Kategorie:

Nieredukowalna złożoność i ewolucja

Jednym z pseudonaukowych pojęć, jakim posługują się negacjoniści nauki, jest nieredukowalna złożoność (ang. irreducible complexity). Ma ono służyć kreacjonistom i wyznawcom inteligentnego projektu w dyskusjach na temat teorii ewolucji biologicznej, jako argument rzekomo dowodzący jej fałszywości. Jak jest w rzeczywistości? Czym jest nieredukowalna złożoność?

nieredukowalna złożoność

Kreacjonizm i ewolucja

Jak to często bywa, strategią
osób promujących pseudonaukę jest sprowadzenie dyskusji do tak niskiego
poziomu, by bazując na absurdach pokonać doświadczeniem przeciwnika i nie mając
ani trochę racji, zrobić wrażenie, że jest się tym, który broni prawdy. Tak też
jest przy nieredukowalnej złożoności. Zwolennicy tego poglądu uważają, że niektóre
układy biologiczne (np. fotosystem u roślin fotosyntetyzujących) czy narządy
(np. oko) są tak skomplikowane, że nie mogły powstać na drodze ewolucji
biologicznej. Szczególnym dowodem ma być fakt, że usunięcie jakiegoś elementu z
takiego systemu biologicznego czyni go niedziałającym i bezużytecznym, a zatem
– według rozumowania kreacjonistów i wyznawców inteligentnego projektu – musiał
istnieć od razu w całości. Pufff i jest! Czary mary, stworzenie, kreacja.
Inaczej nie miałoby to sensu. A jednak to nieprawda. Dlaczego?
Zanim przyjrzymy się kilku
przykładom by udowodnić, że bezpodstawne są powyższe, kreacjonistyczne
twierdzenia, chciałbym przedstawić kilka istotnych informacji. Ewolucja
biologiczna to proces w pewnym sensie mechaniczny – te osobniki,
które mają korzystniejsze w danym środowisku sekwencje DNA (i być może także modyfikacje epigenetyczne)
definiujące ich wygląd, fizjologię, zachowanie (czyli mówiąc ogólnie – fenotyp),
będą częściej odnosiły sukces w postaci unikania wrogów, zdobywania pożywienia
i w końcu rozmnażania się. Dzięki temu następne pokolenia będą coraz bogatsze w
wersje genów, które sprzyjają rozwojowi jakiejś pożądanej cechy w tych
konkretnych warunkach, bo to ich właściciele sprawniej wydadzą na świat potomstwo. Wynika z tego, że choć mutacje genetyczne mogą być
losowe i przypadkowe, to czynniki środowiska i tak eliminują osobniki o
zmianach niepożądanych lub są neutralne dla zmian genetycznych, będących
nieistotnymi, a premiują te korzystne. Dlatego pomimo losowości mutacji mówimy,
że ewolucja nie jest przypadkowa, bo „podąża” za zmieniającym się środowiskiem.
W sposób nieintencjonalny, mechaniczny, ale wyznaczony przez klimat, dostępność
pożywienia, kryjówek, partnerów reprodukcyjnych, obecność pasożytów, drapieżników, zachowań społecznych i wiele
innych.
pchły ewolucja
Pchła – owad wtórnie bezskrzydły. Robert Hook.
Ewolucja jest płynna. Nie jest tak,
że jak raz powstały skrzydła, to dane są już na zawsze. Mogą one ulec
częściowej redukcji (np. u much, gdzie druga para przekształcona jest w
„pręciki”, nazywane przezmiankami) lub całkowitemu zanikowi (pchły). Jak może
do tego dojść? Hipotetycznie rzecz biorąc: przodkowie pcheł ewoluowały w
środowisku, gdzie skrzydła były przydatne. Z czasem zmieniły swoją niszę
ekologiczną ze względu na nacisk różnorodnych czynników i umiejętność lotu przestała
być potrzebna. Jeśli więc zaszła mutacja, która powodowała nierozwijanie się
skrzydeł, to mogła się utrwalić, bo te i tak nie były prymitywnym pchłom
potrzebne, więc osobniki bez skrzydeł nie umierały, mogły się rozmnażać,
przekazując dalej mutacje powodujące zanik skrzydeł. Sytuacja nam bliższa
dotyczy witaminy C: w pewnym
momencie ewolucji przodków człowieka w diecie było jej tak dużo (co wskazuje
na spory udział pokarmu roślinnego), że utrata funkcjonalnego genu, pozwalającego syntetyzować
witaminę C przez organizm nie była w żaden sposób przez dobór naturalny
„karana” mniejszą szansą na sukces reprodukcyjny.

Nieredukowalna złożoność i ewolucja oka

Dlaczego więc argumentowanie, że oko, oddychanie komórkowe czy eukarionty nie mogły powstać na drodze
ewolucji, bo poszczególne cechy tych mniej lub bardziej złożonych układów są
zbyt skomplikowane, a usunięcie jednego elementu czyni całość niesprawnym, jest
błędne i bezpodstawne? To w zasadzie bardzo proste i opiera się o to, co
napisałem w poprzednim akapicie. Ewolucja to proces na swój sposób elastyczny.
Możemy dokładać kolejne cegiełki, budując jakiś narząd, dzięki czemu staje się
on bardziej sprawny. Tak było z okiem. To, że usunięcie czegoś z jego obecnego
kształtu uniemożliwia widzenie, wcale nie oznacza, że nie mogło ewoluować z
prostszych form. Mogło. Powstanie komórek światłoczułych (praoka) dało ewidentną korzyść – możliwość określenia czy jest dzień czy noc, w prosty sposób.
Zagłębienie ich skupiskach w powłokach ciała pozwoliło na stwierdzenie
kierunku, z którego pada światło. W ten sposób, dokładając dalsze modyfikacje, krok po kroku dojdziemy do
współczesnego oka kręgowców. Widząc że choć to może łatwo ulec całkowitemu
uszkodzeniu, to od najprostszej formy i przez wszystkie stadia pośrednie było bardzo przydatnym i
działającym narządem zmysłu wzroku.
ewolucja oka
Schemat ewolucji oka
Innym argumentem kreacjonistów i
wyznawców inteligentnego projektu na poprawność tezy o nieredukowalnej
złożoności jest to, że te czy inne układy i narządy są tak doskonałe i
dokładnie wykonane, że muszą mieć swojego inteligentnego projektanta. Ten
absurdalny pogląd można obalić dwoma sposobami. Przede wszystkim nie jest on
falsyfikowalny, bo niby jak mielibyśmy zweryfikować taką tezę? Kim miałby być
ten inteligentny projektant? Jaki eksperyment przeprowadzić by sprawdzić, czy
to twierdzenie jest słuszne? Nie da się, bo wychodzi ono całkowicie poza obszar
nauki. I nie byłoby to zresztą nic złego, gdyby samo w sobie ustaleniom
naukowym nie przeczyło.
Drugi argument bazuje na
pokazaniu, że wcale takie idealne te czy inne narządy i systemy biologiczne nie
są. Przeciwnie, choć działają sprawnie, to często „zaprojektowane” są tak,
jakby ich budową zajmował się ślepy zegarmistrz (istnieje popularnonaukowa
książka biologiczna o takim właśnie tytule, również nawiązująca do zagadnienia
nieredukowalnej złożoności). Przykłady? Chciałbym przedstawić dwa. Pierwszy
jest bardzo popularny – nerw krtaniowy u żyrafy, który przebiega tak, jakby
projektował go niewidomy i niezaznajomiony z anatomią kręgowców, co bardzo
dobrze pokazane jest na tym filmie. Będąc przy krtani
przejdźmy do gardła. Jaki inteligentny projektant stworzyłby wspólne górne
drogi dla przewodu pokarmowego i oddechowego, czyniąc tym ogromne ryzyko zadławienia? Jest to powszechny problem, nad którym nigdy
się w ten sposób nie zastanawiamy. A jednak nawet najdoskonalszy genetycznie i
fenotypowo lew o ogromnych szansach na powodzenie reprodukcyjne, przekazanie
swoich genów dalej, może przypadkowo się udławić i wypaść z ewolucyjnego
„wyścigu” (a samo takie zjawisko losowego eliminowania sekwencji DNA, jak w
przypadku naszego lwa, nazywamy dryfem genetycznym). To gdzie ten inteligentny
projektant?

ewolucja i kreacjonizm

Drugim przykładem będącym argumentem za tym, że to co kreacjonistom wydaje się stworzone przez inteligentnego
projektanta, Boga, stwórcę, bo pozornie doskonałe, jest w rzeczywistości bardzo
zawiłe i skomplikowane, jest proces syntezy cholesterolu czy kwasów
tłuszczowych. Przedstawię Wam w i tak dużym skrócie, jak to mniej więcej
wygląda. Acetylo-koenzym A łączy się z acetoacetylo-koenzymem A. W efekcie
tworzy się HMG-koenzym A. Jest on redukowany i powstaje mewalonian, zamieniany
na pirofosforan 3-izopentenylu oraz dimetyloalkilofosforanu. Obie te cząsteczki
zostają złączone i powstaje pirofosforan geranylu, przedłużony do pirofosforanu
franezylu. Później z połączenia takich cząsteczek wytworzony zostaje skwalen, z
niego epoksyd skwalenu i wreszcie mamy cholesterol. To wszystko z udziałem
całej machiny różnych enzymów i podkreślam – w uproszczeniu. Gdzie rzekomo inteligentny projektant? W rzeczywistości nie ma żadnego sporu o to, czy rację mają biolodzy czy kreacjoniści.

Inteligentny projekt

Wiadomo, że różne, takie czy inne
syntezy zachodzące w organizmach żywych, mogłyby przebiegać w prostszy sposób.
Wszystko dałoby się zaplanować łatwiej, w porównaniu do tego, co jest,
lecz nie mieliśmy tego szczęścia, by być stworzonymi przez inteligentnego
stwórcę. Każda kolejna cegiełka szlaku syntezy cholesterolu, kwasów
tłuszczowych, DNA, metioniny, noradrenaliny, melatoniny i wielu, wielu innych,
była dokładana w określonych okolicznościach i gdy już zaszła, inny potencjalny
szlak metaboliczny mógł okazać się z wielu powodów niedostępny. Gdyby tylko ewolucją
sterował ktoś inteligentny, może wtedy wyglądałoby to inaczej. Niestety (albo
może na szczęście, zależy jak spojrzeć) polega to na opisanych wyżej
mechanizmach. Ewolucją możemy kierować za pomocą doboru sztucznego czy
manipulacji biotechnologicznych (transgeneza i inne), ale nie cofniemy się z tą
wiedzą i techniką miliony lat wstecz.
medycyna ewolucyjna
Komórka nowotworowa i limfocyty. Jade Boyd, Rice University.
Wbijając przedostatni gwóźdź do
trumny, warto przyjrzeć się zjawisku nowotworzenia. Różnorodne, złośliwe guzy z
pewnością zasługują na miano nieredukowalnie złożonych w oczach wyznawców tej
idei. Tyle, że ich powstanie możemy prześledzić „na własne oczy” od początku.
Jak to się dzieje, że z komórek zdrowych powstaje odporny na działanie układu
odpornościowego i chemioterapii guz? Czyni on to, co cała reszta świata
organizmów żywych. Żywi się i rozmnaża. A ponieważ jest zewsząd atakowany –
przez komórki immunologiczne czy leki, to zachodzące w nim (masowo, ze względu
na brak bezpieczników, jak u zdrowych komórek) mutacje będą go czyniły
silniejszym. Część komórek zostanie zniszczona, ale te które odpowiednio
zmutują i nabędą większej odporności i złośliwości, będą się dalej rozmnażały.
Wyścig zbrojeń, jak między antylopą i gepardem, tylko w skali komórkowej. Gdyby
traktować każdą replikację jako moment założenia nowego pokolenia, mamy tzw.
ewolucyjną skalę czasu. I nawet w tak „nieredukowalnie złożonym” przykładzie
bez trudności widzimy działanie zjawiska, jakim jest ewolucja biologiczna.
Sytuacji takich znajdziemy miliony. Wystarczy pochylić się nad jakimkolwiek tematem dotyczącym biologii. Nawet z komórek w pełni zróżnicowanych, np. skóry, jesteśmy w stanie stworzyć nowe komórki zarodkowe. Kto by pomyślał, że tak idealne stworzenie, jak człowiek, jest do podrobienia w sposób na miarę Nagrody Nobla z 2012 roku. Ostatecznie dyskusje z
kreacjonistami i wyznawcami idei inteligentnego projektu na temat
nieredukowalnej złożoności sprowadzają się mniej więcej do tego absurdu, co
debaty nad ogniwami pośrednimi. Za każdym razem gdy biolog ewolucyjny znajdzie
przejściowe stadium jakiegoś narządu czy układu, które wcześniej były uznawane
przez kreacjonistę za rzekomo nierealne, bo niefunkcjonalne, kreacjonista ujawni kolejny szczegół do rozebrania na części i przekonywania, że nie da
się odtworzyć ich ewolucji. Ale choćby nie wiadomo jak się starał i niezależnie
od tego czy otrzyma odpowiedź teraz czy po kilku latach badań, zwyczajnie nie
będzie mieć racji przez wszystkie wymienione już powody. Można porównać to do śmierci. Jeśli widzimy martwe ciało, to wiemy, że nastąpiła, mimo że nie znamy jeszcze szczegółów jej okoliczności.
kreacjonizm
Herzyk
Na koniec, tradycyjnie już przy temacie
kreacjonizmu i inteligentnego projektu, chciałem podkreślić, że powyższa
argumentacja, jak i ogólnie teoria ewolucji, nie uderza w wiarę czy religię.
Opiera się o naukę i tej działalności ludzkiej dotyczy. Główne religie świata
wzywają do akceptacji teistycznego ewolucjonizmu, czyli wiary, że jakaś siła wyższa, Bóg czy cokolwiek w co się wierzy, w odległej nam abstrakcji stworzył świat tak, by według poznanych przez
naukę praw wyewoluował człowiek. Odrzucanie nauki nie ma najmniejszego sensu, a
świadczyć może jedynie o niezrozumieniu podstaw biologii. Ruchy
kreacjonistyczne chcąc w swym antynaukowym zacietrzewieniu bronić wiary, w
rzeczywistości jedynie ją ośmieszają (czego najlepszym przykładem jest upieranie się, że ludzie żyli razem z dinozaurami i ukazywanie tego w kreacjonistycznych pseudomuzeach). Oni, nie biolodzy, opisujący jedynie
mechanizm i efekty zjawiska, którym zawdzięczamy ciągły postęp w nauce.
Ponieważ prowadzenie bloga wymaga ponoszenia kosztów, zdecydowałem się stworzyć profil na Patronite, gdzie możecie ustawić w prosty sposób comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu blog może funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. 5 czy 10 złotych nie jest dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu osób staje się realnym, finansowym patronatem bloga. Dziękuję też wszystkim dotychczasowym Patronom i Patronkom.

Literatura
Douglas Futuyma. Ewolucja.
Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa 2005.
Richard Dawkins. Samolubny gen. Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Warszawa 2012. 
Nick Lane. Tlen. Cząsteczka, która stworzyła świat. Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Warszawa 2005.
Brown. Genomy. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2009.

Goymer, Patrick. „The evolution of cancer.” Nature (2008): 1046.

Maynard Smith, Szathmáry. Tajemnice Przełomów Ewolucji. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2000.
Murray, Granner, Rodwell. Ilustrowana biochemia Harpera. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Warszawa 2008.
Krzymowski. Fizjologia Zwierząt. Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne. Warszawa 2005.


 

 

bioksiążka

 

Najnowsze wpisy

`

Liczba komentarzy: 23 na temat “Nieredukowalna złożoność i ewolucja

    1. Moim zdaniem niefalsyfikowalność raczej przesądza o nieprawdziwości. Prawdziwe jest to, co można by sfalsyfikować, ale się nie udało 🙂

    2. @AdamK
      Falsyfikowalność przesądza o sensowności. Zdania mówią o naszym doświadczeniu lub możliwości doświadczenia. Mówiąc "to nie jest trujące" odnosimy się do naszej wiedzy o potencjalnej biegunce i śmierci i opisujemy przeświadczenie, że nie będą mieć miejsca na skutek spożywania czegoś. Doświadczenie może zweryfikować ten pogląd. Na tym polega stwierdzenie "dinozaury istniały", że doświadczamy skutków tego istnienia. "Ona mnie kocha" znaczy, bo zależnie od tego, czy to prawda czy nie, zmienią się doświadczenia. "Pada" czy "we wtorki bilety są tańsze", "rozumiem was" i "trudno będzie zdążyć na czas", "5 do czwartej potęgi to 625", każde zdanie znaczące opisuje doświadczenia, które mieć możemy, ale których brak także rozpoznamy.
      Zdanie, które nie opisuje warunków uznania go za fałszywe, to zdanie pozbawione sensu.

    1. Raczej nie ironia tylko dowcipny trolling. Niestety to stwierdzenie ze to tylko teoria jest tak popularne ze duzo bardziej prawdopodobne ze za tym komentarzem stoi ignorant niz ktos kto zartuje nawiazujac do tytulu bloga

  1. Jest tyle dowodów na istnienie ewolucji, że twierdzenie że jej nie ma wskazuje tylko na niechęć do wyedukowania się. Co innego dyskutowanie o konkretnych mechanizmach ewolucji bo na tym polu jest pewnie jeszcze dużo do odkrycia.
    Ale najbardziej ciekawe jest że nikt z kreacjonistów (i tym podobnych) nie próbuje połączyć zapisów starego testamentu z teorią ewolucji (a przynajmniej od strony kreacjonistów nigdy nie przeczytałem argumentu który by w tym kierunku zmierzał).
    A więc:
    1. człowiek jest stworzony na podobieństwo boga
    2. człowiek korzysta z narzędzi
    => bóg korzysta z narzędzi

    więc można założyć że ewolucja jest jednym z narzędzi boga do tworzenia życia, a dokładniej zbiorem narzędzi. Co więcej życie na ziemi może być tylko jedną z wielu prób dojścia do ideału (jak to robią ludzie tworząc… wszystko) i stad się bierze niepotrzebna złożoność.

    1. A niby na dlaczego istnienie ewolucji miałoby zaprzeczyć stworzeniu Świata i życia przez Boga?
      Nauki ścisłe zajmują się badaniem mechaniki, odpowiadają na pytanie "Jak działa to co istnieje", nie odpowiadają na pytanie "Po co istnieje?" i "Dlaczego istnieje?"
      Dla nauki ścisłej słowo "to istnieje" znaczy po prostu "to przydaje się do wygodnego opisu zachowania się naszego wspólnego otoczenia". Słowo "to jest prawdziwe" znaczy po prostu "to jest wewnętrznie spójne w ramach danej teorii". Zaś "poznanie" znaczy po prostu "budowanie teorii o coraz większych zakresach ważności".

      Niezależnie od tego, jakich pięknych slow naukowiec używa, aby odpowiedzieć na pytanie "dlaczego leje się woda do wanny", jego odpowiedz znaczy zawsze "eureka! odkryłem, ze kran został odkręcony!" (akcent na działanie), a nie "eureka! odkryłem, ze istnieje kran!" (akcent na istnienie). Naukowiec odkrył, ze wprowadzając pojecie kranu i kurka oraz podając instrukcje, jak należy kręcić tym kurkiem, umożliwia spragnionemu kąpieli narodowi kontrolowanie stanu napełnienia wanny woda. Naukowiec w ogóle nie wypowiada się na temat istnienia kranów i korków!

      Powodzenia 🙂

    2. Przez jakiegoś tam boga – jasne. Chrześcijańskiego? Już gorzej. Stary Testament co chwila powtarza, że świat został stworzony – i to w siedem dni. Paweł również o tym przypomina w listach; choćby w Liście do Rzymian mówi o tym, że jak grzech wszedł na świat przez Adama, tak przez Jezusa został on poddany łasce.
      I tu dochodzimy do sedna problemu – największego chyba ontologicznego problemu każdej religii, czyli pochodzenia zła. Chrześcijaństwo jednoznacznie uosabia śmierć z grzechem, a źródłem grzechu jest tylko i wyłącznie świadoma decyzja człowieka o buncie wobec Boga. Jeśli mamy do czynienia z ewolucją, to mamy do czynienia z zastępowaniem pokoleń, czyli cyklem śmierci, który jednoznacznie wymaga, według teologii chrześcijańskiej, istnienia (panowania!) grzechu.
      Już nie mówiąc o problemie katolickiej doktryny grzechu pierworodnego.

    3. zgadzam się w 100 procentach. Teoria ewolucji mówi o wielkim wybuchu, a ten wybuch musiał być przez jakąś siłę zapoczątkowany, Biblia nie przeczy teorii ewolucji

  2. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, ale ciekawe, czy kreacjoniści zdarzają się np. wśród rodzimowierców słowiańskich. Ja sam jestem człowiekiem wierzącym, ale nie religijnym, co wiele ułatwia 🙂 Podejście mam takie, że Bóg stworzył człowieka, posługując się narzędziami takimi jak ewolucja właśnie. Moim zdaniem problem z ewolucją wynika tylko i wyłącznie z literalnego rozumienia Biblii – wielu jest przecież głęboko wierzących ludzi, którzy problemu z ewolucją nie mają. Tylko skąd pogląd, że Biblię trzeba odczytywać dosłownie?

    1. Spotkałam rodzimowiercę-kreacjonistę, więc na pewno się zdarzają. Jest to raczej rzadkie zjawisko, na ile da się ocenić tak bez badań.

    2. "Tylko skąd pogląd, że Biblię trzeba odczytywać dosłownie"?

      Ponieważ biblia była napisana prostym językiem, dla prostych ludzi i odzwierciedlała stan wiedzy, a raczej niewiedzy na temat wszechświata w momencie gdy była pisana. To później po wielu wiekach zaczęto mówić o tym, że to co w niej zawarto to metafory itp.

    3. Prostym językiem, dla prostych ludzi, ale dla których numerologia była tak istotna, że nawet imiona posiadały numeryczne odpowiedniki. Siedem dni można (i powinno się) interpretować m.in jako długi czas. Poza tym pamiętaj że Pismo mogło być interpretowane tylko przez wykształconych do tego kapłanów.

  3. Napisałeś Autorze :"Jednym z pseudonaukowych pojęć, jakim posługują się negacjoniści nauki, jest nieredukowalna złożoność (ang. irreducible complexity)". Już to zdanie dyskwalifikuje Autora jako specjalistę w tematyce. Skoro to pseudonauka, to dlaczego toczy się taka ożywiona dyskusja w świecie naukowym już od wielu lat? Jest to bardzo ciekawa i właśnie naukowa hipoteza. Zresztą jej twórca Behe jest biochemikiem, profesorem uniwersyteckim, jego książka "Czarna skrzynka Darwina" wydana w 1996r. nie jest nienaukowa o czym mozna się przekonaać, czytając ją. Polecam tę lekturę, bo została wydana po polsku.
    Tyle komentarza do pierwszego zdania. Do całego tekstu się nie odnodzę, ze zrozumiałych względów. Dziwi mnie tylko ( a może i nie :-), że religia ewolucyjna jest taka bojowa, bo przecież, jeśli ktoś nie jest ewolucjonistą-neodarwinistą, musi być wariatem lub dyletantem naukowym. Jednak ci wyznawcy przeoczają, że wielu noblistów i innych wybitnych naukowców sprzeciwiało się teorii ewolucji, niektórzy jak Fred HOYLE nazywali wprost, że to żadna teoria naukowa, bo brak jej dowodów, tylko że niewielu naukowców ma odwagę o tym głośno mówić.
    Ale, ale miałem krótko.
    Aha darujcie sobie epitety w komentarzach. Wiem, że mogłem obrazić niejednego wwyznawcę ewolucji aczkolwiek nie używałem inwektyw.
    KOmar

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *