Kim jest Séralini i jak zmanipulował badanie wiążące GMO z nowotworami

Gdybym miał wybrać jedną z najniebezpieczniejszych manipulacji ostatnich lat w badaniach naukowych w obszarze biologii i medycyny, zdecydowanie obok „badań” Andrew Wakefielda dotyczących szczepień (które opisałem tutaj – klik) wymieniłbym badanie Gilles-Éric Séraliniego na temat wpływu kukurydzy GMO i glifosatu na zdrowie szczurów. W dzisiejszym tekście opisuję więc ten konkretny przypadek, wyjaśniając dlaczego eksperyment francuskiego biologa molekularnego to nie wnosząca nic merytorycznego do naszej wiedzy ustawka.

Gilles-Éric Seralini
Gilles-Éric Séralini; za https://geneticliteracyproject.org z późn. zm.

Kim jest Gilles-Éric Séralini?

Gilles-Éric Séralini to europejski biolog molekularny urodzony w Algierii oraz aktywista walczący z wykorzystywaniem genetycznie zmodyfikowanych organizmów. Zanim zajął się zwalczaniem GMO zapowiadał się na biochemika, badającego różnego rodzaju enzymy i inne białka. Mógł pójść tą drogą, inwestując swą energię w rozwój biologii, jednak w latach 90. postanowił przekierować swoje zainteresowania. Wziął na celownik GMO, znacznie rozluźniając swoje więzi z nauką. Z uwagi na polityczne zaangażowanie pracował m.in. dla rządu francuskiego i we Francuskiej Komisji Inżynierii Biomolekularnej, a także dla Komisji Europejskiej, będącej odpowiednikiem rządu Unii Europejskiej. Założył też Komitet Badań i Niezależnej Informacji na temat Inżynierii Genetycznej (CRIIGEN), którego celem jest podważanie bezpieczeństwa stosowania GMO.

W roku 2012 opublikowana została praca Séraliniego i współautorów, która opisywała eksperyment dotyczący GMO. Polegał on na podawaniu szczurom przez okres dwóch lat kukurydzy niezmodyfikowanej genetycznie, kukurydzy zmodyfikowanej genetycznie oraz mieszanek z dodatkiem glifosatu (więcej na temat tego herbicydu pisałem tutaj – klik) w różnych kompozycjach. Wyniki zaproponowane przez Séraliniego wskazywały, że kukurydza GMO i glifosat są szkodliwe, mogąc wywoływać wzrost guzów nowotworowych. Okazało się jednak, że badanie miało poważne błędy, a ostatecznie zostało nawet wycofane z publikacji.

Manipulacje w badaniu Séraliniego dotyczącym GMO

Chociaż krytyka badania francuskiego biologa dotyczyła wielu aspektów i nawiązywała też do jego poprzednich, chybionych prac (o których za chwilę napiszę), to skupiona była wokół kilku fundamentalnych błędów w metodyce tego eksperymentu. Przede wszystkim krytyczne głosy zwróciły uwagę na fakt, że w badaniu udział wzięła niewielka liczba szczurów (100 samic i 100 samców podzielone na 10 grup, czyli tylko po 10 samic i 10 samców na grupę), co w badaniach biomedycznych znacznie ogranicza możliwości przeprowadzenia prawidłowej analizy statystycznej oraz wnioskowania na jej podstawie. Dodatkowo szczep, który wykorzystano w badaniu – Sprague Dawley – to odmiana, dla której częsty rozwój nowotworów z wiekiem (a pamiętajmy, że badanie trwało dwa lata, czyli szczury pod koniec były stare) jest charakterystyczny niezależnie od tego, czym są karmione. Ma to sens jeśli sprawdzany jest wpływ jakiejś diety albo konkretnego produktu czy nawet związku chemicznego, ponieważ można wówczas zobaczyć czy zwierzęta dostające ten składnik, na poziomie statystycznie istotnym, rzadziej lub później chorują w porównaniu do tych, które owego dodatku nie otrzymywały. Jednak w przypadku tego typu eksperymentu, jaki przeprowadził Séralini, nie ma to sensu. Warto zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że brakowało grupy kontrolnej – nie było grupy szczurów, które otrzymywałyby zwykłą paszę laboratoryjną, a zatem nie było obiektywnego punktu odniesienia, do którego można by porównywać wyniki.

GMO nowotwory rak szczury
Zdjęcia z wycofanej publikacji (Séralini 2012)

Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której chcemy sprawdzić czy zwierzęta lubią jeść. W tym celu wybieramy koty i podsuwamy im kwaśne cytrusy, których rzecz jasna nienawidzą. W efekcie stwierdzamy, że pomarańcze nie smakują zwierzętom, gdyż te nie chcą ich jeść i mogą być dla nich szkodliwe. W rzeczywistości jasne jest, że dla kotów jest to zachowanie naturalne i wcale nie oznacza, że koty czy tym bardziej ogół zwierząt cytrusów w ogóle jeść nie lubi. Ta analogia w bardzo uproszczony, ale klarowny sposób pokazuje bezsens badania przeprowadzonego przez Séraliniego robionego w kontekście tak stawianej tezy. Było ono nastawione na propagandę medialną, a nie na rozwój nauki, o czym dodatkowo świadczy fakt, że wybrani dziennikarze mieli przedpremierowy dostęp do wyników, ale musieli podpisać klauzulę poufności, tak aby nie konsultować otrzymanych informacji z innymi naukowcami.

Séralini, badania nad GMO oraz glifosatem i konflikt interesów

Innego rodzaju zarzutem wobec Séraliniego jest konflikt interesów i to nie byle jaki, lecz bardzo poważny i rozbudowany. Chodzi o jego silne powiązania z Greenpeace (więcej o Greenpeace napisałem tutaj – klik), a także finansowanie jego działalności przez tę organizację, która znana jest ze zwalczania GMO z powodów ideologicznych. Czyli badania Séraliniego wskazujące na szkodliwość spożywania GMO były robione niemal na zlecenie organizacji, której jednym z ważniejszych celów jest dążenie do zakazania upraw GMO. Już samo to jest bardzo wymowne, ale przyjrzałem się szczegółom i chciałbym je przedstawić również Wam.

W roku 2007 Greenpeace zasponsorował badanie Séraliniego, z którego zdaniem autorów wynikało, że kukurydza genetycznie zmodyfikowana (MON 863) przyjmowana w pokarmie przez szczury powoduje zaburzenia gospodarki lipidowej organizmu, a także prowadzi do uszkodzenia nerek, nadnerczy, wątroby i układu krążenia oraz układu krwiotwórczego. Szybko okazało się jednak, że zaprezentowane parametry krwi i narządów znajdowały się w normie, gdyż ich odchylenia od niej nie były statystycznie istotne, zaś Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) ocenił, że analiza statystyczna została przeprowadzona nieprawidłowo. Co ciekawe, podobne błędy i bezpodstawne wnioski Séralini wysuwał w swojej pracy z 2009 roku, na co także EFSA zwróciła uwagę.

GMO kukurydza

Śmieszne i jednocześnie straszne jest to, czym Séralini zajął się po skandalu z roku 2012. Otóż badał czy ziołowe preparaty homeopatyczne „odtruwają” z glifosatu. Mowa o homeopatycznym „leku” Digeodren (Dig1) wydawanym przez Sevene Pharma. W tym celu Francuz podawał szczurom wodę z dodatkiem Roundupu (herbicydu z glifosatem) oraz wodę z dodatkiem homeopatycznego preparatu. Ten zdumiewająco bezsensowny eksperyment jeszcze bardziej groteskowym czynią wnioski – autorzy pracy stwierdzili w niej, że Digeodren działa silnie prewencyjnie i terapeutycznie wobec zatrucia glifosatem.

We wszystkim tym rzadko dostrzegana jest jedna, choć w szerszym kontekście mniej ważna, to moralnie i etycznie także istotna sprawa, czyli życie zwierząt. Séralini i jego współpracownicy oraz pośrednio ich sponsorzy, w tym Greenpeace, poświęcali szczury pod bezsensowne badania mające popierać określoną tezę ideologiczną i wspierać polityczne postulaty zakazania GMO. Nie niosły ze sobą postępu naukowego. Choć rzeczą bezsprzeczną jest fakt, że w wielu rodzajach badań musimy wykorzystywać zwierzęta – bez tego rozwój medycyny byłby bardzo słaby lub niemożliwy, a wielu przeciwników testów na zwierzętach sama wielokrotnie korzystała z dobrodziejstw opartych na ich podstawie, zapewne zawdzięczając im nawet życie w dzieciństwie – to zbędne używanie zwierząt w eksperymentach, jak i w ogóle robienie niepotrzebnych eksperymentów jest karygodne.

Czy GMO jest bezpieczne?

Pytanie o to, czy GMO jest bezpieczne jest takie samo, jak pytanie czy nieGMO jest bezpieczne. Odpowiedź brzmi: i tak i nie. Wszystko zależy od tego z jakim gatunkiem np. rośliny i jakiej odmiany mamy do czynienia. W naturze spotkamy zarówno dzikie owoce leśne, które są smaczne i zdrowe, jak i trujące grzyby. Również roślina GMO potencjalnie mogłaby być trująca, gdyby wbudować w jej genom sekwencje DNA odpowiedzialne za produkowanie toksycznych związków chemicznych. Różnica polega na tym, że w naturze różne procesy dzieją się od milionów lat i po prostu nie znamy ich wcale, znamy częściowo albo nie w pełni. W przypadku produkowania GMO naukowcy dokładnie wiedzą jakie zmiany i po co wprowadzają, więc ryzyko niebezpieczeństwa jest znacznie, znacznie niższe niż przy nowo poznanych, dzikich odmianach roślin (potencjalnie) jadalnych. Jest ono niższe nawet jeśli porównamy je do roślin z tradycyjnej hodowli. W jej przypadku, choć zmiany (ze względu na dobór sztuczny prowadzony przez hodowcę) są pod pewną kontrolą, to te dokładne modyfikacje genetyczne, jakie zachodzą w genomie w toku hodowli – już nie. Szerzej o wpływie GMO na zdrowie i na środowisko pisałem tutaj (klik) oraz tutaj (klik). 

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.


Literatura
De Vendômois, Joël Spiroux, et al. "A comparison of the effects of three GM corn varieties on mammalian health." International Journal of Biological Sciences (2009).
European Food Safety Authority (EFSA). "EFSA review of statistical analyses conducted for the assessment of the MON 863 90‐day rat feeding study." EFSA Journal (2007).
European Food Safety Authority (EFSA). "Statement on the analysis of data from a 90‐day rat feeding study with MON 863 maize by the Scientific Panel on genetically modified organisms (GMO)." EFSA Journal (2007).
Gress, Steeve, et al. "Dig1 protects against locomotor and biochemical dysfunctions provoked by Roundup." BMC complementary and alternative medicine (2016).
Séralini, Gilles-Eric, Dominique Cellier, and Joël Spiroux de Vendomois. "New analysis of a rat feeding study with a genetically modified maize reveals signs of hepatorenal toxicity." Archives of environmental contamination and toxicology (2007).
Séralini, Gilles-Eric, et al. "RETRACTED: Long term toxicity of a Roundup herbicide and a Roundup-tolerant genetically modified maize" (2012).
Udostępnij na Google Plus

O autorze

Łukasz Sakowski. Biolog z Poznania. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

9 komentarze :

  1. Głośne, ważne badanie bez grupy kontrolnej... A myślałem, że widziałem już wszystko

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobitnym przykładem modyfikacji genetycznej jest pszenica. Jest tak dobra, że coraz mniej ludzi może ją jeść. A dlaczego na torebkach brak wielkiego napisu: uwaga, to GMO! No cóż, bo takie są przepisy. Czyli udajemy, że pszenica to nie GMO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujące spostrzeżenie. Tylko, że:

      1. To nie prawda, że "coraz mniej ludzi może jeść pszenicę". Generalnie jest moda na ograniczanie węglowodanów (surprise surprise, skrobia to cukier), która w odróżnieniu od wielu innych mód akurat ma sens. Jest też moda na bicie glutenu jako sprawcy wszystkich problemów ludzkości od pierwszej wojny światowej zaczynając. "Niespecyficzna nietolerancja glutenu" to jednostka która najprawdopodobniej jest zwykłą hipochondrią lub jakimiś niezdiagnozowanymi problemami pokarmowymi zrzuconymi na gluten (surprise surprise, gluten to białko generalnie dość "ciężkie" dla naszego przewodu pokarmowego, aczkolwiek występujące w małych ilościach, więc odstawienie go pomoże przy wielu chorobach przewodu pokarmowego NIE spowodowanych przez gluten).

      2. Pszenica jest takim samym GMO jak jęczmień, ryż i kurczak słodko-kwaśny (ten ostatni bardziej z powodu sosu sojowego, który może, ale nie musi być zrobiony z soi GMO). Innymi słowy, to roślina, która w skutek tysięcy lat hodowli ma mocno namieszane w genach. Dodatkowo, w ciągu ostatnich stu lat zwiększono jej genom (ale bez modyfikacji, po prostu wyhodowano mutanta, którego cały genom jest powielony bodajże trzy razy) -- u zwierząt taka zmiana byłaby letalna, ale u roślin zwykle powoduje gigantyzm, co w wypadku zboża uprawnego jest efektem pożądanym.

      3. Skrót GMO w zasadzie stosuje się do wąsko pojętych organizmów transgenicznych, czyli mutantów stworzonych drogą inżynierii genetycznej (przez wykorzystanie enzymów tnących i sklejających DNA) w celu dodania roślinie jakiejś nietypowej cechy nie spotykanej w przyrodzie u tego gatunku (tego typu modyfikacje z reguły źle się odbijają na zwierzętach których genom jest bardziej wrażliwy, więc wbrew temu co ściemniają sprzedawcy, nie ma mięsa GMO). Przykładem może być naturalny insektycyd w tkankach (ten sam którym fani upraw ekologicznych opryskują swoje plony), karoten w ziarnach ryżu (słynny złoty ryż zmniejszający niedobór witaminy A w pożywieniu) czy wytwarzanie substancji chemiluminescencyjnych (świecące kwiatki, to akurat sztuka dla sztuki).

      4. GMO nie są ani rośliny i zwierzęta uzyskane przez pokolenia metodą doboru sztucznego, ani rośliny-mutanty stworzone przez modne w latach 80 napromieniowanie ziaren promieniowaniem jonizującym czy wiązkami elektronów z akceleratora. Nie są nimi nazywane też produkty nowszych metod inżynierii genetycznej (CRISPR) które nie polegają na transmisji genów między organizmami ale na selektywnym włączaniu / wyłączaniu pewnych genów. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie wymienione organizmy są "sztuczne" w sensie, stworzył je człowiek i w przyrodzie prawdopodobnie by nigdy nie powstały samoistnie, gdyż cechy pożądane przez hodowcę (duże plony, gruba warstwa tłuszczu, brak szkodliwego kwasu erukowego w rzepaku) albo nie mają znaczenia dla doboru naturalnego albo wręcz szkodzą (jak w wypadku tych krów z olbrzymią masą mięśniową, które nie są w stanie rodzić "siłami natury").

      Usuń
  3. Korekta obywatelska (chyba fragment nie do końca skasowanego tekstu):

    Choć rzeczą bezsprzeczną jest fakt, że w wielu rodzajach badań musimy wykorzystywać zwierzęta – bez tego rozwój medycyny byłby bardzo słaby lub niemożliwy, a wielu przeciwników testów na zwierzętach **sama wielokrotnie korzystała z dobrodziejstw odkryć opartych na ich podstawie, zapewne zawdzięczając im nawet życie w dzieciństwie** – to zbędne używanie zwierząt w eksperymentach, jak i w ogóle robienie niepotrzebnych eksperymentów jest karygodne.

    OdpowiedzUsuń
  4. "... Różnica polega na tym, że w naturze różne procesy dzieją się od milionów lat i po prostu nie znamy ich wcale, znamy częściowo albo nie w pełni. W przypadku produkowania GMO naukowcy dokładnie wiedzą jakie zmiany i po co wprowadzają, więc ryzyko niebezpieczeństwa jest znacznie, znacznie niższe niż przy nowo poznanych, dzikich odmianach roślin (potencjalnie) jadalnych...".
    O ile zgodzę się z powyższym, to należałoby tutaj wskazać, że o ile naukowcy wiedzą jakie zmiany i po co wprowadzają, o tyle nie mają jeszcze całkowitej pewności, że zmiany te przyniosą spodziewane efekty. Efekty są zazwyczaj zgodne z założeniami dla organizmów prostych (drożdże na przykład) lecz trudno z naukową pewnością przewidzieć efekty modyfikacji organizmów bardziej skomplikowanych.
    Z drugiej strony powinno się oznaczać żywność zawierającą GMO choćby dlatego, żeby ludzie mieli możliwość wyboru.

    OdpowiedzUsuń
  5. czym się różni kukurydza niezmodyfikowana genetycznie od "zwykłej karmy laboratoryjnej"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kukurydza niezmodyfikowana genetycznie to ciągle tylko kukurydza. Zwykła karma laboratoryjna to niekoniecznie tylko kukurydza, ale np. pszenica, mięso, czy co tam jeszcze chcesz.

      Usuń
  6. Kolejny raz widzę u ciebie problem skupienia się na dygresjach a nie sednie. Faktyczne zarzuty wobec Seraliniego w stosunku do tego konkretnego badania przedstawiają się tutaj tak:
    1. Użył za małej ilości szczurów
    2. Użył odmiany chorującej na nowotwory
    3. Był sponsorowany przez Greenpeace
    4. brak dalszych zarzutów
    Czytelnicy mogą nie być przekonani do trzeciego zarzutu a dwóch pierwszych nie mają objaśnionych. Przykład z kotami i pomarańczami nie przekazuje istoty problemu - karma składająca się wyłącznie z kukurydzy nie jest normalną dietą szczurów, jest uboga w pewne składniki odżywcze. W efekcie tym co badano było nie porównanie zdrowia zwierząt karmionych GMO i zwykłą żywnością, tylko porównanie zdrowia zwierząt karmionych niewłaściwą karmą GMO i niewłaściwą karmą nie GMO. To tak jakby porównywać dietę ludzi jedzących wyłącznie czekoladę, z jedzącymi wyłącznie czekoladę ale popijających ją dietetyczną Colą.

    OdpowiedzUsuń