Brzydkie słowo na „p” czyli co zawdzięczamy pestycydom

Pestycydy stały się kultowym już straszakiem na osoby kupujące owoce i warzywa w marketach. Slogany o tym, że jak coś było pryskane, to jest niezdrowe, toksyczne i szkodliwe powielane są nie tylko przez plotkarzy, którzy powtarzają bez weryfikacji nawet najbardziej absurdalne informacje, ale czasem także przez poważne osoby. Tymczasem mit ten jest jedynie jednym z wielu.

pestycydy i żywność

Na początek chciałbym napisać czym w ogóle są pestycydy, ponieważ jest to zagadnienie często niezrozumiane (na przykład spotykam się regularnie z myleniem pestycydów z nawozami). Pestycydy to substancje mające zwalczać lub odstraszać szkodliwe organizmy, a nawozy – dostarczać składniki odżywcze w formie dostępnej dla rośliny. Pestycydy używane w rolnictwie, sadownictwie czy ogrodnictwie nazywa się środkami ochrony roślin. Chronią one rośliny uprawne przed szkodnikami, chorobami i chwastami, a stanowią one jedynie 0,1% wszystkich pestycydów które znajdują się w naszej żywności. Bowiem 99,9% z nich naturalnie występuje w roślinach i produkowana jest przez nie w celach obronnych. Jeśli więc ktoś straszy Was pestycydami, uświadomcie go, że nawet owoce z niczym niepryskanych roślin również je zawierają.  

Pestycydy, podobnie jak szczepionki, wyeliminowały lub przyczyniły się do wyeliminowania problemów, które kiedyś trapiły ludzkość, a które dzisiaj w wielu krajach prawie wcale nie występują (np. poważne niedobory żywności w Europie, zatrucia mikotoksynami). W efekcie wiele osób nie zauważa tego, co mamy dzięki nim, bo dostęp do bezpiecznej, różnorodnej żywności w sklepach (podobnie jak dostęp do życia bez poważnych chorób zakaźnych dzięki szczepieniom) stał się absurdalnie oczywisty, przy jednoczesnym braku edukacji o tym, skąd naprawdę się wziął. Jakie więc korzyści niesie stosowanie pestycydów i czy wiążą się z tym jakieś zagrożenia?

Najważniejsze, co udaje się osiągnąć dzięki stosowaniu pestycydów to zwiększenie wydajności upraw. Oznacza to, że z tej samej powierzchni, dzięki środkom ochrony roślin, jesteśmy w stanie uzyskać znacznie większe plony i w związku z tym więcej żywności. Dzieje się tak nie dlatego, że pestycydy sprawiają, że rośliny plonują ponad swoje naturalne możliwości. Rośliny pryskane (czyli chronione) nie są niszczone przez szkodliwe owady czy choroby i nie muszą konkurować z chwastami. Mogą więc okazywać pełnię swoich możliwości plonotwórczych. To właśnie ta zaleta stosowania pestycydów pozwala osiągnąć kolejne korzyści.

Zwiększona produktywność, dzięki której rolnik uzyskuje większe plony, niesie szereg korzyści społecznych. Choć w miejscach (uogólniając) bogatych, takich jak Unia Europejska, od dawna już nie ma problemów z dostępem do żywności (a samo zjawisko jeśli występuje, to ma charakter społeczno-ekonomiczny, a nie rolniczy), to w wielu krajach Azji i Afryki wciąż kwestia głodu nie została rozwiązana. Jednak to m.in. właśnie dzięki wykorzystaniu pestycydów problem ten maleje, a Unia Europejska jest w produkcji zbóż samowystarczalna. Zysk rolników natomiast rośnie, co ma znaczenie zwłaszcza w państwach azjatyckich i afrykańskich.

To co jest dla mnie nie do zaakceptowania, to działania niektórych organizacji zajmujących się ochroną środowiska i ich radykalny sprzeciw wobec stosowania pestycydów. Niechęć ta w wielu przypadkach wynika z wyznawania „ideologii naturalności”, według której pestycydy jako stworzone przez człowieka, są z natury złe. Zapomina się przy tym jednak o wspomnianym już fakcie, że większość pestycydów występuje naturalnie w roślinach. Ekoaktywiści często również opowiadają się za rolnictwem ekologicznym, choć w nim także stosowane są pestycydy, w tym – te o wysokiej toksyczności.

Jeszcze bardziej bezpodstawny staje się antypestycydowy pogląd obrońców przyrody, jeśli spojrzymy na to jak w skali globalnej środki ochrony roślin mogą przyczyniać się do ochrony środowiska i bioróżnorodności. Wynika to z opisanego wcześniej mechanizmu, że dzięki pestycydom uprawy są bardziej produktywne, a zatem na wytworzenie tej samej ilości żywności występuje mniejsze zapotrzebowanie na powierzchnię. Jeżeli niezbędny jest nam mniejszy teren pod uprawę np. soi, to tym samym nie musimy wycinać lasu na rzecz pola. Ma to znaczenie dla bioróżnorodności globalnej. Jeśli zważymy natomiast czy ważniejsza jest wyższa bioróżnorodność na polu w Europie, które ma i tak służyć pozyskiwaniu żywności, czy bioróżnorodność lasu, która mogłaby zostać zdewastowana w przypadku niewykorzystywania środków ochrony roślin, to wynik takiego „pojedynku” jest jednoznaczny. Lepiej jest mniejszy teren poświęcić pod uprawy konwencjonalne, niż większy teren pod uprawy ekologiczne, ponieważ nawet najbardziej „przyjazne przyrodzie” rolnictwo jest dla natury szkodliwe.

Choć emisje gazów cieplarnianych z produkcji roślinnej są stosunkowo niewielkie, to warto mieć na uwadze fakt, że dzięki środkom ochrony roślin są one niższe, niż byłyby bez nich. Wynika to z przeliczeń, według których np. niezastosowanie fungicydów (pestycydów zwalczających grzyby) na powierzchni uprawy pszenicy, z której uzyskuje się jedną tonę plonu, spowoduje  wzrost emisji z 400 kg do 450 kg ekwiwalentu CO2 na tonę. Przyczyną są straty, przez które uprawa wymaga dodatkowych działań, większego obszaru itd. i wiąże się to bezpośrednio z mechanizmem opisanym w kontekście ochrony bioróżnorodności.

O fungicydach należy powiedzieć jeszcze jedno. Grzyby produkują bardzo silne toksyny, zwane mikotoksynami. Wywołują one ostre zatrucia, choroby wątroby, płuc, przewodu pokarmowego czy zaburzenia układu odpornościowego. Dzięki fungicydom nasza żywność jest wolna od mikotoksyn. W minionych wiekach zatrucia całych wiosek przez obecność mikotoksyn w pożywieniu była poważnym problemem. Współcześnie takie potworne sytuacje zdarzają się jedynie w biedniejszych krajach. Na przykład w roku 2004 w Kenii ofiarami zatrucia mikotoksyną padło ponad 300 osób, z czego 125 zmarło, ponieważ nie zastosowano fungicydu (pestycydu przeciwko grzybom).

Pestycydy to nie tylko środki ochrony roślin. Zgodnie z prawem Unii Europejskiej, należą do nich także inne preparaty służące zwalczaniu lub odstraszaniu szkodników (te ostatnie nazywane są repelentami). I tak też stosowane przez nas powszechnie środki przeciwko komarom, kleszczom, pluskwom czy pchłom to również pestycydy. O ile niektóre z nich spełniają jedynie funkcję zwiększenia naszego komfortu, tak stosowane w niektórych krajach pestycydy, w tym demonizowany DDT, chronią miliony osób przed np. malarią, zabijając komary które ją roznoszą.

Pestycydy w dużej mierze służą do zabijania szkodników, jest to niezaprzeczalny fakt. Jednak nie można patrzeć na niego w oderwaniu od całego kontekstu sytuacji, w których są one stosowane. Gdyby postąpić w ten sposób, jesteśmy w stanie bardzo szybko i łatwo dojść do absurdalnych wniosków, że pestycydy niosą śmierć i trzeba ich zakazać. Bez uwzględnienia faktu, że dzięki nim mamy co jeść, że jedzenie wyprodukowane z użyciem tych preparatów nas nie zatruje czy nie zabije oraz że możemy dzięki nim chronić się przed różnego rodzaju wektorami przenoszącymi poważne choroby.

Pestycydy stosowane w rolnictwie to specjalistyczne narzędzie, którego trzeba używać ściśle według instrukcji. Podobnie jest z lekami, ale też z samochodami czy sprzętem RTV/AGD. Faktycznym problemem może być niewłaściwe stosowanie pestycydów, np. przy nieodpowiednich warunkach pogodowych, o nieodpowiedniej porze dnia czy w niewłaściwej dawce, co może stwarzać zagrożenie dla bezkręgowców i obciąża mikroorganizmy rozkładające produkty rozpylane na polu. Nieumiejętne wykonywanie oprysków, np. bez odpowiedniej odzieży ochronnej (rękawice, maseczka i inne) może doprowadzić do zatrucia, a źle skalibrowany opryskiwacz (zbyt duże ciśnienie, nieszczelny sprzęt) może być przyczyną lokalnych skażeń. Takie sytuacje są nie tylko niezgodne z zaleceniami producentów, ale po prostu niezgodne z prawem. Należy je poddawać krytyce i eliminować, jednak bez popadania w antypestycydowy, przypominający antyszczepionkowy populizm.

Artykuł napisałem w ramach współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Roślin (PSOR).
Udostępnij na Google Plus

O autorze

Łukasz Sakowski. Biolog z Poznania. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

5 komentarze :

  1. "Artykuł napisałem w ramach współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Roślin (PSOR)."

    Nie do końca zrozumiałam. Czy to jest wpis sponsorowany? Słyszałam od naszego wspólnego znajomego zarzuty, że Pana współpraca z PSOR to działanie w interesie producentów pestycydów. Ja nie wiem, jak to jest, ale może w obliczu tych wątpliwości mógłby Pan wyjaśnić, na czym polega ta współpraca z PSOR?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest to wpis sponsorowany (napisany przez PSOR i wysłany do mnie, gotowy do publikacji), lecz napisany od zera przeze mnie i skonsultowany z PSOR.

      Usuń
    2. Pytanie dotyczyło zapewne tego, czy jest to wpis, za który otrzymał Pan wynagrodzenie związane z jego publikacją, niezależnie od autorstwa.

      Usuń
  2. Rosyjskie trole sa wszedzie. Chca ubic europejska gospodarke wzmacniajac ruchy anty społeczne. Wszystko przez niewłasciwą edukacje. Brawo za genialny artykuł.

    OdpowiedzUsuń