Przez kilka dni niemała część Internetu żyła sprawą nagrania Beaty Pawlikowskiej, która opowiedziała w nim o lekach przeciwdepresyjnych. Spadła na nią spora krytyka, miejscami nawet hejt. Postanowiłem na chłodno, po medialnej burzy, obejrzeć jej film, zanalizować go i opisać. Podczas słuchania zrobiłem notatki – jak mam w zwyczaju – i sprawdziłem informacje, zweryfikowałem je, a następnie zabrałem się do niniejszego artykułu. Jak zawsze dodam, że teksty na moim blogu piszę regularnie dzięki finansowemu wsparciu moich Patronów i Patronek na Patronite.

 

 

Nagranie Beaty Pawlikowskiej o lekach przeciwdepresyjnych

Na początku nagrania Beata Pawlikowska podkreśla, że nie jest przeciwko lekom przeciwdepresyjnym. Mówi też, że nie zachęca do rezygnowania z nich i podkreśla, że wielu osobom mogą pomóc w ramach, jak to sama określiła, odblokowania mózgu. Na końcu jej publikacji znajduje się też notatka informująca, że zaprzestanie zażywania takich leków może być niebezpieczne i przestrzega, by nie odstawiać ich bez udziału lekarza.

 

Zwracam na to uwagę nie tylko dlatego, że pojawia się na początku i na końcu filmu, ale również ze względu na to, że w sytuacji, gdy w dalszej części nagrania Beata Pawlikowska zdecydowanie krytycznie podchodzi do antydepresantów, jednocześnie ostrzega widzów przed potencjalnym nieprzemyślanym zrezygnowaniem z nich, co teoretycznie niektóre osoby po obejrzeniu jej materiału mogłyby uczynić. Tyle, jeśli chodzi o formalności, teraz przejdźmy do spraw merytorycznych.

 

Przyczyna choroby a poszukiwania leku – czy Beata Pawlikowska ma rację?

Beata Pawlikowska pierwszą część filmu poświęca na przytoczenie historii badań nad lekami przeciwdepresyjnymi. Twierdzi w niej, że ponieważ nie było wiadomo jaka jest przyczyna depresji, to trudno w obliczu tego faktu poszukiwać skutecznego leku. Przedstawiła więc stosunkowo często spotykany punkt widzenia, że brak znajomości przyczyny choroby uniemożliwia jej skuteczne leczenie.

 

Jednak, moim zdaniem, opinia taka nie zawsze jest słuszna. Widać to zwłaszcza w przypadku mikrobiologii i wirusologii, gdy hodowcy, rolnicy czy wcześni naukowcy wiedzieli, że „coś” powoduje chorobę i choć nie mogli zidentyfikować „co”, to widzieli, że podawanie pewnych substancji czy stosowanie określonych praktyk higienicznych chroni przed tym lub cofa tego efekty, gdy już wystąpią.

 

Oczywiście znajomość przyczyn ma ogromne znaczenie w poszukiwaniu leków i – co jeszcze istotniejsze – środków prewencyjnych. Bez wątpienia wiedza taka pomaga w badaniach nad leczeniem, ale nie zawsze jest niezbędna do tego, by móc stwierdzić, że coś leczy. W przypadku zaburzeń psychicznych sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana (o czym za chwilę) niż przy chorobach zakaźnych, co w jakimś stopniu uzasadnia argumentację Pawlikowskiej, ale według mnie mniej niż połowicznie.

 

Różne rodzaje depresji

W filmie Beaty Pawlikowskiej brakuje wyraźnego zaznaczenia, że istnieją różne rodzaje depresji (klinicznie), a nawet znaczenia słowa „depresja”. Istnieje coś takiego, jak dystymia (uporczywe zaburzenie depresyjne), czyli przewlekła depresja o lżejszym nasileniu, mogąca mieć epizody wzmocnienia objawów, a także depresja kliniczna, będąca ciężką i ostrą postacią tej choroby. Co więcej, w niektórych klasyfikacjach wyróżniane było także depresyjne zaburzenie osobowości, któremu obecnie najbliżej do dystymii.

 

U niektórych epizody depresyjne są objawem innych zaburzeń – na przykład narcystycznego zaburzenia osobowości, zaburzenia osobowości typu borderline czy anankastycznego zaburzenia osobowości – a u innych stanowią część ich esencji, jak przy chorobie afektywnej dwubiegunowej. Depresja może też być następstwem ciężkich, traumatycznych przeżyć, takich jak bycie ofiarą lub świadkiem zabójstwa, samobójstwa, ciężkiej przemocy, kataklizmu czy wypadku.

 

Choć w żadnym przypadku nie chcę relatywizować pojęcia „traumy”, to muszę zaznaczyć, że dzieci mają z reguły niższą tolerancję na kryzysowe wydarzenia i łatwiej u nich o jej ukształtowanie w umyśle. To prowadzi z kolei do wniosku, że również etap rozwoju psychologiczno-emocjonalnego ma znaczenie dla oceny depresji. „Gdy w skład osobowości wchodzi wiele cech przystosowawczych oraz względnie mało nieprzystosowawczych” – z czym mamy do czynienia u zdrowych osób dorosłych –  „zdolność do radzenia sobie z tragediami natury psychicznej, takimi jak śmierć lub rozwód, jest wysoka. Gdy jednak osobowość składa się z wielu cech nieprzystosowawczych, a niewielu przystosowawczych” – jak u młodzieży, a zwłaszcza dzieci –  „wtedy nawet słabszy stresor może wywołać zaburzenie z osi pierwszej” [1]. Do pojęcia osi w zaburzeniach psychicznych jeszcze w dalszej części tekstu powrócę.

 

Jakie są przyczyny depresji?

Uczucia towarzyszące depresji mogą być różne, w zależności od tego z jaką depresją mamy do czynienia i czym jest ona spowodowana. Aspekt ten może przeświadczać o tym, w jaki sposób powinna być leczona i czy w ogóle należy taki stan uznać za depresję, jako jednostkę kliniczną. W czym rzecz dobrze wytłumaczył prof. Jarosław Piotrowski – psycholog badający narcyzm – na przykładzie narcystycznego zaburzenia osobowości. W wywiadzie, który przeprowadziłem z nim w roku 2022, wyjaśnił, że w zaburzeniu tym depresja może być zjawiskiem wtórnym, spowodowanym niemożnością nasycenia narcystycznej potrzeby poczucia wyższości, gdy osobie z narcyzmem brakuje odpowiednich wzmocnień, utwierdzających ją w przekonaniu o własnej wyjątkowości.

 

Z kolei w histrionicznym zaburzeniu osobowości „duża depresja zwykle ma swoje źródła w poczuciu pustki, nudy czy utraty bezpiecznej zależności” – pisze prof. Theodore Millon [1]. Natomiast w chorobie afektywnej dwubiegunowej, zwanej też cyklofrenią, depresja następuje po manii lub hipomanii, której ewolucyjnie przystosowawczym efektem może być ochrona przed stanem depresyjnym [2]. Również na poziomie ontogenetycznym (rozwoju jednostki) hipomania prawdopodobnie może stanowić mechanizm obronny przed depresją [3]. Przyczyny depresji w chorobie dwubiegunowej nie są jasne i niewykluczone, że u różnych osób mogą wynikać z odmiennych proporcji czynników genetycznych, rozwojowych, środowiskowych i społecznych [4].

 

To, o czym powyżej napisałem, to i tak tylko urywek wiedzy o rodzajach i przyczynach depresji. Kluczowy fakt jest taki, że z powodu mnogości czynników powodujących depresję oraz samej struktury i „jakości” depresji jej leczenie niekoniecznie zawsze będzie takie samo. Oprócz tego istotne jest też nasilenie objawów: przy skrajnej depresji leki mogą być niezbędne, aby wygasić np. myśli samobójcze i poczucie totalnej beznadziei, zaś przy depresji wynikającej z zaburzeń osobowości leki mogą tłumić emocje, do których dostęp jest niezbędny podczas psychoterapii, by ta była skuteczna.

 

Bezpośrednie, pośrednie i ewolucyjne źródła depresji

Beata Pawlikowska podkreśla w swoim nagraniu, że nie są znane przyczyny depresji. Jest to prawda połowiczna. Nie wiadomo jakie są wszystkie przyczyny depresji, ale – jak widać po wcześniejszych akapitach – część z nich jest znana. Co bardzo ważne, istnieją różne rodzaje przyczyn depresji: bezpośrednie (zmiany w funkcjonowaniu mózgu), pośrednie (zaburzenia osobowości, traumy, okoliczności życiowe) i ewolucyjne.

 

Nie do końca wiadomo, jakie są te najbardziej bezpośrednie powody występowania depresji, czyli co dokładnie dzieje się z biochemią mózgu, kontaktem między neuronami i ich aktywnością czy strukturami poszczególnych grup komórek nerwowych. Więcej wiadomo o pośrednich, o których wyżej już napisałem. Beata Pawlikowska też zresztą o nich mówi, gdy opowiada o czynnikach społecznych, odnoszących się do życia rodzinnego czy zawodowego. I, prawdopodobnie nieświadomie, porusza następny kluczowy wątek sprawy. Mianowicie wyzwalaczy.

 

Jest bowiem tak, że osoby ze skłonnościami genetycznymi czy temperamentalnymi do depresji mogą na nią wcale nie zachorować, jeśli nie zadziałają na nie czynniki wyzwalające, czyli tak zwane triggery. Ktoś z wysokim ryzykiem depresji wiodący życie bez zmartwień może nigdy jej nie doświadczyć, zaś osoba bez takiego ryzyka biologicznego, ale potargana przez los traumami, przemocą, czy zaniedbaniem we wczesnym dzieciństwie, może borykać się z depresją lub chorobą afektywną dwubiegunową przez całe życie albo od dorosłości.

 

Struktura źródeł depresji

Wróćmy tutaj do wdzięcznego przykładu narcystycznego zaburzenia osobowości. Osoby z nadwrażliwością sensoryczną (nie mylić z nieistniejącym, pseudopsychologicznym syndromem „osoby wysoko wrażliwej”) prawdopodobnie mają podniesione ryzyko rozwinięcia się tegoż zaburzenia (i innych zresztą też), co stanowi pośredni czynnik biologiczny. W efekcie rozwinięcia się osobowości narcystycznej (czynnik pośredni) jednostka taka w sytuacji braku możliwości utwierdzenia się w przekonaniu o swojej wyjątkowości i braku sposobności do zaspokojenia narcystycznego popędu (wyzwalacz) może popaść w depresyjne zaburzenie nastroju, z zaburzeniem biochemii mózgu (czynnik bezpośredni) włącznie. U osoby nienarcystycznej ten sam efekt może być spowodowany np. nagłą śmiercią męża, żony lub dzieci i utratą pracy czy niemożnością spłacenia długów, albo uszkodzeniem mózgu na skutek choroby bądź wypadku.

 

W tym miejscu warto przytoczyć osie zaburzeń psychicznych według DSM, czyli amerykańskiego podręcznika zaburzeń psychicznych. Na osi pierwszej znajdują się „zespoły kliniczne”, takie jak zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju (w tym depresja czy cyklofrenia), schizofrenia, uzależnienia, zaburzenia seksualne, zaburzenia odżywiania. Kolejne osie – druga z zaburzeniami osobowości, trzecia z czynnikami fizyczno-biologicznymi (np. przechorowanie infekcji wirusowej, fizyczne uszkodzenie mózgu), czwarta z czynnikami społecznymi (życie rodzinne, społeczne, zawodowe) i piąta z ogólną kondycją organizmu – opisują możliwe przyczyny zaburzeń z osi pierwszej.

 

Co ma ewolucja biologiczna do depresji?

Nie byłbym sobą, jako biolog, gdybym nie wspomniał jeszcze o ewolucyjnych źródłach depresji. Aktualnie badania naukowe, obserwacje oraz prace teoretyczne wskazują, że wiele chorób cywilizacyjnych – w tym psychicznych – na najbardziej podstawowym poziomie ma swoje źródło w niedostosowaniu człowieka (jako Homo sapiens) do współczesnych warunków życia. Zostały one zwłaszcza przez ostatnie sto lat tak bardzo zmienione, że są diametralne różnie od tych, w których gatunek nasz ewoluował. Inaczej mówiąc, są inne od warunków ewolucyjnego przystosowania człowieka. To zaś prowadzi do rozlicznych zaburzeń, co w sposób popularnonaukowy zostało przedstawione np. w książce „Niedostosowani” Adama Harta.

 

 

Nasze ludzkie organizmy – w tym mózgi i umysły – są na przykład przystosowane do życia w grupach, więc aktualna skrajna indywidualizacja sprzyja zaburzeniom lękowym i zaburzeniom nastroju. Obrazuje to upowszechnienie modelu rodziny nuklearnej, w której dziecko wychowywane jest przez rodziców, bez zaangażowanego udziału dalszej rodziny i sąsiadów. W sytuacji gdy z rodzicami coś jest nie tak (np. zaniedbują dziecko albo są nadopiekuńczy, mają własne problemy psychiczne czy są nieobecni) dziecku brakuje zastępczych figur przywiązania, niezbędnych do prawidłowego rozwoju psychologiczno-neurologicznego [5]. W warunkach życia bardziej uwspólnotowionego społecznie, biologicznie naturalnego dla Homo sapiens, przykładowa nadopiekuńczość czy nieobecność nie stanowiłoby aż takiego problemu, gdyż rolę matki i ojca mogłaby przejąć babcia, wujek, sąsiadka czy starszy kuzyn.

 

Z kolei przykładem czegoś, do czego nasze mózgi oraz umysły zdecydowanie przystosowane ewolucyjnie nie są, jest korzystanie z mediów społecznościowych – czegoś niemal kosmicznie obcego naszemu gatunkowi. Gdy rozmawiałem z dr Magdaleną Leszko (psycholożką i psychoterapeutką, wykładającą psychologię na uniwersytetach w Polsce i USA) dowiedziałem się, że również wpatrywanie się w swój wizerunek w kamerce internetowej podczas połączeń wideo przez Internet może drastycznie zwiększać prawdopodobieństwo pojawienia się problemów psychicznych. Badania pokazują, że obie te kwestie – media społecznościowe i korzystanie z kamerek internetowych – są wyzwalaczami cielesnego zaburzenia dysmorficznego, czyli dysmorfofobii [6], [7].

 

Skutki uboczne leków przeciwdepresyjnych

Prawdą jest, że leki przeciwdepresyjne, tak jak wiele innych farmaceutyków, niosą ryzyko wystąpienia skutków ubocznych. Sztuką medyczną jest dobranie leków i dawek tak, by one nie występowały lub były minimalne i niegroźne, zaś zadaniem naukowców jest szukanie nowych wersji leczniczych związków chemicznych (np. ciut zmodyfikowanych pod kątem przyłączonej do cząsteczki grupy chemicznej), które są skuteczniejsze i bezpieczniejsze. Ważne jest, by ryzyko związane z przyjmowaniem określonego leku nie przeważało nad płynącymi zeń korzyściami. W sytuacji, gdy mamy pacjenta, który z dużym prawdopodobieństwem może popełnić samobójstwo, albo który nic nie je i „nie ma siły” wstać z łóżka, ważniejsze będzie by „przywrócić go do życia”, niż martwić się o efekty niepożądane. Jednocześnie przypisanie osobie względnie zdrowej leków tego typu, zamiast skierowanie jej na psychoterapię bądź przyjrzenie się jej stylowi życia oraz okolicznościom rodzinnym i zawodowym, prawdopodobnie będzie przeważało wagę na niekorzyść leków.

 

 

Artykuł ten mogłem napisać dzięki wsparciu moich Patronów i Patronek. Dołącz do nich na moim profilu w serwisie Patronite.

 

 

Chociaż potencjalne skutki uboczne leków przeciwdepresyjnych faktycznie mogą czasem być groźne, to myślę, że Beata Pawlikowska i tak zdemonizowała je w swoim filmie nadto, jak choćby mówiąc o ich działaniu uzależnieniowym (antydepresanty nie skłaniają do ich stosowania w taki sposób i nie są kierowane na mechanizmy związane z ośrodkiem nagrody w mózgu) albo stosując zbyt szerokie uogólnienia (różne leki antydepresyjne mogą mieć różne skutki uboczne, tymczasem Pawlikowska wrzuca wszystko do jednego worka).

 

Niektóre z wymienionych przez Pawlikowską problemów były też nie do końca prawidłowo nazwane. Powiedziała ona na przykład o zmianie osobowości pod wpływem leków, podczas gdy o ile antydepresanty zmieniają zachowanie, myślenie czy percepcję, tak osobowość po okresie dojrzewania jest już konstruktem względnie trwałym i może być jedynie częściowo modyfikowana, ale pod wpływem silnych lub regularnych doświadczeń, nie zaś farmakologii.

 

Prawdą jest za to, że antydepresanty mogą zobojętniać na emocje, spłycać uczuciowość czy uniemożliwiać głębszy wgląd – a wszystkie te kwestie są kluczowe dla skuteczności psychoterapii, czyli leczenia przyczynowego. Na problem ten zwraca uwagę wielu klinicystów, w tym Milena Karlińska-Nehrebecka – psycholog, psychoterapeuta, wykładowczyni oraz prezeska Polskiej Federacji Psychoterapii i Polskiego Instytutu Psychoterapii Integratywnej – która w rozmowie ze mną wyraźnie to podkreśliła.

 

Ćwiczenia i kontakty społeczne chronią przed depresją?

Nie wiem ile razy, ale wielokrotnie zetknąłem się z przekazem wyśmiewającym wpływ aktywności fizycznej, snu i kontaktów społecznych na zdrowie psychiczne. Tymczasem faktem jest, że mają one niebagatelnie pozytywne oddziaływanie na stan ciała i umysłu, co potwierdzają nie tylko masowe obserwacje i doświadczenia, ale również szereg publikacji naukowych, z których warto przytoczyć choćby kilka [8], [9], [10]. Ciężkiej depresji nie wyleczy się w ten sposób, ale, po pierwsze, wszystkie trzy wymienione czynniki – zwłaszcza kontakty społeczne i sen – mogą znacząco pomóc, a po drugie, chronią przed wystąpieniem depresji i innych zaburzeń nastroju. Beata Pawlikowska mówi o tym w swoim nagraniu i ma w tej sprawie całkowitą rację. Jest ona szczególnie ważna w obliczu obserwacji, że epizody depresyjne mogą przechodzić samoistnie i interwencje medyczne nie zawsze są konieczne.

 

Pawlikowska ma również rację we fragmencie, w którym przekonuje o leczniczym działaniu psychoterapii, czyli de facto profesjonalnemu, kierunkowemu kontaktowi społecznemu, organizowanemu typowo pod daną osobę i jej problem psychiczny. Na tym w istocie opiera się skuteczność psychoterapii: nabywaniu nowych doświadczeń i kojarzeniu ich z określonymi emocjami i wspomnieniami. Psychoterapia jest szczególnie skuteczna w zaburzeniach osobowości – czyli zaburzonych wzorcach myślenia, kojarzenia wspomnień, kontrolowania i ekspresji emocji, oraz zachowania – na które leki nie pomagają i jeśli są przy nich stosowane, to stricte objawowo, w celu złagodzenia depresji czy zakończenia psychozy.

 

Poziom serotoniny u osób z depresją

W nagraniu Beaty Pawlikowskiej obecne jest wyraźne zaznaczenie, że niski poziom serotoniny u osób z depresją jest dowodem na niski poziom serotoniny u osób z depresją, bez bezspornie dowiedzionego związku przyczynowo-skutkowego. Choć jakaś bezpośrednia zależność między tymi dwiema obserwacjami (niskie stężenie serotoniny oraz odczucia i zachowania charakterystyczne dla depresji) prawdopodobnie występuje, to nie jest w pełni znany charakter, struktura i kierunek tej relacji, w którą – co podkreślam ponownie – zaangażowanych jest wiele innych czynników związanych z genami i ich ekspresją, czynnikami neurobiologicznymi, rozwojowymi oraz środowiskowymi (w tym rodzinno-społecznymi) na każdym etapie życia człowieka.

 

Ta konkretna uwaga Beaty Pawlikowskiej jest kluczowa i merytorycznie zasadnicza w całym jej nagraniu w odniesieniu do głośnego i szeroko komentowanego przeglądu opublikowanego w wakacje 2022 roku, krytycznego wobec teorii serotoninowej. Najważniejszy wniosek z tej pracy – w której zanalizowano dotychczasowe badania naukowe na temat związku serotoniny z depresją – jest taki: „Główne obszary badań nad serotoniną nie dostarczają spójnych dowodów na istnienie związku między serotoniną a depresją ani nie potwierdzają hipotezy, że depresja jest spowodowana obniżoną aktywnością lub stężeniem serotoniny. Niektóre dowody były zgodne z możliwością, że długotrwałe stosowanie leków przeciwdepresyjnych zmniejsza stężenie serotoniny” [11].

 

I tutaj wracam do wątku leczenia bez świadomości tego, jaka jest przyczyna choroby. Fakt jest taki, że leki przeciwdepresyjne, pomimo skutków ubocznych oraz tego, że bywają przypisywane przez psychiatrów zbyt lekką ręką, poprawiają stan pacjentów, dla których leki te są rekomendowane, co najmniej krótkofalowo i wtórnie, niezależnie od tego, czy teoria serotoninowa jest słuszna czy nie. Przystępnie wyjaśnił to psychiatra, dr Cezary Żechowski, w wywiadzie dla podkastu „Skądinąd”.

 

To co powiedziała Beata Pawlikowska jest zatem zgodne z prawdą w sensie naukowym, ale zinterpretowane poza kontekstem klinicznym, do którego się przecież od początku odnosiła. Jej fundamentalny błąd z tego filmu polega więc na częściowo błędnej interpretacji, nie uwzględniającej praktyki klinicznej. W sytuacji idealnej Pawlikowska, oprócz nie popełnienia tego błędu, przytoczyłaby jeszcze, że dyskutowane badanie miało pewne uchybienia metodologiczne, np. nie odróżniało osób z aktywną depresją od osób w fazie remisji – jak zauważył prof. Johan Lundberg z Instytutu Karolinska.

 

 

Naddiagnozowanie zaburzeń psychicznych

„Depresja jest dzisiaj prawdopodobnie najczęściej naddiagnozowanym zaburzeniem psychicznym na świecie i prawdopodobnie najczęściej niepotrzebnie leczonym, ale ten fakt nie budzi niczyjego niepokoju” – napisał dr Tomasz Witkowski. Nie wiem, czy „najczęściej” (obecnie istnieją prywatne ośrodki wyspecjalizowane w diagnozowaniu np. ADHD, zaburzeń ze spektrum autyzmu, czy choroby afektywnej dwubiegunowej, gdzie pacjent, a raczej w tym konkretnym przypadku klient, otrzyma taką diagnozę, jakiej oczekuje), ale istotnie dotknął on tutaj sedna problemu: wielu osobom, które ani farmakoterapii ani psychoterapii w ogóle nie potrzebują, oferuje się je, ze szkodą dla nich.

 

Gdy ktoś faktycznie ma jakieś zaburzenie psychiczne, bez wątpienia będzie potrzebował psychoterapii i, być może, farmakoterapii, a także zmiany stylu życia (sen, kontakty społeczne, aktywność fizyczna). Jednak kierowanie wszędzie i na siłę przekazu o tym, że powinno się iść do psychologa lub psychiatry na „każdy problem” jest drogą donikąd. Wiele trudnych stanów czy ciężkich okresów jest naturalną częścią życia, a nie zaburzeniem czy chorobą, i przy wielu z nich to, co pomaga, to czas, nowe doświadczenia, spotkania z bliskimi, sen, czytanie książek czy sport – bez konieczności brania leków przepisywanych przez psychiatrów i chodzenia do psychoterapeutów. Inaczej problem psychiatryzacji ludzkiego doświadczenia dobrze obrazują popularne i groteskowe porady z forów i grup internetowych, gdzie na każde zapytanie, jak sobie z czymś poradzić, padają zalecenia: „idź do psychologa” albo „do psychiatry”.

 

O internetowej wrzawie na zakończenie

Na sam koniec chcę skomentować internetową wrzawę, która miała miejsce wokół nagrania Beaty Pawlikowskiej. Po pierwsze, jak już wyjaśniłem, jej główny błąd polegał na częściowo nieprawidłowej interpretacji poza kontekstem klinicznym. Nie było tam natomiast przekłamań, nie doszukiwałbym się także cherry-pickingu, który niektórzy Pawlikowskiej zarzucają, a nie robiłbym tego, ponieważ mówiła, że są badania o sprzecznych wynikach, zaś samo powoływanie się na rozbudowany przegląd – czyli pracę uwzględniającą wiele pomniejszych badań – poniekąd (nie w pełni i nie zawsze) wyklucza cherry-picking.

 

Wierzę, że większość osób, które wzięły udział w internetowej wrzawie, miała dobre intencje, ale nie powstrzymała emocji lub nie zanalizowała szczegółowo materiału, o który się rozeszło. Jednak niektórzy tak bardzo zapędzili się w próbie zdyskredytowania Pawlikowskiej, że sami popełnili kardynalne błędy lub wypaczenia. Na przykład w „Tygodniku Polityka” ukazał się beztreściowy komentarz Katarzyny Czajki-Kominiarczuk sypiący banałami, niczym pewnej środy ksiądz głowy popiołem. Z kolei na portalu „Salon24” opublikowano artykuł, w którym zaprzeczono, że czynniki środowiskowe, takie jak sen czy medytacja, wpływają na ekspresję genów (o czym mówiła Pawlikowska), podczas gdy jest to najoczywistszy fakt znany już od dawna. Ba, za badania po części w tym właśnie zakresie, w odniesieniu do rytmu snu i czuwania, troje znakomitych naukowców otrzymało Nagrodę Nobla z medycyny lub fizjologii w roku 2017.

 

Krytykowałem już w przeszłości Beatę Pawlikowską – również za wypowiedzi na temat depresji – i jestem sceptyczny wobec wielu jej twierdzeń. Niemniej uważam, że w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z częściowo niepoprawną interpretacją, a nie ewidentnym błędem, okraszoną mało profesjonalną narracją o historii odkrycia i stosowania antydepresantów. Jako osobisty, biologiczny i biologiczno-medyczny fact-checker osób publicznych, z łatwością wychwytuję i usuwam lub poprawiam tego typu błędy z ich wpisów czy planów nagrań: nie wymaga to sporych nakładów i poprawek lub fundamentalnych zmian, jak przy poważnych przeinaczeniach, przekłamaniach czy nadinterpretacjach. Cieszę się, że wideo Pawlikowskiej wzbudziło dyskusję o antydepresantach i psychoterapii, zarazem chciałbym bardzo, aby więcej wybrzmiewających w niej głosów było merytorycznych, konstruktywnych i rzeczowych.

 

Niniejszy artykuł napisałem dzięki regularnie wspierającym mnie Patronom i Patronkom. Bez tego codzienne poświęcanie kilku godzin na czytanie, analizowanie, weryfikowanie, konsultowanie się z naukowcami, a w końcu pisanie (lub nagrywanie podkastu „Teoretico”) byłoby dla mnie niemożliwe. Jeśli chcą i mogą sobie Państwo pozwolić na dołączenie do grona moich Patronów, serdecznie zapraszam na mój profil w serwisie Patronite.

 

 

Literatura

[1] Theodore Millon i wsp. Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie. Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Warszawa, 2005.

[2] Brad Bowins. Hypomania: a depressive inhibition override defense mechanism. „Journal of Affective Disorders”, 2008.

[3] Brad Bowins. Cognitive regulatory control therapies. „American Journal of Psychotherapy”, 2013.

[4] Eduard Vieta i wsp. Bipolar disorders. „Nature reviews Disease primers”, 2018.

[5] John Bowlby. Przywiązanie. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa, 2016.

[6] Olimpia Pino. Is Zoom Dysmorphia a new disorder? „Acta BioMedica”, 2022.

[7] Daria J. Kuss i wsp. The use of social networking sites, body image dissatisfaction, and body dysmorphic disorder: A systematic review of psychological research. „Psychology of Popular Media”, 2020.

[8] Pei-Yu Yang i wsp. Exercise training improves sleep quality in middle-aged and older adults with sleep problems: a systematic review. „Journal of physiotherapy”, 2012.

[9] Simon Rosenbaum i wsp. Meta-analysis physical activity interventions for people with mental illness: a systematic review and meta-analysis. „The Journal of Clinical Psychiatry”, 2014.

[10] Jung Woo Kim i wsp. Suicide trends according to age, gender, and marital status in South Korea. „OMEGA-Journal of Death and Dying”, 2019.

[11] Joanna Moncrieff i wsp. The serotonin theory of depression: a systematic umbrella review of the evidence. „Molecular psychiatry”, 2022.

 

Najnowsze wpisy

`

21 komentarzy do “Chłodna analiza filmu Beaty Pawlikowskiej o antydepresantach

  1. Artykuł oceniam dobrze, ale pozwolę odnieść się do jednego fragmentu: „Chociaż potencjalne skutki uboczne leków przeciwdepresyjnych faktycznie mogą czasem być groźne, to myślę, że Beata Pawlikowska i tak zdemonizowała je w swoim filmie nadto, jak choćby mówiąc o ich działaniu uzależnieniowym (antydepresanty nie skłaniają do ich stosowania w taki sposób i nie są kierowane na mechanizmy związane z ośrodkiem nagrody w mózgu)” – ale po ich odstawieniu występują nieraz bardzo trudne do zniesienia objawy odstawienne, a to przede wszystkim ma się na myśli, gdy używa się słowa „uzależniający”.

    1. Nie, to nie jest prawidłowa definicja. Czy jeżeli po odstawieniu leku przeciwcukrzycowego pojawią się przykre skutki uboczne, to powiemy, że jest on uzależniający?

  2. „W nagraniu Beaty Pawlikowskiej obecne jest wyraźne zaznaczenie, że niski poziom serotoniny u osób z depresją jest dowodem na niski poziom serotoniny u osób z depresją…”

    Chyba coś źle zedytowałeś.

      1. Zaraz, ale pod koniec filmiku jest stwierdzenie, że leki stosowane długoterminowo obniżają serotoninę, a to prowadzi do chronicznej depresji. Nie widzisz tu sprzeczności?

  3. Dobrze przeczytać w końcu coś merytorycznego o pani Pawlikowskiej. Mam wrażenie że opinia publiczna już jest tak wyczulona na jej punkcie, że cokolwiek powie i tak będzie zjechane.
    Myslę, że mówiąc o uzależnieniu od antydepresantów mogła mieć na myśli nie uzależnienie fizyczne tylko psychiczne- to „nie czucie niczego”, właśnie przytępienie wszystkich emocji.
    Nic nas nie ziębi ani nic nas nie parzy, przezroczysty świat- jak śpiewa Kwiat Jabłoni.
    Uważam, że ludzie obecnie mają problem z akceptacją tego, że w życiu obok dobrych są też gorsze i trudne momenty- no bo tak wygląda życie. Nie tak jak na Insta. A dodać do tego jeszcze modę na to, że każdy ma cos do przepracowania i powinien choć raz w życiu iść na terapię…
    Mam nadzieję że w środowisku medycznym w końcu zostanie usystematyzowana kwestia przepisywania antydepresantów i nie będą traktowane jak cukiereczki bo inaczej połowa z nas będzie na Xanaxie druga połowa na Prozacu i będziemy mieć drugą Amerykę :’)

  4. „W nagraniu Beaty Pawlikowskiej obecne jest wyraźne zaznaczenie, że niski poziom serotoniny u osób z depresją jest dowodem na niski poziom serotoniny u osób z depresją…” <- to prawdopodobnie niezamierzona tautologia. 🙂

  5. Nareszcie jakieś merytoryczne ogarnięcie tematu. Czytając na medonet artykuł z panią Herman odnoszę wrażenie, że to p. Herman potrzebuje pomocy specjalisty. Jej reakcja była nieprofesjonalna i niemerytoryczna. Jak sama przyznała, od lat obserwuje Pawlikowską i jest na nią cięta. Ciekawe hobby mają psychiatrzy. I to od tej Herman i jej zbiórki na pozew zaczął się cały ferment i hejt.
    Dla mnie Pawlikowska jest mało szkodliwa. Ale atak, jaki przypuściła na nią Herman pokazuje tylko, jakim człowiekiem jest ta pani psychiatrka – autorka podobno setek artykułów i adresatka mejli od pacjentów zagubionych po obejrzeniu podcastu Pawlikowskiej. Ciekawe czy pokaże te mejle czy je sobie wymyśliła.

  6. „Fakt jest taki, że leki przeciwdepresyjne, pomimo skutków ubocznych oraz tego, że bywają przypisywane przez psychiatrów zbyt lekką ręką, poprawiają stan pacjentów, dla których leki te są rekomendowane, co najmniej krótkofalowo i wtórnie, niezależnie od tego, czy teoria serotoninowa jest słuszna czy nie”. Przerażający komentarz, dziwię się, że został sformułowany przez naukowca. Wiemy doskonale, że placebo działa. Są badania pokazujące, że placebo nie wpływa jedynie na subiektywne odczucia, ale również obiektywne wskaźniki, które możemy monitorować (jak przykładowo HDL w badaniach krwi).

    1. Gdzie tu sprzeczność? Co w tym złego, jeśli leki pomagają poprzez wywołanie efektu placebo (a więc pewnego stanu samomobilizacji organizmu)? Myślisz, że tak łatwo jest wywołać ten efekt?

  7. Niestety, ale wybrał Pan tylko takie badania naukowe, które potwierdzają Pana teorię.
    „Ważne jest, by ryzyko związane z przyjmowaniem określonego leku nie przeważało nad płynącymi zeń korzyściami.”

    Nie ma różnicy pomiędzy działaniem antydepresantów a efektem placebo.
    Do tego antydepresanty mają mają różnego rodzaju skutki uboczne, wymienię tylko te najbardziej niebezpieczne:
    – negatywnie wpływają na zdrowie fizyczne co prowadzi do krótszego życia,
    – zwiększają ryzyko samobójstw i takie samobójstwa się zdarzają szczególnie w pierwszych tygodniach przyjmowania leków,
    – zwiększają ryzyko agresywnych zachowań i takie sytuacje się zdarzają łącznie z morderstwami,
    W więzieniach Australii, Holandii, USA i Kanady siedzą przestępcy (również mordercy), których wyroki zostały złagodzone ponieważ popełnili przestępstwa bardzo krótko po tym jak zaczęli przyjmować antydepresanty lub po tym jak zwiększono im dawkę. W końcu
    – prowadzą do uzależnienia, pacjenci nie są w stanie odstawić leki a kiedy to zrobią cierpią na bardzo silny syndrom odstawienia, w Szwecji działa organizacja, które skupia się na tym problemie: The International Institute for Psychiatric
    Drug Withdrawal,
    – długotrwałe stosowanie antydepresantów pogarsza długoterminowe rokowania pacjenta.

    Podsumowując antydepresanty nie leczą depresji, powodują poważne skutki uboczne i uzależniają. Antydepresanty są zbyt ryzykowne aby je przyjmować.

    Firmy farmaceutyczne, które zarabiają miliardy na sprzedaży antydepresantów:
    – ukrywają (nie publikują) badań, które nie potwierdzają skuteczności antydepresantów, co utrudnia ocenę danego leku,
    – ukrywane są również badania potwierdzające proces samoleczenia,
    – ukrywały informacje o samobójstwach i agresji,
    – zostały przyłapane na oszukiwaniu regulatorów,
    – w USA zapłaciły miliardy dolarów odszkodowań za różne nadużycia,
    – nakłaniają przedstawicieli handlowych do okłamywania lekarzy aby sprzedawać jak najwięcej,
    – po nasyceniu rynku dla dorosłych zaczęły namawiać do podawania antydepresantów dzieciom.
    To wszystko powoduje, że badania nad antydepresantami, które są finansowane w ogromnej większości przez firmy farmaceutyczne nie są wiarygodne.

    Jeśli ktoś chce lepiej zrozumieć współczesną psychiatrię i leki antydepresyjne to może zacząć od zapoznania się z pracą Roberta Whitakera. Whitaker jest nagradzanym amerykańskim dziennikarzem, historykiem nauki, autorem książek poświęconych medycynie, zwłaszcza psychiatrii. Na początku jego praca wywołała gniew ze strony psychiatrów, ale po jakimś czasie zaczęły go zapraszać najlepsze uniwersytety a nawet Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne.
    Jeden wywiad z Whitakerem jest po polsku – Google:
    Z ROBERTEM WHITAKEREM ROZMAWIAJĄ TOMASZ GABIŚ I MATEUSZ ROLIK (SIERPIEŃ 2012)
    Na YT są wykłady i wywiady z Whitakerem

  8. Ten świat i systemy w nim, tak działają, że wszystko i wszyscy, którzy nie przyjmują jego zasad, reguł nie liczą się, są outsiderami.Nie wszyscy, którzy mają studia, certyfikaty, dokumenty są zdolni, nie mówiąc o niesieniu pomocy i nie wszyscy, którzy wypowiadają się na temat, który nie jest związany czy z ich wykształceniem, czy zawodem ich dyskredutuje. Co z tego, że J. Zięba studiował na Wydziale Maszyn Górniczych i Hutniczych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie a studia zakończył uzyskując tytuł zawodowy magistra inżyniera skoro Jego wiedza jest zgodna i poparta z wieloma innymi na tematy zdrowia. Co z tego, że Linus Pauling był amerykańskim fizykiem i chemikiem (dotychczas jedynym dwukrotnym laureatem indywidualnej Nagrody Nobla: w dziedzinie chemii i pokojowej. określany mianem największego chemika XX wieku) a zajmował się też medycyną, to On Zaproponował kontrowersyjną zmianę w medycynie – wprowadzenie „medycyny ortomolekularnej, Naukowcy głównego nurtu medycyny nie zaakceptowali koncepcji Paulinga, dotyczących medycyny ortomolekularnej, a zwłaszcza ortomolekularnej psychiatrii. W większości są przeciwni stosowaniu megadawek witaminy C (dożylnie lub doustnie) w leczeniu choroby nowotworowej, o czym pisał i sam zażywał.
    Isaak Newton był fizykiem a napisał traktat, że Bóg nie jest Trójcą. Przeciwstawił się wszystkim tzw. religiom chrześcijańskim. Co z tego, skoro jest to prawdą. Trójca to nauka wymyślona, nie mająca oparcia w Biblii.
    Przykłady można mnożyć zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Człowiek ma po to rozum i obecnie, olbrzymie zasoby np. w internecie, żeby szukać i SAM podejmować decyzje a nie urządzać”polowania na czarownice”. Prawda nigdy nie jest popularna i mile widziana…. chyba, że staje już OCZYWISTOŚCIĄ….
    Podczas kiedy jedni z drugimi „wymieniają się poglądami” 😁 to najlepszym podejściem do człowieka jest holistyczne podejście.
    Gabor Mate „Kiedy ciało mówi nie”, nie jako pierwszy i jedyny przedstawia ciekawe wnioski w tym względzie. Czy przysięga Hipokratesa to jeszcze obowiązuje? Lekarze to nie bogowie… otwierając usta często dają wyraz swojemu podejściu do człowieka albo arogancję, wyższość, zarozumiałość, pychę, dumę (itd.) albo pokorze, szacunkowi i chęci wysłuchania, pochylenia się nad pacjentem i współpracy, bo stosując coś na siłę na ciało mogą”gwałcić” ducha, dlatego konieczna jest współpraca na poziomie wzajemnego szacunku. Tylko dana osoba jest „właścicielem” swojego ciała i powinna mieć po wysłuchaniu, zrozumieniu prawo decyzji. A poza tym na miano autorytetu to zasługuje człowiek niedoskonały, błądzący? Nie wspominając i nie wymieniając z nazwiska (można, jak zwykle wyszukać w internecie) ludzi, naukowców, którzy w pogoni za różnymi rzeczami np. sławą zafałszowywali wyniki badań itp. Dlaczego nie dyskutuje się nad faktami? (bo to fakty🤭potwierdzone DOWODAMI a nie opiniami ludzi). Lekarze to Ci, którzy podobno przysięgają „służyć” tylko komu? Sobie, ludziom czy Farmacji?
    Problem o tyle jest, jak zwykle,o podwójnym znaczeniu:autorytetem, szacunkiem można się cieszyć, kiedy się coś pokaże, doświadczy, zweryfikuje a nie z urzędu, certyfikatu (nie mówię tu o funkcjonowaniu codziennym, załatwianiu spraw, kulturze itp).
    Istotne jest też przedstawienie tematu, swojego zdania. Kiedy wybuchła sprawa odkrycia grobów rdzennej ludności Kanady-Innuitów czytałam bardzo ciekawy, rzetelny i empatyczny artykuł dziennikarki, która przebywała ok. chyba 2 lat i bada) a sprawę, starał się rzetelnie naświetlić ją. Później przeczytałam inny dziennikarza, który wykorzystał te wydarzenia, żeby zaatakować KK. Chociaż mam swoje zdanie w tej kwestii to tam dało się wyczuć atak… Właśnie dlatego, że dzisiaj nie da się ukryć już prawdy, w wielu tematach, nie tylko medycznych ale i np. religijnych wzrasta świadomość a za tym zawsze powinno iść prawo wyboru. Świadomość. Nawet nie do końca wiedza .

    1. Jak wszyscy wrzucasz lekarzy do jednego wora. Nie każdy jest taki sam. Są tacy co słuchają pacjenta, pokazują różne możliwości wyjścia i pytają jakie ma na dany temat zdanie. Nie zawsze idzie się aby do jednego, czasem odwiedza się kilku różnych specjalistów tej samej dziedziny jeżeli ma się jakieś wątpliwości.

  9. Nadmierna koncentracja na tym co robią inni, prowadzi do depresji. Więcej ruchu na świeżym powietrzu, sport, miłość, kochanie i seks, a nawet praca fizyczna prowadzi do wzrostu zawartości serotoniny i zmniejszenia depresji. Wszystko, co jest stucznezwłaszcza w psychiatrii nie daje oczekiwanego efektu. Rzadkie przypadki, gdy w szpitalach psychiatrycznych osoby z problemami psychicznymi są leczone definitiwnie. W warunkach szpitali psychiatrycznych nawet i lekarze zapadają na choroby psychiczne.

    1. Oglądałem film Beaty Pawlikowskiej o depresji, a także inne filmy w jej wykonaniu, są bardzo przydatne. Słucham ich z przyjemnością, podoba mi siętemat i sposób w jaki je interpretuje, korzystam z jej rad. Fajne!

  10. Mi leki dwa razy uratowały życie, bo inaczej już dawno wisiałbym na gałęzi. Mój znajomy twierdził, że nie potrzebuje leków ani pomocy specjalisty i 30 grudnia się powiesił w piwnicy.

    Jak ktoś nie chce niech nie bierze, ale nie gadajcie głupot i nie wmawiajcie ludziom, że są złe i mają tylko złe działanie. A efekt odstawienia, to żaden problem, lekarz ustala jak „schodzimy” z leków i tyle, coraz mniejsze dawki i nawet nie czuć, że skończyło się je brać.

    1. Dzięki za polecenie filmu 55 kroków (55 Steps), obejrzałem trailer – wygląda zachęcająco.

      Ja polecam francuzki film również oparty na faktach:
      Dziewczyna z Brestu
      https://www.filmweb.pl/film/Dziewczyna+z+Brestu-2016-766057
      Dr Irène Frachon z miasta Brest we Francji odkrywa, że tabletki Mediator powodują problemy z zastawkami serca/zgony. W 2009 roku rozpoczyna zaciekłą walkę z producentem i francuskimi władzami ds. zdrowia.

  11. Wykonywałem kiedyś bardzo obciążającą psychicznie pracę. Ponieważ w pewnym momencie zaczęła mnie ona przerastać musiałem sięgnąć po antydepresanty. Skutki uboczne? To wszystko kwestia prawidłowo wykonanej oceny, swego rodzaju bilansu. Tak, występują. Tak, doświadczyłem ich na sobie. Tak, gdybym znalazł się w analogicznej sytuacji zastosowałbym analogiczne leczenie. Tekst doskonały merytorycznie i, co dla mnie szczególnie istotne, napisany wzorową polszczyzną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *