Kategorie:

Potrzebujemy mądrych nieekspertów

Wielokrotnie wzywałem do tego, aby słuchać ekspertów, aby dawać im głos w mediach i traktować z należytym szacunkiem. Sam tak robię, przeprowadzając z nimi wywiady do mojego podkastu „Teoretico”, ponieważ cenię ich wiedzę i doświadczenie. Jednocześnie zaobserwowałem, że niektórzy odebrali moje słowa pokrętnie. Zachęcanie do słuchania ekspertów nie jest bowiem jednoznaczne z pochwalaniem odbierania głosu osobom, które ekspertami nie są. To zaś, że ktoś nie jest ekspertem, nie oznacza, że od razu jest hochsztaplerem. Głosy i opinie osób nie będących specjalistami w danej dziedzinie również są ważne i mają spore znaczenie, a w niniejszym artykule wyjaśnię dlaczego.

 

nieeksperci
Zdj. za Scottslm/Pixabay z późn. zm.

 

Nie być ekspertem nie znaczy być szarlatanem

Po pierwsze, raz jeszcze chcę podkreślić, że to iż ktoś nie jest specjalistą, analitykiem, naukowcem itp. nie oznacza z automatu, że jest oszustem, szarlatanem, znachorem czy hochsztaplerem. Artykuł ten nie odnosi się do tego rodzaju osób, których faktycznie wolałbym nie słuchać i nie czytać w przestrzeni publicznej zbyt często (a najlepiej w ogóle). Będę pisał o ludziach, którzy zajmują się różnymi sprawami – czasami są specjalistami w innych dziedzinach, niż ta komentowana; czasami nie są ekspertami w ogóle – mającymi określone zdanie na jakiś temat i swoje własne doświadczenia z nim związane.

 

Zaznaczam to wyraźnie, ponieważ wiem jak łatwo niektórzy mogliby przeinaczyć ten tekst, mówiąc że bronię pseudonaukowców czy szarlatanów. Widzę jednak ogromną przepaść i zasadniczą różnicę pomiędzy sytuacją, gdy o sprawę psychologiczną zapytamy filozofa, kierowcę, nauczycielkę, chemika, kasjera czy stewardessę, a człowieka handlującego „strukturyzatorami wody” czy promującego witaminę C na nowotwory albo polecającego Totalną Biologię. Odmienność ta jest tym większa, im bardziej nasz pozytywnie rozumiany nieekspert jest doświadczony, oczytany i ogarnięty – niezależnie od tego jaki zawód, rolę społeczną czy klasę zarobkową zajmuje.

 

Narcyzm zawodowy

Zauważyłem, że wielu naukowców silnie wyspecjalizowanych w jakimś określonym, wąskim polu naukowym, jest na jego punkcie mocno zafiksowana. Nic dziwnego – na tym polega ich praca, a często także życiowa rola, z którą się utożsamiają. Jednak świat składa się z wielu aspektów i na każdy z nich trzeba patrzeć wielotorowo, pluralistycznie i z różnych perspektyw. Niektórzy badacze mają problem z tym zadaniem. I nie chodzi mi tu wyłącznie o to, że nie potrafią spojrzeć na sprawy inaczej, niż ze swojej wizji zawodowej. Rzecz również w tym, że niektórzy naukowcy wręcz oburzają się, gdy ktoś próbuje poruszyć dany temat w inny sposób, niż im najbliższy.

 

Widać to na przykład w dyskusjach o płci, kiedy to osoby chcące pisać i mówić o tym zjawisku rzetelnie i wielokontekstowo, są niejednokrotnie atakowane przez specyficznych psychologów, często zaangażowanych również ideologicznie i będących równocześnie aktywistami. Zarzucają oni np. rzekome pomijanie aspektów psychologicznych, społecznych czy pokrewnych, choć w tej samej sytuacji to psychologowie ci ignorują fundamentalne kwestie dotyczące płci, skupiając się obsesyjnie na czymś z płcią powiązanym, ale nie będącym nią stricte.

 

 

Inny przykład dotyczy narcyzmu zawodowego. Chodzi o sytuację, gdy ktoś uważa, że jego dziedzina czy zawód są najważniejsze. Nie dopuszcza myśli, że inna dziedzina wiedzy lepiej i bardziej adekwatnie odnosi się do badania i opisywania jakiegoś zagadnienia. Znakomicie pasującym tu przykładem jest ekologia i demografia. Ekologowie, czyli naukowcy badający interakcje w przyrodzie oraz między przyrodą a środowiskiem, potrafią strofować demografów, których wnioski na temat populacji ludzkich są inne, niż zdaniem ekologów. Tymczasem ponieważ ludzie są jedynym na świecie gatunkiem, który tworzy państwa, organizacje międzynarodowe, gospodarki, armie, transport, systemy zdrowia, szkolnictwo, naukę, technologię itd., narzędzia jakimi posługują się ekolodzy do badania bakterii, zwierząt, roślin czy grzybów, są nieodpowiednie dla człowieka.

 

Inna perspektywa

Niezwykle istotne jest również, by na dany temat patrzeć z różnych perspektyw. Choćby w przypadku globalnego ocieplenia. Ile to razy widziałem już, że aktywiści klimatyczni autorytarnie twierdzili, że oni mają rację, bo to, co mówią, powtarzają po klimatologach, i w ten sposób próbowali uniemożliwić zabranie głosu (lub uznanie go) innym grupom społecznym w tym temacie: osobom niezaangażowanym w aktywizm, górnikom, naukowcom odmiennych dziedzin, ludziom z małych miast itd. A to, że globalne ocieplenie jest faktem i że wynika z działalności poprzednich pokoleń nie oznacza, że ci, którzy to właśnie mówią, powinni mieć z tego powodu monopol na zabieranie głosu i proponowanie rozwiązań problemów klimatycznych.

 

Czasami próbując nakłonić jakiegoś eksperta do wypowiedzenia się na temat spoza jego wąskiej dziedziny słyszę, że wolałby nie mówić, bo to nie jego specjalizacja. W niektórych sytuacjach ewidentnie widać, że taka reakcja jest rozsądną roztropnością, ale w innych zahacza o intelektualną nieudolność, a w skrajnie rzadkich przypadkach, które bądź co bądź się zdarzają, o tchórzostwo. Naprawdę nie trzeba być krytykiem literackim z co najmniej doktoratem, aby móc się wypowiedzieć o jakiejś książce, czy być psychologiem ze specjalizacją w depresji, żeby powiedzieć co się o niej w takim czy innym kontekście uważa. Perspektywa spoza jakiegoś hermetycznego światka może być nie tylko odświeżająca i inspirująca, ale wręcz przełomowa.

 

 

Chcesz wesprzeć rozwój mojego bloga, aby tego typu teksty dalej ukazywały się za darmo? Dołącz do moich Patronów w serwisie Patronite.

 

 

Nieraz jest tak, że nawet bardziej wolę posłuchać wypowiadającego się na dany temat nieeksperta, w tym kogoś, kto specjalizuje się w innej niż ów temat kwestii, ponieważ wiem, że wówczas jest szansa, że usłyszę coś nowego, dowiem się czegoś nietypowego albo właśnie poznam odmienną perspektywę. Tymczasem stali, wąscy eksperci, mówiący w każdym wywiadzie z grubsza to samo, są niezmiernie ważni, ale też nie pobudzają do rozwoju i nie inspirują. Są bardziej jak strażnicy dotychczasowych osiągnięć, ale nie pionierzy i odkrywcy nowych.

 

Szersze spojrzenie

Bardzo ważne jest szersze spojrzenie na zagadnienie. Zarówno dosłownie – poprzez uwzględnienie zupełnie innych kontekstów – jak i rozumiane jako podejście interdyscyplinarne. Wąski specjalista może nie wiedzieć, że to, czym się zajmuje, jest już z innych stron po części sprawdzone. Widać to na przykładzie różnych nurtów psychologii, które badając określone zjawiska stosują inne terminologie, ale niejednokrotnie odnoszą się do tego samego.

 

Pozytywnym przykładem mądrego podejścia interdyscyplinarnego jest dla mnie książka pt. „Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie” prof. Theodore Millona. Ten wybitny psycholog amerykański opisał wszystkie zaburzenia osobowości w kontekście różnych podejść psychoterapeutycznych. Zamiast jedne zwalczać, a inne promować – jak to często bywa, kiedy np. psychoterapeuci behawioralni atakują psychodynamicznych, psychodynamiczni grupowych, grupowi behawioralno-poznawczych itd. – przedstawia poszczególne ujęcia i podaje, co jego zdaniem oraz według badań i wiedzy naukowej jest z danego podejścia zgodne z prawdą i przydatne.

 

Osoby, które potrafią tworzyć takie szersze syntezy czerpiąc z różnych dziedzin są nieocenione, bywa że wręcz wybitne. Jednostką taką był Karol Darwin, czerpiący z biologii, medycyny, psychologii i geologii, któremu udało się zsyntetyzować rozległą i w większości do dziś aktualną wiedzę na temat ewolucji biologicznej. Inny przykład to Shoshana Zuboff, która sięgnęła po nauki komunikacyjne, nauki technologiczne, psychologię społeczną i historię, dzięki czemu opisała jak inwigilacja behawioralna w Internecie wpływa na społeczeństwo. Richard Dawkins wykorzystując wiedzę z genetyki, kulturoznawstwa i komunikacji społecznej wymyślił memetykę, która dzisiaj, w dobie mediów społecznościowych, wraca do łask i odradza się w formie badań nad psychologią społeczną i zarażaniem społecznym.

 

 

Odwaga, błędy i sukces

Uwielbiam takich właśnie naukowców, którzy nie ograniczają się do swojej bardzo wąskiej działki, w której czują się bezpiecznie, którzy wychodzą z tej wygodnej pozycji i mają odwagę syntetyzować wiedzę, ujmować szersze konteksty, proponować niespodziewane hipotezy i obalać te z paradygmatów, które empirycznie rzecz biorąc nie mają poparcia w dowodach.

 

Owszem, ludzie działający w taki sposób zapewne częściej się mylą od tych zamkniętych w swoich „bańkach wiedzy”, ale każdy ma prawo do błędu w wygłaszaniu hipotez i opinii. Ludzie nie dający tego prawa sobie, lub co gorsza innym – organizując na przykład nagonki, stosując techniki cancel culture itp. – hamują rozwój naukowy, intelektualny i cywilizacyjny.

 

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób możecie ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu z Was staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

 

 

Najnowsze wpisy

`

4 komentarze do “Potrzebujemy mądrych nieekspertów

  1. Osobiście uważam, że teraz jest za dużo ekspertów w różnych dziedzinach. Myślę też że posiadanie wiedzy czy też szkoły to nie wszystko. Jest coś takiego jak otwartość na świat a nawet rzecz tak prosta jak dobre zachowanie. Czasami nawet głupiec potrafi lepiej słuchać ze zrozumieniem niż ktoś kto ma wyższe IQ a przy tym nie widzi nic po za swoim ego.

  2. Zgadzam się w Panem.
    Przez większość mojego życia spoglądałem na archeologię przez pewien narzucony odgórnie „ewolucyjny” pryzmat. Po ośmiu latach porównywania dwóch stanowisk… dostrzegam obecnie jak zaślepione i w rzeczywistości nie rzetelne jest stanowisko nauki w tym przypadku.
    To środowisko nawet nie jest zdolne do polemiki i jakiegokolwiek publicznego dialogu – debaty – która powinna być podstawową formą dialogu między stronami.

    Wszyscy specjaliści skupiają się na swoich wąskich specjalizacjach próbując coś na siłę udowodnić a niewielu ma odwagę podnieść głowę i chociaż na moment spojrzeć na to wszystko z zupełnie innej perspektywy.
    Perspektywy która jest w rzeczywistości tak oczywista, że nawet dziecko bez „laboratorium” i wieloletnich studiów jest w stanie ją dojrzeć – używając dostępnych nam zmysłów.

    1. Panie Romanie, bardzo krótka (i prosta) jest droga od „dziecka bez laboratorium i wieloletnich studiów”, które chce coś dostrzec używając jedynie dostępnych nam zmysłów – do wmawiania ludziom, że nauka jest niepotrzebna właśnie z tego względu, że „dziecko bez laboratorium i wieloletnich studiów jest w stanie dostrzec jakąś perspektywę”. Więc po co nauka ?
      Rozumie Pan, co mam na myśli ?
      Hurraoptymizm – czyli przesada – jest niepotrzebna nigdzie, w żadnej zdrowej płaszczyźnie. Tak zwane „latanie od bandy do bandy” jest najlepszym, bo przejaskrawionym, przykładem tego. Tylko wycentrowane poglądy, dobrze ważące jedną, jak i drugą stronę KAŻDEGO ZAGADNIENIA, są najcenniejsze. Jednakowoż – podążając za myślą autora artykułu – nie znaczy to, że poglądy naukowca zgodne z nauką, ale pozbawione przeciwwagi w punkcie czysto ludzkim, pragmatycznym, ekonomicznym, etycznym, czy jakimkolwiek innym wiszącym po drugiej stronie – nie są również ważne. Bo są, choć pozbawione tego swoistego „tła”, to jednak – przytaczając znowu pospolite porównanie – są jakby wyżętą przez skręcanie szmatą zawierającą samą esencję. Ja przestrzegam przed hurraoptymizmem w takiej postaci, która zgadzając się z autorem jednocześnie posuwa się o krok dalej – bliżej tej cienkiej granicy pomiędzy ekstrawagancją w jakimś dosyć cieniutkim wycinku wiedzy, a śmiesznością polegającą na dopisywaniu sobie niesprawdzonej wiedzy. Czyli tworzeniu mitów, tak w skrócie, co wielu rodaków czyni dzisiaj nadzwyczaj dobrze (może przykład płynie z polityki i zawłaszczonej przez nią telewizji – całkiem możliwe). W wielu dyskusjach, które dzisiaj obserwuję, rozwówca zgadza się z przedmówcą tak bardzo, że aż dodaje coś od siebie i wtedy wychodzi ta nadgorliwość (ponoć gorsza od faszyzmu, heh), która pcha wnioskowanie słuchacza w jakieś mało oczywiste rejony. Dlatego albo uściślajmy wypowiedzi, aby nie było miejsca na niedomówienia, albo zostawiajmy temat, jak jest. Pana wypowiedź jeszt tego przykładem – choć wcale Pana nie podejrzewam o namawianie do słuchania JEDYNIE „dzieci bez laboratoriów” – to ta nieoczywistość włąśnie wypłynęła 🙂

  3. W najbardziej renomowanych uczelniach świata od studentów wydziałow inżynieryjnych i nauk ścisłych wymaga się zaliczenia jednego pełnego kursu z dziedziny nauk humanistycznych lub kulturoznawczych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *