Przywykliście do tego, że o ruchach antynaukowych czy altmedowych piszę jedynie w szarych, ciemnych i nieciekawych barwach. Faktycznie, ich działalność niesie wiele zagrożeń. Antyszczepionkowcy zmniejszają zaufanie do szczepień. Denialiści klimatyczni zniechęcają do rezygnacji z węgla i inwestycji w energetykę jądrową. Denialiści płci negują podstawy genetyki i ewolucji biologicznej, działając równolegle do kreacjonistów, a przeciwnicy GMO i pestycydów cofają nasze rolnictwo w rozwoju o dekady. Istnieją jednak pewne aspekty, przez które pseudonauka i antynaukowi działacze stanowią swego rodzaju czynnik pozytywny dla rozwoju. Jakie?

 

pseudonauka
Protest antyszczepionkowców, przebranych za więźniów obozów koncentracyjnych, w roku 2019. Źródło: STOP NOP

 

Pseudonauka i reakcja na nią

Zacznę od kwestii zasadniczej. Rozpoznawanie wielu cech, charakterystyk, wartości czy nurtów i opisywanie ich jest możliwe dzięki istnieniu przeciwieństw. Definiujemy rzeczywistość nie tylko na podstawie tego, jakie coś jest, ale też jakie nie jest. To, co charakteryzuje pseudonaukę może być jednocześnie pośrednim świadectwem tego, czy coś jest naukowe lub nienaukowe. Świetnym przykładem jest tu falsyfikacja poszczególnych poglądów, koncepcji, hipotez. Pseudonaukowe pomysły per se pomagają odróżniać te naukowe, oparte na dowodach. Tak wtórnie, jak i (może przede wszystkim) pierwotnie. Szczególnie, gdy rozmaite normy i standardy filozoficzno-naukowe dopiero powstają lub rozwijają się.

 

Aktywiści antynaukowi swoimi działaniami wywołują reakcję. Jedną z nich jest powstawanie ruchów pronaukowych i ich integracja oraz większe angażowanie się naukowców w popularyzację nauki. Poza tym uwrażliwienie instytucji i osób odpowiedzialnych za realizację określonych polityk (np. zdrowotnej, klimatycznej, edukacyjnej) na problematykę pseudonaukową. W efekcie odpowiedź na posunięcia aktywistów antynaukowych przynajmniej częściowo uodparnia społeczeństwo, jako ogół, na wiarę w to, co proponuje pseudonauka.

 

 

Jeśli w mediach społecznościowych wyrasta budząca wielkie zainteresowanie i zarabiająca olbrzymie pieniądze guru altmedowa, to interesują się nią także dziennikarze. Angażują swój czas i uwagę w rozpoznanie biznesu, jaki tworzy, piszą artykuły o nieuczciwych metodach, które stosuje. Przeprowadzają wywiady z ekspertami obalającymi tezy, jakie wygłasza. Jest to zatem kolejny przykład uświadamiająco-uodparniającej reakcji tzw. opinii publicznej na wschodzące zagrożenie, którego pojedyncza znachorka-celebrytka może być dopiero zwiastunem. Tak pseudonauka mobilizuje.

 

Pseudonauka i mobilizacja

Z perspektywy bardziej indywidualnej pojawianie się koncepcji pseudonaukowych w przestrzeni publicznej mobilizuje – przynajmniej niektórych – do poszukiwania dalszych, pogłębionych czy interdyscyplinarnych odpowiedzi. Być może wyda się to na początku śmieszne, ale czy wiedziałbym na przykład o tym, że wilki, żywiąc się swoimi ofiarami, regularnie spożywają też ich odchody zawierające resztki roślinne, gdybym wcześniej nie obalał bzdur i manipulacji (nominowanych do Biologicznej Bzdury Roku 2021) o rzekomej roślinożerności psów i wilków? Wiem, że takie spojrzenie to jedna strona medalu. Drugą jest wiara wielu nieweryfikujących informacji ludzi w wygłaszany przez antynaukowców fałsz. Jednak w tym tekście chodzi o znalezienie pozytywów.

 

pseudonauka
Protest Greenpeace przeciwko uprawom kukurydzy GMO MON 810 w 2005 roku. Źródło: Greenpeace

 

Za stymulacją do poszukiwania odpowiedzi na zagadnienia poruszane przez zwolenników pseudomedycyny i pseudonauki idzie też nauka rozpoznawania argumentów, często erystycznych. A do tego błędów poznawczych, stojących za rozumowaniem niebazującym na faktach i wiedzy, lecz zabobonach, fałszu, bezzasadnych uprzedzeniach. Z zagadnieniami nawiązującymi do erystyki i zjawisk psychologicznych wielu zetknęło się dopiero, gdy czytali teksty obalające półprawdy na temat nauki. Trudno nie dostrzec tego korzystnego skutku ubocznego.

 

Pewnie ten krótki tekst wyda się niektórym naciągany. Jednak nie dlatego, że to co w nim zawarłem, jest niesłuszne. Szkodliwe efekty istnienia ruchów antynaukowych będą się wydawały w najbliższej ocenie zapewne bardziej dotkliwe od korzystnych. Rzecz w tym, że te „dobre” strony owych zjawisk, mimo iż bezpośrednio mało imponujące, mają charakter rzeźbiący. Wpływają na to, kim są i jacy są ludzie zaangażowani w tematykę naukową i około naukową lub nią zainteresowani.

 

Więcej o pseudonauce napisałem w mojej Bioksiążce

 

Reakcja na antynaukę

Bez zjednoczenia się USA Ameryka Północna mogłaby być przepełnionym dziś konfliktami wewnętrznymi kontynentem. A bez II Wojny Światowej prawdopodobieństwo, że Europa byłaby obecnie tak dobrym do życia miejscem, bez działań zbrojnych w UE, najpewniej drastycznie by się obniżyło. Bez kryzysu migracyjnego z 2015 roku, Brexitu i 4-letniej prezydentury Donalda Trumpa, UE nie myślałaby tak poważnie o uniezależnieniu swojej polityki militarnej. Bez działań Andrew Wakefielda z lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku dzisiejszy ruch proszczepionkowy, który w dużej mierze wyrósł na kontrowaniu go, zapewne byłby znacznie słabszy, co mogłoby oznaczać dużo większą niechęć społeczeństwa do szczepienia się przeciwko SARS-CoV-2. Intensywna deforestacja wielu miejsc na Ziemi uświadomiła nam problemy z nią związane i uwrażliwiła na zagadnienia ochrony przyrody i środowiska. Takie spojrzenie na najrozmaitsze problemy, z którymi się zmagamy, pozwala dostrzec zalety tego, co przy prostej analizie „na chłopski rozum” wydaje się ich nie mieć wcale.

 

 

Coraz częściej przekonuję się, że takie zapatrywanie się na sprawy „z góry”, z szerszej perspektywy, nie tylko bezpośrednio, ale też pośrednio, wtórnie i pierwotnie, ma ogromną wartość. Trochę tak, jak na ekosystem patrzy ekolog. A nie biorący pod uwagę jedynie pojedyncze zwierzę czy gatunek zoolog bądź odrębną roślinę botanik; jak na procesy międzypokoleniowe patrzy biolog ewolucyjny, a nie biolog rozwoju. Każda z cegiełek, które tu wymieniłem – również te „prostsze” („zoologiczne”, „botaniczne”, „rozwojowe”) – jest ważna. Ale łatwo pominąć podstawy, kwestie kluczowe, bez tej rozleglejszej skali („ewolucyjnej” i „ekologicznej”), którą warto wykorzystać również do spojrzenia, co aktualnie nas męczy, denerwuje i przytłacza.

 

Artykuł ten mogłem napisać dzięki wsparciu na portalu Patronite. Jeśli Ci się podoba, zachęcam do odwiedzenia mojego profilu w tym serwisie i dołączenia do moich Patronów. Pięć lub dziesięć złotych nie jest dużą kwotą. Jednak przy wsparciu wielu mogę dzięki niemu poświęcać czas na pisanie artykułów, nagrywanie podkastów oraz utrzymywać i rozwijać stronę.

 

 

 

Najnowsze wpisy

`

18 komentarzy do “Jakie korzyści niosą ruchy antynaukowe i pseudonauka?

    1. Dokładnie. To idioci.
      Wnioski są takie, że duchy, kryptydy, paranormalia są faktem i gdyby nie zjawiska paranormalne nic by nie było ani nigdy nie powstało włącznie z Tobą. Tyle w faktach

  1. Jest jeszcze jedna – bardzo duża – zaleta. Rozpoczyna się dyskusja nad programami nauczania oraz możliwościami i problemami edukacji.

  2. Jestem przykładem zjawiska opisano przez autora. Obracając się wśród osób które były bardziej skłone zaufać szamanom i domorosłym naukowcą sam wierzyłem, bo nie było to oparte na wiedzy, w niektóre mylne teorie. Dochodząc jednak do wniosku, że lepiej będzie zbadać obie strony argumentu, wtedy sądząc że pozwoli mi to obalać myślenie "owiec", szybko przekonanałem się bzdurne i bezpodstawne są pseudonaukowe teorie. Teraz ich obalanie i zdobywanie prawdziwej wiedzy to moja nowa pasja której bym nigdy nie miał siedzieć wśród fanów spisków. Udało mi się też wyrwać najbliższych chociażby z sekty Pana Inżyniera.

    1. Nieprawda. Zaniechanie przeciwdziałania to największy błąd. Ludzi niedouczonych, mogących paść łupem takich teorii jest ogromnie dużo. Gdy już uwierzą w te bzdury, tylko dlatego bo się z nimi zetkną, zaczynają stanowić masę, z którą trzeba się liczyć, choćby podczas wyborów.

    2. Jeśli będziesz próbować cenzurować rzeczy pseudonaukowe, to spowodujesz tylko, że ludzie będą zaciekawieni tym, dlaczego ktoś próbuje coś ocenzurować, więc zaczną sobie jeszcze bardziej rozpowszechniać.

  3. Nie zgodzę się z tym poglądem. Oto, dlaczego…

    Podstawa problemu to prawdziwość informacji oraz "odpowiednia" kondycja umysłów, których to dotyczy. Jeśli wśród nas jest pewna grupa ludzi wierzących (wiara – przyjmowanie prawdziwości bez względu na istnienie lub nieistnienie dowodów), to dla nich wtórne staje się to, z jakiego rodzaju informacjami się oni stykają.

    Mogą przecież wierzyć w to, co jest udowodnione. Albo w jakieś fałsze. W obu przypadkach jest to szkodliwe… i niebezpieczne.

    Problemem jest wiara jako sposób działania ludzkich umysłów. To jest pierwsza przyczyna zła.

    Zaniedbano naukę dzieci. Nie dano im wiedzy. Wytresowano ich mózgi tak, by nie umiały logicznie myśleć. Może nie tylko z zaniedbania ale celowo?

    Bez względu na powód mamy świat, w którym są ludzie wierzący. Jest to świat, w którym trwa walka o władzę (mamy ewolucyjnie wbudowany moduł walki konkurencyjnej). Jest to świat, gdzie zasobów jest mniej, niż uświadamianych potrzeb.

    W takim świecie opłaca się czynić ludzi wierzącymi, bo można nimi sterować podrzucając im dowolnie głupie idee.

    Nie jest prawdą, że z istnienia wierzących w bzdury jest jakiś pożytek. Jedyny, naciągany pożytek, to taki, że po czasie, gdy już narosną szkody wynikające z władzy głupoty, wreszcie zaczynamy się mobilizować do przeciwdziałania głupocie. Fatalne jest to, że nie skupiamy się na przyczynie i zapobieganiu, ale łagodzimy objawy. I niestety, czasem poziom szkód może być ogromny, zanim poderwiemy się do przeciwdziałania. A w międzyczasie ucierpi autorytet nauki i informacyjna przestrzeń publiczna zostanie zalana fałszywymi informacjami, które nie znikną i będą w przyszłości utrudniały dostęp do informacji prawdziwych.

    Tak, wiem, bez wojen nie byłoby postępu, szybkiego postępu. Ale też nie byłoby tych bezpowrotnie utraconych zasobów i czasu na pozyskiwanie wiedzy o świecie. Musimy coś wybrać, a więc wybierajmy edukację. Tylko ona, tak naprawdę, jest lekarstwem na bzdurne myślenie.

    1. Nie ma naukowych dowodów na to, że istnieje dobro i zło. Nie ma naukowych dowodów na to, że detonowanie pocisków termojądrowych w centrum miasta w celach rozrywkowych jest złe.
      Można wierzyć, że ludobójstwa są złe, ale czy da się to naukowo udowodnić?

    2. Odrzucajmy, jako niedające się precyzyjnie zdefiniować, dobro i zło. Zamiast tego posługujmy się ocenami pożytku i szkodliwości w założonej perspektywie. Oceniajmy te parametry w czasie.

      Nie wiem, na czym miałby polegać "naukowy dowód", którego oczekujesz? Takie dowody wykazują jedynie zgodność lub niezgodność.

    3. I nie ma naukowych dowodów na to, że powinno się robić rzeczy, które są ludziom szkodzące.

      Gadasz bez sensu. 🙂

    4. Z filozoficznego punktu widzenia ma to jak najbardziej sens. Nie ma dowodów na to, że możemy zakazywać ludziom różnych rzeczy tylko dlatego, że według swojej ideologii konieczne jest robienie pożytku ludziom i nierobienie rzeczy szkodzących ludziom.

    5. Kiedy pierwszy raz, jakieś 10 lat temu oglądałam Idiokrację, to wydawało się, że świat tam przedstawiony jest po prostu przerysowany- taka zupełna bajka. Kiedy wróciła do niego po roku trwania epidemii to uznałam, że właśnie do takiego świata zmierzamy.
      Zgadzam się z tym, że to wiara jest winna, a ściślej- właściwości umysłów i brak działań edukacyjnych, aby można je było „modelować” do korzystania z wiedzy.
      Ale, że wśród nauczycieli, w tym tych akademickich, obecne są wcale nie tak rzadko, postawy antyszczepionkowe i inne antynaukowe, to… zaczynam się na poważnie obawiać życia w Idiokracji.

  4. Wiara nie jest związana tylko z religia. Gdy kupuje w sklepie towar, to wierzę, że jest on zgodny z zapewnieniem producenta. Nie mam innego wyjścia, bo gdybym chciała sprawdzić prawdziwość tego zapewnienia, trwałoby to tak długo i byłoby tak czasochlonne, że towar by się dawno zepsuł a ja byłabym wykończona. A gdybym miała sprawdzać tak za każdym razem…. Wiara jest potrzebna czlowiekowi, choćby ze względu na ekonomie życia, konieczność oszczędzania energii. Jednym słowem, do przeżycia.

    1. Podczas kupowania to nie jest wiara. Masz nadzieję. Nadzieja jest wstępnym, możliwym do weryfikacji ustaleniem. Wiara to ustalenie prawdziwości bez żadnych przesłanek i bez zwracania uwagi na argumenty, nawet te, które mogłyby pojawić się później.

      Ekonomia życia odnosi się do wiedzy naukowo udowodnionej

    2. Tak samo wierzymy w to, że robienie rzeczy, które są ludziom pożyteczne, są dobre, a nie że na przykład zdetonowanie wszystkich organizmów żywych na świecie jest dobre (chociaż nie ma ku żadnej z tych dwóch rzeczy przesłanek)

  5. Może i ruchy antynaukowe uodporniają na wygłaszanie pierdół, ale nie każdego i nie zawsze, często też osiągają takie osoby swoje cele w polityce, tak było chociażby z GMO, teraz jest chociażby unijny zakaz stosowania GMO w uprawach który teoretycznie wchodzi za kilka lat, teoretycznie bo został ogłoszony jakieś 10 lat temu i co kilka lat na kilka lat jest przesuwany, a wprowadzenie nowej odmiany rośliny GMO jest niemożliwe, szuryzm wygrał 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.