TikTok, czyli chińska aplikacja rozrywkowa, znacząco zmienił wiele aspektów kultury. A także funkcjonowania społeczeństwa. W tym tej części, która w ogóle z niego nie korzysta. Upowszechnił brain root. Spopularyzował algorytmy wyświetlające nam nie to, co publikują nasi znajomi i obserwowane przez nas profile, lecz to, co się aktualnie klika, nawet jeśli pochodzi z konta, z którym nic nas nie łączy. TikTok (wspólnie już z Instagramem czy Facebookiem) wyniósł na piedestał także AI slopy, czyli generyczne treści stworzone przez programy AI, które nie mają żadnego przekazu, fabuły czy charakteru i są nastawione jedynie na przyciąganie uwagi dla osiągania zasięgów. Coś takiego, jak przytulający się kurczak z niedźwiedziem, robot ze słodkimi oczami, kamienne stworki skaczące po trawie itp. Wszystko to jednak jest wycinkiem, bo TikTok zrobił coś jeszcze – chodzi o kadrowanie filmów.
Artykuł napisałem dzięki wsparciu moich Patronów i Patronek. To dzięki nim blog ten może istnieć i się rozwijać, a publikowane tutaj teksty i artykuły są niezależne. Jeśli chcesz wesprzeć moją działalność, możesz to zrobić na moim profilu Patronite.

Wąskie kadrowanie filmów pod TikToka
Chociaż Facebook czy Instagram mają rolki, a Youtube shortsy, to zrobiły takie formaty w ramach konkurowania z TikTokiem. Bo to ten ostatni wprowadził na cyfrowy rynek wąsko wykadrowane filmiki wideo na dużą skalę. A ponieważ obecnie bardzo to trenduje, to poważni producenci postanowili się dostosować. I to pomimo, że krytycy filmowi i liczni zwykli widzowie odnoszą się do takich zmian nie najlepiej, a ich wpływ na jakość filmów i bajek oceniają negatywnie.
Najnowszym przykładem jest afera wokół nowej produkcji Disney’a pt. „Hexed”. Producent krytykowany jest za wypuszczenie trailera o wąskich, pustych kadrach, aby nadawał się pod wirale na TikToku. Gdy dowiedziałem się o tym, od razu pomyślałem, jak patrzenie na takie małe, wąskie obszary i postrzeganie ich wpływa na fizjologię i psychikę pod kątem lęku i relaksu. Niby chodzi tylko o bardziej pionowy, silniej kompaktowy i mocniej skupiony obraz, a jednak czyni to istotną różnicę.
Widzenie peryferyczne a napięcie i relaks
Nasza biologia i psychika działają tak, że gdy patrzymy w sposób bardziej skupiający wzrok, jesteśmy też silniej spięci. Lękowi i zestresowani. A kiedy patrzymy bardziej panoramicznie (peryferyjnie), starając się objąć widzeniem jak najszerszy obraz, bez skupiania się na jednym punkcie czy małym obszarze, stajemy się bardziej zrelaksowani. Jest to fizjologiczna reakcja, znana nauce od dawna.
Skupienie wzroku na mniejszym punkcie czy obszarze powoduje wydzielanie hormonów stresu i związanej z nimi kaskady reakcji. Stawia nasz organizm w stan gotowości, spina mięśnie i przyspiesza rytm serca. Dlatego jedną z technik relaksacji, obniżenia lęku i zwiększenia obecności i uważności, jest właśnie szerokie, panoramiczne patrzenie. Sami spróbujcie – zobaczycie, jak skuteczna na lęk i napięcie jest ta prosta, biologiczna metoda. Nie działa rzecz jasna zero-jedynkowo, bo czynników podnoszących lub obniżających napięcie jest wiele, ale i tak robi różnicę.
Oczywiście patrzenie skupione na jednym punkcie czy małym obszarze też jest ważne, bo bywa potrzebne. Kiedyś, podczas zagrożenia w lesie. Dziś nieraz na drodze, w trakcie uprawiania sportów, grania w gry itd. Ale nie przez kilka godzin dziennie albo po kilka-kilkanaście minut, co chwilę przez cały dzień.
Kolejny czynnik odpowiedzialny za epidemię lęków
Badania pokazały, że upowszechnienie się smartfonów (oraz tzw. helikopterowe rodzicielstwo) spowodowały masowe problemy z zaburzeniami psychicznymi u młodzieży. Stały się już niepodważalnym dowodem w dyskusjach na temat wpływu korzystania ze smartfonów przez osoby niepełnoletnie na zaburzenia rozwoju psychicznego i emocjonalnego. Takie jak zaburzenia osobowości, zaburzenia tożsamości, zaburzenia lękowe, OCD, depresje.
Znakomicie wykazał to psycholog, prof. Jonathan Haidt, w książkach pt. „Niespokojne pokolenie” i „Rozpieszczony umysł”. A od czasu ich premiery pojawiło się wiele nowych publikacji naukowych, potwierdzających tę tezę jeszcze mocniej. Danie dziecku smartfona jest mniej więcej tak samo nieodpowiedzialne i szkodliwe dla mózgu i psychiki, jak dawanie mu wódki.
Patrzenie panoramiczne zamiast wąskiego to tylko jeden czynnik
Znaczna część uwagi dotyczącej negatywnego oddziaływania smartfonów na zdrowie psychiczne jest skupiona na tym, że izolują one społecznie. Powodują kompleksy przez porównywanie się do „idealnej” urody z Instagrama. Kradną uwagę i skupienie. Uniemożliwiają nudzenie się (a to jest niezbędne do rozwijania kreatywności). Ułatwiają nękanie rówieśnicze (nagrywanie i publikowanie „ośmieszających” filmików czy zdjęć). Powodują mniejsze czucie ciała, a większe bycie w głowie. I to wszystko jest bardzo ważne, ale należy pamiętać także o tym, że patrzenie na mały, często punktowy obszar, wymuszone przez ekrany smartfonów, a podniesione do najgorszego poziomu na TikToku, stale i bazowo utrzymuje w człowieku podwyższony lęk, niepokój i napięcie. Ogółem stan alarmowy. Codziennie, często przez kilka godzin.
Mam więc nadzieję, że poważni producenci kinowi, tacy jak Disney, nie pójdą w kierunku utiktokowienia swoich filmów. I oby ta afera pomogła zwiększyć świadomość tego, jak skupione przez smartfony patrzenie punktowe, zamiast panoramicznego, może podnosić nasz bazowy stres przy każdym sięgnięciu po telefon.
Moja działalność nie byłaby możliwa bez wpłat na Patronite. Dlatego serdeczne podziękowania kieruję do Patronek i Patronów wspierających mnie w sposób szczególny. Są to: Marcin, Piotr, Miłosz, Agnieszka, Milena, Olaf, Grzegorz, Katarzyna, Daniel, Krzysztof, Tomasz, Paulina, Tomek, Magdalena, Tomasz, Marek, Andrzej, Michał, Józef. Zachęcam do dołączania do tego grona, bo tylko to daje mi swobodę i niezależność w tworzeniu.




Te badania w zdecydowanej większości pokazują przede wszystkim korelację czasową – mniej więcej od 2010 roku notowany jest wzrost liczby diagnoz psychiatrycznych u dzieci i młodzieży oraz, w niektórych krajach, wzrost liczby samobójstw. Prace Jonathana Haidta, który co prawda jest profesorem, ale akurat nie psychologii, tylko etycznego przywództwa w biznesie, spotykają się z krytyką. Np. Aaron Brown, wykładowca statystyki na Uniwersytecie Nowojorskim, twierdzi, że tylko 22 z 476 badań opisanych w „The Anxious Generation” zawiera dane dotyczące intensywnego korzystania z mediów społecznościowych lub poważnych problemów psychicznych wśród nastolatków, a żadne z nich nie zawiera danych na temat obu tych zjawisk jednocześnie. Innymi słowy – Haidt buduje narrację przyczynowo-skutkową na fundamencie, który w ogromnej większości nawet nie próbuje zmierzyć obu zmiennych naraz. To różnica między „istnieje literatura na temat mediów społecznościowych” a „istnieje literatura pokazująca, że media społecznościowe powodują kryzys psychiczny” – Brown twierdzi, że Haidt systematycznie zaciera tę granicę.
Innym krytykiem jest prawdziwy profesor psychologii, Christopher J. Ferguson, który zwraca uwagę na to, co Haidt pomija – wpływ kryzysu opioidowego na statystyki zdrowia psychicznego. I rzeczywiście pojawiają się analizy – np. wpływowy think tank RAND twierdzi, że zmiana formuły leku opioidowego w 2010 roku (reformulacja OxyContinu utrudniająca nadużywanie) pośrednio przyczyniła się do około 50 procent wzrostu liczby samobójstw wśród dzieci i młodzieży w niektórych stanach USA. Mechanizm jest tu istotny: zmiana formuły nie ograniczyła uzależnienia, tylko przesunęła je na czarny rynek i substancje zastępcze – w efekcie młodzież dorastająca w domach dotkniętych kryzysem opioidowym doświadczała większej niestabilności rodzinnej, traumy i ekspozycji na przedawkowania, co RAND wiąże ze wzrostem liczby samobójstw niezależnie od jakiejkolwiek ekspozycji na media społecznościowe. To korelacja czasowa konkurencyjna wobec tej, którą forsuje Haidt, a mimo to prawie nieobecna w jego narracji.
Poza tym w tamtym czasie, czyli od początku lat 2000., niemal cały zachodni świat przechodzi zmianę podejścia do zdrowia psychicznego. To wtedy zaczęły powstawać programy przesiewowe w szkołach, kampanie destygmatyzujące i zmiany w praktyce klinicznej, które uwidaczniały to, na co wcześniej nie zwracano większej uwagi – to, co dawniej raportowano jako wypadki, urazy czy zatrucia, zaczęło być raportowane zgodnie z rzeczywistością, czyli jako samobójstwa lub próby samobójcze – zmiana klasyfikacji na poziomie systemów zdrowia publicznego potrafi samodzielnie wygenerować wzrost statystyczny bez żadnej zmiany w rzeczywistym zachowaniu populacji. A pojawienie się powszechnego internetu – najpierw stacjonarnego, a po 2010 roku mobilnego – tylko napędziło zainteresowanie tematyką zdrowia psychicznego, zarówno w społecznej widoczności problemu, jak i gotowości do zgłaszania się po diagnozę.
To wszystko oczywiście nie przeczy temu, że nadmierne korzystanie jest szkodliwe.