Kategorie:

Ile kosztuje otyłość? Zdrowotne, społeczne, ekonomiczne i środowiskowe koszty otyłości

Ze względu na epidemię nadwagi i otyłości w UE czy w USA, coraz więcej o tych problemach mówi się w mediach. Zajmują one polityków oraz innych decydentów z instytucji krajowych (np. Głównego Inspektoratu Sanitarnego), unijnych (np. Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności) czy międzynarodowych (np. Światowej Organizacji Zdrowia). W dzisiejszym artykule skupię się na tym, jakie koszty osobiste i zdrowotne ponosi osoba dotknięta nadwagą czy – przede wszystkim – otyłością, a także jakie są społeczne następstwa (koszty) wzrostu liczby zachorowań na otyłość, z którymi wszyscy musimy się borykać.

otyłość
Za: https://medicalxpress.com

Otyłość i nadwaga

Otyłość to choroba bezpośrednio
wynikająca przede wszystkim ze spożywania nadmiernej liczby kalorii oraz
znikomej aktywności fizycznej. Istnieją oczywiście przypadki, w których jednym
z głównych czynników wystąpienia otyłości jest inna choroba lub konieczność
brania specyficznych leków, ale nie stanowią one większości ani nawet połowy z
całości. Podkreślam to, ponieważ często gdy mówi się jasno i wprost o
dominujących przyczynach otyłości, w komentarzach pojawiają się anegdotyczne argumenty
negujące powody jej powszechności. „To bzdura, ja mam otyłość przez chorobę”,
„Przytyłem/am odkąd biorę leki, więc otyłość to nie jest wina złej diety” itp.
Wcale nie neguję takich sytuacji, ale trzeba wiedzieć, że nie są one
reprezentatywne dla ogółu. Badania naukowe i ich analizy jasno mówią, że rozwój
otyłości to w zdecydowanej większości przypadków efekt nieprawidłowego
odżywiania i braku odpowiedniej dawki ruchu. Predyspozycje genetyczne i
epigenetyczne, stres, zaburzenia mikrobiomu jelitowego czy niedobór snu to jedynie
dodatkowe, mniej znaczące z reguły czynniki (których jednak w podejściu
indywidualistycznym nie należy lekceważyć).
Pośrednio za epidemię nadwagi i
otyłości odpowiadają zasadniczo dwa kulturowo-ewolucyjne zjawiska. Pierwsze
odnosi się do diety i podaży kalorycznej, mającej największy wpływ na
zachorowanie na otyłość. W ciągu ostatniego stulecia radykalnie wzrosła
dostępność żywności w krajach wysokorozwiniętych. W szczególności problemem
jest łatwy dostęp i niska cena jedzenia wysokokalorycznego o znikomych innych
wartościach odżywczych. Chodzi o przekąski typu chipsy i słodycze, o fastfoody,
gotowe posiłki itd. Nigdy w historii ludzkości nie było tak, że za bardzo niską
cenę można zdobyć tak wiele „pustych” kalorii. Ponieważ są one bardzo smaczne,
to trudno się im oprzeć. Taka jest nasza natura i mrzonki o „wolnej woli” są
niestety zdecydowanie przesadzone. Samodyscyplina itd. mają znaczenie, ale nie
tak istotne jak głoszą kołcze i inni mówcy motywacyjni.

Drugi powód to związany z
motoryzacją i elektronizacją naszego życia drastyczny spadek aktywności
fizycznej. Do miasta jedziemy autobusem czy tramwajem, a nie raz nie fatygujemy
się nawet na przystanek tylko siadamy za kierownicę (tudzież zamawiamy taksówkę).
Opcja rowerowa jest zdecydowanie rzadsza, a pieszy spacer to wręcz wyjątek. Pranie
robi za nas pralka, a suszy je suszarka, naczynia myje zmywarka, kalkulator
mamy w telefonie więc nie musimy nawet ruszać się z krzesła po kalkulator
leżący gdzieś na półce, gdy chcemy coś policzyć. Przykłady można mnożyć.
Te dwie kluczowe zmiany w stylu
naszego życia zaszły przez postęp technologiczny w rolnictwie, motoryzacji czy
sprzętach domowego użytku. Nie jest on sam w sobie zły czy szkodliwy, ale wraz
z nim powinna iść systemowa i edukacyjna regulacja zachowań konsumenckich, tego
co dozwolone jest w marketingu w branży spożywczej, jakie normy poszczególne
produkty powinny spełniać, jakie akcyzy powinny być na nie nałożone, jakie
nawyki żywieniowe są złe, a jakie dobre dla zdrowia itd. Bez tego typu
odgórnych regulacji, wypracowanych przez naukowców, lekarzy, dietetyków,
polityków, prawników itp. po prostu popadamy w poważne kłopoty epidemiologiczne,
co udowodnił nam ten „historyczny eksperyment” w jakim wszyscy uczestniczymy.

Otyłość – jakie choroby powoduje lub zwiększa ich ryzyko?

Najbardziej oczywiste, bo
najszybciej zauważalne, są koszty zdrowotne osób z otyłością. Śmiertelność z
możliwych do uniknięcia powodów jest wśród otyłych znacznie wyższa niż u osób z
prawidłową masą ciała, chociaż badania pokazują też, że efekt ten u osób z
otyłością pierwszego stopnia nie jest aż tak wyraźny. Kiedy spojrzymy na
zebrane dane, żniwa epidemii otyłości stają się jeszcze bardziej przerażające.
W roku 2000 w USA 18,1% wszystkich zgonów (ponad 430 tys. śmierci) wynikało
głównie z palenia papierosów, ale na drugim miejscu (15,2% i ponad 360 tys.
śmierci) była zła dieta i niedobór aktywności fizycznej. Trzecie miejsce na
niechlubnym podium zajął alkohol z wynikiem 85 tysięcy zgonów (w liczbę tę nie
wliczają się wypadki samochodowe, dla których zgony oszacowano w ówczesnym roku
na ponad 40 tysięcy). To, co jeszcze niedawno było głównymi przyczynami śmierci
wśród ludzi – drobnoustroje czy zatrucia – zostało przez papierosy, zachowania
prowadzące do otyłości (przejedzenie i brak ruchu) oraz przez alkohol, i przy
pomocy rozwoju medycyny, sprowadzone na margines. Warto wspomnieć jeszcze, że
faktem jest, iż w niektórych przypadkach otyłość według analiz danych poprawia
szanse przeżycia w kontekście części chorób sercowo-naczyniowych. Jednak nie
jest to – jak głoszą osoby twierdzące, że otyłość jest zdrowa – skutkiem samej
otyłości. Naukowcy wskazują, że najprawdopodobniej jest to efekt bardziej
intensywnego leczenia osób otyłych, bo lekarze i pielęgniarki mają świadomość
ciążącego nad otyłymi większego ryzyka. Dodatkowo korekty w analizach
uwzględniające szerszy wachlarz chorób powodowanych otyłością często niweluje
ten paradoks.
Śmiertelność to ogólny obrazek
wprowadzający w temat. Co dokładniej się za nim kryje? Otyłość pośrednio lub
bezpośrednio prowadzi do rozwoju cukrzycy typu 2, zwiększa ryzyko
hipercholesterolemii (czyli nadmiernie podwyższonego stężenia cholesterolu) i
chorób sercowo-naczyniowych z nią związanych, może przyczyniać się do
wystąpienia nadciśnienia czy zakrzepicy. Nadmiar tkanki tłuszczowej, która
pełni funkcje endokrynne w organizmie, skutkuje podwyższonym
prawdopodobieństwem zachorowania na niektóre nowotwory związane z gospodarką
hormonalną, takie jak np. rak piersi. Dowiedziono też istotnego wpływu otyłości
na choroby wątroby, w tym bezalkoholowe stłuszczenie wątroby. Osoby otyłe mają
również podwyższone wskaźniki biochemiczne stanów zapalnych organizmu. Wszystko
to to jedynie niewielki ułamek całości schorzeń powiązanych z otyłością.
Wspominam właśnie o nich, bo zależność jest tutaj najlepiej przebadana, ale
trzeba pamiętać, że jest też wysokie prawdopodobieństwo tego, że otyłość
podnosi ryzyko dalszych patologii w układzie sercowo-naczyniowym, układzie
nerwowym, układzie oddechowym czy pokarmowym. Znany jest też bezpośredni
niekorzystny wpływ nadmiaru masy ciała na kości i stawy, w dużej mierze
niezależny od całej reszty, bo nie wynikający z hormonalnej aktywności tkanki
tłuszczowej. Po części niezależna jest też korelacja problemów ze zdrowiem
psychicznym, które wynikają nie tylko ze spowodowanych otyłością zaburzeń w
organizmie, ale także stygmatyzacji społecznej. Coraz to nowsze badania
pokazują, że jest ona nie mniej szkodliwa od dążenia do normalizacji, czyli
pokazywania nadwagi oraz otyłości jako czegoś prawidłowego i normalnego.

