Lekarz, który widział szczyt pandemii we Włoszech. Wywiad z medykiem humanitarnym

Wywiad z lekarzem Pawłem Szczucińskim, uczestniczącym w humanitarnych misjach medycznych, w tym w Brescii we Włoszech podczas szczytu pandemii COVID-19 w tym kraju.

pandemia COVID-19
Szpital Ospedale Civil w Brescii, za: Paweł Szczuciński



Byłeś na misji medycznej we Włoszech, w Brescii. Dlaczego się zdecydowałeś?
Dla mnie, jako dla lekarza Zespołu Ratunkowego PCPM [Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej] była to kolejna misja. Nasz zespół szybkiego reagowania powstał właśnie dla realizacji tego typu wyzwań i dla nas chęć uczestniczenia w tego typu projektach jest oczywista. Technicznie wygląda to tak, że otrzymujemy komunikat z centrali PCPM i mamy 48 godzin, by wyruszyć. W tym czasie organizujemy sobie zastępstwa w pracy, domykamy najpilniejsze sprawy, pakujemy się i wyjeżdżamy. W przypadku tego wyjazdu sytuacja była o tyle inna niż w przeszłości, że i do naszego kraju zbliżała się fala zachorowań. Musieliśmy więc indywidualnie wyważyć, gdzie aktualnie jesteśmy bardziej potrzebni, dlatego wymagało to szczególnej konsultacji z pracodawcami i rodzinami. Ostatecznie uznaliśmy, iż gdy największa fala zachorowań dotrze do Polski, będziemy z powrotem bogatsi o cenne doświadczenia. I to była słuszna decyzja.

Jakie wymogi trzeba było spełnić, aby pojechać? Kto to organizował?
Członek ZR PCPM musi być medykiem, znać biegle język angielski, znajomość innych języków jak hiszpański, rosyjski czy arabski są dodatkowymi atutami. Musi być zdrowy, przejść dobową rekrutację sprawdzająca zdolności psychofizyczne i przede wszystkim umieć pracować zespołowo. Na misjach nie ma miejsca na kłótnie, fochy i grymasy.

epidemia Włochy
Paweł Szczuciński i inni medycy. Za: Paweł Szczuciński

Organizatorem wyjazdu był Wojskowy Instytut Medyczny. Była to misja cywilno-wojskowa. Na miejsce dotarliśmy wojskowym samolotem CASA, dysponowaliśmy też znacznymi ilościami środków ochronnych, takich jak kombinezony czy lampy przepływowe UV do dekontaminacji. Myślę, że właśnie połączenie doświadczeń PCPM z poprzednich misji oraz doświadczeń wojskowych zdecydowało o tym, iż wyjazd przebiegł bez zakłóceń i wykorzystaliśmy go optymalnie. W warunkach tak dużego skażenia biologicznego jakie miało miejsce w Lombardii zachowanie absolutnej dyscypliny, wzajemna kontrola są kluczowe. Pracowaliśmy w czteroosobowych zespołach i wzajemnie uważaliśmy na siebie i partnerów by nie ulec skażeniu. Ten model się sprawdził.

W szczycie zachorowań we Włoszech umierało nawet około tysiąca osób dziennie…
To były przytłaczające doświadczenia. Działaliśmy w rejonie, który wielu z nas znało z beztroskich wakacji. Pracowaliśmy z ludźmi na co dzień bardzo pogodnymi i otwartymi. I tacy starali się być nawet w obliczu tej tragedii. Sytuacja, w której jednorazowo ginie duża liczba osób, jak np. podczas powodzi czy trzęsienia ziemi, nie jest tak trudna, jak gdy przez długi czas stopniowo narasta liczba ofiar, a personel medyczny musi rezygnować z ratowania osób, które starałby się uratować w normalnych warunkach. Fakt, iż byliśmy w rejonie dobrze rozwiniętej służby zdrowia na swój sposób potęgował ten dramat. W dodatku dla naszych włoskich przyjaciół ofiarami byli bliscy, w tym bardzo często koledzy i koleżanki z pracy. Dodatkowo, każdego dnia chwila nieuwagi mogła prowadzić do zakażenia i choć w większości wypadków nie pociągało to śmiertelnych konsekwencji, to świadomość iż można przenieść wirusa np. na rodzica będącego w podeszłym wieku, była dodatkowym obciążeniem. To sytuacja straszna i powinniśmy zarobić wszystko, by do tego typu dramatu nie doszło w żadnym fragmencie naszego kraju.

Co tam dokładnie robiłeś? W czym pomagałeś?
Nasza praca składała się z 3 elementów. Po pierwsze, pracowałyśmy na 12-godzinnych dyżurach, na oddziale OIT [oddział intensywnej terapii], który został stworzony dzięki naszej obecności i odciążył pozostałe oddziały. Wraz z włoskimi medykami zajmowaliśmy się kompleksową opieka nad najciężej chorymi, włącznie z ich pielęgnacją. Kolejnym istotnym elementem misji było pozyskiwanie informacji – nie ma lepszego źródła wiedzy o nowej i nieznanej chorobie, jak tego typu miejsce, gdzie lekarze mają tysiące pacjentów i widzą w praktyce co działa, a co nie funkcjonuje. Szczególnie, że byliśmy w szpitalu uniwersyteckim, gdzie lekarze potrafią dobrze interpretować dane i tworzyć protokoły lecznicze. Wreszcie, będąc na miejscu noclegu, zajmowaliśmy się ciągłą dekontaminacją, dezynfekcją sprzętów, pomieszczeń, ubrań, tak by zmiana powracająca na wypoczynek mogła go realizować w bezpiecznych warunkach. W ramach pozyskiwania wiedzy odwiedziliśmy też wiele innych oddziałów oraz tworzący się szpital modułowy. Nasz obraz sytuacji dotyczący zarządzania w warunkach epidemii uległ olbrzymiej zmianie. Wnioski ujęliśmy w raporcie, uczestniczyliśmy też i uczestniczymy w szeregu webinarów. Na szczęście obecnie wygląda na to, iż przynajmniej przed jesienią nie będziemy musieli wykorzystywać pełni pozyskanej wiedzy, ponieważ epidemia w Polsce nie osiągnęła takich apokaliptycznych rozmiarów jak w Lombardii.

Czy było to wymagające? Męczące? Frustrujące? Dobijające? A może pobudzające i motywujące do dalszej pracy?
Bez wątpienia największym wyzwaniem było uchronienie się od zakażenia i praca w tych warunkach. Przez kilkanaście godzin trzeba ostrożnie poruszać się w kombinezonie, rękawiczkach, goglach i masce. Banalne czynności są w tych warunkach trudne. Trzeba mówić głośno ponieważ ma się maskę na ustach, a partnerzy mają zasłonięte kapturem uszy. Podczas ubierania, a zwłaszcza rozbierania się, łatwo o błąd, który w warunkach tak wielkiego skażenia może skończyć się zakażeniem, a to z kolei może pociągnąć za sobą infekowanie kolejnych osób i w rezultacie konieczność zakończenia misji przed czasem. Na szczęście tak się nie stało.

koronawirus epidemia
Wnętrze szpitala. Za: Paweł Szczuciński

Poza tym, będąc poza pracą dalej trzeba uważać, by np. nie wyjść poza strefę zieloną [bezpieczną] bez maski. Ta sytuacja wymuszała na nas ciągłą kontrolę siebie i otoczenia. Trzeba było zwolnić działania, bardzo się koncentrując. Raz dostałem ważny telefon i mało brakowało, a wszedłbym do strefy zielonej, czyli bezpiecznej, bez dekontaminacji, co spowodowałoby skażenie tej strefy. Może nikt by się nawet nie zaraził, ale trzeba by przeprowadzić ponowną i długotrwałą dezynfekcję. Z drugiej strony to pozwala zmienić rytm funkcjonowania. Uczymy się, że zwyczajowy pośpiech jest nieuzasadniony.

Dla mnie takie warunki dobrze działają, poczucie że otaczają mnie ludzie na których mogę liczyć i którzy czuwają nie tylko nad swoim ale też i nad moim bezpieczeństwem było ważnym doświadczeniem.

Jak wygląda śmierć spowodowana COVID-19? Co się dzieje z ciałem, co bezpośrednio prowadzi do zgonu?
Są różne mechanizmy, często jest to następstwo masywnych zaburzeń zatorowo-zakrzepowych. COVID-19 to jeszcze słabo poznana choroba, co ciekawe na pewnym etapie nie zalecano ze względów epidemiologicznych wykonywania sekcji, ale obecnie zaleca się, by dobrze poznać mechanizmy prowadzące do zgonu. Co istotne, wirus bezpośrednio atakuje pęcherzyki płucne i często je niszczy. Obraz płuc w TK [tomografii komputerowej] bywa makabryczny, płuca są przewodnione, struktury sklejają się, a po zejściu choroby zdarza się, że doszło do nieodwracalnych zmian na poziomie histologicznym [tkankowym]. To, co zaczyna zwracać uwagę lekarzy, to duża liczba samobójstw – być może wirus wywołuje pewien wpływ na OUN [ośrodkowy układ nerwowy], ale jest zbyt wcześnie, by coś na ten temat powiedzieć, bo analizy suicydologiczne zawsze są wieloczynnikowe i trudne.

Jakie były reakcje Włochów na epidemię? Tych zwykłych, jak i kolegów lekarzy, pielęgniarek, ratowników czy diagnostów?
Włosi są bardzo, bardzo dzielni. Ci, z którymi pracowaliśmy, imponowali nam niezwykle: kompetencjami, opanowaniem, organizacją, wytrwałością. Ale są tylko ludźmi, więc gdy w nocy nieco spadło tempo pracy i zmniejszył się poziom adrenaliny ujawniali emocje, smutek, czasem łzy.

Ludzie spotykani na ulicach byli bardzo przygaszeni, epidemia zniszczyła na pewien czas ich kulturę życia i nie wiadomo kiedy uda się to odbudować. Trzeba tu podkreślić, że mieszkańcy Lombardii nie ucierpieli bardzo podczas wojny [II Wojny Światowej] i tego typu kataklizm był dla nich czymś zupełnie nowym. Z pewnością na długo zmieni to ludzi w Bergamo i Brescii. Dodatkowo fakt, iż wielu ludzi nie mogło pożegnać się z bliskimi, którzy ostatnie chwile spędzali sami, a potem ich ciała trafiały do kremacji, by ostatecznie być pogrzebane tylko w obecności grabarzy, będzie pogłębiać traumy.

Byłeś na miejscu i wiele widziałeś. Co byś powiedział osobie, która głosi teorie spiskowe, że pandemia to mistyfikacja i prawie nikt nie zmarł? Oraz z drugiej strony, co byś powiedział, a może pokazał komuś, kto twierdzi, że we Włoszech na ulicach są tysiące ciał, a media to ukrywają?
Pewni ludzie, niezależnie od okoliczności, zawsze będą wierzyć w spiski. A gdy mówimy, jak było, to uznają nas za element tego spisku. Ja, choć incydentalnie, kilkukrotnie zostałem zaatakowany przez antyszczepionkowców przy okazji tego wyjazdu. Ci ludzie są po prostu chorzy z nienawiści i nie ma sensu z nimi toczyć dyskusji. Co do reszty, mogę potwierdzić, że sytuacja w Lombardii gdy tam byliśmy, była tragiczna i nikt niczego ani nie wyolbrzymiał ani nie ukrywał. Pojawiały się w sieci dziwne przekazy – choćby ukazujące rzekomo podpalony maszt 5G w Bergamo „winny epidemii”, ale to margines.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

17 komentarze :

  1. To pokaż te zdjęcia ciał, panie psychologu, specjalisto od epidemii. Gdzie są zdjęcia, nagrania? No pokaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, może nie udostępniają z czystej przyzwoitości i szacunku dla chorych i zmarłych? Są w sieci zdjęcia ciężarówek wywożących zmarłych.

      Usuń
    2. dziennikarka włoska mówiła, że są to stare zdjęcia pochówków utopionych na morzu migrantów...

      Usuń
    3. A po co Ci zdjęcia? Przecież i tak byś powiedział, że są sfałszowane.

      Usuń
    4. Moja siostra widziala na zywo, bo tam mieszka. Sfalszowali jej oczy rozumiem?

      Usuń
    5. "dziennikarka włoska mówiła, że są to stare zdjęcia pochówków utopionych na morzu migrantów"

      Że NIEKTÓRE zdjęcia to zdjęcia (ja wiem o jednym) z pochówku utopionych w morzu migrantów. Internauci szynko odkryli, że z jednym ze zdjęć które ktoś zamieścił w sieci jest coś nie tak właśnie dlatego, że pomieszczenie w którym znajdowały się trumny wyglądało inaczej niż wnętrz kościoła w Bergamo, które było widoczne na innych zdjęciach. Nie znaczy to, że z innymi zdjęciami, które już niewątpliwie przedstawiają wnętrz kościoła w Bergamo jest coś nie tak. Chyba, że ktoś z jakiegoś powodu przetransportował topielców całą drogę na Północ Włoch tylko po to, żeby poustawiać trumny w jednym z tamtejszych kościołów.

      Innymi słowy zdjęcie przedstawiające trumny z wyłowionymi migrantami nie jest zdjęciem z kościoła z Bergamo. Na zdjęciach z kościoła w Bergamo w trumnach nie leżą zwłoki wyłowionych migrantów.

      Usuń
  2. Dlatego powstało RODO i ochrona danych osobowych żeby ludzie nie biegali ze zdjęciami i nie wymachiwali nimi po serwisach społecznościowych na prawo i lewo

    OdpowiedzUsuń
  3. On jest lekarzem czy paparazzim?? Myślisz że on przyjechał tam robić zdjęcia zmarcłych będąc ubranym w kombinezonie??

    OdpowiedzUsuń
  4. To co zwraca uwage lekarzy to duza liczba samobojstw...a co mają ludzie robić jak tracą dorobki życia ? Doszukujcie sie jeszcze tego że nerwy atakuje. Nerwy to ludziom atakuje jak takie głupoty czytają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny wywiad, daje do myślenia. Niestety nie wiem co z tymi antyszczepionkowcami. Nie chcę obrażać, ale no zachowują się faktycznie agresywnie. Jak jakaś sekta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachowują się dokładnie według schenatu takiego jak osoby obierające jajka ze skorupy od tej grubszej strony

      Usuń
  6. Po co były te szopki w prasie zachodniej z trumnami i opisem, że zmarło tyle osób z powodu CV, a to byli uchodźcy, którzy u wybrzeża Włoch utonęli? te zdjęcia z różnych miast we Włoszech, USA gdzie pokazywano te same ujęcia, ale podpisane innymi rejonami świata i innymi szpitalami pokazujące manekiny niby ratowane i zmarłe z powodu CV? komu na tym zależy tak mieszać ludziom w głowach? Dlaczego minister zdrowia zmienia zdanie co parę dni co do noszenia lub nie maseczek? dlaczego są lepsi i gorsi? tłum rządowych ludzi możne być blisko siebie, a normalni obywatele nie? ty nie mogłeś jechać na święta wielkanocne do rodziny, a prezydent już bez problemu? lasy? cmentarze? po co ta szopka?

    OdpowiedzUsuń
  7. No szkoda tylko, że są ludzie mądrzy i ludzie mądrzejsi. Zwłaszcza ci mądrzejsi, który uważają się za nieomylnych i myślą, że rządy na świecie działają w naszym interesie. Szkoda też, że ci mądrzejsi nie mają zdolności do łączenia faktów takich jak te same obrazki pokazywane w TV, ze szpitala w USA, Włoch, Hiszpanii. Nikt z nich nawet nie zwrócił uwagi, że to ta sama sala szpitalna, albo że zdjęcia z trumnami to stare video sprzed kilku lat. Czemu wy mądrzejsi uważacie te wszystkie fakty za teorie spiskowe? Czemu po ujawnieniu niepodważalnych dowodów, zmieniacie temat jakby nigdy nic? Dlaczego wy mądrzejsi nie chcecie zauważyć tego co się dzieje w otaczającym was świecie? Bo wasz światopogląd by się załamał, musielibyście przyznać się do błędu, przyznać się , że przez całe życie byliście w błędzie, a to jest trudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu telewizje używają nieaktuapnych materiałów wideo? Bo ludzie z jakiegoś powodu muszą oglądać kretyńskie kanały newsowe 24h. W sytuacji zamkniętych granic, miast, prowincji jak wyobrażasz sobie normalną pracę dziennikarzy? To, że kłamliwie podpisują stare materiały jest nietyczne, ale niczego nie dowodzi.

      Twoja "zdolność łączenia faktów" nie jest niczym innym jak uspokajającym mechanizmem Twojego mózgu. Bez niej musiałbyś pogododzić się ze swoją niewiedzą, bezradnością w obliczu śmierci i przypadkowości życia. Epidemie są naturalną częścią historii ludzkości. Doradzam Ci wyłączyć telewizor i komputer, a w uzyskanym w ten sposób czasie przeczytać książkę. Tylko nie taką, która "uczy łączyć fakty" tylko taką, która pokazuje jakiś mały wycinek faktycznej rzevzywistości.

      Usuń
  8. Ten pan lekarz co był na misji we Włoszech nie wspomniał nic o tym, dlaczego ludzie umierali na virusa COVID 19. Wiekszość ludzi, która była ofiarą wirusa COVID 19 nie zmarła bezpośrednio na koronawirusa. Wirus ten nie był bezpośrednią przyczyną zgonu. Na COVID 19 umierali starsi, schorowani ludzie z innymi przewlekłymi chorobami. Zdrowy człowiek nie ma co się obawiać o swoje zdrowie.
    Propaganda jest szerzona na cały świat. W Niemczech lekarze specjaliści od wirusów są uciszani przez media i nazywani wariatami
    Ten koronawirus to tylko pretekst do wywołania kryzysu gospodarczego , na którym ktoś się wzbogaci...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szybko, ostatnia szansa na złapanie mózgu, który CI wypadł przez dziurkę z ucha.

      Usuń
  9. https://www.worldometers.info/world-population/ https://www.worldometers.info/coronavirus/?zarsrc=30

    OdpowiedzUsuń