„O tym, że piętnowanie osób otyłych (...) jest niewłaściwe mogą świadczyć liczby. W roku 2009 opublikowano pracę, której autorzy zbadali korelację między nadwagą rzeczywistą oraz deklarowaną, a próbami samobójczymi wśród nastolatków (...) okazało się, że zarówno młodzi chłopcy jak i dziewczynki wykazywali większe prawdopodobieństwo popełnienia próby samobójczej jeśli mieli nadwagę lub wierzyli, że ją mają.” – jest to fragment z dalszej części artykułu.

***

Opublikowałem ostatnio na moim profilu na Facebooku post o tym, że pokazywanie przez media otyłości i nadwagi jako coś fajnego i pozytywnego to nie jest dobry pomysł. Otyłość jest chorobą, a nadwaga może być niekorzystna dla zdrowia. Promowanie wizji tych stanów jako czegoś prawidłowego, nie wiążącego się z przeróżnymi zaburzeniami, jest po prostu szkodliwe. Badania pokazują, że normalizacja nadwagi i otyłości przyczynia się do pogłębienia problemu.

ciałopozytywność
Za: http://warszawa.wyborcza.pl / FB Gazety Wyborczej. (fot. Sławomir Kamiński)

Tym razem za takie nieodpowiedzialne podejście do tematu skrytykowałem Gazetę Wyborczą. Moja wypowiedź została jednak nie tylko nadinterpretowana, ale także całkowicie przeinaczona. Setki osób zarzucały mi, że popieram piętnowanie otyłych, że chciałbym ich zamykać w domach, że uważam że wyjście osoby otyłej z domu i pokazanie się światu jest szkodliwe. Imputowano mi, że uważam że pokazywanie osób z nadwagą i otyłością to absurdalna promocja otyłości.


Tymczasem skomentowałem zajawkę Gazety Wyborczej do artykułu o paradzie „ciałopozytywności”  (w formie pokazu bielizny w centrum miasta ze znacznym udziałem kobiet plus size) z obrazkiem z zadowolonymi, klaskającymi kobietami z nadwagą i otyłością. Podkreśliłem, że nie chodzi mi ani o to by piętnować osoby otyłe ani o to by osoby takie siebie nie akceptowały, lecz o sposób przedstawienia problemu w określonym medium. Za pokazywaniem osób, które nie wyglądają „idealnie”, w zgodzie z panującą modą, jestem jak najbardziej za i zdaję sobie sprawę z problemu jakim jest negatywny wpływ mody na „idealny wygląd” lansowany przez reklamy, producentów ubrań i kosmetyków czy przez celebrytki, blogerki i instagramerki. Dlatego cała fala komentarzy odnosząca się do mojej rzekomej krytyki wydarzenia czy do piętnowania osób otyłych była właściwie nie na temat.

Moja kompletnie „przeredagowana” w głowach wielu ludzi wypowiedź zaczęła żyć własnym życiem i wywołała mowę przemocy i nienawiści (znam różnicę pomiędzy krytyką, nawet złośliwą i chamską, a mową nienawiści i świadomie używam słów „mowa nienawiści”). Przeczytałem w poniedziałek setki nienawistnych komentarzy, jak również wiele chamskich i obraźliwych wypowiedzi śmiejących się z osób otyłych i z nadwagą, które także nie powinny być wygłaszane. Postanowiłem więc napisać o  społecznym kontekście otyłości i nadwagi szerzej, bardziej szczegółowo, a zarazem prościej, aby wyjaśnić problem.

Zdrowotne, społeczne i środowiskowe koszty otyłości

O epidemii otyłości piszą naukowcy i dziennikarze, a organizacje międzynarodowe wydają raporty. Również Gazeta Wyborcza alarmowała nie raz, że problem jest i że się nasila (stąd też moja krytyka odnosiła się do konkretnej zajawki, nie do ogółu działań Wyborczej). Z okazji Europejskiego Dnia Walki z Otyłością (22 maja) NFZ również wydał komunikat o otyłości, podobnie jak Główny Inspektorat Sanitarny (tutaj). Instytut Zdrowia Matki i Dziecka oraz inne instytucje krajowe (np. Gdyńskie Centrum Zdrowia) i światowe ostrzegają też przed wzrastającym odsetkiem dzieci z nadwagą i otyłością. Przede wszystkim jednak, chcąc uczestniczyć w dyskusji na temat nadwagi i otyłości, trzeba wiedzieć jakie są ich zdrowotne skutki dla jednostki, a także mieć świadomość ich efektów społecznych. Opisując je skupię się głównie na otyłości, gdyż nadwaga nie jest chorobą i choć może mieć negatywne oddziaływanie na zdrowie (a także prowadzić do otyłości), to nie musi. Zły wpływ nadwagi na zdrowie nie jest też tak drastyczny jak przy otyłości.


Nie jest tajemnicą ani też mało znaną wiedzą, że otyłość zwiększa ryzyko wielu poważnych chorób. Wobec niektórych można mówić o bezpośrednim wpływie, w przypadku innych jedynie o korelacji bez dowiedzionego związku (czy „współzwiązku”) przyczynowo-skutkowego. Obciążenie kości i stawów przez zbędną masę ciała, zaburzenia hormonalne ze względu na endokrynne działanie tkanki tłuszczowej występującej w nadmiarze, zmniejszona wydolność układu krążenia, nieprawidłowe stężenie lipoprotein i cholesterolu we krwi – to tylko niektóre wiązane z otyłością problemy medyczne. Pamiętać też trzeba, że wystąpienie oraz nasilenie tych i innych zaburzeń może być zależne od stopnia otyłości oraz tego gdzie odkłada się nadmiar tłuszczu.

nadwaga otyłość

Osoba z wyraźnie nadmiarową masą ciała może mieć również różnego rodzaju praktyczne problemy dotyczące poruszania się, pracy czy kontaktów z innymi ludźmi, co badania (głównie z USA, ale nie tylko) pokazują dosyć jasno. Na przykład otyłości towarzyszyć może większa trudność w znalezieniu pracy. W niektórych zawodach otyłość znacznie zmniejsza wydajność i ogranicza zdolności do pracy, a osoby z otyłością częściej są bezrobotne. Gdy osoby z otyłością podejmują pracę, częściej biorą zwolnienia zdrowotne. Warto dodać, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej chorobliwą otyłość uznał za niepełnosprawność. Istnieją też prace wskazujące, że osoby otyłe częściej sięgają po odszkodowania po upadkach.


Otyłość oznacza nie tylko koszty jednostki. Jest to problem także z punktu widzenia ogółu społeczeństwa oraz dbania o środowisko. Tworzenie infrastruktury dla osób otyłych w firmach generuje dodatkowe koszty. Podobnie jest w przypadku ośrodków opieki społecznej i szpitali oraz innych instytucji publicznych. W Stanach Zjednoczonych Ameryki w roku 2005 aż 190 miliardów dolarów wyniosły koszty związane z otyłością, a koszt ochrony zdrowia po przeliczeniu na jedną osobę był wówczas wyższy o 656-2741 dolarów u osób z otyłością. Problemem jest też ochrona przyrody i środowiska. Na przykład transport osób otyłych przez linie lotnicze w roku 2000 (kiedy problem otyłości nie był jeszcze tak nasilony jak dzisiaj, a tanie, częste loty nie były tak popularne) kosztował szacunkowo dodatkowe 275 milionów dolarów, co wiąże się też z dodatkową emisją gazów cieplarnianych i tym samym wzmacnianiem globalnego ocieplenia. Trzeba jednak pamiętać, że loty same w sobie są bardzo dla środowiska szkodliwe, niezależnie już od ich dodatkowego obciążenia, a ich komercyjne wykorzystanie powinno być maksymalnie ograniczane.

Czy piętnowanie osób otyłych pomaga w odchudzaniu?

Odpowiedź na pytanie z nagłówka jest oczywista – nie. Nie napisałem czegoś takiego ani nie zasugerowałem. Wyjaśniłem już wyżej, że odnosiłem się do podejścia mediów, w tym przypadku Gazety Wyborczej, nie do osób czy pokazu bielizny. Warto też rozgraniczać dwie odrębne kwestie, których rozdział zobrazuję posługując się przykładem. Na Tygodniu Mózgu 2019 w Poznaniu odbywał się (bardzo ciekawy i przyzwoity) wykład o neuromarketingu. Prowadzący mówił m.in. o tym, że informacje o chorobach powodowanych przez palenie widniejące na opakowaniach papierosów nie są skuteczne w zniechęcaniu palaczy do palenia. Całkowicie pominął aspekt prewencji, choć jest on najprawdopodobniej dużo istotniejszy. Dopiero po wykładzie poprosiłem o mikrofon i zwróciłem uwagę, że brak odstraszającego działania na palaczy nie jest równoznaczny z brakiem efektywności w ogóle, ponieważ prewencyjnie (dla osób, które potencjalnie mogłyby sięgnąć po papierosy) taka metoda może być (i osobiście uważam, że jest) bardzo skuteczna. Podobnie w przypadku nadwagi i otyłości – o ile osobom, które już je mają ciągłe przypominanie o ich skutkach zdrowotnych zapewne niewiele pomoże, tak regularne i bezpośrednie podkreślanie tego w szerszym kontekście może mieć działanie prewencyjne. Dlatego właśnie odniosłem się do roli mediów i Gazety Wyborczej, a nie – jak dopowiedziało sobie wielu komentatorów – do osób otyłych czy do pokazu bielizny. Uważam, że to właśnie tę społeczną, a nie indywidualistyczną i egocentryczną perspektywę powinny przybierać media, jeśli nie opowiadają historii konkretnej osoby, tylko pokazują temat szerzej. Jednocześnie podkreślając to, co powtarzam i ja – że piętnowanie osób chorych czy z nadwagą (tzw. fat shaming) nie jest dobre, a wyzwiska typu „kaszaloty”, „balerony”, „świnie”, „wieloryby” czy „walenie” są po prostu chamskie. Obrażanie kogoś za otyłość jest tak samo słabe, jak za cukrzycę, nowotwór czy alergię.

Przeczytaj także: Czy warto jeść jajka?

O tym, że piętnowanie osób otyłych (zwłaszcza nieletnich, zaniedbanych przez rodziców) jest niewłaściwe mogą świadczyć liczby. W roku 2009 opublikowano pracę, której autorzy zbadali korelację między nadwagą rzeczywistą oraz deklarowaną, a próbami samobójczymi wśród nastolatków. Wzięli pod uwagę ponad 14 tysięcy osób z USA i okazało się, że zarówno młodzi chłopcy jak i dziewczynki wykazywali większe prawdopodobieństwo popełnienia próby samobójczej jeśli mieli nadwagę lub wierzyli, że ją mają. Dlatego zdecydowanie trzeba rozgraniczać krytykę pokazywania wizji nadwagi i otyłości w mediach jako coś pozytywnego, czy jak sugerowała zajawka Wyborczej – wartego poklasku – od krytyki ludzi za nadwagę i otyłość (tak jak rozgraniczamy kwestię akceptacji osób chorych na AIDS z promowaniem pozytywnej wizji chorowania na AIDS w mediach; to samo można odnieść do wielu innych chorób podatnych na gruncie społecznym).  

odchudzanie otyłość

O ile piętnowanie osób z problemami z masą ciała i nadmiarem tkanki tłuszczowej oraz promowanie wyidealizowanego, sztucznego wzorca piękna pozostawiać może krwawy odprysk na społeczeństwie, tak uważam, że nie mniej szkodliwe jest promowanie akceptacji nadwagi i otyłości jako takich, deprecjonowanie ich negatywności, lekceważenie problemów jakie z nich wynikają, pokazywanie pozytywnej wizji bycia otyłym czy wygłaszanie poglądu, że nadwaga jest zdrowa. Istnieją wprawdzie pojedyncze dane sugerujące lepsze zdrowie u osób z niedużą nadwagą. Ocenia się jednak, że wynika to z ich lepszego odżywienia ogólnie (więcej jedzenia to potencjalnie nie tylko nadmiarowe kalorie, ale też np. więcej witamin) oraz z uwagi na coraz lepsze leczenie nadciśnienia czy hipercholesterolemii, a nie ze względu na obecność nadmiarowej objętości tkanki tłuszczowej (a i są prace które wyraźnie przeczą lepszemu zdrowiu u osób z nadwagą; warto też wiedzieć że badania pokazują że nawet jeśli osoby z nadwagą i otyłe mają początkowo prawidłowe wyniki badań metabolicznych krwi, to i tak ryzyko różnych chorób związanych z otyłością jest u nich znacznie wyższe).


Badania naukowe opublikowane w 2018 roku (i wcześniej), m.in. w czasopiśmie naukowym „Obesity” są następujące. Wynika z nich, że w latach od 1997 roku do 2015 roku w Anglii aż o 9,5 punktów procentowych (z 48,4% do 57,9%) wzrosła liczba mężczyzn postrzegających swój nadmiar objętości tkanki tłuszczowej jako coś prawidłowego. Z kolei wśród kobiet odsetek ten wzrósł o 6,1 punktów procentowych (z 24,5% do 30,6%). Licząc zaś mężczyzn z samą już otyłością, aż dwukrotnie (!) wyższy w 2015 roku był odsetek tych, którzy błędnie oceniali swoją masę ciała w porównaniu z rokiem 1997. Mówiąc wprost: ponad połowa mężczyzn i jedna trzecia kobiet w roku 2015 uznawała swoją nadwagę lub otyłość jako coś prawidłowego! W okolicznościach tych zdarza się nawet, że charytatywne kampanie edukacyjne (!) dotyczące otyłości atakowane za rzekomy „fat-shaming”. Można dyskutować nad tym, w jakim stopniu do problemu tego przyczynia się ruch „body positive”, czyli ciałopozytywności, a w jakim kreowanie go przez media, ale problem oswajania ludzi z nadmiarową, niezdrową masą ciała i w efekcie oceniania stanu nieprawidłowego i niezdrowego jako prawidłowy, zdecydowanie jest i się nasila, wpływając negatywnie na zdrowie społeczeństwa.

Dlaczego nadwaga i otyłość są tak powszechne?

O biologicznych, ewolucyjnych i fizjologicznych przyczynach tego, że tak łatwo tyjemy, pisałem rok temu w innym artykule (tutaj – klik). Bardzo istotny jest też jednak kulturowo-społeczno-ekonomiczny czynnik nakręcający ten problem, bo nie uwzględniający naszej biologii. Konflikt pojawia się w momencie, gdy interes prospołeczny jest sprzeczny z interesem biznesowym. Nie trudno było sprawdzić, że spora część instagramerek i innych celebrytek, które w dużym stopniu nakręciły na mnie nagonkę za post o zajawce Wyborczej to osoby, które reklamują na swoich profilach np. ubrania „plus size” – jest to dla nich biznes. Z perspektywy ich modelu biznesowego atak na mnie był czymś logicznym (konflikt interesów). Jest to jednak sprawa dużo szersza, bo choć marketing produktów kierowanych do osób z nadwagą i otyłych bezsprzecznie ma miejsce to znacznie gorsze jest systemowe podkręcanie problemu otyłości poprzez dostępność bardzo taniej, ale byle jakiej i kalorycznej żywności (podczas gdy owoce, warzywa, orzechy, ryby itp. są stosunkowo drogie) i brak regulacji prawnych w tym zakresie, reklamy słodyczy, kosmetyków czy suplementów diety na odchudzanie, ograniczenie lub pobudzenie apetytu (które i tak w przeważającej większości przypadków nic nie pomagają), pośrednie i bezpośrednie promowanie siedzącego trybu życia. Patrząc ogólnie na rynek, właściwie ten sam problem istniał długi czas w odniesieniu do papierosów, wciąż się trzyma w kontekście paliw kopalnych i napędzanych nimi maszyn, a niestety bardzo dobrze ma się jeśli chodzi o promowanie picia alkoholu. Naukowcy wskazują jeszcze jeden odpowiedzialny za problem czynnik – nierówności społeczne. Osoby o niższym statusie społecznym mają mniejszą wiedzę na temat nadwagi i otyłości oraz słabszy dostęp do opieki zdrowotnej.

Przeczytaj także: Co to jest denializm?

Na uwagę zasługuje jeszcze kwestia ruchu „Fat acceptance” (ruch akceptacji tłuszczu) oraz „Health at Every Size” (zdrowi w każdym rozmiarze). Ten pierwszy jest subkulturą osób, które dążą do powszechnej akceptacji nadmiarowej masy tkanki tłuszczowej. Jest on bardzo różnorodny i znajdziemy w nim zarówno osoby o poglądach takich jak moje – że piętnowanie osób z nadwagą i otyłością jest złe, ale oswajanie ludzi z pozytywnym wizerunkiem nadwagi i otyłości również – jak i idących w kierunku antynaukowego odrzucania faktu, że promowanie dobrej wizji otyłości ma dodatni wpływ na szerzącą się epidemię tej choroby. Krytyka, która pochodzi głównie ze środowisk naukowych, lekarskich, dietetycznych czy fizjoterapeutycznych, opiera się na zarzutach o normalizację nadwagi i otyłości, a nie na walce z dyskryminacją osób z nadwagą i otyłością. Z kolei idea „Health at Every Size” wyrasta z ruchu „Fat acceptance”, ale idzie znacznie dalej, promując pogląd że można być zdrowym w każdym rozmiarze, nawet mając niedowagę, nadwagę czy otyłość (choć skupia się przede wszystkim na tych dwóch ostatnich). Jej zwolennicy podważają konsensus naukowy co do tego, że siedzący tryb życia, spożywanie nadmiernej liczby kalorii i nadmiarowa objętość tkanki tłuszczowej są szkodliwe dla zdrowia. Jest to już bezpośredni denializm naukowy. Doktor Mike Knapton z Cambridge University Hospitals wprost stwierdza, że „Już sama nadwaga zwiększa ryzyko zawału serca i udaru mózgu”. Ruchy „Fat acceptance” oraz „Health at Every Size” często nawiązują do ciałopozytywności, mogąc robić jej czarny PR. 

Erystyka i fałszywe argumenty oraz nadwaga i otyłość

W kontekście całej tej sprawy i dyskusji o moim poście na Facebooku z poniedziałku ważna jest jeszcze jedna rzecz. Część osób podniosło argument, że mówienie o promowaniu i normalizowaniu nadwagi i otyłości i krytykowanie tego jest analogiczne do krytyki homoseksualności i dyskryminowania osób homoseksualnych. Pomijając już, że argument ten nie odnosił się do mojej wypowiedzi lecz do dopowiedzeń i nadinterpretacji, uznałem że chciałbym go skomentować. Jest on z gruntu niepoprawny, bo bazuje na fałszywej analogii otyłości z orientacją seksualną. Dlaczego fałszywej? Po pierwsze, otyłość jest chorobą, a orientacja seksualna nie. Po drugie, nie mamy świadomego wpływu na to jaką mamy orientację seksualną i jest ona w znacznej mierze uzależniona od prenatalnych czynników biologicznych. Argument fałszywej analogii jest jedynie chwytem erystycznym mającym odwracać uwagę debaty od sedna sprawy.


Myślę, że w niniejszym artykule w sposób merytoryczny i zrozumiały przedstawiłem gdzie leży problem (a właściwie problemy), z czego (przynajmniej po części) one wynikają i co (do pewnego stopnia) może być pomocne przy zapobieganiu powiększania się ich. Najważniejsze jest, by rozdzielać perspektywę jednostki, osoby która ma już nadwagę lub otyłość, od perspektywy społecznej związanej w znacznym stopniu z zapobieganiem i ograniczaniem problemu na przyszłość, a także by odróżniać pojęcie normalizacji nadwagi i otyłości i promowania neutralnego lub pozytywnego ich wizerunku od kwestii związanych z dyskryminacją i akceptacją. Takie podejście leży w interesie i osób zdrowych i chorych, jak również całego społeczeństwa.

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.



