czwartek, 15 października 2015

Dlaczego wierzymy w medycynę alternatywną

W ostatnich komentarzach niektórzy z Was dyskutowali nad tym, dlaczego coś takiego jak medycyna alternatywna, czyli pseudomedycyna, nieskuteczne, oszukańcze, szarlatańskie czy fałszywe metody ,,leczenia’’ zdobywają popularność, mimo iż, można by rzec, mamy XXI wiek, łatwy dostęp do informacji, nauki i możemy szybko weryfikować prawdziwość danej (pseudo)terapii medycznej, psychologicznej lub żywieniowej. W tym wpisie chciałbym zebrać do kupy powody, jakie przyszły mi do głowy. Potraktujcie to nie tylko jako ciekawostkę. Mając możliwość, działajcie u podstaw, przyczynowo. Osoba do osoby i w ten sposób sytuacja może zmieniać się na lepsze.

medycyna alternatywna
(Pixabay)

1. Ignorancja lekarzy
Uważam, że na pewno jedną z głównych przyczyn tego, że pacjenci szukają pseudonaukowych metod leczniczych, jest brak kompetencji ze strony lekarza bądź też ignorowanie pacjenta przez lekarza. O takich sytuacjach słyszę często i sam wielokrotnie tego doświadczyłem. Sporo lekarzy potrafi postępować tylko wg schematu sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat (a i tutaj niekompetentnie). Nie douczają się, nie mają aktualnej wiedzy (pod tym względem najlepiej jest u tych, którzy wykładają na uniwersytetach, zwykle są na bieżąco z nowymi metodami leczniczymi itp.). Jeśli ktoś idzie od lekarza do lekarza i tak przez miesiące czy lata, z jednym problemem, to w końcu może przestać ufać jakimkolwiek lekarzom. Potem za czyjąś namową trafi do prawdziwego fachowca i ten go zdiagnozuje oraz wyleczy, ale co się nachodził, nadenerwował i namęczył z danym problemem zdrowotnym – to jego. Warto mieć na uwadze to, co napisał w komentarzu Adam Adamczyk ,,To, że spotkany wykładowca matematyki okazał się głąbem lub bucem, nie zmienia faktu, że 2+2=4.’’.

2. Kolejki w NFZ
Tego nie mogło tutaj zabraknąć. Chyba najbardziej oczywista sprawa. Czekasz do endokrynologa rok czy półtora? Jeśli nigdy nie musiałeś się do tego specjalisty zapisywać, to pewnie nie wiesz, że właśnie takie są zwykle terminy do endokrynologów z dobrą opinią, którzy są także wykładowcami na uniwersytecie medycznym. O przypadkach typu: czekanie kilka lat na jakąś operację nie będę nawet wspominał. Normą powinno być przyjęcie skierowanego pacjenta w ciągu maksymalnie 2-3 tygodni, ze skierowaniem ,,pilnym’’ (tzw. CITO) – od razu lub na następny dzień. W Polsce w większości miejscowości, zwłaszcza w dużych miastach o takim rozwiązaniu można pomarzyć. Jeśli pójdziesz na izbę przyjęć to, (pomijając to o czym wyżej, czyli że wielu lekarzy potraktuje pacjenta na odwal się) też poczekasz sobie kilka godzin w kolejce. Pewnego razu, w roku 2012 po wypadku samochodowym czekałem kilka godzin (w końcu udałem się do innego szpitala). Wraz ze mną czekały osoby dużo bardziej, niż ja, poszkodowane. Nawet jeśli idziesz do przychodni na umówioną od kilku miesięcy wizytę, zazwyczaj przyjęty zostaniesz co najmniej godzinę później, niż powinieneś, a często jest to siedzenie pod gabinetem 2-4 godziny.

3. Marketing szarlatanów
Kolejna sprawa, myślę, że niewiele mniej oczywista, niż to o czym wyżej, to marketing. Cała akcja antyszczepionkowa w różnych krajach to nic innego, jak reklama. Przecież szczepionki są tanie i bardzo skuteczne. Metody alternatywne są drogie i nieskuteczne. Pestki moreli, które są trujące, także reklamują zarabiający na nich szarlatani. Osoby opętane altmedem zwykle wierzą w hasła typu ,,koncerny farmaceutyczne uknuły spisek przeciwko ludzkości’’ – w różnych kontekstach, a kompletnie nie myślą o tym, że dają się jak najbardziej naiwne dzieci nabrać na marketing szarlatański, reklamę metod nieskutecznych, często szkodliwych, przeciwnie do tych ze współczesnej medycyny. Bo te nawet jak mają jakieś skutki uboczne, mamy ulotkę, wszystko wiemy. Kompletnie inny poziom ryzyka, niż w przypadku wielu terapii altmedowych. Ale co tam, że dajemy się naciągnąć, ważne, że my sami wierzymy w nieistniejący spisek firm farmaceutycznych. Czuć się lepszym – to jest coś. Co z tego, że bezpodstawnie, jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.

4. Marketing firm farmaceutycznych
Firmy farmaceutyczne są po części winne temu co mamy. Dlaczego? Wypuszczają masę bezsensownych suplementów diety. Pewien producent, którego nazwa zaczyna się na ,,A’’ przoduje w tym zdecydowanie i bije całą konkurencję. Wiecie, że wprowadzono nawet tak absurdalny suplement, jak tabletki mające poprawiać humor podczas złej pogody? Suplement na apetyt dla dzieci i suplement na hamowanie apetytu na słodycze dla dzieci. Suplement na zimne stopy i inne. Przeciętny Polak widzi takie suplementy jako wytwór tej ,,prawdziwej’’ medycyny, co sprawia, że ta staje się w jego oczach mniej wiarygodna. Nierozerwalnie wiąże się z tym także kwestia nieznajomości różnicy między statusami preparatów na rynku farmaceutycznym. Różnego rodzaju badziewia to są zwykle suplementy, a te nie mają prawie żadnych wymagań stawianych przez ustawodawcę. Inaczej rzecz ma się z dietetycznymi środkami spożywczymi specjalnego przeznaczenia medycznego oraz lekami wydawanymi bez recepty. Ogrom ludzi nie zdaje sobie sprawy z różnicy, między suplementem, a OTC (lekiem wydawanym bez recepty). Farmaceuci, bywa, że wcale nie informują, że ten ,,tańszy zamiennik’’ to już nie lek (lub środek dietetyczny specjalnego przeznaczenia medycznego), tylko suplement i czym to się różni (norma w przypadku polecanych w aptece probiotyków, przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia).

5. Edukacja w szkołach
Jeszcze jedną ważną kwestią jest, jak zresztą przy wielu problemach społecznych, edukacja. Nie wiem czy tego rodzaju sprawy powinny być dyskutowane na biologii czy lekcji wychowawczej czy może czymś jeszcze innym. Faktem jest, że szkoła bardzo często uczy, że jest tak i tak, bez pytania dlaczego, bez dochodzenia przyczyn oraz celu. Efektem tego jest oczywiście brak samodzielnego czy kreatywnego myślenia – zadaj w szkole jakieś pytanie, to zaraz nauczyciel zgani Cię, gdyż sam zapewne odpowiedzi nie zna, a przez połowę klasy zostaniesz wyśmiany. To, że tak wiele osób kompletnie nie rozumie teorii ewolucji i nie ma pojęcia czym jest zjawisko ewolucji biologicznej także wynika m.in. z tego o czym wyżej. Wbija się dzieciakom do głów, że Wikipedia jest zła i że każde źródło dobre, byle nie Wikipedia, zamiast wytłumaczyć, że to, co jest w Wikipedii, należy po prostu sprawdzając bibliografię zweryfikować, a następnie skorzystać z tego bądź nie. A przydałoby się, by przeciętny człowiek znał podstawy metodologii naukowej (takie totalne podstawy, że na bazie pojedynczych przypadków nie można wyciągać ogólnych wniosków itd.), co by nie dać się uwieść naukowym populizmom. I jeśli coś brzmi naukowo, wcale nie znaczy, że tekst w ten sposób napisany jest słuszny i poprawny merytorycznie.

Listę można by jeszcze uzupełnić zapewne o kolejne co najmniej kilka punktów głównych. Może macie własne spostrzeżenia, pozwalające wyciągnąć jakieś wnioski. Na różnych, nie tylko tej tutaj omawianej, płaszczyznach. 

75 komentarzy:

  1. Chyba nie uwzględniłeś najważniejszej przyczyny – lobbing, co ma największe odzwierciedlenie w homeopatii. Ta pseudomedycyna ma się dobrze, bo za nią stoją ogromne pieniądze, jak zresztą za każdą firmą farmaceutyczną. Problem w tym, że ten lobbing sięga wyżyn naszej władzy i dziś usiłuje się nam wmówić, że woda ma pamięć (sic!). To jest biznes, który, jak wskazuje na to sama nazwa, wcale nie musi być czysty. Ale nie sądzę aby to była wina edukacji, drogi Autorze, to wina i sprzedajnych mediów, które na nieuczciwej reklamie zarabiają, i braku jakiejkolwiek akcji uświadamiającej na szeroką skalę, i naiwność ludzi, chcących i pragnących cudów, co akurat w naszym społeczeństwie nie powinno dziwić. Jeden na dziesięć milionów pielgrzymujących doznaje „cudownego” ozdrowienia i już się uznaje, że jakiś bohomaz, lub coś, co nosi nazwę relikwii, ma cudowne właściwości lecznicze. Dopóki wierzymy w cuda i medycyna alternatywna będzie się mieć dobrze. A wiarygodne (podobno) statystyki mówią, że w tym kraju dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa, to ludzie wierzący, nawet nieważne w co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, o czym piszesz po części zawarłem w punkcie trzecim, natomiast fakt, są takie gałęzie pseudomedycyny, jak homeopatia, które są szczególnie silne jeśli chodzi o wpływ na polityków.

      Usuń
    2. A co powiesz na to:

      Żeby zrozumieć medycynę, trzeba by zrozumieć mnóstwo trudnych zagadnień z dziedziny biochemii i biologi. Ale żeby zrozumieć taką sobie przykładowo homeopatię, wystarczy właściwie zrozumieć tylko dwie proste zasady: "podobne leczy podobne" i "różnica między trucizną a lekiem to dawka".

      Myślę, że względna prostota pseudomedycznych twierdzeń, która w dodatku w bardzo naturalny sposób odwołuje się do intuicji może mieć tu też swój udział.

      Usuń
    3. Mam wątpliwości czy chory powinien znać zawiłości biochemii i biologii, tym bardziej, że ta znajomość w niczym leczenia nie usprawni (no, może w obszarze świadomości). Natomiast zdecydowanie jestem za tym, aby ową prostotę pseudomedycznych twierdzeń demaskować, możliwie często i dobitnie. Ale jak tego dokonać, skoro nawet Ministerstwo Zdrowia, nie ma w tym interesu?

      Usuń
    4. Jeśli chory (i zdrowy ;-)) chce się wypowiadać z roli eksperta - jak to robią antyszczepionkowcy czy homeopaci - owszem, powinien ;-).

      Usuń
    5. Ogromne pieniądze stoją głównie za medycyną współczesną i farmakologią gdzie szuka się współczesnych "niewolników aptek", wmawia im się, że chorują na przewlekłe choroby i już nigdy z nich nie wyjdą.

      Owszem, jeśli chodzi o suplementy i niektóre magiczne kuracje to bardzo często są one również naciągiem ludzi i żerowaniem na ich naiwności.

      Zależy co rozumiemy przez słowo "pseudonauka". Może po prostu niektóre metody leczenia nie zostały przebadane ze względu na brak środków ? Czy znajdzie się ktoś kto takie badania przeprowadzi za darmo?

      Starzy ludzie nie przeprowadzali badań, byli ludźmi prostymi i znali się na roślinach zielnych, wiedzieli kiedy je zbierać, jak suszyć i co z nich przyrządzać. Bardzo nie lubię, gdy ktoś krytykuje nauki o których nie ma pojęcia.

      A może po prostu tych badań nie ma bo są zagrożeniem dla wielkich koncernów?

      Usuń
    6. No jasne, badan nie ma bo złe koncerny... A o badaniach ze środków publicznych słyszałe(a)ś? Bo ja tak. I co to znaczy, że jakieś badania przeprowadzi sie za darmo? Tzn. że zleceniodawca nic nie płaci, a zespół naukowców lub pracówka w której pracują ma sypnąć kasą ze swojej kieszeni?
      Tutaj dochodzimy do kolejnego powodu, dlaczego ludzie wierzą w altmed - zwyczajnie nie zdają sobie sprawy, ze badania kosztują niemałe pieniądze i wymagają czasu, nawet lat. Ludzie myslą, ze wystarczy zebrać ziółka nad rzeką, zasuszyć, zalać wrzątkiem i mamy lek - teraz tylko podać ciotce i sąsiadom i włala - mamy próbecze "kliniczną".

      Tutaj ostatni Noble z medycyny powinien uzmysłowić zwykłemu człowiekowi różnice między medycyna ludową a medycyną, 4000 lat chińskiej tradycyjnej medycyny i pierdyliard ziółek a leku na malarie wciąz ci starzy, znający sie na roslinach ludzie nie znali. A przyszła taka babka i jej zespół i korzystajac z wspóczesnej medycyny wyłuskali z tych ziołek, to czego ich przodkowie nie potrafili przez pare tys. lat, bo wiedzieli że to jakieś składniki bedące częscia ziółka sa aktywne, a inne nie, a także że skład rośliny jest różny w zależności od miejsca występowania, że metoda ekstrakcji ma znaczenie, że stabilnośc, przyswajalnośc itp. wyizolowanego zwiazku ma znaczenie. Do tego doszła zła Big Pharma, która wyprodukowała lek na duża skale.

      Usuń
    7. Wiadomo, że dane etnobotaniczne to dopiero początek ale one same w sobie są już b. ciekawe. Z drugiej strony z cisu trzeba wyekstrahować ten lek na nowotwór bodaj sutka co jest trudne i kosztowne - ale w przypadku wierzby na gorączkę (b. ładnie obniża i poprawia samopoczucie) nie ma to żadnego sensu, wierzba bardzo fajnie działa jako WIERZBA (np. odwar) i nie trzeba tego zmieniać.

      Usuń
  2. wydaje mi się, że warto jeszcze wspomnieć o bezradności, wielu osobom po prostu wciąż medycyna nie może nic zaoferować, nie może wyleczyć, zdesperowany chory człowiek albo jego rodzina spróbuje wszystkiego pomóc nawet jeżeli są to mgliste obiecanki metod alternatywnych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest problem głównie przy chorobach nowotworowych i racja, to też jedna z przyczyn.

      Usuń
    2. Dokładnie. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach w których współczesna medycyna nie jest w stanie pomóc, może pomóc właśnie ziołolecznictwo. Ludzie często w desperacji udają się do innych zielarzy. Moim zdaniem to całkiem normalne. Problem zaczyna się wtedy gdy jakieś leczenie stosowane jest na własną rękę bez wcześniejszego zastanowienia się.

      Usuń
    3. Często "zielsko" pomaga tam, gdzie standardowa "służba zdrowia" słabo sobie radzi... nie mówię o terminalnych nowotworach, tutaj nie ma żartów - ale u dzieci z dziecięcą egzemą często strzałem w "10" są płukanki i kąpiele np. w uczepie (mówię o dzieciach, którym standardowe leczenia działało wysoce niezadowalająco). Opisano takie leczenie w pediatrycznych podręcznikach lekarskich i to bynajmniej nie przedpotopowch - ale teraz to się niestety kojarzy z "altmedem" bo lekarze tego nie zalecają poza rzadkimi wyjątkami. Uczep na silne działanie przeciwzapalne, zawiera seskwiterpenowe laktony. Chcecie jeszcze takich ciekawostek? Szczerze polecam życzliwe zainteresowanie ziołami :)

      Usuń
    4. PS A żeby leczenie ziołami czegoś nie całkiem błahego (no powiedzmy łuszczycy, AZS) móc sobie samemu przemyśleć i ustawić, uzasadnić, zaproponować mieszanki ziół itd. to trzeba niestety kilku lat studiów w lekturze i w naturze. Od kilku lat zmagam się z bardzo ciężkim i powikłanym przypadkiem AZS w rodzinie i przy pomocy ziół osiągam efekty zdumiewające lekarzy (szczęśliwie wyrażają podziw i uznanie a nie oburzenie i zawiść - nie są tacy straszni ci ludzie medycyny jak niektórzy mówią) ale jak zacząłem pisać obszerny artykuł (czy sztambuch) o fitoterapii AZS to widzę, jak ostrożnie muszę stawiać tezy, jak nieśmiało proponować mieszanki ziołowe, zwłaszcza te do picia i zawierające ostro działające składniki (zalecam o ile to możliwe konsultację z lekarzem) - jak chwiejne są podstawy wielu twierdzeń i zaleceń które owszem, okazują się skuteczne i nie są pozbawione przesłanek naukowych, w pewnym stopniu działanie farmakologiczne wielu stosowanych przeze mnie ziół rozpoznano (zwł. przeciwzapalno-immunosupresyjne)... tym niemniej są to na razie podstawy dość chwiejne i wątłe. Z drugiej strony INNYCH NIE MAMY a fitoterapia tego typu przewlekłych chorób potrafi ratować tyłek chorego więc możliwie klarowne wyłożenie tych twierdzeń i sposobów uważam za swą misję i obowiązek.
      Ale do czego zmierzałem... człowiek okropnie chory, choćby na potężną i oporną łuszczycę, nie ma czasu na 3 lata wstępnych studiów nad ziołami zanim coś naprawdę silnego na sobie wypróbuje. Niestety szukając ratunku łatwo może wylądować u byle kogo i sobie zaszkodzić. I niestey trudno mieć o to do niego pretensje, mówić że jak był głupi to teraz ma. Nie ma też powodu do atakowania oficjalnej medycyny bo niestety nie z każdym przypadkiem sobie poradzi. Nawet cykosporyna nie działa na wszystkich i w pewnych sytuacjach zostaje tylko "proszę smarować, dbać, łagodzić, może jakoś się cofnie"... a raz na pół roku metronidazol dożylnie od powikłań bakteryjnych. I co to jest za życie? I powiem Wam - poprawić je można ziołami - nie wiem, czy tylko ale w szczególności nimi. Nie chodzi o "jakąś" czy nawet "widczną" poprawę którą można przypisać efektowi placebo tylko różnicę "jak niebo a ziemia"... np. metronidazol przestaje być potrzebny po jakimś roku wytrwałych zmagań.
      I bardzo źle się dzieje, że tego typu działalność też się wrzuca do wora z altmedem i znachorstwem.

      Usuń
  3. Można tutaj jeszcze poszerzyć temat o tym co jest dosypywane do żywności . Ile jest chleba w chlebie ile mięsa w mięsie itp. Codziennie jesteśmy oszukiwani w każdej dziedzinie życia . Teraz uprawia się polowanie na konsumenta. Przecież często lekarz to tylko sprzedawca leków, który ogranicza się do leczenia skutku choroby a nie przyczyny. Na świecie rządzi tylko kasa , a zwykły człowiek jest na końcu tego łańcuszka pokarmowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mamy dostępne składy na etykietach (jestem za tym, by były konkretniej opisywane, tak samo tabele wartości odżywczych i nieodżywczych), to nie tak, że się potajemnie truje ludzi chlebem i mięsem.

      Usuń
    2. Co za bzdura, że się leczy skutki choroby. To jest właśnie przykład retoryki stosowanej przez wszystkich nieuczonych alt-medów, którzy twierdzą, że wszystko nas truje i tylko ekologiczna żywność chroni przed chorobami. Przytłaczająca większość popularnych produktów spożywczych jest całkowicie bezpieczna dla zdrowia, a pozostała część może spowodować problemy, jeśli się jej nieodpowiedzialnie używa. Największymi problemami naszego świata są: tytoń, otyłość (która jest wynikiem tego, że się za dużo je, a nie tego, że "dzisiejszy chleb jest inny niż 50 lat temu"), alkohol i brak ruchu. Wyeliminować te cztery czynniki ryzyka i znika połowa popularnych chorób. Oczywiście każdy woli myśleć, że "to brzuszysko to przez ten gluten", albo "to ta soja modyfikowana", zamiast się przed samym sobą przyznać, ze te trzy piwa wczoraj, to może jednak o trzy za dużo.

