W temacie żywienia istnieje mnóstwo śmiesznych, głupich i groźnych mitów. Przez Internet rozpowszechniane są szkodliwe diety, techniki przygotowywania dań czy nieuzasadnione mody. W moim dzisiejszym tekście chciałbym zwrócić uwagę na trzy takie fałszywe, a powszechne przekonania dotyczące żywności, szczególnie owoców i warzyw. Chodzi o pomysł, zgodnie z którym podpsute owoce są zdrowe i smaczne (element idei „ugly fruits”) oraz o to, że kiedyś smak, zapach, jakość oraz wartość odżywcza owoców i warzyw były lepsze niż obecnie.

żywność kiedyś i dziś
Targ warszawski z 1959 roku. Autor: Tadeusz Rolke. Za: Gazeta Wyborcza z późn. zm.

Żywieniowi guru internetowi bardzo często nie są profesjonalnymi dietetykami, rolnikami czy technologami żywności. Powtarzają oni różnorodne mity, na ogół zapożyczone od amerykańskich guru pseudonaukowych metod żywienia, niejednokrotnie sprzedając także poprzez swoje strony do niczego niepotrzebne suplementy diety albo usługi układania określonych „super” diet. Nie chodzi im ani o ludzi ani o naukę, a wyłącznie o zarabianie pieniędzy. Regularnie rozprawiam się z promowanymi przez nich bzdurami, a ten artykuł jest kolejnym tego przykładem.

Ugly fruits – czy brzydkie lub zepsute owoce są jadalne?

„Ugly fruits” czyli „brzydkie owoce” to idea wywodząca się z walki o niemarnowanie żywności. Walkę tę w pełni popieram – na świecie marnuje się mnóstwo jedzenia, m.in. przez jego niewłaściwą dystrybucję. Kraje wysokorozwinięte takie jak USA czy UE, a zwłaszcza ich duże oraz bogate miasta, cieszą się ogromną dostępnością różnorodnych pokarmów, podczas gdy w niektórych regionach czy w ogóle na innych kontynentach ludzie cierpią głód lub niedożywienie. Czasami jest to spowodowane sytuacją polityczną, jak obecnie w Wenezueli, a w latach 80. XX wieku np. w Ekwadorze czy w Peru. W tego typu przypadkach dystrybucja gra mniejszą rolę, ale skoordynowane, racjonalne zarządzanie zasobami żywności mogłoby w wielu sytuacjach naprawdę pomóc. Jednak o ile owoce, które są po prostu brzydkie, np. zgniecione czy wyrosły w dziwacznych kształtach, są jadalne i wyrzucanie ich jest nieuzasadnione, tak zjadanie podpsutej żywności albo części roślin zainfekowanych przez grzyby nie jest rozsądne. Idea „ulgy fruits” jest więc sama w sobie dobra, ale jej radykalne formy – zgodnie z którymi podgniłe czy zagrzybione owoce są w porządku – trzeba skrytykować. Warto przytoczyć tu, że (zgodnie z badaniem z 2016 roku) 69% Polaków wyrzuca częściowo zepsute owoce i warzywa, a 31% pozbywa się spleśniałych części, zjadając resztę.


Dlaczego jedzenie podpsutych owoców lub z objawami infekcji jest niebezpieczne lub co najmniej potencjalnie groźne? Jakiś czas temu pisałem o mikotoksynach (tutaj – klik). Są to trujące związki produkowane przez grzyby, obecne na przykład w spleśniałych produktach spożywczych. Mogą znajdować się też w owocach „z plamkami”, czyli porażonych patogenami. Mikotoksyny mają szerokie spektrum szkodliwego działania na organizmy zwierzęce. Uszkadzają wątrobę, nerki, serce czy układ nerwowy (jak ochratoksyna czy aflatoksyna). Niektóre wywołują niepłodność u kobiet i samic ssaków (np. zearalenon), inne zaś powodują zaburzenia genetyczne i są przyczynami lub współprzyczynami występowania zespołów wad wrodzonych. Koszt ewentualnego zmarnowania podpsutej czy zainfekowanej pomarańczy, jabłka albo gruszki jest dużo niższy od ryzyka zatrucia siebie (i w przypadku kobiet ciężarnych także płodu). Zarówno pod względem czysto ludzkim – zdrowie i życie są ważniejsze – jak i środowiskowym, gdyż przewiezienie do szpitala, leczenie itd. i tak przewyższą koszty produkcji i transportu zmarnowanego jabłka.

Czy kiedyś żywność była smaczniejsza i ładniejsza?

Wielu spotkało się na pewno z poglądem, że w przeszłości owoce i warzywa były smaczniejsze, ładniej wyglądały i pachniały. Często jako przyczynę zmian podaje się modyfikacje genetyczne (GMO), zanieczyszczenie środowiska, masowość produkcji, stosowanie środków ochrony roślin (pestycydów) oraz nawozów, fale radiowe albo teorię spiskową – program depopulacji ludzkości przez ONZ. Tymczasem wyjaśnienie tego, że rzodkiewka, pomidor czy jabłko kiedyś smakowały inaczej niż teraz, jest banalnie proste i nie wymaga sięgania po wyrafinowane konstrukcje czy teorie spiskowe. Przyczyn zmiany odczuwanego smaku owocu danego gatunku jest kilka i można je podzielić na dwie kategorie. Pierwsza jest techniczna: kwestia czasu zebrania plonów, transportu oraz stopnia dojrzałości owocu czy warzywa przy spożyciu, a także odmiana owocu lub warzywa. Druga to subiektywne odczucie smaku odnoszące się do wspomnień z dzieciństwa, zmiany ekspresji genów kodujących białka będących receptorami smaku oraz gust smakowy, wynikający też z czynników społeczno-kulturowych.

cebula

Smak owocu czy warzywa jest uwarunkowany genetycznie, ale zależy także od stopnia jego dojrzałości. Na ogół im bardziej jest dojrzały, tym słodszy. W przeszłości, kiedy Polska była pod komunistycznym reżimem kierowanym z Rosji i była zamknięta na Unię Europejską, lokalne produkty były bardziej rozpowszechnione niż obecnie. Skądinąd było to dobre dla środowiska, gdyż transport jest źródłem ogromnych emisji CO2 i warto lokalny rynek spożywczy w ramach Polski i UE promować. Natomiast w kontekście smaku czy zapachu takie okoliczności przekładały się na to, że warzywa i owoce, które kiedyś kupowaliśmy, były krócej transportowane, zbiór plonów był bliższy terminowi konsumpcji i z tego prostego powodu owoce i warzywa smakować mogły lepiej. Czyli jedną z przyczyn innej oceny smakowitości są sprawy techniczne, a nie to, że dzisiejsze produkty to „sama chemia”. Również należy tutaj pamiętać, że żywność lokalna nie jest wcale od tej „chemii” wolna – wszystko jest chemią, a żywność wyprodukowana bez użycia nawozów czy środków ochrony roślin będzie na ogół gorszej jakości. W tym obiektywnym kryterium oceny smaku wspomnieć trzeba jeszcze jedną sprawę. Otworzenie się na rynki inne niż sowiecki spowodowało dostępność w sklepach przeróżnych odmian owoców i warzyw (a i tych z czasem pojawia się coraz więcej dzięki hodowli), które różnią się między sobą zawartością poszczególnych składników, takich jak cukry odpowiedzialne za smak słodki czy przede wszystkim różnego rodzaju kwasy nadające charakterystyczny posmak. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że poszczególne odmiany balansują pomiędzy cechami takimi jak smak i zapach, jak wartość odżywcza czy jak dłuższe życie półkowe i odporność na transport. Jedne będą wypadały lepiej pod kątem smaku, inne będą się wolniej psuły.

morele wartość odżywcza

Drugi powód innego odczuwania smaku od tego jaki pamiętamy z dzieciństwa to rzecz subiektywna i tu w grę wchodzi aspekt neurofizjologiczny związany z ekspresją genów kodujących białka będące receptorami smakowymi (wzrost czy spadek liczby białek receptorowych; na odczuwany smak wpływają też określone polimorfizmy pojedynczych nukleotydów w poszczególnych genach) jak i ze starzeniem (np. zmienioną wrażliwością sensoryczną). Kolejna ważna kwestia subiektywna to gust smakowy i wspomnienia. Badania pokazują, że to co nam się dobrze kojarzy i co jako takie zapamiętaliśmy z dzieciństwa (a będą to często smaki np. szkolnych kanapek z pomidorem, niedzielnej jajecznicy ze szczypiorkiem czy jabłka albo gruszki), może powodować, że idealizujemy smaki z przeszłości i siłą rzeczy te obecne oceniamy gorzej.

Czy wartość odżywcza owoców i warzyw jest dziś gorsza?

Jeszcze jeden mit dotyczy wartości odżywczej dzisiejszych owoców i warzyw, według którego jest ona obniżona względem tego, co było „kiedyś”. Zwolennicy tego poglądu nakłaniają do kupowania suplementów diety z witaminami i mikro- oraz makroelementami, bo uważają że dzisiejsza żywność nie jest w stanie dostarczyć do organizmu człowieka wszystkiego czego potrzebuje. Oczywiście nie można pominąć faktu, że w promowaniu takiej wizji biorą też udział firmy farmaceutyczne zajmujące się sprzedażą suplementów diety. Przechodząc do konkretów, publikacja z drugiej połowy lat 90. XX wieku mówi o tym, że w istocie wyniki badań przeprowadzone na 20 owocach oraz 20 warzywach, pokazały obniżenie się zawartości pierwiastków takich jak wapń, magnez, miedź, sód, żelazo czy potas w perspektywie 50 lat. Jednocześnie autorka zwraca uwagę na kilka ważnych faktów mogących wyjaśnić to zjawisko. Po pierwsze, wzrosła w tym czasie zawartość wody w warzywach i owocach względem suchej masy. Ma to związek z postępem w technikach uprawy – rośliny otrzymują optymalną ilość wody. Czyli potencjalnie pojedynczy owoc czy warzywo mają tyle samo wartości co miały wcześniej, ale wzrosła w nim objętość wody obniżając procentowy udział mikro- i makroelementów. Po drugie, pierwsze próbki były pobierane w połowie XX wieku, czyli dawno temu, a to oznacza znaczące ryzyko zanieczyszczenia (i zwiększenia przez to zawartości niektórych pierwiastków, takich jak żelazo albo miedź). Po trzecie, sama technika pobierania próbek i metodyka analityczna mogły zafałszować wyniki. Istotne są też uwarunkowania rolnicze – na przykład ograniczenie użycia środków ochrony roślin opartych na miedzi.

Brukselka

Kolejna praca jest z roku 2003 i obejmuje okres od 1940 roku (był to rok publikacji, badania prowadzono już wcześniej) do 1991 roku, biorąc pod uwagę 27 warzyw, 17 owoców, a także produkty odzwierzęce. Dotyczy Brytyjczyków i wskazuje, że kiedyś owoce i warzywa miały wyższą zawartość mikro- i makroelementów, ale tu – podobnie jak w powyższym przykładzie – istnieje duże ryzyko wystąpienia błędów. Warto też uwzględnić fakt, że genomy roślin zmieniają się w czasie (naturalnie poprzez dobór naturalny i dryf genetyczny oraz w procesie hodowli, poprzez dobór sztuczny). Zmienia się także klimat (o czym więcej napisałem tutaj – klik). To kolejne czynniki mające wpływ na zawartość różnych składników w przeliczeniu na 100 gramów świeżego produktu. Idźmy jednak dalej i spójrzmy na kolejne badanie. Pochodzi z roku 2004 i obejmuje zakres lat 1950-1999, a odnosi się głównie do warzyw. Wykazało ono spadek zawartości białka, witaminy C czy ryboflawiny, a także niektórych mikro- i makroelementów w owocach. Jednak autorzy konkludują, że jest to najpewniej efekt wynikający z tego o czym wspomniałem – uprawiania innych odmian, a nie stosowania jakiejś tajemniczej, szkodliwej „chemii”. Zwróćmy też uwagę na fakt, że odnotowany spadek jest niewielki, a w przypadku innych składników nie zauważono spadku lub wskazano na wzrost, co także sugeruje, że przyczyna leży w odmianach. Wyłania się z tego wszystkiego następujący obraz: wartość odżywcza i zawartość witamin i mikro- oraz makroelementów w owocach i warzywach zmienia się. Zależnie od gatunku i odmiany, od pogody i klimatu, od uwarunkowań glebowych i stosowanych nawozów czy środków ochrony roślin będzie ona wyższa, niższa lub mniej więcej taka sama.

Mity na temat owoców i warzyw

Gdyby nie było żywieniowych, rolniczych, medycznych, biologicznych czy psychologicznych mitów, miałbym zdecydowanie więcej czasu na pisanie artykułów poświęconych sprecyzowanym zagadnieniom. Rzeczywistość jest bardziej ponura, chociaż należy dostrzegać w niej także dobre strony – obalanie mitów naukowych niesie ze sobą także szerszą edukację. W tym przypadku widać m.in. że nie do końca jest tak, że kiedyś żywność była zdrowsza i bardziej wartościowa. Widać  także bezsens łykania różnego rodzaju witaminowych i minerałowych suplementów, multiwitamin itd.; że usystematyzowane lokalne zaopatrywanie się w żywność jest mniej szkodliwe dla środowiska, niż transport przez wiele tysięcy kilometrów; że podpsuta żywność może szkodzić; wreszcie, biorąc pod uwagę wszystkie powyższe argumenty, powrót do dokładnie takich samych smaków, jakie pamiętamy z dzieciństwa, jest niemożliwy. Poszczególne, dobrze udokumentowane przykłady spadku wartości odżywczych owoców i warzyw faktycznie mogą budzić niepokój i powinny być dalej badane, ale zdecydowanie nie można mówić o ogólnym spadku wartości owoców i warzyw ani tym bardziej wygłaszać teorii spiskowych o programach depopulacji przez zmniejszenie wartości odżywczej roślin uprawnych.

Artykuł napisałem w ramach współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Roślin (PSOR).

Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

16 komentarze :

  1. UE to nie kraj!!!
    Poza tym bardzo ciekawy artykuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UE jest związkiem polityczno-gospodarczym dążącym do ciągłego pogłębiania integracji międzypaństwowej. Nie da się tego porównać do żadnej innej organizacji na świecie. Nie jest oczywiście krajem, ale warto zauważyć, że np. w USA często wiadomości brzmią "Zamieszki w Unii Europejskiej. Francuzi wyszli na ulice!". Dla nas postrzeganie jako część UE jest znacznie lepsze niż postrzeganie jako Polska.

      Usuń
    2. Niby czemu ma to być lepsze?

      Usuń
  2. Zgniłe banany są najsmaczniejsze. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgniłe są ohydne, ale czarne to nie to samo co zgniłe.

      Usuń
  3. Banany, może nie zgniłem, ale z brązowymi plamami na skórce, faktycznie są najsłodsze. Z dzieciństwa pamiętam smak owoców i warzyw i na dzień dzisiejszy nie widzę (smakuję) różnicy. Natomiast w kwestii smaku pieczywa, masła, sera, wędlin - jest przepaść. Gdy moja babcia upiekła chleb pszenny w domu, dodała masło zrobione w domu z mleka od własnej krowy, to dzieciaki trzeba było przepędzać z kuchni, bo podkradaliśmy. Wybaczcie, ale cokolwiek dziś z kupuję w marketach (z produktów zbliżonych kształtem i mających te same nazwy), jest bez smaku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu zolte banany z miekkim miazsxem sa dojrzale ( niestety i tak zbierane jako zielone) . skad moda na jedzenie niedojrzalych to nie mam pojecia...

      Usuń
  4. jestem stara, ale smak niegdysiejszych pomidorów mnie prześladuje! jednak ta argumentacja mnie przekonuje!No i pomidory były z działki rodziców, na pewno jakaś odmiana niezbyt "ekonomiczna w uprawie. A wiele warzyw jest dzisiaj lepszych ,nowe odmiany są duzo słodsze - marchewki, buraki,kapusta, a nawet rzodkiewki !To co naprawdę jest dużo , dużo gorsze to mięso i słodycze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny artykuł, ale kiedy Polska była krajem komunistycznym to Unia Europejska jeszcze nie istniała

    OdpowiedzUsuń
  6. Poza "ekspresją genów" niewiele się zgadza z rzeczywistością. Kiedyś truskawki były dostępne jedynie w czerwcu. Teraz są dostępne cały rok. Ale dorodna truskawka kupiona w grudniu niewiele różni się smakiem od bezpłciowego smakowo pomidora. Pan Michnikowski w piosence żegnał się z pomidorami na długie złe miesiące. Bo poza sezonem były niedostępne. A pomidory hodowane w słońcu, powoli, na krowiej kupie mają smak i zapach którego nie da się pomylić z truskawką. Bezsmakowych i bezzapachowych pomidorów poprostu nie było. Dlatego zapamiętaliśmy właśnie takie. Dziś przez większą część roku pomidory zapachu i smaku nie mają. Dlatego zapamiętujemy je jako gorsze. A z innych produktów: hodowane w Polsce do lat 90 krowy dawały po 10 litrów mleka ale ich mięso było dużo smaczniejsze. Dziś krowa daje 30 litrów i w związku z tym bardziej opłaca się hodować ją dla mleka niż na mięso. W zasadzie niemal całość dostępnej u nas wołowiny pochodzi z wyeksploatowanych sztuk ras mlecznych. Mięsa jest na takiej krowie mało, jest ono bardzo "średniej" jakości i dlatego jest drogie. Proszę spróbować argentyńskiej wołowiny ze zwierząt ras mięsnych. Różnica jest wyraźna. Nie bez znaczenia są również pasze, leki i inne substancje którymi faszeruje się zwierzęta. Wystarczy sięgnąć pamięcią do lat osiemdziesiątych gdy na dużą skalę próbowano karmić zwierzęta mączką rybną. Takie mięso czasami było niemal niejadalne. Zwłaszcza kurczaki. No, ale kurczaki rosły wtedy 3 - 4 miesiące i zdążyły nabrać smaku. Dziś kurczaki idą pod nóż w wieku 5 - 6 tygodni. Ale ich mięso jest wstrętne - nie ma ani smaku ani konsystencji mięsa. Współczesne brojlery po takim 6 - 8 tygodniach są całkowicie wyrośnięte, apetyt im się zwiększa i zaczynają się mocno otłuszczać. To powoduje wzrost masy, a stosowanie niekompletnych, niezbilansowanych pasz powoduje że kości tych zwierząt są wiotkie i kruche i zaczynają się łamać pod ich ciężarem. Czasami można kupić na targowiskach kurkę hodowaną przez jakąś babinkę od pisklaczka. To zupełnie inna liga smakowa. Więc proszę nie p...ć bzdur okraszając ich pseudonaukowym bełkotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smak kurki od babinki wynika nie tylkp z utrzymania ale tez z rasy i typu uzytkowego. Brojler ma szybko zrobic duzo tanio i chudo a glownie z piersi a ze smakuje jak deska, coz, skutek uboczny...

      Usuń
  7. Ciekawy artykuł, ale gdzie tu obalanie mitów? Pkt 1 - częściowo ok, chociaż "idea ulgy fruits", z tego co czytam odnosi się raczej do kształtu i rozmiaru, a nie do zepsucia. Pkt 2 - nie obala mitu, tylko wyjaśnia dlaczego dostępne obecnie w sklepach owoce i warzywa są mniej smaczne. Pkt 3 - potwierdza, że przeprowadzone badania wskazują niższą wartość odżywczą warzyw i owoców oraz opisuje możliwe przyczyny. Mitami można nazwać niektóre teorie co do przyczyn, ale same zjawiska, określane tu mianem mitów, faktycznie występują.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widocznie DNA dawnych odmian kodowało nieco inne białka...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlatego warto postępować za cyklami natury. Jeść tylko wtedy kiedy jest sezon na określone warzywa i owoce. Czasami mam wielką ochotę zjeść pomidora w zimę ale wiem, że to będzie papier w smaku. Dlatego hoduję swoje pomidory i wiem co w nich jest.
    O kurach nie będę się wypowiadał, bo nie jem z wielu powodów min. że za chude.
    Smaki z dzieciństwa to rzeczywiście bardzo subiektywna rzecz. Tym bardziej, że zazwyczaj powiązana jest z konkretną chwilą, czasem, miejscem jedzenia z otoczeniem i tak zapamiętuję to mózg tworząc obraz w pamięci.
    Zmniejszanie wartości odżywczych może być także związane z obniżaniem się wód gruntowych a przez to z brakiem składników znajdujących się w tej wodzie. Nurtuje mnie także to, że prawdopodobnie do większości upraw stosuje się zazwyczaj tylko nawozy NPK i przez to ewentualne zmniejszenie wartości odżywczych.
    Do swoich pomidorów stosuję tylko swój kompost a także podlewam własną wodą kompostową z pokrzyw.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako, że wiem jak smakują pomidory z południa Włoch, wiem jak smakują pomidory z Holandii, oraz wiem, jak smakują pomidory z Polski to takie pierdolenie od rzeczy nic Wam nie da. Smak pomidora z Włoch jest inny niż pomidora z Holandii tego samego gatunku. Holenderskie pomidory mają smak wody z kranu, a pomidor z Włoch ma smak pomidora, więc taki artykuł jest dla mnie śmieszny i mało wiarygodny. Chodzi o warunki w jakich pomidory rosną i co się do nich dodaje. Może autor tego artykułu nie wie, ale w Holandii dodaje się chemii do pomidorów, żeby były większe i żeby szybciej dojrzały, bo tam jest mało słońca i zazwyczaj plantacje pomidorów są naświetlane lampami na prąd, który kosztuje. We włoszech nie mają potrzeby stosować takich praktyk, ponieważ słońca jest pod dostatkiem. I żaden pseudo fachowiec, czy pseudo znawca nie wmówi mi , że tak nie jest , bo często bywam w tych krajach i jadam pomidory.Czasami naprawdę śmieszne artykuły piszecie. W Holandii nie używają gleby do sadzenia pomidorów, lecz są to plantacje hydrologiczne, czyli do wody są dodawane związki organiczne, które w naturalnych warunkach powinna im dostarczyć gleba. We Włoszech pomidory czerpią swoje substancje odżywcze z gleby, zwłaszcza na południu włoch, z gleby wulkanicznej. Pomidory we Włoszech nie rosną w tydzień jak w Holandii, a dojrzewają przez 2 tygodnie, bo nie są w stanie zebrać w sposób naturalny z gleby tyle związkow organicznych, żeby dojrzeć. Nie mam odpowiedniego wykształcenia ani możliwości, żeby porównać pomidora z Holandii i pomidora z Włoch pod względem substancji odżywczych czy witamin, ale smak jest inny i to jest rzecz oczywista. Idę o zakład, że będzie róznica między nimi, bo sposób, w jaki są hodowane nie ma nic wspólnego z naturalną hodowlą i możliwe, że szkodliwe związki ze stosowanych pestycydów, są wchłaniane przez pomidory.
    Wasza retoryka demonizująca teorie spiskowe jest śmieszna. Bo często te teorie spiskowe okazują się prawdą. Polecam najpierw zbadać coś a potem pisać artykuł, bo takimi tekstami o teoriach spiskowych, przestajecie być wiarygodnym zródłem informacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci odwiedzić Islandię i spróbować tutejszych pomidorów. W zasadzie mamy tu dostępne lokalne pomidory z geotermalnych szklarni (podgrzewanych geotermalnie i ooczywiście oświetlanych sztucznie, bo tu jest mało słońca), oraz pomidory z Holandii. Te z Holandii smakują i wyglądają tak jak piszesz, często też są blade. Są jednak dużo tańsze. Islandzkie, mimo, że ze szklarni, oświetlane sztucznie, też hodowane w większości przypadków hydroligicznie. Jednak są po prostu smaczne. W porównaniu do tych holenderskich... to nawet trudno porównać, ten z Holandii nie ma smaku. Trudno mi jest je jednak porównać z polskimi pomidorami w środku sezonu, bo nigdy nie miałem islandzkiego i polskiego obok siebie, a wiadomo pamięć jest zawodna.

      Więc to nie jest tylko kwestia tego czy warzywa są hodowane w szklarni czy w naturalnym środowisku. Ważne jest to, czy dojrzewają naturalnie, czy muszą płynąć tysiące kilometrów do miejsca sprzedaży i prawdopodobnie od wielu innych czynników.

      Usuń