Jak i dlaczego powstają nowotwory? Wywiad ze specjalistką genomiki nowotworów i immunoterapii, dr Paulą Dobosz


Wywiad z dr Paulą Dobosz. Doświadczenie i wykształcenie z biologii molekularnej i medycyny zdobyła na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Ukończyła wydział medyczny Cambridge University uzyskując dyplom z Genomic Medicine. Od prawie 10 lat prowadzi genetycznego bloga „Fakty i Mity Genetyki”.

Paula Dobosz jak powstają nowotwory
Dr Paula Dobosz


Podstawowe pytanie brzmi: w jaki sposób powstają komórki nowotworowe?

Dokładnie tak samo, jak wszystkie inne komórki naszego ciała, bo komórki nowotworowe to tak naprawdę nasze własne komórki. Zatem powstają w wyniku podziału innych komórek. Różnią się jednak szczegółami: komórki nowotworowe mają trochę więcej zmian w materiale genetycznym. Dla uproszczenia możemy sobie pomyśleć o takiej komórce nowotworowej, że ma w środku genetyczny bałagan, w porównaniu do zdrowej naszej komórki.  

Jak to się dzieje, że czasami tworzą one nowotwory i choroby nowotworowe?

Wszystko zaczyna się od jednej, pojedynczej komórki, w której materiale genetycznym pojawią się bardzo niekorzystne mutacje. Niekorzystne dla nas, bo dla samej komórki właściwie są dobre: dają jej nadzwyczajne moce przeżywania w sytuacjach, w których nasze zdrowe komórki już dawno wkroczyłyby na szlak apoptozy. Nie musi być tych mutacji wiele, czasem wystarczy zaledwie kilka, a czasem w materiale genetycznym robi się bałagan. I właśnie duży bałagan w materiale genetycznym jest jedną z takich sytuacji: jeśli nie da się naprawić błędów w DNA komórki, lepiej jest dla organizmu, żeby ona zginęła i ustąpiła miejsca zdrowym, nowopowstającym komórkom.

A skąd się bierze ta pierwsza zmutowana komórka? Zazwyczaj mutacje pojawiają się w wyniku działania pewnych niekorzystnych czynników środowiskowych, na przykład promieniowania UV czy ekspozycji na dym papierosowy. Ale czasem po prostu mamy pecha, bo mutacje pojawiają się nieustannie w naszych dzielących się komórkach i nie zawsze są idealnie naprawiane przez obecne w jądrze komórkowym systemy naprawy DNA. Zazwyczaj działają one naprawdę świetnie, ale i one mogą coś przeoczyć. Albo mutacja może spowodować niepoprawne działanie samego systemu naprawy i komórka dość szybko ulega transformacji nowotworowej. Na szczęście wtedy z pomocą przychodzi nam armia komórek odpornościowych, które mają zdolność rozpoznawania niektórych komórek nowotworowych.

Jakie są różnice między reakcją układu odpornościowego na pierwsze etapy nowotworzenia czy wręcz pierwsze zmutowane komórki nowotworowe, a reakcją na wyraźny, zaawansowany nowotwór?

To szalenie ciekawy temat i nie do końca jeszcze poznany. Wiadomo już, że na samym początku komórki immunologiczne mają zdolność rozpoznawania komórek nowotworowych i podejmują próby walki. Wydaje się, że zazwyczaj wygrywają – inaczej mielibyśmy o wiele więcej nowotworów. A komórki immunologiczne są naprawdę potężną bronią. Problemy pojawiają się później: dzielące się komórki nowotworowe używają całej gamy sztuczek, aby przechytrzyć nasz układ odpornościowy, na przykład nie dać się rozpoznać albo wyłączyć agresję u limfocytów. Komórki immunologiczne zaczynają ignorować te nowotworowe, co jest niemalże jednoznaczne z pozwoleniem na rozwój choroby. Nie wiadomo dokładnie, dlaczego tak się dzieje, ale nasze limfocyty czasem po prostu przestają działać. Są obecne nawet wewnątrz guza, ale nie atakują, nie działają tak, jak powinny. Nazywamy taki stan anergią. Bardzo wiele badań naukowych stara się obecnie zrozumieć ten mechanizm, a w efekcie przywrócić limfocytom ich zdolności atakowania komórek nowotworowych.

Na czym bazują terapie immunologiczne nowotworów? Jak bardzo są zaawansowane? Czy umożliwiają leczenie personalne, pod konkretnego pacjenta?

Immunoterapia jest obecnie czwartym filarem leczenia nowotworów, obok chemioterapii, radioterapii i chirurgii. Jest dostępna w klinice już od lat, choć w Polsce nie wszystkie metody immunoterapii są dostępne, a wiele z nich jest wciąż nowością, choć dawno już powinny być standardem leczenia. Na przykład terapia z wykorzystaniem komórek CAR-T dopiero niedawno pojawiła się w kraju, choć na świecie jest stosowana z powodzeniem już od wielu lat. Bardzo ciekawe są pomysły łączenia różnych form terapii z immunoterapią, na przykład podawania inhibitorów immunologicznych punktów kontroli i aplikowania radioterapii, albo łączenia w ogóle różnych preparatów immunoterapeutycznych ze sobą. Śledzę takie badania kliniczne i bardzo im kibicuję, bo niektóre wyniki są naprawdę ciekawe. A co do personalizacji: nie ma dyskusji, aby leczenie nowotworów mogło być naprawdę skuteczne, musi być spersonalizowane. Mamy w tym celu cały arsenał metod do wykorzystania, z których najlepszą i najdokładniejszą jest sekwencjonowanie całego genomu, czyli WGS. Badamy wtedy nie jeden czy kilka pojedynczych genów, ale cały genom pacjenta i jego nowotworu. Tak szerokie badanie podpowiada nie tylko, jak leczyć daną osobę, ale często również dostarcza informacji jak nie leczyć, bo dany lek może być u tego konkretnego pacjenta zupełnie nieskuteczny – a w chorobie nowotworowej to właśnie czas jest niezwykle cenny.  

Czy możliwe jest chronienie się przed nowotworami za pomocą szczepionek? Chodzi mi nie tylko o odporność przed onkogennymi wirusami, ale też bardziej zaawansowanymi, „wewnętrznymi” metodami.

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to właśnie szczepionki takie jak Gardasil, które bardzo dobrze działają i znacznie redukują ryzyko zachorowania na pewne nowotwory. Infekcje wirusami takimi jak HPV czy HCV podnoszą nasze ryzyko zachorowania, jednak możemy temu zaradzić stosując dostępne od lat szczepienia ochronne. Oczywiście o ile nie ma przeciwwskazań do szczepienia, ale te zdarzają się naprawdę rzadko. Z innych metod „wewnętrznej odporności” niestety niewiele naprawdę działa. Co jakiś czas ktoś podrzuca mi znalezione w Internecie hity od szarlatanów, nakłaniających ludzi do podejmowania szalonych działań, aby podnieść swoją odporność czy pozbyć się raka. Począwszy od picia soku z buraków, a skończywszy na wlewach dożylnych wysokich dawek witaminy C czy nawet stosowaniu lewatywy z kawy. Te pomysły nie tylko zupełnie nie działają, ale mogą wyrządzić o wiele więcej szkody pacjentowi. Dodatkowo podkreślam, że nie ma możliwości podniesienia sprawności działania układu immunologicznego, który działa dobrze. Obecna epidemia sprzyja powstawaniu takich medycznych fake newsów, na przykład rozstawianie po kątach domu pokrojonych kawałków cebuli albo picie magicznych ekstraktów z czarnego bzu. Te działania są tak samo nieskuteczne na wirusa, jak i na raka.  

Znamy przypadki nowotworów zakaźnych, będących odrębnymi jednostkami chorobowymi u psów, diabłów tasmańskich, chomików czy małży. A jak jest u człowieka? Co nas chroni przed powstaniem lub rozprzestrzenieniem się zakaźnego nowotworu dla naszego gatunku?

Pamiętam taką długą rozmowę z kolegą, Dr Maxem Ruprechetem, który wiele lat spędził na Tasmanii badając dokładnie te nowotwory u diabłów tasmańskich. Te zwierzaki zaliczają pogrom spowodowany chorobą zwaną DFTD, Tasmanian devil facial tumour disease. Na początku wydawało się, że musi tam być jakiś wirus, ale dokładniejsze badania pokazują, że to po prostu komórki nowotworowe z jednego organizmu przenoszą się na drugi organizm na przykład w czasie ugryzienia. Na szczęście niczego takiego nie zaobserwowano u ludzi – nie ma nowotworu, który byłby w ten sposób przenoszony. Może chronią nas przed tym właśnie wyjątkowo zaawansowane możliwości układu immunologicznego?

Jaki jest najstarszy znany nauce przypadek nowotworu? Sprzed ilu tysięcy, a może milionów lat i u jakiego organizmu go odkryto?

Nie mam pojęcia, może dopiero czeka na odkrycie. Całkiem sporo jest materiału kopalnego dostarczającego dowodów na to, że dinozaury chorowały na nowotwory. Początkowo były to tylko informacje na temat nowotworów kości – bo i takie szczątki znajduje się najczęściej. Ale teraz wiemy już także o innych typach nowotworów. Była taka fajna publikacja w Nature o nowotworach u dinozaurów z okresu Kredy, a więc ponad 66 milionów lat temu. To, że nie mamy informacji na temat nowotworów u wcześniejszych organizmów, na przykład pierwszych ssaków czy ryb, wcale nie oznacza, że ich tam nie było – po prostu tkanki miękkie zachowują się szalenie rzadko.

Na koniec chciałbym zapytać o Twoje zdanie w temacie pseudonauki i antynauki w Polsce. W 2016 roku opublikowano Twój list na ten temat w „Nature”. Czy odnosisz wrażenie, że coś się przez te kilka lat zmieniło?

Niestety nie mam wrażenia, aby było lepiej, wręcz przeciwnie. To wszystko, o czym wtedy pisaliśmy z kolegą Jakubem Zawiła-Niedźwieckim, wciąż jest aktualne, może nawet bardziej niż kiedykolwiek, bo mamy teraz epidemię i tak, jak wspominałam wcześniej, ludzie zamiast zwracać się w kierunku nauki, wciąż wierzą w średniowieczne rytuały czy dyktowane chęcią zarobku sugestie szarlatanów lub szukających rozgłosu celebrytów. Czy naprawdę oczekujemy rzetelnej wiedzy medycznej od aktorki, modelki, polityka, kucharza, dziennikarza lub mechanika maszyn górniczych? Dla równowagi, zostałam ostatnio fanką nowego cyklu filmików od ekipy Crazy Nauki, odcinki pojawiają się w każdy wtorek wieczorem – i to na tyle późno, że nawet ja daję radę je obejrzeć. W każdym z nich, obok nowinek naukowych, prowadzący Ola i Piotr Stanisławscy starają się obalać krążące po Internecie bzdury i mity, zwłaszcza takie, które mogłyby zagrażać zdrowiu czy nawet życiu ludzi. Dokładnie sprawdzają każde źródło informacji i są przykładem wspaniałego, rzetelnego dziennikarstwa naukowego, które jest w zaniku. Szczerze polecam.

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

1 komentarze :

  1. Nowotwory u dinozaurów 66 mln lat temu...uwielbiam ciekawostki naukowe.Dziękuję za wywiad

    OdpowiedzUsuń