niedziela, 30 listopada 2014

Chorzy ludzie jedzą zdrowo

Czasem argumentem niektórych osób na to, by nie jeść zdrowo jest twierdzenie, że zwykle ci, co odżywiają się rozsądnie, są chorzy, więc co im to daje? 

Obiad z pyzami


Zwykle bywa tak, że dopiero jak ktoś zaczyna chorować, bierze się za lepszej jakości dietę. Zdrowy natomiast, dopóki nie zostanie przyparty do muru chorobą, czy jakimiś badaniami, które wykażą zwiększone ryzyko albo ktoś mu bliski nie umrze czy nie zachoruje, będzie odżywiał się z reguły gorzej.

Stąd można odnieść czasem mylne wrażenie, że zdrowe jedzenie nic nie daje, bo ci co jedzą zdrowo i tak są chorzy. Błąd. Nielogiczny tok rozumowania. Nie jest on przyczynowo-skutkowy. Czasem gdy jestem świadkiem rozmowy dwóch osób, gdzie jedna opowiada o zdrowym odżywianiu, a druga mówi coś w stylu ,,tak się niby zdrowo odżywiasz, a i tak chorujesz’’ i widzę, że druga osoba nie wie co odpowiedzieć, zwykle prawdziwą i adekwatną odpowiedzią byłaby ,,bo zacząłem odżywiać się lepiej, gdy już zachorowałem, gdybym odżywiał się dobrze wcześniej, to zapewne bym teraz nie chorował’’. Oczywiście nie jest tak w 100% przypadków, ale często obserwuję tego typu bezsensowny tok rozumowania w dyskusjach na temat odżywiania czy zdrowego trybu życia. 

A Wy znacie jakieś tego typu odkrywcze argumenty, mające na celu obalić sens zdrowszego odżywiania? Jak określilibyście obiad ze zdjęcia? Zdrowy czy niezdrowy ;)?

67 komentarzy:

  1. "Jem to, na co mam ochote, wiec nie moze mi to szkodzic. Pestycydy? Toksyny sa wszedzie i nic na to nie mozemy poradzic, i tak wszyscy umrzemy na raka i nieprawda jest, ze to wynalazek wspolczesnosci, starozytni tez na to umierali. Nie bede sobie czegos odmawiac, bo komus tam pomoglo!" :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, znam ten bezsensowny argument ''teraz wszystko jest niezdrowe, więc co będę sobie żałował''.

      Usuń
  2. Aha, bulka na parze - mniam, ale raz na jakis czas, biala maka. No i sos, tez mniam, ale tluszcz... calosc zbilansowana i raz jakis czas u tesciowej mozna zjesc! ;)
    Pozdrawiam, Mona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na to się mówi pyzy. Jem takie coś z raz na 2-3 tygodnie, na co dzień jem ryż pełnoziarnisty ;).

      Usuń
  3. Obiad ze zdjęcia wygląda na totalnie niezdrowy, bo obstawiam, że po lewej jest biała buła na parze polana sosem z torebki ;) A jeśli chodzi o argumenty za zdrowym jedzeniem - ja w ogóle o tym z niektórymi nie gadam. Jak ktoś wpieprza śmieciożarcie i mu z tym dobrze, to nic mi do tego i nie zamierzam go nawracać, a już tym bardziej tłumaczyć mu się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sos można zrobić na pozostałości/wodzie z mięsa, a tam widać że mięsko jest (pieczeń ze śliwką) :)
      Paruchy drożdżowe też można samemu zrobić - wiadomo, że nadmiar takiego jedzenia może szkodzić, ale komu by się chciało jeść codziennie takie obiady :D

      Usuń
    2. Paruchy nawet zrobione własnoręcznie dalej będą tylko kupą węglowodanów i glutenu bez istotniejszych właściwości odżywczych ;) A co do sosu to serio wiem, że można zrobić własny, ale ten WYGLĄDA moim zdaniem na pieczeniowy jasny z torebki - taki mój strzał, oczywiście niekoniecznie celny ;)

      Usuń
    3. Sos oczywiście normalny, nie z proszku. I nie uważam, by obiad był totalnie niezdrowy. Po prostu, ni to jakieś prozdrowotne, ni jakieś szkodliwe. Neutralnie o ile nie je się tak codziennie ;).

      Usuń
    4. obiad ten jest totalnie niezdrowy - zjadłabym tylko fasolkę - te buły powodują duży wzrost indeksu glikemicznego - poleciłabym tylko kulturystom w okresie ładowania węglowodanami, normalny Kowalski od takiego obiadu obrośnie tłuszczem

      Usuń
  4. Jedzenie wygląda smacznie. Znam kilka przypadków:
    a) "a co ja się będę ograniczać! Jestem chory, więc co będę sobie bronił"
    b) "na coś trzeba umrzeć"
    Tak jak z papierosami - czasami chory od papierosów mówi, ze to nie od tego i dalej pali, trując dalej siebie i innych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu udało mi się zrobić takie zdjęcie, że to co na nim jest wygląda smacznie :D.

      Usuń
  5. Jak dla mnie jedzenie wygląda smacznie i jeśli sami robimy parowane kluchy ( bo u mnie tak na nie się mówi) i ma się własne porobione zapasy np z fasolą lub innymi warzywami to jest ok :) Z mięsem to różnie teraz bywa :) Ja niestety nie koniecznie jem zdrowo, u mnie główny problem to ciągły brak czasu i pośpiech :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że brak czasu tego nie wyklucza. Ja jak nie mam czasu to jem na obiad pełnoziarnisty ryż z piersią z kurczaka i marchewką. Gotuje wszystko razem z małą ilością wody, tak by nie trzeba już było odcedzać, doprawiam i gotowe :).

      Usuń
  6. Ostatnio rozmawiałam z mamą na temat miodu gryczanego ponoć dobrego na układ krążenia. A mama odpowiedziała że gadała z pszczelarzem na rynku i powiedział jej że żadna różnica czy jadł czy nie bo miał trzy zawały.
    Ja uważam że to co je ma ogromny wpływ na człowieka. Ale każdy może mieć swoje zdanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby uwzględnić to, czy żadna różnica to trzeba było by prześledzić jego inne nawyki żywieniowe, sportowe i genom ;). Na pewno jakiś wpływ na zdrowie to miało.

      Usuń
  7. Widywałam gorsze opcje obiadowe od prezentowanej na zdjęciu, niemniej - jeśli mam opierać się tylko na swoich preferencjach - zjadłabym fasolkę i "dopchałabym" dzikim ryżem albo pęczakiem, które uwielbiam, bardzo też mi zawsze brakuje w tego typu daniach świeżyzny, czegoś do pogryzienia, choćby mizerii czy kiszonej kapusty ;)
    Brak czasu nie jest wymówką, a często ją słyszę gdy rozmawiam o zdrowym żywieniu ze znajomymi. Na uczelni mam zjazdy trwające od 8 rano często do 21 bez większych przerw obiadowych. W barze przy uczelni mam do wyboru pierogi, naleśniki albo mięso. Jestem wegetarianką, odpadają więc także serwowane tam zupy, chyba że mam ochotę na zupę z torebki. Sporadycznie zdarza mi się tam jadać, ale zdecydowanie wolę sobie przygotować swoje jedzenie niż żywić się mąką przez dwa dni. Zrobienie sałatki z ciecierzycy ze świeżym ogórkiem, kiełkami, chili i serem feta nie zajmuje pół dnia tylko max 20 minut, które odejmuję od czasu spędzonego przed komputerem, a dzięki temu mam dobre jedzenie na uczelni, które daje mi energię, dobry humor i pozwala się skoncentrować, nie rozleniwia i najzwyczajniej w świecie jest jasnym, wyczekiwanym momentem, nagrodą za wysiedzenie tylu godzin na ćwiczeniach i wykładach, a nie mąką, którą trzeba w siebie wepchnąć, bo burczy w brzuchu.
    Mam kilka swoich sprawdzonych przepisów na tego typu jedzenie, które zabieram na uczelnię, nie myślę nad tym więc całymi dniami, nie przygotowuję tego przez pół dnia - moje znajome z grupy za każdym razem mówią to samo: ty to musisz być ekstra zorganizowana, że też ci się chciało, długo nad tym myślałaś? itp. Nie, to jest tylko kwestią poświęcenia 20 minut na zrobienie prostej sałatki.
    Rzecz w tym, że młodzi ludzie, dopóki ich nie zaboli, najzwyczajniej w świecie nie rozumieją dlaczego się tego śmieciowego jedzenia unika. Nie słuchając swojego ciała nie kumają różnicy w samopoczuciu po zjedzeniu świeżego jabłka a po batoniku. Po wielu latach dopiero te różnice wyłażą hurtem i pojawia się pytanie: "dlaczego mnie to spotyka, przecież nie palę/nie piję często/nie mam nadwagi?".... itp
    Często rozmawiam o tym z moim Męzczyzną, który ma podobne zdanie do mojego w kwestii żywienia, choć nie jest wege. Twierdzi on, że podstawy dietetyki zdziałałyby w podstawówce znacznie więcej dobrego niż zakaz sprzedaży śmieciowego jedzenia w sklepikach. I ma rację, rozmawiając ze znajomymi nieraz zdaję sobie sprawę, że nie mają podstawowej wiedzy o żywieniu - skąd więc mają czerpać wiedzę i chęć do zmiany sposobu żywienia gdy nic im nie dolega?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ja dopiero w sumie dzięki własnym zainteresowaniom wiem tyle o odżywianiu, w szkole mnie nauczyli tyle co nic ;). Też zabieram jedzenie na uczelnie, prawie nigdy nie kupuje jakichś gotowców w sklepikach czy stołówkach, chociaż baaaaardzo rzadko mi się zdarzy. Tak też wychodzi sporo taniej.

      Usuń
    2. U mnie to samo - od 14 roku życia jestem wegetarianką jako jedyna w rodzinie. I wszystkiego na temat dietetyki uczyłam się sama, a była to długa droga. O ileż łatwiej byłoby uniknąć błędów, już znając podstawy...

      Usuń
    3. W sumie przydałby się w szkołach niższych taki przedmiot jak żywienie, na przykład zamiast religii chociażby. To by miało sens (o ile jeszcze było by dobrze prowadzone).

      Usuń
    4. Oj jak Ci ta nietolerancja stosunku do katolików wciąż wychodzi-mogłeś chodzić na lekcje etyki-religia nie jest obowiązkowa.

      Usuń
    5. Co ma zauważanie bezsensu istnienia przedmiotu religii w standardowym programie nauczania do nietolerancji katolików?

      Usuń
  8. teraz do pewnego stopnia wydawałaoby się, że jest moda na zdrowe jedzenie i takie poglądy już nie uchodzą, aż zobaczyłam koleżankę w pracy rąbiącą parówki na zimno, zapijając je colą, na moje obrzydzenie stwierdziła, że to takie tanie i praktyczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cola jest tania? To chyba koleżanka nigdy wody nie piła :).

      Usuń
    2. U mnie w domu cola była rarytasem :D

      Usuń
    3. Zdecydowanie się zgadzam Ola, uważam przy tym, że teza postawiona w tytule wpisu jest prawdziwa. Branie przykładów żywnościowych np. z diabetyków może wyjść na zdrowie, nie będąc zresztą gołosłownym: http://cukiernapoziomie.pl/2014/10/dieta-cukrzycowa-piekielnie-trudna-czy-piekielnie-zdrowa/

      Jeśli ktoś jednak chce jeść inaczej to proszę bardzo, należy jednak pamiętać o konsekwencjach takiego działania :)

      Usuń
  9. Podobna argumentacja stosowana jest w przypadku pasów bezpieczeństwa - wiele osób mówi, że gdyby ich znajomy zapiął pasy, to nie przeżyłby wypadku, co nie ma nic wspólnego z prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapinanie pasów powinno leżeć w interesie osoby, która powinna się zapiąć.

      Usuń
    2. Bzdura. Prosta fizyka, Osoba,która nie zapięła pasów,swoim egoistycznym cielskiem moze zabic inną osobę/osoby.

