Sąd w USA orzekł, że glifosat powoduje raka. Co z wyrokiem jest nie tak?

Media społecznościowe zalała wieść o tym, że Monsanto musi zapłacić 289 milionów dolarów cierpiącemu na nowotwór ogrodnikowi, który zachorował na chłoniaka niezarniczego przez – zdaniem ławy przysięgłych – obecny w preparacie producenta glifosat. Wyrok pochodzi z sądu w Kalifornii.

glifosat
Le Monde

Glifosat jako związek rakotwórczy?

Wykazano w wielu niezależnych, szczegółowych i dokładnych badaniach, że glifosat jest środkiem bezpiecznym dla ludzkiego zdrowia. Opublikowana niedawno, bo pod koniec 2017. roku analiza obejmująca aż blisko 55 tysięcy osób pokazała, że brak jest zależności między narażeniem na glifosat, a występowaniem nowotworów. Mimo mnóstwa badań, na które wydano ogromne pieniądze, nie znaleziono dowodu na to, by glifosat wywoływał choroby nowotworowe. Co więcej, poziom toksyczności glifosatu jest niższy, niż poziom toksyczności kofeiny, witaminy D, ibuprofenu, aspiryny, tiaminy (witaminy B1) czy związków chemicznych zawartych w occie jabłkowym. Jak zatem mogło dojść do takiego wyroku sądowego?

Dewayne Johnson, bo tak nazywa się nieszczęsny ogrodnik, może cieszyć się triumfem sądowym, a wraz z nim całe rzesze aktywistów działających na rzecz zakazania stosowania glifosatu. Problem z tym orzeczeniem jest jednak fundamentalny. Został wydany na skutek głosowania ławy przysięgłych. W jej skład nie wchodzili żadni naukowcy zajmujący się omawianym zagadnieniem. Było to po prostu głosowanie osób, zapewne silnie poruszonych chorobą pozywającego, nie mających jednak nic wspólnego z tematem, który oceniali. Nie byli w stanie odnieść się do niego merytorycznie. Z punktu widzenia sądów w Unii Europejskiej takie rozstrzyganie spraw to patologia, ale w USA, uogólniając i upraszczając, funkcjonuje taki właśnie system.

sąd glifosat
Dewayne Johnson podczas rozprawy, Reuters

To jest jednak zaledwie część problemu. Glifosat od dekad jest atakowany przez motywowanych „ideologią naturalności”. Działacze organizacji zajmujących się „ochroną środowiska” od lat szukali sposobu na zakazanie stosowania glifosatu. Nie dlatego, że jest on toksyczny i szkodliwy – bo jak wykazałem wyżej, nie jest. Niewygodne dla zielonych działaczy były dwa powiązane ze sobą fakty, które sprawiły że jednym z ich głównych wrogów stał się glifosat.

Pierwszy jest taki, że glifosat jako środek ochrony roślin (herbicyd) wyprodukowała firma Monsanto. Gdyby zrobił to jakikolwiek inny producent, zapewne nikomu by to nie przeszkadzało. Jednak Monsanto znane było w mediach i świadomości społecznej przede wszystkim z komercyjnego tworzenia roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO). W tym roślin GMO, które są odporne na glifosat (jako pierwszą zmodyfikowano soję – wszczepiono w jej genom gen odporności na glifosat, który naturalnie wyewoluował u bakterii). Tego zieloni aktywiści tolerować nie mogli (zwłaszcza dlatego, że wielu z nich, będąc na wyższych stanowiskach w organizacjach „ekologicznych”, ma interes we wspieraniu koncernów żywności organicznej/ekologicznej, które zwalczają rolnictwo oparte na dowodach) w związku z czym musieli wypowiedzieć wojnę glifosatowi. 

Wojna ta wypowiedziana była przez wiele zaangażowanych stron z ciężkim sercem i brakiem pewności co do właściwości takiego działania. Przyczyną wątpliwości było to, że glifosat znacznie ogranicza straty w uprawach, dzięki czemu plony są obfitsze i jakościowo lepsze. Oznacza to, że dzięki stosowaniu glifosatu występuje mniejsze zapotrzebowanie na tereny uprawne, co pozwala zachować wiele miejsc (np. lasów) w stanie nienaruszonym, a tym samym dbać o bioróżnorodność naszej planety. Dodatkowo, dzięki bardzo niskiej toksyczności glifosatu, szkody z jego stosowania są znikome. Trudno przeoczyć tak oczywiste korzyści: ochrona przyrody i środowiska, lepsza jakość i ilość plonów, skuteczniejsza walka z głodem na Ziemi, większy dochód dla rolników. Niestety, niechęć do GMO przeważyła i glifosat, jako produkt firmy Monsanto, stał się celem ataków ze strony aktywistów.

glifosat
Roundup – środek ochrony roślin z glifosatem, Mike Mozart

Proces sądowy i raport IARC na temat glifosatu

Wracając do orzeczenia kalifornijskiego sądu – sprawę wszczęto posiłkując się raportem Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC) poświęconym glifosatowi. Był on ważnym dowodem w sprawie, a nie powinien. Dlaczego? Powody można podzielić na merytoryczne oraz te związane z konfliktem interesów i etyczne.

Zacznijmy od powodów merytorycznych. W raporcie IARC popełniono cherry-picking, czyli wybrano wyniki badań pasujące pod tezę, często motywowaną ideologicznie (cherry-picking może być też błędem poznawczym). Co dokładnie zrobiono? Odrzucono duże analizy potwierdzające, że glifosat nie ma związku z występowaniem nowotworów, w tym chłoniaków. Nie wzięto również pod uwagę faktu, że większe ryzyko chłoniaków u rolników jest najprawdopodobniej efektem wdychania spalin z maszyn rolniczych oraz pyłów. Część publikacji, jakie IARC uwzględniła, opierała się o badania które nie były nawet istotne statystycznie. W zakresie eksperymentów na zwierzętach, jakie zdecydowano się wziąć pod uwagę w raporcie, wybrano te z bardzo małą próbą, np. zaledwie 20 osobników, do tego wyłącznie samców, co jeszcze bardziej zmniejsza możliwości ekstrapolacji (czyli przełożenia wyników) na organizm człowieka. Nie przeprowadzono też badań histopatologicznych, a to całkowicie podważa wiarygodność stawianych diagnoz.

W związku z rażącymi błędami metodologicznymi wybranych do raportu badań i selekcjonowaniem ich tak, by wspierały postawioną i motywowaną ideologicznie tezę (o tym, dlaczego ideologicznie, za chwilę), raport IARC jest kompletnie nieprzydatny. Wskazały to pośrednio lub bezpośrednio różne ciała naukowe, w tym najbardziej rzetelne i kompetentne: Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności – EFSA (Unia Europejska), Europejska Agencja Chemikaliów – ECHA (Unia Europejska), Agencja Ochrony Środowiska – EPA (Stany Zjednoczone Ameryki), Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa – FAO (międzynarodowa).

Drugi powód, dla którego stwierdziłem że raport IARC jest bezużyteczny i nie powinien być wcale brany pod uwagę przez jakikolwiek sąd jest taki, że niektórzy jego autorzy i osoby z IARC są aktywistami działającymi na rzecz zakazania stosowania glifosatu na czele z główną autorką raportu IARC, Kathryn Guyton, która w roku 2014 na parapolitycznym spotkaniu organizacji pozarządowych dała słowo, że przeprowadzi eksperymenty, które udowodnią rakotwórcze działanie glifosatu. Nie ma lepszego dowodu na to, że raport IARC był motywowany ideologicznie oraz politycznie i pisany pod tezę. Istnieją za to fakty pokazujące, że w grę wchodziły jeszcze duże pieniądze dla niektórych osób związanych z IARC. 


Christopher Portier i 160 tys. USD za poparcie 

Christopher Portier – człowiek ten zostanie zapamiętany tak, jak wszyscy dziś kojarzą Andrewa Wakefielda czy Gillesa-Erica Séraliniego. Oboje brali pieniądze od różnych grup interesów – firm, organizacji pozarządowych itp. – w zamian za przeprowadzanie badań pod tezę z elementami fałszerstwa (pierwszy by wykazać, że szczepionki powodują autyzm, a drugi że kukurydza GMO wywołuje nowotwory). Co takiego zrobił Christopher Portier?

Christopher Portier glifosat
Christopher Portier w Europarlamencie

Naukowiec ten był szczególnym, zewnętrznym doradcą IARC przy sporządzaniu raportu na temat glifosatu. To właśnie Christopher Portier zalecił IARC, by raport ten został utrzymany i wydany. Pomimo opisanych wyżej, poważnych wątpliwości co do jego rzetelności. Warto rozpatrywać ten fakt w świetle kilku innych. Po pierwsze, Portier nie miał doświadczenia naukowego z glifosatem – nie był zatem żadnym ekspertem w tej dziedzinie. Miał za to bardzo dobre stosunki ze wspomnianą Kathryn Guyton z IARC i wiele wskazuje na to, że do pełnienia roli zewnętrznego specjalisty wybrano go „po znajomości”, a nie na podstawie kompetencji. Dodatkowym tego potwierdzeniem niech będzie fakt, że IARC jest niedużą agendą WHO we Francji (w Lyonie), która w znacznym stopniu obsadzona jest naukowcami-ekoaktywistami uprzedzonymi ideologicznie do pestycydów. Co więcej, sam Christopher Portier związany jest z Environmental Defence Fund, która za cel stawia sobie zwalczanie stosowania pestycydów.

Wreszcie, Christopher Portier otrzymał co najmniej 160 tysięcy dolarów amerykańskich od firm prawniczych zajmujących się pozywaniem Monsanto o gigantyczne odszkodowania, takie jak w przypadku ogrodnika z USA. Dzięki ujawnionej dokumentacji i zeznaniom w Parlamencie Europejskim, po ciągnącym się konflikcie w którym Portier starał się podważać stanowisko Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) na temat glifosatu, udało się wywabić prawdę na jaw. Dlaczego użyłem słowa „wywabić”? Otóż wcześniej, zanim Christopher Portier został przyciśnięty do muru niezaprzeczalnymi dowodami, oświadczał że za obejmujące kontrakt działania nie otrzymywał żadnych pieniędzy.

Sytuację tę opisywał i informował o niej profesor David Zaruk z Uniwersytetu Saint-Louis w Belgii, za co został wyrzucony z uczelni pod naciskiem naukowców sympatyzujących z ruchem antypestycydowym, ruchem antyGMO i osobami powiązanymi z opisaną wyżej sprawą. Kulisy skandalu zwolnienia prof. Davida Zaruka opiszę w osobnym artykule.

Kończąc, chciałbym jeszcze dodać kilka ważnych zdań. Przede wszystkim choroba Dewayne’a Johnsona, tak jak i cierpienie wszystkich innych ludzi, jest sprawą przykrą i wartą pochylenia się w kontekście osobistym i emocjonalnym, naukowym, medycznym i społecznym. Nie można jednak sytuacji takich wykorzystywać propagandowo przeciwko nauce czy rolnictwu ani też do celów zarobkowych. Niestety, obecnie bardzo popularne jest procesowanie się przez wyspecjalizowane firmy prawnicze z koncernami, o ogromne pieniądze, opierając się o dowody anegdotyczne, wyrwane z kontekstu czy dowody wysnute z niepoprawnych metodologicznie badań lub zeznania niekompetentnych ekspertów. Co ważne, często dotyczy to tematów ideologicznie poruszanych przez różnego rodzaju aktywistów – to samo zaobserwować można w temacie szczepień i skarg antyszczepionkowców (przykład z Włoch). W tym konkretnym przypadku (glifosatu) wątpliwości budzi jeszcze jedno. Chociaż to Monsanto jako pierwsze wyprodukowało ten herbicyd, to wiele lat temu patent wygasł i wydają go na rynek setki firm na całym świecie. W związku z tym skupianie się na oskarżaniu Monsanto to kolejny dowód ideologicznego zacietrzewienia, a nie chęci uczciwego zgłębienia tematu.

Uprzedzę krytykę o bycie sponsorowanym ogromnymi pieniędzmi przez wielkie, międzynarodowe koncerny chemiczne i rolnicze – nigdy, za żaden artykuł nie otrzymałem dużych pieniędzy, a za napisanie tego tekstu nie dostałem żadnego wynagrodzenia (chyba, że macie na myśli zasponsorowanie mi ekskluzywnych wakacji na Marsie). Motywowała mnie chęć przedstawienia sprawy uczciwie i z merytorycznego, naukowego punktu widzenia z zachowaniem kontekstu etycznego, społecznego oraz publikacji badań.

Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób możecie ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu z Was staje się realnym, finansowym patronatem bloga.

Udostępnij na Google Plus

O autorze

Łukasz Sakowski. Biolog z Poznania. Czytaj więcej
    Skomentuj na blogu
    Skomentuj na facebooku

46 komentarze :

  1. Jak można być tak ograniczonym umysłowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można zamieszczać komentarze tak bardzo pozbawione sensu? Jak masz jakieś uwagi, to napisz o co Ci chodzi. A jak nie, to po co się odzywać?

      Usuń
  2. Skoro glifosat jest nieszkodliwy, dlaczego trzeba na niego uodparniać rośliny modyfikując je genetycznie?
    Czy propagowanie czegoś tak chorego może być uznawane za normalność?
    Czy walka o to co jest w zgodzie z naturą, czyli rolnictwo ekologiczne jest propagandą?
    Autorowi tekstu mocno się tu wszystko pomieszało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież odpowiedź masz bezpośrednio w artykule, który komentujesz. Wraz ze źródłami. :-)

      Usuń
    2. Skoro czekolada jest nieszkodliwa, to dlaczego psy od niej zdychają?

      Usuń
    3. Glifosat jest szkodliwy dla roślin, bo blokuje jeden ze szlaków metabolicznych odpowiedzialnych za powstawanie aminokwasów. Szlaku tego nie posiadają w metabolizmie zwierzęta, stąd środek ten nie jest dla nich tak silnie toksyczny.

      Usuń
    4. Przecież na takiej samej zasadzie działają antybiotyki - blokują szlaki metaboliczne niezbędne dla przeżycia bakterii, które jednocześnie nie występują u ludzi. Stąd dla człowieka są mało albo wręcz nietoksyczne i jednocześnie zabójcze dla bakterii.
      Takie pytania dowodzą jak bardzo mało wiesz o biologii i biochemii. Doucz się i myśl głową a nie ideologią.

      Usuń
    5. A od kiedy antybiotyki są zdrowe

      Usuń
    6. Z punktu widzenia agrotechniki po to trzeba je uodparniać, żeby w uprawie można było zastosować glifosat jako herbicyd niszczący nieodporne chwasty, a nie niszczący uodpornionej rośliny uprawnej.

      Usuń
  3. A nie jest tak, że póki Monsanto było firmą amerykańską, byli w Stanach chronieni, z chwilą przejęcia ich przez niemiecki Bayern, okres ochronny (w sądach) skończył się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a możesz podać dowód na swoją tezę że tak właśnie było?

      Usuń
  4. Ok, to ja mam kilka pytań
    - czy raport IARC był jedynym dowodem przedstawionym ławie przysięgłych? Dlaczego adwokaci Monsanto nie przedstawili tego co Ty tu napisałeś?
    - czy IARC w jakikolwiek sposób odniosło się do tych zarzutów?
    - Piszesz że IARC jest agendą WHO. Czy WHO nie odpowiada za jakość raportów tworzonych przez swoje agencje? Dlaczego nie wszczęto postępowania w kwestii, jak piszesz, błędów merytorycznych i konfliktów etycznych? Czy w związku z tym można w ogóle ufać jakimkolwiek raportom WHO?
    - piszesz że według EFSA, ECHA, EPA i FAO raport IARC jest kompletnie nieprzydatny. Jaki charakter miały te "opinie" tych organizacji? To były raporty podważające raport IARC, artykuły w periodykach naukowych, oficjalne opinie, nieoficjalne wypowiedzi dla dziennikarzy? Kto się pod tym podpisał, bo chyba nie szefowie tych instytucji? Dlaczego nie poszły za tym jakieś wnioski do prokuratury?
    - piszesz że o jakichś według Ciebie nieetycznych i podważających raport przepływach gotówkowych. A jak ma się sprawa z finansowaniem osób które sporządziły te kontropinie? Czy eksperci powołani przez Monsanto nie brali od nich pieniędzy?
    Kto płacił za badania EFSA, ECHA, EPA i FAO?

    A i jeszcze jedno. Dezawuujesz amerykański sposób rozstrzygania spraw sądowych przeciwstawiając mu europejski, jak zrozumiałem według Ciebie znacznie doskonalszy. Co powiesz o tym wyroku włoskiego sądu :
    http://stopnop.com.pl/wp-content/uploads/2017/03/Vaccine-Italia-wyrok-sądu.pdf

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UNKNOWN, brawo za wnikliwe pytania! Bardzo jestem ciekaw odpowiedzi! Dzięki i pozdrawiam,

      Usuń
    2. W kwestii szepionek to decyzja która podaje stopnop jest już od kilku lat nieaktualna. W apelacji sąd zakwestionował wyrok pierwszej instancji. Ot takie ukryte wyroki- czego stopnop Ci nie powie.
      http://www.repubblica.it/salute/medicina/2015/03/01/news/autismo_i_giudici_assolvono_il_vaccino-108441541/?refresh_ce

      Usuń
    3. @Aaa Bbb
      Ja wiem że wyrok jest nieaktualny ale nie o to mi chodziło. Autor za ten wyrok sądu amerykańskiego ( który też nie jest ostateczny ) obwinia amerykańskie sądownictwo gdzie wyrok wydaje 12 przysięgłych a nie zawodowy sędzia. Ale ten włoski wyrok wydał zawodowy sędzia - więc problem nie leży w zasadach działania sądu ale gdzie indziej. A amerykański system ma wiele zalet, których nie ma europejski.

      Usuń
  5. No to odnieś się do tego:

    Brent Wisner, a lawyer for Johnson, in a statement said jurors for the first time had seen internal company documents “proving that Monsanto has known for decades that glyphosate and specifically Roundup could cause cancer.”

    Źródło: https://www.reuters.com/article/us-monsanto-cancer-lawsuit/monsanto-ordered-to-pay-289-million-in-worlds-first-roundup-cancer-trial-idUSKBN1KV2HB



    OdpowiedzUsuń
  6. A czy sednem sprawy nie jest kwestia dawkowania?

    Czy nie jest tak, że glifosat jest bezpiecznym środkiem ochrony roślin, dla konsumentów produktów spożywczych które wyrosły pryskane glifosatem.

    Ale już niekoniecznie jest bezpieczny dla rolnika poddawanego regularnej, bezpośredniej ekspozycji na preparat?

    Można sobie wyobrazić skrajny przypadek - kogoś kto by pił glifosat, albo wstrzykiwał go sobie dożylnie. Nikt tu nie powie że jest bezpieczny w takim dawkowaniu (jak zresztą wiele innych rzeczy ogólnie uważanych za bezpieczne).

    Nie wiem czy akurat mógłby sprzyjać chłoniakowi, czy nowotworom w ogóle, ale trudno mówić że jest nieszkodliwy w przypadku ekspozycji, zresztą środki ostrożności które należy zachować przy oprysku są bardzo restrykcyjne i prawdopodobnie bardzo trudne jest ich dochowanie (a samo ich wymaganie jest rodzajem wybiegu producenta).

    OdpowiedzUsuń
  7. a czy przypadkiem bayer nie kupił monsanto?

    OdpowiedzUsuń
  8. Artykuł jest niestety mocno stronniczy, a to z racji pominięcia istotnych szczegółów.
    Prawnicy powoda przedłożyli jako materiał dowodowy wiele wewnętrznych dokumentów Monsanto, w których min. mowa jest o dyskredytowaniu naukowców kwestionujących neutralność Roundupu dla organizmu, o ukrywaniu dowodów o innych, szeroko pojętych formach działalności w złej wierze i z premedytacją.
    Autor zaś stara się przedstawić przysięgłych, i wymiar sprawiedliwości USA w całości, jako twór niezdolny do analizy faktów, materiału dowodowego, działający wyłącznie na podstawie emocji.
    Czy ktoś z czytających i komentujących faktycznie został przekonany, że wyroki w takich sprawach zapadają wyłącznie na podstawie tego, który z prawników lepiej odegrał swoją rolę przed ławnikami? To nie sprawa o to, że ktoś się poparzył gorącą kawą w McDolandzie. Precedens jaki ustanowiła i jego reperkusje są zbyt poważne żeby ktokolwiek mógł sobie pozwolić na lekkomyślne ferowanie wyroków. Akurat jeśli chodzi o system prawny i wymiar sprawiedliwości, to jest on w Stanach dużo bardziej oparty na logice i "zimnokrwisty" niż chociażby w Polsce, gdzie właśnie w dużej mierze wyrok zależy od tego, kto i dla kogo go wydaje, a nie z jakiego paragrafu zapada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinieneś doczytać o sprawie z kawą w McDonaldzie... Mc wydał mnóstwo pieniędzy na oszczerczą kampanię PRową przeciwko poszkodowanej kobiecie (80 lat, 20% ciała popażone, 6% bardzo poważnie), właśnie w celu ośmieszenia sytuacji i zdyskredytowania oskarżeń. Wyrok wydany w jej sprawie także opierał się na faktach i wewnętrznych dokumentach, które mówiły np. o tym, że wiele osób poparzyło się kawą podawaną w wyjątkowo wysokiej temperaturze, ale zmiana systemu kosztowała by za dużo.
      https://en.wikipedia.org/wiki/Liebeck_v._McDonald%27s_Restaurants

      To właśnie sprawa o to, że ktoś popażył się kawą.

      Usuń
  9. "glifosat jest środkiem bezpiecznym dla ludzkiego zdrowia" a nad tekstem zdjęcie typów w maskach u których nie widać choćby skrawka ciała. Taki to bezpieczny środek dla ludzi.. ręce opadają Panie biologu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat takie wymogi narzuciło lobby anty-GMO między innymi Jeremy Rifkin. Przeciwnicy GMO doskonale zdają sobie sprawę z tego jak takie zdjęcie zadziała na umysły ludzi. Ręce to opadają jak wypowiadają się osoby niekompetentne w temacie. Polecam sprawdzić jakie osobistości stoją za książkami demonizującymi GMO i glifosat, bo np. jednym z nich jest były nauczyciel jogi tantrycznej, który ukończył rok kursu medytacji. Ot, cała jego edukacja. A Europa łyka jak pelikany...

      Usuń
  10. Co prawda to nie badania naukowe, ale w Argentynie w rejonach gdzie są opryski chorują i umierają ludzie i zwierzęta. Przypadek?
    http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/1,157051,20323014,co-truje-w-argentynie-zabije-nas-soja.html

    OdpowiedzUsuń
  11. 1. Weryfikacja jako metoda naukowa została obalona ponad pół wieku temu... a wy dalej się tego trzymacie.
    2. Thomas Kuhn / Paul Feyerabend wykazali historycznie, że każda teza naukowa jest motywowana ideologicznie. KAŻDA.
    3. W jaki sposób chcecie wykazać w badaniach histopatologicznych, że dany nowotwór został spowodowany daną substancją??? Wyczyn na miarę Nobla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W badaniach histopatologicznych chodzi o diagnozę. Bez tego trudno w ogóle oceniać co mogło spowodować chorobę.

      Usuń
    2. Moja córka ma nowotwór mózgu. Badania guza wykonywano w Polsce, w Londynie i w Wiedniu. Wszyscy stwierdzili, że nie ma sposobu, aby stwierdzić jaki czynnik spowodował ten nowotwór (wyściółczak anaplastyczny)... a także jakie czynniki powodują w ogóle ten typ nowotworu u wszystkich innych pacjentów.

      Usuń
    3. Czy byłby Pan uprzejmy wskazać publikację, w której to obalono "weryfikację" jako metodę naukową?

      Usuń
    4. Więc 'Thomas Kuhn / Paul Feyerabend wykazując historycznie, że każda teza naukowa jest motywowana ideologicznie' stawiając taką tezę byli motywowani ideologicznie ! Czy ja dobrze rozumiem, że nauka zjada własny ogon ?

      Usuń
    5. Jeśli chodzi o publikację obalającą weryfikację (indukcjonizm) to: Karl Popper, Logika odkrycia naukowego, 1934 (!).
      Co do Feyerabenda... tak! Zgodziłby się, co do tego, że jego antymetodologia także jest motywowana ideologicznie, jak wszystko inne. Mówi o tym, w artykule "Nauka jako supermarket".

      Usuń
  12. Dlaczego pan Łukasz zmienił zdjęcie tytułowe???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ nie odpowiadało rzeczywistemu obrazowi opryskiwania upraw glifosatem.

      Usuń
  13. Autorzyno....brak słów.. Tak bezpieczny jest,że hej...:) :) głiupiś cymbał. Nie pisz bzdur!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosze o podanie linka do 3 badań, które przeczą temu co autor opisał w artykule. Nie potrzeba nam wycieczek osobistych, a rzeczowej dyskusji.

      Usuń
  14. Ludzie się budzą i widzą kłamstwo w koncernach i sfałszowanych badaniach. Stop nwo! I takich pismakach jak ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak się "obudzą" to zrobią?
      Przestaną żreć jak świnie? Sami sobie marchewkę wyhodują?
      Przestaną chodzić w chińskich trampkach ?
      Nie będą używać prądu ?
      Nie będą używać gazu ?

      Sam się obudź bo chyba nie zauważyłeś w jakiej rzeczywistości żyjemy.

      Wystarczy aby "jeden mongoł z drugim" nie pił po 3 litry coli dziennie to cola byłby mała rozlewnia gdzieś w USA.

      Usuń
  15. Drogi autorze. Zapoznaj się z przypadkiem Fabiana Tomasi, może wtedy przestaniesz szerzyć teorie sfabrykowane przez Monsanto o rzekomej nieszkodliwości glifosatu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety takie czasy, że ludzie słuchają laików w tematach eksperckich. Portali z ładnym CSS, za to bez podpisów. Ławników, dających się zwieść erystyce. Kto będzie sluchac nudnych naukowców, skoro dostępne są proste odpowiedzi: dawno byo lepi, zdrowi i naturalniej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Już na jesieni pisaliśmy o opracowanej przez naukowców z Wydziału biologii Uniwersytetu Warszawskiego metodzie prowadzenia upraw żywności przy znaczącym ograniczeniu toksycznych oprysków i mineralnego nawożenia gleb. Zachęcam do lektury... https://oferta.uw.edu.pl/pl/n/17

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak na całkowicie bezpieczny środek, producent opatruje etykietkę dziwnymi znaczkami i rygorystyczną instrukcją użycia...

    A swoją drogą, skoro można jednego naukowca dezawuować że motywowany ideologicznie to czemu nie innych?

    OdpowiedzUsuń
  19. Jaka jest procedura nominacji do biologicznej bzdury roku?

    OdpowiedzUsuń
  20. z artykułu jasno wynika ze za wszystkie badania i publikacje ktoś płaci. Ktoś komu zalezy by w danym raporcie publikacji była broniona lub udowadniana jego tez bo dla niego jest opłacalna.
    A KTO PŁACI ZA TA PUBLIKACJE? jak sie dowiemy kto to wszystko nam sie wyjasni.

    OdpowiedzUsuń
  21. Biedna firma Monsanto, po raz kolejny ofiara niekompetencji sądów. W latach 60-tych i 70-tych Stany Zjednoczone stosowały w Wietnamie na skalę masową defoliant, który niszczył roślinność na rozległych obszarach, pozbawiając naturalnych kryjówek bojowników Wietkongu. Mnóstwo badań wykonanych na tym etapie przez rzeszę ekspertów wykazało, że środek ten niszczy wyłącznie roślinność, jest całkowicie nieszkodliwy dla ludzi i absolutnie nie zwiększa ich podatności na choroby nowotworowe. Zarówno defoliant, jak i ekspertów zapewniła firma Monsanto. Mimo to, o dziwo, w latach 80-tych sądy w USA zaczęły wydawać wyroki o odszkodowania. Defoliant miał oznaczenie wojskowe Agent Orange.

    OdpowiedzUsuń
  22. A jak już się bawimy w dochodzenie kto jakie badania finansował, to wypadałoby napisać, że badanie o niższej od kofeiny toksyczności glifosatu zostało zrobione przez Washington Friends of Farms & Forests. Organizacja ma w statucie propagowanie używania pestycydów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest różnica pomiędzy jawnym finansowaniem, a pomiędzy kłamaniem, że nie dostaje się pieniędzy, podczas gdy w rzeczywistości otrzymuje się co najmniej 160 tysięcy.

      Usuń
    2. W jednym miejscu powołujesz się na badania finansowane przez producentów pestycydów, w innym cytujesz tylko ten fragment ECHA, który pasuje pod postawioną tezę, pomijając resztę raportu (już nie tak korzystną dla glifosatu). Czy to nie jest przypadkiem taki "publicystyczny cherry picking"?

      Usuń
    3. Nie, ponieważ w tekście tym mowa o wpływie na zdrowie człowieka, to raz. Dwa, że o negatywnym wpływie preparatów z glifosatem na przyrodę wodną pisałem w innym artykule, który jest linkowany w tym artykule. Zachęcam do zapoznania się, zamiast szukania na siłę bezpodstawnych zarzutów pod fałszywą tezę. :-)

      Usuń