Być może spotkaliście się z pojęciem denializmu, a jeżeli czytacie od jakiegoś już czasu tego
bloga, to niemal na pewno znacie to słowo. Wywodzi się z angielskiego denialism i pochodzi od deny, czyli zaprzeczać. Dosłownie
tłumacząc jest to więc „zaprzeczjonizm”. Alternatywą mógłby być
negacjonizm,  gdyby nie to, że został już
w języku polskim „zarezerwowany” dla negowania faktów historycznych (negacjonizm
historyczny, np. negowanie holokaustu). Denializm natomiast oznacza odrzucanie
pewnych ustaleń naukowych, zaprzeczanie faktom, zaklinanie rzeczywistości.

denializm

Czym jest denializm?

Słowo „denializm” w Polsce jest
stosunkowo nowe i jeszcze nierozpowszechnione. W mediach anglojęzycznych stało
się już jakiś czas temu rozpoznawalne, a to dlatego, że ogólnoświatowe,
międzynarodowe portale znacznie częściej i bardziej profesjonalnie podchodzą do
kwestii związanych z nauką. Jestem jednak przekonany, że „denializm” przyjmie się i u nas,
w kręgach popularyzatorów nauki już jest regularnie stosowane.

Przeczytaj także: Czy płeć biologiczna nie istnieje? Fakty i mity na temat płci

U podstaw zjawisko denializmu
można opisać jako irracjonalne odrzucanie fundamentalnej często wiedzy, której akceptacja wywołałaby u denialisty dyskomfort psychiczny. Na przykład naukowe ustalenia
sprzeczne z zasadami wiary czy światopoglądu. Nauka może być też niezgodna z czyimś interesem – denialista wie, że określone zjawisko występuje, ale zaprzecza jego istnieniu, bo ma
dzięki temu korzyści w postaci funduszy lub głosów wyborczych albo przywilejów prawnych, jeśli owy denializm przyjmie się powszechnie w społeczeństwie.

Denializm i denialiści

Choć napisałem, że postawa
denialistyczna jest z gruntu irracjonalna, to aby denialista mógł się czuć
dobrze ze swoimi poglądami, musi je jakoś, choćby w najbardziej naciągany
sposób, racjonalizować. Istnieje kilka sposobów by to osiągnąć. Jednym z nich
jest powoływanie się na fałszywych ekspertów. Często są nimi osoby, które
zdobyły podstawowe wykształcenie w danej dziedzinie, ale na poziomie
profesjonalnym i poważnym nie mają z nią nic wspólnego. Na przykład ktoś, kto
skończył technikum weterynaryjne (nie ujmując technikom weterynarii), kreuje się na denialistyczny autorytet w
medycynie. Za tego typu wzór może też posłużyć znany wszystkim Jerzy Zięba. Oczywiście zdarzają
się też prawdziwi naukowcy, którzy negują fakty, lecz stanowią zwykle margines i na
ogół są specjalistami w bardzo, bardzo wąskiej poddziedzinie, szerzej kompletnie
się nie orientując (np. prof. Maciej Giertych czy dr n. med. Danuta Myłek).

Przeczytaj także: Błędy poznawcze, jakie popełnia każdy człowiek

Denialiści często stosują też
cherry-picking. Polega on na wybiórczym
powoływaniu się na źródła: ignorowaniu mnóstwa poprawnych metodologicznie badań
oraz metaanaliz, a skłanianiu się ku pojedynczym, często sfałszowanym publikacjom.
Sytuację taką idealnie pokazuje zachowanie antyszczepionkowców uznających
badania Wakefielda (więcej tutaj), a jego samego za autorytet albo przeciwnicy GMO wierzący
Séraliniemu (więcej tutaj). Samo manipulowanie
eksperymentami pod tezę też jest bardzo typowe dla denialistycznych guru. Ponadto
stosowane są niepoprawne merytorycznie analogie, argumenty erystyczne (np.
personalne wobec naukowców: ten biolog mówi o tym tylko dzięki kasie od
koncernów farmaceutycznych!) czy zaprzeczanie dowiedzionym naukowo zjawiskom
składającym się na opis tego, co denialiści negują (np.: duplikacja fragmentu chromosomu nie powodująca śmierci nie istnieje, więc teoria ewolucji to bzdura). Zdarzają się też działania korupcyjne (więcej tutaj). 

Denializm: rodzaje i przykłady

W społeczeństwach UE i USA oraz, mówiąc szerzej, w „świecie Zachodu” denializm najczęściej objawia się w
odniesieniu do zachodzenia ewolucji biologicznej, bezpieczeństwa spożywania żywności z organizmów
zmodyfikowanych genetycznie, globalnego ocieplenia, kulistości (geoidalności)
Ziemi, skuteczności i bezpieczeństwa szczepień, negatywnego wpływu otyłości na zdrowie, istnienia płci biologicznej, skuteczności chemioterapii i radioterapii w
leczeniu onkologicznym oraz istnienia wirusa HIV i choroby AIDS.

Przeczytaj także: Jakie są koszty zdrowotne i społeczne otyłości?

Negowanie zjawiska ewolucji
biologicznej przez kreacjonistów i wyznawców inteligentnego projektu jest
szczególnie widoczne w USA, w stanach tworzących tzw. pas biblijny (silnie
konserwatywno-religijnych). Zarabianie na kreacjonistach jest tam niezłym
biznesem. Amerykański, kreacjonistyczny guru Kent Hovind, głoszący
pseudonaukowe poglądy w temacie biologii, został skazany za oszustwa podatkowe.
Pokazywać to może, że denializm nie zawsze musi być sprawką irracjonalizmu, może być
po prostu rachunkiem zysków. Na ogół jednak ten rodzaj motywacji dotyczy tych
„na górze”, którzy sporo zarabiają (lub mają inne korzyści) na sprzedawaniu nieskutecznych suplementów
diety, pseudonaukowych książek obiecujących skuteczne leczenie, biletów do
muzeum kreacjonistycznego, żywności „wolnej od GMO”, ropy naftowej czy węgla.

co to jest denializm

Denializm i teorie spiskowe

Najpowszechniejsze mity powielane
przez denialistów krążą w sieci (a wcześniej w bardziej tradycyjnych mediach i
między ludźmi), odnawiając się wciąż na nowo, pomimo tego że zostały
wielokrotnie obalone. Do najczęstszych z nich należą:
– teoria ewolucji to tylko
teoria, a więc nieudowodniona hipoteza;
– wulkany emitują więcej gazów
cieplarnianych niż działalność człowieka;
– Ziemia jest płaska, a zdjęcia z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) są sfałszowane;
– płeć biologiczna nie istnieje lub nie jest bimodalna (po części jest to denializm negujący ewolucję biologiczną);
– żywność z GMO powoduje raka;
– otyłość to nie choroba i nie jest szkodliwa dla zdrowia;
– wirusy i bakterie to wymysł
naukowców chcących zarobić na szczepionkach.

Przeczytaj także: Czy żywność była kiedyś smaczniejsza i zdrowsza?

Wokół takich pseudonaukowych
poglądów wyrastają niejednokrotnie kolejne, aż w końcu powstaje cały chaotyczny system
różnych, często sprzecznych ze sobą twierdzeń, mających przemawiać za jakimś
denialistycznym poglądem. Mamy wtedy do czynienia z niczym innym, jak z
teoriami spiskowymi, które są świetnym narzędziem do manipulacji. Przykładowo, denialiści płci biologicznej twierdzą, że ona nie istnieje, zaprzeczają też dymorfizmowi płciowemu mózgu, a jednocześnie przekonują, że transpłciowość wynika z niezgodności płci mózgu z pozostałymi kryteriami płci, zwłaszcza podstawowymi (genetyczną i gonadalną). Antyszczepionkowcy mogą wierzyć, że szczepionka powoduje autyzm, jednocześnie uznając, że coś takiego jak spektrum zaburzeń autyzmu w ogóle nie istnieje. Osoby głośno krzyczące, że homoseksualizm to choroba, mogą same być homoseksualne i prywatnie nie widzieć w tym nic chorego i nieprawidłowego.  

Dlaczego właśnie denializm?

Denializm jest słowem przydatnym
w języku polskim z kilku powodów. Przede wszystkim od razu wiadomo, o jakim
zjawisku mówimy. Po drugie, aktualna niepopularność tego pojęcia zmusza wielu,
którzy się z nim stykają, do sprawdzenia hasła w Google. Prowadzi to zwykle do
dobrych artykułów popularnonaukowych (przynajmniej na tę chwilę, zanim ze
słowem tym zapoznają się sami denialiści i będą je stosować opacznie). Trzecia
rzecz – powszechna pseudonauka zostaje zaszufladkowana, co ułatwia pokazywanie jej jako coś negatywnego, czym w istocie jest. Mamy więc pojęcie pożyteczne,
które tak ze względu na treść jaką niesie, jak i towarzyszące, wyżej opisane
zalety, a także jego powszechność w mediach anglojęzycznych, najpewniej
przyjmie się szerzej w naszym kraju.
Prowadzenie bloga naukowego wymaga ponoszenia kosztów. Merytoryczne przygotowanie do napisania artykułu to często godziny czytania podręczników i publikacji. Zdecydowałem się więc stworzyć profil na Patronite, gdzie w prosty sposób można ustawić comiesięczne wpłaty na rozwój bloga. Dzięki temu może on funkcjonować i będzie lepiej się rozwijać. Pięć lub dziesięć złotych miesięcznie nie jest dla jednej osoby dużą kwotą, ale przy wsparciu wielu staje się realnym, finansowym patronatem bloga, dzięki któremu mogę poświęcać więcej czasu na pisanie artykułów.

 

Najnowsze wpisy

`

11 myśli w temacie “Co to jest denializm?

  1. "Powszechna pseudonauka zostaje zaszufladkowana, co ułatwia promowanie jej jako coś negatywnego, czym w istocie jest" – jak to będzie po polsku?

    1. Nie ma jak to krytykować, że ktoś utrzymuje się z bloga bo sprzedaje suplementy, a na końcu prosić o wpłatę. No po prostu mistrz.

    2. Jest znaczna różnica misiu kolorowy między sprzedawaniem nic nie wartego gwna na które nabywca liczy, że mu pomoże , a sprzedawaniem naukowej wiedzy…. Mistrzu logiki…

  2. Miło się czyta, ale czy mógłbym prosić o logiczne rozwinięcie twierdzenia o tym, że skazanie Kenta Hovinda pokazuje jak denializm może być rachunkiem zysków? Kilka zdań wcześniej jest mowa o chwytach erystycznych, a tutaj taki fałszywy trop, czy też czerwony śledź…

    1. OK, przeszliśmy od erystyki do retoryki 🙂 Dalej nie widać związku między skazaniem za oszustwo podatkowe a "uprawianiem" denializmu, poza może tym, że oba te działania są co najmniej niegodne pochwały. Ale o żadne wynikanie drugiego z pierwszego bym się nie pokusił.
      Przepraszam, że tak drążę temat, ale to fajny blog, gdzie prawda naukowa znajduje miły kącik – warto go dopieścić.

  3. Przepraszam, ale kto zarezerwował termin negacjonizm dla faktów historycznych i w jaki sposób (w urzędzie patentowym?) Przywołane negowanie Holocaustu po angielsku zwie się "Holocaust denial" i zbieżność słów w tym języku nikomu nie wadzi. Tylko w Polsce jakoś musi wadzić, nie wiem czemu. Ja w każdym razie korzystając z brzytwy Ockhama nie będę mnożyła bytów ponad potrzebę używając terminu "negacjonizm naukowy" zamiast proponowanego potworkowatego anglicyzmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *