Kategorie:

Ekstrapolacja – czym jest, do czego służy?

Dzisiaj napiszę o ekstrapolacjach. Choć słowo to dla wielu brzmi zapewne obco i liczne osoby mogą go nie kojarzyć, to w rzeczywistości na co dzień posługujemy się ekstrapolacjami, stosujemy je, powtarzamy po innych lub wymyślamy własne. Niektóre z nich są uzasadnione, inne są bezzasadne, a istnieją na pewno i takie, co do których można mieć wątpliwości i będą dyskusyjne. Czym więc jest ekstrapolacja? Kiedy używamy jej właściwie a kiedy nieprawidłowo?
Ekstrapolacja

Ekstrapolacja – co to takiego?

Ekstrapolacja to przekładanie
wniosków wynikających z obserwacji jakiegoś zjawiska czy sytuacji, zwykle
takimi, które poznaliśmy, czy z którymi mieliśmy styczność, na coś, co nie jest
nam bliskie i dobrze uwidocznione, ale zakładamy, że jest podobne i uznajemy,
że możemy na tej podstawie przyrównywać to analogicznie. Ekstrapolacja może
mieć inne trochę znaczenie w życiu codziennym i w nauce, co wyjaśnię dalej. Najprościej
zatem mówiąc, ekstrapolowanie to twierdzenie, że coś jest takie, a nie inne,
dlatego że inne podobne coś takie jest. Pies, którego znam, lubi biegać za
rzuconym mu kijem i spotykając innego czworonoga zakładam, że jego także to
kręci, bo również jest psem.
Przejdę do konkretniejszych
przykładów. Bardzo często spotkać się można z zakładaniem, że skoro ktoś danej
płci zachował się tak czy inaczej – na przykład nie dochował wierności,
zostawił, oszukał, okłamał – to większość przedstawicieli tejże płci jest
właśnie taka: fałszywa, nielojalna, nie dotrzymująca słowa. A co z blondynkami?
Czy gdy poznamy pięć pod rząd i każda okaże się niezbyt błyskotliwa, to możemy
założyć, że wszystkie blondynki takie są, ekstrapolując nasze obserwacje na
ogół jasnowłosych kobiet? Jak się ma sprawa ze zjawiskami? Jeśli pobrudzimy się
płynnym czerwonym barwnikiem i okaże się być łatwym do zmycia, to czy poprawnie
jest sądzić, że wszystko co czerwone i w płynie da się bez problemu wywabić z
materiału?
Idźmy dalej, do przykładów
bardziej naukowych. Wyobraźmy sobie, że przeprowadziłem eksperyment, w którym poprosiłem
grupę młodych mężczyzn o wykonanie jakiegoś zadania. Rozwiązanie go miało kilka
ścieżek i większość wybrała jedną, tę samą. Czy mogę założyć zatem, że ogólnie
mężczyźni w tej sytuacji będą postępowali w taki sposób? I czy poprawnie jest
ekstrapolować ten wynik i wniosek na kobiety albo mężczyzn w wyraźnie innym
wieku od tych badanych, lub wychowanych w innej kulturze? Co decyduje o tym,
czy możemy uznać, że skoro testowana przez nas gromadka wybrała tak, to inni
przedstawiciele tego samego gatunku, ale innej płci czy wieku zdecydują
podobnie?
Myślę, że widać już różnicę
pomiędzy ekstrapolacją życia codziennego (przykład z doświadczeniem z osobami
danej płci lub z blondynkami) a ekstrapolacją w nauce (ścisłe pojęcie ma
jeszcze ekstrapolacja w matematyce, której wyliczenie pozwala prognozować
określoną wartość). Ta pierwsza niejednokrotnie, ale nie zawsze, ma wątpliwe
czy ludowe podstawy, naukowa zaś musi mieć konkretne przesłanki. Przez
ekstrapolacje społeczne powstają stereotypy: fałszywe, półprawdziwe czy
prawdziwe (jeśli odjąć z definicji stereotypu słowo „nadmierne” od
„uogólnienie”).
Myślenie stereotypowe w skali
ewolucyjnej niejednokrotnie ratowało zdrowie i życie, a tym samym było
premiowane i się utrwaliło. Osoba, która nie była nad wyraz ostrożna, nawet
jeśli czasem niepotrzebnie, prawdopodobnie miała większą szansę paść ofiarą
zatrucia się jakąś rośliną albo zostać upolowaną przez drapieżne zwierzę. Dzisiaj
też stereotypy są nam potrzebne, bez nich nie bylibyśmy w stanie społecznie
funkcjonować (zauważcie, że osoby które chcą walczyć z wszelkimi stereotypami,
w rzeczywistości krytykują te, które im się nie podobają, ale same promują inne,
bliskie im stereotypy – jest to zachowanie typowe i w pewnym sensie naturalne).
Niestety rozpowszechnionych jest wiele szkodliwych stereotypów, naciąganych
półprawd albo oderwanych od rzeczywistości mitów (jeden z często ostatnio
wywlekanych w mediach to bzdurny pogląd, wg którego geje z natury swej mają coś
wspólnego z pedofilią).
Ponieważ konkretne stereotypy są
przekazywane kulturowo-społecznie, to znamy wiele takich, które powstały setki
a nawet tysiące lat temu, w zupełnie innym systemie społecznym i dawno są już
nieaktualne. Ich pielęgnowanie jest moim zdaniem jednym z powodów, przez które
kiedyś wielkie, powszechnie uznawane religie czy ideologie lub idee, dzisiaj zaliczają
poważne dołki – promują coś, co od dawna nie ma sensu. Na przykład tysiące lat
temu, kiedy ludzi było znacznie mniej, nieograniczone korzystanie z zasobów
przyrody – z perspektywy ówczesnych – nie było niczym groźnym, bo mieli
„nieskończenie wiele” niemal wszystkiego. Dzisiaj tak nie jest, czemu naprzeciw
chce wyjść np. Kościół, rozważając
„grzech ekologiczny”, co kontrastuje z tradycyjnym podejściem, by czynić sobie
wszystko poddanym i na ludzki użytek.

Uzasadniona i nieuzasadniona
ekstrapolacja

Ekstrapolacje stosuje się przy
ocenianiu sondaży badających na jakiś temat opinię ludzi mieszkających w danym
mieście czy kraju. Najczęstsze przykłady to oceny tego, na kogo chcieliby
zagłosować w wyborach, czy popierają wejście do strefy euro, czy są za jakimś
referendum czy przeciwko, czy są zadowoleni z bycia w UE, czy chcą zwalczania
problemu smogu, czy popierają jakiegoś polityka na stanowisku premiera lub
prezydenta, jak oceniają jakąś głośną aferę itd. Instytuty zajmujące się
przeprowadzaniem takich badań starają się zebrać wyniki od grupy
reprezentatywnej dla ogółu narodu polskiego pod względem płci, wieku, miejsca
zamieszkania (wielkości miejscowości i położenia geograficznego), wykształcenia,
zarobków. Wybierają więc zwykle około tysiąca osób, które proporcjonalnie
odzwierciedlać będą Polaków pod kątem powyższych czy innych cech. Następnie
otrzymany wynik ekstrapoluje się na ogół społeczeństwa. Stąd szacujemy, że
Polacy w wyborach zagłosowaliby tak czy inaczej, na podstawie poznania zdania
około tysiąca osób. Zależnie od metody badania i wyboru badanych taka
ekstrapolacja może być mniej lub bardziej uzasadniona. Niektóre sondażownie bardzo
dobrze predyktują wyniki wyborów, inne dużo słabiej.
Typowy przykład nieuzasadnionej
ekstrapolacji prowadzi do poznawczego błędu atrybucji, polegającego na zakładaniu,
że gdy ktoś jest w kiepskiej sytuacji życiowej z pewnością sam sobie na to
zasłużył i doprowadził do tego przez własną głupotę. Ekstrapolujemy wtedy
szczątkowe informacje, jakie mamy, czasem pochodzące od pojedynczych i wcale
niereprezentatywnych przypadków, na ogół ludzi biedniejszych czy potrzebujących
lub którym dobrze się wiodło, ale się stoczyli. W efekcie nie trudno natknąć
się na kogoś, kto nie znając czyjejś historii, ocenia tę osobę jako leniwą i
samą sobie winną swojej aktualnej sytuacji. Zapomina się wtedy, że na nasze
życie wpływ ma cały zestaw czynników, na które nie mieliśmy żadnego wpływu (np.
miejsce i czas urodzenia, zamożność rodziny, w której się urodziliśmy,
predyspozycje genetyczne), a które bywają decydujące, oraz takie, gdzie nasze
działanie ma ograniczone możliwości.
Jednym z bardzo częstych błędów w
interpretowaniu badań naukowych i ekstrapolowaniu ich wyników jest przekładanie
tego, co wyszło naukowcom w testach in vitro – czyli w hodowlach
komórkowych – na cały organizm, a więc in vivo. Ile razy, gdy słyszę, że
coś „leczy raka” i w pierwszej kolejności pytam „Skąd to wiesz?”, okazuje się,
że (pomijając anegdotki, zasłyszane historie itp.) źródłowe badanie
przeprowadzono w następujący sposób. Do pożywki kultur komórek nowotworowych
dodano jakiegoś specyfiku i wyszło, że komórki umierały albo przestawały
proliferować, czyli się namnażać. Problem w tym, że gdy w odpowiednim stężeniu zadziałamy
czymś na komórki bezpośrednio, to rzadko kiedy nie zareagują w sposób
drastyczny. Całe mnóstwo związków chemicznych, które w warunkach in vitro
działały „antynowotworowo”, w badaniach na zwierzętach czy na ludziach nie
miały już takich właściwości. Dlatego tego rodzaju eksperymenty mają małą moc
dowodową, a w szukaniu nowych leków są jednym z wstępnych etapów: nie można
wyników z in vitro ekstrapolować bezpośrednio na warunki in vivo.
Przeczytaj także: Jak
powstają nowe leki?
Kolejnym, bardzo często
powtarzanym przykładem nieuzasadnionej ekstrapolacji jest katastrofa w
Czarnobylu (a potem w Fukushimie) i wróżenie, że skoro raz lub dwa, albo i trzy
razy się coś takiego zdarzyło, to wszelkie elektrownie jądrowe są
niebezpieczne, a więc ekstrapolacja dwóch sytuacji na setki innych obiektów
istniejących i mających powstać, do tego na podstawie medialnych, nieraz nieprawdziwych
przesłanek. Liczba ofiar katastrofy czarnobylskiej jest często wyolbrzymiana,
ale jeszcze lepszym przykładem – bo bliższym i rzetelniej sprawdzonym – jest
katastrofa w Fukushimie, w której przez elektrownię i jej promieniowanie nie
zginął nikt, ale przez panikę i ucieczkę spowodowaną strachem przed powyższymi
zmarło ponad tysiąc osób. Do oceny potrzebne jest porównanie wykorzystywanych w
poszczególnych przypadkach technologii, zabezpieczeń itp.
Jeszcze jedna wątpliwa
ekstrapolacja – ale nie w pełni bezzasadna – dotyczy sztucznej inteligencji,
automatyzacji i algorytmizacji pracy oraz utraty miejsc pracy. Niewątpliwie
jest, że sztuczna inteligencja zacznie wypierać pracowników biurowych i
umysłowych. Optymiści twierdzą, że znajdą się dla nich inne zawody, tak jak
przy poprzednich rewolucjach świata pracy, pesymiści przewidują rewolucję
sfrustrowanych i zdesperowanych bezrobotnych, a realiści widzą, że problem jest
i trzeba znaleźć konkretne sposoby, które mu nie tyle zapobiegną – bo hamowanie
rozwoju w tym kierunku byłoby raczej walką z wiatrakami, przynajmniej w wielu
dziedzinach – co zaadoptują do nich społeczeństwo, system edukacji, prawo
pracy, politykę socjalną i po prostu go unikną. Kto w tym przypadku popełnia
nieprawidłową, nieuzasadnioną lub co najmniej dyskusyjną ekstrapolację? Niestety,
optymiści. Zakładają, że skoro w XIX wieku automatyzacja i rozpowszechnienie
stosowania paliw kopalnych nie spowodowały masowego bezrobocia, a wręcz
przyczyniły się do powstawania nowych miejsc pracy, to przy rewolucji sztucznej
inteligencji będzie tak samo, choć brak jest wystarczających przesłanek dla
przekładania efektów tych dwóch wcześniejszych procesów na ten, który właśnie
się zaczyna.
Jeszcze jeden zastanawiający
przykład pochodzi z polityki polskiej ostatnich lat. Na pewno wiecie, że
pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości szybko się rozpadł, a w wyniku
przyspieszonych wyborów partia ta przegrała. Kiedy PiSowi udało się stworzyć drugi
rząd w roku 2015, nieustannie spotykałem się ze stwierdzeniami, że na pewno
znowu się pokłócą, nie uchwalą budżetu, rozpadną się i znów historia się
powtórzy. Wielu liberalnych komentatorów i publicystów było tego niemal
pewnych, bo skoro tak się stało w roku 2007, to tak stać się musi również
niedługo. Nic takiego nie nastąpiło, a Prawo i Sprawiedliwość wygrało kolejne
wybory. Taka ekstrapolacja była nieuzasadniona i miała wątpliwe podstawy, a
jednak powtarzały ją znane, wypowiadające się w mediach persony.

Ekstrapolować każdy może?

Podsumowując, ekstrapolacja jest
przekładaniem wniosków z obserwacji jakichś sytuacji na inne, faktycznie lub
pozornie podobne zdarzenia. By ryzyko pomyłki było jak najmniejsze,
ekstrapolacja musi być dobrze przemyślana, opierać się na prawdziwych przesłankach,
wynikających z oceny odpowiedniej sytuacji czy próby (np. liczby badanych,
okoliczności i sposobu obserwacji itd.) W codziennym życiu ciągle coś
ekstrapolujemy i jest nam to potrzebne do właściwego funkcjonowania, choć niejednokrotnie
jakość naszych ekstrapolacji można poprawić. Trzeba jednak odróżniać codzienne „życiowe”
ekstrapolacje od naukowych, mogących mieć nie raz bardzo daleko idące
konsekwencje, na przykład w ocenach toksyczności poszczególnych związków
chemicznych na podstawie badań na zwierzętach. Każdy może zatem ekstrapolować,
a nawet każdy powinien, ale niestety nie każdy wyciąga wnioski z ekstrapolacji,
które okazały się nietrafione, by mieć coś z tego na przyszłość.
Prowadzenie bloga naukowego
wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to
często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc
stworzyć profil na Patronite,
gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki
temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć
złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu
wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę
poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

 

 

Bioksiążka

 

Najnowsze wpisy

`

Liczba komentarzy: 7 na temat “Ekstrapolacja – czym jest, do czego służy?

  1. Przykład dobrej ekstrapolacji: zwolennicy ziębiarskich metod "leczenia".

    Pseudolekarze i zwolennicy pseudonauki często obierają jajka od tej grubszej strony, więc można wywnioskować, że ogólnie osoby obierające jajka od tej grubszej strony mają tendencję do wrogości wobec nauki.

    1. @ERUWAN – im powierzchnia jest bardziej zakrzywiona tym jest wytrzymalsza, cieńszy koniec jajka powinien więc być twardszy od grubego (zakładając stałą grubość i właściwości skorupki na całej powierzchni), więc warto zaczynać obieranie od grubej strony, bo wymaga mniej siły przy rozbijaniu 😉

  2. Interesujące, co piszesz o Kościele i "grzechu ekologicznym".

    Pamiętam jak kiedyś, dawno temu w bodajże "Wiedzy i Życiu" przeczytałem o przypadku ekologów, którzy chcąc w pewnym regionie chronić zagrożony gatunek jakiejś żaby dogadali się z miejscowymi księżmi, aby ci z ambony potępiali tępienie przez okolicznych mieszkańców żab. Księża mieli argumentować ludziom, że są one pokarmem dla bocianów, które były postrzegane jako ważny symbol szczęścia (no i płodności) 😉

    Osobiście wolę, aby wszelkie akcje wynikały ze zrozumienia danych problemów, ale gdyby ten "ekologiczny grzech" miał w czymkolwiek pomóc, to ja popieram 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *