Gdzie nie spojrzymy, gdzie się nie obrócimy, nietrudno dostrzec lub usłyszeć, że to czy tamto powoduje raka. W rzeczywistości wiele z tych straszydeł nie ma oparcia w dowodach, a często jest wprost zmyślona. Jakie są popularne w społecznym obiegu, a fałszywe, przyczyny na temat powstawania nowotworów?

nowotwory przyczyny mity

To co trzeba podkreślić już na początku, to różnicę między nowotworem i rakiem. Pojęcie to jest bardzo często mylone, czasem nawet w poważnych mediach. Otóż „nowotwór” obejmuje znacznie szerszy zakres chorób, niż rak. Nowotwory dzielą się na złośliwe i łagodne i kategoryzowane są według tkanki, z której się wywodzą. I tak też raki to wyłącznie złośliwe nowotwory tkanki nabłonkowej, mięsaki to złośliwe nowotwory tkanki łącznej (z drobnymi wyjątkami), glejaki to nowotwory tkanki glejowej, chłoniaki to nowotwory złośliwe komórek układu limfatycznego, a tłuszczaki to łagodne nowotwory pochodzące z tkanki tłuszczowej.

Mikrofale

Po krótkim wstępie przejdźmy do rzeczy. Zwolennicy medycyny alternatywnej i pseudomedycyny, w tym Jerzy Zięba, propagują pogląd, że nowotwory mogą być wywoływane przez mikrofale wykorzystywane przez telefony komórkowe, technologię wi-fi lub kuchenki mikrofalowe. Wyjaśnijmy, czym w ogóle są mikrofale. Jest to rodzaj promieniowania elektromagnetycznego. Długość mikrofal wykorzystywanych przez nasze urządzenia wynosi zwykle około 12 cm, a ich energia jest bardzo słaba. Nie mają działania jonizującego, czyli nie powodują odczepienia się elektronu lub elektronów od atomu, co mogłoby prowadzić do łańcucha reakcji niepożądanych i szkodliwych dla białek, DNA czy lipidów błon komórkowych. Mikrofale nie denaturują (czyli nie „ścinają”) białek ani nie uszkadzają DNA.

Badania pokazują, że korzystanie z telefonów komórkowych nie koreluje dodatnio z występowaniem glejaków. Nawet epidemiologiczne obserwacje na mniej więcej 360 tysiącach Duńczyków nie potwierdziły, by mikrofale wykorzystywane przez telefony komórkowe miały coś wspólnego z nowotworami. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że nie ma dowodów które wskazywałyby, że mikrofale powodują nowotwory. Oświadczenie WHO jest niezwykle ostrożne nie tylko ze względu na powagę sytuacji i prestiż instytucji, ale także z uwagi na jeden inny od pozostałych raport. Sporządziła go Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (International Agency for Research on Cancer – IARC).

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) coraz częściej postrzegana jest jako lubująca się w powiązywaniu różnych rzeczy z występowaniem nowotworów na podstawie wadliwie zsyntetyzowanych lub słabych dowodów. IARC zaklasyfikowała mikrofale jako potencjalnie kancerogenne powołując się na badanie, które polegało na znalezieniu osób chorujących na glejaki i odnalezieniu ich cech wspólnych w odniesieniu do prawdopodobnych przyczyn choroby. Na tej podstawie IARC ustaliła 40% wyższe ryzyko zachorowania na glejaka u osób, które używały telefonów komórkowych codziennie powyżej 30 minut, przez 10 lat. Szybko jednak znaleziono poważne dziury w metodologii. Nieufność wzbudziło przede wszystkim to, że osoby chore ze zdiagnozowanymi glejakami mogły chętniej szukać źródeł swojej choroby w zachowaniach z przeszłości, w tym w wykorzystywaniu telefonów. Zatem chorzy nie tylko mogli nie pamiętać dokładnie kiedy i jak długo korzystali z telefonów, ale też nieświadomie podawać więcej minut i dłuższy okres, niż było to w rzeczywistości. Typowa dla WHO ostrożność sprawiła, że po klasyfikacji IARC przeprowadzono dalsze analizy, które nie potwierdziły by mikrofale mogły wywoływać nowotwory.

Konflikt psychologiczny

Mit, że nierozwiązane konflikty psychologiczne czy emocjonalne z przeszłości są przyczynami wielu chorób, propaguje idea „Biologii Totalnej”. Jest to fałszywa, niepodparta żadnymi badaniami naukowymi ani nawet choćby najsłabszymi przesłankami teoretycznymi, forma diagnozowania zaburzeń zdrowotnych. Problemy z tarczycą? To może być ślad po smutku wynikającym z odrzucenia przez grupę przedszkolaków, gdy miało się 5 lat. Rak piersi? Osoba chora obecnie, jako niemowlę dostawała pierś do ssania rzadziej, niż by tego wówczas chciała i czuła się przez to rzekomo odrzucona. Nadciśnienie? To efekt pragnienia by nadążyć za zbyt szybko zmieniającą się rzeczywistością. I tak dalej. Nie ma tutaj żadnego związku przyczynowo-skutkowego ani korelacji. W rzeczywistości nie ma tutaj nic, ponieważ koncepcja Biologii Totalnej jest na tym samym poziomie, co wróżkarstwo i nie da się zastosować w niej metod naukowych, gdyż nie można ani potwierdzić ani obalić hipotez proponowanych przez Biologię Totalną. Są one niefalsyfikowalne. Nie istnieją żadne, choćby potencjalne do wyobrażenia dowody, które mogłyby zweryfikować hipotezę, że np. regularne bóle brzucha są spowodowane niechęcią do masującej swój brzuch babci, której nie lubiło się w dzieciństwie.

Pomimo skrajnie absurdalnego charakteru idei Biologii Totalnej, jest ona w Internecie naprawdę popularna. Istnieją na Facebooku liczne grupy, które wzajemnie doradzają sobie skąd może pochodzić ta czy inna choroba, wymyślając coraz to bardziej groteskowe „nierozwiązane konflikty” z dzieciństwa. Wyleczenie miałoby nastąpić po rozprawieniu się z takim konfliktem. Choć stres związany ze wspomnieniami z różnych sytuacji z przeszłości może przekładać się negatywnie na funkcjonowanie organizmu, to nie można konkretnych wydarzeń jakie miały miejsce i emocji, które po nich i w ich efekcie nastąpiły, wiązać z występowaniem chorób, w tym nowotworów, a pogodzenie się z nimi uznawać za formę terapii.

Żywność „nieekologiczna”

Wśród popularnych mitów o źródłach nowotworów jest też ten, według którego spożywanie zwykłej, nieekologicznej (nieorganicznej) żywności zwiększa ryzyko zachorowania. Wpisuje się to w szerszy kontekst promowania żywności ekologicznej, jako zdrowej, lepszej od tej pozyskiwanej w rolnictwie konwencjonalnym, za którą warto płacić kilka lub kilkanaście razy więcej, niż za te same produkty nieekologiczne. Jaka jest rzeczywistość?

Pierwszy z powodów, dla których ludzie są skłonni uwierzyć w mit, że żywność ekologiczna jest lepsza, wynika z postrzegania rolnictwa ekologicznego, jako niewykorzystującego pestycydów, czyli mówiąc potocznie „te owoce i warzywa są niepryskane”. Tak naprawdę rolnictwo ekologiczne (organiczne) również stosuje pestycydy, czasem nawet o stosunkowo wysokim poziomie toksyczności w porównaniu do pestycydów z rolnictwa konwencjonalnego. Różnica polega na tym, że używane w rolnictwie ekologicznym środki ochrony roślin muszą spełniać dodatkowe kryteria „naturalności” (nie mogą być syntetyczne). Nie ma to wpływu na jakość, ponieważ o wartości i właściwościach pestycydów decyduje budowa chemiczna, a nie to czy zostały stworzone przez człowieka. Naturalny pestycyd może być znacznie bardziej toksyczny od świadomie stworzonego przez człowieka, a do tego mniej wybiórczy, zabijający większą liczbę gatunków owadów, niż to konieczne. Rolnictwo ekologiczne zapewnia po prostu spełnienie idei naturalności, która nijak się ma do tego czy żywność będzie zdrowsza. Działa to na podobnej zasadzie co współczesna produkcja mięsa koszernego-halal. Chodzi o ideologiczność/religijność/parareligijność, nie o bezpieczeństwo spożywania czy wartości odżywcze lub prozdrowotne.  

Drugą przyczyną postrzegania żywności ekologicznej jako lepszej, nie wywołującej nowotworów, jest przekonanie, że jest wolna od GMO. Z kolei powszechna świadomość, że żywność GMO może wywoływać nowotwory pojawiła się przez publikacje naukowe francuskiego mikrobiologa Gilles-Erica Séraliniego. W tym aspekcie należy wyjaśnić dwie odrębne kwestie. Jedna dotyczy zawartości GMO w żywności. Prawdą jest, że jedzenie z rolnictwa ekologicznego nie powinno zawierać GMO. Jednocześnie jednak w Unii Europejskiej od początku XXI wieku obowiązuje prawny nakaz znakowania produktów, które mają powyżej 0,9% składników z GMO, a zatem przepłacanie za znaczek „bio/organic/eko”, „wolne od GMO” czy symbol rolnictwa ekologicznego (listek z gwiazdkami) w sytuacji, gdy praktycznie wszystkie inne produkty na europejskim rynku nie są GMO, nie ma żadnego sensu. Druga kwestia jest już sprawą naukową. Nie ma bowiem żadnych dowodów na to, że żywność GMO jest szkodliwa lub że może wywoływać nowotwory. Co więcej, nie istnieją nawet przesłanki, choćby silnie subiektywne, które przemawiałyby za tą tezą. Są za to badania wspomnianego Gilles-Erica Séraliniego. Polegały na karmieniu szczurów paszą z kukurydzą GMO, kukurydzą nieGMO i z glifosatem. Badane szczury pod koniec eksperymentu były obrośnięte guzami, co miało świadczyć o rakotwórczym działaniu kukurydzy GMO. Krytycy badania wskazali jednak, że Séralini wykorzystał do testów rasę szczurów, która tak czy inaczej zapada często na nowotwory, tym bardziej po 2 latach, co jest okresem dla szczurów bardzo długim, a tyle trwał właśnie eksperyment. Dodatkowo brakowało grupy kontrolnej, która otrzymywałaby standardową paszę laboratoryjną, a Gilles-Erica Séralini był wcześniej finansowany przez organizację Greenpeace, która za cel stawia sobie dezinformację na temat GMO. Publikację Séraliniego wycofano, a on sam dołączył do alei najbardziej skompromitowanych naukowców.

Skoro żywność ekologiczna również jest pryskana pestycydami (a te same w sobie nowotworów nie wywołują), a jej czystość pod względem zawartości GMO nie przedstawia żadnej wartości zdrowotnej, sprawdźmy dla pełnego obrazu czy istnieją w ogóle jakieś istotne różnice między jedzeniem z upraw ekologicznych i konwencjonalnych pod względem wartości odżywczej i prozdrowotnej. Żywność ekologiczna może różnić się składem od tej konwencjonalnej, zwykle nieznacznie, ponieważ istnieją pojedyncze prace według których w produktach roślinnych lub zwierzęcych z rolnictwa ekologicznego może znajdować się więcej niektórych witamin (np. witaminy C), polifenoli przeciwutleniających czy wielonienasycowych kwasów tłuszczowych omega 3. Jednocześnie w żywności eko w badaniach takich stwierdza się np. mniej białka, witaminy E czy błonnika. Nie ma więc żadnych dowodów na to, że żywność nieekologiczna jest w ogólnym ujęciu gorsza od ekologicznej. To czy jakiś posiłek przyczyniać się może do powstawania nowotworów zależeć będzie np. od jego obróbki, bo zarówno silnie przysmażone ziemniaki konwencjonalne, jak i ekologiczne, są zwyczajnie bardzo niezdrowe.

Glifosat

Choć glifosat jest pestycydem (herbicydem) i nawiązuje przez to do wcześniejszego rozdziału, uznałem że jego potencjał pronowotworowy warto omówić osobno. Przeciw glifosatowi wymierzone są przeróżne kampanie propagandowe. Jak często w takich sytuacjach bywa, w mediach, w Internecie, w obiegu społecznym, istnieje w związku z tym mnóstwo mitów dotyczących rakotwórczości glifosatu. Czy naprawdę związek ten jest tak szkodliwy?

O badaniach Séraliniego napisałem wyżej – choć miały dowieść szkodliwości GMO i glifosatu, to okazały się wielką manipulacją. W wątek ten zamieszana jest także wspomniana wcześniej Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), która na podstawie bardzo naciąganych dowodów zaklasyfikowała mikrofale wykorzystywane w telefonach komórkowych jako potencjalnie rakotwórcze. Także tutaj, w przypadku glifosatu, nie popisała się profesjonalizmem. Ocena ta wynika z faktu, że IARC do zaklasyfikowania tego pestycydu jako potencjalnie rakotwórczego wykorzystała badania nieistotne statystycznie, eksperymenty na zwierzętach z bardzo małą próbą (liczbą badanych zwierząt) i bez diagnozy histopatologicznej, która potwierdziłaby, czy zwierzęta faktycznie miały nowotwory. IARC zignorowała za to poprawne metodologicznie badania pokazujące, że nie ma związku między narażeniem na kontakt z glifosatem, a występowaniem nowotworów. IARC za ten naukowy blamaż skrytykowana została przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), Europejską Agencję Chemikaliów (ECHA) czy Agencję Ochrony Środowiska (EPA). Gwoździem do trumny klasyfikacji IARC było to, że główna jej autorka, Kathryn Guyton, już w 2014 roku obiecywała, że zrobi badania potwierdzające rakotwórczość glifosatu, choć robienie i naciąganie badań pod tezę jest wbrew podstawowym zasadom metodologii nauki. Dodatkowo zewnętrzny doradca IARC ds. klasyfikacji glifosatu, Christopher Portier, wziął 160 tys. dolarów amerykańskich od firm prawniczych próbujących sądzić się o ogromne odszkodowania za rzekome wywołanie przez glifosat nowotworów u ich klientów. Na początku zaprzeczał, że otrzymał jakiekolwiek wynagrodzenie. Dopiero podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim wynikającym z konfliktu z Europejskim Urzędem ds. Bezpieczeństwa Żywności, Portier przyznał się do tego skandalicznego, zatajonego konfliktu interesów. To właśnie m.in. na podstawie zmanipulowanej klasyfikacji IARC sąd kalifornijski wydał decyzję o odszkodowaniu dla ogrodnika, u którego glifosat rzekomo spowodować miał powstanie chłoniaka (co szerzej opisywałem tutaj).

Tak naprawdę nie ma żadnych dowodów przemawiających za tym, że glifosat może wywoływać nowotwory. Jest jednym z najbezpieczniejszych pestycydów dostępnych na rynku. Jego poziom toksyczności jest nawet niższy, niż poziom toksyczności kofeiny (której jako pestycyd stosować nie wolno). Ciekawostką jest, że istnieją badania przemawiające za tym, że glifosat ma działanie antynowotworowe wobec raka prostaty. Są to oczywiście jedynie testy in vitro na hodowlach komórek, w związku z czym nie należy brać ich za silny dowód – glifosat nie tylko nie powoduje raka, ale także go nie leczy. Przykład ten pokazuje tylko, jak łatwo jest „wykazać” pro- czy antynowotworowość jakiegoś związku chemicznego, posługując się bardzo słabymi dowodami.  

Nowotwór (rak) to tak naprawdę grzyb

Istnieje jeszcze jeden ciekawy mit na temat przyczyn nowotworów. Mówi on, że choroby nowotworowe to tak naprawdę grzyby. Inna wersja tego poglądu tłumaczy to w odmienny sposób: nowotwory są tkankami reagującymi na obecność grzybów i aby pozbyć się np. raka, trzeba przejść terapię odgrzybiającą. Przyczyną choroby nowotworowej są więc tutaj grzyby. Mit ten trzeba wyjaśnić na kilku poziomach.

Przede wszystkim należy zrozumieć, że nowotwory to nie są grzyby. Nowotwór jest – upraszczając – zaburzoną genetycznie i biochemicznie tkanką, której komórki dzielą się w sposób niekontrolowany. Wywodzi się z komórek swojego gospodarza (choć odnotowano też nieliczne nowotwory zakaźne), które przez szereg mutacji, głównie w genach odpowiedzialnych za kontrolę podziału komórkowego czy w sekwencjach regulacji ekspresji oraz przez modyfikacje epigenetyczne, zmieniły swój charakter. Nie jest to reakcja na obecność grzybów w organizmie, które są odrębnym królestwem organizmów żywych. My należymy do królestwa zwierząt, a grzyby do królestwa grzybów. Różnią się od nas m.in. obecnością ściany komórkowej, której zwierzęta w ogóle nie posiadają. Gdyby nowotwory były grzybami, z pewnością już dawno byśmy o tym wiedzieli. Są po prostu – tylko i aż – poważnie zmutowaną populacją komórek swojego gospodarza, która wyrwała się spod kontroli i egoistycznie „na oślep” dąży do rozrastania się (na tyle, na ile może, a jak wynika ze wstępu, np. raki mają większe możliwości, niż np. tłuszczaki) kosztem reszty komórek organizmu, aż do nieuchronnego  końca (o ile nie podejmie się terapii medycznej).

Być może wśród części zwolenników poglądu, że nowotwory to grzyby, wziął się on z zasłyszanej, a niezagłębionej i niezrozumianej prawdy, że grzyby produkują bardzo silnie toksyczne związki chemiczne, zwane mykotoksynami. Koszty ich metabolizowania są dla naszych ludzkich wątrób często zbyt wysokie. Niektóre mykotoksyny mogą mieć działanie pronowotworowe generując szereg reakcji wolnorodnikowych i działając mutagennie. Na tym jednak kończy się nasz grzybowo-nowotworowy związek.

Prawdziwe przyczyny powstawania nowotworów

Wśród prawdziwych przyczyn powstawania nowotworów można zrobić podział na te wrodzone, takie jak mutacje genetyczne i epigenetyczne, z którymi się urodziliśmy, jak i niewrodzone, czyli czynniki typowo środowiskowe. Taki dualizm jest uproszczeniem, ponieważ w rzeczywistości czynniki te mogą się mieszać i uzupełniać, a także w odmienny sposób przyjmować można ich rozumienie. Na przykład za czynniki wrodzone możemy przyjąć wyłącznie te, jakie pojawiły się do etapu zarodkowego lub uwzględnić także okres płodowy, do narodzin, włączając lub wykluczając czynniki środowiskowe, działające w tym okresie.

Niezależnie od klasyfikacji chciałbym wymienić te czynniki, które naprawdę mogą przyczyniać się do powstawania nowotworów. Ich obecność nie jest jednoznaczna z zachorowaniem w przyszłości lub też śmiercią z powodu danego nowotworu. Mówi jedynie o zwiększeniu ryzyka. Oprócz opisanych wcześniej mutacji genetycznych, epigenetycznych, długotrwałego stresu osłabiającego organizm oraz spożywania przesmażonych produktów i mykotoksyn, negatywny wpływ ma też palenie papierosów, picie alkoholu, opalanie się czy korzystanie z solariów i brak ruchu, aktywności fizycznej. To unikanie tych produktów i czynności (bądź ich braku), a nie mikrofal albo nieekologicznych produktów, może na nas zadziałać pozytywnie.

Jeśli podoba Ci się to co robię i popierasz popularyzowanie przeze mnie nauki oraz podejmowania decyzji w oparciu o fakty, możesz wesprzeć rozwój To Tylko Teorii. Jak? Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji, a potem kolejne godziny pisania i redagowania. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób możesz ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu osób staje się realnym finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na opracowywanie i pisanie artykułów.

Udostępnij na Google Plus

O autorze

Łukasz Sakowski. Biolog z Poznania. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

5 komentarze :

  1. Aż dziwne, że nie ma wzmianki o Leninie-grzybie w kontekście nowotworów-grzybów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli idzie o grzyby, potencjalnie też ktoś mógł przekręcić fakty, że w badaniach obrazowych nie da się generalnie powiedzieć jaki jest charakter guza, a jest coś takiego jak aspergilloma. Przy czym ktoś myślał, że każdy guz to guz nowotworowy, a tu grzyb ergo nowotwory to tak naprawdę grzyby. Eureka! I szuru szuru na klasycznej, emocjonalnej fazie roznoszącej się niczym zaraza. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz: "Oprócz opisanych wcześniej mutacji genetycznych, epigenetycznych, długotrwałego stresu osłabiającego organizm oraz spożywania przesmażonych produktów i mykotoksyn, negatywny wpływ ma też palenie papierosów, picie alkoholu, opalanie się czy korzystanie z solariów i brak ruchu, aktywności fizycznej. To unikanie tych produktów i czynności (bądź ich braku), a nie mikrofal albo „nieekologicznych” produktów, może na nas zadziałać pozytywnie."
    Łukasz - generalnie to szkoda na ciebie kasy człowieku, no chyba że wydasz ją na podniesienie poziomu swojej świadomości która nie wiem czy sie mieści w skali dr Hawkinsa. Bardzo płytko surfujesz po wiedzy jako takiej i zanim zakumasz co tak naprawdę jest grane w zamknietym srodowisku Ziemi to pewnie minie kilka kolejnych wcieleń. Wytrwałości zatem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może Pan AL PAUL nas oświeci ''co tak naprawdę jest grane'', skoro Pan Łukasz jest wg Pana niekompetentny? Czekam z niecierpliwością, bo rozumiem że Pan wytłumaczy nam to lepiej, skoro ma Pan pewnie bardzo wysoki poziom ''świadomości'' :) Jak już kogoś krytykujemy, to może pokażmy swój poziom wiedzy i swój punkt widzenia.

      Usuń
  4. Ciekawy post, dzięki za rozwianie wielu mitów z jakimi można się spotkać w internecie. Osobiście intryguje mnie nieco kwestia użycia telefonów komórkowych - jakiś czas temu trafiłem na dokument ze Stanów, w którym jest mowa, by ograniczać używanie telefonów: https://www.cdph.ca.gov/Programs/CCDPHP/DEODC/EHIB/CDPH%20Document%20Library/Cell-Phone-Guidance.pdf - czy to propagowanie kolejnych mitów czy coś jednak jest na rzeczy?

    OdpowiedzUsuń