piątek, 3 lutego 2017

Biologia Totalna czy głupota totalna?

Już od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł, by zająć się tematem Biologii Totalnej. Wielokrotnie w ciągu ostatniego roku wrzucałem na fanpage screeny wypowiedzi z grup poświęconych temu wątkowi i „leczeniu” za pomocą tej „metody”. Miały zwykle setki, a czasem ponad tysiąc reakcji. Warto by napisać coś więcej, niż komentarz w poście na Facebooku.

Biologia Totalna

Biologia Totalna


Jednocześnie nie ma też powodu, by wielce się rozpisywać. Na początek chciałem opowiedzieć trochę o historii Biologii Totalnej. Wpisując obok tego hasła „h” w Google, od razu pojawiła się odpowiedź – hemoroidy. To nawet lepszy wstęp do tej notki, niż pisanie o genezie. Biologia Totalna ma być metodą leczenia każdego problemu zdrowotnego, jaki tylko sobie wymyślimy. Dlatego jaką literę byście do „Biologia Totalna” nie dodali, Google zaraz Wam podpowie różne choroby. A – alergia, angina. B – borelioza. C – cukrzyca. D – depresja. E – endometrioza, egzema. I tak dalej…

biologia totalna

Każda choroba swoje przyczyny ma mieć, według Biologii Totalnej nie w urazach, genetycznych mutacjach, zaburzeniach hormonalnych, stresie, wadach wrodzonych i innych, lecz konfliktach z przeszłości. To znaczy, jeśli na przykład masz nowotwór wątroby, powodem może być kłótnia z dzieciństwa (w przedszkolu) z koleżanką, o to po której stronie ciała mamy wątrobę. Twoim zadaniem będzie zatem odnalezienie koleżanki i wyjaśnienie jej, że nie chodziło Ci o nic złego, a wątroba leży po prawej. Dzięki temu wyzdrowiejesz, nowotwór pokonany. Depresja? To pewnie przez złośliwe spojrzenie na smutnego brata w dniu jego 10-tych urodzin. Trzeba go przeprosić i wszystko wróci do normy.

Głupota totalna


Oczywiście zbyt prosto być nie może. Szary człowiek niech się lepiej sam za Biologię Totalną nie bierze. Skuteczniej będzie jeśli uda się do jakiegoś specjalisty w tej dziedzinie. Kogoś, kto na tej trudnej nauce zna się, ma doświadczenie, odpowiednią wiedzę i umiejętności. Wystarczy zapłacić mu kilka stów za rozmowę i po kłopocie. Jak przeglądam strony ekspertów od Biologii Totalnej, widzę ceny, na przykład 250 złotych za 90 minut rozmowy. Prawdziwi psychologowie z realnym doświadczeniem, wiedzą i dyplomem nieraz biorą mniej… Ale na początek zawsze można wejść na facebookową grupę i tam zapytać. Na pewno znajdzie się grono specjalistów, co widać na screenach.

Biologia Totalna

Nie ma rzecz jasna żadnych dowodów na to, by mechanizm opisywany przez Biologię Totalną był prawdziwy, przeciwnie. Fakty przeczą, by istniało coś takiego. Nie trudno zgadnąć, że jest to kolejny sposób sprytnych szarlatanów na zarobek. Znaleźć zdesperowaną, schorowaną osobę i wmówić jej, że wyzdrowieje, jeśli tylko zapłaci, a następnie zrobi to, to i tamto, naprawi jakiś „błąd z przeszłości”. Obrzydliwa praktyka, która tak jak każda inna nieetyczna forma zarabiania, znajduje swoich zwolenników oraz autentycznych fanów - zapaleńców. Pomimo nazwy Biologia Totalna nie ma niczego wspólnego z biologią. Nie opiera się o żadną jej dziedzinę, nie wynika z żadnej teorii biologicznej, lecz tak jak już napisałem – zaprzecza im.

Oszustwo totalne


Fajnie jest się pośmiać z cytowanych głupot, ale wyobraźcie sobie, że ofiarą czegoś takiego padają rodzice i niczemu winne dziecko. Albo Wasza stara, schorowana babcia czy przyjaciel, który właśnie dowiedział się, że ma jakąś poważną chorobę. W takich sytuacjach czasem trudno zachować racjonalizm i choć w pierwszej kolejności chce się powiedzieć, że ktoś kto daje się nabrać na coś takiego jest głupi i jest sam sobie winien, że marnuje czas, zdrowie i pieniądze, to w rzeczywistości odpowiedzialny jest przede wszystkim oszust, który mydli oczy swoim fanom i choremu, okłamuje go i bierze za to pieniądze. I żeby tylko o to chodziło, ale nie. Często towarzyszy temu namawianie do rezygnacji z prawdziwego leczenia. Dlatego właśnie w przypadkach takich poza zaśmianiem się z absurdu, trzeba jednocześnie stanowczo zareagować mówiąc, że Biologia Totalna to pseudonauka, nie jest metodą leczenia i nie ma nic wspólnego z biologią.

18 komentarzy:

  1. Kiedyś natknęłam się na książkę, w której bolesna miesiączka była wytłumaczona żalem organizmu, ubolewaniem nad tym, że nie zachodzi w ciąże.
    Komentować nie trzeba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Bosze, czyli lekiem na ten ból jest dziecko?! Dzięki za info, żegnajcie bolesne miesiączki! Witaj macierzyństwo!

      Usuń
    2. Tylko, że naprawdę "lekiem" na bolesne miesiączki jest ciąża. Miałam bardzo bolesne miesiączki z obfitym krwawieniem, po ciąży ból przeszedł jak ręką odjął, obfite krwawienie niestety zostało ( co kilka lat trzeba było niestety skrobać przerośniętą wyściółkę macicy aby krwawienia ograniczyć). Ciąża tak bardzo rociąga macicę, że dawne bóle powiązane ze starym układem połączeń nerwowych nigdy już nie wracają.

      Usuń
    3. A ja urodziłam dwoje dzieci (2 porody siłami natury) i wciąż mam bolesne miesiączki. U mnie ciąża jest "lekiem" na bolesne miesiączki tylko podczas jej trwania (bo wtedy nie ma miesiączek).

      Usuń
  2. Wow, nigdy wcześniej się nie natknęłam na tę "biologię totalną". To znaczy może coś słyszałam o metodach, ale ta nazwa to chyba dla mnie nowość.

    Już miałam nadzieję na radę "hej dziewczyno, zakładaj strap-ona i do dzieła", ale dopiero odpowiedź na posta uzmysłowiła mi, że to zainteresowanie mogło być u "dewianta" inne niż pomyślałam ;<

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Ze wszystkich pseudometod ta zdecydowanie wygrywa u mnie we wszelkich możliwych kategoriach, z kategorią bezczelności włącznie. Mam ciarki na całym ciele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie dlatego, że w żłobku mama kąpała Cię zbyt chłodnej wodzie.

      Usuń
  4. "Często towarzyszy temu namawianie do rezygnacji z prawdziwego leczenia."A które to leczenie jest prawdziwe:tabletkowanie się czy radykalne wybaczanie?

    OdpowiedzUsuń
  5. No to zmuscie swoim racjonalnym mysleniem zeby zaczeły sie ruch robaczkowe jelt ,albo serce zeby zmieniło ciśnienie krwi,albo zmuscie slinianki zeby przestały produkować ślinę lub żoładek wiecej albo mniej kwasy a trzuskie by produkowala wiecej enzymów.Takiego wam sie uda ,tu zachodza procesy niezalezne od naszego widzimisię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zmienić ciśnienie krwi jest bardzo łatwo. Żołądek czy ślinianki też łatwo zmusić do pracy. Wystarczy, że cię ktoś mocno zdenerwuje, wystraszy lub zmartwi. A o ślinankach to już pies w doświadczeniach Pawłowa udowadniał ;))). Czyli wyrazny bodziec a szczególnie duży stres powoduje zmiany fizykochemiczne w organizmie .....i teraz może zadziałać racjonalne myślenie ...czyli świadome wygaszenie stresu. W efekcie mamy zmianę odpowiedzi na stres spowodowaną racjonalnym myśleniem. Po prostu. A te wszystkie teorie i metody mają was tylko przekonać aby tę racjonalną odpowiedz na stres włączyć i zlikwidować swój podświadomy lęk.

      Usuń
    2. Nie wiem czy łatwo jest się zmusić żeby nie produkować śliny, ale do wywołania bardzo łatwo. Wystarczy pomyśleć o czymś kwaśnym. Ale podejrzewam, że jeśli niektórym się robi sucho w ustach jak się zestresują - trzeba się po prostu czymś wystraszyć. Ruchy robaczkowe to raczej nie racjonalne myślenie - ale zamartwianie się, albo głębokie zastanawianie się (szachy itp.) u mnie działa aż za dobrze :) A do zmieniania ciśnienia to przecież mnisi tybetańscy się przyznają. Można obniżyć medytacją!

      Usuń
  6. Przeglądałem kiedyś polską książkę formalnie z TB nie związaną ale opartą o ten sam pomysł "Co twoja choroba mówi o tobie?". Generalna zasada była taka, że jeśli masz jakąś chorobę to jest twoja wina a przyczyną jest cecha charakteru lub wewnętrzny konflikt.
    Tłumaczenia przyczyn chorób były oparte o proste i często głupie skojarzenia, jeśli ktoś miał problem z kręgosłupem na odcinku piersiowym, to znaczy że to skutek nadmiernego dążenia aby być dobrze postrzeganym przez innych, bo wtedy człowiek wypina pierś i to szkodzi kręgosłupowi. Jeśli jest to odcinek szyjny to przyczyną jest zbyt wysokie mniemanie o sobie, zgodnie z zasadą że taka osoba zadziera nosa.

    Niektóre tłumaczenia były oparte o skojarzenia z nazwą choroby, bez znajomości objawów, stwardnienie rozsiane tłumaczono zatwardziałym charakterem, bo wtedy człowiek się usztywnia i tłumi emocje. Tymczasem objawami stwardnienia są niedowłady.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Fakty przeczą, by istniało coś takiego."
    Jakież to fakty?
    Nie żebym wierzył w coś takiego, ale argumentacja tego typu jest gniewiele warta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że "biologia totalna" jest czymś tak absurdalnym, że trudno wskazać tutaj dokładnie, ale generalnie niema żadnych dowodów na takie zależności, a w świetle teorii dot. fizjologii czy genetyki, nie ma to żadnego sensu. Co więcej, wg "biologii totalnej" do wszystkiego można sobie dopisać jakiś konflikt, jest to kompletnie niefalsyfikowalne, więc z góry pseudonaukowe.

      Usuń
  8. znalazłam kolejną kandydatkę do bzdur - ten artykuł (http://noemidemi.com/12-sposobow-na-detoks-po-szczepieniach/), w którym autorka poleca skakanie na trampolinie, homeopatię i chelatację (!) w celu detoksykacji małych dzieci po szczepieniach. Ręce opadają.... ta pani uważa się ekspertkę od zdrowia dzieci i poleca również smarowanie nierozcieńczony (!) olejkiem lawendowym skóry dziecka w celu pozbycia się gorączki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pasjonujące!
    Ciekawe, skąd ludzie biorą takie pomysły.
    Może sobie przeanalizuję dotychczasowe życie, żeby "wyleczyć" swoje problemy zdrowotne ;)

    OdpowiedzUsuń