Kiedy rodzi się coraz mniej dzieci, proporcja osób młodszych do starszych ulega zmianie. Przesuwa się ona jeszcze bardziej, jeżeli urodzeni wcześniej żyją coraz dłużej. Dochodzi do zaburzenia demograficznej struktury wieku. To najczęściej przytaczane zagrożenie w kontekście zmian ludnościowych w Europie, ale nie jedyne. Jakie zatem skutki będzie miała katastrofa demograficzna?

 

Jest to trzeci artykuł z serii demograficznej. Cały reportaż demograficzny znajduje się tutaj.

 

Katastrofa demograficzna

Współczynnik obciążenia demograficznego

Spadająca liczba osób w wieku produkcyjnym oraz rosnąca w wieku poprodukcyjnym – i sumarycznie i proporcjonalnie – sprawia, że ta pierwsza grupa jest coraz bardziej obciążona utrzymywaniem starszych pokoleń. W czym tkwi sedno, można łatwo zobrazować na przykładzie porównującym dwie rodziny. W pierwszej mamy jedno dziecko, które samo musi utrzymać dwoje starzejących się rodziców. Jednak w drugiej, z trójką dzieci, odpowiedzialność jest podzielona, a współczynnik obciążenia demograficznego mniejszy.

 

Nietrudno wyobrazić sobie kolejne kombinacje. Na przykład sytuację, w której na dwie pary emerytów przypada wyłącznie jedna osoba pracująca (czyli jedno małżeństwo jest bezdzietne). Czy gdy w jednej rodzinie urodziła się trójka dzieci, w drugiej czwórka. Daje to siedem osób dorosłych odpowiedzialnych za czworo seniorów. W Unii Europejskiej zmierzamy w kierunku pierwszego i przedostatniego przykładu. Jest to rzecz jasna spore uproszczenie. Unaocznia jednak realne zagrożenie znacznie wyraźniej niż żonglowanie różnymi współczynnikami.

 

W realnym świecie nie rozchodzi się wyłącznie o pieniądze przekazywane emerytom bezpośrednio. To również kwestia budżetu potrzebnego do organizowania sprawnej opieki zdrowotnej. „Starzejące się społeczeństwo wymaga lawinowego zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną, wpływa niekorzystnie na funkcjonowanie opieki socjalnej oraz stwarza ryzyko dla stabilności systemu emerytalnego” – stwierdzono w sprawozdaniu Parlamentu Europejskiego z 2008 roku [1].

 

katastrofa demograficzna i starzenie społeczeństwa
Źródło: Raport KE (2020), Eurostat, z późn. zm.

 

Nie tylko pieniądze, ale i ludzie

Co więcej, spowijające Europę widmo braków nie dotyczy tylko kryzysu podatkowego. Nie jest jedynie kwestią funduszy na systemy ochrony zdrowia, ubezpieczeń czy pracę socjalną. Sięga dalej niż inne usługi oraz infrastruktura, bo chodzi również o ludzi. Podczas gdy liczba młodych i sprawnych osób będzie maleć, zapotrzebowanie na pracowników do zawodów medycznych, opiekuńczych, obsługowych będzie rosnąć. Podobnie jak, częściowo, produkcyjnych, związanych z rozmaitymi ośrodkami rekreacyjnymi, rehabilitacyjnymi, opiekuńczymi czy kulturowymi.

 

Część ich pracy mogą zastąpić w przyszłości algorytmy sztucznej inteligencji. Na przykład przy pomocy w diagnozowaniu chorób na podstawie wyników obrazowania ciała. Jednak nie wypełnią one całych stanowisk. A mowa tu wyłącznie o paru podsektorach. Ludzi, fizycznie, potrzeba będzie też do wielu innych prac wszelkich branż.

 

„Regiony o szybko zmniejszającej się liczbie ludności borykają się z poważnymi lukami w świadczeniu usług socjalnych (opieki zdrowotnej, kulturalnej), fizycznych (transportu) i łączności z technologiami informacyjno-komunikacyjnymi, edukacji i w możliwościach zatrudnienia” – zauważa bardziej szczegółowo Europarlament, tym razem już w roku 2021 [2]. Problem ten nasila się obecnie w mniejszych miejscowościach. W wyludniającym się od paru dekad Południu Włoch. W wielu regionach Hiszpanii (np. w Galicji), Polski czy we wschodnich landach w Niemczech.

 

Brakuje w nich przychodni lekarskich i rehabilitacyjnych. Nie ma wystarczająco ośrodków kulturowych. Coraz częściej brak jest zwykłych sklepów z żywnością i innymi produktami pierwszej potrzeby. Na domiar złego zaniedbanie komunikacji publicznej jeszcze bardziej utrudnia realizację choćby najzwyklejszego zrobienia zakupów.

 

 

Czy katastrofa demograficzna wymusi pracowanie do śmierci?

Katastrofa demograficzna w praktyce będzie musiała się też przełożyć na wydłużenie okresu pracy, zanim przejdzie się na emeryturę. O ile są zawody, w których kilka lat dłużej nie zrobi człowiekowi aż tak dużej różnicy (a warto odnotować, że zapotrzebowanie na taką pracę w następnych kilku dekadach zmaleje, bo o ile algorytmy sztucznej inteligencji nie zastąpią podstawowych zawodów, w tym znacznej części prac fizycznych, to biurowe prawdopodobnie w jakimś stopniu owszem [3]), to w wielu już obecny wiek emerytalny (oscylujący w Europie około 60-65 lat, często zależnie też od płci) jest wobec biologicznych możliwości człowieka zbyt odległy.

 

Ponadto, podwyższanie wieku emerytalnego budzi sprzeciw społeczny praktycznie wszędzie. Prowadzi do destabilizacji politycznej i wzrostu popularności populistycznych partii. „Niemożność [demograficznego] zastąpienia naszej populacji odbije się znacznie silniej na przyszłym pokoleniu niż dojście do władzy radykalnych czy populistycznych sił” – ocenił doświadczony reporter i dziennikarz [4] .

 

Konflikt pokoleń

Trend ten może wzrosnąć także na kolejnej związanej z kryzysem demograficznym pożywce. Czyli na konflikcie między starzejącym się pokoleniem wyborców, domagających się zwiększonych nakładów na służbę zdrowia, opiekę socjalną i inne pomocowe sektory, a coraz mniej licznymi młodymi ludźmi, za to naturalnie skłonnymi do buntu, niechętnie przystającymi na finansowanie tego wszystkiego z rosnącej części wypracowanych przez nich przychodów.

 

Pogłębiająca się zapaść demograficzna to zatem wyborny przepis na radykalne nastroje społeczne. Ponadto na wzrost populizmu (także antymigracyjnego, do którego powrócę w części poświęconej migracji). Również na kryzys demokracji, z całym szeregiem konsekwencji z nim związanych. Włącznie z mniejszym zaangażowaniem polityków i opinii publicznej w tematykę ochrony przyrody i środowiska. Jak również praw człowieka czy prywatności w świecie wirtualnym.

 

Oto dlaczego katastrofa demograficzna powinna martwić także działaczy na rzecz praw człowieka i ekoaktywistów. Podejście uznające drastyczny, szybki i nagły spadek liczebności i zaburzenie struktury wiekowej za dobry znak dla planety jest nie tylko naiwne. Jest też niepodparte faktami (brak dowodów na słuszność idei neomaltuzjańskich). Wynika z braku zrozumienia, jak głęboko i wielowymiarowo demografia oddziałuje na wszelkie elementy funkcjonowania społeczeństwa. Na jego interakcje z innymi społeczeństwami.

 

Gospodarka a katastrofa demograficzna

Kryzys demograficzny jako cholera – a nie lekkie przeziębienie – określić można także w odniesieniu do gospodarki. „Kraje, które obecnie tworzą Unię Europejską, od wieków należą do jednego z najbogatszych i najbardziej wpływowych regionów świata. To się zmieni, ponieważ kraje afrykańskie i azjatyckie będą stanowić coraz większy kawałek globalnego tortu gospodarczego dzięki gwałtownemu wzrostowi populacji, w porównaniu z kurczącą się demografią kontynentu [europejskiego]” – napisał  Arnau Busquets Guàrdia w 2019 roku w „Politico Europe” [5].

 

Na dokładnie ten sam problem wskazała Komisja Europejska: „Zmiany demograficzne mogą również wpłynąć na pozycję Europy na świecie. Udział Europejczyków w światowej populacji i PKB będzie stosunkowo mniejszy. Sprawi to, że Europa będzie musiała stać się bardziej zintegrowana, silniejsza i będzie musiała zadbać o swoją strategiczną pozycję na arenie międzynarodowej” [6].

 

 

Bartosz Zadura z przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce powiedział mi, że „ludność i siła gospodarcza to czynniki o ogromnym znaczeniu w kształtowaniu się układu sił. W miarę jak narody Europy stają się coraz mniejsze i słabsze pod względem ekonomicznym, w porównaniu z tak zwanymi wschodzącymi gospodarkami, tym ważniejsza staje się potrzeba wykorzystania przez Unię Europejską swojego zbiorowego potencjału”.

 

Dyplomacja i polityka międzynarodowa w kontekście demografii

O świadomości problemu wśród brukselskich polityków świadczy też zapisane w raporcie Komisji Europejskiej zdanie o geopolityce. „Zmiana demograficzna ma także wpływ na geopolityczną perspektywę Europy i pozycję na świecie. Populacja i wielkość gospodarcza odgrywają ważną rolę w światowych strukturach władzy” [6] . Im mniejsza liczba ludności, tym słabsza siła negocjacyjna w rozmaitych sprawach międzynarodowych: gospodarczych, dyplomatycznych, w strukturach organizacji światowych.

 

Jednocześnie „nie można wprost przełożyć czynnika demograficznego na relacje międzynarodowe” – wyjaśnia mi Agnieszka Bryc, specjalistka od bezpieczeństwa międzynarodowego z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. „Oczywiście kraje o najliczniejszej populacji często podkreślają ten fakt, starając się wyeksponować swoją wyjątkowość. Tak jak Rosja, która chcąc zaznaczyć swój status międzynarodowy, standardowo odwołuje się do faktu, że jest największym terytorialnie państwem świata. Z tym, że jest to dla niej znacznie większą komplikacją aniżeli atutem. Analogicznie rzecz może się mieć z wielkością populacji” – dodaje ekspertka i kontynuuje, że „doskonałym przykładem jest tu Izrael. Należy do państw małych i liczy sobie niewiele ponad 9 milionów, a służy jako przykład jednego z najbardziej innowacyjnych państw świata. Nieprzypadkowo też zyskał miano państwa start-upów”. Trzeba więc pamiętać, że liczy się nie tylko liczba ludności. Ważna jest też jej struktura etniczna, religijna, polityczna czy ekonomiczna i klasowa.

 

Światowa populacja według kontynentu
Źródło: Raport KE (2020), ONZ, z późn. zm.

 

Katastrofa demograficzna oznacza mniej talentów

„Zmiany w strukturze demograficznej (…) mogą spowolnić postęp intelektualny i technologiczny” – zauważono ponadto w sprawozdaniu Parlamentu Europejskiego [1]. Notatkę zapisano w roku 2008. Pytanie, czy dzisiaj zamiast słowa „spowolnić” nie użyto by „zahamować” lub nawet „cofnąć”? Spadek liczby narodzin oznacza bowiem statystycznie mniej nowych talentów naukowych, technologicznych, artystycznych, politycznych, sportowych. Tymczasem te obecne starzeją się i odchodzą. Mniej wybitnych osobowości w różnych dziedzinach życia publicznego może się przekładać na ogólny regres intelektualny. Jest to jeszcze jeden istotny aspekt problemu demograficznego Europy.

 

Dla krajów europejskich katastrofa demograficzna oznacza, że aby nie utracić dotychczasowego wpływu międzynarodowego lub by jego spadek nie był aż tak dotkliwy, potrzebna jest populacyjna konsolidacja Europy. Bo ile wobec rosnących w siłę miliardowych Chin, Indii, czy już wkrótce także Nigerii, znaczyć będą kilkudziesięciomilionowe Niemcy?  A ile Polska, Włochy bądź Francja?

 

Bonusy państw europejskich związane z historycznym wyprzedzeniem reszty świata w minionych wiekach, z kulturą czy nauką i technologią, przy nadchodzących zmianach będą miały coraz mniejsze znaczenie. W tym kontekście katastrofa demograficzna miałaby stanowić bodziec do integracji europejskiej. Do traktowania Unii ludnościowo jako jednego, zjednoczonego państwa federalnego.

 

Katastrofa demograficzna i psychologia społeczna

Jeśli nie przekonują kogoś negatywne skutki kryzysu ludnościowego w ochronie zdrowia i opiece społecznej, gospodarce, polityce krajowej, w negocjacjach międzynarodowych i dyplomacji lub – z naiwnością czy bez – wierzy, że wszystkie te problemy rozwiążą algorytmy sztucznej inteligencji (które w rzeczywistości stanowią wątek bardzo zniuansowany i mogą wręcz pogorszyć sytuację w niektórych sektorach rynku pracy [3], nawet pomimo niewątpliwych korzyści, jakie niesie specjalne opodatkowanie pracy maszyn i algorytmów, które zastępują pracę ludzi) to musi zmierzyć się jeszcze co najmniej z jedną kwestią: społeczną.

 

„W Japonii, która doświadcza niespotykanego wcześniej kryzysu demograficznego, starsza kobieta powiedziała mi, jak tęskni za głosami bawiących się w opuszczonej szkole dzieci” – napisał Nadav Eyal w „Rewolcie” [4]. Uwydatniona w ten sposób intuicja prowadzi do pytania, jak liczba dzieci obecnych w społeczeństwie wpływa na postawy, zachowania, wzorce. A nawet zdrowie psychiczne.

 

Jeśli na hipotetyczny tysiąc dorosłych przypada więcej nieletnich, to czy sprawia to, że ci dorośli są bardziej altruistyczni, odpowiedzialni, opiekuńczy? Czy tego rodzaju cechy rozwijają się też lepiej wśród nastolatków mających wokół siebie dzieci? Pytając wprost: czy mniej dzieci w szkołach, na ulicach, na placach zabaw, w parkach, na osiedlach domkowych i blokowiskach nie przełoży się na wzmocnienie zachowań egoistycznych i narcystycznych w społeczeństwie o tak skrajnie niskiej dzietności, jak europejska? Wśród dyskusji o kryzysie demograficznym wątek ten wybrzmiewa rzadko i słabo. Podczas gdy może być nie mniej istotny od kwestii emerytur, służby zdrowia, opieki socjalnej czy infrastruktury.

 

Dzieci w Europie kryzys demograficzny
Źródło: Raport KE (2020), Eurostat z późn. zm.

 

Więcej dzieci to więcej altruizmu?

„Czy większa liczba dzieci w społeczeństwie, na przykład gdy na 30 osób przypada nie 3, ale 8 dzieci, sprawia, że pewne cechy się w nim upowszechniają a inne zanikają? Przykładowo, jeśli mamy osiedle, gdzie jest więcej dzieci i drugie, gdzie jest ich mniej, to czy na tym pierwszym również osoby bezdzietne, emeryci albo nastolatki i młodzież, mając w otoczeniu więcej nieletnich, będą bardziej altruistyczni? Czy nie wyczulą się na to, że nawet jeżeli te dzieci to nie rodzina, to należy pomóc, zaopiekować się, być ostrożnym?” – zapytałem Martę Kowal, psycholożkę społeczną pracującą na Uniwersytecie Wrocławskim.

 

„Masz świetną intuicję. Są badania naukowe, które pokazują, że ludzie mniej przeklinają, mniej palą, mniej piją, gdy jest więcej dzieci w rodzinie. I jest jeszcze jedna perełka, bardzo świeże badanie, dokładnie na ten temat” – odpowada badaczka, odsyłając mnie do pracy naukowej „Obecność dzieci uwydatnia wartości prospołeczne u dorosłych” [7], opublikowanej w 2021 roku. Można z niej wyczytać, że „dzieci mogą odgrywać szerszą i bardziej znaczącą rolę, w której ich obecność jako takich (tj. nie tylko własnych dzieci lub dzieci będących w potrzebie, ale jakichkolwiek dzieci) generuje wyższą motywację prospołeczną w stosunku do innych, ogółem”. W dalszej części artykułu autorzy opisali przeprowadzone eksperymenty. Dowiodły one, że obecność dzieci wywołuje prospołeczne motywacje i zachowania u dorosłych, nawet jeśli nie są oni rodzicami. Efekt ten występował niezależnie od płci czy wieku.

 

Dzieci i osobowość

Z kolei psychoterapeutka i psycholożka, Marta Kochan-Wójcik, zauważa że „rodzicielstwo konfrontuje rodziców z koniecznością wzięcia odpowiedzialności za dziecko, które wymaga pełnego zaopiekowania się nim na poziomie fizycznym, emocjonalnym i społecznym. Jeśli ludzie wychodzą temu zadaniu naprzeciw to rozwijają kompetencje odpowiedzialności w sobie. Ale jeśli nie umieją tego zrobić lub nie chcą albo utykają w swoich wewnętrznych obronach, strategiach powstrzymywania zmian, wtedy reagują raczej obronnie – w emocjach, złością, lękiem – co w dłuższej perspektywie może prowadzić do zaburzeń nastroju i objawiać się markotnością”.

 

 

W Polsce mówi się, że mądry Polak po szkodzie. Jednak, skoro wiemy już teraz, że mniej dzieci może przekładać się na osłabienie bądź zanikanie cech tak dzisiaj wywyższanych, jak altruizm, solidarność, opiekuńczość czy odpowiedzialność, to czy nie warto byłoby reagować przed szkodą, zanim rzecz rozrośnie się do naprawdę problematycznych rozmiarów? Rodzina to najbliższe środowisko, oparcie, zapewnienie poczucia, że jest się chcianym. Pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb psychologicznych oraz neurosocjologicznych, bez spełnienia których nie możemy być w pełni zdrowymi ludźmi. Mniej rodzin, mniejsze rodziny i, w tym kontekście przede wszystkim, mniej dzieci może systemowo wzmagać problemy polityczne. Skłaniać ludzi w stronę radykalizmu, nasilać kryzysy społeczne.

 

Artykuł jest częścią serii demograficznej i napisałem go przy wsparciu Patronów z Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty dla „To tylko teorii”. Dzięki temu blog może funkcjonować i się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym patronatem.

 

 

Źródła

[1] „As Europe ages – how can we tackle its demographic decline?”. European Parliament (2008).

[2] „How to tackle population decline in Europe’s regions?”. European Parliament (2021).

[3] Morgan R. Frank, David Autor et al. „Toward understanding the impact of artificial intelligence on labor”. PNAS (2019).

[4] Nadav Eyal. „Rewolta”. Wydawnictwo W.A.B. (2021).

[5] Arnau Busquets Guàrdia. „Europe on the wane”. Politico Europe (2019).

[6] European Commission. „The impact of demographic change in Europe” (2020).

[7] Lukas J. Wolf et al. „The salience of children increases adult prosocial values”. Social Psychological and Personality Science (2021).

 

 

Najnowsze wpisy

`

23 komentarze do “Katastrofa demograficzna i jej skutki

  1. Wniosek podany wręcz na tacy, róbcie dzieci! Mądrość ludowa pisu… Nie piszę, że artykuł bzdurny, w żadnym wypadku, to poważna, poparta wieloma źródłami analiza niebagatelnego problemu. Z wnioskiem nie rzuconym wprost, lecz nasuwającym się samym. No i zderzmy się teraz ze zwykłym szarym Kowalskim, a więc również ze mną. Bardzo chciałbym mieć dzieci, ale nie czuję, by państwo Polskie dawało mi możliwość zadbać o ich byt jak należy, utrzymanie samego siebie jest w tym kraju trudne. No i taki zwykły, szary acz przytomnie myślący Kowalski, to musi się ewakuować do innych krajów członkowskich UE, aby móc założyć szczęśliwą rodzinę. A to nie w porządku…

    1. W Polsce rządzi lewica? Problem dotyczy wszystkich w miarę bogatych krajów.Po drugie to prawicowa papka może zniechęcać kobiety do rodzenia.Zakaz aborcji czy lekarz z klauzulą sumienia który zmusi kobietę do rodzenia dziecka bez mózgu sprawi ze zastanowi sie ona 10 razy zanim zdecyduje sie drugi raz zajść w ciążę.

      1. Tak, praktycznie we wszystkich „bogatych krajach” rządzi już mniej lub bardziej lewa lewica. Definicja lewicy to stawianie jako nadrzędnej ogólnej, często abstrakcyjnej organizacji, jak „państwo”, „partia” czy „społeczeństwo”. Prawica koncentruje się na dobru i prawach jednostki. Prawica postuluje odpowiedzialność jednostek za swoje decyzje i czyny – lewica traktuje wszystkich jak niepełnosprawne dzieci którymi trzeba się „opiekować” i którym trzeba „dać” niezależnie od tego co i jak robią. Nie wspomina przy tym, że aby „dać” trzeba najpierw komuś zabrać…
        Prawica dąży do jak najdalej idącej wolności słowa, wolności poglądów, a nawet wolności czynów i decyzji (jedynym ograniczeniem jest wolność innych ludzi). Lewica „wychowuje”, narzuca „najlepsze” poglądy, eliminuje „nieprawomyślne” (a zasadniczo „nielewomyślne”) słowa, wprowadza zezwolenia, koncesje i zakazy gdzie tylko może.

        Paradoksalnie najbardziej kapitalistycznym dużym krajem świata były Chiny w latach 1985-2010, kiedy odłożyły na półkę ideały marksizmu i pozwoliły ludziom pracować i zarabiać… stąd ten kolosalny skok siły ich państwa i dobrobytu mieszkańców. Tzw. „kapitalistyczny Zachód” natomiast już dawno żyje na kredyt wypracowany dekady wcześniej, korzystając z uprzywilejowanej pozycji wywalczonej 100-200 lat wcześniej. Bogacą się w nim jedynie megakorporacje.

        1. Oj jak bardzo upraszcza Pan temat. Na taki podział wzdłuż dosyć ostrej linii czym jest prawica i lewica zdecydowanie stawia Pana po tej pierwszej stronie.
          Stereotypowe bańki nie są jedynym, ani przeważnie trafnym opisem ludzi o poglądach czy to liberalnych, czy konserwatywnych, ceniących wolność słowa, oraz jednocześnie pełnych empatii dla ubogich. To się w ludziach łączy, a tendencyjne przestawienie Lewej strony jako tej od złych cech i Prawej od dobrych jest… cóż stereotypowo „prawe”.
          A o Chinach to już nie wspomnę, bo u nich jest mocno kontrolowany partyjnie i „wspólny” kapitalizm. Proszę więcej o Chinach się dowiedzieć na przestrzeni ostatnich 100 lat.

        2. > stąd ten kolosalny skok siły ich państwa i dobrobytu mieszkańców

          Który defacto poskutkował obniżką rozrodczości społeczeństwa, przypadek? nie sądze

        3. To ciekawe, że lewica rządzi w bogatych krajach, a prawica w biednych. Jak to się mogło stać, że bogate kraje są rządzone przez lewicę, a prawicy jakoś wzbogacanie kraju nie wychodzi… hmm. Może jednak istnieje jakiś związek przyczynowo skutkowy?

          Jakoś wolę mieszkać w kraju bogatym, który stać na socjal dla wszystkich jednostek potrzebujących, który pozwala mi żyć po swojemu i nie obciąża mnie odpowiedzialnością za to, za co odpowiedzialność powinno brać państwo – np. utrzymywanie służby zdrowia, pomoc dla samotnych matek dzieci niepełnosprawnych itp. Wolę żyć w kraju, który widzi różnicę między wolnością, a przemocą. W którym żaden Chazan ani inny jemu podobny konował nie zabije mnie, żeby ratować płód, który i tak umrze. W państwie, w którym nikt nie mówi, że Marsz Niepodległości przebiegł spokojnie, bo nikt nikomu nie wrzucił racy do mieszkania, a ograniczył się do wyrywania płyt chodnikowych. To nie jest wolność. To jest przemoc. Było kiedyś takie powiedzenie, które powinno trafić do prawicowego umysłu „wolność mojej pięści, kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność twojej twarzy”. Może prostackie, ale chyba jasno wskazuje różnicę. Wolność jednostki, kończy się tam gdzie zaczyna się krzywda innej osoby. To, uwaga, są właśnie lewicowe poglądy.

          Chiny jako przykład kraju, gdzie obywatele cieszą się dobrobytem jest niewiarygodnie niedorzeczny i komentuje się sam.

  2. Kolejnym problemem jest to że młodzi ludzie, a zwłaszcza dziewczyny nie chcą mieć dzieci oraz nie interesują ich długotrwałe związki. Dziewczyna musi się „wyszaleć” z atrakcyjnymi ale niestabilnymi chłopakami, a ślub i dzieci ewentualnie po 30. Z facetami jest inny problem, zanim taki dorobi się pieniędzy i pozycji które pozwalają na spokojne założenie rodziny mija sporo czasu, ceny rosną tak samo jak wymagania kobiet, często można spotkać się z wyśmiewaniem mężczyzny mieszkającego z rodzicami, szkoda tylko że alternatywą jest płacenie min. 1000 za kawalerkę a chcąc mieć porządne mieszkanie to 2000 jak nic, ewentualnie pętla kredytowa na pół życia., to samo z samochodem, jest społeczny wymóg posiadania auta a koszta utrzymania są wysokie.

    1. Gdybyś pod „dziewczyny” podstawił „chłopcy” w pierwszym zdaniu swojej wypowiedzi, uznałbyś, że to zupełnie ok zachowanie wypełniające normę. Co pokazuje jedynie podwójne standardy takiego myślenia.
      1. Żadna dziewczyna nie ma obowiązku wchodzić w długotrwałe związki i rodzić dzieci przed 30. Ponieważ kobiety mają w naszych czasach znacznie więcej swobody społecznej niż jeszcze chociażby w pokoleniu naszych matek, same decydują o tym co robić przed trzydziestką. Z jakiegoś powodu to strasznie zaskakujące dla niektórych, że chcą się bawić, rozwijać, podróżować i poświęcać czas na swoje pasje albo karierę i to co po prostu sprawia im frajdę choćby i imprezy.
      2. Coraz więcej kobiet ma absolutnie wywalone na status majątkowy mężczyzny, ponieważ bardziej są zainteresowane swoim statusem majątkowym. Szukają dobrze płatnej pracy właśnie po to, żeby się nie interesować, czy chłop zdoła ją utrzymać. Chcą być niezależne finansowo. I znów to niektórych niebywale dziwi.
      3. Cóż. Jeśli kobieta w tym samym wieku co facet ogarnia samodzielne życie i mieszkanie, a on nie, to może domniemywać, że ten mężczyzna z czymś sobie nie radzi i wchodząc z nim w związek, będzie musiała wchodzić w role opiekuńcze względem niego.; A nie ma na to żadnej ochoty, bo szuka równorzędnego partnera. Aczkolwiek zgadzam się, że wyśmiewać nikogo nie wolno.
      4. Elektryczny. Chociaż i tutaj kobiety radzą sobie same, bo skoro je stać, to nie ma powodu, żeby nie miały prawa jazdy i samochodu.

      Podsumowując niestety wielu mężczyzn nienadążna za zmianami społecznymi i tym, że kobiety mogą żyć bez nich i nie sprawi to, że nie będą miały środków do życia. Nie potrafią kobiet traktować z innej pozycji niż z pozycji siły i dominacji. I nie radzą sobie z tym, że kobiety oczekują od nich tego, że ci będą je traktować jak równorzędne partnerki. Nie wszyscy, naturalnie. Ale jeśli uważasz, że nie jesteś kobiecie do niczego potrzebny bo ona nie jest zainteresowana układem, w którym ją utrzymujesz, a ona siedzi w domu, to nie świadczy źle o kobiecie. To pokazuje, że taki mężczyzna może mieć problem z niską samooceną, skoro uważa, że kobieta nie zainteresuje się jego osobowością i musi ją „przekupić” swoimi zasobami finansowymi.

  3. @Jezusowaty

    A może problem polega na tym, że nasze oczekiwania wobec tego, co trzeba mieć, żeby mieścić się w wyidealizowanym przez medialne elity „mainstreamie” stały się tak nierealistycznie wysokie, że ceną za ich realizację jest społeczna samozagłada?

  4. Problem bierze się z socjalizmu, a nie takiego czy innego rozkładu wieku w społeczeństwie. Gdyby pieniądze przeznaczone na emerytury były zgodnie z prawidłami gromadzone w kruszcach, nieruchomościach czy czymkolwiek namacalnym i trwałym, albo trwale zyskownym, a nie zapisach komputerowych i systemach piramidy, to większego problemu by nie było. Starymi zajęliby się młodzi, albo imigranci którzy chca zarobić. Groza obecnej sytuacji polega na tym, że starzy nie mają na to pieniędzy. Zostali ograbieni przez polityków.

    1. Piszesz o socjalizmie a w poście całkowite zaprzeczenie tego.To „krwawy” kapitalizm z napędzanym sztucznie popytem i wyścigiem szczurów prowadzi do tego ze ludzie nie maja czasu ani sił na dzieci.I nie maja pieniędzy bo bogaci się Bezos a jego pracownicy nie

  5. Po pierwsze w tym kraju trudno jest mieć dzieci. Już jedno jest olbrzymim obciążeniem. Jest ta złudna pomoc, ale w zastraszającym tempie ceny wszystkiego idą w górę (oczywiście poza pensjami) więc tych pieniędzy z miesiąca na miesiąc i tak zostaje coraz mniej. Po drugie, śmieciowe umowy z których nie ma emerytur. Znalezienie pracy z której nie wyjdzie głodowa emerytura graniczy z cudem. Można samemu opłacać składki, ale z czego, skoro pensji nie zawsze starczy do następnej wypłaty? Po trzecie, większość tych starzejących się ludzi całe życie pracowała na swoje emerytury. Gdzie są ich odłożone pieniądze, skoro młodzi muszą na nich pracować? Składki na ubezpieczenie zdrowotne też całe życie się płaci i na prawdę mało kto chodzi co miesiąc do lekarza na NFZ, bo z katarem sie nie chodzi a jak dzieje się coś poważnego z reguły trzeba zapłacić za wizytę prywatną, bo państwowi „specjaliści” są niesympatyczni i niekompetentni, a kolejki do nich są takie, że prędzej się człowiek wykończy niż doczeka wizyty. Żeby społeczeństwo przestało się starzec rząd musi oderwać świnie od koryta. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem tego, jak dają sobie absurdalnie wielkie podwyżki pensji, podczas, gdy normalnego Kowalskiego nie stać na mieszkanie, a jego całe życie jest na kredyt. To nie tak miało wyglądać.

  6. Znam co najmniej kilka(naście) par homoseksualnych, które chciałyby mieć dzieci w Polsce. Własne lub adoptowane. Ale polskiemu rządowi i części społeczeństwa taka rodzina „śmierdzi”. Są to osoby wykształcone, co najmniej z klasy średniej. O podejściu do takiej rodziny na poziomie administracji czy opieki zdrowotnej (która przy okazji zmusza do rodzenia i odmawia badań płodu) nie wspomnę.

    Więc skoro taka rodzina jest gorsza, ciąża ma być donoszona wbrew wszystkiemu, a „nie wszystkie dzieci nasze są”, obywatele decydują się na bezdzietność lub wyjazd. Niech się Polska wyludnia, skoro nie szanuje swoich obywateli.

  7. Uważam iż jądrem problemów z dzietnością w świecie tzw. krajów wysokouprzemysłowionych (rozwiniętych) jest ideologia konsumpcjonizmu i zanik tradycyjnych wartości z jednej strony oraz system ekonomiczny nastawiony na ciągłą walkę jednego podmiotu z drugim o ekonomiczny byt. Gdybyśmy żyli w świecie, gdzie nie trzeba się martwić zapewnieniem sobie oraz swojej rodzinie minimum godnej egzystencji,to większość związanej z tym patologii odeszłaby w niebyt. Świat prędzej czy póżniej musi dojść do wniosku iż ciągły pęd za pieniędzmi oraz ideologia konsumpcjonizmu prowadzą do nikąd. Ideologia monetaryzmu,która jest żródłem tych problemów,powinna być zastąpiona przez coś bardziej ludzkiego. (Ideologia,w myśl,której pieniądz określa byt powinna odejść do lamusa historii). Powinniśmy czym prędzej porzucić ekonomiczne dogmaty kreowane przez „bankowych bogów” współczesnego świata służące tylko spełnianiu ich chciwych rządzy pieniędzy i władzy ,na system oparty na zasobach, gdzie każdy obywatel będzie miał zapewnione minimum godnej egzystencji bez potrzeby rezygnacji z życia rodzinnego oraz własnych pasji i marzeń.

    1. Posiadanie dzieci również napędza konsumpcjonizm. Jedno dziecko generuje ogromne wydatki i to nawet jeśli zostaniemy przy minimum: ubrania, jedzenie, edukacja, zdrowie. Na to trzeba pieniędzy, a często brakuje i na to, zwłaszcza gdy ktoś ma pecha nie zarabiać 5 tys miesięcznie a 2,5. Nie wspomnę o dobrach bardziej luksusowych jak najmodniejsze zabawki, czy kino raz w tygodniu.

      I nie, dzieci nie rodzi się mniej z powodu zaniku tradycyjnych wartości. Dzieci rodzi się mniej, ponieważ ludzie mają znacznie większą kontrolę nad swoją płodnością niż wcześniej. Mogą stosować antykoncepcję, która jest skuteczna (panowie też często decydują się na wazektomię). Skoro więc ludzie lepiej kontrolują „produkcję” dzieci i chcą to robić, to prawdopodobnie kiedyś rodziło się więcej dzieci niechcianych. To teraz liczba urodzonych dzieci jest najbliższa temu czego ludzie chcą. Oczywiście na to chcenie mają też wpływ czynniki zewnętrze. Ale to nie jest już winą zaniku wartości jakie by one nie były, a inflacji, braku bezpieczeństwa finansowego, braku stabilności na rynku pracy, braku poczucia bezpieczeństwa w służbie zdrowia. A tym to już powinno zajmować się państwo. Nasze tego nie robi.

  8. Artykul pisany pod tezę. Już w pierwszych zdaniach i przykładach – więcej dzieci wcale nie równa się lepszej opiece nad starszymi. Jak para ma trójkę dzieci, to ma mniej oszczędności, zazwyczaj pozostawi mały spadek, nie jest w stanie wyposażyć każdego z dzieci w mieszkanie, oddać cześć domu do zamieszkania lub dać na trzy wkłady własne. Takie wielodzietne dzieci albo kiszą się u rodziców w dwupokojowych blokach, bo mają niski kapitał początkowy, albo muszą się same od zera dorabiać na wynajmach (które są bardzo kosztowne i uniemożliwiają gromadzenie oszczędności). W tej perspektywie jedynak, którego rodzice pomyśleli o kapitale początkowym zarówno intelektualnym jak i materialnym będzie mógł z większą łatwością „zająć się” nimi na starość, niż trójka potomków bez żadnego startu. Inna sprawa, ze tylko jakieś niedojrzałe i wyjątkowo roszczeniowe staruszki mogą oczekiwać, ze ktoś się nimi będzie zajmował, zamiast samemu sobie zaplanować stare lata. To jest szczyt egoizmu – rodzić dzieci, bo szklanka wody i na szczęście ten szczyt egoizmu już dawno został wyśmiany. Na poziomie społecznym to już jest zdefiniowane jako scam, na który nikt się nie nabierze.

    I na koniec – Rodzina to najbliższe środowisko, oparcie, zapewnienie poczucia, że jest się chcianym. Pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb psychologicznych oraz neurosocjologicznych, bez spełnienia których nie możemy być w pełni zdrowymi ludźmi. Ja się raczej spotykam z wielodzietnymi rodzinami, w których dla dziexi nie ma miejsca. Nie wiem, czy to może zapewnić zdrowie psychiczne, gdy się całe życie ktoś kisi w gromadzie, potem słyszy, że kasy na start w dorosłe życie nie ma, na spadek nie ma co liczyć, a jak skończy sensowną szkołę to już farciarz. Takie „chciane” wielodzieci to zbyt wysokiego mniemania o sobie nie mają.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.