Gdybym z perspektywy naukowej miał wybrać największe zagrożenia dla nadchodzących dekad, postawiłbym na antybiotykooporność wśród bakterii, globalne ocieplenie, upowszechnienie inwigilacji, kryzys demograficzny, nierówności społeczne, utratę miejsc pracy wskutek rozwoju automatyzacji i złego wykorzystania sztucznej inteligencji oraz konflikty międzynarodowe. Tymi tematami chciałbym się zająć w niniejszym artykule, przybliżyć je oraz omówić, oczywiście z  świadomego, antropocentrycznego punktu widzenia.

 

zagrożenia dla świata

 

Antybiotykooporne bakterie i inne zagrożenia mikrobiologiczne

O antybiotykoodporności bakterii (uzyskanej np. dzięki nabyciu zdolności produkcji metalo-β-laktamazy; bakterie takie skrótowo nazywa się NDM, od New-Delhi-metallo-beta-lactamase) mówi się od dawna, choć z dużo mniejszym zapałem i alarmistycznością niż o ocieplaniu się klimatu. Jednak problem ten stanowi poważne zagrożenie i wciąż – w skali globalnej – nasila się. W historii ludzkości zarazy były jednym z największych utrapień, a zaczęło się to zmieniać dopiero pod koniec XVIII wieku. Wraz z rozwojem środków antyseptycznych i szczepień oraz – dopiero w pierwszej połowie XX wieku – wynalezieniem i zastosowaniem w medycynie antybiotyków. Pierwsza była penicylina, odkryta przez Alexandra Fleminga; dzięki temu odkryciu naukowiec dostał Nagrodę Nobla z medycyny/fizjologii w roku 1945. Zagrożenia mikrobiologiczne malały.

 

O ile patogeny w żadnym lub niewielkim stopniu zdołały się przystosować do działających na ich podstawowe funkcje i budowę antyseptyków, takich jak np. niszczący błony komórkowe etanol oraz detergenty czy zabójcze promieniowanie jonizujące, to znacznie lepiej radzą sobie z antybiotykami. Genom bakterii – składający się także z dodatkowego plazmidu – mutuje, nabywając odporność na antybiotyki. Komórki bakteryjne wymieniają się fragmentami plazmidów, również międzygatunkowo, dzięki czemu gdy u jednej pojawi się cecha oporności, w odpowiednich warunkach – wcale nie trudnych do osiągnięcia – odporność na dany antybiotyk może się szybko rozprzestrzenić.

 

Stąd ważne w przeciwdziałaniu ewolucji antybiotykoopornych szczepów jest, żeby nie używać niepotrzebnie antybiotyków. Pozwala to ograniczyć kontakt bakterii z nimi i tym samym spowolnić lub uniemożliwić dalszą ewolucję w tym kierunku. Po drugie, jeśli ktoś zażywa antybiotyk, koniecznie powinien dokończyć kurację zaleconą przez lekarza/farmaceutę/ulotkę. W przeciwnym razie niedobite komórki bakteryjne mogą odtworzyć kolonię, w dodatku oporną tym razem na zastosowany wcześniej lek. Zostawianie resztki tabletek na później to kiepski pomysł.

 

zagrożenia ścieki antybiotykooporna bakteria
Zanieczyszczony kanał w Indiach. Autor zdjęcia: McKay Savage, flickr.com/photos/mckaysavage

 

Antybiotykooporne bakterie mogą więc być ujarzmione antyseptykami. Na niektóre gatunki i szczepy mamy też skuteczne szczepionki. Kiedy jednak zaatakują organizm to pozbycie się ich jest niezwykle trudne. Wciąż mamy względnie skuteczne antybiotyki, ale ich liczba się ciągle kurczy. Badane są alternatywy dla antybiotyków, takie jak np. bakteriofagi – niszczące bakterie wirusy, nieszkodliwe dla człowieka – jednak niestosowane na szeroką skalę. Wyobrazić sobie można czarny scenariusz przyszłości, w którym nieopanowany patogen – czy to antybiotykooporna superbakteria czy też jakiś nieznany dotąd, bardzo agresywny wirus – rozprzestrzenia się po wielu krajach, czemu loty cywilne bardzo sprzyjają (podobnie jak postępowi globalnego ocieplenia, gdyż są paliwożerne).

 

Co można zrobić? Istotnym powodem rozprzestrzeniania się superbakterii, które często wywodzą się z Azji, zwłaszcza z Indii i Chin, gdzie brak jest odpowiednich regulacji prawno-medycznych, jest turystyka medyczna. Bardzo wysokie ceny rozmaitych zabiegów i operacji w USA czy (w mniejszym stopniu) UE sprawiają, że tysiące średniozamożnych Amerykanów i Europejczyków, nie chcąc płacić horrendalnych sum ani czekać w długich kolejkach, wybiera kliniki w Azji. W Indiach, w okolicach lotnisk istnieją bardzo nowoczesne szpitale stworzone specjalnie w tym celu – do zarabiania na turystach medycznych. Takie podróże ze względów zdrowotnych są po części powiązane z rosnącymi nierównościami społecznymi i dochodowymi, które z kolei narastać będą przez automatyzację pracy, przy braku odpowiednich działań rządowych i międzynarodowych.

 

Źródeł problemów, w kontekście chorobotwórczych mikroorganizmów i zdrowia publicznego, jest oczywiście znacznie więcej. Wśród nich wymienić można nawet antyszczepionkowców. Z drugiej strony BigPharma coraz mniej angażuje się w badania nad nowymi antybiotykami. Przykładowo Pfizer, kierując się logiką zysku i oszczędności, 10 lat temu zamknął ogromne zakłady badawcze, zwalniając tysiące chemików, biologów, biotechnologów i farmakologów, a to, co się dało przeniósł do Chin.

 

 

Globalne ocieplenie i zagrożenia z nim związane

Jeżeli spotkaliście się z jakimś alarmistycznym sygnałem dotyczącym przyszłości naszej planety, to najprawdopodobniej dotyczył on globalnego ocieplenia. I idącej za nim zmiany klimatycznej. Nie bez powodu – zjawisko to zdaniem naukowców zajmujących się meteorologią i klimatologią jest jednym z najpoważniejszych kryzysów w historii, jaką znamy. Choć na dzień dzisiejszy mówienie o „katastrofie klimatycznej” uważam za przesadzone, gdyż nawet te najgorsze scenariusze projektowane przez IPCC nie snują apokaliptycznej wizji, a występy niektórych aktywistów wydają mi się groteskowe, to w perspektywie kilku dekad, bez odpowiednich systemowych działań, może się to zmienić.

 

Globalne ocieplenie jest zjawiskiem wynikającym głównie z nadmiernej emisji gazów cieplarnianych, kumulujących się w atmosferze. W okresie przedindustrialnym substancje szklarniowe pochodzenia naturalnego i ludzkiego były bez problemów pochłaniane przez drzewa czy oceany. Jednak dodanie do tego dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych, które gromadziły w sobie węgiel przez miliony lat, zaburzyło równowagę. Co gorsza, masowe wycinanie lasów obniżyło sekwestrację, czyli wychwytywanie węgla przez rośliny. Pojawiły się też liczne fermy bydła czy gigantyczne uprawy ryżu, emitujące silnie szklarniowy gaz – metan.

 

Wszystko to sprawiło, że z roku na rok nadwyżka gazów cieplarnianych, których planeta nie dała rady pochłonąć „z powrotem”, rosła. W końcu zgromadziło się ich w ziemskiej atmosferze na tyle dużo, że zaczęły działać niczym ciepła kołdra. A wszystko to wydarzyło się w ciągu zaledwie dwóch wieków. Ze szczególnym przyspieszeniem od drugiej połowy XX w., uniemożliwiając dostosowanie się do tej zmiany wielu ludzkim społecznościom oraz rozmaitym gatunkom zwierząt czy roślin. Zagrożona jest więc także bioróżnorodność.

 

Zagrożenia globalne ocieplenie susza
Wyschnięta Loara w lipcu 2019, w miejscowości Montjean-sur-Loire we Francji. Za: AFP

 

Dlaczego globalne ocieplenie jest niezwykle groźne? Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wzrost globalnych średnich temperatur nawet o pół stopnia zaburza różne cykle. My zaś emisjami gazów szklarniowych podwyższyliśmy temperaturę globu o ponad 1 stopnień Celsjusza. Trzeba przy tym odróżniać lokalne czy regionalne, chwilowe zmiany, od globalnego i długofalowego trendu. Globalne ocieplenie sprawia, że coraz częściej mamy do czynienia z suszami. Trwają one ponadprzeciętnie długo oraz charakteryzują się wyższymi temperaturami. Masowe susze wiążą się z droższymi cenami produktów spożywczych oraz niedoborami lub brakiem żywności, czego doświadczamy od jakiegoś czasu. W Polsce coraz częściej występują susze rolnicze, a ceny wielu warzyw są zdumiewająco wysokie.

 

Niedobory żywności spowodowane suszami czy ekstremalnymi zjawiskami meteorologicznymi, takimi jak huragany, oraz braki zaopatrzenia w czystą wodę pitną są przyczyną społecznych niepokojów. W skrajnych przypadkach mogących prowadzić do zamieszek i wojen. W przyszłości tego rodzaju sytuacje mogą się nasilić i występować na większą skalę i w rozmaitych odmianach. Kataklizmy naturalne, brak żywności i wody, zniszczone domy, miejscowości nie nadające się do życia, zalane przez podwyższony poziom morza tereny przybrzeżne – wszystko to może czekać setki miejsc na Ziemi. Gdyby ocieplenie postępowało wolniej, wielu miałoby czas na przystosowanie się. Jednak obecne tempo zmian odbiera taką szansę licznym społecznościom. Przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu jest więc w zasadzie fundamentem zachowywania porządku na świecie w kontekście środowiskowym, politycznym czy gospodarczym.

 

Automatyzacja miejsc pracy i źle wykorzystana sztuczna inteligencja

Niezwykle ważne będzie zmierzenie się z problemem coraz powszechniejszej automatyzacji stanowisk pracy. Przede wszystkim umysłowej. Sztuczna inteligencja niesie co prawda ogromne nadzieje dotyczące wzrostu gospodarczego czy poprawy jakości rozmaitych usług, z diagnozami medycznymi włącznie. Faktem jest jednak, że to, co dziś wykonują pracownicy umysłowi, wkrótce na wielką skalę będą mogły robić odpowiednie programy komputerowe. Samochody autonomiczne z kolei już teraz są na wstępnym etapie zastosowania, a w przyszłości mogą odebrać pracę kierowcom. Szacuje się, że w najbliższych dekadach od około 10% do około 40% miejsc pracy w USA zostanie utraconych na rzecz szeroko rozumianych robotów.

 

Eksperci oceniają też, że w przeciwieństwie do rewolucji przemysłowej, rewolucja sztucznej inteligencji nie uzupełni tej luki nowymi miejscami pracy i zawodami. One, owszem, pojawią się, ale prawdopodobnie będzie im daleko do tego, aby uznać je za wystarczające. Jednocześnie zanim rewolucja sztucznej inteligencji się dokona (o ile w ogóle), liczba miejsc pracy nadal będzie duża. Przy budowie infrastruktury cyfrowej będzie wręcz rosła (stąd obecnie tak wiele nowych stanowisk pracy w tym sektorze).

 

Pomimo tego, że w wyścig nad rozwojem technologii sztucznej inteligencji zaangażowane są przede wszystkim Stany Zjednoczone i Chiny oraz, w dużo mniejszym stopniu, Wielka Brytania i Francja, to skutki tych prac będą widoczne na całym świecie. Rozmaite firmy kupować będą programy sztucznej inteligencji, dzięki czemu będą mogły zwalniać pracowników, zwiększać wydajność i mnożyć zyski. Najpewniej trend ten będzie się nasilał z biegiem czasu w większości państw na Ziemi, nie tylko w USA i w Chinach. Taka ponura wizja, mogąca oznaczać znaczącą zapaść relacji społecznych, jest niestety bardzo realistyczna. Przy czym pamiętać należy, że problemem będzie nie sztuczna inteligencja sama w sobie, lecz brak odpowiednich regulacji i działań rządowych oraz międzyrządowych, a także nieuczciwe etycznie i moralnie praktyki niektórych gigantów technologicznych. Przykładowo, prawo nakazujące by samochód autonomiczny obsługiwał i nadzorował ludzki kierowca, zniwelowałoby tak problem ekonomiczny (utrata miejsca pracy) jak i społeczny (kontakt międzyludzki kierowcy z pasażerami).

 

zagrożenia sztuczna inteligencja praca
Samochody autonomiczne. Autor zdjęcia: David Walter Banks, za: The New York Times/Redux

 

Co ciekawe, nawet najbardziej liberalne gospodarczo środowiska technologiczne z Doliny Krzemowej mówią o konieczności wprowadzenia dochodu podstawowego, jako jednego z elementów zapobieżenia kryzysowi społecznemu, finansowanego z podatków obejmujących niewyobrażalne dochody technologicznych korporacji i danin od innych firm wprowadzających sztuczną inteligencję, które i tak na tym bardzo skorzystają, pomimo obciążeń. Zgodność co do takich rozwiązań panuje wśród czołowych przedsiębiorców, ekonomistów i polityków, ale ich zakres i forma są i na pewno będą przedmiotem zażartych debat politycznych. Szczególnie, że ograniczenie czynnika motywującego do pracy może negatywnie wpłynąć na rozwój i tożsamość milionów ludzi. Ogółem, ważne jest, by nie bać się sztucznej inteligencji, tylko regulować jej użycie i wykorzystywać ją w sposób racjonalny.

 

Nierówności społeczne, dezintegracja i polaryzacja społeczeństwa

Udział sztucznej inteligencji w rynku pracy, bez odpowiedniego nadzoru i regulacji, spowoduje jeszcze bardziej radykalne niż dzisiaj nasilenie się nierówności społecznych. Ludzie średnio i słabo zarabiający będą w jeszcze gorszej sytuacji, zaś nieliczni właściciele firm optymalizowanych dzięki sztucznej inteligencji będą się coraz bardziej bogacić. Choć absolutnie nie popieram „delegalizacji bogactwa”, ustroju komunistycznego itp., to tak rażące dysproporcje są nie tylko same w sobie niesprawiedliwe i niemoralne. One po prostu mogą zniszczyć strukturę społeczeństwa. Jeśli niemal wszelkie dobra zagarnia garstka bogaczy, a zwykły człowiek nie ma szans na poprawę swojej sytuacji, rodzi się uzasadniona frustracja. Ludzie stają się przez nią podatni na bardzo szkodliwe propozycje liderów życia publicznego. Już w chwili obecnej nierówności dochodowe są na niewyobrażalnie wysokim poziomie. Ich podniesienie mogłoby doprowadzić do takich samych zdarzeń, co długotrwałe susze i towarzyszące im niedobory żywności oraz wody, czyli poważnych niepokojów wewnątrzkrajowych, konfliktów między grupami społecznymi, a nawet wojen.

 

Problem nierówności dodatkowo potęguje postępująca polaryzacja społeczeństwa oraz jego dezintegracja. Wskaźniki indywidualizmu państw zachodnich rosną, wspólnotowość z dekady na dekadę maleje. Jednostki są coraz bardziej skupione na sobie, bez oglądania się na rodzinę, sąsiadów, lokalną społeczność i swój kraj. Ludzie dzielą się na małe, zwalczające się podgrupy społeczne, tożsamościowe, kulturowe i subkulturowe, a zszywane z nich eklektyczne społeczeństwo jest niezwykle podatne na wewnętrzne konflikty, brak wzajemnego zaufania, trudności w wypracowywaniu wspólnych decyzji. Im więcej podziałów, tym łatwiejszy do przekroczenia jest próg wejścia w stan niezgody.

 

 

Gdyby tymczasem skupić się na tym, co łączy członków społeczeństwa, zamiast rozdrapywać mało istotne zatargi dotyczące często raptem ułamka procenta ogółu, sytuacja mogłaby zacząć się wyraźnie poprawiać. W tym celu także media powinny wrócić do dziennikarskiego etosu próby bycia obiektywnymi. Niestety obecnie praktycznie każdy tytuł prasowy, stacja telewizyjna i rozgłośnia radiowa realizuje określony program ideowo-polityczny, sprzyja którymś partiom albo je zwalcza. Newsy i publicystyka dobierane są tak, by zaatakować „wroga”, a nie przedstawić wydarzenia tak, jak się faktycznie rozegrały. Jeżeli się to nie zmieni, słabo widzę prężny rozwój Zachodu, integrację Unii Europejskiej i powrót do oświeceniowych, renesansowych i powojennych ideałów.

 

Upowszechnienie inwigilacji behawioralnej i zagrożenia dla prywatności

Poważnym zagrożeniem, jakie wyłoniło się w ciągu ostatniej dekady, jest rynek danych inwigilacyjnych, zwanych również nadwyżką behawioralną. Wszystko – w co klikamy, kiedy w to klikamy, co robimy przed kliknięciem i po, z jakiej lokalizacji to robimy, jak długo trzymamy kursor w określonym polu itd. – jest gromadzone przez firmy technologiczne i wykorzystywane w różnych szkodliwych celach. Na pierwszy rzut przychodzi na myśl pokazywanie nam spersonalizowanych reklam. Jest to irytujące, ale i najmniej groźne.

 

Znacznie gorsze jest wykorzystywanie tych danych do profilowania behawioralnego np. dla firm zajmujących się propagowaniem polityków, ideologii, dezinformacji. Powoduje też zamykanie się użytkowników w bańkach informacyjnych i polaryzację społeczną, wzmacniając już i tak silną antagonizację. Warto podkreślić, że wiele tych praktyk, stosowanych przez Google (w tym Youtube i Gmail), Facebooka (w tym Instagram i WhatsApp), Amazona, Ubera, Netflixa, Microsofta (w tym LinkedIn), TikToka, Twittera i mnóstwo innych, jest na granicy anachronicznego prawa powstałego w latach 90., przy raczkującym Internecie.

 

Jeśli coś jest w stanie poprzez pojedyncze kroki, a nie radykalną zmianę, doprowadzić nas do ustroju orwellowskiego, to zdecydowanie jest to praktyka zbierania, gromadzenia i spieniężania nadwyżki behawioralnej, która powinna zostać zakazana. Dlatego też Komisja Europejska z wiceszefową Margrethe Vestager na czele, pracuje od pewnego czasu nad Aktem o Usługach Cyfrowych i Aktem o Rynkach Cyfrowych. Mają one regulować działania technologicznych gigantów. W tym chronić prywatność w sieci, ograniczać inwigilację i wyznaczać inspektorów publicznych, sprawdzających czy prawo jest respektowane. Ponadto uniemożliwiać arbitralne blokowanie użytkowników na mających oligopolistyczną pozycję platformach społecznościowych (lub dawać użytkownikom oficjalną drogę odwoławczą). Jest to wyraźnym nawiązaniem do blokady Donalda Trumpa, którego można nie lubić, a nawet nie znosić, jednak tylko ślepiec nie dostrzeże, że to, co BigTech zrobił Trumpowi, za kilka czy kilkanaście lat mógłby sprawić Ursuli von der Leyen, Kamali Harris albo komukolwiek, kto chciałby go okiełznać. (Szerzej wątek ten omówiła badaczka Shoshana Zuboff w książce, którą zrecenzowałem tutaj).

 

Procedowane przez Unię Europejską akty mają też nakładać podatki na gigantów technologicznych, gdyż obecnie unikają ich płacenia pomimo wielomiliardowych zysków i wykorzystywania infrastruktury finansowanej z podatków, do których się nie dokładają (jak również pomimo szkód, jakie wyrządzają np. w kwestii zdrowia psychicznego, których koszty ponosi społeczeństwo, z podatków właśnie). Niestety wspomniane władze prywatne, na czele z Facebookiem i Googlem, wydają niewiarygodne sumy na lobbing w UE, aby złagodzić proponowane przepisy oraz spowolnić ich wejście w życie. Praktyka ta ostro kontrastuje z retorycznym wizerunkiem tych korporacji, kreujących się na rzekomo przyjaznych środowisku i prawom człowieka, a w rzeczywistości systemowo niszczącym jedno i drugie. Faktycznie wnoszą jednak również korzyści dla rozwoju społecznego i gospodarczego, stąd postulaty całkowitego ich zamknięcia są nie tylko nierealne, ale i szkodliwe. Ważne jest, by były uregulowane, a sama inwigilacja behawioralna skrajnie ograniczona.

 

Kryzys demograficzny i zapaść systemów społecznych

Kryzys demograficzny jest niewiele mniejszym zagrożeniem od globalnego ocieplenia, a dla samej Europy stanowi problem dominujący. Ludzi na świecie jest co prawda coraz więcej, łącznie ponad 7 miliardów, ale liczba ta się stabilizuje. Według badań w okolicach roku 2100 ma ona wynosić 8-12 miliardów, czyli znacznie mniej, niż przepowiadano wcześniej. Obecny jeszcze wzrost ludzkiej populacji wynika w rosnącym stopniu z dłuższego życia emerytów, a nie przychodzących na świat nowych pokoleń, które coraz liczniejsze są już głównie tylko w poszczególnych krajach Azji  (m.in. Indonezja, Indie) i Afryki (przede wszystkim Nigeria). Unia Europejska z kolei wyludnia się. Za 80 lat Polaków, Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków, Greków, Czechów, Niemców, Holendrów czy Belgów może być nawet o 30-50% mniej. Być może nie byłoby to groźne, gdyby nie szybkie tempo postępu tego zjawiska, połączone ze starzeniem się społeczeństwa.

 

Za kilka dekad, jeśli trend się nie odwróci, nasze miasta będą wyludnione. Będzie znacznie mniej osób pracujących, odprowadzających podatki i składki na emerytury czy ubezpieczenia społeczne. Brakować będzie ludzi do wykonywania podstawowych zawodów, niezastępowalnych przez oprogramowanie sztucznej inteligencji, takich jak pielęgniarstwo. Tymczasem wydatki na służbę zdrowia będą większe, wraz z rosnącą liczbą ludzi starszych i przybywającymi, nowymi metodami leczenia w medycynie. Taka destabilizacja pod wieloma względami zagrozi porządkowi społecznemu. Warunkiem europejskiego dobrobytu jest bowiem odpowiednia struktura demograficzna.

 

Choć częściowymi rozwiązaniami kryzysu demograficznego są przyjmowanie imigrantów i podniesienie wieku emerytalnego, to nie zastąpią one najważniejszego czynnika, czyli dzietności ludności europejskiej, sięgającej obecnie (w skali UE) raptem ok. 1,5 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym (zastępowalność pokoleń wymaga aby wskaźnik ten wynosił 2,15) i utrzymującej się na tak niskim poziomie od 2-3 dekad. By zapobiec zapaści demograficznej konieczne byłoby zatem, oprócz mądrej polityki migracyjnej, tymczasowe zwiększenie dzietności do ok. 4-5, a po okiełznaniu kryzysu stopniowe zmniejszanie jej do 2-2,15. Niestety to, przynajmniej dziś, wydaje się być niemożliwe. Jednocześnie roztropna polityka rodzinna, pracownicza, mieszkalnicza, kulturowa i ustrojowa, mogłyby odwrócić niekorzystny trend, tak aby kobiety znów zakładały wielodzietne rodziny, które – jak pokazują liczne badania luki dzietnościowej w Europie – są przez Europejki bardzo pożądane.

 

Ważne zastrzeżenie jest takie, że każde z prodemograficznych rozwiązań będzie generowało opór społeczny. Podniesienie wieku emerytalnego to murowane masowe protesty a intensywna migracja ludzi z obcych kulturowo kręgów to gwarantowany wzrost podziałów społecznych i konfliktów wewnętrznych. Z kolei podniesienie dzietności tubylczyń nie będzie możliwe bez poluzowania kapitalistycznych oków na rynku pracy czy mieszkaniowym, czemu przeciwne są elity gospodarcze. (Cały reportaż na temat kryzysu demograficznego i towarzyszących mu zjawisk przeczytacie tutaj).

 

kryzys demograficzny dzieci
Dziecko. Za: Pixabay

Konflikty międzynarodowe i zagrożenia wojenne

Nie żyjemy w próżni. Można fantazjować o wielu samych w sobie przyjemnych zmianach społecznych, jednak w kontekście międzynarodowym niekoniecznie takich pożądanych. Miło jest być wegetariańską, subtelną, lekkoduszną i nastawioną na przyjemności istotą w lesie, w którym nie ma drapieżników, pożarów, huraganów ani chorób zakaźnych, a jedzenia i wody jest pod dostatkiem. Jednocześnie bycie nią jest per se zagrożeniem, podobnie jak doprowadzanie siebie do takiego stanu, w którym nie jest się w stanie zapanować nad sobą oraz bronić przed innymi. Z taką alegoryczną sytuacją mamy poniekąd do czynienia w przypadku Unii Europejskiej. Zanim Rosja powróciła do ekspansywnej polityki po upadku ZSRR, Chiny wzmocniły się i urosły do rangi międzynarodowej potęgi, a terroryzm islamski podkopał zaufanie do organów bezpieczeństwa, UE mogła żyć niemal jak we śnie. Te czasy jednak się skończyły.

 

Poważnym zagrożeniem dla porządku światowego, a zwłaszcza dla Polski i UE, jest agresywna polityka rosyjska i chińska. Ponieważ ta druga jest dla Amerykanów nagląca dalece bardziej, a konflikt o Tajwan wydaje się realnie zbliżać, są oni skłonni mniej angażować się w ochronę krajów graniczących z państwem Putina. Tymczasem Unia nie ma własnej armii. Niewiele może zdziałać, tak w kontekście Ukrainy czy własnych granic, jak i chociażby misji afrykańskich, gdzie powinna być znacznie bardziej obecna.

 

Za budową niezależnej od NATO armii europejskiej przemawia znacznie więcej faktów: interesy Turcji, będącej w NATO, bywają nieraz sprzeczne z europejskimi; utrzymywanie 27 niezależnych armii zamiast jednej jest znacznie droższe i mniej wydajne; jednocześnie siła takiego rozdrobnionego tworu jest słabsza. Unia Europejska, jeśli ma przetrwać i jeśli kraje europejskie mają mieć nadal znaczenie na świecie, musi utworzyć własną armię, a oprócz tego system obrony kosmicznej oraz służby bezpieczeństwa cyfrowego. Stara i bezzębna, powinna się odmłodzić, nabrać wigoru, nauczyć się bronić przed zewnętrznymi zagrożeniami oraz zapanować wewnętrznie nad samą sobą.

 

Wizje a rzeczywistość

Wizje przyszłości i zagrożenia, jakie nasuwają się przez skojarzenia z rozmaitymi filmami science-fiction czy postapokaliptycznymi, są moim zdaniem odległe od realnych scenariuszy. Globalne ocieplenie nie zamieni Europy w pustynię nie do życia, ale może sprowadzić do niej trudnych w zarządzaniu uchodźców uciekających przed wojnami, brakami żywności i wody. Roboty nie przybiorą ludzkich postaci i nie wypowiedzą wojny ludziom, organizując na nas polowania, ale odbiorą pracę milionom i pogłębią nierówności oraz niepokoje społeczne.

 

Zapaść demograficzna nie będzie oznaczała opustoszonej Europy, tylko jej społeczny, kulturowy, gospodarczy i międzynarodowy upadek. Superbakteria oporna na antybiotyki albo agresywny wirus nie zamienią ludzi w zombiepodobne stworzenia, lecz mogą nas kosztować wiele istnień oraz ogromne sumy przeznaczone na ochronę zdrowia publicznego. Niezablokowanie inwigilacji behawioralnej nie uczyni z nas niewolników Zuckerberga, Bezosa czy Alphabetu, ale uniemożliwi nam egzekwowanie prawa wyboru i prawa do przyszłości. Wojna atomowa z Chinami jest mało prawdopodobna, ale poważny konflikt zbrojny bez wykorzystania broni jądrowej naprawdę może wybuchnąć. Kwestii tych nie wolno ignorować; skupianie się na pojedynczych z tych problemów i omijanie pozostałych, jest poważnym zaniedbaniem.

 

Artykuł opublikowałem w październiku 2019 roku, edytowałem 7 stycznia 2020 roku uzupełniając o wątek kryzysu demograficznego, oraz 3 stycznia 2022 roku, dopisując rozdział o nierównościach społecznych, inwigilacji behawioralnej i konfliktach międzynarodowych.

 

Jeśli podoba Ci się mój tekst, zachęcam do wejścia na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Prowadzenie go wymaga ponoszenia kosztów, poświęcania czasu oraz przygotowania, a wszystko to jest możliwe dzięki Patronom i Patronkom.

 

 

 

Najnowsze wpisy

`

25 komentarzy do “7 największych zagrożeń dla cywilizacji z perspektywy naukowej [2022]

  1. “niekończący się konflikt w Syrii”
    Wygląda na to, że konflikt zmierza ku końcowi. Czyżby temperatura spadła?
    .
    Co ciekawe, Autor nie przypomina Libii. Dlaczego? Czyżby tam zmian klimatycznych nie było?

    1. Skąd pewność, że konflikt w Syrii zmierza ku końcowi?!, skoro USA odmówiło dalszego wsparcia Kurdom, którzy stabilizując cała północ Syrii nagle muszą odpierać ataki Turków? Temperatura nie spadła, rośnie nadal. Rozejrzyj się, proszę, szerzej po internecie. Mylenie skutku z przyczyną jest powszechne. Naukę jak sztukę traktować się powinno z szacunkiem- jeśli się idzie do muzeum- 15 minut na wybrany obraz. Proszę o to samo- godzinę na temat… Wtedy nie będzie bzdurnego myślenia wojna w Syrii= globalne ocieplenie. Jest jeszcze jedno rozwiązanie- Przedmówca wie wszystko, a mi brakło wykształcenia i doświadczenia- tak, wtedy się pewnie mylę.

  2. Czemu nie wymieniłeś faktu istnienia oszołomów obierających jaja ze skorupy od tego grubszego końca?
    Przecież z naukowego punktu widzenia jest to jedno wielkie zagrożenie na umyśle człowieka!

    1. To nie świat umiera, tylko świat ludzi się kończy. Tzn. warunki powoli przestają być przyjazne egzystancji człowieka na tej planecia – na nasze życzenie.
      Owszem, reszta dostaje rykoszetem, ale ziemia jako tako sobie z tym poradzi, ale my już niekoniecznie.
      A plastik – to możemy już jedynie łagodzić. Dużo mikroplastiku jest w całym obiegu (łącznie z opadami).

  3. Pierwszy raz jestem niezadowolony z waszego artykułu. Kwestia "zgodności" naukowców to zwyczajnie błąd rzeczowy, bo wcale nie wszyscy są zgodni. Co do samych wybranych zagrożeń jestem więcej niż sceptyczny, a przynajmniej do przedstawionych przez was wizji. W szczególności zawiodło mnie, że robotyzację bierzecie za tak poważny problem. Owszem, rynek pracy się skurczy, jednak jest wciąż wiele zawodów których wiekami nie zastąpią maszyny, a może nigdy. Ponadto, póki nie stworzymy algorytmu na kreatywne i przy tym racjonalne AI (co leży teraz grubo ponad naszym zasięgiem) to żadna maszyna nie będzie mogła samodzielnie wykonywać żadnego odpowiedzialnego zadania, a więc i tak potrzebowałaby koordynatora lub operatora będącego człowiekiem. To zagrożenie nijak nie dotknie nas w ciągu dekady, może tylko stać się troszkę namacalne, ale nawet w niewykwalifikowanych pracowników fizycznych nie uderzy mocno. Pozostałe dwa zagrożenia nie są aż taką bzdurą w kontekście dekady, jednak w dalszym ciągu szanse na katastrofę globalną są pisane palcem po wodzie, wszystko zależy od działań państw oraz narodów.

    Ogólnie rzecz biorąc, klikając w artykuł liczyłem na coś ciekawego, na mało znaną teorię, która będzie logiczna i faktycznie stanowi realne zagrożenie w najbliższych latach. A to wygląda jak artykuł pod publiczkę z wyciągniętymi najbardziej powszechnymi obawami o nasz świat. Przy tym zagrzebanie cywilizacji pod własnymi śmieciami też brzmi groźnie.

    1. Są już obecnie programy AI, które diagnozują choroby lepiej od lekarzy (np. raka piersi), niektóre firmy testuję (z dużym sukcesem) zastępowanie kurierów dronami. Samo-jeżdżące samochody są na tyle dobre, że można przewidzieć w przeciągu kilku lat zastąpienie kierowców TIR-ów AI. Tłumaczenie maszynowe staje się na tyle dobre, że można przewidzieć utratę pracy przez tłumaczy (dzisiaj np. bez problemu przeczytałem artykuł w języku, którego nie znam, przetłumaczony zwykłym tłumaczem Google'a, i choć czasami tłumaczenie to było uciążliwe i/lub śmieszne, byłem w stanie wszystko zrozumieć). Telemarketerki również są już zastępowane AI. Sprzedawczynie w sklepach są nawet zastępowane przez automaty. Jeśli twierdzisz, że AI nie spowoduje dużych zmian na rynku pracy w przeciągu następnych kilku lat, to bardzo przepraszam, ale jesteś niedoedukowany/a w tej dziedzinie.

    2. BZDURY. Sam Elon Musk w wywiadzie z 2015 byl przekonanay ze w 2017 wypuszcza samochody ktore beda same przejezdaly dystans z Nowego Yorku do LA. No i gdzie one sa? atwo mowic ciezej zrobic. To ze jakas technologi moze i mamy to nie znaczy ze mozna to od tak wprowadzic do uytku. Sa prepisy budowlane, praawne itp itd.

    3. No ale Tesle już wystarczająco dobrze jeżdżą po drogach, (nie wspominając już o tym jak wspaniale radzą sobie na autostradach). Na razie problem jest głównie z legalnością autonomiczności…

  4. w tej chwili naukowiec musi ocenic jak zasieje informacje…co sie z niej wykluje…przewidywac skutki osiagnieć…zawsze dożyc do dobra -powszechnie uznawanego…Siac informacje na podatnym gruncie zeby wyrastały plony..Uwazac zeby informacja nie była broną niestety ….kocham nauke ale odnosze wrazenie im wiecej sie odkrywa tym jest gorzej .Ale osobiscie znajduje pocieszenie jak widze choc jedna osobe -ktora jeszcze nie zachorowała na wirusa znieczulicy (powszechnie uznawane za dobrodziejstwo) pozdr serdecznie

  5. Martwię się coraz bardziej o świat i wszystko co koło niego się dzieje. Mam nadzieję, że technologia i roztropność ludzka zwycięży.

  6. Panie Łukaszu,
    zaskoczył mnie Pan nieco w kilu punktach:
    – odnośnie "katastrofy klimatycznej" – przecież jej trwanie -już teraz- również jest faktem podnoszonym przez środowisko naukowe; trzeba sporo ignorancji i przymykania oczu, żeby tego nie dostrzec, szczególnie jeśli odbiera się wiadomości ze Świata, a nie tylko z Polski (chociaż o katastrofie klimatycznej w Polsce pisze np. Filip Springer w swoim cyklu reportaży);
    – co do konieczności ochrony miejsc pracy – fajnie pisał o tym Y.N. Harari ("21 lekcji.."), zauważając, że nie chodzi o ochronę miejsc pracy jako takich, ale o ochronę LUDZI np. przed skutkami bezrobocia; i zamiast próbować hamować niepowstrzymywalne zmiany, należy zacząć zrewidować m.in. cały system edukacji do potrzeb nowych czasów.
    Ale tak ogólnie to fajnie, że napisał Pan taki artykuł. Pozdrawiam! :>

  7. Myślę, że najszybciej zabije nas globalne ocieplenie i zanieczyszczenia ziemi. Nasz świat się kończy, brakuje dla nas miejsca w tej rzeczywistości. Czas się powoli wyczerpuje i nie możemy zwlekać z ratowaniem ludzkiego gatunku, za chwilę będzie za późno o ile już nie jest.

    1. Ani globalne ocieplenie ani zanieczyszczenie środowiska nas nie zabije. Jedyne poważne zagrożenia to wojna, nowe bakterie/wirusy i niekontrolowana sztuczna inteligencja.

    2. Powtórzę za przedmówcą z 2 lutego. Kapitalizm jest najlepszy. Kapitalizm, wolny rynek, niskie podatki, jak najmniej regulacji. To oczywiście nie załatwi wszystkich problemów, panaceum nie istnieje ale wolny rynek zapewnia najefektywniejszą (znaną) redystrybucję dóbr. Na wolnym rynku najwięcej ludzi się bogaci. Oczywiście jedni bardziej inni mniej. Nierówności społeczne nie znikają. Nie jest to system sprawiedliwy, bo nieraz też decyduje szczęście. Ale na wolnym rynku nie marnują się nasze podatki, które musimy płacić. Wolny rynek to po prostu system naturalny. Ekosystemy naturalne nie potrzebują regulacji aby sprawnie funkcjonować. Radzą sobie gdy jest nadmiar zasobów (rzadko) i radzą sobie gdy są niedobory (sytuacja typowa).

      Postępująca mechanizacja raczej nie powinna być problemem. Dlaczego? Bo mamy z nią do czynienia już od dawna i na dłuższą metę nigdy problemem nie była. Wręcz przeciwnie. Pozwalała ludziom zająć się czym innym. A ludzi przecież ciągle przybywa. Zawsze oczywiście możemy przestać używania koparek i wrócić do łopat. Więcej ludzi znajdzie wtedy zatrudnienie. Nie ma jednak takiej potrzeby. A gdy już roboty będą za nas robić wszystko, wtedy będziemy mogli na spokojnie filozofować.

      Czy stworzenie sztucznej inteligencji może być problemem? Pewnie może choć nie musi. Problemem może być taka, która będzie nas mocno przewyższać. Obawy, jakie się tu pojawiają, to jak kontrolować taki twór, gdyby obrócił się przeciwko nam. Jakie zabezpieczenie mu wbudować, w jakiej klatce go umieścić aby ew. nie zrobił ludziom krzywdy? Myślę, że prawa robotyki nie będą wystarczające. Możliwe, że z takiej klatki (dosłownej i metaforycznej) nasz twór dość szybko ucieknie, jeśli będzie chciał.
      Gdybyśmy my byli tworami powiedzmy szympansów (sytuacja do jakiej obecnie dążymy: uczeń mocno prześcignął mistrza), to nawet wszystkie szympansy razem wzięte nie wymyślą żadnego zabezpieczenia aby powstrzymać stworzonego przez siebie człowieka przed szybkim wyswobodzeniem się.
      Ale pojawia się też inne pytanie. Czy nasze obawy, że zostaniemy zdominowani przez twory od nas rozumniejsze nie wynikają tylko z naszej ignorancji albo wręcz biologii? Myślę, że pytanie czy coś nam grozi czy nie pozostaje na razie otwarte. Za mało wiemy o ludzkiej inteligencji. Po drugie, nie mamy innej, porównywalnej.

  8. Autor sam sobie przeczy. W jednym akapicie pisze o rozwoju sztucznej inteligencji i stracie miejsc pracy co swoją drogą samo w sobie jest bzdurą choćby z racji na to że praca maszyn będzie wymagać nadzoru człowieka a ludzie potrzeby są nieograniczone. A nawet jeśli maszyny będą w pełni autonomiczne to wytwarzane przez nie dobra będą praktycznie darmowe więc i dostępne dla każdego. W ogóle autor uderza w fatalistyczne tony: masy będą biedować a bogaci staną się jeszcze bogatsi bo będę produkować bardzo tanio i sprzedawać… komu, tym biedującym masom które na nic nie stać? 🙂
    Ale wracając do tematu, w jednym akapicie biadanie jak to stracimy miejsca pracy a w drugim biadanie bo kryzys demograficzny i nie będzie komu pracować (na miejscach pracy zagarniętych przez maszyny) na nasze emerytury. Taka mała sprzeczność. 🙂

  9. Pierwszy raz spotykam się w poważnym medium, bo za takie niewątpliwie uznaję tę stronę, z tezą, że kryzys demograficzny w Europie jest większym zagrożeniem niż globalne przeludnienie. Rzeczywistość pokazuje, że niedobór tzw. "rąk do pracy" w rdzennych społecznościach można szybko zastąpić migrantami. W końcu rynek nie znosi próżni. Z drugiej strony jest przerażająca, jak dla mnie, wizja kolejnych milionów i miliardów do wyżywienia w krajach biednych. Owszem, trzeba myśleć o bardziej sprawiedliwym podziale dóbr, rozpowszechnianiu medycyny i ekologii. Tyle, że zasoby surowców nie są nieograniczone i przy dalej galopującej liczbie ludności osiągniemy punkt krytyczny szybciej, niż to się może wydawać.

  10. Ciekawe podsumowanie kondycji ludzkości.

    Nie jestem pewien, czy autor o tym aspekcie wspomniał, bo nie dałem rady w tej chwili przeczytać wszystkiego, ale jest jeden istotny, globalny czynnik, który determinuje dwie rzeczy: to, że tak teraz jest (tak musiało się stać) oraz to, że obecnie ważą się losy całej ludzkości, a być może już jest za późno, żeby zatrzymać trend zdążania do zagłady.

    Na opisane przez autora czynniki globalne największy wpływ ma poziom ludzkiej wiedzy o świecie oraz sumarycznej edukacji ludzkości.

    Wszystkie zagrożenia, które ludzkość sama na siebie sprowadza z tego właśnie wynikają. Wiemy, co nam grozi z opisanych w tym artykule powodów, bo wynika to z naszej wiedzy, z przewidywania co się może stać. Wiemy, że trzeba przeciwdziałać, ale czy jesteśmy praktycznie, jako cała ludzkość, zdolni podjąć odpowiednie decyzje?

    Historia ludzkości to upadki kolejnych cywilizacji i imperiów. Zgromadzone przez nie wiedza i materialne środki zapewniające dobrobyt, komfort istnienia i rozwój, zderzały się z realnymi ograniczeniami naszego świata. Narastały problemy wewnętrzne i zewnętrzne. Musiało dochodzić do resetu czyli upadku tego, co wydawało się zbudowane na podstawach nie do podważenia. A podczas takich zdarzeń nieraz traciliśmy również potężne ilości wiedzy o świecie.

    Mamy, niestety, w sobie naturę zwierzęcą, pierwotne instynkty przetrwania i gdy nie ograniczamy ich kagańcem wiedzy, gdy dopuszczamy je do rządzenia nami pod fałszywym pretekstem wolności dla każdego, to nasze systemy zarządzania ludzkimi zbiorowiskami degenerują się.

    Skutkiem tego jest to, co zdarza się od czasu do czasu gdzieś usłyszeć, że ludzkość głupieje. Wtedy stajemy się obiektem manipulacji. Wtedy pisanie takich tekstów jak ten, nie na wiele się zda, bo mało kto to przeczyta, zrozumie i zacznie podejmować w oparciu o to osobiste decyzje, by przeciwdziałać narastającym zagrożeniom.

    Można a nawet trzeba to wprost powiedzieć: ofiary muszą być. Za brak edukacji, za powszechną bezmyślność, za wypuszczoną na wolność naszą zwierzęcą naturę, musimy jako ludzkość zapłacić wysoką cenę. Sami sobie to gotujemy. Nie czas na rozpaczanie, trzeba działać.
    ___

    Nie jestem pewien, ale być może warto byłoby gdzieś w podsumowaniu tego, bardzo zresztą dobrego tekstu, dodać jeszcze jeden akapit, wspominając o wątku umysłowej kondycji ludzkości i jego kluczowym wpływie na to, jak dotąd się z nią działo i co się z nami stanie w przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.