      Usuń
    3. Słuszny komentarz, natomiast co do leczenia skutków to standardowo i ogólnie można mówić o leczeniu objawowym (czyli zwalczaniu nieprzyjemnych skutków choroby) i przyczynowym - czyli eliminacja przyczyny choroby.

      Usuń
    4. Musimy zgodzić się z Panią Małgorzatą.

      Leczenie skutków związane jest z ekonomią. Z czego żyli by producenci leków jeśli pacjenci nie musieli by ich kupować?

      Czy leczenie objawowe jest jedyną słuszną drogą? Czy może powinniśmy sięgnąć głębiej i zastanowić się nad tym, czy nie należało by leczyć przyczyn...

      Prosty przykład. Człowiek uczulony, mocno alergiczny. Przychodzi do lekarza, lekarz zleca testy, zapisuje leki przeciwhistaminowe maskujące tymczasowo objawy.

      A może warto zastanowić się czy nie należy unikać odpowiednich alergenów które Nas uczulają? Może warto pić olej z wiesiołka który doskonale działa przeciwalergicznie?

      Co do chleba to muszę znowu się nie zgodzić. Współczesne zboża zmodyfikowane są genetycznie i zawierają spore ilości glutenu. Dlaczego tak dużo osób go teraz nie toleruje?

      Podobna sprawa dotyczy nabiału, kazeiny odkładającej się w stawach, problemów z trawieniem laktozy oraz szkodliwym wpływie cukru który jest pokarmem dla komórek nowotworowych oraz grzybów w tym popularnej Candidy.

      Usuń
    5. A może zamiast pić olej z wiesiołka, warto zastanowić sie czy są jakieś dowody, ze owy olej działa przeciwalergicznie i co dokładnie znaczy przeciwalergicznie.

      Co do glutenu, to polecam zapoznac sie z badaniami zespołu Petera Gibsona z Monash University - otóż wyszło im, ze u osób z objawami zespołu jelita wrażliwego, którzy sami sie okreslali jako mający nadwrażliwość na gluten i u których nastąpiło złagodzenie objawów ze strony jelita po prześciu na diete bezglutenową, wcale nie mają problemu z glutenem, tylko jakimś innym składnikiem produktów pszenicznych, najprawdopodobniej grupą węglowodanów zw. FODMAPs. Problem polega na tym, ze przeciętny glutenofobik nie zdaje sobie sprawy, ze przechodząc na diete gluten-free, przechodzi na diete, która jest tez wiele innych składników-free, bo przeciez normalny człowiek nie moze sobie tak po prosu usunąć glutenu z chleba czy makaronu, nie zmieniając niczego innego. Za to naukowcy projektując eksperyment moga przygotować takie jedzenie, by można było manipulować zawartością tylko i wyłącznie glutenu i jeszcze uzyć podwójnie ślepej próby, by uczciwie zinterpretować wyniki.

      Usuń
  4. No i komu wierzyć, komu ufać? :) Tak na prawdę nikomu nie należy na naszym zdrowiu, chcą zarobić na naszych chorobach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Waszych chorobach nie zarobię :-P.

      Usuń
    2. Warto mieć świadomość i myśleć. To jest jedyna droga do prawdy. Każdy na swój sposób chce na zdrowiu ludzkim zarobić ale są jeszcze dobrzy lekarze ( mało ale są :) )

      Usuń
  5. Na temat szczepionek mam troche odmienne zdanie i polecam zapoznanie sie z "Immunization theory vs. reality" napisana przez trojke lekarzy, ktorzy nieco szerzej znaja temat. Zawarta merytoryczna analiza tematu opiera sie bardziej na szukaniu za i przeciw, oraz statystykach pozostawaijac wybor osobisty. Narzucanie rozwiazan innym to zwykle lamanie prawa wyboru.
    Czytajcie wiecej i dbajcie o swoje zycie sami bo prawda jest taka, ze lekarz nie bedzie cierpial gdy popelni blad. Nie dajcie sobie wyprac mozgu pseudonaukowymi wywodami lekarzy, ktorzy realizuja zalecinia ministerstwo zdrowia i nic wiecej. Zawsze sa za i przeciw.
    Sluchajcie odkryc naukowych i stojacych za nimi badaczy, bo ci ludzie maja wiedze w danej dziedzinie. Oto prosty przyklad. Lekarze dzisiaj mowia o zlym cholesterolu, ktory swiat naukowy juz dawno zweryfikowal jako pomylke. Lekarze zalecaja zbijanie cholesterolu mowic, ze grozi zawalami, gdy badania wykazaly, ze blaszki miazdzycowe skladaja sie z wapnia i uszkodzonych lancuchow kwasow tluszczowych pochodzenia roslinnego i nic nie maja wspolnego z cholesterolem. Ilu lekarzy w Polsce wie o witaminie K2?
    To nie jest Matrix.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Badania i statystyki przemawiają jasno za szczepionkami. ''Trójka szerzej znających temat lekarzy'' nie brzmi ani trochę wiarygodnie ;-). Masa ludzi o Tombaku powie, że jest szerzej znającym się specjalistą.

      Usuń
    2. Ooo jeszcze tutaj musimy się ustosunkować. Bardzo trafna wypowiedź. Tak jak mówił Jerzy Zięba. Lekarze wolą "leczyć" cholesterol z którego zrobili chorobę cywilizacyjną i masowo przepisują statyny które nie są rozwiązaniem. A wystarczy zjadać kilkanaście jajek w tygodniu. Druga sprawa to witamina K2 którą warto skomplementować razem z D3 ze względu na lepszą przyswajalność.

      Usuń
    3. Muszę się ustosunkować do powyższego komentarza.
      Rozumiem jak najbardziej potrzebę uświadamiania w powyższej kwestii, wciąż jeszcze krąży przekonanie, że powinno ograniczać się konsumpcję jaj mimo, iż egzogenny cholesterol hamuje szlak syntezy endogennego. Ale nie jest to kompleksowe spojrzenie na sytuację. Proszę mi powiedzieć, co ma zrobić lekarz kiedy pacjent nie przestrzega zaleceń żywieniowych? Te kilkanaście jajek w tygodniu to dużo (wiem, że ja zjem max. 2 dziennie i już mam dość, a codziennie to już w ogóle :) ) Ponadto nie wszyscy ludzie interesują się nawykami żywieniowymi i nie dbają o jakość swoich posiłków ponieważ mają trójkę dzieci do wyżywienia, muszą być w pracy o godzinie 8 a zaraz odjedzie im autobus... (o ile w ogóle zjedzą jakieś śniadanie). Już wolę przepisać takiemu człowiekowi statynę, ponieważ zaniechanie leczenia byłoby błędem lekarskim, dodatkowo warto najpierw wdrożyć leczenie farmakologiczne a potem przejść wspólnie przez proces uświadamiania odnośnie choroby i zmiany stylu życia.
      Cieszę się jednocześnie z tego, że wśród ludzi młodych świadomość konieczności prewencji jest duża (bycie "healthy&fit" jest teraz modne) a także z tego, że znów popularne stały się badania odnośnie wpływu diety na a) "zdrowy" organizm i b) wszelakie jednostki chorobowe. Fascynujące jest również odkrywanie nowych funkcji witamin takich jak D i K właśnie, w kontekście m.in. chorób autoimmunologicznych. Także spokojnie, badania trwają, świadomość jest. Ale nie zawsze jest czas i nie wszyscy lekarze się tym interesują. Miejmy nadzieję będzie się to zmieniać.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Natalio lekarz przepisujący choremu statyny, absolutnie go nie leczy, bo jak udowodniono w badaniach wysoki cholesterol w większości jest jedynie wskaźnikiem stanu zapalnego, a nie choroby wieńcowej. Większym wskaźnikiem tej choroby jest poziom homocysteiny, który kiedyś badano i dziś także, tylko mało lekarzy to zleca bo cholesterol jest modny i na cholesterol są statyny. Inna sprawa że podejrzewam że większość z nich o tym nie pamięta jeśli w ogóle uczono ich w szkole. Badaniem homocysteiny nikt nie jest zainteresowany bo reguluje się jej poziom witaminami z grupy B

      Usuń
    5. Pani Natalio! Ale dlaczego nie ma w handlu 55 różnych preparatów opartych na wyciągach głogu i wielu, wielu innych roślin o działaniu m.in. hipoholesterolemicznym (co ja za słowo wymyśliłem! :) które mogłaby Pani ze spokojnym sumieniem pacjentom zalecać? Jest na to jakaś sensowna odpowiedź? Ze swojej "specjalności" (nie jestem medykiem tylko chemikiem ale miałem epizody z farmacją) mogę przytoczyć analogiczny przykład roślin o świetnym, przeciwzapalnym działaniu na skórze, sterydopodobnym lub innym (rozmaite mechanizmy) które świetnie zastępują kortykoidy - mogą rozwiązać np. problem "czym smarować twarz" itd. Wiem z samego źródła, że dla małych firemek to nie jest do zrobienia (bo mówimy o działaniu na poziomie LEKU i odpowiednich do tego procedurach) a wielkie uważają takie projekty za "ryzykowne" (przy czym rozumiem to głównie jako ryzyko biznesowe bo testy kliniczne wypadają bardzo dobrze). I jak to jest - niby nikt nie "blokuje ziół" i są nawet możliwe badania ze "środków publicznych" a w tak istotnych gałęziach medycyny, w leczeniu chorób przewlekłych skórnych i ukł. krążenia, one de facto SĄ zablokowane... jak to jest i z czego to wynika? Wie Pani co - książkę można by napisać, w dwóch zdaniach się nie da bo by wyszła "teoria spiskowa" czyli jednak uproszczenie rzeczywistości :)

      Usuń
  6. Myślę, że ten pierwszy powód jest najczęstszy, bo można zrozumieć, że po kilku lekarzach, którzy nie pomogą, człowiek może stracić do nich zaufanie i szukać, często w internecie, różnych alternatywnych terapii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że pierwszy powód jest tu najistotniejszy, niestety poziom wiedzy niektórych lekarzy jest zatrważający...

      Usuń
    2. Oj, żeby to było tylko kilku. Bywa, że kilkunastu.

      Usuń
    3. Owszem. Ale tu chodzi również o myślenie schematowe i podręcznikowe. Bo tak ktoś napisał i tak Nas uczyli to na pewno tak jest. Mnie jednak życie nauczyło patrzeć trochę dalej.

      Usuń
  7. Tak trzymaj a przestanę Ci dokuczać!
    Wszystko to prawda. Oczywiście można by jeszcze dorzucić mody medialne, "babskie" piśmidła i zwykłą potrzebę sensacji, ale skutek jest jeden - zamiast szukać właściwej, skutecznej metody leczniczej ludzie wydają ogromne pieniądze na bioenergoterapeutów czy "cudowne zioła".
    Z drugiej strony mamy jednak na pewnym uniwersytecie katedrę... homeopatii!
    Więc co się dziwić zwykłym ludziom że głupieją skoro dyplomowane łby nie są lepsze?

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo prawdy anonimie ale...
    Statystycznie skuteczność szczepionek jest niepodważalna. Łukasz ma rację. owszem są zamachem na naszą wolność, ale np. w przypadku agresywnych chorób zakaźnych to cena za życie w dużych skupiskach ludzkich.

    OdpowiedzUsuń
  9. Problem ze szczepionkami jest jeden. Nie znamy ich długofalowego działania. Dobrze, wiem, że są procedury ich wprowadzania i testowania, ale ile to trwa 5 lat? 10 przy dobrym wietrze? A co wiemy, o tym co się stanie z organizmem za 30 lat. Co się z nim będzie działo po 5-6 szczepionkach, które przyjmiemy.
    Chciałbym również przypomnieć o kwestii masowo w latach 90 podawanych antybiotyków, co spowodowało silne mutacje wirusów. Dziś, już tak chętnie się ich nie podaje.
    Kolejna sprawa wspomniany cholesterol, którym się nadal straszy, choć udowodniono, że nie ma on nic wspólnego z miażdżycą. Chciałbym również zwrócić uwagę na maksymalne odejście od leczenia naturalnymi środkami. Ziele dziurawca ma udowodnioną skuteczność wyższą niż Prozac. Innym przykładem działania natury (poza skrajnymi sytuacjami of course), były moje problemy ze skórą, leczono mnie różnymi pigułami i maściami (częste stany trądzikowe), a pomogło mi picie dużej ilości czerwonej i zielonej herbaty.
    Ale zgodzę się, że przyczyną poszukiwania alternatywnych metod (czasem skutecznych, czasem nie, chociaż jesli zadziała efekt placebo, to też chyba jest skuteczność?). Jest problem z NFZ, lekarze nie mają czasu na holistyczne podejście do człowieka. Skupieniem się nad takimi prozaicznymi rzeczami jak ich dieta (kolejna sprawa, profesjonalna dietetyka w polsce kuleje tak samo jak psychiatria). Problem jest złożony. Nie każda metoda alternatywna metoda jest skuteczna, ale też nie każda akademicka z ich lekami też. Prawda jest gdziś pomiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zwierzętach bada się wpływ szczepionek często przez ileś tam pokoleń, wpływ na płody itd.

      Usuń
    2. Co do przytoczonego dziurawca, to jest on uznawany przez medycynę współczesną, funkcjonuje jako lek wydawany bez recepty. Nie jest więc elementem medycyny alternatywnej.

      Usuń
    3. Nie znamy też długotrwałego działania wielu nowych metod alternatywnych jak na przykład pice wybielacza czy nacieranie się hydrazyną. Ale jakoś szarlatanom to nie przeszkadza.

      Usuń
    4. Oh - czyli jak coś , np.: dziurawiec, jest opatentowane w formie tabletek w cenie kilkunastu złotych, gdzie poza syntetycznymi składnikami (które nie są obojętne dla zdrowia np.: śluzówki żołądka lub jelit) dodany jest wyciąg z dziurawca, to to nie jest elementem medycyny alternatywnej? :) Ale jeśli w sklepie ziołowym kupię czyste ziele dziurawca za 2,50 zł, to to już jest medycyna alternatywna? Ciekawa logika :)

      Usuń
    5. Stosowanie dziurawca jest elementem współczesnej medycyny, bo wykazuje w różnych badaniach skuteczność, a nie dlatego, że robi się z niego tabletki. Z pestek moreli też się robi tabletki i to nie czyni z nich lekarstwa.

      Usuń
    6. Akurat dziurawiec jest surowcem zielnym i jednym ze składników leków. Robi się z niego tabletki ponieważ jest skuteczny oraz działa :)

      "Z pestek moreli też się robi tabletki i to nie czyni z nich lekarstwa." Hmm? To co właściwie jest lekarstwem?

      Usuń
    7. To, co wykazało przy danej chorobie lecznicze działanie w badaniach na zwierzętach, ludziach i o zbadanym mechanizmie działania w testach in vitro. Uogólniając.

      Usuń
    8. Dziurawiec jest bardzo wdzięcznym ziołem :) Fajnie opisał go dr. Henryk Różański http://rozanski.li/?p=1012.

      Dla Nas lekarstwo musi być skuteczne, nie ważne czy mówimy o tabletkach, syropach, wlewkach, maceratach, naparach czy surowym surowcu zielnym zbieranym prosto z łąki.

      Jeśli dane lekarstwo spełnia swoje zadanie i pomaga zwalczać określone dolegliwości to jest lekarstwem bez względu na to czy to działanie jest stwierdzone naukowo czy nie. ( Ok trochę zaleciało homeopatią oraz placebo )

      Inna sprawa jeśli mówimy o skutkach ubocznych po stosowaniu kuracji na własną rękę. Często mogą być one nieprzewidywalne. Zioła to nie zabawa :)

      Usuń
    9. Dziurawiec jest "surowcem zielarskim" oraz "rośliną zielną" (byliną) a nie "surowcem zielnym". Można się nie czepiać kolokwializmów ale tutaj one mają pozór fachowego słownictwa (a nawet są z zeń poskładane) więc wymaga to sprostowania.

      Usuń
  10. Moim zdaniem, mimo że mamy XXI wiek i łatwy dostęp do informacji, nie zawsze możemy szybko zweryfikować prawdziwość danej (pseudo)terapii. Tak jak zauważył Arek Wittbrodt, teorie pseudonaukowe są wytłumaczone prostym językiem, natomiast zrozumienie teorii naukowych wymaga pewnej wiedzy z biologii i medycyny. Często wymaga również znajomości angielskiego, ponadto publikacje naukowe często są płatne. Inna sprawa, która utrudnia zweryfikowanie informacji to to, że często nawet publikacje naukowe są ze sobą sprzeczne i czasami trzeba włożyć naprawdę sporo wysiłku, aby poznać dane zagadnienie. Wiele osób nie chce wkładać w to wysiłku i zadowalają się prostymi w odbiorze informacjami.

    Zgadzam się, że ważnym czynnikiem jest brak odpowiedniej edukacji w szkołach. Uczniowie powinni być uczeni podstaw metodologii naukowej, ale też tego, gdzie znaleźć teksty naukowe (wyszukiwarka google scholar wydaje mi się, że nie jest powszechnie znana), w jaki sposób odróżnić wiarygodny portal naukowy od pseudonaukowego itp.

    Myślę też, że słusznie zauważył Asmodeusz, że ludzie pragną cudów. W medycynie nic nie jest na 100%, żaden lekarz ani naukowiec nie powie, że coś na pewno pomoże, natomiast pseudomedycyna daje taką pewność. Ludzie generalnie nie lubią niepewności i wolą coś wiedzieć niż nie wiedzieć, ale jednocześnie różnią się między sobą w tolerancji niepewności. To znaczy niektórzy lepiej znoszą stan niepewności, natomiast dla innych taki stan jest bardzo nieprzyjemny i osoby takie są bardziej skłonne wierzyć cudownym teoriom, które dają im pewność na wyzdrowienie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobno w Polsce leki homeopatyczne świetnie się sprzedają, dzięki durnym reklamą. Firmy farmaceutyczne zarabiają na nich krocie. Pracownik ma sprzedać dany lek i go sprzedaje. Trudno znaleźć w tym śmietniku naprawdę dobry lek, ja kieruje się intuicją i kupuję te, które są dostępne na rynku od dawna np. cerutin :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem za szczepionkami, wyeliminowały wiele zła i wiele ludzi uratowały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczepionki same w sobie nie są złe. To prawda, pomogły wyeliminować sporo chorób, które normalnie szerzyły by się gdyby nie one. Natomiast tutaj ten temat jest dużo bardziej skomplikowany, gdyż chodzi o skład współczesnych szczepionek, o to, że są zanieczyszczone toksycznymi związkami rtęci oraz o związek szczepienia z autyzmem u dzieci.

      Usuń
    2. Ten drugi zarzut jest niesłuszny.

      Usuń
    3. Tak, to prawda o tych szczepionkach.
      Nie są, a były, nie zanieczyszczone, a konserwowane, nie toksycznymi zw. rtęci, a o małej toksyczności i nie związek szczepienia z autyzmem, a brak związku. Radio Erewań pozdrawia słuchaczy i czytaczy.

      Usuń
  13. Prawda niestety leży gdzieś po środku. Z jednej strony chodzi o bardzo słabych lekarzy którzy nie są w stanie niejednokrotnie postawić odpowiedniej diagnozy i potrafią wypisywać tylko i wyłącznie kosztowne leki. Przykład z ostatniej chwili, dziecko 3 lata, dostało od lekarza pierwszego kontaktu całą reklamówkę leków ( dokładnie 9 ) i każde z nich to popularne i reklamowane lekarstwa o których słyszy się w telewizji. Natomiast po wizycie u innego lekarza, chwycił się za głowę i powiedział, żeby nic z tego nie wykupować i przepisał dwa leki.