Literatura
Afzal, Shoaib, et al. "Change in body mass index associated with lowest mortality in Denmark, 1976-2013." Jama (2016).
Burke, Mary A., Frank W. Heiland, and Carl M. Nadler. "From “overweight” to “about right”: evidence of a generational shift in body weight norms." Obesity (2010).
Cawley, John, and Chad Meyerhoefer. "The medical care costs of obesity: an instrumental variables approach." Journal of health economics (2012).
Colagiuri, Stephen, et al. "The cost of overweight and obesity in Australia." Med J Aust (2010).Bonnet, Céline, and Vincent Requillart. "Does the EU sugar policy reform increase added sugar consumption? An empirical evidence on the soft drink market." Health Economics (2011).
Dannenberg, Andrew L., Deron C. Burton, and Richard J. Jackson. "Economic and environmental costs of obesity: the impact on airlines." American journal of preventive medicine (2004).
http://www.imid.med.pl/images/do-pobrania/KonferencjaIMiD_Czy_to_prawda_ze_w_Polsce_jest_coraz_wiecej_otylych_dzieci.pdf
https://www.bbc.com/news/health-39936138
https://www.sciencedaily.com/releases/2009/05/090520064349.htm
https://www.who.int/dietphysicalactivity/media/en/gsfs_obesity.pdf
Johansson, Edvard, et al. "Obesity and labour market success in Finland: the difference between having a high BMI and being fat." Economics & Human Biology (2009).
Marmot, Michael, and Ruth Bell. "Social inequalities in health: a proper concern of epidemiology." Annals of epidemiology (2016).
Muttarak, Raya. "Normalization of plus size and the danger of unseen overweight and obesity in England." Obesity (2018).
Neovius, Kristian, et al. "Obesity status and sick leave: a systematic review." Obesity reviews (2009).
Østbye, Truls, John M. Dement, and Katrina M. Krause. "Obesity and workers' compensation: results from the Duke Health and Safety Surveillance System." Archives of internal medicine (2007).
Puhl, Rebecca, and Kelly D. Brownell. "Bias, discrimination, and obesity." Obesity research (2001).
Robinson, E. "Overweight but unseen: a review of the underestimation of weight status and a visual normalization theory." Obesity reviews (2017).
Robinson, Eric, and Paul Christiansen. "The changing face of obesity: exposure to and acceptance of obesity." Obesity (2014).
Swahn, Monica H., et al. "Perceived overweight, BMI, and risk for suicide attempts: findings from the 2007 Youth Risk Behavior Survey." Journal of Adolescent Health (2009).
Łukasz Sakowski. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

20 komentarze :

  1. No i piłeczka odbita doskonale:) Bardzo merytoryczny i solidny artykuł - jeden z lepszych na blogu!

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety, w naszym pięknym kraju większość osób nie przywiązuje chociażby najmniejszej wagi do naukowych argumentów, a o chęci czytania dłuższych tekstów nawet nie ma co wspominać. Nikt nawet nie wpadnie na to, ze dobrym obyczajem jest sięgnąć po źródło i zaznajomić się z całą wypowiedzią. Wymiana poglądów realizowana poprzez formułowanie jednozdaniowych wypowiedzi w odpowiedzi na krótkie "przekazy" pozwala ludziom jedynie się dowartościować. Jest tak, ponieważ taka formuła "dyskutowania" w zdecydowanej większości przypadków uniemożliwia przedstawienie swoich racji jak i wykazanie błędów drugiej strony. W Internecie wytworzyła się tym samym kultura głośniejszego krzyczenia poprzez podawanie idiotycznie przedstawionych informacji jako pierwszy. Kto to zrobił, ten wygrywa. Ludzie nawet nie czytają odpowiedzi, jedynie dorzucają swoje prostackie trzy grosze.

    OdpowiedzUsuń
  3. a wyzwiska typu „kaszaloty”, „balerony”, „świnie”, „wieloryby”
    [...]
    Przeczytaj także: Jak ewoluowały wieloryby?

    Hłe hłe :D

    OdpowiedzUsuń
  4. I tylko wypada dodać, że niebywałą hipokryzją obrońców ciałopozytywności jest notoryczne obraźliwe wypowiadanie się o osobach szczupłych, per "wieszak", "szkielet", "anorektyczka", "widelec". Skoro akceptują ludzi wszystkich rozmiarów, to dlaczego nie akceptują tych szczupłych? Czy szczupli nie mają uczuć, że nieustannie można im dokuczać? Czy pod każdym zdjęciem zwyczajnie szczupłej modelki prezentującej ubranie musi się wypowiedzieć ktoś, kto stwierdzi, że takie sylwetki nie istnieją? Czy naprawdę dopiero obrażając szczupłych osoby z nadwagą i otyłe czują się dobrze? Dlaczego tak się dzieje, skoro szczupłe osoby też istnieją i też są "prawdziwe"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni mają tyle wspólnego z ciałopozytywnością, co osoby obrażające grubych z troską o zdrowie. Sądzę, że trafiasz po prostu na chamów, którzy co najwyżej wycierają sobie gębę body positivity. Zasadą body positivity jest pozytywny stosunek i szacunek do ciała, niezależnie od jego rozmiaru.

      Usuń
  5. Do tej pory pamiętam słowa brata o mnie: słoń. Mam nadwagę i zaburzone poczucie sytości. Urodziłam się szczupła. Gdy miałam 6 miesięcy mama zaszła w ciążę i na 1,5 roku trafiłam do dziadków. Krowie mleko + cukier + wymóg "bycia grzecznym dzieckiem". Nie dość, że szybko zrobiłam się gruba, to jeszcze byłam brzydka (taka naprawdę brzydka: grube rysy, rzadkie włosy, brzydka cera, duże, odstające uszy. Bałam się rówieśników, którzy mi dokuczali, więc siedziałam w domu. Potem schudłam i trzymałam wagę dzięki stałym wyrzeczeniom i praktycznie - głodówce. Nienawidzę tego, że ciągle jestem głodna. Inni, o takim samym wzroście i pracy mogą jeść więcej niż ja i nie tyją. Teraz jestem już stara, a i tak nienawidzę swojego rozmiaru - noszę 42, ale jestem niska, więc nie wyglądam dobrze. Chore kolana i rozwalony po wypadku kręgosłup sprawiły, że w ciągu pół roku przytyłam do nieszczęsnej 42 z 38. I tak, wtedy byłam zadowolona z siebie. Szczęśliwa. Teraz czekam na kolejną operację, która na pół roku unieruchomi mnie w fotelu czy łóżku. Nie boję się zabiegu. Boje się, że jeszcze bardziej utyję. Więc tak, grube ciało jest wstrętne a tłuszcz jest obrzydliwy. Człowiek czuje się ciężko i źle wygląda. Ciałopozytywność nic nie zmieni. Grube jest brzydkie. Nie ma nic ładnego w zwałach sadła. Piszę to ja, wieczny grubas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo smutny wpis. Pamiętaj, bez względu na problemy z wagą - jesteś wspaniałym człowiekiem i należy ci się taki sam szacunek jak każdemu innemu. Powłoka to tylko powłoka, raz lepsza raz gorsza :) życzę dużo zdrowia!

      Usuń
    2. Hej, można pysznie jeść, nie być głodnym i chudnąć! Byłam teraz na diecie przez miesiąc (diecie ułożonej przez dietetyka, po zrobieniu badań, wywiadu itd) i schudłam ponad 6 kg, a mój mąż 11 :) nie byłam głodna ani przez chwilę, a wręcz często miałam wrażenie, że na talerzu było aż za dużo. A też mam ten problem, że wszyscy dookoła jedzą, a tylko ja tyję za nich :) Może skoro będziesz teraz unieruchomiona spróbuj dużo poczytać, rozmawiać na forach o zdrowym odżywianiu itd i jeśli nie będziesz mieć pieniędzy na dietę u dietetyka to może sama spróbujesz coś sobie poukładać? Życzę dużo zdrowia i szczęścia!!

      Usuń
  6. A ja bym tutaj poruszył kwestie kwalifikacji otyłości.

    Mam 191 cm wzrostu, ważę 118kg.
    BMI 32 = OTYŁOŚĆ 1 STOPNIA.

    Bo oczywiście tego, że trenuje trójbój siłowy i mam ~ 10% tkanki tłuszczowej już nikt nie sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś trenowałam trójbój i tak samo, ja nadwaga, koleżanka otyłość :). A znów jakoś niesamowicie przypakowane nie byłyśmy.
      Zresztą biorąc pod uwagę popularność sportów siłowych to mogą nie być takie jednostkowe przypadki.

      Usuń
    2. Nie jest żadną tajemnicą, że w szczególnych przypadkach BMI nie jest miarodajnym wskaźnikiem. Praktycznie na każdej stronie z kalkulatorem BMI znajduje się taka informacja. Chociażby pierwszy wynik z Google: "Osoby aktywne fizycznie, uprawiający sport, mogą posiadać zawyżoną wagę związaną z tkanką mięśniową a nie z ilością tłuszczu w organizmie.". Domyślam się, że sportowcy w większości przypadków kontrolują skład ciała na specjalnych wagach, więc kalkulatory online są im zbędne. :)

      Usuń
    3. Oczywiście, że tak.

      Usuń
  7. Jak dla mnie to właśnie Ty bardzo mylisz pojęcia - bo to, że robi się pokaz z uśmiechniętymi dziewczynami z nadwagą nie mówi o tym, że "zyskasz na fajności jak będziesz otyły" tylko "wcale nie będziesz gorszy ani mniej fajny, jeśli nie wyglądasz zgodnie z ustalonym kanonem". Subtelna różnica, a jednak wiele zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie. Zresztą pozwolę sobie zacytować inicjatorkę tej akcji:

      "Cudowne przeżycie, bardzo oczyszczające. 🤩Dla niektórych dziewczyn było to pierwsze (od wielu lat) pokazanie się publicznie w samej bieliźnie. Powiem nawet, że niektóre tak były zamknięte w sobie, że chodzenie w samej bieliźnie w zaciszu domowym przy swoim partnerze, też było wielkim wyczynem.
      Kobiety moje drogie! Nie przeglądajmy się w oczach innych osób. To jest nasze życie! Bawmy się, szanujmy i dbajmy o swoje ciała. Bez względu na to czy jest plus czy minus. Każda z nas jest piękna i może się ubrać seksownie na miasto, korzystać z życia publicznego. To od nas zależy jak to życie przeżyjemy."

      I zgadzam się z nią. Ciało mamy jedne, należy o nie dbać, ale też cieszyć się życiem, nie czekać nie wiadomo na co. W pokazie brały udział też osoby, które normalnie wstydziły się chociażby pójść na plażę czy basen, ale właśnie w takim otoczeniu się przełamały. To jest według mnie bardzo dobra akcja i bardzo nieodpowiedni moment, by głośno dyskutować na temat nadwagi tych kobiet (co zresztą zrobiła też Gazeta Wyborcza).

      Usuń
    2. To co, jak następnym razem wyjdą anorektyczki, parę dni później kilka się przekręci z niedożywienia, to tez będzie pisać że to "Cudowne przeżycie, bardzo oczyszczające"?

      Usuń
    3. Ona pisze o swoich odczuciach i z tego, co mi wiadomo, nadal żyje i ma się dobrze.
      I tak, anorektyczki, chorzy na raka itd - wszyscy mają prawo do przeżywania swojego życia.

      Usuń
  8. "ciałopozytywność"... nowomowa sięga już szczytów dostępnych dotąd jedynie poetom... 😂

    OdpowiedzUsuń
  9. BMI jest wskaźnikiem przesiewowym. Pomaga wykryć zaburzenia odżywiania u większości badanych, ale są wyjątki, tak jak np kulturyści i lekkoatleci. Dokładniejszym pomiarem jest zawartość tkanki tłuszczowej w organizmie, ale jest to pomiar bardziej skomplikowany i wymagający aparatury, dlatego nie stosuje się go rutynowo w.

    OdpowiedzUsuń
  10. W akcjach „ciałopozytywnmych” nie chodzi o udowodnienie, że otyłość jest dobra, lecz o dwie inne sprawy:
    A – Pokazanie, że ludzie otyli są jako tacy OK we wszystkich pozostałych cechach i przejawach. Niektórzy mają tendencje do twierdzeń typu „jeśli gruby, to słaby/zły/głupi” itp.
    B – Obronę przeciwko atakom rozmaitych „speców od odchudzania”, którzy wyżywają się na innych, zamiast zająć się sobą. Problemem tych ludzi nie jest bowiem sama otyłość, lecz fakt, że są atakowani przez innych z tego powodu.
    Reasumując, zamiast winić otyłych, że się bronią (być może nie zawsze mądrze), zacznij promować tolerancję wśród „normalnych”. Jeśli nawet obrona nie jest zbyt mądra, to i tak wina spada na napastnika.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem akceptacja siebie jest ważniejsza od wagi, zawartości tkanki tłuszczowej czy BMI. Równowaga wewnętrzna jest czynnikiem wpływającym na zdrowie, więc czy lepiej być szczęśliwym człowiekiem z nadwagą czy ciągle sfrustrowaną szczupłą osobą (bo dla wielu utrzymanie wagi w normie oznacza ciągłe wyrzeczenia)? Poza tym łatwo komentować osobom, które nigdy nie nie miały problemu z utrzymaniem wagi lub schudnieciem...

    OdpowiedzUsuń