Społeczne, ekonomiczne i środowiskowe koszty otyłości

Zanim przejdę do kosztów epidemii
otyłości, jakie ponosi całe społeczeństwo, chcę wspomnieć o istotnym aspekcie
społecznym ukierunkowanym na dotknięte tą chorobą osoby. Ważne jest, że otyłość
utrudnia (a przy otyłości olbrzymiej wręcz uniemożliwia) różnego rodzaju
aktywności (np. rekreacyjne) i w efekcie mocno izoluje osobę otyłą od życia
społecznego. Nie przez brak odpowiednich rozwiązań, ale przez otyłość samą w
sobie, co unaoczniają liczne sytuacje, takie jak np. niemożność udania się z
przyjaciółmi na długą wycieczkę rowerową czy całodniowy spacer po górach z
rodziną. Badania i obserwacje wykazują, że ludzie z otyłością częściej mają
problem ze znalezieniem stałego zatrudnienia. Wiąże się to m.in. z problemem
zapewnienia specjalnej infrastruktury miejsca pracy dla osoby otyłej (wszyscy
korzystają z takich samych rzeczy, dla osoby otyłej trzeba zakupić często dodatkowe
przedmioty w wersji „XXXL”). Publikacje naukowe dotyczące otyłości i pracy
pokazują także, że osoby otyłe częściej są nieobecne w pracy z powodów
zdrowotnych, częściej też sięgają po odszkodowania po upadkach. Rozwiązania
tych problemów powinny być systemowe, poprzez walkę z otyłością, nie przez
karanie opłatami pojedynczych osób nią dotkniętych.
Niestety epidemia otyłości
obciąża całe społeczeństwo, wszystkich obywateli, system opieki zdrowotnej, a
także środowisko naszej planety. Dostosowanie publicznych instytucji, takich
jak ośrodki pomocy społecznej, szpitale czy przychodnie lekarskie, do masowo
napływających do nich osób otyłych, kosztuje podatników konkretne pieniądze.
Tymczasem problemu by nie było, gdyby wdrażano duże, poważne, systemowe
działania prewencji nadwagi i otyłości, takie jak edukacja, programy promocji
zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej, akcyza na wysokokaloryczne
niezdrowe produkty (np. chipsy, ciastka, fastfoody) i znakowanie ich jako
przyczyniających się do rozwoju nadwagi i otyłości (w formie podobnej do
rozwiązania, jakie zastosowano na paczkach papierosów).
W 2005 roku otyłość w ochronie
zdrowia kosztowała Amerykanów 190 miliardów dolarów. Na jedną osobę otyłą
przypadało o od 656 do 2741 dolarów rocznie więcej niż na osobę nieotyłą. Ponieważ
epidemia otyłości wiąże się z nową i większą produkcją, to obciąża także
środowisko poprzez emisję dodatkowych ilości gazów cieplarnianych czy wydobycie
i wytwarzanie rozmaitych surowców. Ze względu na osoby z otyłością większe
ilości paliwa potrzebują np. samoloty. W tym miejscu zawsze jednak podkreślam,
że transport lotniczy sam w sobie jest bardzo dla naszego klimatu zły, a
największy przyczynek do dramatu w tym zakresie dotyczy tych, którzy często i
regularnie latają – niezależnie od swojej masy ciała.
Epidemię otyłości wykorzystują
cwaniaccy przedsiębiorcy, oferujący różnego rodzaju suplementy diety i inne
środki, mające rzekomo pomagać w leczeniu otyłości. Jednak zdecydowana
większość z tych produktów to zwykły scam. Są one nieprzebadane, nie mają
żadnych dowodów na skuteczność, ich składniki są niepewne, a dawki tych
składników zwykle śmiesznie małe. Niestety ochrona osób otyłych przed tego
rodzaju oszustwami jest znikoma. Efekt jest taki, że chory myśli, że sobie
pomaga, a tak naprawdę nabija portfel naciągaczom, tracąc czas i pieniądze oraz
wolę do leczenia. Dlatego tak istotne jest, by Główny Inspektorat Sanitarny,
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Rada Etyki Reklamy zajmowały się
tym i z pełną surowością karały nieuczciwych biznesmenów.

Epidemia otyłości groźna jak nigdy

Stale rosnąca liczba osób z
nadwagą i otyłością nie dotyczy tylko dorosłych. Niestety coraz częściej
przekarmiane są także dzieci. Jest to o tyle groźniejsze, że nadwaga i otyłość
w młodym wieku znacznie zmniejszają szanse na wyleczenie w przyszłości,
ponieważ osoby takie mogą mieć więcej komórek tłuszczowych i ich prekursorów,
czyli preadipocytów. Co więcej, złe nawyki ukształtowane we wczesnym wieku
trudniej będzie potem zastąpić właściwymi, zdrowymi zwyczajami. Wszystko to
sprawia, wraz z wcześniej nakreślonym ewolucyjnym kontekstem zmieniających się
szybko warunków, że otyłość jest obecnie jednym z największych wyzwań z zakresu
zdrowia publicznego w krajach wyżej rozwiniętych. USA już zbierają tego
gigantyczne żniwa, my w UE niedawno zaczęliśmy – przynajmniej na taką dużą
skalę. Jeśli nie zaczniemy działać czy też będziemy przymykać oko na
sabotowanie walki z otyłością przez duże koncerny fastfoodowe oraz ideologiczne
ruchy głoszące, że otyłość jest czymś prawidłowym i zdrowym, problem przybierze
absurdalnie wręcz dużych rozmiarów.
Prowadzenie bloga naukowego
wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to
często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc
stworzyć profil na Patronite,
gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki
temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć
złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu
wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę
poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.
Literatura
Adam, Tanja C., and Elissa S. Epel. „Stress, eating and
the reward system.” Physiology & behawior (2007).
Barness, Lewis A., John M. Opitz, and Enid Gilbert‐Barness.
„Obesity: genetic, molecular, and environmental
aspects.” American Journal of Medical Genetics Part A (2007).
Bleich, Sara N., et al. „Why is the developed world
obese?.” Annual review of public health (2008).
Bojanowska, Ewa, and Joanna Ciosek. „Can we selectively
reduce appetite for energy-dense foods? An overview of pharmacological
strategies for modification of food preference behavior.” Current
neuropharmacology (2016).
Bray, George A. „Medical consequences of
obesity.” The Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism (2004).
Diercks, Deborah B., et al. „The obesity paradox in
non–ST-segment elevation acute coronary syndromes: results from the Can Rapid
risk stratification of Unstable angina patients Suppress ADverse outcomes with
Early implementation of the American College of Cardiology/American Heart
Association Guidelines Quality Improvement Initiative.” American
heart journal (2006).
Drewnowski, Adam, and Stephen E. Specter. „Poverty and
obesity: the role of energy density and energy costs.” The American
journal of clinical nutrition (2004).
Grundy, Scott M. „Obesity, metabolic syndrome, and
cardiovascular disease.” The Journal of Clinical Endocrinology &
Metabolism (2004).
Habbu, Amit, Nasser M. Lakkis, and Hisham Dokainish.
„The obesity paradox: fact or fiction?.” The American journal of
cardiology (2006).
Haslam DW, James WP. „Obesity.” The Lancet (2005).  
James, W. P. T. „The fundamental drivers of the obesity
epidemic.” Obesity reviews (2008).
Keith, Scott W., et al. „Putative contributors to the
secular increase in obesity: exploring the roads less
traveled.” International journal of obesity (2006).
Lau, David CW, et al. „2006 Canadian clinical practice
guidelines on the management and prevention of obesity in adults and children
[summary].” Cmaj (2007).
Mokdad, Ali H., et al. „Actual causes of death in the
United States, 2000.” Jama (2004).
Neovius, Kristian, et al. „Obesity status and sick
leave: a systematic review.” Obesity reviews (2009).
Nestle, Marion, and Michael F. Jacobson. „Halting the
obesity epidemic: a public health policy approach.” Public health
reports (2000).
Oreopoulos, Antigone, et al. „Body mass index and
mortality in heart failure: a meta-analysis.” American heart journal
(2008).
Østbye, Truls, John M. Dement, and Katrina M. Krause. „Obesity
and workers’ compensation: results from the Duke Health and Safety Surveillance
System.” Archives of internal medicine (2007).
Shoelson, Steven E., Laura Herrero, and Afia Naaz.
„Obesity, inflammation, and insulin
resistance.” Gastroenterology (2007).
Vicennati, Valentina, et al. „Stress‐related development
of obesity and cortisol in women.” Obesity (2009).

 

 

Bioksiążka

 

Najnowsze wpisy

`

Liczba komentarzy: 17 na temat “Ile kosztuje otyłość? Zdrowotne, społeczne, ekonomiczne i środowiskowe koszty otyłości

  1. Mam wrażenie, że większość osób otyłych (w takim stopniu, że ich codzienne życie jest utrudnione, mają problem z chodzeniem itp) nie jedzą po prostu za dużo i to nie wina braku ruchu. Tylko to wina zaburzeń odżywiania. To tak jak napisać że rak płuc często jest powodowany substancjami smolistymi w organizmie, a nie paleniem. W przypadku osób, które doprowadzają się praktycznie do kalectwa i niszczą sobie życie nadmiernym objadaniem, to ich codzienne zachowanie jest już skutkiem zaburzenia psychicznego/uzależnienia. Przecież zdrowa psychicznie i fizycznie osoba żyje tak, żeby czuć się dobrze. A nie żeby po każdym posiłku czuć ból z przejedzenia. Zdrowa osoba natomiast jak najbardziej może przytyć na przkład po zmianie pracy na siedzącą. Ale to nie będzie 50kg. Mam wrażenie, że w swojej krucjacie postrzegasz otyłość jako po prostu wybór, i wystarczy, że ludziom się zechce nie być grubymi ale po prostu są za leniwi. Zaburzenia odżywiania niszczą mi życie od 5 klasy podstawowej, terapie mi nie pomogły, psychiatra też, walczę sama codziennie. Oczywiście, to co napisałeś w artykule to prawda, ale czy to jest pragmatyczne i komuś pomaga?

    1. Otyłość to efekt, który nie pojawia się nagle. Pracujemy na niego latami. Jeżeli komuś nie przeszkadza plus kilogram masy ciała rocznie w wieku dwudziestu lat to w okolicach czterdziestki będzie poważnie chory. Z drugiej strony czy jest sens przejmować się kilogramem na rok?;-) Znam kilka osób z "grubymi kośćmi" i wiedzą dokładnie dlaczego mają wysokie BMI. Jedni winią hormony, inni ciąże. Są tacy, którzy mają wielkie mięśnie tylko niewidoczne przez kilka centymetrów tłuszczu. Część osób twierdzi, że BMI to głupi wskaźnik bo jak jest zdrowy/silny chłop to musi ważyć. W każdym razie nikt nie czuje odpowiedzialności za to wysokie BMI. Jak ktoś nie widzi problemu to nie widzi też sensu niczego zmieniać. Jak ktoś je jeden posiłek dziennie czyli kolację to przecież nie dałby rady jeść śniadania bo to za trudne. Oczywiście są też wyjątki i można je spotkać na przykład w klubach fitness. Nawet jeżeli ktoś jest otyły, ale zmienia swój styl życia to będzie kiedyś zdrowy. Klub fitness jest potrzebny dlatego, że można tam znaleźć motywację do zmiany trybu życia. Motywacją są ludzie, którzy kiedyś mieli ten sam problem i są w stanie pomóc z niego wyjść.

    2. Ja miałam badania dotyczące genów, wrażliwości na gremlinę i leptynę. Mam zaburzenia. Duże. Muszę do końca życia albo brać leki (obecnie Mysimbę), albo poddać się (na NFZ) resekcji żołądka. Nie jestem gruba, mam prawie (o 2 stopnie) dobre BMI. Tylko ja wiem, ile mnie to kosztuje (szczególnie teraz, gdy po wypadku mam problemy z poruszaniem się i ukochane spacery odpadają). Ludzie naprawdę otyli mają w większości zaburzone łaknienie, te same błędy w zapisie genowym, jak ja. Mogą mieć też problemy z reakcją mózgu na sygnały organizmu mówiące: dość, wystarczy, nie jesteś głodny. Organizm może mieć tendencje do odkładania "złego" tłuszczu.O ile szanuję autora za "całokształt", to poglądy na przyczyny otyłości ma z poprzedniego wieku. Nie mówię o nadwadze, a o otyłości.

  2. "Otyłość to choroba bezpośrednio wynikająca przede wszystkim ze spożywania nadmiernej liczby kalorii oraz znikomej aktywności fizycznej."
    A bieda to efekt wydawania więcej pieniędzy niż się zarabia
    Prawda w obu przypadkach jest zdecydowanie bardziej skomplikowana

    1. To jest właśnie problem otyłych ludzi. "(…)bieda to efekt wydawania więcej pieniędzy niż się zarabia". Otyłość/nadwaga po prostu jest. Sama się wzięła i nie wiadomo czy będzie chciała nas opuścić. Osoba dotknięta tym problemem nie ma możliwości żądać, aby ten nadmiarowy tłuszcz sobie poszedł bo tłuszcz nie rozumie.

    2. Artykuł to brednie. Chorowalam pare lat temu na depresję, dostalam leki po ktorych w tydzien przybylo mi 7 (!!) kilogramow. Sam lekarz był przerażony ze tak na mnie podziałały. A nie byłam grubą osobą. Po odstawieniu lekow waga sama bez żadnych zabiegow z mojej strony spadła do normalnego poziomu. Człowieku zanim zabierzesz sie za pisanie bzdur z XIX wieku to doedukuj sie posiłkując najnowszymi badaniami.

    3. "często gdy mówi się jasno i wprost o dominujących przyczynach otyłości, w komentarzach pojawiają się anegdotyczne argumenty negujące powody jej powszechności. „To bzdura, ja mam otyłość przez chorobę”, „Przytyłem/am odkąd biorę leki, więc otyłość to nie jest wina złej diety” itp. Wcale nie neguję takich sytuacji, ale trzeba wiedzieć, że nie są one reprezentatywne dla ogółu."

      Większość badań, na jakie się powołuję są z XXI wieku, nie z XIX.

    4. Jesteś stronniczy. Używasz stwierdzenia "argument anegdotyczny", tak jakby to były jakieś jednostkowe przypadki, gdy sam uznajesz, że te anegdotyczne powody to "nie więcej jak połowa, a nawet nie połowa", czyli zaraz się pewnie okaże, że stygmatyzujesz 45%.

  3. … „To bzdura, ja mam otyłość przez chorobę”, „Przytyłem/am odkąd biorę leki, więc otyłość to nie jest wina złej diety” itp. Wcale nie neguję takich sytuacji, ale trzeba wiedzieć, że nie są one reprezentatywne dla ogółu.
    Nie podoba mi sie autorze ze tak troszkę protekcjonalnie podszedłeś do tematu… Ja tam wam gwarantuje ze nie choroby i leki sa winne otyłości w zadnym wypadku. Tylko bilans kaloryczny się liczy. Człowiek nie jest perpetuum mobile. W obozach pracy czy na wojennych frontach tez byli ludzie z chorobami, jakoś nikt gruby stamdad nie wrócił:) Mimo wszystko kazdy artykul o otylosci i o tym problemem jest na plus. Pozdrawiam

    1. Nie jest to reprezentacyjne dla ogółu, ale już reakcja na osoby otyłe bardzo często jest jedna: spaślak nie ćwiczy i się obżera więc jest gruby. Moja żona w swoim nastolectwie chorowała i brane leków zaburzyły jej gospodarkę hormonalną do dzisiaj. Widzę ile je – je mniej, niż ja. 2 razy w tygodniu pilates + 2 razy albo basen, albo biegnie 40 minut. Mam szczupłych znajomych, którzy mają gorszą kondycję, niż ona (widać to np. po wchodzeniu na imprezę na 3. piętro, gdzie niektórzy już mają problem z równym oddechem, a ona nie). I widzę też po znajomych: są tacy, którzy nic ze sobą nie robią, nie ćwiczą, jedzą byle się najeść, a nie, żeby zdrowo i są szczupli. Ja, żeby się w swoim BMI utrzymać muszę ćwiczyć codziennie i pilnować, żeby po każdym posiłku być trochę "niedojedzonym". Z innej strony: ja zawsze byłem słaby fizycznie i na rękę przegrywałem z wszystkimi z kumpli z ekipy. A mam jednego, który jest o głowę wyższy ode mnie, dłoń ma z półtora razy szerszą niż ja i choćby chlał i nie ćwiczył, to nigdy z nim nie mam szans. Problem jest skomplikowany i gdyby chodziło tylko o to, żeby mniej jeść i trochę poćwiczyć, to myślicie, że te osoby nie chciałyby tego zmienić?? Żeby nie bać się wyjść z domu z lękiem za każdym razem ktoś cię może obśmiać. Argument z obozami pracy jest śmieszny: oczywiście, że jak odetniesz jakiekolwiek jedzenie, to schudniesz.
      "Ja tam wam gwarantuje ze nie choroby i leki sa winne otyłości w zadnym wypadku." co za bzdura i jaka buta. Pewnie kolega spędził lata na badaniu tematu i to uprawnia go do takich komentarzy? "Gwarantuję", ja p**rdolę.
      (dodam jeszcze tylko, że choroba żony nie jest wyimaginowana: sprawiła, że nie będziemy mogli mieć dzieci).
      Ale co tam emocje pojedynczych ludzi. Ot, taki argument anegdotyczny.

    2. Nawiązując do obozów pracy, czyli jak nic się nie je to się schudnie, ale będąc chorym, pilnując się i ćwicząc się nie schudnie? Myślę, że obozy były straszne, ale dały nam ten niepodważalny argument na temat utraty wagi. Proponuję policzyć jedzone kalorie, może poprostu jest ich więcej niż się szacuje.

  4. Piszesz o nadwadze nie o otylosci. Ludzie leniwi, lubiacy sobie podjesc to ludzie z nadwaga. Otylosc to choroba a w zasadzie manifestacja choroby psychicznej – zazwyczaj. W wiekszosci przypadkow ludzie otyli zaczeli sie obzerac po jakiejs traumie. Czest tez sa to problemy z samoocena z dziecinstwa. I nie nie zawsze zajume to lata, jak piszez ze +1 kg co roku to po 40 jestesmy otyli. tyle sa dzieci, nastolatkowi ludzie w kazdym wieku. Artykol jest sronniczy i nieprzemyslany. Negowanie problemow z waga osob chorych (na inne nic otylosc/depresja/zaburzena zywieniowe) choroby jest nei do zaakceptowania w powaznym artykole. Jest dowiedzione naukowa ze wiel lekow powoduje zatrzymanie wody w organizmie i tycie lub tez chudniecie. Zalezy od leku, tego po prostu nie mozna negowac.

  5. Bardzo ciekawy i dobrze napisany artykuł.
    Przez leki w ciągu paru miesięcy przytyłam ok. 10 kg. Ale leki zwiększały tylko łaknienie, jedzenie pochłaniałam w za dużych ilościach ja sama. Po raz pierwszy wtedy zrozumiałam, co znaczy, że nie można się opanować…
    Problem chyba leży w bilansie energetycznym, jak w ekonomii czy finansach. Jak się nie zgadza, to mamy manko albo zysk.

  6. Jestem otyły drugiego stopnia jak mniemam. Jem dobrze, czasem się ruszam, chodzę do sjlepu a nie jadę i czasem pójdę na siatkówkę czy basen. Ale mam jeden problem. Uwielbiam słodkie napoje. Czasem łączę je z pizzą, chipsami albo ciastem. Potrafię na noc przyjąć 1000-2000kcal. I cały dzień starania w plecy. Uzależnienie od cukru wyniósłem z dzieciństwa, zaopatrzony w piękne reklamy CocaColi. Jestem za akcyza na fastfoody. Za ograniczeniami dla wody z cukrem dla dzieci, patrz Tymbark Waterrrr, za energetykami od 13 roku życia, za informacja na pół opakowania o szkodliwości. I jeszcze jedna sprawa, kiedyś mięso jadło się dwa-trzy razy w tygodniu, teraz dwa – trzy razy dziennie. Efekt leków proszę aby każdy sprawdzał z aplikacją gdzie wpisze wszystko co zjadł i wypił i zobaczymy czy te leki są takie złe czy przypadkiem za dużo się nie je.

    1. Po co tworzyć dziwne nakazy i zakazy państwowe, odgorne. O wiele prościej zaplanować sobie konkretny wysiłek fizyczny chociażby w formie ćwiczeń cardio. Do tego zainstalować sobi3 jedna z aplikacji typu myfitnesspal- do kontrolowania przyjmowanych makroskladnikow, troche prostych przepisow na zdrowe jedzenie i odrobiną wytrwałości. Tworzenie akcyzy i innych podatków nie poprawi sytuacji. Zobacz ile kosztują papierosy w porównaniu do chociażby 15 lat wstecz. Co do ostrzeżeń: od wielu lat trąbi się o szkodliwości napojów slodzonych. Nawet osobniki pokroju Zięb którzy wykazują ignorancje w innych dziedzinach to w przypadku napojów typu cola wszyscy mówią jednym głosem. Czy to powstrzymuje Cię od ich spożywania? Czy myślisz że powstrzyma Cię naklejka z ostrzeżeniem? Naprawe problemu trzeba zacząć od siebie… . A nie od tworzenia dziwnych regulacji

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *