Kategorie:

Czy sądy mogą rozstrzygać naukowe spory? Glifosat i szczepienia na salach sądowych

Media społecznościowe
zalała jakiś czas temu wieść o tym, że Monsanto musi
zapłacić 289 milionów dolarów cierpiącemu na nowotwór ogrodnikowi, który
zachorował na chłoniaka niezarniczego przez – zdaniem ławy przysięgłych – obecny
w preparacie producenta glifosat. Wyrok pochodzi z sądu w Kalifornii.

studenci
fot. Jason  Morrison, za FreeImages 

Glifosat jako związek rakotwórczy?

Wykazano w wielu niezależnych, szczegółowych i dokładnych
badaniach, że glifosat jest środkiem bezpiecznym dla ludzkiego zdrowia.
Opublikowana niedawno, bo pod koniec 2017 roku analiza obejmująca aż blisko 55
tysięcy osób pokazała,
że brak jest zależności między narażeniem na glifosat, a występowaniem
nowotworów. Mimo mnóstwa badań, na które wydano ogromne pieniądze, nieznaleziono dowodu na to, by glifosat wywoływał choroby nowotworowe. Co
więcej, poziom toksyczności glifosatu jestniższy, niż poziom toksyczności kofeiny, witaminy D, ibuprofenu, aspiryny,
tiaminy (witaminy B1) czy związków chemicznych zawartych w occie
jabłkowym. Jak zatem mogło dojść do takiego wyroku sądowego?
Dewayne Johnson, bo tak nazywa
się nieszczęsny ogrodnik, może cieszyć się triumfem sądowym, a wraz z nim całe
rzesze aktywistów działających na rzecz zakazania stosowania glifosatu. Problem
z tym orzeczeniem jest jednak fundamentalny. Został wydany na skutek głosowania
ławy przysięgłych. W jej skład nie wchodzili żadni naukowcy zajmujący się
omawianym zagadnieniem. Było to po prostu głosowanie osób, zapewne silnie
poruszonych chorobą pozywającego, nie mających jednak nic wspólnego z tematem,
który oceniali. Nie byli w stanie odnieść się do niego merytorycznie. Z punktu widzenia sądów w Unii Europejskiej takie rozstrzyganie spraw to patologia (choć te też mają swoje wpadki i kompromitacje, jak było to w przypadku powiązania przez włoski sąd szczepionki MMR z autyzmem, jednak zwykle na dużo niższym poziomie i w mniejszej skali), ale w USA, uogólniając i upraszczając, funkcjonuje taki właśnie system.

sąd glifosat
Dewayne Johnson podczas rozprawy, Reuters

To jest jednak zaledwie część
problemu. Glifosat od dekad jest atakowany przez motywowanych „ideologią
naturalności”. Działacze organizacji zajmujących się „ochroną środowiska” od
lat szukali sposobu na zakazanie stosowania glifosatu. Nie dlatego, że jest on
toksyczny i szkodliwy – bo jak wykazałem wyżej, nie jest. Niewygodne dla
zielonych działaczy były dwa powiązane ze sobą fakty, które sprawiły że jednym
z ich głównych wrogów stał się glifosat.
Pierwszy jest taki, że glifosat
jako środek ochrony roślin (herbicyd) wyprodukowała firma Monsanto. Gdyby zrobił to jakikolwiek inny producent, zapewne nikomu by to nie przeszkadzało. Jednak
Monsanto znane było w mediach i świadomości społecznej przede wszystkim z
komercyjnego tworzenia roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO).
W tym roślin GMO, które są odporne na glifosat (jako pierwszą zmodyfikowano
soję – wszczepiono w jej genom gen odporności na glifosat, który naturalnie
wyewoluował u bakterii). Tego zieloni aktywiści tolerować nie mogli (zwłaszcza
dlatego, że wielu z nich, będąc na wyższych stanowiskach w organizacjach
„ekologicznych”, ma interes we wspieraniu koncernów żywności
organicznej/ekologicznej, które zwalczają rolnictwo oparte na dowodach) w
związku z czym musieli wypowiedzieć wojnę glifosatowi. 
Wojna ta wypowiedziana była przez
wiele zaangażowanych stron z ciężkim sercem i brakiem pewności co do właściwości
takiego działania. Przyczyną wątpliwości było to, że glifosat znacznie ogranicza
straty w uprawach, dzięki czemu plony są obfitsze i jakościowo lepsze. Oznacza
to, że dzięki stosowaniu glifosatu występuje mniejsze zapotrzebowanie na tereny
uprawne, co pozwala zachować wiele miejsc (np. lasów) w stanie nienaruszonym, a
tym samym dbać o bioróżnorodność naszej planety. Dodatkowo, dzięki bardzo
niskiej toksyczności glifosatu, szkody z jego stosowania są znikome. Trudno
przeoczyć tak oczywiste korzyści: ochrona przyrody i środowiska, lepsza jakość
i ilość plonów, skuteczniejsza walka z głodem na Ziemi, większy dochód dla
rolników. Niestety, niechęć do GMO przeważyła i glifosat, jako produkt firmy
Monsanto, stał się celem ataków ze strony aktywistów.

glifosat
Roundup – środek ochrony roślin z glifosatem, Mike Mozart

Proces sądowy i raport IARC na temat glifosatu

Wracając do orzeczenia
kalifornijskiego sądu – sprawę wszczęto posiłkując się raportem Międzynarodowej
Agencji Badań nad Rakiem (IARC) poświęconym glifosatowi. Był on ważnym dowodem
w sprawie, a nie powinien. Dlaczego? Powody można podzielić na merytoryczne
oraz te związane z konfliktem interesów i etyczne.
Zacznijmy od powodów merytorycznych.
W raporcie IARC popełniono cherry-picking, czyli wybrano wyniki badań pasujące
pod tezę, często motywowaną ideologicznie (cherry-picking może być też błędem
poznawczym
). Co dokładnie zrobiono? Odrzucono duże analizy potwierdzające,
że glifosat nie ma związku z występowaniem nowotworów, w tym chłoniaków. Nie
wzięto również pod uwagę faktu, że większe ryzyko chłoniaków u rolników jest
najprawdopodobniej efektem wdychania spalin z maszyn rolniczych oraz pyłów. Część
publikacji, jakie IARC uwzględniła, opierała się o badania które nie były nawet
istotne statystycznie. W zakresie eksperymentów na zwierzętach, jakie
zdecydowano się wziąć pod uwagę w raporcie, wybrano te z bardzo małą próbą, np.
zaledwie 20 osobników, do tego wyłącznie samców, co jeszcze bardziej zmniejsza
możliwości ekstrapolacji (czyli przełożenia wyników) na organizm człowieka. Nie
przeprowadzono też badań histopatologicznych, a to całkowicie podważa
wiarygodność stawianych diagnoz.
W związku z rażącymi błędami
metodologicznymi wybranych do raportu badań i selekcjonowaniem ich tak, by
wspierały postawioną i motywowaną ideologicznie tezę (o tym, dlaczego
ideologicznie, za chwilę), raport IARC jest kompletnie nieprzydatny. Wskazały to pośrednio lub bezpośrednio różne ciała
naukowe, w tym najbardziej rzetelne i kompetentne: Europejski Urząd ds.
Bezpieczeństwa Żywności – EFSA (Unia Europejska), Europejska Agencja
Chemikaliów – ECHA (Unia Europejska), Agencja Ochrony Środowiska – EPA (Stany
Zjednoczone Ameryki), Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i
Rolnictwa – FAO (międzynarodowa).
Przeczytaj także: Mity na temat raka
Drugi powód, dla którego
stwierdziłem, że raport IARC jest bezużyteczny i nie powinien być wcale brany
pod uwagę przez jakikolwiek sąd jest taki, że niektórzy jego autorzy i osoby z
IARC są aktywistami działającymi na rzecz zakazania stosowania glifosatu. Głównej autorce ewaluacji IARC, Kathryn Guyton, zarzucano zapowiadanie, że przeprowadzi badania, które z góry udowodnią rakotwórcze działanie
glifosatu. Nie ma lepszego dowodu na to, że raport IARC był motywowany
ideologicznie oraz politycznie i pisany pod tezę. Istnieją za to fakty
pokazujące, że w grę wchodziły jeszcze duże pieniądze dla niektórych osób związanych
z IARC. 

Christopher Portier i 160 tys. USD za poparcie 

Christopher Portier – człowiek
ten zostanie zapamiętany tak, jak wszyscy dziś kojarzą Andrewa Wakefielda czy Gillesa-Erica
Séraliniego. Oboje brali pieniądze od różnych grup interesów – firm,
organizacji pozarządowych itp. – w zamian za przeprowadzanie badań pod tezę z
elementami fałszerstwa (pierwszy by wykazać, że szczepionki powodują autyzm, a
drugi że kukurydza GMO wywołuje nowotwory). Co takiego zrobił Christopher
Portier?
Naukowiec ten był szczególnym,
zewnętrznym doradcą IARC przy sporządzaniu raportu na temat glifosatu. To
właśnie Christopher Portier zalecił IARC, by raport ten został utrzymany i
wydany. Pomimo opisanych wyżej, poważnych wątpliwości co do jego rzetelności. Warto
rozpatrywać ten fakt w świetle kilku innych. Po pierwsze, Portier nie miał
doświadczenia naukowego z glifosatem – nie był zatem żadnym ekspertem w tej
dziedzinie. Miał za to bardzo dobre stosunki ze wspomnianą Kathryn Guyton z
IARC i wiele wskazuje na to, że do pełnienia roli zewnętrznego specjalisty
wybrano go „po znajomości”, a nie na podstawie kompetencji. Dodatkowym tego
potwierdzeniem niech będzie fakt, że IARC jest niedużą agendą WHO we Francji (w
Lyonie), która w znacznym stopniu obsadzona jest naukowcami-ekoaktywistami
uprzedzonymi ideologicznie do pestycydów. Co więcej, sam Christopher Portier
związany jest z Environmental Defence Fund, która za cel stawia sobie zwalczanie
stosowania pestycydów.
Christopher Portier glifosat
Christopher Portier w Europarlamencie

Wreszcie, Christopher Portier
otrzymał co najmniej 160 tysięcy dolarów amerykańskich od firm prawniczych
zajmujących się pozywaniem Monsanto o gigantyczne odszkodowania, takie jak w
przypadku ogrodnika z USA. Dzięki ujawnionej dokumentacji i zeznaniom w
Parlamencie Europejskim, po ciągnącym się konflikcie w którym Portier starał
się podważać stanowisko Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA)
na temat glifosatu, udało się wywabić prawdę na jaw. Dlaczego użyłem słowa „wywabić”?
Otóż wcześniej, zanim Christopher Portier został przyciśnięty do muru
niezaprzeczalnymi dowodami, oświadczał że za obejmujące kontrakt działania nie
otrzymywał żadnych pieniędzy.
  
Sytuację tę opisywał i informował o niej profesor David Zaruk z Uniwersytetu Saint-Louis w
Belgii, za co został wyrzucony z uczelni pod naciskiem naukowców sympatyzujących z ruchem
antypestycydowym, ruchem antyGMO i osobami powiązanymi z opisaną wyżej sprawą. Kulisy skandalu zwolnienia prof. Davida Zaruka
opisałem w osobnym artykule.
glifosat
Le Monde

Kończąc, chciałbym jeszcze dodać
kilka ważnych zdań. Przede wszystkim choroba Dewayne’a Johnsona, tak jak i
cierpienie wszystkich innych ludzi, jest sprawą przykrą i wartą pochylenia się
w kontekście osobistym i emocjonalnym, naukowym, medycznym i społecznym. Nie można jednak sytuacji takich
wykorzystywać propagandowo przeciwko nauce czy rolnictwu ani też do celów
zarobkowych. Niestety, obecnie bardzo popularne jest procesowanie się przez
wyspecjalizowane firmy prawnicze z koncernami, o ogromne pieniądze, opierając
się o dowody anegdotyczne, wyrwane z kontekstu czy dowody wysnute z
niepoprawnych metodologicznie badań lub zeznania niekompetentnych ekspertów. Co
ważne, często dotyczy to tematów ideologicznie poruszanych przez różnego
rodzaju aktywistów – to samo zaobserwować można w temacie szczepień i skarg
antyszczepionkowców (przykład z Włoch). W tym konkretnym przypadku (glifosatu) wątpliwości budzi jeszcze jedno. Chociaż to Monsanto jako pierwsze wyprodukowało ten herbicyd, to wiele lat temu patent wygasł i wydają go na rynek setki firm na całym świecie. W związku z tym skupianie się na oskarżaniu Monsanto to kolejny dowód ideologicznego zacietrzewienia, a nie chęci uczciwego zgłębienia tematu.
Uprzedzę krytykę o bycie
sponsorowanym ogromnymi pieniędzmi przez wielkie, międzynarodowe koncerny chemiczne i rolnicze – nigdy, za żaden artykuł nie otrzymałem dużych pieniędzy, a za
napisanie tego tekstu nie dostałem żadnego wynagrodzenia (chyba, że macie na myśli zasponsorowanie mi ekskluzywnych wakacji na Marsie). Motywowała mnie
chęć przedstawienia sprawy uczciwie i z merytorycznego, naukowego punktu
widzenia z zachowaniem kontekstu etycznego, społecznego oraz
publikacji badań.
Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób możecie ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu z Was staje się realnym, finansowym patronatem bloga.

 

Najnowsze wpisy

`

57 myśli w temacie “Czy sądy mogą rozstrzygać naukowe spory? Glifosat i szczepienia na salach sądowych

    1. Jak można zamieszczać komentarze tak bardzo pozbawione sensu? Jak masz jakieś uwagi, to napisz o co Ci chodzi. A jak nie, to po co się odzywać?

  1. Skoro glifosat jest nieszkodliwy, dlaczego trzeba na niego uodparniać rośliny modyfikując je genetycznie?
    Czy propagowanie czegoś tak chorego może być uznawane za normalność?
    Czy walka o to co jest w zgodzie z naturą, czyli rolnictwo ekologiczne jest propagandą?
    Autorowi tekstu mocno się tu wszystko pomieszało.

    1. Glifosat jest szkodliwy dla roślin, bo blokuje jeden ze szlaków metabolicznych odpowiedzialnych za powstawanie aminokwasów. Szlaku tego nie posiadają w metabolizmie zwierzęta, stąd środek ten nie jest dla nich tak silnie toksyczny.

    2. Przecież na takiej samej zasadzie działają antybiotyki – blokują szlaki metaboliczne niezbędne dla przeżycia bakterii, które jednocześnie nie występują u ludzi. Stąd dla człowieka są mało albo wręcz nietoksyczne i jednocześnie zabójcze dla bakterii.
      Takie pytania dowodzą jak bardzo mało wiesz o biologii i biochemii. Doucz się i myśl głową a nie ideologią.

    3. Z punktu widzenia agrotechniki po to trzeba je uodparniać, żeby w uprawie można było zastosować glifosat jako herbicyd niszczący nieodporne chwasty, a nie niszczący uodpornionej rośliny uprawnej.

  2. A nie jest tak, że póki Monsanto było firmą amerykańską, byli w Stanach chronieni, z chwilą przejęcia ich przez niemiecki Bayern, okres ochronny (w sądach) skończył się?

  3. Ok, to ja mam kilka pytań
    – czy raport IARC był jedynym dowodem przedstawionym ławie przysięgłych? Dlaczego adwokaci Monsanto nie przedstawili tego co Ty tu napisałeś?
    – czy IARC w jakikolwiek sposób odniosło się do tych zarzutów?
    – Piszesz że IARC jest agendą WHO. Czy WHO nie odpowiada za jakość raportów tworzonych przez swoje agencje? Dlaczego nie wszczęto postępowania w kwestii, jak piszesz, błędów merytorycznych i konfliktów etycznych? Czy w związku z tym można w ogóle ufać jakimkolwiek raportom WHO?
    – piszesz że według EFSA, ECHA, EPA i FAO raport IARC jest kompletnie nieprzydatny. Jaki charakter miały te "opinie" tych organizacji? To były raporty podważające raport IARC, artykuły w periodykach naukowych, oficjalne opinie, nieoficjalne wypowiedzi dla dziennikarzy? Kto się pod tym podpisał, bo chyba nie szefowie tych instytucji? Dlaczego nie poszły za tym jakieś wnioski do prokuratury?
    – piszesz że o jakichś według Ciebie nieetycznych i podważających raport przepływach gotówkowych. A jak ma się sprawa z finansowaniem osób które sporządziły te kontropinie? Czy eksperci powołani przez Monsanto nie brali od nich pieniędzy?
    Kto płacił za badania EFSA, ECHA, EPA i FAO?

    A i jeszcze jedno. Dezawuujesz amerykański sposób rozstrzygania spraw sądowych przeciwstawiając mu europejski, jak zrozumiałem według Ciebie znacznie doskonalszy. Co powiesz o tym wyroku włoskiego sądu :
    http://stopnop.com.pl//home/dagbydiaqy/domains/dagbydiaqy.cfolks.pl/public_html/wp-content/uploads/2017/03/Vaccine-Italia-wyrok-sądu.pdf

    1. @Aaa Bbb
      Ja wiem że wyrok jest nieaktualny ale nie o to mi chodziło. Autor za ten wyrok sądu amerykańskiego ( który też nie jest ostateczny ) obwinia amerykańskie sądownictwo gdzie wyrok wydaje 12 przysięgłych a nie zawodowy sędzia. Ale ten włoski wyrok wydał zawodowy sędzia – więc problem nie leży w zasadach działania sądu ale gdzie indziej. A amerykański system ma wiele zalet, których nie ma europejski.

  4. A czy sednem sprawy nie jest kwestia dawkowania?

    Czy nie jest tak, że glifosat jest bezpiecznym środkiem ochrony roślin, dla konsumentów produktów spożywczych które wyrosły pryskane glifosatem.

    Ale już niekoniecznie jest bezpieczny dla rolnika poddawanego regularnej, bezpośredniej ekspozycji na preparat?

    Można sobie wyobrazić skrajny przypadek – kogoś kto by pił glifosat, albo wstrzykiwał go sobie dożylnie. Nikt tu nie powie że jest bezpieczny w takim dawkowaniu (jak zresztą wiele innych rzeczy ogólnie uważanych za bezpieczne).

    Nie wiem czy akurat mógłby sprzyjać chłoniakowi, czy nowotworom w ogóle, ale trudno mówić że jest nieszkodliwy w przypadku ekspozycji, zresztą środki ostrożności które należy zachować przy oprysku są bardzo restrykcyjne i prawdopodobnie bardzo trudne jest ich dochowanie (a samo ich wymaganie jest rodzajem wybiegu producenta).

  5. Artykuł jest niestety mocno stronniczy, a to z racji pominięcia istotnych szczegółów.
    Prawnicy powoda przedłożyli jako materiał dowodowy wiele wewnętrznych dokumentów Monsanto, w których min. mowa jest o dyskredytowaniu naukowców kwestionujących neutralność Roundupu dla organizmu, o ukrywaniu dowodów o innych, szeroko pojętych formach działalności w złej wierze i z premedytacją.
    Autor zaś stara się przedstawić przysięgłych, i wymiar sprawiedliwości USA w całości, jako twór niezdolny do analizy faktów, materiału dowodowego, działający wyłącznie na podstawie emocji.
    Czy ktoś z czytających i komentujących faktycznie został przekonany, że wyroki w takich sprawach zapadają wyłącznie na podstawie tego, który z prawników lepiej odegrał swoją rolę przed ławnikami? To nie sprawa o to, że ktoś się poparzył gorącą kawą w McDolandzie. Precedens jaki ustanowiła i jego reperkusje są zbyt poważne żeby ktokolwiek mógł sobie pozwolić na lekkomyślne ferowanie wyroków. Akurat jeśli chodzi o system prawny i wymiar sprawiedliwości, to jest on w Stanach dużo bardziej oparty na logice i "zimnokrwisty" niż chociażby w Polsce, gdzie właśnie w dużej mierze wyrok zależy od tego, kto i dla kogo go wydaje, a nie z jakiego paragrafu zapada.

    1. Powinieneś doczytać o sprawie z kawą w McDonaldzie… Mc wydał mnóstwo pieniędzy na oszczerczą kampanię PRową przeciwko poszkodowanej kobiecie (80 lat, 20% ciała popażone, 6% bardzo poważnie), właśnie w celu ośmieszenia sytuacji i zdyskredytowania oskarżeń. Wyrok wydany w jej sprawie także opierał się na faktach i wewnętrznych dokumentach, które mówiły np. o tym, że wiele osób poparzyło się kawą podawaną w wyjątkowo wysokiej temperaturze, ale zmiana systemu kosztowała by za dużo.
      https://en.wikipedia.org/wiki/Liebeck_v._McDonald%27s_Restaurants

      To właśnie sprawa o to, że ktoś popażył się kawą.

  6. "glifosat jest środkiem bezpiecznym dla ludzkiego zdrowia" a nad tekstem zdjęcie typów w maskach u których nie widać choćby skrawka ciała. Taki to bezpieczny środek dla ludzi.. ręce opadają Panie biologu.

    1. Akurat takie wymogi narzuciło lobby anty-GMO między innymi Jeremy Rifkin. Przeciwnicy GMO doskonale zdają sobie sprawę z tego jak takie zdjęcie zadziała na umysły ludzi. Ręce to opadają jak wypowiadają się osoby niekompetentne w temacie. Polecam sprawdzić jakie osobistości stoją za książkami demonizującymi GMO i glifosat, bo np. jednym z nich jest były nauczyciel jogi tantrycznej, który ukończył rok kursu medytacji. Ot, cała jego edukacja. A Europa łyka jak pelikany…

    2. Anonimowy14 sierpnia 2018 11:15, a gdzie ta twoja kompetencja w tym wpisie? Zarzucanie innym braku kompetencji to najprostszy erystyczny pseudo"argument". Korwinowcy też go stosują wobec każdego przeciwnika ich dystopii.

  7. 1. Weryfikacja jako metoda naukowa została obalona ponad pół wieku temu… a wy dalej się tego trzymacie.
    2. Thomas Kuhn / Paul Feyerabend wykazali historycznie, że każda teza naukowa jest motywowana ideologicznie. KAŻDA.
    3. W jaki sposób chcecie wykazać w badaniach histopatologicznych, że dany nowotwór został spowodowany daną substancją??? Wyczyn na miarę Nobla.

    1. W badaniach histopatologicznych chodzi o diagnozę. Bez tego trudno w ogóle oceniać co mogło spowodować chorobę.

    2. Moja córka ma nowotwór mózgu. Badania guza wykonywano w Polsce, w Londynie i w Wiedniu. Wszyscy stwierdzili, że nie ma sposobu, aby stwierdzić jaki czynnik spowodował ten nowotwór (wyściółczak anaplastyczny)… a także jakie czynniki powodują w ogóle ten typ nowotworu u wszystkich innych pacjentów.

    3. Więc 'Thomas Kuhn / Paul Feyerabend wykazując historycznie, że każda teza naukowa jest motywowana ideologicznie' stawiając taką tezę byli motywowani ideologicznie ! Czy ja dobrze rozumiem, że nauka zjada własny ogon ?

    4. Jeśli chodzi o publikację obalającą weryfikację (indukcjonizm) to: Karl Popper, Logika odkrycia naukowego, 1934 (!).
      Co do Feyerabenda… tak! Zgodziłby się, co do tego, że jego antymetodologia także jest motywowana ideologicznie, jak wszystko inne. Mówi o tym, w artykule "Nauka jako supermarket".

    1. Prosze o podanie linka do 3 badań, które przeczą temu co autor opisał w artykule. Nie potrzeba nam wycieczek osobistych, a rzeczowej dyskusji.

    1. I jak się "obudzą" to zrobią?
      Przestaną żreć jak świnie? Sami sobie marchewkę wyhodują?
      Przestaną chodzić w chińskich trampkach ?
      Nie będą używać prądu ?
      Nie będą używać gazu ?

      Sam się obudź bo chyba nie zauważyłeś w jakiej rzeczywistości żyjemy.

      Wystarczy aby "jeden mongoł z drugim" nie pił po 3 litry coli dziennie to cola byłby mała rozlewnia gdzieś w USA.

  8. Drogi autorze. Zapoznaj się z przypadkiem Fabiana Tomasi, może wtedy przestaniesz szerzyć teorie sfabrykowane przez Monsanto o rzekomej nieszkodliwości glifosatu.

  9. Niestety takie czasy, że ludzie słuchają laików w tematach eksperckich. Portali z ładnym CSS, za to bez podpisów. Ławników, dających się zwieść erystyce. Kto będzie sluchac nudnych naukowców, skoro dostępne są proste odpowiedzi: dawno byo lepi, zdrowi i naturalniej.

  10. Jak na całkowicie bezpieczny środek, producent opatruje etykietkę dziwnymi znaczkami i rygorystyczną instrukcją użycia…

    A swoją drogą, skoro można jednego naukowca dezawuować że motywowany ideologicznie to czemu nie innych?

  11. z artykułu jasno wynika ze za wszystkie badania i publikacje ktoś płaci. Ktoś komu zalezy by w danym raporcie publikacji była broniona lub udowadniana jego tez bo dla niego jest opłacalna.
    A KTO PŁACI ZA TA PUBLIKACJE? jak sie dowiemy kto to wszystko nam sie wyjasni.

  12. Biedna firma Monsanto, po raz kolejny ofiara niekompetencji sądów. W latach 60-tych i 70-tych Stany Zjednoczone stosowały w Wietnamie na skalę masową defoliant, który niszczył roślinność na rozległych obszarach, pozbawiając naturalnych kryjówek bojowników Wietkongu. Mnóstwo badań wykonanych na tym etapie przez rzeszę ekspertów wykazało, że środek ten niszczy wyłącznie roślinność, jest całkowicie nieszkodliwy dla ludzi i absolutnie nie zwiększa ich podatności na choroby nowotworowe. Zarówno defoliant, jak i ekspertów zapewniła firma Monsanto. Mimo to, o dziwo, w latach 80-tych sądy w USA zaczęły wydawać wyroki o odszkodowania. Defoliant miał oznaczenie wojskowe Agent Orange.

  13. A jak już się bawimy w dochodzenie kto jakie badania finansował, to wypadałoby napisać, że badanie o niższej od kofeiny toksyczności glifosatu zostało zrobione przez Washington Friends of Farms & Forests. Organizacja ma w statucie propagowanie używania pestycydów…

    1. Jest różnica pomiędzy jawnym finansowaniem, a pomiędzy kłamaniem, że nie dostaje się pieniędzy, podczas gdy w rzeczywistości otrzymuje się co najmniej 160 tysięcy.

    2. W jednym miejscu powołujesz się na badania finansowane przez producentów pestycydów, w innym cytujesz tylko ten fragment ECHA, który pasuje pod postawioną tezę, pomijając resztę raportu (już nie tak korzystną dla glifosatu). Czy to nie jest przypadkiem taki "publicystyczny cherry picking"?

    3. Nie, ponieważ w tekście tym mowa o wpływie na zdrowie człowieka, to raz. Dwa, że o negatywnym wpływie preparatów z glifosatem na przyrodę wodną pisałem w innym artykule, który jest linkowany w tym artykule. Zachęcam do zapoznania się, zamiast szukania na siłę bezpodstawnych zarzutów pod fałszywą tezę. 🙂

  14. Ciekawy blog. Broni pedałów promuje ewolucję gloryfikuje szczepionki zachwala chemie typu glifosat o Ziembie piszą na tym blogu że szarlatan? Mistrzu kto cię finasuje ?

  15. Organizm żywy (nie tylko człowieka) jest tak skomplikowaną strukturą i zachodzi w nim tak dużo różnych, do tej pory niepoznanych, zjawisk, że kilka lat badań nad (nieszkodliwością) jakiegoś związku chemicznego, nie może być wiarygodne. Dokładnie taka sama sytuacja była kilkadziesiąt lat temu z Agent Orange, DDT i innymi związkami chemicznymi. Ich działanie poznajemy zazwyczaj wtedy, kiedy jest już mocno za późno.
    Do tego nie dajmy sobie wmówić, że użycie środków ochrony roślin jest konieczne w rolnictwie. Kupuję żywność tylko pochodzącą z upraw, w których środki ochrony roslin nie są używane. I nie jest to jakaś strasznie droga impreza. Jeśli da się w ten sposób prowadzić uprawy na małą skalę, to można i na dużą. A jeśli ktoś powie, że w ten sposób nie wyżywimy ludzkości, to niech poczyta coś o nadprodukcji żywności i jej marnowaniu. Liczby nie kłamią…

    1. Tak, da się przecież zrobić naturalne uprawy roślin bez GMO i pestycydów. Są o tym artykuły.Wtedy już nie ma żadnego ryzyka chorób, ale oczywiście ludzie muszą utrudniać sprawę.

  16. A to wypij butelkę glifosatu, na zdrowie. Przecież mniej toksyczny od witaminy B1 jest. Udowodnienie tekstem. Wow! Co za wykazanie! Ufajmy, bo tak napisał. Filmik na żywo, jakbyś nie dał rady zamieścić potem. A jak przeżyjesz to daj nam obserwować efekty po 10-20 latach.

    1. Butelkę? A jakiej pojemności? Nie ma sprawy, pod jednym tylko warunkiem że ty wcześniej spożyjesz mniej, powiedzmy 3/4 takiej butelki witaminy B1. Przypomnę tylko że śmiertelna dawka wit. B1 to ok pół grama na kilkgram masy ciała… Powiedzmy dla mężczyzny trzeba by jakieś 45g żeby zszedł, czyli duuużo mniej niż mała "butelka" Rundupu.

  17. W Polsce powód musiałby udowodnić związek używania substancji z powstaniem choroby. Strony wnioskowałyby o powołanie biegłych, zapewne instytuty naukowe, a Sąd (sędziowie) oparłby się zapewne na opiniach biegłych, jeżeli nie byłyby ze sobą sprzeczne. Co prawda "sędzie jest najwyższym biegłym", ale trudno w takim temacie oprzeć się w polskim sądzie na argumentach erystycznych, ponieważ nie ma u nas takiego udziału czynnika społecznego, sędziowie nie są wybierani w wyborach powszechnych, co sprawia, że wyroki są mniej podporządkowane woli opinii publicznej. Krótko mówiąc – w polskich warunkach, nie widzę problemu, ale w amerykańskich już tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *