jaki chciałbyś wybrać się znowu? 

W zasadzie na każdy, na którym dotąd byłem. Wychodzę z założenia, że na czynnym czy drzemiącym wulkanie zawsze można zrobić coś nowego, odkryć wcześniej niepoznane miejsca. Moim marzeniem jest zdobycie czynnego wulkanu Beerenberg, znajdującego się na arktycznej wyspie Jan Mayen. To finansowo i logistycznie jest dla mnie trudne do wykonania, ale nie boję się marzyć.

Jakie wulkany, poza już zobaczonymi, chciałbyś jeszcze odwiedzić?

Oj, jest ich mnóstwo. I są doprawdy różnorodne. Na pewno chciałbym zobaczyć wylewy lawy z bliska, co jest możliwe na wulkanie Pacaya w Gwatemali.  Interesuje mnie także możliwość zobaczenia rzadkiego fenomenu, jakim są stałe bądź okresowe jeziora lawy. Są one obecne jedynie w kraterach kilku wulkanów na Ziemi: Nyiragongo i Nyamuragira, Masaya, Erebus, Kilauea, Erta Ale czy Villarrica. Mógłbym wymienić wiele miejsc, które chciałbym zobaczyć: lodowe jaskinie kamczackiego wulkanu Mutnowski, przepiękna kaldera Onekotan czy pumeksowe klify na wyspie Iturup w Rosji, masywne wulkany Atakamy, obfitujące w bogatą florę i faunę wyspy wulkaniczne archipelagu Galapagos. Fascynuje mnie na przykład wiele niezbadanych i obrośniętych gęstym lasem deszczowym wulkanów Papui Nowej Gwinei. Uwielbiam też wyspy wulkaniczne, zarówno te mniej lub bardziej zamieszkałe, jak i bezludne. Chciałbym na takiej wyspie spędzić trochę czasu, udokumentować ją fotograficznie, filmowo i opisowo. 

Który wulkan europejski jest najbardziej niebezpieczny obecnie?

Najbardziej niebezpiecznym wulkanem w Europie jest zdecydowanie Wezuwiusz. Co prawda wulkan ten śpi od 1944 roku, ale zasłynął z wielu niszczycielskich erupcji w czasach historycznych. Oczywiście najsłynniejsza jest opisywana przez Pliniusza Młodszego erupcja Wezuwiusza z 79 roku, która doprowadziła do zagłady antyczne rzymskie miasta: Pompeje, Herkulanum i Stabie. Do kolejnych groźnych i niszczycielskich erupcji Wezuwiusza doszło potem w latach 1631, 1872, 1906 i 1944. Okolice tego wulkanu są gęsto zaludnione. W przypadku powtórki z 79 czy 1631 roku trzeba by było ewakuować dwa miliony ludzi. Nie należy zapominać także o częściowo podmorskiej kalderze Campi Flegrei czy kalderze Santorynu, której potężna erupcja pliniańska około 1613 r. p.n.e doprowadziła do zagłady cywilizację minojską.

Jakie inne wulkany stanowią współcześnie zagrożenie dla ludzkich społeczności?

Na świecie mamy wiele niebezpiecznych wulkanów. Szczególnie groźne są niektóre azjatyckie wulkany, które w trakcie aktywności erupcyjnej generują niebezpieczne spływy piroklastyczne. Tutaj można chociażby wymienić Anak Krakatau, Merapi, Sinabung, Awu, Kelut – wszystkie w Indonezji – Taal i Mayon na Filipinach, Fuego i Santa Maria w Gwatemali, Montagne Pelee na karaibskiej wyspie Martynice. Erupcja piroklastyczna tego ostatniego wulkanu 8 maja 1902 roku zniszczyła stolicę wyspy Saint Pierre, zabijając ponad 30 000 ludzi. To był najgorszy kataklizm wulkaniczny XX wieku, ale w XIX wieku wydarzyły się jeszcze gorsze katastrofy: erupcja wulkanu Tambora na indonezyjskiej wyspie Sumbawa w 1815 roku, która przyczyniła się bezpośrednio bądź pośrednio do śmierci 71 000 ludzi, czy też słynna erupcja Krakatau w 1883 roku, w następstwie której fale tsunami uderzyły w wybrzeża Jawy i Sumatry niszcząc dziesiątki wiosek i zabijając 36 417 ludzi – pewna część z tych ofiar śmiertelnych zginęła też od spływów piroklastycznych i opadu popiołu. 

aktywność wulkaniczna
Wulkan na wyspach Liparyjskich. Fot. Bartek Krawczyk

Nawet zorganizowana wycieczka do krateru czynnego turystycznego wulkanu może zakończyć się tragedią. Tak się stało na przykład 9 grudnia 2019 roku, gdy nagła erupcja freatyczna nowozelandzkiego wulkanu White Island/Whakaari uśmierciła 22 osób i zraniła kolejne 25. Były to osoby znajdujące się akurat w kraterze Białej Wyspy. Do analogicznej sytuacji doszło 27 września 2014 roku, wówczas nagły wybuch freatyczny wulkanu Ontake na wyspie Honsiu w Japonii zabił 63 wspinaczy, znajdujących się na skraju krateru tego wulkanu oraz w jego najbliższej okolicy. 

Co z trzęsieniami ziemi? Niedawno było głośno o tym w Chorwacji.

Grudniowa seria trzęsień ziemi w Chorwacji miała charakter tektoniczny. Jej przyczyną były ruchy tektoniczne w górnym płaszczu, wskutek interakcji dwóch płyt litosferycznych: płyty europejskiej i mikropłyty adriatyckiej. Aktywność erupcyjną wulkanów często poprzedza nasilenie częstotliwości i intensywności trzęsień ziemi. Do innych prekursorów przyszłej erupcji danego wulkanu mogą należeć między innymi wzrost intensywności emisji pary czy wzrost aktywności fumarolicznej, wzrost temperatury jeziora kraterowego, subtelna deformacja gruntu czy zmiany w składzie chemicznym emitowanych przez fumarole gazów. Te tzw. prekursory mogą trwać tygodniami, miesiącami, a nawet dekadami zanim dojdzie do erupcji. Mogą też ustać i tym samym nie zaowocować żadną aktywnością erupcyjną.

Z jakich źródeł korzystasz, śledząc na bieżąco wybuchy wulkanów i trzęsienia ziemi na świecie?

Różnorodnych. Najczęściej są to strony takie, jak Volcano Discovery, ale też blogi prowadzone przez wulkanologów – Borisa Behnckego, Janine Krippner, Robina Andrews – i ich profile prywatne w mediach społecznościowych. Wytrwale szukam też zdjęć i filmów od naocznych świadków erupcji, które potem umieszczam choćby na profilu Wulkanów Świata. Gdy dochodzi do erupcji wulkanu na terenie zaludnionym to właśnie miejscowi reagują natychmiast, robią zdjęcia i kręcą filmy smartfonami. Jakiś czas temu hobbystycznie szukałem przejawów aktywności erupcyjnej wybranych wulkanów za pośrednictwem teledetekcji. Lubię także czasem popatrzeć na erupcję danego wulkanu przez kamery online. Ich staranny wykaz można znaleźć chociażby na Volcano Discovery. Artykułów prasowych odnośnie wulkanów staram się unikać, gdyż są często przesadzone, przejaskrawione, z dużą liczbą merytorycznych błędów. 

Co możesz powiedzieć o szczególnych, nietypowych, ciekawych zjawiskach związanych z aktywnością wulkanów?

Takich interesujących i niekiedy bardzo niebezpiecznych zjawisk jest całkiem sporo. Jednym z najgroźniejszych, towarzyszących eksplozywnym erupcjom wulkanicznym są spływy piroklastyczne, czyli poruszające się z ogromną prędkością mieszaniny gorących fragmentów lawy, pumeksu, popiołu i gazu. Przemieszczają się w dół zboczy wielu stratowulkanów, zazwyczaj dolinami. Powstają wskutek zapadnięcia się kolumny erupcyjnej bądź grawitacyjnego kolapsu aktywnej kopuły lawowej. Niszczą wszystko, co napotkają na swojej drodze: budynki, lasy, pola uprawne. Przeciętna prędkość takiego spływu piroklastycznego wynosi 100 km/h, ale może też sięgnąć 700 km/h. Takie chmury są ekstremalnie gorące – temperatura wewnątrz spływu wynosi od 200 do 700 stopni Celsjusza – i stanowią główną przyczynę śmierci ludzi i zwierząt w trakcie erupcji wulkanu. Ofiary spływów piroklastycznych umierają od straszliwych poparzeń i inhalacji gorącego gazu i popiołu. Wiele wulkanów w trakcie aktywności erupcyjnej generuje spływy piroklastyczne m.in. jawajski Merapi, filipiński Mayon czy Fuego w Gwatemali.

Islandia wulkany
Obszar geotermalny Seltun na Islandii. Fot. Bartek Krawczyk

Kolejnym zagrożeniem związanym z aktywnością erupcyjną wulkanów są tzw. lahary. To po prostu gorące bądź zimne mieszaniny fragmentów skał i wody o konsystencji mokrego betonu, które przemieszczają się szybko, z prędkością dochodzącą nawet do 200 km/h, zboczami wulkanów i dolinami rzek, porywając i niszcząc wszystko, co napotkają na swojej drodze. Powstają wskutek aktywności erupcyjnej danego wulkanu, w wyniku której dochodzi do stopienia pokrywającego wulkan śniegu czy lodu, ale też wskutek wyrzucenia wody z jeziora kraterowego. Mogą powstać też po ustaniu erupcji wulkanu bądź jeszcze w jej trakcie przez długotrwałe ulewne deszcze destabilizujące luźny materiał wulkaniczny zalegający na zboczu. Odpowiednikiem laharu na Islandii jest tzw. jökulhlaup, czyli powódź glacjalna powstała przez stopienie lodu w trakcie erupcji podlodowego wulkanu – np. Katla w 1918 roku czy Grimsvötn w 2004 roku – czy w wyniku aktywności geotermalnej pod lodem. 

Jednym z moich ulubionych zjawisk towarzyszących erupcjom eksplozywnym są wulkaniczne błyskawice powstające ze względu na zderzanie się cząstek popiołu wulkanicznego, co prowadzi do wygenerowania elektryczności statycznej w chmurze erupcyjnej. Wulkaniczne błyskawice często utrwalane są przez fotografów w trakcie eksplozji japońskiego wulkanu Sakurajima. Były także obecne w trakcie wielu niedawnych erupcji eksplozywnych m.in. filipińskiego Taal w styczniu 2020 roku i kurylskiego Raikoke w czerwcu 2019 roku. 

Poza tym przepiękne są fontanny lawy widoczne w trakcie erupcji takich wulkanów jak Kilauea na Big Hawaii czy Etna na Sycylii. Największa sfotografowana fontanna lawy miała miejsce 4 września 1999 roku z krateru Voragine wulkanu Etna i sięgnęła wysokości 2 km. Nieco mniejsza, o wysokości 1.6 km odbyła się w trakcie erupcji japońskiego wulkanu Izu-Oshima w 1986 roku. Z kolei rekordzistą, jeśli chodzi o szybkość potoków lawy jest wulkan Nyiragongo w Demokratycznej Republice Kongo. W trakcie erupcji tego niebezpiecznego wulkanu w dniu 10 stycznia 1977 roku jego centralne jezioro lawy uległo wydrenowaniu, a wylewy lawy w ciągu zaledwie 20 minut dotarły do miasta Goma. Mknęły z prędkością dochodzącą do 100 km/h, niszcząc kilka wiosek i zabijając prawie 300 ludzi. Sycylijska Etna puszcza też od czasu do czasu tzw. pierścienie dymne, przypominające kółeczka z dymu papierosowego. To rzadki fenomen wulkaniczny, zarejestrowany także w trakcie eksplozji wulkanów Stromboli i Yasur.

A teorie spiskowe na temat wulkanizmu? Znasz jakieś?

Moja ulubiona dotyczy postępujących zmian klimatycznych. Mianowicie za nadmierną emisję cieplarnianego dwutlenku węgla do atmosfery obwiniane są wulkany, a nie działalność człowieka. To jeden z najpopularniejszych mitów dotyczących wulkanów, wielokrotnie już obalany m.in. przez wulkanologów z US Geological Survey  czy licznych klimatologów. W porównaniu z działalnością ludzi, związaną ze spalaniem paliw kopalnych, wulkany emitują globalnie mniej niż 1% CO2. Mount Saint Helens w 1980 roku w ciągu zaledwie 9 godzin wyemitował 10 milionów ton CO2 do atmosfery a ludzkości wystarcza osiągnięcie tej wartości w czasie nieco mniejszym niż trzy godziny. Dodatkowo, denialiści zmian klimatycznych zapominają o tym, że znaczne emisje SO2 w trakcie potężnych erupcji wulkanicznych mają potencjał do chłodzenia klimatu. Wulkan Pinatubo na Filipinach jest tutaj dobrym i często przywoływanym przykładem. Jego paroksyzm erupcyjny w dniu 15 czerwca 1991 roku wyrzucił do stratosfery 20 milionów ton SO2 i w konsekwencji znaczna część powierzchni Ziemi uległa schłodzeniu na okres trzech lat o 0,4-0,6 stopnia Celsjusza.

jaskinia lawowa
Jaskinia Lawowa od północnej strony Etny. Fot. Bartek Krawczyk

Poza tym osobiście bawią mnie także liczne spekulatywne artykuły prasowe wieszczące wulkaniczny armageddon w przypadku przebudzenia się superwulkanów Yellowstone czy Campi Flegrei. Obie kaldery są starannie monitorowane przez wulkanologów i nic nie wskazuje, że w najbliższej przyszłości dojdzie wskutek ich przebudzenia do zagłady ludzkości. Oba są też aktywne sejsmicznie od wielu dekad. Co więcej, przyszła erupcja Yellowstone czy Pól Flegrejskich niekoniecznie musi być kolosalna. Nad wyraz często w sensacyjnych artykułach prasowych straszy się nadmierną aktywnością licznych wulkanów. Codziennie na świecie aktywność erupcyjną wykazuje od 20 do 40 wulkanów. Niektóre z nich wybuchają z mniejszym lub większym natężeniem codziennie, czego dziennikarze często zdają się nie zauważać. O wielu erupcjach mających miejsce w morskich głębinach możemy nadal nie wiedzieć. Nie zwalnia to dziennikarzy z powinności lepszego, bardziej wnikliwego dociekania przed publikacją. Rozumiem, że obecnie najbardziej liczą się w internetowej prasie klikalność i wpływy z reklam, dany artykuł musi być poczytny, a wulkany to nośny temat, jednak moim zdaniem nie należy wyolbrzymiać zagrożenia poprzez propagowanie fake newsów.

Na koniec, kto był Twoim faworytem w Biologicznej Bzdurze Roku 2020?

Miałem kilku faworytów, gdyż konkurencja w zawodach „nie znam się, więc się wypowiem” była w ubiegłym roku mocna. Utkwiły mi najbardziej w pamięci wypowiedzi Violi Kołakowskiej oraz Marcina Roli. Nikt nie jest idealny, każdemu zdarza się czasem palnąć jakąś wynikającą z niewiedzy, zmęczenia czy braku merytorycznego przygotowania bzdurę. Jednak mam wrażenie, że w trakcie obecnej pandemii mamy do czynienia z istnym tsunami wzajemnie wykluczających się teorii spiskowych, półprawd, kłamstw i przeinaczeń. Sytuacje kryzysowe, takie jak pandemia koronawirusa, sprzyjają utrwalaniu się u niektórych osób efektów wyparcia i potwierdzenia.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na Facebooku

0 komentarze :

Publikowanie komentarza