    Moim zdaniem zależy zastanowić się nad tym co jest dla Nas najważniejsze a co jest ważne dla dużych koncernów farmaceutycznych? Czy liczy się zdrowie i dobro człowieka czy może jednak pieniądze ? Bo na tą chwile wygląda na to, że to drugie :)

    Poza tym największym błędem jaki mogliście popełnić to nazywanie medycyny niekonwencjonalnej, fototerapii, fitoframakologi, ziołolecznictwa i innych nauk pokrewnych "pseudonauką" a może nawet szarlataństwem ? Czy na pewno ?

    A zastanowiliście się jak duże znaczenie posiadają rośliny i zioła oraz substancje w nich zawarte we współczesnej farmakologii ? Jak dużo leków opiera się właśnie na naturalnych składnikach ? Czy to oznacza, że one właśnie nie działają ?

    Zajmujemy się od wielu lat ziołolecznictwem, leczymy się sami, leczą się w ten sposób Nasi znajomi i Nasi bliscy. Niestety nie jest to żadna pseudonauka. Znam wiele przypadków gdzie żaden lekarz nie był w stanie pomóc a pomogły właśnie zioła i odpowiednia dieta.

    Naszym zdaniem celem współczesnej medycyny nie jest właśnie dbanie o zdrowie i dobro pacjentów a produkcja współczesnych niewolników którzy uzależnieni będą od leków. ( W tym sensie, że co miesiąc będą lecieć do apteki po kolejne serie leków ) A co przysięgaliście? Nie szkodzić ?

    Po części zgodzimy się z tym artykułem. Często i medycyna naturalna to biznes która wykorzystuje naiwność i łatwowierność ludzi, którym nic już nie pomaga. To również nie jest dobre działanie. Ale sens jest tutaj jeden. Trzeba myśleć. Nie warto leczyć się na własną rękę. Nie należy wierzyć we wszystko co napisane jest w internecie.

    Kończąc już ten wywód. Nie krytykujcie wiedzy i praktyki stosowanej od wielu wielu pokoleń jeśli nie do końca ją rozumiecie i znacie. Znam wielu lekarzy którzy stosują zioła po cichu bo nie chcą zostać uznani za "szarlatanów" przez współczesne środowisko lekarskie ( które jest bardzo patetyczne ).

    Pozdrawiamy i życzymy dobrych wyborów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli coś ma potwierdzoną nieskuteczność to trudno nie nazywać tego pseudomedycyną czy terapią szarlatańską :-).

      Usuń
    2. Łukasz, czytanie ze zrozumieniem się kłania.

      Usuń
    3. Komu? Mi się kłania? Jak miło.
      ;-)

      Usuń
    4. No jeśli lekarze sięgają prywatnie po zioła (bywa i tak, znam nawet pasjonatów ziół wśród lekarzy, opowiadają o wrotyczu i szaleju jadowitym z ogniem w oku :) to nie po takie, które by miały "dowiedzioną nieskuteczność", także litości... Jeden dowiedział się o rdestowcu ode mnie a o dobrze potwierdzonym działaniu resweratrolu, jego czołowego związku czynnego, być może doczytał sobie u Ciebie - i tak trzymać :)

      Usuń
  14. Co do suplementów to słyszałam że nasze prawo dość liberalnie podchodzi tak że suplement diety działać nie musi;) No jest też efekt placebo;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jako osoba chorująco doświadczam na własnej skórze (może oprócz kolejek). Pomimo dużych dyskomfortow i wielu zażalenien pozostaje przy służbie zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Medycyna alternatywna nas otacza i jest wszechobecna. A co się dziwić - kiedy idąc z dzieckiem do lekarza pediatry - ten mówi ściszonym głosem : "Gdyby w razie te syropy i leki nie pomogły to przyjdźcie później do mnie, ja Wam coś fajnego zapiszę. Znam taki jeden fajny lek - homeopatyczny. Zgodzicie się na taką formę leczenia?"/

    OdpowiedzUsuń
  17. Medycyna i farmakologia to branże gdzie są największe chyba pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ludzie wierzą w medycynę alternatywną, bo często ta konwencjonalna pozostawia wiele do życzenia i nie zawsze jest skuteczna. W sumie to nie ma w tym nic złego. Obie branże generują ogromne zyski.

    OdpowiedzUsuń
  19. niezbyt przyjemny estetycznie ten obrazek :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Tylko sprawa z farmaceutycznymi koncernami wygląda tak, że im się NIE OPŁACA LECZYĆ LUDZI. Oni chcą zarabiać, jak najwięcej, dlatego dla nich im więcej osób jest "chorych" to tym lepiej dla nich.

    Odnośnie lekarzy to kiedyś poszedłem bo zrobiła mi się jakaś grudka w okolicy gardła i nie chciała po jakimś czasie zniknąć. Idę do rodzinnego i co usłyszałem? Kup sobie Cholinex.

    Serio facet zapewne z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, ukończone zapewne jakieś studia, a on mi polecam Cholinex.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowne. Ileś tam tysięcy lat ludzkość korzystała z darów natury w leczeniu chorób. Współczesna medycyna, ta oparta o leki wyprodukowane w fabryce chemicznej (tak, tak!) zaczęła się rozwijać w początkach XX w. i to ona w ciągu kilkunastu lat opanowała sposoby nauczania medyków (Znakomicie wyłożone w książce Gryffina pt. Świat bez raka). Ergo, wszyscy zapatrzeni w medycyną obowiązującą obecnie oficjalnie, "na wejściu" są zmanipulowani.
    Popatrzmy np. na te pestki moreli. Głównymi składnikami, które jak twierdzi medycyna nieoficjalna, są w nich L-mandelonitrylobetaglukuronizydy, a zwłaszcza amigdalina. Skuteczność tejże została wielokrotnie potwierdzona praktycznie [Nawet tatuś pewnej p. profesor z Uniwersytetu Medycznego z rakiem płuc, przeznaczony "do odstrzału" przez onkologów, na złość im wyzdrowiał. Przypadek znany mi osobiście.] a i ostanie badania in silico prowadzone przez p. prof. Iwonę Wawer (prezentacja na konferencji "Świat bez raka" w W-wie 2014 r.) potwierdzają tęże.
    Dlatego odsądzanie pestek moreli zawierających amigdalinę od "czci i wiary", jest dowodem na brak pokory osobnika, który to czyni.
    Powodzenia Wam wszystkim życzę.
    Wasza Marylka S.
    PS. Warto by przyjrzeć się badaniom Rosjan i Japończyków nad wpływem dzwięków na DNA, umożliwiającym leczenie chorób.
    Bo o tym, że woda potrafi przenosić informację (wykorzystywane jest to zjawisko m.in. homeopatii, choć wykazane w ostatnich 30 latach), to każdy szanujący się lekarz i farmaceuta wiedzieć powinien. Oczywiście oficjele organizacji medycznych są z tego zwolnieni z uwagi na nadmiar obowiązków. :/
    MS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, że opanowała. Opiera się na najdoskonalszej metodzie, jaką znamy. I często czerpie z tzw. medycyny ludowej, bo po przebadaniu okazuje się, że wiele związków pochodzenia roślinnego ma działanie lecznicze i jest wdrażane jako leki ze standaryzowaną dawką. O amigdalinie już pisałem. Jest trująca, nieskuteczna i nie ma dowodów potwierdzających, aby leczyła z raka. Jeśli na podstawie zasłyszanych przypadków oceniasz ogólnie daną kwestię, to nie wyciągniesz prawidłowych wniosków.

      Usuń
    2. Gratulacje. Oto 100% (no, prawie) osób w Polsce umie czytać i pisać, tyle, że 98% zupełnie nie wie po co.
      Cytat dot. amigdaliny : (USA) National Library of Medicine; 2011 MeSH; Pharm Action: Antineoplasic Agent, Phytogenic. Bo u nich to jest takie rozdwojenie jaźni – co innego piszą tu, a co innego tam.
      Tak przy okazji, jakie dowody są potrzebne, aby działała? Co do "trująca" – ostatnio połknąłem 5 gramów A. – jeszcze żyję. :)
      LD50 = 443 mg/kg (mysz, doustnie). Dla szczura też mniej więcej tyle, ale nie pamiętam dokładnie.
      Zakładając, że dla ludzi to połowa, czyli 50% szansa na zejście dla 80 kg faceta = 16 g jednorazowo.
      A ile to jest dla aspiryny?
      Pozdrawiam
      MS

      PS. Być może mogłabym być Pańską Babcią, to może zostańmy przy formach Pani/Pan?
      Tak, jak wiem, że jesteśmy podobno 52 stanem, ale póki nie ma przymusu...
      Ze standardowym, przełożonym przez niedouczonego id..tę tłumacza w czasie, gdy zachodni specjaliści uczyli nas handlu: "W czym jeszcze mogę pomóc?"
      MS

      PPS. A jakie jest Pańskie zdanie na temat roślin genetycznie modyfikowanych?
      MS

      Usuń
    3. Tutaj pisałem o amigdalinie. Proszę się zapoznać z literaturą :-).
      http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/2015/07/amigdalina-witamina-b17-na-raka.html

      Usuń
    4. Pisać pisałeś, ale rzetelnych dowodów na to ze jest trująca nie przedstawiłeś i jestem gotów się założyć że nie przedstawisz bo nawet FDA ich nie potrafi przedstawić

      Usuń
    5. Największą durnotą jaką w życiu słyszałam jest pamięć wody. Nie, woda nie ma żadnej pamięci, woda w stanie ciekłym to chaotyczny zbiór cząstek i nietrwałych aglomeratów tychże cząstek. Nie przenosi ona żadnych informacji, nie ma takich zdolności(dziwę się, że piszę o zdolnościach wody, serio jak trójatomowa cząsteczka ma przenosić informacje o truciznach, których w danym preparacie nie ma), nie odwzorowuje niczego, bo nie ma takich właściwości. Wpływ dźwięków na DNA musi być kolosalny, podobno kolędy leczą raka. Zanim się coś wrzuci do publicznej informacji to należy to zweryfikować, zapoznać się może z naturą fali i później dyskutować o rewelacjach na temat leczenia falą akustyczną, swoją drogą nie tylko Rosjanie i Japończycy badają wpływ fal o różnych częstościach na komórki nowotworowe. Amigdalina została przebadana pod kątem leczenia raka, nie ma dowodów na to, że leczy raka, serio gdyby ktoś odkrył alternatywną i skuteczną metodę leczenia raka, byłby milionerem. Rak towarzyszy człowiekowi od początku istnienia tego gatunku, nie jest niczym nowym i nie jedynie wypadkową współczesnego stylu życia i jedzenia, leki zanim się je wyprodukuje w fabrykach chemicznych(sic!) zostają poddawane wielu testom(wielu!!!!!), proszę poczytać jak wygląda wprowadzenie leku na rynek i dlaczego tak długo. Bajki z pogranicza szarlatanki i magicznych ziół przeżywają swój renesans, biznes się kręci, pieniądze się zgadzają.

      Usuń
    6. Prof. Iwona Wawer potwierdza?
      Ja uważam, że raczej ostrożnie się wypowiada, nie przesądza
      slideshare.net/lenahuppert1/potencjalne-leki-przeciwnowotworowe-amigdalina

      Usuń
    7. Najlepiej jak ktoś znów miele o "amygdalyne" polecić mu link do samego guru od ziół, dr Henryka Różańskiego który sam przerzucił dokumentację i obalił ten mit na własny użytek (bo jak przyznaje chwilowo sam weń prawie uwierzył :)
      http://rozanski.li/1340/witamina-b17-ciekawa-koncepcja-e-t-krebsa-mijajaca-sie-z-rzeczywistoscia/
      Prawdopodobnie było tak, że Krebs miał faktycznie ciekawy i obiecujący pomysł który jednak zawiódł, nie prawdził się - ale Krebs brnął w to dalej zostając jednym z prekursorów oszukańczego altmedu. Nowsze badania in silico pokazują, że może coś jest na rzeczy ale jest to obwarowane wieloma "ale" i "pod warunkiem" - są dużo ciekawsze związki, no weźmy nawet te zawarte we wrotyczu ;)

      Usuń
  22. 2000 p.n.e. - Masz, zjedz ten korzeń!
    1000 n.e. - Ten korzeń to herezja! Masz, odmów tę modlitwę!
    1865 n.e. - Ta modlitwa to przesąd! Masz, wypij ten syrop!
    1935 n.e. - Ten syrop to olej z węża! Masz, łyknij tę pastylkę!
    1975 n.e. - Ta pastylka nie działa! Masz, weź ten antybiotyk!
    2000 n.e. - Ten antybiotyk jest trucizną! Masz, zjedz ten korzeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym tak napisał:
      2000 n.e. - Ten antybiotyk jest trucizną! Weź szczepionkę!

      Usuń
  23. A co myślisz na temat Dr. Ewy Dąbrowskiej i jej metodach? Czy znasz jakieś badania na temat skutecznośći postu Daniela, który ona promóje. Czy organizm faktycznie sam może się leczyć po oczyszczeniu z toksyn ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie interesuję się dietą dr Ewy Dąbrowskiej, ale jak ktoś mówi o 'oczyszczaniu z toksyn' to automatycznie włącza mi się wykrywacz pseudonaukowców i szarlatanów.

      Usuń
  24. Napisz coś więcej o probiotykach. :)
    Często miałam ten problem, że nie wiedziałam, jaki konkretnie kupić, lekarz mówił tylko ogólnie "jakiś probiotyk", w aptece zawsze polecają marki własne, jeśli tylko takowe istnieją. Na co zwrócić uwagę i czym się kierować przy wyborze?

    OdpowiedzUsuń