      Usuń
  10. Też często słyszę, jak inni mówią, to co cytujesz w swoim poście..
    A danie wygląda bardzo smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To coś na zasadzie- rzuciłem palenie, bo mam zmiany w płucach- i tak jestem już chory, a nie palę, przebywam na świeżym powietrzu itd. W niosek jeden- lepiej nie zaczynać, zarówno z fajkami jak i zabójczym żarciem. Mnie to w ogóle dziwi jak luzie nie zwracają uwagi na to, co jedzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż. O ile rozumiem kierowanie się smakiem ''raz na jakiś czas pozwolę sobie tego maka, pizzę, chipsy, ciastko, czy coś tam'' ale też rozsądkiem, to osób, które na śniadanie jedzą np.batoniki - kompletnie nie rozumiem ;).

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Tyle takich pochwał, cieszę się, bo wcześniej takie apetyczne zdjęcia mi nie wychodziły :D.

      Usuń
  13. Obiad na zdjęciu wygląda bardzo zdrowo i pysznie, ja uważam, że wszystko w małych ilościach jest zdrowe byle nie zatracić się w obżarstwie i samych niezdrowych daniach, ale po troszkę, czasami jedno, czasami drugie czemu nie ;) wszystko jest dla ludzi byle nie przesadzać w jedną, ani drugą stronę.
    Oczywiście marzy mi się nie popełnianie żadnych grzeszków żywieniowych, ale nie każdy jest do tego stworzony więc może lepiej się za to nie zabierać na siłę :)

    Faktycznie często zdarza się tak, że kiedy człowieka dotyka choroba to wtedy postanawia się lepiej odżywiać, ale jak długo.. dopóki nie poczuje się lepiej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo zdrowo to moim zdaniem za dużo powiedziane, ale w sumie na tyle tych wszystkich fast foodów, gotowców, batoników, dań z proszku, które masa osób je na co dzień, to faktycznie może uchodzić za bardzo zdrowe :). Tylko pyzy przydały by się pełnoziarniste (robią takie?), bo wiadomo, że przyswajalne cukry lepiej spożywać z błonnikiem (i kw. fitynowym) by ograniczyć po posiłkowy wzrost glukozy. No, ale pyzy zjedzone raz na jakiś czas nie zaszkodzą. Mamy tutaj też fasolkę przecież... :D.

      Usuń
  14. Kluczem w zdrowym odżywianiu jest także zdrowy rozsądek. Nie możemy myśleć tylko o odżywieniu swego ciała, ale także przyjemności. O zaspokojeniu umysłu. Łatwo popaść jest w paranoję "zdrowego" odżywiania - odmawiając sobie w 100% ulubionych smakołyków. Przeszłam przez ortoreksję i wiem, jak ciężko odnaleźć jest równowagę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się i uważam, że raz na jakiś czas należy sobie pozwolić na coś niezdrowego, bez wyrzutów sumienia, jeśli nam to smakuje (no o ile nie jest to jakiś produkt mutagenny itp.).

      Usuń
    2. To znowu ja, z amatorską archeologią blogową (odgrzebywanie starych notek). Otóż jest też druga strona medalu, ortoreksja. Mam wrażenie, że strony pro-ana to głęboka przeszłość i zupełnie już umarły, ale potwornie dużo psychicznej patologii w necie krąży wokół zdrowego odżywiania. Czasem jak trafię na jakiś "lajfstajlowy" artykuł, to zwyczajnie wymiękam od poziomu głupoty, pseudonauki, i siania strachu wokół jedzenia. Hitem wg mnie (to nie z żadnego forum, tylko z artykułu na portalu lifestylowym) jest pomysł że melon z szynką to straszliwie niezdrowe połączenie. Już nie pamiętam dlaczego, autorka miała jakąś węglowodanofobię. A, i jeszcze że pomidory i ser to fatalny zestaw, bo zakwasza. Szary człowiek, który nie rozumie różnicy między dobrym tekstem a złym, i dla którego wszystko co zawiera jakiekolwiek pojęcia naukowe automatycznie jest nauką - może odczuć ciężki demotyw, i dojść do wniosku że wg. mądrych tekstów wszystko jest niezdrowe, więc chrzanić to, i jeść na co się ma ochotę, bo zdrowo jeść się ewidentnie nie da - wszystko jest złe. Ludzie bez pojęcia o nauce albo wpadną w błędne koło eliminowania "złych" produktów i odżywiania "tak zdrowego że aż niezdrowe" - albo oleją całe zagadnienie, bo zgeneralizują na podstawie takich durnych tekstów jak tamten, że cała dietetyka to bujda na resorach. Grupa pierwsza ma też skłonność do wiary w to, że zdrowe żywienie z całą pewnością jest kluczem do zdrowia, nie godzą się i nie chcą się liczyć z tym, że można zachorować i tak. Jest w tym wręcz wątek robienia ze zdrowego jedzenia jakiejś religii, problemu moralnego, a z chorób - kary za niewłaściwe odżywianie. Jako wegetarianka z zapędami wegańskimi widzę to doskonale, i strasznie mnie to zniechęca do polskich wegan - tam jest jeszcze poza trendem na bezgluten (kurde, jak mówię że mam gdzieś gluten, i że nienawidzę kaszy jaglanej pod jakąkolwiek postacią, to dostrzegam wręcz potępienie w oczach niektórych) jest jeszcze trend na "raw food", czyli surowe produkty, i certolenie się z tym żeby niczego nie gotować, a to mianowicie po to, żeby nie zniszczyć enzymów. Bo "raw food" to kult enzymów. Nie muszę tłumaczyć, jak koszmarnie niedoborowa jest wegańska dieta oparta tylko na surowych produktach, i jak bardzo to kretyńskie, ale ludzie w to wierzą, bo jeden facet napisał o tym książkę (The China Study), no i są takie mądre określenia jak "enzymy", więc to musi być prawda, nie? Nie chcę się naigrywać z ludzi którzy się łapią na takie rzeczy, bo to wina systemu edukacji jednak. W końcu nawet najbardziej oporny uczeń nie ukończy szkoły będąc kompletnym analfabetą, no nie? Albo nie umiejąc wykonywać podstawowych działań matematycznych. Wydaje mi się natomiast, że to co się dzieje z poziomem nauczania biologii jest analogiczne do wypuszczania analfabetów. Ewidentnie za mały jest nacisk na fizjologię człowieka, biorąc pod uwagę ile się poświęca na anatomię i fizjologię roślin. Oczywiście nauka o roślinach też jest użyteczna, ale nie dla dziecka w podstawówce czy gimnazjum. Tak wyedukowane dzieci skończą licea o profilu humanistycznym, będą studiować nieprzyszłościowe, humanistyczne kierunki, i będą podatne na wiarę w "enzymy", "żywność bez chemii", "zakwaszenie", candidę i Bóg wie co jeszcze, bo są niezdolni do odróżnienia nauki od pseudonauki. Tak jak analfabeta nie odróżni że trzyma gazetę do góry nogami. Jest to smutne i straszne.

      Usuń
    3. Wracając jeszcze do ortoreksji, mam wrażenie że w pewnych kręgach staje się ona standardem, i ten, kto nie wykazuje kompulsywnych zachowań w dziedzinie jedzenia jest uznawany za "żywiącego się niezdrowo". Gdyby moja wiedza i rozeznanie było mniejsze, czy potrafiłabym odróżnić sensowne stwierdzenie, np. że rzeczy smażone w głębokim tłuszczu są niezdrowe i sprzyjają wielu chorobom, od stwierdzenia że gluten to trucizna, i powoduje rozmaite choroby? "Naukowemu analfabecie" będzie się wydawać, że oba te stwierdzenia są równie wartościowe. To jest właściwie najupierdliwsze w ortoreksji: anorektyczne i bulimiczne zachowania są z definicji pod hasłem "pierdolić zdrowie". Tym czasem "raw food" czy inne ekstremalne zawężanie diety ma być zdrowe, i te osoby wierzą, że to jest zdrowe. Anoreksją o wiele trudniej się "zarazić", trzebaby mieć o wiele bardziej autoagresywne zapędzy, a do ortoreksji wystarczy kompulsywność. Właściwie to nawet pół biedy jak takie osoby uczepią się bezglutenu, bo to nie musi powodować niedoborów, a raw vegan, w dodatku z przekonaniem że B12 to ze spirituliny, a D3 to od opalania się w grudniu, to murowane problemy. Nie mam pojęcia, jak ludziom źle wyedukowanym przez szkołę uświadamiać, że niektóre prozdrowotne diety są cholernie niezdrowe. To dość demotywujące. Tu jest fajny blog poruszający te zagadnienia (i zagadnienie antyszczepionkowców, z którymi też nie wiadomo jak rozmawiać, ja nie mam do nich cierpliwości): http://www.backfromnature.org/?m=1

      Usuń
    4. Poza jedną rzeczą, z którą się nie zgodzę (że anoreksja to przeszłość - jest jej na oddziałach bardzo dużo, a pro-ana wygasła wyłącznie w mediach, bo temat się osłuchał) uważam to za niesłychanie mądry komentarz.

      Jest DOKŁADNIE tak jak mówisz: jeśli ktoś nie ma "biologicznego" wykształcenia (i nie mówię tu zaraz o dietetyce czy medycynie) to nie jest w stanie odróżnić bełkotu od doniesień naukowych, gdyż każdą bzdurę w rodzaju metody Ashahary da się ubrać w pseudomedyczne piórka. Im dłużej studiuję tym więcej widzę tego, jak się nas robi w balona przez różne (pseudo)popularnonaukowe środki i szczerze powiedziawszy, zastanawiam się jak to wygląda w innych dziedzinach. Nie mam pojęcia o historii, ekonomii albo prawie i mam mocne podejrzenia, że w rozmowie z ekspertami w tych dziedzinach muszę wyglądać tak, jak dla mnie zwolennicy homeopatii, diety bezglutenowej albo innego nowoczesnego hitu: czyli jak totalny ciemnogród.

      Zanim zostanę obrzucona błotem za użycie tego ostatniego słowa chcę podkreślić, że mam wyrozumiałość wobec faktu, że nie każdy ma to "biologiczne" wykształcenie, o którym wspominam wyżej. Nie mam za to wyrozumiałości dla oszołomów, którzy zamiast posłuchać tych mających wiedzę - wolą węszyć spisek i nie szczepić dzieci albo wróżyć choroby z plam na tęczówce. Coś przerażającego.

      Usuń
    5. Kosmeonautka - załóż blog naukowy i uświadamiaj ludzi, podobnie jak ja i inni :-). Bo niestety faktem jest, że wszechobecne są w Internecie pseudonaukowe bzdury i potem są takie sytuacje jak:
      - nie wierzę w ewolucję
      - szczepionki powodują autyzm
      - soda leczy raka
      - homoseksualizm to choroba
      - skuteczność homeopatii jest udowodniona naukowo
      - udowodniono, że amigdalina leczy raka
      - wróżka powiedziała, że stanie mi się nieszczęście i rok później złamałem nogę, to musi być prawdziwa wróżka

      itd. itd. itd...

