Istnieją różne zaburzenia osobowości. Są to zaburzenia we wzorcach myślenia, zachowania i interpretowania emocji, występujące na poziomie osobowości i tożsamości. Ich początek zakorzenia się zwykle we wczesnym dzieciństwie. Z czasem albo się rozwijają albo słabną, konstytuując się około 25 roku życia. Przyczyny zaburzeń osobowości są różne, a do najważniejszych z nich należą: zaburzone przywiązanie do rodziców we wczesnym dzieciństwie, traumy, zwłaszcza w okresie dzieciństwa, patologiczne relacje w rodzinie (które nie obejmują tylko tradycyjnie pojętej patologii, takiej jak przemoc czy nadużywanie substancji, ale też np. rozpieszczanie czy dawanie dziecku dostępu do mediów społecznościowych), behawioralne wzmacnianie nienormatywnych zachowań przez specyficzne stosunki między członkami rodziny, rozstrój postrzegania siebie i swojego ciała. Do tego dodać należy predyspozycje biologiczne. Na przykład temperament, wrażliwość sensoryczna, czynniki genetyczne.

 

Artykuł ten napisałem dzięki wsparciu moich Patronów i Patronek. To dzięki nim blog ten może istnieć i się rozwijać, a publikowane tutaj teksty i artykuły są niezależne od wpływu reklamodawców, grantodawców i innych podmiotów. Jeśli chcesz wesprzeć moją działalność, możesz to zrobić na moim profilu Patronite.

 

mroczne zaburzenia osobowości
Zdj.: Pixabay z późn. zm.

 

Czym są zaburzenia osobowości?

Zaburzenia osobowości są tymi, których nie da się wyleczyć za pomocą leków, ponieważ zasadzają się przede wszystkim na poziomie połączeń synaptycznych w mózgu, wspomnień i percepcji siebie oraz świata. Powstają jako przystosowanie psychiki do patologicznych warunków życia w kluczowych okresach rozwoju świadomości, osobowości i tożsamości. Farmakoterapia jest w nich stosowana głównie doraźnie: przeciwdepresyjnie, przeciwlękowo bądź przeciwpsychotycznie. Przyczynowo pomóc może jedynie psychoterapia, zmiany środowiskowe dotyczące relacji z ludźmi, stylu życia, postrzegania siebie, mowy wewnętrznej, nawyków, percepcji i ekspresji własnych emocji.

 

Wyróżnia się kilka grup zaburzeń osobowości, które kategoryzują je na podstawie zewnętrznych i wewnętrznych objawów. Wiązka A, nazywana wiązką zaburzeń „dziwnych lub ekscentrycznych” obejmuje paranoiczne zaburzenie osobowości, schizoidalne zaburzenie osobowości i schizotypowe zaburzenie osobowości. Wiązka B – określana jako dramatyczna lub emocjonalna – dotyczy narcystycznego zaburzenia osobowości, histrionicznego zaburzenia osobowości, antyspołecznego zaburzenia osobowości (psychopatii) i chwiejnego emocjonalnie zaburzenia osobowości (borderline). W lękowej wiązce C ujęto anankastyczne zaburzenie osobowości (inaczej obsesyjno-kompulsywne zaburzenie osobowości), unikowe zaburzenie osobowości i zależne zaburzenie osobowości.

 

Oprócz tego istnieje kilka innych zaburzeń osobowości, które z różnych powodów nie są aktualnie formalnie diagnozowane. Wśród nich zwłaszcza sadystyczne zaburzenie osobowości i masochistyczne (autodestrukcyjne) zaburzenie osobowości. To ostatnie zostało wycofane np. z DSM (amerykańskiego podręcznika zaburzeń psychicznych), gdyż wzbudziło kontrowersje polityczne, ponieważ wykorzystywano je do wtórnej wiktymizacji ofiar.

 

Mozaika zaburzeń

Zaburzenia osobowości często ze sobą współwystępują, np. borderline z narcyzmem albo z histrionicznym bądź zależnym zaburzeniem osobowości, narcyzm z unikowym, anankastycznym czy paranoicznym zaburzeniem osobowości, psychopatia z sadyzmem itd. Naukowcy opisali nawet w związku z tym podtypy tych zaburzeń (np. Theodore Millon w „Zaburzeniach osobowości we współczesnym świecie”). Dlatego też ludzie z zaburzeniami osobowości, nawet jeśli mają takie same bądź podobne diagnozy, mogą być bardzo różni. Wynika to także z faktu, że mają inne wspomnienia i warunki życia, odmienne nasilenie objawów, czy współwystępujące problemy psychiczne. Na przykład, osoba narcystyczna nadużywająca alkoholu może mieć zupełnie inny charakter niż zamknięty w sobie wrażliwy narcyz, regularnie dotknięty depresją z powodu uświadamiania sobie co jakiś czas swojej niedoskonałości względem wielkościowego wyobrażenia na swój temat.

 

Wiele dramatycznych motywów – tak w prawdziwych historiach jednostek, rodzin i społeczeństw, jak i w literaturze i sztukach audiowizualnych – dotyczy właśnie osób z cechami zaburzeń osobowości. Niektóre z nich są potępiane, inne wzbudzają lęk, ale część bywa romantyzowana, jak miało to miejsce w niektórych okresach w starożytności, w czasach romantyzmu czy współcześnie na platformach społecznościowych. W niniejszym tekście chcę przedstawić tych kilka najbardziej dramatycznych i mrocznych zaburzeń osobowości. Na końcu uzasadnię swój wybór.

 

Nim jednak przejdę dalej, muszę jeszcze zaznaczyć, że cechy każdego z tych zaburzeń od czasu do czasu przejawiają również ludzie zdrowi, zwłaszcza w trudnych sytuacjach życiowych, takich jak żałoba, rozwód czy rozstanie z partnerem, utrata pracy, albo w innych okresach obniżających odporność na lęk lub depresyjny nastrój. Rzecz w tym, że u zaburzonych stanowią one stały, powtarzający się wzorzec. Zaburzone zachowania, myśli i emocje występują ciągle, a nie raz na kilka miesięcy lub lat, i mają znaczące nasilenie.

 

„Kocham Cię, więc Cię nienawidzę”

Jednym z najbardziej dramatycznych zaburzeń psychicznych jest chwiejne emocjonalnie zaburzenie osobowości, nazywane powszechnie z angielskiego jako borderline. Osoby takie, częściej kobiety, mają fundamentalne braki w najważniejszym softwarze swojego umysłu, dotyczące przyswojenia pewnych wewnętrznych postaw, np. wewnętrznego spokoju, stabilnej samooceny, poczucia przynależności. W efekcie zaburzeni w taki sposób mają poczucie dezintegrującej pustki, popychającej do zachowań zaczepnych i agresywnych wobec innych ludzi lub autoagresywnych (np. cięcia się).

 

Na siłę doszukują się w czyimś zachowaniu oznak, że ktoś ten je odrzuca, szczególnie gdy jest to osoba bliska. Czerpią energię z ciągłego odtwarzania sytuacji odrzucenia i ponownego połączenia czy pogodzenia. Nawet z nie odpisywania na wiadomość przez pół dnia lub wyjścia partnera na godzinę do sklepu mogą zrobić dramatyczną awanturę, gdyż odczuwają, że zostały na zawsze opuszczone. Gdy partner wraca do domu, robią wściekłą awanturę, obrażają się, a po jakimś czasie zachowują się, jakby nic się nie stało, lub okazują skruchę. Do czasu kolejnego takiego wybuchu, który musi być powtarzany dopóty, dopóki osoba zaburzona nie wytworzy zdrowego schematu myślenia, percepcji emocji i nie osiągnie panowania nad zachowaniem.

 

Osoby z zaburzeniem borderline są często bardzo charyzmatyczne i kontaktowe przy pierwszym spotkaniu, a niejedno badanie i obserwacja pokazują, że kobiety borderline są dla mężczyzn atrakcyjne. Inicjatywne, absorbujące, niejednokrotnie również promiskuitywne – potrafią nawet w ciągu jednego miesiąca przespać się z więcej, niż jednym mężczyzną, podobnie zresztą, jak mężczyźni borderline z kobietą. Dzieje się tak, gdyż mają zaburzony popęd przywiązania emocjonalnego. Stąd też, chociaż promiskuityzm nie jest oficjalnym kryterium diagnostycznym w DSM czy ICD, to według wielu podręczników akademickich i klinicznych cechę tę należy brać pod uwagę przy dokładnym diagnozowaniu zaburzenia borderline, ale także i pozostałych zaburzeń wiązki B, w których zachowania tego typu są bardzo charakterystyczne, chociaż w każdym z nich mogą mieć nieco inne motywacje.

 

W tym miejscu trzeba podkreślić, że nie każda osoba promiskuitywna ma wspomniane zaburzenia. W niektórych kręgach (np. islamu) i subkulturach (np. queer) przypadkowy seks lub seks z wieloma osobami w krótkim czasie jest znormalizowany. To w ogóle ważna adnotacja – jeśli jakieś psychopatologiczne lub antyspołeczne zachowanie, emocje bądź myśli wynikają z kultury czy religii, należy brać to pod uwagę, ponieważ w zaburzeniach osobowości ekspresja taka wynika z samej zaburzonej osoby, nie z wyuczonego obyczaju. Zarazem jednostki zaburzone może ciągnąć do takich subkultur, w których ich zaburzenie łatwiej jest zamaskować „w tłumie”. Dlatego też środowiska tolerujące przypadkowy seks mogą być równocześnie obfitsze w osoby z zaburzeniami wiązki B, tak jak grupy surowe moralnie – w ludzi anankastycznych (obsesyjno-kompulsyjnych) czy paranoicznych. Poza tym promiskuityzm może być następstwem hipomanii i manii w chorobie dwubiegunowej, może być też sposobem wyładowania tłumionych emocji czy rozładowania napięcia powstałego przez dłuższy, silnie stresujący okres, jak również może być obecny u ludzi bardzo nieśmiałych albo z jakichś powodów odrzucanych, nie potrafiących nawiązać trwałej relacji romantycznej. Izolacja społeczna i przeniesienie początkowych etapów randkowania do Internetu też mogą sprzyjać takim zachowaniom.

 

Odnośnie kultur, subkultur i religii, osoby borderline potrafią diametralnie zmieniać swoje podejście w tej materii. Na przykład raz są bogobojnymi wierzącymi chrześcijanami, by potem przejść na wojujący ateizm lub radykalny islam. Albo z przykładnych członków rodzin zaczynają żyć, jakby nie byli za nic odpowiedzialni – nawet jeśli są w małżeństwie i mają dzieci. Żeby uzupełnić wewnętrzną pustkę chętnie sięgają też co rusz po nowe pomysły np. na kolejne diety, ekstremalne sporty, gry komputerowe, modyfikacje swojego ciała. Dołączają do grup aktywistycznych, stając się w nich jednymi z najbardziej szalonych i radykalnych jednostek. Każda nowa rzecz na jakiś czas wyłącza próżnię ssącą psychikę osoby borderline, charakterystyczną dla tego zaburzenia i ujętą w formalnych kryteriach diagnostycznych.

 

 

Życie z osobami borderline jest często bardzo dramatyczne. Ciągłe awantury, rozstania i powroty. Groźby samobójcze, agresja wobec siebie lub rodziny czy sąsiadów. Na przemian skrajnie wyższościowa i skrajnie niska samoocena. Nagłe i niewytłumaczalne behawiorystycznie zmiany nastrojów – nawet w ciągu kilkunastu minut osoba borderlne z dzikiej nienawiści, którą odczuwa regularnie, co jest jednym z kryteriów diagnostycznych tego zaburzenia, może przemienić się w zalewającą swoją miłością pokojową istotę – wszystko to jest nie do zniesienia. Dramat ten znają partnerzy, i tym bardziej dzieci rodziców przejawiających takie zachowania. Zaburzenie borderline u rodzica stanowi, swoją drogą, poważny czynnik ryzyka rozwinięcia się u dziecka zaburzenia borderline, narcystycznego zaburzenia osobowości, anankastycznego zaburzenia osobowości i zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, jak również choroby afektywnej dwubiegunowej, czy rozmaitych zaburzeń behawioralnych i interpersonalnych, potocznie wrzucanych do szufladki z napisem „DDA”, „DDD” czy „WWO”.

 

Z powodu dramatyczności kolei życia osób borderline wielu pisarzy wzoruje na nich swoje barwne postacie. Pomimo, że w codziennym kontakcie są one trudne do zniesienia, to na ekranie, z dystansu i w fabule, pozwalają dostrzec różne punkty ciężkości w relacjach międzyludzkich: w rodzinie, z sąsiadami, w pracy, w społeczeństwie. Szczególnie, że, jak wskazuje nazwa tego zaburzenia, ludzie tacy przekraczają rozmaite granice, naruszając często wolność drugiego człowieka lub harmonię społeczną. Bohaterki przejawiające niektóre cechy borderline znajdziemy, przykładowo, w powieściach Sally Rooney, choć mają tam one również silne symptomy masochizmu. W filmach zaburzenie borderline zostało przedstawione np. w „Przerwanej lekcji muzyki” i „Fatalnym zauroczeniu”.

 

Dla zainteresowanych szczegółami na temat zaburzenia osobowości borderline polecam odsłuchać mój wywiad o nim z psychoterapeutką i psycholożką, prezeską Polskiej Federacji Psychoterapii: pierwsza część (link) i druga część (link).

 

„Zaciągnę Cię do łóżka, a potem oskarżę o molestowanie”

Znacznie przyjemniejsze, ale nie mniej specyficzne i niewiele mniej dramatyczne, jest histrioniczne zaburzenie osobowości. Ono również statystycznie częściej występuje u kobiet. Być może dlatego, że jednym z podstawowych wykładników tego zaburzenia jest niestosowne i nadmierne seksualizowanie swojego ciała i podrywanie innych ludzi, na co kobiety mają większe przyzwolenie społeczne, w efekcie czego łatwiej jest histrioniczne przerysowanie takich cech dostrzec u kobiet. Wielu badaczy hipotetyzowało też, że o ile rozwiązłość seksualna jest częstsza u mężczyzn, to wśród kobiet cechę tę mają właśnie histrioniczki (bądź kobiety o silnych cechach histrionicznych, ale bez zaburzenia osobowości). Nim więc upowszechniła się antykoncepcja, wydawały one prawdopodobnie na świat więcej potomstwa, przekazując tym samym względnie większej liczbie córek genetyczne predyspozycje do rozwoju histrionicznej osobowości.

 

Osoby zaburzone w sposób histrioniczny zachowują się bardzo teatralnie. Na początku znajomości wydają się w tym dość wiarygodne. Dopiero gdy obserwuje się je przez dłuższy czas, widać że zachowania i stany emocjonalne, które prezentują, są bardzo płytkie, szybko się zmieniają i są „odgrywane”. Nazwa tego zaburzenia nie wzięła się w końcu znikąd: histrio to po łacinie aktor, a więc można mówić również o teatralnym zaburzeniu osobowości. Jest ono także bardzo wdzięczne do ukazywania w filmach, co świetnie wyszło w przypadku „Tramwaju zwanego pożądaniem” czy „Co się przydarzyło Baby Jane”. Więcej o ekranizacjach z postaciami histrionicznymi napisałem tutaj.

 

Osoby histrioniczne mają duży problem z zatrzymaniem się w jakiejś emocji lub myśli. Są często rozproszone. Przez to trudno im dojść do konkretnych wniosków, posunąć się do poważniejszych refleksji. A czym różnią się od osób borderline? Przede wszystkim zmienne nastroje i emocje w zaburzeniu borderline są bardzo intensywne, często nieprzyjemne, chłonące psychicznie oraz wyzwalające agresję bądź autoagresję. Osoby histrioniczne to przy osobach borderline słodkie pieski. Tu pojawia się inny synonim tego zaburzenia: infantylne zaburzenie osobowości, gdyż histrionicy często są dziecinni.

 

Wśród hipotez dotyczących przyczyn histrionicznego zaburzenia osobowości istnieje również taka, że są to ludzie mający problem z dojrzewaniem psychicznym i emocjonalnym. Nie mogą się pogodzić z tym, że nie są już dziećmi i ich infantylna ekspresja wychodzi na wierzch, kiedy tylko ma okazję. To by tłumaczyło również skrajną rozwiązłość seksualną takich osób i ich niezrozumienie, że sposób, w który się zachowują, jest zwykle bardzo uwodzący, nieraz nachalnie flirciarski – po prostu traktują to raczej jako dziecięcą zabawę, bez pełnej świadomości, że zachęcają i zapraszają innych do randek i seksu (a potrafią to robić nawet na wizycie u lekarza lub na wywiadówce wobec nauczyciela). Przypadki osób, najczęściej kobiet, które fałszywie oskarżały mężczyzn o gwałt bądź molestowanie, już po fakcie, niejednokrotnie dotyczyły właśnie histrioniczek. Najpierw wprost uwodzących i zachęcających do seksu, a po jakimś czasie – gdy przebił się w nich promyk świadomości, że to nie była dziecięca zabawa – wkręcających sobie, że zostały zgwałcone lub zmolestowane. Dzięki temu mogą też potem teatralnie odgrywać rolę ofiary, w czym osoby histrioniczne, nie tylko w kontekście konfliktów seksualnych, bardzo się lubują. Zaburzenie histrioniczne, występujące równocześnie z zaburzeniem borderline, stwierdzono np. u Amber Heard – aktorki i byłej żony Johny’ego Deppa. Heard oskarżyła go publicznie o przemoc seksualną i przemoc domową, po czym w wyniku procesu sądowego okazało się, że kłamała. Osobiście poznałem kilka historii kobiet histrionicznych/borderline, które np. w ramach zemsty za zakończenie związku, fałszywie oskarżały swoich byłych partnerów o gwałt albo przemoc, lub rozpowiadały o nich tego typu plotki.

 

Histrioniczne zaburzenie osobowości
Amber Heard podczas zeznawania w Sądzie. Fot. AFPT z późn. zm.

 

Jednak przyczyn tego zaburzenia można się doszukiwać głębiej. Na przykład psychologowie rozwoju i psychoterapeuci psychodynamiczni uważają, że pomiędzy przyszłą osobą histrioniczną a rodzicem mogło dojść do tzw. kazirodztwa emocjonalnego, czyli traktowania dziecka przez jednego z rodziców tak, jakby było ono jego partnerem romantycznym, lecz bez kontaktu erotycznego. O ile w większości takich sytuacji dziecko czuje niechęć i wstręt, to gdy ma deficyty środowiskowe, np. przemoc w rodzinie lub niestabilną sytuację emocjonalną (jak choćby rodzica nadużywającego alkoholu, rodzica z borderline, dzikie kłótnie między rodzicami w domu itp.), może się uwikłać i zacząć kojarzyć różnego rodzaju teatralno-paraseksualne, z pozoru niewinne zachowania, z miłością, bliskością, czy autentycznością.

 

Cechy histrioniczne są też wzmacniane w sposób behawioralno-poznawczy: „Rodzice przyszłej osoby histrionicznej rzadko ją karzą lub krytykują, za to wzmacniają jedynie zachowania przez siebie aprobowane, i to niekonsekwentnie. Raz dane zachowanie jest nagradzane, innym razem nie. Ponieważ nic nie wywołuje stałej reakcji rodziców, dzieci, którym zależy na ich uwadze, doświadczają frustracji; przerysowują więc zachowania zgodnie ze stereotypem własnej płci, aby zapewnić sobie uznanie i miłość (…). Karykaturalne zachowania stwarzają szansę na to, że rodzice dostrzegą swoje dziecko i wyrażą aprobatę. Poprawne zachowania (…) zostaną niezauważone. Jeżeli rodzice w porę nie rozpoznają tego mechanizmu, nabierze on dynamiki błędnego koła: utrzymanie ich zainteresowania i opieki na tym samym poziomie wymaga od dziecka coraz większej desperacji i wysiłku. Takie dzieci wchodzą w okres dorastania z nienasyconym pragnieniem uwagi i miłości. W naturalny sposób odkrywają, że wykorzystując własną rozwijającą się seksualność, szybko stają się obiektami stałego zainteresowania o charakterze seksualnym, podczas gdy wcześniej niczego nie udawało im się uzyskać” – wyjaśnia prof. Theodore Millon w podręczniku „Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie”. Dodaje też, że „ponieważ osoby histrioniczne zostały <<zamrożone>> w trakcie rozwoju i doświadczyły mniej zakazów ze strony osób, od których były zależne, nie było im dane rozwinięcie silnego superego [sumienia], wobec czego nie mają żadnych skrupułów, jeśli idzie o łamanie zobowiązań czy manipulowanie ludźmi ze swojego otoczenia”.

 

Zwróciłbym jeszcze uwagę na to, że histrioniczne zaburzenie osobowości pod wieloma względami jest przeciwieństwem anankastycznego zaburzenia osobowości (o którym nagrałem pogłębiony wywiad z psychoterapeutką i psycholog kliniczną, do wysłuchania tutaj). Osoby anankastyczne – czyli obsesyjno-kompulsyjne – bardzo szczegółowo patrzą na świat, wszystko kategoryzują i analizują, biorą pod uwagę różne perspektywy, podczas gdy histrionicy wręcz przeciwnie: ich myśli są chaotyczne, ogólnikowe, niekonkretne. U anankastyków problemem jest nadmiar analizowania i weryfikowania każdej pierdoły, przez co mają problem z naturalną, spontaniczną i sympatyczną ekspresją i kontaktami międzyludzkimi (a także robią przez to wrażenie dziwnych, zafiksowanych na sprawdzaniu i kontrolowaniu wszystkiego), podczas gdy u histrioników zwykle brakuje nawet minimum tego rodzaju refleksyjności. Dlatego histrionicy robią dobre wrażenie przy pierwszym kontakcie, ale na dłuższą metę są zniechęcający, zaś anankastyków trudno jest na początku polubić, bo są odpychający, lecz gdy się ich lepiej pozna, a ich lęk wobec drugiej osoby osłabnie i przestaną uporczywie analizować szczegóły i być sztywne, zaczynają wzbudzać sympatię i emocjonalne przywiązanie.

 

Psychoterapia osób histrionicznych powinna mieć elementy poznawczo-behawioralne, aby stworzyć w ich umysłach struktury mentalne umożliwiające analizę i skupienie, za pośrednictwem których mogą potem wejść na głębszy, psychodynamiczny poziom terapii, wymagający odtworzenia wspomnień z dzieciństwa i przekształcenia swej osobowości w kierunku niezaburzonym. Więcej na temat histrionicznego zaburzenia osobowości polecam posłuchać w tym wywiadzie.

 

„Jestem lepszy od Ciebie, nawet w byciu ofiarą”

Celebryci i influenserzy, wojskowi, naukowcy, politycy, biznesmeni – to zawody, w których znajdziemy bardzo dużo osób mających kolejne mroczne zaburzenie psychiczne, lub jego elementy, a chodzi o narcystyczne zaburzenie osobowości. Czasem błędnie diagnozowane jako „lekki autyzm” czy zespół Aspergera (czyli niskie nasilenie w spektrum autyzmu), lub jako choroba afektywna-dwubiegunowa typu II. O przyczynach takich pomyłek za chwilę.

 

Osobowość narcystyczna kojarzy się bardzo negatywnie, ponieważ osoby z otoczenia narcyzów są przez nich traktowane instrumentalnie, z pogardą i wyższością. Wgląd w to, co ich do takiego zachowania skłania, dał prof. Stephen Johnson, autor książki pt. „Humanizowanie narcystycznego stylu”. Jak tytuł sugeruje, autor próbuje przedstawić tam osoby narcystyczne tak, by ich nie demonizować, lecz spróbować pomóc zrozumieć, dlaczego są tacy, a nie inni. Dla kogoś, kto został przez osobę narcystyczną głęboko skrzywdzony, albo dla kogoś kto musi się z taką użerać w pracy czy w rodzinie, żadna to pociecha, ani tym bardziej usprawiedliwienie, ale świadomość pewnych mechanizmów daje inną perspektywę.

 

Dla kształtowania się narcyzmu istnieją dwa zasadnicze, uzupełniające się wytłumaczenia. Jedno dotyczy psychologii rozwoju i psychodynamiki: osoba narcystyczna w młodym wieku, kiedy narcystyczne zachowania są naturalne, zatrzymuje się pod pewnymi względami w rozwoju emocjonalnym i wyrasta na narcyza. Uzupełnia to wyjaśnienie behawioralne, o wzmacnianiu bądź osłabianiu postawy narcystycznej przez rodziców, którzy np. kładą nadmierny nacisk na osiągnięcia, sztuczność w zachowaniu itp., i sprawiają, że dziecko zaczyna coraz mocniej utożsamiać siebie z sztucznym konstruktem myślowym, powstałym na pokaz przed rodzicami, a nie z własną naturalną ekspresją. Tłumaczy to także niską wewnętrzną samoocenę narcyza i jego silną arogancję, prezentowaną na zewnątrz. Na poziomie poznawczym narcyzowie, podobnie jak autystycy, mają silny problem z empatią oraz odczuwaniem własnych emocji, które są u nich blokowane, negowane, wypierane czy tłumione, pozostając schowane w tłamszonym i niedorozwiniętym, autentycznym poczuciu siebie. Skupienie głównie na sobie to jeszcze jedno podobieństwo między narcyzami i autystykami. Im silniej prawdziwe poczucie siebie jest u narcyza negowane, a wzmocniony behawioralnie fałszywy wielkościowy wizerunek utrwalony, tym bardziej taka osoba jest nieznośna, i tym trudniej jest narcystyczne zaburzenie osobowości u niej „wyleczyć”.

 

Każde zaburzenie osobowości ma różne odmiany, które zależą od współwystępujących problemów z osobowością, okoliczności rodzinnych i społecznych, wspomnień z życia itd. W narcyzmie wyróżnia się dwa główne podtypy: narcyzm wielkościowy, mający także cechy psychopatii czy sadyzmu, oraz podatny na zranienie, z elementami borderline czy unikającego zaburzenia osobowości. Narcyzowie wielkościowi są aroganccy, agresywni, nieprzyjemni. Narcyzowie podatni na zranienie także, ale nie widać tego na pierwszy rzut oka, gdyż nie mają tak panoszącego się stylu bycia. Są raczej tymi, którzy po cichu uważają się za lepszych, bardziej wrażliwych itp. niż inni ludzie. Badacze sądzą na przykład, że „Osoby Wysoko Wrażliwe” (taki syndrom w rzeczywistości w ogóle nie istnieje) mogą być tak naprawdę narcyzami typu wrażliwego, podatnego na zranienie. Z literatury przytoczyć można Rodiona Raskolnikowa („Zbrodnia i kara”) jako narcyza wrażliwego i Doriana Graya („Portret Doriana Graya”), który był narcyzem wielkościowym.

 

Wśród psychologów, filozofów, socjologów, kulturoznawców czy krytyków kultury od kilku dekad toczy się debata na temat tego, czy indywidualistyczna, konsumpcyjna i hedonistyczna kultura Zachodu wspiera cechy narcystyczne, sprawiając, że przejawiają je nawet jednostki, które zaburzenia narcystycznego nie mają. A może kultura taka, normalizując narcystyczne zachowania, ułatwia narcyzom ich ekspresję? Zdaniem wybitnego badacza, prof. Christophera Lascha, pierwsza hipoteza jest bliższa prawdy, czego dowodził w książce „Kultura narcyzmu”. Od czasu jej wydania zachodnie społeczeństwa zatomizowały i unarcyzowiły się jeszcze bardziej, szczególnie po ekspansji mediów społecznościowych. Podobnego zdania, co Lasch, był też psychiatra i psychoterapeuta, prof. Alexander Lowen, a prof. Jean Twenge od lat prowadzi badania porównawcze, które sugerują, że faktycznie poziom narcyzmu rośnie na przestrzeni pokoleń co najmniej w USA. Jednak badania te nie pozostają bez krytyki – są również naukowcy, którzy twierdzą, że poziom narcyzmu utrzymuje się na Zachodzie na podobnym poziomie, co wcześniej.

 

Przypuszczam, że tak naprawdę wiele zależy od próby badawczej: zapewne w dużych miastach, w wyższej klasie średniej (nie wspominając o bogaczach) nasilenie cech narcystycznych może rosnąć, podczas gdy wśród ludzi biedniejszych może być na stałym poziomie, gdyż bieda skłania do zachowań wspólnotowych (wzajemne pomaganie sobie w rodzinie czy sąsiedztwie itd.). Zarazem zastanawiające jest to, że duże badania amerykańskie wykazały, iż osoby czarnoskóre prezentują dalece ponadprzeciętne nasilenie cech narcystycznych w porównaniu do białych, Latynosów i Azjatów. Być może dyskryminowane mniejszości w ramach mechanizmu obronnego kolektywnie introjektują niektóre cechy narcystyczne, aby odbić sobie gorsze warunki socjoekonomiczne?

 

Na temat narcyzmu i narcystycznego zaburzenia osobowości nagrałem kilka podkastów: tutaj ogółem o tym, czym jest narcyzm i narcystyczne zaburzenie osobowości, tutaj o badaniach łączących wiarę w teorie spiskowe z osobowością narcystyczną, a tutaj o narcyzmie wspólnotowym (kolektywnym). Dodatkowo zachęcam do przeczytania mojego artykułu o narcyzmie, który został opublikowany w Tygodniku Powszechnym: tutaj.

 

„Obchodzi mnie tylko zaspokajanie moich popędów”

Ostatnim zaburzeniem osobowości z grupy B jest psychopatia, czyli antyspołeczne zaburzenie osobowości (inaczej dyssocjalne zaburzenie osobowości). Niektórzy badacze wyróżniają dwa podtypy tej patologii ze względu na przyczyny jej rozwoju. Psychopatią nazywają wrodzony brak możliwości odczuwania empatii czy kontroli popędów (co przybliża ją poniekąd do autyzmu), a socjopatią sytuację, gdy osoba cechy antyspołeczne nabyła w wyniku zaburzeń rozwojowych (co kojarzy ją z klasycznymi zaburzeniami osobowości). Istnieją bowiem przypadki ludzi z antyspołecznym zaburzeniem osobowości, którzy nie mają w historii swojego życia żadnych środowiskowo-rodzinnych czynników prowadzących do rozwoju tego zaburzenia, a jego poszczególne elementy przejawiali już od około 2 roku życia. W wersji fabularnej (o dość ekstremalnym przebiegu) taką psychopatyczną postać przedstawiono np. w filmie „Musimy porozmawiać o Kevinie”. Dla jasności, w dalszej części artykułu będę używał określeń „psychopatia”, „socjopatia”, „antyspołeczne zaburzenie osobowości” i „dyssocjalne zaburzenie osobowości” jako synonimy.

 

Psychopatów kojarzymy przede wszystkim z książek i filmów kryminalnych. Jednak nie jest tak, że każdy psychopata będzie seryjnym mordercą, zboczeńcem i gwałcicielem, czy wdającym się w ciągłe bójki chuliganem (to ostatnie może nawet bardziej pasować i częściej występować u mężczyzn z zaburzeniem borderline). Bywa nawet, że osoby psychopatyczne prowadzą w miarę normalne życie. Przynajmniej dla obserwatora z zewnątrz, bo w środku nie odczuwają całej gamy uczuć, które normalnemu życiu towarzyszą. A to sprawia, że ich relacje mogą regularnie się rozpadać. Motywacją do tychże relacji w przypadku psychopatów są też raczej czynniki zewnętrzne (np. uniknięcie kar, gniewu rodziny, zarobki) aniżeli wewnętrzne (uczucie szczęścia, spełnienia, pomagania innym, tworzenia autentycznych więzi osobistych i społecznych).

 

Artykuł ten mogłem napisać dzięki finansowaniu od moich Patronów w serwisie Patronite. Chcesz również wesprzeć moją działalność? Dołącz tutaj.

 

Psychopatów można znaleźć również wśród bezdomnych, prostytutek, czy osób błąkających się i ledwo dających sobie radę z utrzymaniem pracy, miejsca zamieszkania czy stałego związku. Powstała nawet specjalna podkategoria na tego rodzaju jednostki antyspołeczne, nazywane „nomadycznymi”, którą wyszczególnił prof. Theodore Millon. Mają one oprócz psychopatii silne elementy schizoidalnego zaburzenia osobowości. Robią raczej wrażenie nieporadnych i wycofanych, niż złowrogich bądź niebezpiecznych.

 

Osoby dyssocjalne zdecydowanie odbiegają też od stereotypu superinteligentnego psychopaty, wykreowanego przez kryminały i thrillery. Psychopaci wcale nie są bardziej inteligentni ani mądrzejsi od przeciętnego człowieka, a statystycznie mogą być nawet głupsi. Ich przebiegłość to sztuczny efekt kilku czynników: choćby tego, że mało kto spodziewa się po drugiej osobie takiej perfidności, jaką się kierują. Normalny człowiek na tle psychopaty może wydawać się więc naiwny czy głupi, ale to raczej efekty jego ufności i dobrej woli, wykorzystanej przez zaburzonego człowieka nie mającego skrupułów, aniżeli szczególna przebiegłość tego ostatniego.

 

Kiedy rozmawiam prywatnie z psychologami, psychiatrami i psychoterapeutami, i pytam ich o najbardziej nieprzyjemne zaburzenie psychiczne ze wszystkich możliwych, najczęściej w odpowiedzi pada właśnie psychopatia, ale z elementami sadystycznego, narcystycznego i/lub paranoicznego zaburzenia osobowości. Cytowany już wcześniej Theodore Millon nazwał to psychopatią „złośliwą” (psychopatia + elementy paranoiczności i sadyzmu) oraz „broniącą własnej reputacji” (psychopatia z domieszką narcyzmu). Ludzie z zaburzoną w ten sposób osobowością są agresywni, bezczelni, skrajnie podejrzliwi, zarzucają innym swoje własne złe zachowania (projekcja), nie mają żadnych wyrzutów sumienia (ale potrafią udawać, że je mają – z behawiorystycznego punktu widzenia mogą się więc wydawać pod tym względem zdrowi, jednak od strony głębszej psychologii i fenomenologii są ciężko zdegenerowani), naruszają granice innych osób oraz normy społeczne, niejednokrotnie przejawiają parafilie seksualne (w tym np. sadyzm, czyli czerpanie przyjemności seksualnej z zadawania komuś bólu lub upokarzania), manipulują i bezczelnie kłamią, skłócają ze sobą grupy ludzi (w tej ostatniej „umiejętności” bardzo pomagają także elementy zaburzenia borderline, również u socjopatów obecne).

 

Psychopatia i borderline to dobry kontrast dla wyjaśnienia różnicy pomiędzy fenomenologicznym i behawiorystycznym podejściem do psychiki i psychologii. Otóż zarówno psychopaci, jak i osoby borderline, są kłótliwe (ciekawostka: są badania pokazujące, że osoby borderline przebywające w szpitalach psychiatrycznych angażują znacznie częściej personel medyczny, niż inni pacjenci, i że częściej doprowadzają do kłótni między pracownikami medycznymi w placówkach). Dla kogoś o podejściu czysto behawiorystycznym (czy w psychologii społecznej) nie będzie pod tym względem szczególnej różnicy między borderline a psychopatią. „Kłótliwy to kłótliwy”. Jednakże gdy zajrzymy głębiej – fenomenologicznie – dostrzeżemy, że w przypadku osób borderline kłótliwość wynika z nadmiaru emocji, a u socjopatów z ich niedoboru lub braku. Wyrzuty sumienia to kolejny dobry przykład: ludzie z borderline zachowują się, jakby było im przykro, że źle się zachowały, bo naprawdę (fenomenologicznie) czują skruchę, podczas gdy psychopaci celowo ją udają, aby odpowiednio wypaść przed innymi i uzyskać określone korzyści, wynikające z jej okazania.

 

Psychopaci często są też nadpobudliwi ruchowo już od dzieciństwa, a związek ADHD z psychopatią według wielu badań i różnych naukowców jest ewidentny (pod każdym poprzednim słowem jest inny link do osobnego badania lub opracowania na ten temat). Zarazem nie można powiedzieć, że ktoś, kto ma ADHD, jest psychopatą, lecz że prawdopodobnie przejawia też część cech psychopatycznych. A gdy ADHD występuje od dzieciństwa, to ma również podniesioną predyspozycję do rozwoju osobowości psychopatycznej – przy czym efekt ten może być błędem metodologicznym, zasadzającym się na tym, że nikt małemu psychopatycznemu dziecku nie da diagnozy „psychopatii”, więc mimo iż od najmłodszych lat nim było, na początku dostało „ładniejszą” diagnozę ADHD. Aktualnie wydaje się, że mamy do czynienia z naddiagnozowaniem ADHD – np. kobiety borderline czy mężczyźni z elementami osobowości psychopatycznej dostają diagnozę ADHD. Ale znacznie większym problemem jest diagnozowanie ADHD u osób, które tak naprawdę mają po prostu poważne zaburzenia koncentracji, wynikające z nadużywania smartfona lub smartwatcha bądź z behawioralnego uzależnienia od tych urządzeń i zawartych w nich aplikacji (i nieraz towarzyszące temu zaburzenia rytmu dobowego, czyli chodzenie bardzo późno spać lub nieregularne godziny snu).

 

Czy socjopatię da się wyleczyć? Niektórzy psychoterapeuci uważają, że tak. Jednak zwykle okazuje się, że osoby, które przestały przejawiać antyspołeczne zaburzenie osobowości, najczęściej miały jedynie jego rys – niektóre cechy, ale nie wszystkie, i tylko w średnim nasileniu. Inaczej mówiąc, były stosunkowo „nisko” na spektrum cech psychopatycznych i choć w ograniczonym stopniu, to przejawiały niezbędne do skutecznej terapii stany uczuciowe, takie jak empatia, współczucie, wstyd, wyrzuty sumienia, przywiązanie emocjonalne, poczucie siebie, czerpanie przyjemności z relacji z ludźmi, zrozumienie stawiania granic itd. Pełnoobjawowi psychopaci, według obecnego stanu wiedzy, są nieuleczalni. Poza tym trafiają na psychoterapię niemal wyłącznie w wyniku nakazu sądowego, wydanego podczas procesu o jakieś przestępstwo.

 

„Cierpię, więc kocham”

Piątym punktem tego zestawienia jest masochistyczne zaburzenie osobowości, nazywane także autodestrukcyjnym zaburzeniem osobowości. Aktualnie nie jest ono formalnie rozpoznawane przez ICD czy DSM. Za przyczyny wykreślenia go z systematyki zaburzeń podano, po pierwsze, zbytnie podobieństwo do zależnego zaburzenia osobowości (potocznie znanego pod nazwą: „kobieta bluszcz”), a po drugie, wykorzystywanie etykiety masochizmu do wtórnej wiktymizacji. W pierwszym przypadku chodzi po prostu o to, że masochistyczne i zależne zaburzenia osobowości są do siebie pod pewnymi względami podobne. W drugim: sprawcy przemocy uzasadniali ją czasami tym, że ofiara (częściej kobieta) jest masochistyczna i sama dążyła do tego, aby zadawać jej cierpienie, przez co feministki uznały diagnozę masochizmu za seksistowską i zadziałały politycznie, aby się jej pozbyć. Pozostaje pytanie, czy masochizm, jako zaburzenie psychiczne, słusznie usunięto z listy zaburzeń? (Dla jasności, masochizm jako parafilia seksualna, czyli doświadczanie seksualnej przyjemności z odczuwania bólu i upokorzenia, nadal formalnie funkcjonuje w diagnostyce i można go leczyć).

 

Najczęściej spotykam się z poglądem, że empirycznie, w świecie rzeczywistym, masochistyczne zaburzenie osobowości faktycznie istnieje. Nie jest to sztuczny konstrukt medyczny, lecz realne zjawisko psychiczne, cechujące niektórych ludzi. Rozumiem argument, że nadużywanie diagnozy masochistycznego zaburzenia osobowości wobec kobiet może prowadzić do pewnych problemów np. w procesach sądowych o rozwody czy przemoc domową. Zarazem odwrotny problem występuje w przypadku psychopatii i narcyzmu wobec mężczyzn. Jednak nikt nie postuluje, by z powodu bezpodstawnego przypisywania mężczyznom psychopatii czy narcyzmu wykreślić je z listy zaburzeń. Dlatego uważam, że uzasadnienie dotyczące wtórnej wiktymizacji nie powinno mieć tutaj znaczenia. Natomiast w odniesieniu do zależnego zaburzenia osobowości, istnieje ogromna różnica, polegająca na dążeniu w masochizmie do odczuwania cierpienia, prokurowaniu sytuacji, w których osoba zaburzona zostanie ofiarą. W osobowości zależnej tego nie ma. Jest to tak znacząca odmienność, że uzasadnia wydzielenie masochizmu jako odrębnego zaburzenia. Z takim też poglądem zgadza się wielu psychologów i psychiatrów, którzy regularnie wracają do tematu i postulują ponowne wprowadzenie formalnej diagnozy masochistycznego zaburzenia osobowości.

 

 

Osoby masochistyczne prokurują lub prowokują sytuacje, nieraz nieświadomie, w których ktoś zrobi im krzywdę, gdyż poczucie sensu życia i motywację do niego nadaje im status ofiary lub emocje wyłaniające się w trakcie odbierania dosłownych, słownych czy symbolicznych ciosów. W masochistycznym zaburzeniu osobowości miłość i przywiązanie utożsamiane są z karaniem, biciem czy poniżaniem. Jednostki masochistyczne celowo lub podświadomie – albo w mieszance obu motywacji – wzbudzają w swoich partnerach chęć zwyzywania, poniżenia czy zaatakowania ich. Masochistów często intuicyjnie nazywa się „męczennikami” czy „cierpiętnicami”.  Bite i poniżane w dzieciństwie, lub napatrzone za młodu w tego typu sceny (niekoniecznie w świecie realnym – jeśli zbyt małemu dziecku damy oglądać takie filmy czy grać w gry, również może to zainicjować rozwój osobowości w zaburzonym kierunku), powielają toksyczny schemat, bo nie znają innego lub nie czują się w innym autentyczne.

 

Co ciekawe, u źródeł przejaskrawionych masochistycznych postaw stać mogą ewolucyjne przystosowania społeczne, chroniące przed drapieżnikami. „Paradoksalne odkrycie mówiące o tym, że im więcej młody osobnik odbiera kar, tym silniejsze staje się jego przywiązanie do karzącej go figury, bardzo trudne do wyjaśnienia na podstawie jakiejkolwiek innej teorii [niż teoria popędu przywiązania], jest całkowicie kompatybilne z poglądem, iż funkcją zachowania przywiązaniowego jest ochroną przed drapieżnikami. Pokazuje to ważna obserwacja dotycząca tego, że gdy dominujący samiec wyczuwa drapieżnika lub inne niebezpieczeństwo, zwykle odstrasza, a nawet atakuje młode zwierzę, które nieroztropnie zbliża się do zagrożenia. Zachowanie dominującego samca, budzące przestrach u młodego zwierzęcia, wywołuje u niego także zachowanie przywiązaniowe. Wskutek tego młode zwierzę poszukuje bliskości dorosłego zwierzęcia, najczęściej tego samego samca, który je przestraszył. Czyniąc to, jednocześnie unika zagrożenia” – tłumaczy prof. John Bowlby w „Przywiązaniu”. Wypaczenie tego przystosowawczego mechanizmu poprzez przemoc domową lub obecną w filmach czy grach, a oglądaną w zbyt młodym wieku, może stanowić furtkę dla masochizmu.

 

„Krzywdzenie to sens życia”

Jeśli chodzi o kwestie biurokratyczne, to z sadystycznym zaburzeniem osobowości jest podobnie, jak z masochistycznym. Nie jest formalnie rozpoznawane, choć prawdopodobnie faktycznie istnieje. W tym przypadku usunięcie go z klasyfikacji zaburzeń argumentowano tym, że jego obecność może ułatwić usprawiedliwianie sadystycznych zachowań, w myśl sloganu: „Taki już jestem, nie chcę się zmieniać”. Nietrudno jednak dostrzec, że przesłankę tę można odnieść do każdego zaburzenia osobowości. Zresztą taki zabieg „obronny” jest namiętnie stosowany, np. przez niektóre osoby borderline, usprawiedliwiające swoje destrukcyjne wobec innych ludzi zachowania tym, że „przecież są borderline”.

 

Drugi powód pozbycia się sadystycznego zaburzenia osobowości z biurokratycznych klasyfikacji był taki, że za bardzo przypomina ono psychopatię. Jednakże dla psychopatii ciągoty do oglądania krwi, flaków itp., czy grzebania w ciałach ludzi i zwierząt, nie są kryterium diagnostycznym – a w sadyzmie owszem, były. Co więcej, psychopaci niekoniecznie czerpią przyjemność z psychicznego i fizycznego znęcania się czy manipulowania ludźmi tak, aby doprowadzić do konfliktu. Dla sadystów jest to siła napędowa ich działania. Sadyści mają empatię, nawet często się na nią powołują, ale wykorzystują ją do mrocznych, lubieżnych, przemocowych, czy krwawych celów, zaś socjopaci albo nie odczuwają jej wcale albo w wymiarze szczątkowym.

 

W przypadku sadystycznego zaburzenia osobowości warto przyjrzeć się kryteriom diagnostycznym, które obowiązywały, nim usunięto je z DSM. Było to: stosowanie przemocy fizycznej w związku, dla utrzymania dominacji; upokarzanie lub poniżanie ludzi w obecności innych osób; niezwykle surowe traktowanie osób od siebie zależnych (np. dzieci); odczuwanie przyjemności z powodu psychicznego lub fizycznego cierpienia innych – w tym osobę sadystyczną cierpienie może też bawić; kłamanie po to, żeby zadać komuś ból (a nie dla np. zysku, jak zrobiłby psychopata, dla ochrony swojego wizerunku, co mógłby uczynić narcyz, lub dla okazania swoich uczuć, jak zidentyfikowalibyśmy osobę borderline); zmuszanie innych do postępowania tak, jak sadysta chce, i dążenie do tego m.in. przez zastraszenie, groźby czy terroryzowanie; ograniczanie autonomii osób, z którymi ma się bliskie relacje (np. nie pozwalanie małżonkowi wychodzić z domu bez pozwolenia); zafascynowanie przemocą, torturami, bronią, uszkodzeniami ciała. Aby stwierdzić sadystyczne zaburzenie osobowości osoba diagnozowana musi przejawiać co najmniej cztery wymienione kryteria w sposób ciągły i utrwalony (a nie okazjonalnie – każdy czasami zachowuje się sadystycznie, ale jeśli jest zdrowy psychicznie, robi to jedynie w specyficznych i rzadkich sytuacjach oraz w niskim nasileniu i nieekstremalnej formie).

 

Nietrudno się zorientować, że cechy osobowości sadystycznej i psychopatycznej mogą sprzyjać niektórym zawodom. Zwłaszcza medycznym: chirurgom i patologom. Intuicję taką potwierdzają nie tylko doświadczenie życiowe wielu osób, ale również badania naukowe. Na sadyzm może wtedy wskazywać swego rodzaju zafascynowanie wnętrznościami, krojonymi tkankami, guzami, martwymi ciałami itp., oraz lekkie obycie z nimi. Zarazem nie jest tak, że każdy przedstawiciel tego typu zawodów jest sadystą. Po prostu cechy sadystyczne i psychopatyczne oraz sadystyczne i psychopatyczne zaburzenia osobowości będą u takich osób występowały częściej niż w całej populacji. Przypuszcza się, że inkwizytorzy byli osobami o sadystycznym lub sadystyczno-anankastycznym typie osobowości. Dziś widać, że ludzie o takich charakterach znaleźli sobie niszę we współczesnej inkluzycji.

 

Sadyści (zwykle mężczyźni) mogą przyciągać się wzajemnie z masochistami (częściej kobietami), tak jak anankastycy (na ogół mężczyźni) mają osobowość komplementarną względem osób histrionicznych (będących zwykle kobietami). Zjawisko to nazywa się koluzją: wzajemnym uzupełnianiem się w swoich psychopatologicznych wzorcach emocji, myślenia i zachowania. Trwanie w takich relacjach, choć dla osób zaburzonych może być kuszące, bo mają wrażenie, że nic nie jest z nimi nie w porządku, że w końcu poznali kogoś, kto ich rozumie i do nich pasuje, tak naprawdę utrwala wypaczone schematy myślowe, emocjonalne, behawioralne i rozwojowe. Komplementarność ma swoje plusy, gdy w związek wchodzą osoby o pewnych cechach, nie przekraczających jednak nasilenia charakterystycznego dla zaburzonej osobowości.

 

 

Poza medykalizacją

Medyczne i psychologiczne opisy zaburzonych osób mają swoją wartość dla porządkowania wiedzy, systematyzowania teorii naukowych czy prowadzenia statystyk. Jednak niosą też ryzyko stygmatyzacji czy autostygmatyzacji, przez co mogą utrudniać terapię. Może się tak dziać na zasadzie wspomnianego już toku myślowego, że „taki jestem, nic się nie zmienię” albo „to moje zaburzenie, utożsamiam się z nim”. Rozmaite ruchy tożsamościowe, bazujące na zaburzeniach psychicznych, wykorzystują właśnie takie emocje. Autostygmatyzują się, nadając temu zarazem wartość dodatnią – idą w skrajność przeciwną do tradycyjnej stygmatyzacji. Co prawda w przypadku psychopatii czy sadyzmu ludzie będą raczej ignorować diagnozę, ale już przy narcyzmie mogą negować ją i szukać podobnych, ale atrakcyjniejszych wizerunkowo łatek (autyzm, zespół Aspergera, osobowość wysoko wrażliwa itd.), które można podciągnąć pod coś tajemniczego, ciekawego, różnorodnego, oryginalnego. Tożsamościowe, pozytywnie autostygmatyzujące podejście do zaburzeń najlepiej widać w przypadku zaburzenia borderline, choroby dwubiegunowej i autyzmu, które urosło nawet do rangi ruchu „neuroróżnorodności”.

 

Podobne dylematy, lecz w innej formie, dotyczą pozostałych zaburzeń psychicznych. Stąd można uznać za atrakcyjne, szczególnie dla psychoterapeutów, demedykalizowanie języka. Zamiast „narcystyczny” powiedzieć: podatny na zranienie, arogancki, wielkościowy, szukający podziwu, chłodny, zewnątrzsterowny, z niską samooceną, zazdrosny. Zamiast „histrioniczny” możemy użyć słów: roztrzepany, płytki, lubiący być w centrum uwagi, uwodzący, niekonkretny, towarzyski, zwracający nadmierną uwagę na wygląd. Zamiast „borderline”: rozchwiany emocjonalnie, niestabilny, zaczepny, odczuwający pustkę egzystencjalną, nienawistny lub zalewający miłością, kreatywny, skłonny do samookaleczeń. Zamiast „psychopatyczny”: bezwzględny, impulsywny, popędliwy, agresywny, bezrefleksyjny, kryminalny. Zamiast „masochistyczny”: uległy, męczeński, zdesperowany, autodestrukcyjny. Zamiast „sadystyczny”: dominujący, agresywny, terytorialny, zadufany, poniżający, terroryzujący, lubieżny, apodyktyczny.

 

Cechy wchodzące w skład wszystkich sześciu zaburzeń (a zwłaszcza psychopatii, narcyzmu i sadyzmu) można też opisać językiem psychologii społecznej, socjologii, czy nawet w sposób literacki. Na przykład mówi się o ciemnej triadzie (lub ciemnej tetradzie) narcyzmu, sadyzmu i makiawelizmu: braku empatii, interpersonalnej wrogości, egoizmie, wyniosłości, niemoralności, interesowności, impulsywności, bezlitosności. Słowo „makiawelizm” wywodzi się od Niccolò Machiavellego, który w książce pt. „Książę” opisał techniki utrzymania się u władzy, z perspektywy dzisiejszej medycyny i psychologii stanowiące całą gamę objawów narcyzmu, psychopatii, sadyzmu czy histrioniczności. Ciekawostka: również słowo „sadyzm” ma pochodzenie od nazwiska francuskiego libertyna Donatiena Alphonse’a Françoisa de Sada, który praktykował sadyzm seksualny, a „masochizm” od Sachera-Masocha – pisarza kreującego masochistyczne postacie.

 

Dlaczego właśnie te sześć zaburzeń wyszczególniłem jako najmroczniejsze? Po pierwsze, zaburzenia osobowości są dość trwałe i stanowią silny element czyjegoś „ja”. A zatem wynikające z nich zachowania nie są „skutkiem choroby” (jak np. w schizofrenii, depresji czy chorobie dwubiegunowej lub w zaburzeniach lękowych i obsesyjno-kompulsyjnych, kiedy to można powiedzieć: „On taki nie jest, to jego choroba”), tylko tego, jaki ktoś naprawdę jest.

 

Kolejny powód dotyczy konkretnych zachowań i nastawienia do innych ludzi: agresji, nienawiści, egoizmu, egotyzmu, poniżenia lub wywyższenia, seksualizacji, uprzedmiotowienia. Ludzie z zaburzeniami tego typu są często źródłami konfliktów między partnerami, przyjaciółmi, sąsiadami, współpracownikami, czy między różnymi grupami. Niektórzy badacze uważają nawet, że to, co od zawsze uznawano za „zło”, to właśnie cechy wchodzące w skład opisanych w tym artykule zaburzeń. Taką teorię przedstawił np. prof. Simon Baron-Cohen w książce pt. „Teoria zła. O empatii i genezie okrucieństwa”.

 

Coraz więcej intelektualistów i naukowców zauważa również, że kolonizująca przestrzeń publiczną ideologia woke przyciąga jednostki z zaburzeniami wiązki B, szczególnie do szeregów aktywistów. Kto poznał osobiście ludzi wyznających tę ideologię, ten bez wahania się zgodzi. A badania opublikowane przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w 2021 roku potwierdziły, że sygnalizowanie cnoty i bycia ofiarą, typowe dla wokeizmu i aktywistów woke, charakteryzują osoby makiaweliczne i generalnie reprezentujące cechy mrocznej triady. Jeśli narcyz, psychopata, osoba borderline czy sadysta znajdzie sobie ofiarą, której może „bronić”, wówczas ma usprawiedliwienie do znęcania się nad realnym lub domniemanym oprawcą tej ofiary – podobnie jak ona sama, z lubością głosząca wszem i wobec, że nią jest i wykorzystująca tę pozycję. A jeśli ofiara chce się uniezależnić, uwolnić i pójść dalej przez życie, staje się celem jej wcześniejszych obrońców. I tak ta wiązka się kręci, czy to w rodzinie, w sąsiedztwie, w pracy, czy w aktywizmie i polityce.

 

Jeżeli podoba Ci się mój artykuł, jak i szerzej moja działalność pronaukowa, dziennikarska i analityczna, zachęcam do dołączenia do grona moich Patronów. Dzięki ich wsparciu mogę utrzymywać i rozwijać tego bloga.

 

 

Najnowsze wpisy

`

4 komentarze do “6 najmroczniejszych zaburzeń osobowości

  1. „Rozmaite ruchy tożsamościowe, bazujące na zaburzeniach psychicznych, wykorzystują właśnie takie emocje. Autostygmatyzują się, nadając temu zarazem wartość dodatnią – idą w skrajność przeciwną do tradycyjnej stygmatyzacji.”

    Opisany tutaj problem wydaje się być konsekwencją niemal całkowicie nieobecnej w dyskursie publicznym ciemnej strony psychiatryzacji i psychologizacji życia. Warto nadmienić, że tego problemu nie dostrzegli nawet „prowodyrzy” niedawnej dyskusji o „kulturze terapeutycznej” – argumentując, że stosowanie psychologicznych terminów przynosi korzyści w postaci zwiększenia „świadomości”. Owszem, część osób faktycznie skorzysta tego rodzaju wiedzy, ale trzeba pamiętać, że przyrost wiedzy może rodzić kolejne problemy – jeszcze bardziej komplikować i tym samym utrudniać rozwiązywanie problemów: (…)„postrzeganie rzeczywistości w kategoriach psychologicznych zamiast do poznania prowadzi do patologizacji codziennych zjawisk, odbioru siebie i innych w dychotomii zdrowia i choroby. Ekspansja intymności, czy wręcz jej tyrania, implikuje z kolei odwrażliwienie na Innego.” (Barbara Cyrek – „Wrażliwość wobec psychologizacji życia i kultury ekshibicjonizmu”).
    Z kolei psychiatryzacja, a dokładniej przeniesione do psychiatrii tzw. „podejście neokraepelinowskie”, czyli arbitralne wydzielenie konkretnych kategorii zaburzeń, wydaje się być powodem legitymizowania chociażby„tyranii intymności” – mnogość różnego rodzaju zaburzeń i chorób rodzi łatwość otrzymania diagnozy, a ta ma ogromną moc oddziaływania, przykładowo może prowadzić do identyfikacji z rolą ofiary (manipulacja statusem bycia ofiarą), czerpania wtórnych korzyści czy nawet może uruchomić mechanizm nadkompensacji przejawiający się pogardą dla osób inaczej („gorzej”) funkcjonujących.

  2. „Psychopaci często są też nadpobudliwi ruchowo już od dzieciństwa, a związek ADHD z psychopatią według wielu badań i różnych naukowców jest ewidentny.”

    W nawiązaniu do dyskusji na FB. ADHD jest diagnozą (przechodzącą po woli do historii), która jest kwintesencją panującego systemu gospodarczego. W kapitalizmie, którego psychologia (kultura terapeutyczna) i psychiatria są instytucjonalnymi „podpórkami” (Mark Fisher), to jednostka nakłaniana jest do tego, by „poszukiwała w sobie winy za zachorowanie oraz traktowała zaburzenia psychiczne jako zjawisko o biologicznej etiologii, którego leczenie w zasadzie powinno opierać się na farmakoterapii.” (Michał Nowakowski). Jest poniekąd nowoczesna forma religijnego podejścia metafizyczno-obwiniającego (choroba jako kara za grzechy). Stąd też wynika dość powszechne w kulturze terapeutycznej przekonywanie osób poszukujących pomocy, że tak naprawdę źródło ich problemów wynika z czynników wewnętrznych (atrybucja wewnętrzna).
    Jak to wszystko ma się do diagnozy ADHD? Takie rozpoznanie odciąża system, który w dużej mierze jest odpowiedzialny za powstawanie problemów. Jakoś tak się składa, że zachowanie dzieci z diagnozą ADHD jest w sporej części tożsame z zachowaniem dzieci wystawionych na „negatywne doświadczenia dziecięce” (adverse childhood experiences – ACE), ”którym określa się rozmaite formy złego traktowania i zaniedbywania dziecka przez rodziców lub opiekunów oraz inne dysfunkcje występujące w rodzinie w czasie dzieciństwa.”
    Jak wygląda zaniedbywanie dzieci w dobie kapitalizmu? – głownie brakiem poświęcania im czasu, ale i coraz częściej narażeniem na stres związany z rozstaniem rodziców – co u niektórych dzieci może być równie destruktywne jak przemoc psychiczna i fizyczna. Czy w takich okolicznosciach może rozwinąć się osobowość psychopatyczna? Tak. Ale o tym lepiej głośno nie mówić, lepiej zwalić winę na jednostkę i jej rzekomo wrodzone deficyty, jak w diagnozie ADHD

    „Jak zaznacza M. Teicher (2002), dzięki nowym technikom badawczym (m.in. technikom obrazowania) ujawniono, iz maltretowanie dziecka może wywoływać trwale uszkodzenia w budowie i funkcjonowaniu jego rozwijającego się mózgu. Zdaniem badacza, zachowania aspołeczne będące skutkiem traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa spowodowane są nadpobudliwością układu limbicznego, która z kolei wynika ze zmian w jego budowie, zachodzących pod wpływem doświadczeń maltretowania. Stres doznawany przez dzieci we wczesnym okresie życia w wyniku sytuacji przemocy domowej wywołuje w mózgu zmiany adaptacyjne, poprzez „kaskadę zmian hormonalnych”, które trwale kształtują mózg, co ma pomóc jego właścicielowi przetrwać w niebezpiecznym świecie. Do tych zmian należy umiejętność natychmiastowej reakcji walki lub ucieczki, duża czuj ność czy brak zbędnego wahania w agresywnym przeciwdziałaniu zagrożeniom. Człowiek z mózgiem zmienionym pod wpływem traumatycznych doznań w dzieciństwie wykazuje zachowania aspołeczne, lecz mają one dla niego znaczenie przystosowawcze (Teicher, 2002).” (Ewa Jarosz – „Negatywne doświadczenia dziecięce a zdrowie”)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *