zapaść demograficzna
Kategorie:

Zapaść demograficzna w Europie. Z czego wynika?

Zapaść demograficzna staje się jednym z najważniejszych wyzwań Europy. Szukając przyczyn spadku dzietności do niebezpiecznie niskiego poziomu, jaki występuje od dekad w Polsce i całej Unii Europejskiej, wychodzących poza te związane ze zmniejszeniem śmiertelności wśród dzieci oraz powszechnym dostępem do antykoncepcji, znalazłem kilka fundamentalnych wyjaśnień.

 

Jest to piąty artykuł z serii demograficznej.

Pierwszą część znajdziesz tutaj: „Czy Polskę i UE czeka kryzys demograficzny?

Drugą część znajdziesz tutaj: „Przeludnienie Ziemi to mit? I jak to się ma do klimatu?” 

Trzecią część znajdziesz tutaj: „Katastrofa demograficzna w Europie i jej skutki” 

Czwartą część znajdziesz tutaj: „Europejki chcą mieć 2-3 dzieci, ale nie mają” 

Szóstą część znajdziesz tutaj: „Czemu młodzi odkładają rodzicielstwo na potem?” 

Siódmą część znajdziesz tutaj: „Z czego wynika wypalenie rodzicielskie?” 

Ósmą część znajdziesz tutaj: „Czy Polska i UE potrzebują otworzyć się na imigrację?” 

Dziewiątą część znajdziesz tutaj: „Jak zwiększyć dzietność w Europie?

Dziesiątą część przeczytasz tutaj: „Czy dzieci dają szczęście?” 

 

zapaść demograficzna

 

 

Zapaść demograficzna a liczba kobiet

Pierwszym – najbardziej namacalnym, ale nie głównym – jest po prostu mniejsza liczba kobiet w wieku rozrodczym. Jak w „Tygodniku Powszechnym” zauważył Przemysław Wilczyński „w Polsce nie ma komu rodzić” [1]. Co to oznacza? „W ciągu ledwie kilku lat (od 2013 r.) ubyło więcej niż pół miliona kobiet z przedziału wiekowego 20-34 lata. A w ciągu lat kolejnych ubywać będą następne setki tysięcy” – wyjaśnił dziennikarz. I dodał: „Spójrzmy na tylko jeden z jaskrawych wycinków tego zjawiska: podczas gdy w 2013 r. żyło nad Wisłą niemal 1,5 miliona kobiet w wieku ­25-29 lat, w okolicach 2030 r. może ich być około 900 tysięcy”.

 

Stwierdzenie, że nie ma komu rodzić, choć nieco wyolbrzymione, słusznie oddaje część dzisiejszego problemu z rozrodczością. Tak pogłębia się europejska zapaść demograficzna. Zdaje sobie z tego sprawę również polskie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Jego wiceminister, Barbara Socha, mówiła w 2020 roku w radiu Wnet, że „żaden program nie spowoduje, że 10 kobiet urodzi więcej dzieci niż 100 kobiet. To nie jest kwestia porażki programu [500+]. To jest kwestia, do jakiego momentu doszliśmy w strukturze demograficznej Polski” [2]. Rzecz tkwi więc przynajmniej po części w tym, że jest za mało kobiet w wieku rozrodczym. By było ich więcej, konieczne jest zwiększenie dzietności, czego efekty i tak zobaczymy dopiero po dwóch, trzech dekadach.

 

Niewielki procent matek z trójką lub czwórką dzieci nie zasypie demograficznej dziury. Nie w sytuacji, gdy znaczna część pozostałych kobiet ostaje z jednym zaledwie potomkiem. Przydałoby im się wsparcie i demograficzna solidarność. Jak jednak wynika z przytoczonych wcześniej badań, matki jedynaków w przeważającej mierze chciałyby urodzić kolejne dzieci. Dlaczego więc tego nie robią? Co sprawiło, że to dzietnościowe zaniechanie, będące też przyczyną malejącej liczby kobiet w wieku rozrodczym, jak również partnerów potrzebnych im do zakładania rodzin, upowszechniło się tak szeroko w społeczeństwie? Z czego wynika ta zapaść demograficzna?

 

Przyczyny niskiej dzietności i zapaść demograficzna

„W 2011 roku Polki w Wielkiej Brytanii miały współczynnik dzietności na poziomie 2,13 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. W tym samym roku ten współczynnik dla Brytyjek w Wielkiej Brytanii wynosił 1,84 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. A w Polsce współczynnik ten kształtuje się na poziomie 1,3-1,4 przez ostatnie 20-30 lat, od czasu zmiany ustrojowej” – mówi mi Barbara Janta, badaczka z University of Warwick, która przeprowadziła szereg analiz socjologicznych w ramach swojego doktoratu i pracy naukowej dla Komisji Europejskiej oraz brytyjskiego rządu. Pytam ją, dlaczego Polki w Wielkiej Brytanii rodzą znacznie więcej dzieci niż Polki w Polsce oraz trochę, ale wciąż wyraźnie więcej, niż Brytyjki w Wielkiej Brytanii [3].

 

– Zastanawiało mnie, jakie czynniki wpływają na podejmowanie decyzji o rodzicielstwie na emigracji. Analizując dane statystyczne wiedziałam, że przed wejściem Polski do Unii Europejskiej około 70% dzieci urodzonych przez Polki w Wielkiej Brytanii, miało ojca nie będącego Polakiem. Jednak w momencie, kiedy nastąpiła masowa migracja poakcesyjna, te proporcje bardzo się zmieniły i około ¾ dzieci Polek w Wielkiej Brytanii urodzonych od 2007-2008 roku ma ojca Polaka. Znaczna część tych dzieci mogłaby więc urodzić się też w Polsce – stwierdza badaczka. A jednak tak się nie stało. Dzieci te zostały urodzone dopiero po przybyciu Polek i Polaków do Wielkiej Brytanii.

 

Źródła informacji

Jak mówi mi Barbara Janta, w swoim badaniu wykorzystała dane uzyskane z urzędów statystycznych w Wielkiej Brytanii. Przeprowadziła też swoje badania. „Informacje do badań pozyskałam z urzędów statystycznych w Wielkiej Brytanii. Pokazują one między innymi kraj urodzenia ojca i matki dziecka, wiek matki, rok urodzenia dziecka, ale także czy jest ono ze związku małżeńskiego czy pozamałżeńskiego. Z tego źródła miałam twarde dane od 2003 do 2018 roku, czyli do czasu, gdy kończyłam moją analizę”.

 

„Musiałam mieć też własne dane, by wyłapać pewne niuanse. Przeprowadziłam ankietę internetową o dużym zasięgu, w której udział wzięło ponad 1100 osób. Była ona przeprowadzona w 2013 i 2014 roku. Dane te mogą wydawać się historyczne, ale w demografii trendy nie zmieniają się z dnia na dzień. Trzeba czasem 10-20 lat, aby zobaczyć efekty po wprowadzeniu jakiejś zmiany w polityce rodzinnej, np. polityce żłobkowo-przedszkolnej czy po wprowadzeniu zasiłku na dzieci” – wyjaśnia. I dodaje: „W ankiecie zadałam wiele pytań o rodzicielstwo, związki z rodziną, doświadczenia na rynku pracy w Polsce i w Wielkiej Brytanii. O to, co respondenci brali pod uwagę w kontekście podejmowania decyzji o założeniu rodziny”.

 

Umowy śmieciowe wymuszają niską dzietność?

– Pytała Pani badanych o to, ile chcieliby mieć dzieci w porównaniu z tym, ile mają? – pytam zaciekawiony. „Tak, to było jedno z zagadnień. Polki deklarowały, i z polskich danych zebranych przez urząd statystyczny w Polsce też wynika, że chcą mieć sporo dzieci. Ogólnie ponad dwoje na kobietę. Ale gdy skonfrontować to z danymi, ile w rzeczywistości mają dzieci, to dane wyraźnie pokazują, że mniej niż chciałyby” – odpowiada Barbara Janta, zwracając uwagę na lukę dzietnościową, która wyraźnie ujawniła się także w jej badaniach.

 

zatrudnienie śmieciowe UE

 

– Pytałam też badanych o przyczyny, dlaczego nie byli w stanie zrealizować swoich aspiracji i planów rodzicielskich w Polsce. Wówczas respondenci wymieniali litanie powodów. Dużo osób zwracało uwagę na trudną sytuację na rynku pracy i niepewność zatrudnienia. Wielu przed wyjazdem z Polski miało niestabilną pracę czy wręcz było bezrobotnych, a Ci, którzy ją mieli, często skarżyli się, że była niesatysfakcjonująca pod względem wysokości wynagrodzenia, rodzaju umowy oraz możliwości rozwoju kariery. Na przykład, dla polskiego rynku pracy specyficzne są umowy na czas określony, często zawierane kilkukrotnie, oraz umowy cywilno-prawne, tzw. śmieciowe, a nie stałe umowy o pracę, a to bardzo nie sprzyja planowaniu długofalowemu. Kiedy człowiek podejmuje decyzje rodzicielskie, to robi to myśląc nie o następnym roku czy dwóch, ale o dłuższej perspektywie czasowej – podkreśla ekspertka, wyłuszczając pierwszy z kluczowych powodów rezygnacji z posiadania dzieci w Polsce.

 

Elastyczność i pewność zatrudnienia

Czyli zapaść demograficzna to także efekt spychania na umowy śmieciowe i niepewność długotrwałego zatrudnienia. „Oprócz tego rynek pracy w Wielkiej Brytanii, jest bardzo elastyczny w kwestii możliwości pracy na niepełny etat. Jest dużo prac w niepełnym wymiarze godzin albo w których można indywidualnie ustalić sobie plan, na przykład godzinę rozpoczęcia i zakończenia pracy. Praca na niepełny etat ma też swoje wady, ale jeśli jest zawierana w oparciu o stałą umowę o pracę na okres nieokreślony to na pewno pomaga w jednoczesnym realizowaniu się zawodowo i byciu z dziećmi” – uzupełnia.

 

W przerwie od redagowania wywiadu z Barbarą Jantą czytałem książkę „Zapaść. Reportaże z mniejszych miast” [4]. Jakże trafne i zgodne z tym, co wynikło z badań ekspertki, były słowa jednego z cytowanych rozmówców autora reportażu: „Będąc na Wyspach, tęskniłem za Polską i miejscem, gdzie się urodziłem. Czułem, że powinienem wrócić, bo tam zostawiłem korzenie. Kiedy tu jestem, marzę z kolei o tamtej stabilności”.

 

Mało dzieci przez brak opieki? Żłobki i przedszkola a zapaść demograficzna

Jakie inne czynniki odgrywają rolę w dzietności Polek w Wielkiej Brytanii? – Z moich badań wynika także różne podejście do opieki nad dziećmi i to, w jaki sposób system jest zorganizowany w Wielkiej Brytanii i w Polsce. W Wielkiej Brytanii od około 20 lat dzieci mają darmową opiekę od 3 roku życia. Najpierw w wymiarze 15, a potem 30 godzin tygodniowo, jeśli oboje rodziców pracuje minimum 16 godzin tygodniowo każdy. Czyli jest stabilna i pewna opieka w stałych godzinach.

 

Pytam, co z żłobkami. „Chociaż wcześniejsza opieka jest w Wielkiej Brytanii bardzo droga w porównaniu do żłobków w Polsce, bo kosztuje około 1500 funtów miesięcznie na jedno dziecko, to jeśli ktoś ma niskie zarobki, może otrzymać dofinansowanie pokrywające koszty żłobka nawet do 70% i te dogodności także podkreślali badani przeze mnie rodzice” – odpowiada Barbara Janta. „Potem, w wieku 4 lat, dzieci rozpoczynają naukę w szkole. Większość szkół podstawowych organizuje lekcje od około 9 do 15:30. Czy to poniedziałek czy środa, czy w styczniu czy w lipcu – w Anglii rok szkolny kończy się zazwyczaj w połowie lipca, a wakacje letnie trwają 6 tygodni – dzieci są w szkole w tych stałych godzinach, a to zapewnia przewidywalność. Można zaplanować godziny pracy i to też był ważny czynnik, który podkreślali respondenci w moich badaniach”.

 

opieka nad dziećmi kryzys demograficzny

 

Wymiana opieki nad dziećmi

– Oprócz tego Polacy w Wielkiej Brytanii wymieniają się opieką nad dziećmi. Miałam wśród badanych sporo rodzin, które udzieliły w ankiecie i w czasie wywiadów informacji, że nie korzystają ze żłobków, przedszkoli czy opiekunek, bo możliwa była wymiana opieki nad dziećmi pomiędzy zaprzyjaźnionymi rodzinami. Często raportowano mi też, że opieką wymieniają się rodzice. Przykładowo, że jeden rodzic pracuje przed południem, a drugi po południu, i o każdej porze jest komu zostać z dzieckiem – mówi badaczka.

 

– W ogóle polscy mężczyźni w Wielkiej Brytanii bardziej angażują się w obowiązki domowe. I to nie tylko na zasadzie, że tylko pomagają, ale że są zaangażowani w pełnym wymiarze w obowiązki opiekuńcze. Często respondentki mówiły, że mąż zajmie się dziećmi, więc one mogą wyskoczyć do dodatkowej pracy na 2-3 godziny, a wieczorem, jak wrócą, to mąż położy dzieci i mamy 2 godzinki dla siebie – w czasie, gdy padają te słowa, z głębi domu badaczki słychać odgłosy męża i dzieci wyprawianych przez niego do szkoły, bo rozmowę odbywamy wcześnie rano, przez komunikator wideo.

 

Firmowi pracodawcy nie wypełniają swoich obowiązków

Tymczasem w Polsce od wczesnych lat 90-tych i transformacji kapitalistycznej wiele pracodawców i zakładów pracy przestało wypełniać funkcje opiekuńczo-socjalne. Przyzakładowe przedszkola zniknęły, często razem z samymi zakładami pracy. Sprywatyzowana w dużej mierze opieka przedszkolna nie była powszechnie dostępna. Do tego kosztowała, na co wielu ludzi w postkomunistycznej rzeczywistości nie było siłą rzeczy stać. O ile państwowi pracodawcy zaczęli w ostatnich latach wracać do tych prorodzinnych praktyk – na przykład uczelnie coraz poważniej podchodzą do organizacji przedszkoli uniwersyteckich, dostępnych również dla dzieci studentów czy doktorantów – to prywatne firmy tylko z rzadka decydują się na takie prospołeczne ruchy. A bez nich zapaść demograficzna będzie się powiększać.

 

Modne obecnie benefity pracownicze oferowane przez korporacje, takie jak abonament do obiektów sportowych i pakiety medyczne do prywatnych przychodni, znaczą niedużo w porównaniu do realnego wsparcia w funkcjach opiekuńczych, które jeszcze kilka dekad temu w bardzo wielu zakładach i firmach było oczywistością. Istotę problemu dostrzega także Barbara Janta. „Po transformacji nie było silnych instytucji opiekuńczych, cały system opieki i rynku pracy się załamał, a to są kluczowe czynniki dla osób, które podejmują decyzje o założeniu rodziny. Ale wśród przyczyn niskiej dzietności w Polsce nie należy wymieniać tylko transformacji ustrojowej i powiązanych z nią zmian. A to dlatego, że niska dzietność jest też w wielu innych krajach europejskich, m. in. w Grecji, Włoszech czy Hiszpanii, czyli w krajach, w których system opieki opiera się na rodzinie, a nie jest zapewniany instytucjonalnie”.

 

Kryzys demograficzny mieszkaniowy

 

Warunki pracy a zapaść demograficzna

Badaczka, wracając do kwestii zarobkowych, zwraca również uwagę na warunki pracy. „Jedna z badanych Polek opowiedziała mi, że mąż w Polsce jeździł na tirach i nie było go przez 2-3 tygodnie. Tutaj też pracuje na tirach i co drugi dzień jest w domu, co bardzo go cieszy. Dają sobie radę finansowo, mają trójkę dzieci i są szczęśliwi. Ogólnie rodziny Polaków w Wielkiej Brytanii mające jedno dziecko często zauważały, że po prostu dawały sobie radę finansowo i logistycznie i dlatego często decydowały się na kolejne dzieci”.

 

W kontekście adresowania wyzwań związanych z niską dzietnością ma to ogromne znaczenie, bo jedynakami kryzysu demograficznego nie zażegnamy. „Ważną kwestią jest to, ile kobiet decyduje się na drugie dziecko. W Polsce jeszcze do niedawna bezdzietność wśród kobiet była stosunkowo rzadkim zjawiskiem, a niska dzietność w większości wynika z faktu, że rodziny decydują się tylko na jedno dziecko. Jednak w polityce demograficznej ważne jest nie tylko zachęcanie do posiadania pierwszego dziecka, ale też do kolejnych”.

 

Kraje postsowieckie i północne a Południe Europy

Do bardzo złej sytuacji demograficznej w Europie, do rezygnacji z posiadania drugiego czy trzeciego dziecka – a w wielu przypadkach nawet pierwszego lub odkładanie decyzji o nim na potem – przyczynił się także kryzys finansowy z 2008 roku, ciągnący się przez kolejne lata, a na Południu Europy – we Włoszech, w Grecji czy w Hiszpanii – trwający do dzisiaj. W czasach, kiedy „stabilne zatrudnienie stało się warunkiem rodzenia dzieci” – jak zauważają hiszpańscy badacze [5] – wysokie bezrobocie oraz niestabilność co do swojego zatrudnienia, a w konsekwencji również często miejsca zamieszkania, są jednymi z głównych przeszkód na drodze do zakładania rodziny i rodzenia dzieci.

 

Kraje Południa przez swoją sytuację ekonomiczną nie są również w stanie finansować usług socjalnych. Nie na takim poziomie, na jakim robi to będąca we względnie nie najgorszej kondycji demograficznej Szwecja. „Inwestycje w usługi [opiekuńcze] i finansowanie [socjalne] różnią się w zależności od kraju, stanowiąc około 1,5% całkowitego PKB w 2015 roku w krajach Europy Południowej i ponad dwukrotnie więcej w krajach Europy Północnej” – napisał niedawno [6] Gilles Pison, antropolog i demograf z Muséum National d’Histoire Naturelle (Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu) i Institut national d’études démographiques (francuski Narodowy Instytut Badań Demograficznych).

 

Artykuł jest częścią serii demograficznej, pierwszą (i nie ostatnią) poruszającą temat przyczyn kryzysu demograficznego w Europie. Napisałem go przy wsparciu Patronów z Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty dla „To tylko teorii”. Dzięki temu blog może funkcjonować i się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym patronatem.

 

 

Źródła

[1] Przemysław Wilczyński. „Demografia bez boomu”. Tygodnik Powszechny (2021).

[2] Magdalena Uchaniuk. „Mamy za sobą 30. lat zimy demograficznej. Dzisiejszy stan demograficzny to pokłosie transformacji i braku działań”. Radio Wnet (2020).

[3] Barbara Janta. „Childbearing of Polish migrants in the UK”. BSPS Conference (2014).

[4] Marek Szymaniak. „Zapaść. Reportaże z mniejszych miast”. Wydawnictwo Czarne (2021).

[5] Bruno Arpino et al. „The Fertility Gap in Europe: Singularities of the Spanish Case”. Fundación La Caixa (2013).

[6] Gilles Pison. „Why do people have more children in the north of Europe than in the south?”. The Conversation (2021).

 

 

bioksiążka

 

Najnowsze wpisy

`

Liczba komentarzy: 10 na temat “Zapaść demograficzna w Europie. Z czego wynika?

      1. Wyzsza o 15% co jest niestety dosc marginalne przy niskich wartosciach. Nie jest to roznica miedzy 2,1 a 1,4 i wyjasnia dodatkowo roznice w dzietnosci miedzy rodowitymi brytyjkami co tez tutaj widze. Nadprezentacja pewnych grup wiekowych w emigracji przy porownaniu do miejscowej w UK czy pozostalej w Polsce zaburza porownanie.

  1. ale gupoty piszesz, baby nie chcą mieć dzieci bo by musiały dać coś od siebie a świat je nauczył że maja tylko brać bo im się należy za płeć, miałby dzieci gdyby je faceci rodzili i wychowywali

  2. A czy na dzietność nie wpływają też warunki życia, coraz mniej zieleni w miastach i przestrzeni dla rodzin, małych dzieci? W Gdańsku na całe śródmieście są 3 place zabaw…

  3. A moim zdaniem przyczyną zmniejszenia dzietności jest przede wszystkim dobrobyt. Dzieci nie są inwestycją (jak to było nawet 40 lat temu), a problemem i kosztem. Małżeństwo i rodzina nie jest sposobem na poprawę swojego statusu społecznego i materialnego, a kaprysem – wolną decyzją wolnych ludzi, którzy chcą być razem tylko dlatego, że chcą być razem.
    Przy naszej ludzkiej naturze postanowienia, które nie są w żaden sposób wymuszone (czy to sytuacją ekonomiczną czy społeczną) nie są trwałe.

    Zadajmy sobie takie pytania:
    Po co mam brać ślub skoro mogę mieszkać z kobietą bez papierka? Po co mam ograniczać swoją wolność i młodość rodząc dziecko? Dlaczego mam całe życie spędzić z kobietą, która mi się znudziła?

    Zapaść demograficzna wzięła się z całkowitego przewartościowania życia przez młode pokolenia. Państwo opiekuńcze zapewnia nam bezpieczeństwo na starość i wypadek choroby, dzieci są problemem, a związek zapewnia coraz mniejsze bezpieczeństwo.

  4. Dostaliśmy analizę, dlaczego Polki w UK rodzą 2.13 dziecka vs 1.4 w Polsce, ale nie tego spodziewałem się po tytule.

    Co do przedstawionych argumentów, to analiza jest bardziej niż powierzchowna. Np. w Polsce od kilku lat mamy najniższą stopę bezrobocia w historii, a kryzys 2008 dotknął nas bardzo słabo w porównaniu z krajami Zachodu. Mamy też bezprecedensowy wzrost benefitów socjalnych (np. 500+).
    Gdzie odbicie tych faktów na statystykach dzietności w Polsce?

    Pisanie o umowach śmieciowych w kontekście luki dzietnościowej, również brzmi niezbyt przekonująco. Po pierwsze: gdzie jest wykres korelacji między liczbą takich umów a dzietnością w Polsce lub Europie za ostatnie 30 lat? Po drugie: Polska przoduje w Europie jeśli chodzi o liczbę śmieciówek, a jednocześnie z poprzedniej części cyklu wynikało, że luka dzietnościowa w Polsce jest, na tle Europy, bardzo mała.

    Mam nadzieję, że w szóstej części przeczytamy rzetelną analizę, dlaczego dzietność w praktycznie wszystkich krajach europejskich spada przez ostatnie 100 lat (z pominięciem niewielkich, lokalnych wzrostów w ostatnich dekadach dzięki imigrantom)?

    A może taka analiza byłaby wprawdzie naukowa, ale zbyt „niepoprawna politycznie”?
    Może lepiej pisać, że jednym z „fundamentalnych wyjaśnień” spadku dzietności jest brak angażowania się mężczyzn w prace domowe? Bo przecież powszechnie wiadomo, że 30, 50 czy 100 lat temu, gdy dzietność była znacznie wyższa, mężczyźni w Polsce i Europie angażowali się w wychowanie dzieci i prace domowe znacznie bardziej niż dziś? 😛

    1. Seria demograficzna jest kontynuacją. O przyczynach niskiej dzietności pisałem już w poprzednich częściach. Ta dotyka powodów materialno-„technicznych”, a będą jeszcze kolejne, w tym o kulturowości i obyczajowości.

  5. A w tym samym czasie w drugiej zakładce wywiad z prowadzącą oddział młodzieżowy panią psychiatrą, która mówi o „produkowaniu dzieci” i braku zainteresowania oraz więzi ze strony rodziców, wobec których to zachowań wiele ich działań terapeutycznych nic nie da. Bo dziecko trzeba mieć, a potem to tylko wystarczy żeby w lodówce nie było pusto, nie? Niepotrzebni nam kolejni nieszczęśliwi ludzie, którzy swoje życie postrzegają tak źle, że chcą je tylko skończyć. Oni się na ten świat do obojętnych zimnych rodziców nie pchali, a są na nim tylko dlatego że trzeba mieć dzieci.

  6. Zastanawia mnie fakt, dlaczego w serii artykułów o demografii jest tak mało treści o niepłodności. W samej Polsce szacuje się, że 1-1,5 mln par (czyli 2-3 miliony obywateli) w wieku reprodukcyjnym jest niepłodnych. Zlikwidowano program refundujący in vitro w latach 2013-2016, z którego urodziło się w tamtych latach 22 tysiące dzieci i rodzą się nadal, bo mają zamrożone zarodki. Po 2016 PiS zafundował astronomicznie drogi program naprotechnologii, z którego urodziło się 300 (!) dzieci. Pomoc w poprawie płodności jest zerowa. Ludzie chcą mieć dzieci, ale nie mogą, nie stać ich na leczenie niepłodności. Razem z mężem w przeciągu jednego roku starań wydaliśmy 30 tysięcy złotych i nadal nie mamy dziecka, a tak bardzo tego pragniemy. Proszę o artykuł o niepłodności, bo nikt nie widzi tego problemu, a kliniki pękają w szwach!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *