Kategorie:

Czy żywność ekologiczna (organiczna, bio) jest zdrowsza i lepsza dla środowiska?

Produkty spożywcze pochodzące z rolnictwa ekologicznego są w Polsce coraz popularniejsze. Powszechnie panuje przekonanie, że jeżeli żywność zawiera charakterystyczny listek oznaczający unijny certyfikat albo chociaż przedrostek „eko”, „bio”, czy „organic” w nazwie bądź opisie, to na pewno musi być lepszej jakości. Oceniana jest wtedy jako bardziej odżywcza, zdrowsza, bogatsza w związki prozdrowotne. Co więcej, często spotykam się z poglądem, że produkcja żywności ekologicznej jest przyjazna środowisku. Promocja takich postaw trwa od lat i wymaga dużych nakładów finansowych oraz aktywności „organicznej” branży w mediach. Pytanie, czy oprócz biznesu jest w tym coś więcej? Czy prawdą jest, że żywność ekologiczna (organiczna, bio) jest lepsza dla zdrowia, a jej produkcja mniej obciążająca przyrodę i środowisko?

jedzenie ekologiczne

Rolnictwo ekologiczne – czym
się charakteryzuje?

Czym właściwie jest rolnictwo
ekologiczne i jak powstało? Charakteryzuje się ono przede wszystkim stosowaniem
środków ochrony roślin (pestycydów) głównie pochodzenia naturalnego, tzn. nie
wynikającego z sztucznej syntezy przeprowadzanej przez człowieka – aczkolwiek
są wyjątki. Nawozy też muszą być naturalne, tzn. rolnictwo ekologiczne
dopuszcza np. kompost. Kolejny bardzo ważny element – dla wielu pierwszy i
najistotniejszy – to zakaz wykorzystywania w hodowli i uprawach organizmów
zmodyfikowanych genetycznie. Nie wolno też podawać zwierzętom antybiotyków (chyba,
że zwierzęta są bardzo poważnie chore), a roślinom hormonów regulujących ich
wzrost. Dla rolnictwa organicznego istotne, ale nie zawsze obligatoryjne, są
też: płodozmian, dążenie do stosowania biologicznych metod ograniczania liczebności
szkodników, zachowywanie jak najwyższej bioróżnorodności na terenie uprawy,
dbanie o dobrostan zwierząt hodowlanych (większość tych cech jest też typowa i
bywa obowiązkowa, preferowana lub zalecana w rolnictwie konwencjonalnym, np. w
kwestii dobrostanu zwierząt, bioróżnorodności albo płodozmianu). Rolnictwo
ekologiczne (zwane też organicznym, co jest kalką językową, lub rolnictwem bio)
pomimo postępu technologicznego i naukowego stara się być jak najbardziej
tradycyjne w potocznym rozumieniu przedindustrialnym. Warto jeszcze podkreślić, że rolnictwo ekologiczne nie jest równoznaczne z rolnictwem ekstensywnym. Twarde cechy rolnictwa ekologicznego to: zakaz GMO, syntetycznych pestycydów i nawozów oraz nacisk na preparaty homeopatyczne. Nic z tych rzeczy nie odnosi się do intensywności czy ekstensywności uprawy. 
Choć trudno mówić, by rolnictwo
było działalnością „zgodną z naturą”, bo jest bardzo dużą ingerencją w przyrodę,
to tak właśnie zwolennicy jego ekologicznej odmiany często to określają. Nie
dlatego, że rolnictwo organiczne jest przyjazne środowisku, ale ponieważ
kładzie nacisk na starowieczne metody użyźniania czy ochrony i karmienia oraz
leczenia, a ogranicza lub wyklucza nowoczesne. W rolnictwie tym wykorzystuje
się pestycydy naturalnie produkowane przez np. rośliny czy bakterie, jak
również chemiczne związki nieorganiczne, w tym bardzo toksyczne substancje
zawierające miedź, np. siarczan miedzi (toksyczny szczególnie dla organizmów wodnych). Ekologiczne rolnictwo dopuszcza też wypalanie
chwastów – w końcu ogień jest naturalny. Metoda ta wśród rolników ekologicznych
znajduje zastosowanie np. przy uprawach cebuli czy marchwi. Niektórzy
zwolennicy rolnictwa ekologicznego wykorzystują też biologiczne środki ochrony
roślin, np. bakulowirusy jako insektycydy. Nawozy także powinny być jak
najbardziej naturalne – np. z kompostu czy w postaci sproszkowanych minerałów.
żywność ekologiczna

Skąd się wzięło rolnictwo
ekologiczne? Historia powstania upraw organicznych

Skąd w ogóle wzięło się rolnictwo
ekologiczne? Z czego wywodzą się jego idee? Są tutaj dwa różne konteksty, które
zupełnie inaczej uwidaczniają rozwój rolnictwa ekologicznego. Pierwszy
pokazuje, że rolnictwo ekologiczne to po prostu stare praktyki, rozwijane od
tysięcy lat. Jednak w świetle dzisiejszej sytuacji, kiedy produkty z rolnictwa
ekologicznego muszą spełniać konkretne kryteria i są certyfikowane,
najważniejsza jest historia tej gałęzi od strony systemu i zasad prawnych,
które ją tworzą. Zaczyna się ona w pierwszych dekadach XX wieku, kiedy Rudolf
Steiner – wpływowy austriacki filozof, ezoteryk i ideolog – zaczął sprzeciwiać
się nowoczesnym wówczas nawozom azotowym. Uważał, że dobre jest to, co
naturalne. Wierzył też w słuszność tego, co dziś nazwalibyśmy hipotezą Gai, czyli
poglądu, według którego Ziemia i jej wszystkie elementy są na swój sposób
jednym, żywym organizmem. Jest to oczywiście idea absurdalna, a całe mnóstwo
dowodów z zakresu biologii, geologii czy klimatologii przeczy jej i na dzień
dzisiejszy jest już traktowana bardziej jako parareligia.
Oprócz tego Steiner uważał, że
nasza planeta czerpie z Wszechświata nieznaną energię kosmiczną, czego
dowiedział się z mistycznych wizji. Moc ta miałaby trafiać na Ziemię przez rogi
bydła. Do dziś część rolników organicznych sporządza z nich preparaty homeopatyczne i stosuje je na swoich uprawach lub zakopuje je w całości, aby – jak wierzą i do czego stosują się
zgodnie z naukami Rudolfa Steinera – wzmacniały rośliny, a po ich spożyciu trafiały
do krwi człowieka i poprawiały jego zdrowie. Protoplasta rolnictwa organicznego
nie do końca uznawał też istnienie chorób roślin – sądził raczej, że ich problemy
wynikają z oddziaływania Księżyca na glebę. Jeszcze inna nietypowa praktyka
rekomendowana przez Steinera, z której wyrosło rolnictwo organiczne, polegała
na zbieraniu szkodników (gryzoni, owadów, chwastów), paleniu ich, a następie
posypywaniu pól popiołem, co miało je przed nimi chronić w przyszłości. Tak
wyglądały początki rolnictwa organicznego, nazywanego wtedy jeszcze
biodynamicznym, które dzisiaj uchodzi za jedną z jego odmian.

rolnictwo ekologiczne
Przygotowywanie rogów w rolnictwie ekologicznym. Za: biodynamics2024

Idea ekologicznego rolnictwa
zainteresowała Brytyjczyka, Jamesa Waltera, który wymyślił współcześnie
stosowany termin „rolnictwo organiczne”, po polsku nazywane rolnictwem
ekologicznym (nazwa oficjalna, prawna) albo rolnictwem bio (nazwa potoczna). Zaraz
po II Wojnie Światowej Eve Balfour – zwolenniczka rozmawiania z duchami – zainicjowała
powstanie Soil Association (Towarzystwo Glebowe), będące pierwszym i głównym
ośrodkiem certyfikacji upraw i produktów ekologicznych. Niech nie zmyli Was
jego profesjonalnie brzmiąca nazwa, gdyż była to organizacja parareligijna i
okultystyczna. Dopiero z czasem przekształciła się w gigantyczny agrobiznes (w
skali świata 20 mld. USD w 2001 roku, 23 mld. USD w 2002 roku, 43 mld. USD w
2015 roku, ponad 60 miliardów USD w 2017 roku), mający ogromny wpływ na
ustanawianie prawa dotyczącego rolnictwa i rynku żywnościowego, w tym także w
Unii Europejskiej.
Przeczytaj także: Czy
glifosat powoduje raka?
W obliczu wszystkich powyższych
faktów nie dziwi już dlaczego rolnictwo organiczne, ludzie i organizacje, które
je zakorzeniają, promują, sankcjonują i legitymizują prawnie, gospodarczo oraz politycznie
homeopatię czy preparaty ziołowe zamiast leków czy uznanych środków ochrony
roślin. Rolnictwo ekologiczne nie wywodzi się z agrobiologii, botaniki, ogrodnictwa,
sadownictwa, leśnictwa czy ochrony środowiska, lecz z mieszanki okultyzmu,
homeopatii i parareligijnych wierzeń oraz nietypowych ideologii, wynikających z
obaw – w czasie, kiedy się pojawiały, być może częściowo uzasadnionych – o
przyszłość rolnictwa w obliczu jego uprzemysławiania.

Czy w rolnictwie ekologicznym stosowane są pestycydy? Czy
w żywności bio znajduje się chemia?

Nie ma racji ten, kto twierdzi że
w rolnictwie ekologicznym nie stosuje się pestycydów ani innej „chemii”.
Wydajność rolnictwa organicznego jest i tak niska (średnio o ponad 20% niższa w
porównaniu do zwykłego rolnictwa), a bez środków ochrony roślin byłaby jeszcze
gorsza. Wobec tego rolnictwo ekologiczne jak żadne inne potrzebuje pestycydów i
nawozów. Zgodnie z tym, o czym już wcześniej wspomniałem, w uprawach bio
preferuje się substancje pochodzenia naturalnego. Nie gwarantuje to, że będą
mniej toksyczne – jedne z największych trucizn tworzy sama natura, o czym
przypominają nam choćby grzyby. Aby chronić się przed szkodliwymi metabolitami,
jakie produkują, konieczne jest wykorzystywanie fungicydów, czyli pestycydów
grzybobójczych. Zwalczanie chwastów opiera się na herbicydach (w rolnictwie
ekologicznym wykorzystuje się głównie niechemiczne niszczenie chwastów, takie
jak wypalanie), owadów na insektycydach, a nicieni na nematocydach.
Pestycydy ze swej natury i
definicji muszą zwalczać szkodniki, więc obojętnie czy są pochodzenia
naturalnego czy stworzone przez człowieka, czy akceptuje je rolnictwo
ekologiczne bądź też nie – muszą skutecznie usuwać z upraw niepożądane grzyby,
chwasty i bezkręgowce. Warto zdawać sobie też sprawę z tego, że zanim
jakikolwiek środek zostanie dopuszczony do ochrony roślin, należy go poddać
szczegółowym badaniom i procesowi rejestracji co trwa średnio 11 lat. Kiedy
środek je przejdzie, może zostać wprowadzony na rynek i być stosowany.
Dopuszczenie do użycia w rolnictwie ekologicznym to dopiero kolejny krok, a
jedynym kryterium jest tu naturalność. Podział na pestycydy pochodzenia
naturalnego i syntetyczne jest więc również niefunkcjonalny z punktu widzenia
bezpieczeństwa środowiska czy też zdrowia, biorąc pod uwagę ewentualne ich
pozostałości w żywności. O tym, czy dany związek chemiczny będzie skuteczny
oraz jak będzie wpływał na poboczne organizmy, decyduje jego budowa chemiczna,
czas i okoliczności zaaplikowania, dawka oraz substancje towarzyszące a nie
pochodzenie czy droga uzyskania.
rolnictwo ekologiczne wypalanie chwastów
Wypalanie chwastów. Za: Machinery Channel

Jeden przykład, choć nie w pełni
wpisujący się w definicję pestycydu, przytoczyłem już wcześniej – ogień.
Ponieważ można go uznać za coś „naturalnego”, to jest w rolnictwie ekologicznym
dozwolony. Wypalanie chwastów stanowi jeden ze sposobów praktykowanych przez
rolników organicznych, chociaż nie jest to wcale metoda przyjazna dla
bezkręgowców. Nie sprzyja też ochronie bioróżnorodności, a podobno właśnie na
tym rolnictwu ekologicznemu powinno zależeć (w tym miejscu warto dodać dwie
kwestie: wypalanie chwastów na polu to nie to samo co niszczycielskie wypalanie
łąk; bioróżnorodność w uprawach niekoniecznie jest dobra dla środowiska – i
potwierdzają to coraz częściej duże badania naukowe – o czym szerzej napiszę w
dalszej części artykułu). Ponownie widać, że to co dozwolone w rolnictwie
organicznym wcale nie musi być korzystne dla przyrody, ale przejdźmy do
następnych, jeszcze bardziej wyrazistych przykładów, dotykających również
kwestii żywienia i zdrowia człowieka.
W rolnictwie ekologicznym
preferowanym fungicydem, czyli grzybobójczym środkiem ochrony roślin, jest
siarczan miedzi. Jest to białawy, łatwo rozpuszczalny w wodzie proszek o
przyjemnym zapachu i bardzo toksycznych właściwościach. Stosowany niezgodnie z
instrukcją ma negatywny wpływ na organizmy żyjące w wodzie i glebie, a także na
rolników. Tymczasem w Unii Europejskiej jest najczęściej stosowanym pestycydem
w rolnictwie ekologicznym. Oczywiście jego prawidłowe, zgodne z przeznaczeniem
i zasadami zastosowanie jest znacznie mniej szkodliwe niż wybrzmiewa to z
mojego opisu, a pozostałości w żywności powinny być na bezpiecznym poziomie (W
UE 96% badanych próbek żywności z całego rolnictwa charakteryzuje się poziomami
pozostałości pestycydów zgodnymi z unijnymi standardami, które i tak są bardzo
zawyżone). Moim celem nie jest tutaj straszenie tym fungicydem, tylko
pokazanie, że rolnictwo organiczne chętnie z silnie toksycznych pestycydów
korzysta.

siarczan miedzi
Siarczan miedzi. Za: gardeners.com

Ciekawe badanie naukowe
przeprowadzono w odniesieniu do owadzich szkodników upraw soi i zwalczających
je insektycydów. Naukowcy sprawdzili dwa pestycydy dopuszczone w Kanadzie w
rolnictwie organicznym (olej mineralny oraz grzyb z gatunku Beauveria
bassiana
pasożytujący na stawonogach; na marginesie przypomnę o argumencie
zwolenników rolnictwa ekologicznego, że GMO jest złe, bo wpuszcza się do
środowiska coś rzekomo „nieprzebadanego” – w rolnictwie organicznym wypuszcza
się do środowiska patogeny, co racjonalnie rzecz biorąc powinno budzić większe
obawy) i cztery syntetyczne (dimetoat,
cyhalotryna, spirotetramat i flonikamid) pod kątem ich wpływu na mszyce i ich
wrogów – biedronki. Eksperyment zrobiono w warunkach polowych, a nie w
laboratorium, co dodaje wynikom realistyczności. Okazało się, że najbardziej
szkodliwe były pestycydy z rolnictwa ekologicznego przy jednoczesnej mniejszej
skuteczności. Co więcej, pestycydy rolnictwa organicznego były mniej selektywne
– zabijały szerszą gamę owadów innych niż szkodniki, w porównaniu z pestycydami
syntetycznymi.
Mitem jest więc, że rolnicy
organiczni pestycydów nie stosują. Wykorzystują insektycydy i fungicydy (oraz
nawozy), kierując się przy ich wyborze nie tym, jaką mają budowę chemiczną i
jak działają, czy są skuteczne czy nie, bądź bardziej lub mniej szkodliwe dla
ludzi oraz środowiska, lecz wybierają to, co dopuszcza doktryna rolnictwa
ekologicznego i stojące na jej straży organizacje certyfikujące (a więc to co
nie jest syntetyczne lecz na swój sposób – nie zawsze bezpośredni – ma
pochodzenie naturalne). Jeśli mikotoksyny, bakteryjne trucizny czy
furanokumaryny barszczu Sosnowskiego nie przekonują kogoś o tym, że nie zawsze
to co naturalne jest lepsze, to przykłady z rolnictwa ekologicznego powinny dać
dodatkowo do myślenia.

rolnictwo ekologiczne w UE
Udział upraw ekologicznych w rolnictwie UE w latach 2007-2015. Za: Politico

Czy żywność organiczna jest zdrowsza od konwencjonalnej?
Czy zdrowa żywność i żywność ekologiczna to synonimy?

Kolejny często powtarzany pogląd głosi,
że żywność organiczna jest ze swej natury zdrową żywnością oraz lepszą od
konwencjonalnej. Czy aby na pewno? Warto rozpatrzyć to w trzech kontekstach. Pierwszy
– bezpieczeństwa żywności, tego czy nie zawiera ona szkodliwych dla ludzkiego
organizmu substancji. Drugi kontekst – wartości odżywczych, obecności witamin,
mikro- i makroelementów oraz tzw. związków prozdrowotnych (np. polifenoli czy
karotenoidów). Trzeci – zdrowotności samej w sobie. Zacznę od końca.
Gdy wchodzicie do sklepu ze
zdrową żywnością albo działu zdrowej żywności w markecie, nie zastanawia Was,
że można tam znaleźć całkiem sporo typowo niezdrowych produktów, takich jak
ekologiczne chipsy, frytki, czerwone mięso, piwo, wysokokaloryczne i
wysokoprzetworzone sosy oraz inne tego rodzaju rzeczy? Są one zwyczajowo
nazywane zdrowymi, bo mają certyfikat eko, chociaż niezależnie już od tego, z
jakiego rolnictwa pochodzą półprodukty, z których zostały stworzone, w
kontekście współczesnej diety i problematyki zdrowia publicznego oraz chorób
cywilizacyjnych tego typu jedzenie zdrowe nie jest i nie będzie. Tymczasem
producenci ekologicznej żywności i sklepy oferujące ją same sugerują coś
przeciwnego. W efekcie nie trudno spotkać się później ze stwierdzeniem, że jak
się weźmie chipsy czy piwo ekologiczne albo słodzi się cukrem ekologicznym to
wszystko jest w porządku i nie ma się co przejmować kaloriami czy składem.

Kolejna sprawa to porównanie
żywności ekologicznej i konwencjonalnej pod kątem składu i ewentualnej
prozdrowotności. Często spotykam się z poglądem, że żywność organiczna
(spożywanie jej) ma udowodnione korzyści zdrowotne, gdyż zawiera więcej
polifenoli i kwasów tłuszczowych omega 3 oraz niektórych witamin. Czy to
prawda? Bez choćby troszkę pogłębionej analizy może się tak na pierwszy rzut
oka wydawać, ale po sprawdzeniu źródeł takich informacji okazuje się, że są one
bardzo wątpliwe, jeśli nie całkiem bezzasadne – szczególnie w odniesieniu do
codzienności. Jakość badań wskazujących na wyższą zawartość kwasów tłuszczowych
omega 3 np. w mleku pochodzącym od krów hodowanych ekologicznie jest niejasna,
a w niemałej części z nich można się doszukiwać konfliktów interesów. Gdyby
jednak przyjąć ich wyniki za pewnik, to różnice między mlekiem zwykłym i eko są
nieznaczne, a kwasów tłuszczowych omega 3 w krowim mleku ekologicznym tak czy
inaczej jest bardzo mało – nawet jeśli faktycznie więcej. Obojętnie więc czy
ekologiczne czy nie – mleko nie jest dobrym ich źródłem. Są nim przede
wszystkim ryby i oleje rybne, glony oraz olej lniany.
Podobnie jest z innymi
składnikami. Nawet jeżeli jakieś testy i obserwacje wykazują większą zawartość
witamin czy minerałów (lub mniejszą w przypadku błonnika) w produktach
ekologicznych, to różnica jest bez znaczenia dla ludzkiego zdrowia. To tak,
jakbyśmy wzięli np. dwa jabłka, z czego w jednym mielibyśmy o 1 mg witaminy C więcej
(przy 70-100 mg dziennego zapotrzebowania) niż w drugim albo porównali wiśnie
pod kątem zawartości białka – nawet jeśli wiśnie bio miałyby go więcej, to i
tak są to ilości tak małe (poniżej 1% całej jadalnej części wiśni), że przy
naszym zapotrzebowaniu nic dla nas nie znaczą.

żywność ekologiczna bio
Żywność ekologiczna w Lidlu

Niezależni naukowcy jednego z
najlepszych uniwersytetów na świecie – Uniwersytetu Stanforda – przebadali
wnikliwie czy z jedzenia żywności ekologicznej płyną jakieś korzyści zdrowotne
lub czy jest ona chociaż bezpieczniejsza od żywności konwencjonalnej. Sprawdzili
oni publikacje z lat 1966-2011, tworząc fachowy systematyczny przegląd na temat
żywności organicznej. Spośród ponad 200 prac kilkanaście było na ludziach,
podczas gdy reszta dotyczyła składu chemicznego produktów spożywczych. Wynika z
nich, że nie ma istotnych klinicznie różnic między spożywaniem żywności
ekologicznej i konwencjonalnej pod kątem pozostałości środków ochrony roślin,
obecności bakterii Escherichia coli, zawartości wapnia, potasu czy
witaminy C. Oczywiście pojedyncze wyniki różniły się między sobą – zwłaszcza w
odniesieniu do bakterii antybiotykoopornych i pozostałości pestycydów – ale nie
były to znaczące różnice kliniczne, którym można by przypisywać jakieś
oddziaływanie na zdrowie. Wnioskom tym wtórują inne badania. Niektóre z nich
odnoszą się także do smaku czy zapachu, które również nie są lepsze w żywności
ekologicznej – cechy te zależą głównie od stopnia dojrzałości owocu czy warzywa
i jego odmiany, nie zaś od rodzaju uprawy (dlatego lokalnie dostarczane
produkty smakują zwykle lepiej).
Przeciwne tezy – o prozdrowotnych
właściwościach żywności ekologicznej, na które nie ma twardych i niepodważalnych
dowodów naukowych – promuje w Polsce prof. Ewa Rembiałkowska, wykładowczyni
SGGW znana z walki przeciwko GMO oraz udzielania się w kampaniach
marketingowo-rozwojowo-informacyjnych firm sprzedających żywność ekologiczną
(sieć marketów Bio Family oraz działy żywności ekologicznej Carrefour). To
właśnie prof. Ewa Rembiałkowska jest jednym z współautorów badań mających potwierdzać
– i tak z marnym skutkiem, co uzasadniałem wyżej – korzyści płynące z jedzenia
żywności bio. W mojej opinii wiarygodność jest podważana tutaj nie tylko
głoszeniem pseudonauk na temat GMO czy uprawianiem cherry-pickingu (wybieraniem
badań pasujących do promowanej tezy o pozytywach ekożywności przy pomijaniu
tych, które tej tezie przeczą i są w dodatku dużo silniejsze dowodowo), ale
także potencjalnym konfliktem interesów.
Warta poruszenia jest jeszcze
jedna kwestia w kontekście żywienia człowieka i bezpieczeństwa żywności. Chodzi
o fungicydy i mikotoksyny. Choć rolnicy ekologiczni także je stosują – czego
przykładem jest wspomniany przeze mnie wcześniej siarczan miedzi – to mają w
ich wyborze mniejsze pole manewru. Tymczasem rośliny z upraw organicznych przez
liczne, często niepotrzebne ograniczenia są słabsze, bardziej chorowite i dają
mniejsze plony. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy rolnik ekologiczny,
zwykle z powodów ideologicznych, stara się zrezygnować z jak największej liczby
środków ochrony roślin i nawozów. Dlatego lepiej jest dodatkowo uważać,
decydując się z jakichś powodów na produkty ekologiczne, aby się nie zatruć. Oczywiście
problem ten dotyczy też żywności konwencjonalnej, ale w mniejszym stopniu.
W tym miejscu przytoczę jeszcze
opinię toksykologa, prof. Jana Krzysztofa Ludwickiego, który na pytanie
dziennikarki o opcję wybierania produktów ekologicznych bez śladów grzybów odpowiedział,
że „Dysponujemy wynikami badań, które stwierdzają, że wartość odżywcza tych
roślin ekologicznych jest identyczna jak wartość odżywcza produktów
nieekologicznych. Nie widzę więc powodu, by jeść te brzydkie i droższe
[ekologiczne]”. Co więcej, pokrewny problem tyczy się produktów ekologicznych
pochodzenia zwierzęcego – rolnictwo organiczne preferuje i wymusza
stosowanie „leków” homeopatycznych a te, jak wiadomo, nie działają. Tymczasem
mleko, jaja czy mięso z potencjalnie niedoleczonych zwierząt to nie najlepsze
produkty.

Czy rolnictwo ekologiczne jest przyjazne środowisku lub
mniej szkodliwe dla przyrody od rolnictwa konwencjonalnego?

Paradoksem rolnictwa
ekologicznego jest to, że zabrania ono wykorzystywania genetycznie zmodyfikowanych
odmian produkujących toksynę Bt, ale sama toksyna jako pestycyd jest w nim
dozwolona. Absurd jest jeszcze większy jeżeli zdamy sobie sprawę, że opryski są
bardziej szkodliwe dla bezkręgowców, gdyż dotykają wszystkich żyjątek będących
na polu, podczas gdy przy uprawie roślin GMO produkujących tę toksynę giną
jedynie te osobniki, które zaatakowały roślinę. Czyli rezygnacja ze
zmodyfikowanych genetycznie odmian jest wprost zaprzeczeniem idei, które mają
rzekomo stać za rolnictwem bio, takich jak dbanie o przyrodę.
Oprócz poruszonej już kwestii
pestycydów, które w rolnictwie ekologicznym są stosowane mniej racjonalnie niż
w rolnictwie konwencjonalnym (ale w obu przypadkach, gdy używa się ich zgodnie
z przeznaczeniem, w minimalnych dawkach, o odpowiedniej porze doby itd., są
bezpieczne), oraz wypalania chwastów (które zasadniczo też uchodzi za metodę
dobrą, aczkolwiek nie pasuje do popularnej „ciepłej” wizji rolnictwa
ekologicznego), chciałbym omówić jeszcze jeden ważny aspekt związany z klimatem
i wylesianiem. Sprawy te są w zasadzie o wiele istotniejsze od pozostałych
wątków środowiskowych i przyrodniczych, gdyż siła i zasięg ich oddziaływania są
duże i wraz z rozprzestrzenianiem się rolnictwa organicznego będą się
powiększać.

rolnictwo organiczne
Rolnictwo konwencjonalne i rolnictwo ekologiczne: wydajność w kontekście wylesiania. Za: chalmers.se
Napisałem wcześniej, że uprawy
ekologiczne dają średnio o ponad 20% mniejsze plony od upraw konwencjonalnych.
Na pierwszy rzut oka nie wygląda to groźnie, bo co z tego, skoro i tak mamy
mnóstwo pól i nadmiar żywności, więc jak będzie jej mniej, to nic się nie
stanie. Takie myślenie jest jednak zgubne a idące za nim praktyki są szkodliwe na
najbardziej podstawowym, etycznym oraz moralnym poziomie. Dlaczego? I jak ma
się to do rolnictwa ekologicznego? Otóż często zapomina się, że ziemia jest
bardzo ważnym, ograniczonym zasobem i jeśli wykorzystamy ją na mniej wydajne farmy
ekologiczne to dla uzyskania tej samej ilości plonów będziemy musieli
zawłaszczyć więcej terenu pod uprawy. W praktyce wiąże się to z nasilonym
wylesianiem – wycinaniem dodatkowych połaci lasów pod uprawy – i utratą
bioróżnorodności. Co nam zatem z tego, że na polu ekologicznym będzie trochę
większa bioróżnorodność w małej skali, skoro w szerszym kontekście będzie ona
przez organiczne rolnictwo mniejsza? Jest to bardzo krótkowzroczne podejście,
preferowane niestety przez wielu zwolenników rolnictwa ekologicznego.
Najważniejsze jednak jest to, że takie
nieodpowiedzialne wykorzystanie terenów na niskowydajne uprawy ekologiczne może
się wiązać z pogłębianiem się problemu głodu w krajach słabiej rozwiniętych. O
tym, że walka „zielonych” organizacji, „zielonych” polityków i „zielonych” firm
(zasilanych zwykle przez ludzi z wielkich, bogatych i sytych miast, którzy na
ogół nie znają rolnictwa, produkcji żywności i problemu głodu) z GMO, nawozami
i pestycydami syntetycznymi (czyli tym, co wyklucza rolnictwo ekologiczne,
charakteryzując jego tożsamość) jest po prostu zbrodnicza, bo doprowadziła do
śmierci głodowej i niedożywienia milionów ludzi w Afryce czy Azji, wie każdy
kto interesuje się rolnictwem w kontekście społecznym i globalnym.

Z wszystkimi tymi problemami
(oraz z wpływem rolnictwa na klimat, o czym za moment) wiążą się pojęcia
land-sparingu i land-sharingu. Prezentują dwa odmienne podejścia do rolnictwa i
w zasadzie są sobie przeciwstawne (stąd często mówi się: land-sparing vs
land-sharing). Land-sparing oznacza wykorzystywanie jak najmniejszego terenu
możliwie najbardziej efektywnie, by pozostałe obszary pozostawić naturze.
Land-sharing z kolei – charakterystyczny dla rolnictwa ekologicznego – postuluje
aby dana uprawa była mniej wydajna i bardziej różnorodna, ale też zajmowała
większą powierzchnię. Badania naukowe i ich analizy pokazują, że chociaż każde
z podejść ma wady i zalety, to lepiej wypada land-sparing. Możliwe jest też łączenie obu podejść, zależnie od warunków. Przy niedużych uprawach i terenach mało ważnych z
przyrodniczego punktu widzenia oraz w krajach gdzie nie ma problemu głodu czasami opłaca się stosować land-sharing (mniejsza wydajność, większy teren), a tam gdzie zależy nam na większej
produkcji żywności oraz na ochronie przyrody i środowiska wykorzystywać opcję
land-sparingu (większa wydajność, mniejszy teren). Taka integracja metod jest
możliwa w rolnictwie konwencjonalnym, ale nie w ekologicznym, którego zasady
dotyczące środków ochrony roślin, nawozów, GMO i stosowania homeopatii
uniemożliwiają ją lub co najmniej bardzo utrudniają jej wdrożenie. Ponieważ w
Polsce pojęcie land-sparingu i land-sharingu nie jest rozpowszechnione a fakt,
że rolnictwo ekologiczne jest mniej przyjazne dla środowiska od rolnictwa konwencjonalnego
może budzić niedowierzanie, dodam, że badania z tego zakresu to nie są relikty
XX wieku tylko najnowsze prace uznanych naukowców z tego roku i z ostatnich
paru lat.
Trzeba mieć świadomość, że
rolnictwo samo w sobie, niezależnie od rodzaju, jest bardzo silnym ingerowaniem w
lokalną i regionalną przyrodę. Bez niego nie jesteśmy w stanie się obejść,
dlatego powinniśmy wybierać takie sposoby uprawiania roli, aby jak najmniej
dewastować środowisko przy jednoczesnym zachowaniu standardów dotyczących
bezpieczeństwa i jakości żywności. Ze względu na masowość rolnictwa związaną po
części z liczbą ludności na Ziemi a po części z konsumpcyjnym stylem życia,
gałąź ta wpływa na planetę również w skali globalnej, w tym także na klimat.
Pytanie, czy rolnictwo ekologiczne chociaż tutaj jest zgodne z nazwą? Niestety,
najnowsze doniesienia naukowe temu przeczą.
To, że rolnictwo ekologiczne
będzie generować większe emisje gazów cieplarnianych nasuwa się na myśl
intuicyjnie, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że daje dużo mniejsze plony i
wymaga większych terenów pod uprawy. Intuicja to jednak za mało, potrzebne są
twarde dane. Te pochodzą z kolejnych badań naukowych, których wyniki
opublikowano w recenzowanych czasopismach naukowych. Metaanaliza z 2012 roku
wskazuje, że w przeliczeniu na produkt, a nie obszar (bo do wytworzenia takiego
samego produktu bio potrzeba więcej terenu) emisje cieplarnianych związków
azotowych, takich jak amoniak czy tlenek azotu, wyższe są z rolnictwa
ekologicznego.
Całościowy wpływ rolniczy na
klimat nie jest do pominięcia, gdyż wszystkie uprawy na Ziemi
źródłem kilkunastu procent emisji (w UE jest to trochę mniej, bo około 10%), a
hodowle zwierząt – kilku procent. Kolejne odsetki pochodzą z wylesiania
(nasilonego przez rolnictwo ekologiczne) pod uprawy na żywność dla ludzi i
zwierząt – mniej drzew to mniej pochłaniania (sekwestracji) dwutlenku węgla z
atmosfery przez rośliny. Tymczasem zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych z
rolnictwa to kolejny element walki z globalnym ociepleniem i wygląda na to, że
rozwój rolnictwa organicznego jest wprost sprzeczny z tym ważnym celem.

rolnictwo bio
Emisje gazów cieplarnianych z rolnictwa ekologicznego i konwencjonalnego na przykładzie groszku i pszenicy.
Za: www.chalmers.se

Większy negatywny wpływ rolnictwa
ekologicznego od rolnictwa konwencjonalnego na klimat potwierdziła również
najnowsza praca naukowa sprzed niespełna roku, opublikowana w jednym z najbardziej
prestiżowych, fachowych czasopism naukowych – w „Nature”. Nowa
technika pomiarowa pozwoliła naukowcom dużo dokładniej niż dotychczas ocenić oddziaływanie i
różnicę obu rodzajów rolnictwa. Wyniki są jednoznacznie pesymistyczne i to o
wiele mocniej niż można było sądzić na podstawie poprzednich badań
sprawdzających te kwestie, gdyż różnice są bardzo duże – na niekorzyść
rolnictwa ekologicznego. Na przykład dla upraw groszku i pszenicy emisje
dwutlenku węgla potrafią w rolnictwie bio zbliżać się do 50% wyższych. Badacze
wprost przyznają,
że rolnictwo organiczne stosowane w Unii Europejskiej (na przykładzie Szwecji)
przyczynia się pośrednio do wylesiania innych części świata.
Trzeba to napisać jasno i
wyraźnie: rolnictwo ekologiczne jest dla klimatu, różnorodności biologicznej
oraz terenów zalesionych wyraźnie gorsze, a czasem nawet dużo bardziej
szkodliwe od rolnictwa konwencjonalnego. Pokazują to nie stare i być może
nieskrupulatnie przeprowadzone prace z XX wieku, lecz coraz dokładniejsze
badania z XXI wieku, których wyniki publikowano w najlepszych naukowych
żurnalach na świecie. Polska nazwa „rolnictwo ekologiczne” nie ma więc nic
wspólnego z rzeczywistością. Bardziej „ekologiczne” – mniej szkodliwe dla
natury – jest rolnictwo konwencjonalne, z całą masą swoich niedoskonałości i
stojących przed nim wyzwań.

żywność organiczna
Symbol certyfikatu żywności ekologicznej UE

Rolnictwo ekologiczne, żywność ekologiczna. Rolnictwo organiczne, żywność organiczna. Rolnictwo bio, żywność bio

Z dokładnej, merytorycznej, opartej
na faktach i wolnej od wpływów biznesu i ideologii analizy wyłania się
prawdziwy obraz rolnictwa ekologicznego, który jest sprzeczny z tym, co
wmawiają nam reklamy i inne przekazy marketingowe. Nie ma żadnych przekonujących
i twardych dowodów na to, że produkty z rolnictwa organicznego są dla ludzkiego
zdrowia lepsze od jedzenia z rolnictwa konwencjonalnego. Nie ma również powodów
by sądzić, że żywność bio jest smaczniejsza czy ma lepszy zapach. Najnowsze,
szeroko zakrojone badania naukowe pokazują, że rolnictwo ekologiczne nie jest
też wcale przyjazne środowisku. Jest wręcz przeciwnie – uprawy ekologiczne i
hodowla ekologiczna zwierząt są przyczyną jeszcze większych emisji gazów
cieplarnianych, wylesiania i utraty bioróżnorodności w skali globalnej.
Nie da się nie dostrzec, że
rolnictwo ekologiczne nie tylko nie spełnia swoich intuicyjnych funkcji
prośrodowiskowych i prożywieniowych, ale ma także charakter antyspołeczny.
Żywność ekologiczna jest bowiem bardzo droga i dodatkowo wzmacnia podział w
społeczeństwie na bogatych, którzy mogą sobie na nią pozwolić oraz biednych,
których na nią nie stać. Żywność bio to nie jest normalna żywność, tylko
zachcianka dla bogatych. Oczywiście można tutaj spojrzeć na sprawę z innej
perspektywy – bogaci wydają dużo więcej pieniędzy na gorszej jakości żywność (ekologiczną)
myśląc, że jest lepsza i to oni zostają przysłowiowymi przegranymi, bo dają się
robić w konia, ale na poziomie społecznym nadal jest to zjawisko moim zdaniem szkodliwe.
Pokrewna patologia jest jeszcze bardziej wyraźna, gdy spojrzymy na nią w skali państwowo-międzynarodowej.
Bogate kraje zachodnie, zwłaszcza te, w których duże poparcie mają partie „zielone”,
wymuszają na biedniejszych państwach uprawianie ekologiczne (np. poprzez
szantaż, że tylko wtedy dostaną dotacje), co dla tych ostatnich skutkuje
jeszcze większymi niedoborami żywności czy wzmożoną dewastacją środowiska.
Rolnictwo ekologiczne, pomimo że
jest w dużej mierze oparte na pseudonauce, niestety usadowiło się na uczelniach
wyższych oraz umocowało w prawie. Jest to charakterystyczne dla wszelkich
gałęzi homeopatii, a jak już wiemy to właśnie z niej wyrosła metoda bio upraw i
organiczne rolnictwo można uznawać za jej odłam. W Polsce karierę robi
wspomniana już prof. Ewa Rembiałkowska z Katedry Żywności Funkcjonalnej i
Ekologicznej Zakładu Żywności Ekologicznej SGGW, która głosząc otwarcie antynaukowe
tezy (np. sprzeciw wobec GMO) uchodzi jednocześnie za eksperta w mediach i
marketingowych programach sieci sklepów sprzedających ekożywność. Na koniec
warto jednak podkreślić, że rolnictwo ekologiczne nie zawsze musi być całkowicie
złe (pomijając ewidentnie oszukańczą homeopatię i sprzeciw wobec GMO). Małe,
rodzinne uprawy prowadzone na ogródkach działkowych są miejscem, gdzie
faktycznie zasady rolnictwa organicznego mogą się sprawdzać, nie przysparzając
poważnych problemów i nie wyrządzając wyraźnych szkód.
Przeczytaj także: Popularne
mity na temat raka
Prowadzenie bloga naukowego
wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to
często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc
stworzyć profil na Patronite,
gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki
temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć
złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu
wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę
poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

Literatura
Bahlai,
Christine A., et al. „Choosing organic pesticides over synthetic
pesticides may not effectively mitigate environmental risk in
soybeans.” PloS one (2010).
Balmford,
Andrew, et al. „The environmental costs and benefits of high-yield
farming.” Nature sustainability (2018).
Balmford,
Ben, et al. „How imperfect can land sparing be before land sharing is more
favourable for wild species?.” Journal of applied ecology (2019).
Barański,
Marcin, et al. „Higher antioxidant and lower cadmium concentrations and
lower incidence of pesticide residues in organically grown crops: a systematic
literature review and meta-analyses.” British Journal of Nutrition
(2014).
Bourn, Diane,
and John Prescott. „A comparison of the nutritional value, sensory
qualities, and food safety of organically and conventionally produced
foods.” Critical reviews in food science and nutrition (2002).
Chalker-Scott,
Linda. „The science behind biodynamic preparations: A literature
review.” HortTechnology (2013).
Falk-Petersen,
S., et al. „Lipids and fatty acids in ice algae and phytoplankton from the
Marginal Ice Zone in the Barents Sea.” Polar Biology (1998).
http://www.europarl.europa.eu/RegData/etudes/BRIE/2015/557009/EPRS_BRI(2015)557009_EN.pdf
https://ec.europa.eu/info/food-farming-fisheries/farming/organic-farming/legislation
https://echa.europa.eu/substance-information/-/substanceinfo/100.028.952
https://efsa.onlinelibrary.wiley.com/doi/epdf/10.2903/j.efsa.2019.5743
https://ota.com/news/press-releases/19031
https://pubchem.ncbi.nlm.nih.gov/compound/24462
https://www.politico.eu/article/the-champion-of-organic-pesticides-2
https://www.sciencedaily.com/releases/2018/12/181213101308.htm
https://www.telegraph.co.uk/news/earth/agriculture/farming/11562234/EU-orders-Britains-organic-farmers-to-treat-sick-animals-with-homeopathy.html
Hunter,
Duncan, et al. „Evaluation of the micronutrient composition of plant foods
produced by organic and conventional agricultural methods.” Critical
reviews in food science and nutrition (2011).
Marcin Rotkiewicz.
„W królestwie Monszatana.” Wydawnictwo Czarne, Wołowiec (2017).
Orjales,
Inmaculada, et al. „Use of homeopathy in organic dairy farming in
Spain.” Homeopathy (2016).
Ox.ac.uk.
„Organic farms not necessarily better for environment.” University of
Oxford (2012).
Paull, John.
„Organic Agriculture in Australia: Attaining the global majority
(51%).” (2019).
Searchinger,
Timothy D., et al. „Assessing the efficiency of changes in land use for
mitigating climate change.” Nature (2018).
Smith, D. and
J. Barquin. „Biodynamics in the wine bottle: Is supernatu-ralism becoming
the new worldwide fadin winemaking?” Skeptical Inquirer (2007).
Smith-Spangler,
Crystal, et al. „Are organic foods safer or healthier than conventional
alternatives?: a systematic review.” Annals of internal
medicine (2012).
Sz.
Malinowski, A. Kardaś, M. Popkiewicz. „Nauka o klimacie”. Grupa
Wydawnicza Sonia Draga, Warszawa (2018). 
Średnicka-Tober,
Dominika, et al. „Composition differences between organic and conventional
meat: a systematic literature review and meta-analysis.” British
Journal of Nutrition (2016).
Tuomisto,
Hanna L., et al. „Does organic farming reduce environmental impacts?–A
meta-analysis of European research.” Journal of environmental
management (2012).
Tur, J. A.,
et al. „Dietary sources of omega 3 fatty acids: public health risks and
benefits.” British Journal of Nutrition (2012).

 

Najnowsze wpisy

`

38 myśli w temacie “Czy żywność ekologiczna (organiczna, bio) jest zdrowsza i lepsza dla środowiska?

  1. Po przeczytaniu tego artykułu zastanawia mnie komu on ma służyć? W Polsce jest bardzo mała świadomość na temat żywności ekologicznej, więc dochodzę do wniosku, że autorowi tego "dzieła" chodziło o całkowite zniechęcenie tych którzy zdecydowaliby, że żywność ekologiczna jest smaczniejsza( nie fałszowana) i zdrowsza, ale autor pisząc to co pisze, skutecznie zapewne ( jeżeli potencjalny zjadacz bio żywności to przeczyta ) osiągnie cel- tylko żywność konwencjonalna i GMO jest dla nas "najlepsza". Autor pisze, że rolnicy którzy uprawiają bio rośliny i hodują zwierzęta są winni zmianom klimatycznym. Nic głupszego nie można w tym kontekście powiedzieć i napisać. Więc nie rozbuchany przemysł chemiczny,ciężki ( przez emisję) specjalne wypalanie dżungli wpływa na zmiany klimatyczne tylko hodowla zwierząt na wolnych wypasach i w naturalnym środowisku w pełnej bioróżnorodności! Więcej nie chce pisać na temat wyimaginowanych zagrożeń przez uprawy ekologiczne! Natomiast odsyłam autora do oglądnięcia filmiku na You Tube "Świat według Monsanto" może się przebudzi, i nie będzie pisał artykułów które służą wielkim światowym korporacją produkującym bez zwracania uwagi na środowisko ( tysiące ton plastiku pływające w oceanach) i mających jeden cel dużo i dobrze zarobić, a poprzez produkcję GMO ogłupić i uzależnić ludzi!

    1. Po pierwsze, nie napisałem, że rolnicy ekologiczni są temu winni, tylko że rolnictwo ekologiczne jest dla klimatu (a także bioróżnorodności oraz problemu wylesiania) gorsze od rolnictwa konwencjonalnego.

      Po drugie, to nie kwestia tego, że ktoś sobie sam zdecyduje czy żywność ekologiczna jest zdrowsza czy nie. Badania i obserwacje jasno pokazują, że nie ma żadnych przekonywujących dowodów na to, że żywność ekologiczna jest zdrowsza. Są za to przesłanki by sądzić, że może być nawet mniej bezpieczna, o których też napisałem w artykule.

      Wymowne jest to, że to co zarzucasz Monsanto – nieważne już w jakim stopniu słusznie, a w jakim nie – najbardziej pasuje właśnie do branży rolnictwa ekologicznego i potwierdzają to mocne, duże, recenzowane badania naukowe.

    2. Naprawdę myślisz że zwierzęta hodowane ekologicznie żyją w naturalnym środowisku, na wolnych wypasach, w pełnej bioróżnorodności? Ten świat tak nie funkcjonuje.

    3. "(…)i potwierdzają to mocne, duże, recenzowane badania naukowe." – prosiłabym o przykład takiego badania i na czyje zlecenie było przeprowadzone.

    4. Wyjął mi Pan to z ust.
      Pan łukasz się trochę zapędził.
      Czytam już kolejny artykuł, który ewidentnie krytykuje wszystko to co naturalne i bliskie ochronie środowiska. Ze swojej strony powiem tylko, że popracowałam kiedyś w holenderskiej szklarnii przy produkcji pomidora. od tamtej pory zawsze mam pomidory w ogródku. tak na marginesie jestem analitykiem medycznym.

  2. Czy mógłbyś rozwinąć jeszcze wątek ekologicznej hodowli zwierząt, w kontekście antybiotyków oraz warunków życia zwierząt?

    Czy konwencjonalna hodowla nie nadużywa antybiotyków i nie sprzyja rozwojowi antybiotykoopornych szczepów bakterii? (Jak bez antybiotyków radzi sobie eko-hodowla i jakie są tego konsekwencje?)

    Czy ekologiczne rolnictwo zapewnia zwierzętom lepsze warunki do życia, niż konwencjonalne (chów przemysłowy)?

    1. Tak, nadużywanie antybiotyków w konwencjonalnych hodowlach bywa problemem, ale to nie jest kwestia hodowli konwencjonalnych samych w sobie. Co do drugiego pytania, to wszystko zależy, bo i w hodowli konwencjonalnej zwierzęta mogą mieć dobre warunki i w ekologicznej złe i na odwrót. Hodowcom zależy na dobrej jakości mięsa, więc nawet w warunkach przemysłowych wielu stara się dbać o zwierzęta, a wiele z tych dramatycznych nagrań dostępnych w sieci pochodzi albo np. z Chin albo z Europy XX wieku.

  3. Tak to jest jak szewcy biorą się do strojnia fortepianu. Najpierw wysokiej klasy specjalista od psychlogii i zmienić zawód polecam. Trudno z takim grochem z kapustą dyskutować.

  4. W artykule padło rolnictwo od tysiącleci, to znaczy ilu 2, 20 czy 200, uwaga tu jest już dylemat, druga sprawa, emisja CO2, może mały eksperyment z dozowaniem tego gazu roślinom i efektami z tego tacy fachowcy powinni sobie z tym dać radę

    1. Padło by odróżnić historię rolnictwa jako taką od rolnictwa ekologicznego, którego historia sięga XX wieku i opiera się na certyfikowaniu zgodnie z podstawowymi jego obecnie zasadami:
      – zakaz GMO
      – zakaz syntetycznych pestycydów i syntetycznych nawozów
      – nacisk na środki homeopatyczne

    2. Czy tylko mi się wydaje że rolnictwo ekologiczne istniało od zawsze aż do momentu uprzemysłowienia, szybkiego rozwoju nauki i technologii, co przeniosło produkcję rolną na skalę masową, a teraz ludzie starają się wmówić innym że historia rolnictwa ekologicznego sięga tylko XX wieku i opiera się na certyfikowaniu? Świat nie powstał w XX wieku, tylko o wiele wcześniej, a rolnictwo sięga korzeniami grubo przed naszą erę i ciekawe jaką tam wtedy chemie i antybiotyki i gmo mieli…

    3. Rolnictwo ekologiczne powstało w XX wieku, co zresztą jest wyjaśnione i opisane w tym artykule, więc zachęcam do czytania przed skomentowaniem.

  5. Siarczan miedzi nie jest klasyfikowany jako "bardzo toksyczny" (czyli dawniej T+ a teraz Acute Tox. 1), on dziala bardzo toksycznie na organizmy wodne (Aquatic Chronic 1)- dobrze byloby to uscislic w artykule, bo moze to zostac odebrano jako toksycznosc w odniesieniu do zdrowia czlowieka.

    1. Dla człowieka też najzdrowszy nie jest, aczkolwiek z różnych rozpuszczalnych soli miedzi akurat siarczan jest najmniej niebiezpieczny przy zażywaniu doustnym, ponieważ jak wszystkie siarczany ma silne działanie rozwalniające. Jest też używany jako źródło miedzi (głównie w suplementacji dla zwierząt, ale też widywałom dla ludzi), bo choć większe dawki miedzi są trujące, to jest ona niebędnym mikroelementem (jony miedzi są koenzymem w enzymach oddechowych).

      Przy okazji, CuSO4 nie jest "białawy", chyba że w formie odwodnionej. Forma pięciowodna spotykana na ogół (bezwodny siarczan szybko wchłania wodę z atmosfery) jest szafirowa i podobny kolor ma roztwór tej substancji.

  6. Dzięki, że o tym piszesz i przedzierasz się przez tonę badań, ma co nawet zainteresowany laik nie ma czasu i energii. To ważne, żeby ludzie mieli świadomość jak działają takie rzeczy. Dobra robota.

  7. Dziękuję za ogromną pracę, jaką wkładasz w te artykuły! Jestem po przejściach nowotworowych i bardzo uważam na to, co jem. Dotychczas kupowałam warzywa i owoce bio (dokładnie te ze zdjęcia:)) w przeświadczeniu, że są dużo lepsze. Teraz już nie wiem co robić….

  8. Autor jest biologiem, absolwentem Uniwersytetu Przyrodniczego? Aż trudno uwierzyć, że tak zdewaluowało się wykształcenie wyższe. Bzdura bzdurę pogania. Pomijając nieporadny język (żurnal naukowy sic!). Żałosne.

  9. Świetna robota. Przeraża mnie to jak rolnictwo ekologiczne bezczelnie wykorzystuje strach i niedouczenie konsumentów odnośnie GMO

  10. Cześć, bardzo fajny artykuł, jednak nie jestem pewien co do jednej kwestii. Widząc jak działa polskie rolnictwo mam pewne obawy co do środków ochrony roślin stosowanych przez rolników. Czy uważasz, że warzywa traktowane dużą ilością środków ochrony roślin co warzywa, przy których w ogóle się ich nie stosuje? Porównuję je do warzyw, które samodzielnie uprawiałem na grządce (jedyne co obok kompostu użyłem to azofoska). Dodatkowo kwestia aromatu – naprawdę czuć różnicę między warzywami hodowanymi samodzielnie a w warunkach przemysłowych.

    Będę wdzięczny za Twoje przemyślenia.

  11. Hej! Nie rozumiem diagramu ukazującego areał vs tereny zalesione. Skoro wydajność eko jest o 20% mniejsza to dlaczego diagram pokazuje całkowity brak lasu?

  12. Sprowadzanie efektu klimatycznego tylko i wyłącznie do wydajności, a więc areału to uproszczenie. Aby uzyskać całościowy, prawdziwy obraz trzeba by wziąć pod uwagę inne czynniki chociażby efekt nawozów azotowych. http://www.fao.org/3/a-al185e.pdf
    Przytoczone tutaj źródło https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21929333 wskazuje na minimalnie wyższą wartość odżywczą produktów 'bio', ale wniosek artykułu tutaj jest odwrotny?
    Ogólnie praca wydaje się mocno nastawiona na udowodnienie z góry założonej tezy i brakuje w niej obiektywnego porównania. Zbyt często znaleźć można wyrażenia, które sugerują stronniczość autora.
    Wydaje się, że oskarżając o 'cherry-picking', autor sam go stosuje. Chociażby odnośnie publikacji Standforda, w której stwierdzono mniejszą obecność pestycydów w produkcji 'bio'. Autor pomija jednak ten fakt, wybiera inne, korzystne swojej tezie wyniki i serwuje czytelnikowi to co sam uważa. Odnośnie zawartości pestycydów prowadzi własną spekulację. Czy tak postępuje rzetelny, bezstronny naukowiec?

  13. Artykuł bardzo tendencyjny. Rolnictwo ekologiczne to nie tylko duże gospodarstwa produkujące na masową skalę. Właśnie jest odwrotnie i nie ma co porównywać wielkości areału czy ilości plonów bo nie o to chodzi tym, którzy w ten sposób uprawiają czy chcą spożywać żywność z takich upraw. Wystarczy spojrzeć na uprawy w permakulturze czy tzw 'jadalny las', gdzie nacisk jest na różnorodność biologiczną, gatunkową bez żadnej ingerencji sztucznych nawozów i oprysków. Dla tych ludzi liczy się pasja z jaką uprawiają rośliny, obcowanie z naturą, niezatruwanie ziemi, powietrza, wody toksynami, dbanie o naturalny obieg materii organicznej, wody w przyrodzie. Oby jak najwięcej ludzi przekonało się do takiego sposobu gospodarowania ziemią, zamiast stosowania wszędzie i na wszystko glifosatu pod dyktando światowych koncernów.

    1. Nie jest tendencyjny, po prostu przedstawia jak jest. Rolnictwo ekologiczne to rolnictwo oparte w dużej mierze o pseudonaukowe zabobony. Nie należy mylić rolnictwa ekologicznego z ekstensywnym, bo to nie są pojęcia równoznaczne.

    2. Pseudonaukowe zabobony, Boże drogi ty sam jesteś pseudonaukowy.
      Myślisz, że ludzie to idioci?.
      Sypiesz co rok obornik a co 4 lata łubin, Orzeszesz, siejesz a na jesieni intensywnie zwalczasz chwasty i tyle ot i całe ekologiczne rolnictwo, plony ok 20 % mniejsze ale czyste bez żadnej chemii i o wiele smaczniejsze niż konwencjonalne. Takie są spostrzeżenia zwykłych ludzi którzy jedli prawdziwe bio, niepotrzebna tu żadnych prac naukowych

  14. Bzdury i totalny brak wiedzy autora.Jestem rolnikiem ekologicznym od 9 lat i nie stosuje żadnych środków chemicznych uprawiam ziemniaki i zboża na mąkę i plony mam przyzwoite. Produkuje dla sklepów z ekozywnoscia.
    Autor nie przedstawił żadnych konkretnych przykładów tylko pisze o JAKICHS nawozach i środkach które mogą być trujące.
    Poziom wiedzy autora o rolnictwie można stwierdzić po tym jak pisze, że rolnik ekologiczny używa kompostu.
    Tak może pisać człowiek co rolnictwa na oczy nie widział co najwyżej przydomowy ogròdek a pròbuje ludziom tłumaczy o rolnictwie i to jeszcze ekologicznym.
    Otòż autorze rolnik uprawia hektary na które sypie śmierdzący obornik rozrzutnikiem, a kompost to jest dla działkowcow bo nim można 5m2 warzywna koło domu zasilić jak się nie ma czym.

    1. Dzieki za ten komentarz, już myślałam, że nici z kupowania bio. Ale od początku ten artykuł wydawał mi się z lekka podejrzany. Grunt, to nie zapominać o MYŚLENIU.

  15. Jeżeli sądzisz autorze , że smak żywności ekologicznej nie różni się od konwencjonalnej to powodzenia życzę.
    Chyba nie masz zielonego pojęcia jak uprawiane są warzywa i zboża i ile one chemia dostają. Czytają to ludzie którzy chcą się czegoś dowiedzieć o ekologicznym rolnictwie a ty robisz im wodę z mòzgu dlatego że sam nie masz o tym zielonego pojęcia.
    Nie ròb ludziom wody z mozgu

  16. Cześć
    Odnośnie GMO. Nie mam nic przeciwko modyfikowaniu roślin samym w sobie.
    To co mnie przeraża to fakt że koncern chemiczny np.Monsanto ( teraz Bayer) przejmuje rolę producenta żywności, uzależnia ekonomicznie od siebie rolników oraz ma monopol na produkcje nasion.Dodatkowo rośliny, które jemy są dosłownie zalewane herbicydami, które nie mogą mieć neutrlanego wpływu na nasze zdrowie czy środowisko. I wszystko to w imię walki z głodem – czyli totalne odwrócenie kota ogonem, bo obecnie głównym problem nie jest brak żywności tylko jej nierównomierna dystrybucja , marnotrawstwo oraz postępująca otyłośc ludzkości.

  17. Artykuł jest ewidentnie sponsorowany przez wielki przemysł konwencjonalny, bądź autor ma jakiś uraz do zdrowej naturalnej produkcji. Od lat twierdzą że masowy przemysł rolniczy uratuje świat od głodu, lecz Afryka cały czas głoduje, a na świecie marnuje się tyle żywności. Bo ludziom trzeba dać wędkę a nie ryby. Rozum musi być zdrowy, wtedy będzie chwalił co zdrowe.

    1. To poczytaj choćby o Zielonej Rewolucji. To, że nadal są miejsca gdzie jest głód, nie znaczy, że nigdzie się nie poprawiło. A tam, gdzie panuje głód, często wynika to z przyczyn politycznych i militarnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *