Kiedy byłem młodszy, wierzyłem że środki ochrony roślin, w tym np. insektycydy czy herbicydy są czymś bardzo złym. Pogląd ten podzielałem jeszcze jakieś trzy lata temu. Problem polegał na tym, że patrzyłem na stosowanie środków ochrony roślin przez pryzmat fałszywych argumentów. Po pierwsze, panowało i panuje nadal powszechne przekonanie, że pryskane = niezdrowe, rakotwórcze i bez wartości odżywczych. W końcu kiedyś te owoce takie smaczne były, nie to co teraz. Do tego opryskiwanie pól chemikaliami musi być złe dla środowiska. Okazuje się, że taki tok myślenia z całkiem prostych przyczyn zawodzi, zwłaszcza dzisiaj, we współczesnym świecie.

pestycydy

Czym są pestycydy?

Pestycydy to szerokie pojęcie. Obejmuje wszelkie środki służące do zwalczania niechcianych organizmów, przede wszystkim w odniesieniu do upraw, ale nie tylko – stosuje się je także przy drogach, w basenach wodnych, w budynkach mieszkalnych, magazynach czy w publicznych parkach. Zatem pestycydy to nie tylko substancje wykorzystywane w rolnictwie czy zieleni miejskiej (środki ochrony roślin), ale też produkty do zwalczania komarów czy karaluchów. Najczęściej stosowane pestycydy to herbicydy (chwastobójcze), insektycydy (owadobójcze), fungicydy (grzybobójcze). Oprócz tego wyróżniamy też m.in. algicydy (glonobójcze), bakteriocydy (bakteriobójcze), nematocydy (nicieniobójcze).

Pestycydy na rynku

W Unii  Europejskiej istnieją duże obostrzenia co do m.in. produkowania, sprzedawania i stosowania pestycydów. Wprowadzenie ich na rynek UE trwa przeciętnie mniej więcej 10 lat i kosztuje około 200 milionów euro. Większość tego czasu jest poświęcana na liczne eksperymenty, podczas których sprawdza się nie tylko podstawowe właściwości fizyczne i chemiczne. Prowadzi się m.in. badania toksykologiczne, ustala najniższą skuteczną dawkę, maksymalne poziomy pozostałości w żywności czy czas potrzebny na biodegradację. Dla środków ochrony roślin są ustalane na minimalnym poziomie pozwalającym na skuteczne zwalczenie choroby czy szkodnika. Po drugie, środki ochrony roślin dostępne na rynku ulegają biodegradacji. Jej tempo jest brane pod uwagę podczas zbiorów, tak aby żywność trafiająca do konsumentów nie zawierała pozostałości lub miała je w ilościach niewpływających na ludzkie zdrowie.  

Pestycydy, a środowisko

Czy pestycydy są szkodliwe dla środowiska? Współczesne insektycydy i herbicydy działają wybiórczo, nie zabijając wszystkiego „jak leci” (mamy tradycyjnie takie skojarzenia ze starymi środkami ochrony roślin, ale sporo się zmieniło). Co najważniejsze, zwiększają plony nawet dwukrotnie (a dokładnie rzecz biorąc ograniczają straty), więc zmniejsza się zapotrzebowanie na nowe tereny uprawne, zapobiegając intensywniejszej wycince lasów. Przekłada się to pośrednio na ochronę bioróżnorodności. Trzeba jednak dodać, że rozkład pestycydów przez bakterie, grzyby i bezkręgowce w glebie jest pewnym obciążeniem dla destruentów (reducentów), które „czyszczą” środowisko, rozkładając bardziej skomplikowane związki, do prostszych.

Pestycydy przyczyną wymierania pszczół?

Powszechnie powielaną, a nieprawdziwą plotką jest twierdzenie, że pszczoły masowo giną i że dzieje się tak przez pestycydy. W rzeczywistości „masowe wymieranie” pszczół miało miejsce jedynie w USA, a winowajców znaleziono co najmniej kilku. Zanim to wyjaśnię, chcę jeszcze dodać, że w skali globalnej pszczół przybywa (dane FAO). Raporty w odniesieniu do Polski znajdują się tutaj. Wracając do przyczyn ginięcia pszczół: wymienia się przede wszystkim obniżenie ich odporności i pasożyty (wirus Israeli Acute Paralysis Virus, pierwotniaki Nosema caranae i Nosema apis oraz pajęczak Varroa destructor), a także zmiany klimatyczne. Tuż obok są też faktycznie pestycydy, ale w odróżnieniu od pozostałych wymienionych czynników, są one powodem ginięcia pszczół jedynie przy niewłaściwym stosowaniu przez rolnika. Ocenia się, że obecnie środki ochrony roślin stanowią około 1% przyczyn upadków rodzin pszczelich.

pestycydy pszczoły

Czy pestycydy psują smak owoców i warzyw?

Jeśli zaś chodzi o smak, rzekomo inny przez pestycydy („nie taki, jak kiedyś”), to rzecz tkwi w transporcie – masowa produkcja wymaga odpowiedniego przechowywania i przewożenia, zanim owoc dojrzeje, nabierając pożądanych cech kulinarnych. Poza tym smak zależy w największym stopniu od odmiany, a te się przeradzają się prawie z roku na rok, bo zmieniają się m.in preferencje konsumentów.

Pestycydy i polityka

Warto jest zauważyć jeszcze jedną ciekawą kwestię: środkom ochrony roślin (wchodzącym w skład „worka” z pestycydami) w znacznej mierze sprzeciwiają się środowiska „lewicowe” (zachodnioeuropejscy Zieloni), podczas gdy dzięki insektycydom czy herbicydom owoce i warzywa stały się tanie i powszechnie dostępne dla wszystkich grup społecznych, a przecież walka o równość to jeden z czołowych postulatów lewicowych. Podobnie z ochroną przyrody i środowiska, do czego w oczywisty sposób przyczyniają się środki ochrony roślin, a czemu też najbardziej sprzeciwiają się wspomniane ruchy. Jest to dobry przykład tego do jakich paradoksów doprowadziła propaganda „antypestycydowa”.

Wpływ pestycydów na zdrowie

Zwróćmy uwagę na kolejne, fundamentalne zagadnienie – wpływ pestycydów na zdrowie. Jak stosowanie ich przekłada się na żywieniowo-zdrowotną jakość produktów? Mit o ich szkodliwości rozwiewają fakty. Dzięki fungicydom produkty roślinne mają znacznie mniejszą ilość silnie trujących mikotoksyn produkowanych przez grzyby bytujące np. na zbożach. W przeszłości zdarzały się sytuacje, że spore grupy ludzi w skali lokalnej umierały od takich zatruć. Sytuacja w pewnym sensie przypomina problem z antyszczepionkowcami – doszukują się na siłę marginalnych wad szczepionek, ignorując ogromne zalety. Podobnie jest z środkami ochrony roślin i ich przeciwnikami.

Czy pestycydy konwencjonalne są gorsze od wykorzystywanych w rolnictwie organicznym?

W kontekście zdrowia trzeba poruszyć jeszcze jeden ważny temat. Istnieje (mniej lub bardziej powszechne) przekonanie, że ekologiczne (organiczne) pestycydy są dla ludzi, zwierząt i środowiska lepsze i „mniej szkodliwe” od tych syntetycznych. Podobnie jak w przypadku farmaceutyków i parafarmaceutyków nie jest to prawda, gdyż o toksyczności i jakiejkolwiek szkodliwości decydują właściwości chemiczne, niezależnie od pochodzenia substancji. W rzeczywistości nie trzeba daleko szukać, by znaleźć ekologiczne pestycydy, które są (mogą być) dla fizjologii organizmów gorsze, od tych konwencjonalnych. Aktualnie „walka” w UE toczy się np. o siarczan miedzi.

Naturalne pestycydy

Niewielu wie, że spora część spożywanych przez nas pestycydów jest produkowana przez rośliny. Przykładem jest znana wszystkim kofeina, której jednak ze względu na zbyt wysoką toksyczność nikt nawet nie próbuje wprowadzić na rynek jako komercyjnego insektycydu (pokazuje to, jak bezpieczne muszą być pestycydy, by używać je w UE komercyjnie, skoro spożywana powszechnie kofeina, ze względu na szkodliwość, jest niewykorzystywana).

Jak widzicie pestycydy, czy uszczegóławiając – środki ochrony roślin – są specyficznymi produktami. Nie zostałyby dopuszczone do użycia jeżeli producent nie udowodniłby, że przy prawidłowym stosowaniu (tzn. zgodnym z prawem, dobrą praktyką rolniczą i załączoną do nich instrukcją) są  bezpieczne. Wiele zależy od sposobu stosowania (dawki, terminu, pory dnia, roku, klimatu itp.), zachowania środków bezpieczeństwa i standardów produkcji. Ale jak wynika z ostatniego raportu Ministerstwa Rolnictwa, nieprawidłowe stosowanie środków ochrony roślin przez rolników  zdarza się sporadycznie. Dlatego niezmiernie mnie irytuje bezrefleksyjne powtarzanie opisanych plotek, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.

Ponieważ prowadzenie bloga wymaga ponoszenia kosztów (nie tylko finansowych, ale także czasowych), zdecydowałem się stworzyć profil na Patronite, gdzie możecie ustawić w prosty sposób comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać (pojawia się dzięki temu więcej artykułów na blogu). 5 czy 10 złotych nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu z Was staje się realnym, finansowym patronatem bloga.

Artykuł napisałem w ramach współpracy z PSOR (Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Roślin).
Udostępnij na Google Plus

O autorze

Łukasz Sakowski. Biolog z Poznania. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

15 komentarze :

  1. Ja w kwestii "nie tak, jak kiedyś" - jako fanka wymarłej niemal koszteli chcę przypomnieć, że obecnie hodowane są inne odmiany roślin. I one - szok, niedowierzanie, tysiące pytań bez odpowiedzi - inaczej smakują...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre ujecie jak rolnik przestrzega. Tylko ktory rolnik faktycznie przestrzega? Sama niestety mieszkam obok rolnika który prudukuje salate, rzodkiewke, brokuły. Sam podczas oprysku stosuje maseczke ale juz nie ostrzega, sąsiadów za plotem zeby poszli do domu w czasie oprysku bo sa to substancje szkodliwe. Sam stosuje oprysk wieczorem a następnego dnia rano produkty sa zbierane, a z wlasnego ogrodkowego doswiadczenie wiem ze min 3 4 dni po oprysku taka salatka niepowinna być zbierana. Raz w pobranej probce gleby zza plota wyszły normy grzybobojcze przekroczone 500 krotnie. Wiec póki wszystko postawione jest na zysk to śmiem twkerdzic ze pestycydy sa dla nas szkodliwe bo każdy w duszy ma normy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałeś, że masowe wymieranie pszczół miało miejsce wyłącznie w Ameryce, ale w samym artykule na Wikipedii, który linkujesz jest podane, że w 2007 populacja pszczół w Wielkiej Brytanii spadła o 30%, Niemczech 40%, Włoszech 40-50%, a w Szwajcarii w 2012 blisko 50%.

    Do tego cytowany jest raport USDA, w którym jest napisane o potencjalnym wpływie pestycydów na odporność pszczół i podawane są artykuły opublikowane w Science, które pokazują, że pestycydy z grupy neonikotynoidów są odpowiedzialne za mniejszy wzrost kolonii i gubienie drogi przez pszczoły.

    http://science.sciencemag.org/content/early/2012/03/28/science.1215025
    http://science.sciencemag.org/content/336/6079/348

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę że ludzie protestują przeciw pestycydom (co za wściekle stygmatyzujaca nazwa) nie ze względu na smak, zdrowotność czy troskę o pszczoły - to po prostu takie sobie powiedzonka, na tej samej zasadzie na jakiej funkcjonuje "kiedys to ludzie mieli zdrowie, my tyle nie dożyjemy"...
    Ludzie po prostu są wyobcowani z procesu pozyskiwania i przygotowania żywności. Ktoś coś dodał, ktoś czymś opryskał, nije wiedzą kto, czym, muszą ufać nadzorom, sanepidom itp. To szalenie frustrujące.
    Tymczasem może poza Rożkiem "popularyzatorzy" unoszą się na swojej wyzszosci mentalno-umyslowo-wykształcenjowej. Wyraźnie dajac do zrozumienia że oni pod kazdym względem przewyzszają ten motloch "antypestycydowy"...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się nie znam, natomiast weterynarze w moim domu zrobili wielkie oczy i zaczęła się dyskusja mniej więcej o takim przebiegu:
    Gdyby tak było, to np na chorobach pszczół nie uczylibyśmy się o wpływie całej chemii rolniczej na pszczoły (a niestety chemia rolna jest głównym powodem zatruć pszczół), nie uczylibyśmy się leczenia zatruć chemią rolniczą na toksykologii (polecam poczytać składy wszystkich pestycydów itd, jest mnóstwo śmiertelnych zatruć zwierząt tymi środkami), porażeń najgorszymi mikotoksynami żadne środki bójcze nie zapobiegły, a w składzie pestycydów są najcięższe substancje, śmiertelne dla ludzi i zwierząt, jedyne co to mają karencję więc odpowiednią ilość czasu po oprysku można np owoce spożywać. Gość pisze post-prawdę, poczytał w necie portale dla tych co na siłę chcą być inni i najmądrzejsi i wypisuje bzdury, nie sięgnął nawet do tak lakonicznego źródła jak Wikipedia. (cytuję) "Chętnie udostępnimy temu idiocie wszystkie książki np z toksykologii czy z zootechniki, niech się dokształci."
    Dalej była już bardziej emocjonalna dyskusja. Niemniej otworzyłem Wikipedię, gdzie można znaleźć takie informacje:
    "Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) wydał oświadczenie informujące, iż ostatnie badania wskazują na nierozerwalny związek pomiędzy pestycydami z grupy neonikotynoidów, najczęściej używanymi w rolnictwie pestycydami, a ginięciem rodzin pszczelich[51]. Ponadto sponsorowane przez przemysł agrochemiczny badania, na których opierają się regulacje prawne i normy dotyczące bezpieczeństwa użytkowania pestycydów, są błędne i prawdopodobnie celowo zwodnicze[52]."

    Niby nic, a jednak podważa to co najmniej połowę tego co napisał autor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko w temacie wymierania pszczół. Rzeczywiście, autor popełnił błąd, prawdopodobnie wynikający z niedoczytania (jak widać, da się to powiedzieć i nie nazwać przy okazji dyskutanta idiotą).

      "Wymieranie pszczół" nie jest prostym tematem, ponieważ technicznie rzecz biorąc, nie ma czegoś takiego. Obserwuje się zmniejszanie populacji tych błonkówek, ale ma ono różną dynamikę i prawdopodobnie różne przyczyny w zależności od tego, o jakim regionie świata mówimy, ale również czy mamy na myśli rzeczywiście Apis Melifera czy może "pszczoły" rozumiane jako różne mniej lub bardziej spokrewnione gatunki błonkówek - zapylaczy, pośród których "gospodarcze" pszczoły stanowią mniejszość.

      Neonikotynoidy są potencjalnie (nie ma twardych dowodów, ale są mocne poszlaki) przyczyną "wymierania pszczół" opisanego w USA, zjawiska o najbardziej dramatycznej dynamice. Przyczyną miałoby być neurotoksyczne działanie insektycydu, które nie zabija owadów, lecz je "ogłupia" uniemożliwiając im powrót do kolonii, co dla owada i kolonii oznacza na ogół śmierć. Jak już wspomniałom, twardych dowodów brak, ale są eksperymenty które wskazują na to, że ta hipoteza może być prawdziwa.

      Z tego tytułu UE, lubiące dmuchać na zimne, zakazało neonikotynoidów. Mimo to w Europie populacja pszczół też się kurczy, ale dynamika jest inna, no i nie ma głównego winnego, chyba że założymy, że diaboliczny spisek rolników przemyca zakazane pestycydy (co na ten przykład w Polsce by mnie w ogóle nie zdziwiło).

      W UE mamy natomiast inne czynniki. Zanik naturalnych siedlisk "dzikich pszczół" może być główną przyczyną zaniku gatunków takich jak trzmiele czy rozmaite "pszczoły-samotnice". Epidemia roztocza Varroa która raz po raz wybucha na terenie Europy i nie zdołaliśmy się z nią rozprawić od dekad (przyczyną jest cykl życiowy tego "kleszcza", żeby go wytruć należałoby zniszczyć zainfekowane gniazdo a i to mogłoby nie wystarczyć) jest natomiast jednym z potencjalnych winowajców zmniejszania się liczby pszczół miodnych, innym jest -- ponownie -- industrializacja. Z resztą, patrząc znów na Polskę i jej normy jakości powietrza -- skoro to czym oddychamy zabija (powoli, ale jednak) ludzi, to czemu miałoby być obojętne dla delikatnych owadów z ich specyficznym układem oddechowym?

      Co do samej pszczoły miodnej, z moich własnych anecdata wynika jeszcze jedno -- czynnik ekonomiczny. Miód to niby towar ekskluzywny, ale popyt na niego nie jest wcale taki duży, zwłaszcza że tylko naprawdę niedoinformowani wierzą, że "naturalny" cukier w miodzie jest mniej szkodliwy od tego w cukierniczce (nie jest). Spożycie cukrów prostych spada, więc nawet (a może "tym bardziej") miód się gorzej sprzedaje. Znam osobiście pszczelarzy, którzy "zwinęli biznes" bo się nie opłacało, zwłaszcza że dochodzi ponownie temat warrozy z którą walka kosztuje.

      Poza tym, to jedyne (aczkolwiek dość ciężkie) przekłamanie w tekście.

      Usuń
  6. A ja myślałem, że 80% populacji to kretyni i trzeba ich wytruć za pomocą chemtrails, pestycydów i szczepionek.
    Tyle tego poszło a to cholerstwo dalej żyje i o płaskiej ziemii opowiada.

    OdpowiedzUsuń
  7. słaby tekst, wiele uproszczeń i przekłamań. Pestycydy są szkodliwe dla przyrody i dla ludzi, na to wskazują badania i m.in. zakaz importu polskich jabłek do szwecji

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tylko wiem z własnego doświadczenia, że w przyszłym roku już nie będę mógł kupić miodu od kurpiowskiego pszczelarza ze względu na małą ilość pszczół. Wytworzonego miodu jest tak mało, że nie ma sensu dla niego dalej w to brnąć. Oczywiście to tylko pewien wycinek rzeczywistości - może w jego regionie stosowane są środki chemiczną na niedozwoloną skalę, a może jednak coś jest w tym ginięciu pszczół. Natomiast same pestycydy to też wycinek rzeczywistości w rolnictwie, dochodzą do tego roundapy, nawozy sztuczne, erozja gleby, no to trzeba jeszcze więcej nawozów sztucznych i ciekawe jak ta kombinacja i ingerencja w naturalne procesy i ekosystemy wpływa na zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze primo Liczba mnoga od "anegdota" to nie "dane".
      Po drugie, "roundapy" to właśnie pestycyd, glifosat (herbicyd, środek chwastobójczy). Jeden z mniej szkodliwych dla ludzi, ale także dla środowiska nawiasem mówiąc.
      Nawozy sztuczne są takie same jak nawozy naturalne. Problemem nie jest ich istnienie, lecz nadużywanie. To na ogół proste nieorganiczne sole, które są bardziej biodostępne niż np. rozkładające się resztki organiczne, co z jednej strony pozwala na lepsze plony, ale z drugiej powoduje takie efekty jak przenawożenie czy zaburzenia ekosystemów zbiorników wodnych.

      Erozja gleby to problem osobny i raczej wynika z głupoty i rabunkowej gospodarki, a nie "sztuczności" czy "randapów". "Rolnictwo naturalne" prowadzone w ten sposób (a proszę mi uwierzyć, częsty to przypadek) jest równie szkodliwe dla środowiska jeśli nie bardziej.

      Usuń
    2. Czy tu można umieszczać tylko dane? Nie przesadzajmy. Opisałem doświadczenie, wycinek rzeczywistości, tak jak napisałem. Jestem pełen szacunku dla nauki, czasem jednak doświadczenia pokazują co innego. Kiedyś stosowanie jakichś tam tabletek było w pełni uzasadnione naukowo (nie mam czasu szukać artykułów, każdy zna przykłady), potem się okazało, że ludzie przez nie ucierpieli. Dlatego mam zdrowy dystans do tego, że udało się powielić naturę w postaci nawozów. Tak, pewnie badania to udowadniają, na ten moment...Tymczasem ja pójdę tworzyć domki dla pożytecznych owadów, aby natura sama się uregulowała :)
      Zgadzam się oczywiście z kwestią używania oraz nadużywania nawozów.

      Usuń
    3. "Nawozy sztuczne są takie same jak nawozy naturalne" - ignorancja do potęgi!

      Usuń
  9. Przepraszam ale ja już wiem co tam jeszcze się do nich nie będzie miał na pewno jest tak bardzo nudno potrzebuje więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pragnę zauważyć, że wskazany przez pana link do danych FAO mówi nie o pszczołach, ale o ulach (czy pasiekach). Nie jest to wiarygodna informacja. Wiele twierdzeń w pańskim tekście nie jest popartych żadnymi odnośnikami do danych źródłówych (publikacji naukowych, artykułów we wiarygodnej prasie itp)
    Co do szkodliwości pestycydów "z założenia" to jest sporo historycznych przykładów, że środki ochrony roślin i inna chemia uważana czy reklamowana jako nieszkodliwa po wielu latach okazywała się bardzo szkodliwa. Pomimo stosowania pewnych środków w małych i nieszkodliwych dawkach po wielu latach okazywało się, że następowała ich kumulacja w poszczególnych ogniwach łańcucha pokarmowego do stężeń szkodliwych. Doskonałym przykładem jest DDT, który stosowano jakieś 40 lat zanim na jaw wyszła jego pełna szkodliwość. Innym jest czteroetylek ołowiu dodawany do paliwa przez dziesiątki lat, a w czasach jego wprowadzania na rynek, argumenty o szkodliwości zawartego w nim ołowiu w prasie piętnowano jako histeryczne.
    Ogólnie podsumowując ten artykuł jest słaby merytorycznie i robi wrażenie jakby był pisany na zamówienie producentów chemii rolniczej. Życzę Panu dokładnej lektury publikacji naukowych i wyciągania obiektywnych wniosków.

    OdpowiedzUsuń