      Usuń
    6. Kosmeonautka, nie twierdzę że anoreksja (a tym bardziej bulimia czy formy mieszane tych dwóch chorób) przestały istnieć, tylko że grupa podatnych na to osób jest znacznie węższa niż grupa osób podatnych na ortorektyczne przekonania. Jeśli chodzi o obecność ruchów pro-ana w internecie, to wystarczy wpisać związane z tym hasła (nie tylko po polsku), i widać, że większość takich stron, będących wysoko w wynikach wyszukiwania (a więc niegdyś popularnych) jest od bardzo dawna nieaktualizowanych. Spadek aktywności tego ruchu może wynikać też z tego, że dostawcy usług nie chcą hostować takich stron, w regulaminach serwisów blogowych coraz częściej pojawiają się zapisy o tym, że blog może zostać zbanowany za promowanie zachowań autoagresywnych), ale wszystko jedno, z czego to wynika, skala zjawiska się zmniejsza. Natomiast całe serwisy zajmujące się lajfstajlowym pitoleniem potrafią być jednym wielkim pro-ortoreksja. I tak jak mówię, "grupa docelowa" jest większa, bo nie ma w tym intencji autoagresji, to ma być dbanie o zdrowie, i osoba z takim problemem szczerze w to wierzy. To nie znaczy, że "stare" zaburzenia odżywiania odchodzą w zapomnienie, chodzi tylko o to, że na ortoreksję mogą zapaść osoby o dużo mniej zaburzonej osobowości niż na anoreksję. Coś, co się opiera na świadomym niszczeniu swojego zdrowia, trafi do węższej grupy osób niż coś, co udaje dbanie o zdrowie.
      Co do "analfabetyzmu" w kwestii prawa czy ekonomii, jest zasadnicza różnica, gdy człowiek jest świadom swojej niewiedzy, i polega na ekspertach. Ja mogłam poświęcić ileś godzin na czytaniu jak rozwiązać swoje problemy z komputerem (problemy były związane z ustawieniami oprogramowania, a nie jakąkolwiek usterką, więc rozumiałam z tego tyle, że da się to naprawić), i świadomie zamiast spędzać dwa dni na studiowaniu zagadnienia, zapłaciłam specowi. Problem w tym, że można też zaufać kiepskiemu specjaliście, a nie mając wiedzy na dany temat, jak niby wybrać dobrego? Można się naciąć i tak. Część ludzi wierzących w jakieś niedorzeczności na temat zdrowia po prostu zaufało niewłaściwemu specjaliście, i bardziej polega na tym zaufaniu, niż na argumentach, nawet takich, które powinny być zrozumiałe dla osoby o niskim poziomie wiedzy. Dlatego akurat w dziedzinie zdrowia ludzie powinni kończyć szkoły lepiej wyedukowani. Skoro można nauczyć dzieci pisania rozprawek (co jest dużo mniej użyteczne niż wiedza o zdrowym żywieniu), skoro można dzieci nauczyć tabliczki mnożenia, i nawet jak ktoś ją zapomni, to pozostaje mu świadomość że istnieje tylko jeden prawidłowy wynik, i nie ma tu miejsca na "prawdę leżącą po środku", to możnaby je też uczyć że tak samo jest w naukach biologicznych. Najważniejsze jest moim zdaniem wpojenie świadomości, że w niektórych dziedzinach jest tylko jedna prawidłowa odpowiedź, że można to sprawdzić, i przede wszystkim, że fora internetowe są cholernie kiepskim źródłem wiedzy na takie tematy. Uważam, że tak jak kilkulatek powinien umieć powiedzieć gdzie ma nóżkę a gdzie nosek, tak jak przedszkolak powinien umieć się wysikać do nocnika czy sedesu, i się podetrzeć, tak jak siedmiolatek powinien potrafić samodzielnie umyć zęby, tak samo dzieciak kończący gimnazjum powinien mieć wystarczającą wiedzę na temat fizjologii człowieka, by nie dać się nabrać na "kuracje oczyszczające" czy raw food. Mówimy tu w końcu o wiedzy na temat własnego ciała, i o umiejętności dbania o nie. Jest poważnym błędem systemu, że tworzy ludzi z "naukowym analfabetyzmem". To trochę tak, jakby rodzic mający zdrowe, pełnosprawne dziecko, nigdy nie nauczył go korzystania z toalety czy mycia zębów.

      Usuń
  15. Dużo ludzi w dodatku się po prostu nie zna, albo nie chce się poznać. Wiadomo w dodatku to co niezdrowe musi być smaczne, bo musi czymś przyciągać.
    Uważam jeszcze że argumentem, który często się słyszy jest "nie mam czasu nic przygotować" więc na szybko jada się w barach fast food. Co wiadomo czym skutkuje.
    Super blog ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Akurat na zdrowe odżywianie moim zdaniem nie trzeba wiele czasu, ludzie tak mówią, ale jak się przyjrzeć takim przypadkom to z reguły marnują mnóstwo czasu na pierdoły. To jak osoba co narzeka, że za mało zarabia, że nie ma kasy, a w rzeczywistości miała by, gdyby nie wydawała na papierosy, alkohol, drogie jedzenie na mieście itp.

      Usuń
  16. Nie jem mięsa z chlebem ani z ziemniakami tylko z gotowanymi warzywami. Jeżeli chodzi o zdrowe odżywianie to zawsze znajdą odpowiedz. Ja wiem jednak , że zdrowo jeść to odpowiednio łączyć jedzenie. A jak zachowuję to nie lecę do lekarza po kolejny antybiotyk tylko wystarcza sposoby naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sposoby naturalne to też istotna rzecz, chociaż czasem niestety jest tak źle, że po ten antybiotyk trzeba. Z lekarzami jest ten problem, że oni tylko zaleczają objawy, zwykle nie biorąc się za wyleczenie przyczyny choroby.

      Usuń
  17. Sądzę że obiad ze zdjęcia wygląda na zdrowy :) Ja uwielbiam różnego rodzaju i kasze...Nawet częściej je jadam niż ziemniaki. Uwielbiam warzywa gotowane, nie smażone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze ryż pełnoziarnisty jest w porządku ;).

      Usuń
  18. Hmm... Ogólnie rzecz biorąc nie przywiązuję większej uwagi na to co jem. Lubię wykwintne dania i ograniczam czekoladę, ale poza tym jem wszystko, na co mam ochotę. :)

    http://just-be-yourself-coca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja ostatnio zwracam większą uwagę na to co jem i czuje się jakoś lżej ;-) więc chyba coś w tym jednak jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. nie wiem ja lubie fasolke :D ale to obok wygląda na okropnie, jak mózg :o
    ja raczej zdrowo chociaż czasem najdzie mnie na fast food , słodycze albo jakiś alkohol ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest pyza, widzę, że nie wszędzie w Polsce jest to popularne :).

      Usuń
  21. Chyba najczęstsze argument jaki słyszę od ludzi jedzący niezdrowo to "Na coś trzeba umrzeć" albo "to nic by trzeba było nie jeść":P Choroba na pewno wiele zmienia w życiu, także podejście do jedzenia. Część chorób niestety nie jest związanych z odżywianiem :(
    A co do obiadu na zdjęciu to nie wiem za bardzo co to jest :P Ale fasolkę bym zjadła na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Moim zdaniem nie można też przesadzać i że tak to brzydko nazwę,, świrować,, :) obiadek na zdjęciu wygląda bardzo smacznie i raz na jakiś czas można sobie pozwolić :) brałam kiedyś udział ( a właściwie chciałam wziąć...) w akcji kulinarnej,, zdrowe Halloween,, - przygotowałam pyszną surówkę z dyni, suszonej żurawiny, jabłka i orzechów ; do tego mięta i sos jogurtowy + 2 łyżki majonezu. Przez ów majonez organizatorka odrzuciła przepis :( nie dajmy się zwariować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, no w sumie zależy jaki to był majonez, bo niektóre to naprawdę syf, lepiej zrobić własny :).

      Usuń
    2. Albo z jogurtem naturalnym, pewnie by wtedy przeszło :D.

      Usuń
  23. A ja spotkałam się z czymś innym, ze ścianą, do której mówię, a ona nie reaguje, tylko, że tą ścianą jest ktoś, kto jest chory i od lat tłumaczymy z mężem, że należy zmienić nawyki żywieniowe, wybierać świadomie produkty. Niestety jak na "ścianę" przystało brak reakcji... ewentualnie słyszę, coś w stylu: "za nic w świecie bym tego nie zjadła" i koniec rozmowy... Takim ludziom nie sposób pomóc choć byśmy bardzo chcieli....

    OdpowiedzUsuń
  24. Dokladnie tak zainteresowałam się zdrowym odżywianiem. Przez chorobę własną oraz mojej mamy. Niestety mama nie wiele zmieniła sposób odżywiania. Dla niektórych na zmiany jest już za późno.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam w pracy takiego co je w kfc i się tym szczyci i cieszy, bo teraz wszyscy tak jedzą zdrowo a on je w mcdonaldzie i nic mu nie jest. Czasem mu zazdroszczę i mi głupio, bo ja ciągle choruję chociaż staram się unikać takich miejsc już od dawna.

    2. sprawa, że nie mam pojęcia jak się wziąć za zdrowe odżywianie i może to właśnie chaotyczne podejście do jedzenia i stres "czy na pewno się zdrowo odżywiam" powoduje u mnie takie choroby.

    Warto jest mieć wiedzę odnośnie jedzenia, ale nie mieć jakiś wyrzutów sumienia po czekoladzie jak ja często mam :P taka skrajność w drugą stronę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Pyszne jedzenie , raz na jakiś czas pyzy można zjeść . Mniam Mniam .

    OdpowiedzUsuń